RSS

Search results for ‘olejek’

Zatrucie nikotyną u niemowlaka – zanim zacznie się nagonka w mediach

Wszyscy wiemy, że nic tak nie ożywia mediów jak nieszczęście. Najlepiej jakby był trup, ale nie zawsze można liczyć na taką okazję. No ale zatrucie też może być fajne, szczególnie jeśli: a/ dotyczy dziecka, b/ dotyczy produktu, któremu się robi kampanię negatywną.
Postanowiłem wyprzedzić ruch medialny, który zapewne się zacznie, gdy ktoś wytropi ten artykuł w New England Journal of Medicine. Spełnia on oba powyższe „kryteria fajności”.
Jestem przekonany, że zaraz się pojawią teksty o tym, jakie to wszystko szkodliwe, niebezpieczne i najlepiej zakazać, zabronić, a posiadaczy wsadzić prewencyjnie, oczywiście w trosce o ich dobro.
Przyjrzyjmy się jednak opisanemu przypadkowi. Otóż w jednym z amerykańskich szpitali został przyjęty jako pacjent 10-miesięczny chłopiec, który łyknął jakąś ilość liquidu. Nie wiadomo do końca ile tego było, ale wiemy, że stężenie wynosiło 18 mg/ml. Bez odpowiedzi pozostaje też sprawa podstawowa. Jak, u diabła, dziecko mogło mieć w zasięgu rąk otwartą butelkę z liquidem. Ale o tym jeszcze trochę za chwilę.
Podstawowe objawy, jakie wystąpiły, to wymioty i tachykardia (przyspieszenie akcji serca). No i właśnie ten pierwszy objaw jest bardzo istotny w tym przypadku. Mówiąc skrótowo – co weszło, to wyjdzie. Owszem, część nikotyny zostanie zaabsorbowana, ale reszta zniknie z organizmu w miarę naturalnie. To jest niesamowicie istotna sprawa, ponieważ, jak widać, organizm sam się broni przed wchłonięciem trucizny. Dlatego też dawka toksyczna nikotyny w przypadku połknięcia nie może być rozpatrywana na poziomie dziesiątek, ale raczej setek miligramów. Pisałem o tym już jakiś czas temu.
I taki sam mechanizm samoobrony miał miejsce w tym przypadku. Lekarze nie zdecydowali się podać dziecku żadnego antidotum, pozostawili je na obserwacji. Sześć godzin później uznali, że wszystkie istotne parametry dziecka są już zupełnie w normie, więc można było je wypisać.
To jest istota opisywanego przypadku. Reszta artykułu to już klasyka: opowieść o tym, że zatrucie nikotyną może w skrajnych przypadkach spowodować problemy z układem oddechowym, a w konsekwencji nawet śmierć. I o tym, że łyżeczka liquidu 18 mg/ml może być dawką śmiertelną dla osoby ważącej 90 kg. Swoją drogą – ciekawe po co takie informacje w artykule o 10-miesięcznym dziecku. Na koniec jest nieśmiertelny już akapit o tym, że liquidy nie są ujęte w przepisach FDA itd.
A tak naprawdę przynajmniej jeden akapit powinien być poświęcony czemuś innemu, a mianowicie temu, że karygodną sprawą jest brak rozumu u rodziców/opiekunów dziecka. I to oni powinni trafić do lekarza, ale nie internisty, tylko takiego od głowy.
Na koniec jeszcze jeden drobiazg. W artykule wspomniano, że jednym ze składników liquidu był salicylan metylu, a dokładniej „oil of wintergreen”, czyli olejek eteryczny z występującej w Ameryce Północnej rośliny zwanej golteria rozesłana. Przyznam, że nie bardzo rozumiem stosowanie salicylanów w liquidzie, ale na całe szczęście nie muszę rozumieć wszystkiego.

 
7 komentarzy

Posted by w dniu 8 Czerwiec 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Krąg ósmy – historya edukacyjna

I zagrzmiały trąby ze wszystkich stron, a z góry Głos dobiegł, odbijając się echem od ścian:

„… i za te wszystkie przewinienia na piekło skazan jesteś – dla ciebie, nieszczęśniku, krąg ósmy przeznaczon jest – na wieczne pragnienie i niespełnienie. Straże – wyprowadzić!”

I powiedli nieszczęśnika wąską kamienistą ścieżką w dół. Mrocznym, ciemnym szlakiem. Aż dotarli do solidnej bramy z rzymską ósemką. I skrzypnęła otwierana brama. Popchnięty, zatoczył się i zmrużył oczy, ponieważ bijąca jasność raziła okrutnie.
Pomrugał kilka razy, aby przyzwyczaić się do otoczenia. Rozejrzał się i… uśmiechnął.
„Piekło? Ósmy krąg? Nieźle – podoba mi się tu!” – takie myśli przebiegły natychmiast przez jego skołataną głowę, gdy tylko zobaczył na ścianach półki z równiutko ułożonymi e-fajkami. Na niższych leżały he***thy, wyżej jakieś znane mu egony, na najbardziej eksponowanych pyszniły się pro***i i wszelakiej maści błyszczące mody, z elektroniką tayvoya 11. generacji, pokrywane złotem, irydem oraz palladem.
A po drugiej stronie parowniki różniste – od prostych atomizerów przez kartomizery aż do wyrafinowanych modeli z baniaczkami z czystego kwarcu. A te grzałki nawinięte rękoma mistrzów, a te doskonale nasiąkliwe sznurki z wszelkich materiałów…
Poczuł, że robi mu się gorąco z wrażenia. Dopadł do półek i oglądał chciwie. Większość tego sprzętu widywał tylko na obrazkach, a teraz były na wyciągnięcie ręki.
„No nie, to nie może być prawda – tu jest jakiś kruczek” – pomyślał.
- Jest tu kto? – spytał półgłosem.
- Czego ci trzeba, wędrowcze? – ozwał się głos, dochodzący… no właśnie, nie wiadomo skąd.
- Czy ja mogę… tutaj, jakąś e-fajkę… dla mnie? – spytał drżącym głosem.
- Ależ bierz do woli, synu marnotrawny – jedną, pięć, ile tylko chcesz.
Nie trzeba mu było tego powtarzać – rzucił się do półek, zaczął napychać kieszenie e-fajkami różnymi, dodatkowymi parownikami, grzałkami. Po kilku chwilach opanował się i już staranniej dobierał komplety. Zasilanie… parownik… ładowarka… smycz… etui…
Pełnia szczęścia.
Pełnia? Zaraz, zaraz. Czegoś tu brakuje. Suche to wszystko.
- Hey, panie dyabeł! A czym to mam napełnić?
I znowu odezwał się Głos-nie-wiadomo-skąd mówiący: „idź prosto do wielkich drzwi”. I poszedł, a drzwi otwarły się bezszelestnie ukazując salę wielką, jakby apteczną. Półki pełne butelek o rozmaitych kształtach i barwach.
Rzucił się, spragniony solidnego kopa w płucach, i dopadł do pierwszej z brzegu półki. Zmarszczywszy brwi czytał nalepki, ręce zaczęły mu drżeć, a oczy zaczynały otwierać się coraz szerzej. Jeszcze miotał się po wielkiej sali, ale straszliwa prawda zaczęła do niego docierać. Teraz już rozumiał, o co w tym wszystkim chodziło.
- Ale dlaczego? Jak to? Przecież to niesprawiedliwe! Tak nie może być! – łkał żałośnie.
A oto odrzekł mu Głos: „No przecież sam zawsze tak nazywałeś te mieszaniny. Tu nie ma żadnego błędu.”.
A na półkach pyszniły się flakoniki piękne, buteleczki fikuśne. A na etykietach widniały napisy „olejek do opalania z filtrem UV”, „olejek do masażu”, „olejek kamforowy do ucha”, „olejek rycynowy”. Wszystkie olejki świata były w sali. Olejki…
I skulił się pod ścianą, świadom tego, że jest tu już na wieczność. I gorzko zapłakał…

 
23 komentarzy

Posted by w dniu 5 Listopad 2012 w ogólne

 

Tagi:

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 278 obserwujących.