Jak widzę, sezon listów otwartych trwa. Tym razem mamy jednak coś o dużym ciężarze gatunkowym, ponieważ list do FDA wystosowała poważna organizacja American Council on Science and Health.
Jest to powstała w 1978 roku w USA organizacja zrzeszająca głównie naukowców zainteresowanych tym, aby wiedza pochodząca z publikowanych wyników badań naukowych docierała do społeczeństwa jak też do szeroko rozumianych mediów i była brana pod uwagę przy uchwalaniu prawa.
Co napisano w tym liście? W zasadzie w skondensowanej formie mamy tam wszystkie argumenty, które już tu były omawiane. To, że e-papierosy są na pewno mniej szkodliwe od analogów, że coraz więcej danych mówi o tym, że one naprawdę pozwalają ludziom porzucić palenie tytoniu. W tym kontekście cytowane są badania prof. Polosy z Włoch, o których pisałem jakiś czas temu.
Autorzy wzywają FDA do ponownego zastanowienia się nad swoim stanowiskiem w sprawie e-papierosów i oparcia go tym razem na twardych danych naukowych, a nie na ideologii i uprzedzeniach.
Co ważne, apel podpisało 14 osób, w tym większość lekarzy, a wśród nich profesorowie medycyny i toksykologii, między innymi znany czytelnikom tego bloga prof. Michael Siegel.
Wydaje się, że jest to bardzo ważny ruch – FDA nie może ot tak sobie go zignorować, ponieważ ACSH jest organizacją bardzo znaną i liczącą się w USA. Teraz będziemy czekać na odpowiedź. Oj, ciekawie się robi, ciekawie…
Archiwa tagu: media
Ważny list otwarty do FDA od American Council on Science and Health
Koncern analogów kupuje firmę e-fajkową – nowy rozdział?
Dopiero dziś dostałem informację, która jakoś nie odbiła się szerokim echem wśród e-palaczy, a chyba powinna, ponieważ zaczyna się jakiś nowy etap w tym biznesie.
Otóż w końcu kwietnia jedna z największych (i bardzo stara) firma produkująca analogi, Lorrilard, wyłożyła ni mniej ni więcej, tylko 135 milionów $ i kupiła znaną głównie na rynku amerykańskim firmę e-papierosową Blu Ecigs.
Można się zastanawiać, co to oznacza dla nas. No cóż – jeśli firma, której sprzedaż szacuje się na 1,5 miliarda dolarów dokonuje takiego zakupu, to nie robi tego tylko z sentymentu. Wie doskonale, że wyniki badań są coraz bardziej obiecujące, może też wyłożyć lekką ręką milion zielonych na solidne testy liquidów, bo na pewno FDA będzie patrzeć im dokładnie na ręce. A my pewnie będziemy śledzić dalsze losy tego wydarzenia, jak też ewentualne kolejne ruchy na rynku.
Jestem ciekawy Waszej opinii o tym wydarzeniu.
List otwarty do pani profesor – wersja ostateczna
Zamieszczam tutaj wersję ostateczną listu otwartego do pani profesor Ewy Florek z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. List wysłałem do wiadomości portalu Interia.pl, radia RMF FM oraz telewizji TVN24.
Przy okazji chciałem podziękować Beacie za pomoc w redakcji ostatecznego tekstu.
Oczywiście będę na bieżąco informował o ewentualnych odpowiedziach.
Jeśli ktoś chciałby podpisać się pod tym listem, proszę uczynić to w komentarzach. Jednocześnie proszę o to, aby tutaj już nie komentować samej sprawy – można to zrobić pod wpisem wcześniejszym. Tutaj pozostawmy tylko podpisy.
Dodano o 12.11: Jeśli można, proszę o podpisy imienne – tak, jak zauważył jalens – nasze waperskie nicki są znane tylko w ramach getta e-palaczy.
##########################################################################################
Szanowna Pani Profesor,
niniejszy list otwarty powstał jako komentarz do czata z Pani udziałem, który odbył się na portalu czateria.interia.pl w dniu 17 maja 2012 roku.
Przyznam, że z zaciekawieniem czekałem na to spotkanie, biorąc pod uwagę tematykę, która miała być poruszona w trakcie rozmowy. Oczekiwałem nie tylko ja, ale też wielu innych użytkowników e-papierosów, ponieważ tematyka ta rzadko jest poruszana w mediach. Wiem, że sporo pytań zostało wysłanych mailowo, wiele przekazano moderatorowi już w trakcie trwania czatu. Niestety, zaledwie kilka z nich ujrzało światło dzienne, a szkoda.
No, ale to jest sprawa uboczna. Ważniejsze od pytań, które się nie przebiły, są zdania, które padły. Przyznam, że niektóre z nich zabrzmiały szokująco. Podam konkretne przykłady:
ImmoRtaL!!!: witam. mam pytanie odnosnie elektronicznych papierosow. jak to dziala i czy wogole skutkuje. probowalem juz wszystkiego a nadal pale. zadne gumy i plastry mi nie pomagaja. zatem chcialbym wiedziec co to jest, elektroniczny papieros?
prof. Ewa Florek: Elektroniczny papieros – jest to jedna wielka niewiadoma,.
prof. Ewa Florek: ich skład jest utajniony, nie znamy dokładnych dawek nikotyny ani innych substancji o działaniu biologicznym. Nie jest to produkt zarejestrowany i jest z punktu widzenia toksykologicznego niebezpieczny dla człowieka.
Nie wiem, na jakiej podstawie sformułowała Pani te stwierdzenia. Określenie “skład utajniony” sugeruje działanie celowe, zmierzające do ukrycia prawdy (w domyśle strasznej lub niebezpiecznej). Tymczasem wszystkie płyny importowane w większości spoza obszaru celnego UE muszą być zaopatrzone w stosowną dokumentację (jak karty charakterystyki), w której skład płynu jest podany bardzo dokładnie. Ponadto wiemy, że na zlecenie Urzędu Celnego dokonywano wielokrotnych wyrywkowych kontroli płynów, które nie stwierdziły zasadniczych odstępstw od deklarowanego składu.
Co więcej – wielu użytkowników e-papierosów przygotowuje własne płyny, składające się często wyłącznie ze składników o czystości farmakopealnej – roztworu nikotyny w glikolu propylenowym/glicerynie, uzupełnionych czasami o aromaty spożywcze, których czystość jest również badana. Czy więc uprawnionym jest stwierdzenie o utajnieniu składu?
Prawdą jest, że nie można powiedzieć, że dysponujemy kompletem badań klinicznych dotyczących oddziaływania e-papierosów na organizm człowieka. Warto jednak uczciwie stwierdzić, że jest to całkowicie nowy obszar badawczy, a więc trudno oczekiwać, że prac na ten temat będą od razu tysiące. Co więcej, warto byłoby powiedzieć w trakcie takiego czata, że są już takie wyniki i to publikowane w recenzowanych czasopismach medycznych. Wiele badań jest w toku. Jak do tej pory, nie stwierdzono istotnych skutków negatywnych. Stosując retorykę Pani profesor, mógłbym stwierdzić, że utajniła Pani istnienie tych wyników. Dlaczego?
Prawdą jest też, że e-papierosy nie są formalnie zatwierdzone jako NTZ i zapewne długo nie będą. Mówiąc popularnie – torcik co prawda jest spory, ale czy producenci NTZ będą chcieli się nim podzielić?
mel23sosnoA: Przecież producent papierosów też nie wyszczególnia składników jakie będą w dymie papierosowy, jednak naukowcy wiedzą, że są szkodliwe, że mają ponad 4000 zw. niebezpiecznych w tym kacerogennych czy mutagennych. Dlaczego więc nie można zbadać dymu (a raczej par) jakie wydostają się z elektronicznego papierosa?
prof. Ewa Florek: Zbadac można tylko, ż ekażda seria jest inna.
prof. Ewa Florek: Nie ma żądnej normy dla elektronicznych papierosów.
Zgadza się – nie ma formalnych norm dotyczących płynów stosowanych w e-papierosach. Postawię proste pytanie – co polscy toksykolodzy zrobili w tej kwestii? Czy jakikolwiek ośrodek naukowy zainteresował się tą sprawą? Jestem przekonany, że środowisko e-palaczy z wdzięcznością przyjęłoby ofertę wspólnej pracy nad takimi normami, ale o tym później.
Przy okazji – stwierdzenie “każda seria jest inna” wymaga chyba dowodu – poproszę o stosowny link do materiału źródłowego. Mam nadzieję, że nie jest utajniony.
jsakic: paliem 15 lat, od 2 miesięcy palę tylko e – papierosa i jestem przekonany, o mojej poprawie zdowia, brak kaszu ciśnienie, kondycja itp. Więc czemu go nie stosować?
prof. Ewa Florek: Bo nie znamy dawek substancji , które znajdują się w nim .I mam propozycję – rzucenie e-papierosa. I wtedy kondycja będzie doskonała.
Przeciwnie – znamy doskonale dawki nikotyny – zarówno te znajdujące się w samym płynie, jak też te, które są wprowadzane do krwiobiegu. Wszystko można znaleźć bez problemu w recenzowanych czasopismach medycznych.
Przez cały czas przewijał się na czacie temat nikotynowej terapii zastępczej. Zastanawia mnie, dlaczego w imię rzetelności naukowej nie wspomniała Pani o niedawnych wynikach badań publikowanych w prestiżowym British Medical Journal, pokazujących, że efektywność NTZ jest na poziomie placebo. Podobne wyniki publikowali również badacze z Harvard School of Public Health. Podejrzewam, że niebawem nastąpi wysyp podobnych publikacji. Czy zatem proponowanie nieefektywnej NTZ jest etyczne?
Xaphan: W plasterkach czy gumach możemy często usłyszeć o “nikotynie leczniczej”. Czy istnieje coś co można nazwać tym terminem, czy to poprostu zabieg marketingowy i nie różni się ona niczym od tej w zwykłym papierosie, bądź e-papierosie?
prof. Ewa Florek: Nie ma okireślenie “nikotyna lecznicza”.
prof. Ewa Florek: Nikotyna może mieć rózna postać chemiczną, która ma zastosowanie w produktach leczniczych i określona jej dawka sprawia, że staje się pomocna w zaprzestaniu palenia a nie szkodliwa w wielokrotnie wyższym stężeniu w jakim jest w papierosach.
Z całym szacunkiem, ale ośmielę się powiedzieć, że mija się Pani z prawdą. Określenie to (dokładniej jego synonim – “nikotyna terapeutyczna”) jest stosowane wprost w reklamach NTZ, które codziennie atakują nas w TV. Nie bardzo rozumiem też stwierdzenia o “różnej postaci chemicznej, która ma zastosowanie w produktach leczniczych” – czy może to Pani doprecyzować? Jestem chemikiem i śmiem twierdzić, że nikotyna jest po prostu nikotyną i nie może mieć “innej postaci” (nie mówimy tu chyba o stereoizomerach). Nikotyna w liściu tytoniu, gumach/plastrach czy w płynie do e-papierosa to ten sam związek. Jedyną “inną postacią” może teoretycznie być kation nikotyniowy, ale on nie jest “nikotyną” tylko protonowanym fragmentem jej związku. Zresztą obydwoje wiemy, że zarówno nikotyna wolna, jak i kation nikotyniowy występują we wszystkich wyżej wymienionych źródłach nikotyny, tylko w różnych proporcjach.
Na koniec kilka refleksji ogólnych. Słowo zapisane w Internecie pozostaje na długo. Dlatego też warto je ważyć, zanim zostanie zarejestrowane. Bezpodstawne straszenie potencjalnych nowych użytkowników e-papierosów ich szkodliwością (taki wniosek się nasuwa z w/w Pani wypowiedzi) może przynieść tylko taki efekt, że palacze tytoniu pozostaną przy tym nałogu. Uznają, że lepiej się truć czymś dobrze zdefiniowanym (papieros tytoniowy), niż ryzykować coś nieznanego. Zastanawiam się, jak tego typu działanie ma się do podstawowej zasady Hipokratesa primum non nocere? Czy właśnie takie miało być przesłanie Pani wypowiedzi na czacie? Mam nadzieję, że jednak nie.
Na koniec chciałbym zacytować fragment przysięgi doktorskiej, którą zarówno Pani, jak i ja składaliśmy kiedyś:
Przyrzekniecie przeto:
… że usilną pracą uprawiać i pomnażać będziecie naukę nie dla pospolitej korzyści ani
próżnej chwały, ale by szerzyła się coraz bardziej prawda, od której zawisła przyszłość
i szczęście rodzaju ludzkiego.
Czy dobrowolnie i ze szczerym przekonaniem ślubujecie to i przyrzekacie?
Ślubujemy i przyrzekamy!
Mając powyższe na uwadze, chciałbym zaproponować, aby połączyć siły i zrobić coś wspólnie w tej tematyce. Społeczność użytkowników e-papierosów na pewno pozytywnie przyjęłaby fakt, że coś w tej dziedzinie zaczyna się dziać. Badania z prawdziwego zdarzenia, sine ira et studio. Bez zakładania, że e-papierosy są cudem czy też wynalazkiem diabła. Może uda się znaleźć również consensus w sprawie propozycji norm jakościowych, które powinny spełniać płyny używane w e-papierosach. Zapewne to też byłoby przyjęte pozytywnie przez e-palaczy.
Proszę rozważyć moją propozycję.
Łączę wyrazy szacunku
############################################################################################
Nowe przemyślenia w sprawie mediów
Długo zastanawiałem się nad kwestią, do kogo wysłać kopie maila, o którym dyskutujemy od trzech dni. Tak sobie myślę, że może jednak w tym momencie nie warto robić szerokiej kampanii medialnej. Czat był prowadzony na konkretnej platformie, inne media musiałyby to uwzględnić w momencie decyzji, czy cokolwiek upubliczniać u siebie, skoro byłoby to “napędzanie słupków” konkurencji. I w takim momencie tego typu mail wyląduje z założenia w koszu.
Dlatego też w tym momencie ograniczę się jednak do wysłania maila do macierzystej jednostki czata, czyli Interii, jak też skojarzonego z nią biznesowo w ramach grupy Bauer radia RMF FM. I wystarczy. Nie ma co rozpętywać burzy – może uda się sprawę z panią profesor załatwić pozytywnie.
Oczywiście nie znaczy to, że media zostaną pominięte. Trzeba to zrobić jednak nieco inaczej. Podobnie, jak dawno dawno temu uszykowaliśmy wraz z Piotrem i Wawrzyńcem dokument “E-papierosy: zarzuty a fakty”, warto może uszykować nowy dokument skierowany właśnie do mediów. Nie mamy tutaj silnej presji czasu, możemy o sprawie pomyśleć nawet ze dwa tygodnie. Tego typu sprawy wymagają rozważenia i dyskusji.
Jestem bardzo ciekawy, co o tym myślicie.
Kopie listu otwartego – do kogo?
List otwarty powoli nabiera ostatecznego kształtu. Wyślę go najpóźniej w środę rano do pani profesor, z kopią do Interii, ponieważ czat miał u nich miejsce. Kopia pójdzie też do RMF FM, bo to ta sama grupa. Myślałem też o innych mediach, ale zastanawiam się, do jakich można by go posłać. TVN24? Gazeta.pl? Może coś poza szeroko rozumianymi mediami? Polityków raczej bym sobie w tym momencie odpuścił.
Jeśli już zaczynamy robić jakiś szum, to niech będzie chociaż lekkie echo.
Zastanawiam się nad tym, czy mail ma być wysłany jednoosobowo czy też np. w imieniu pewnej grupy użytkowników e-fajek? No bo podpisywanie się w imieniu całej społeczności jest lekko nieuprawnione. Staram się unikać stwierdzeń typu “My, naród…”.
A jakie są Wasze propozycje?
Projekt listu otwartego do pani profesor
Zgodnie z tym, co już pisałem, przygotowałem projekt listu otwartego do pani profesor Ewy Florek, uczestniczki czata sprzed kilku dni.
Pełny zapis czata znajdziecie tutaj. W liście fragmenty cytatów zaznaczyłem na pomarańczowo. Pogrubienia w cytatach są moje.
Jeśli chcecie coś dodać/wyrzucić/zmienić – podyskutujmy nad tym do wtorku. W tym dniu chciałbym przygotować ostateczną wersję tekstu i wysłać do adresatki.
############################################################################################
Szanowna Pani Profesor
Niniejszy list otwarty powstał jako komentarz do czata z Pani udziałem, który odbył się na portalu czateria.interia.pl w dniu 17 maja.
Przyznam, że z zaciekawieniem czekałem na to spotkanie, biorąc pod uwagę tematykę, która miała być poruszona w trakcie rozmowy. Oczekiwałem nie tylko ja, ale też wielu innych użytkowników e-papierosów, ponieważ tematyka ta rzadko jest poruszana w mediach. Wiem, że sporo pytań zostało wysłanych mailowo, wiele przekazano moderatorowi już w trakcie trwania czatu. Zaledwie kilka z nich ujrzało światło dzienne, a szkoda.
No ale to jest sprawa uboczna. Ważniejsze od pytań, które się nie przebiły, są zdania, które padły. Przyznam, że niektóre z nich zabrzmiały szokująco. Podam konkretne przykłady:
ImmoRtaL!!!: witam. mam pytanie odnosnie elektronicznych papierosow. jak to dziala i czy wogole skutkuje. probowalem juz wszystkiego a nadal pale. zadne gumy i plastry mi nie pomagaja. zatem chcialbym wiedziec co to jest, elektroniczny papieros?
prof. Ewa Florek: Elektroniczny papieros – jest to jedna wielka niewiadoma,.
prof. Ewa Florek: ich skład jest utajniony, nie znamy dokładnych dawek nikotyny ani innych substancji o działaniu biologicznym. Nie jest to produkt zarejestrowany i jest z punktu widzenia toksykologicznego niebezpieczny dla człowieka.
Nie wiem na jakiej podstawie sformułowała Pani te stwierdzenia. Określenie “skład utajniony” sugeruje działanie celowe, zmierzające do ukrycia prawdy (w domyśle strasznej lub niebezpiecznej). Tymczasem wszystkie płyny importowane w większości spoza obszaru celnego UE muszą być zaopatrzone w stosowną dokumentację (jak karty charakterystyki), w której skład płynu jest podany bardzo dokładnie. Ponadto wiemy, że na zlecenie Urzędu Celnego dokonywano wielokrotnych wyrywkowych kontroli płynów, które nie stwierdziły zasadniczych odstępstw od deklarowanego składu.
Co więcej – wielu użytkowników e-papierosów przygotowuje własne płyny, składające się często wyłącznie ze składników o czystości farmakopealnej – roztworu nikotyny w glikolu propylenowym/glicerynie, uzupełnionych czasami o aromaty spożywcze, których czystość jest również badana. Czy więcj uprawnionym jest stwierdzenie o utajnieniu składu?
Prawdą jest, że nie można powiedzieć, że dysponujemy kompletem badań klinicznych dotyczących oddziaływania e-papierosów na organizm człowieka. Warto jednak uczciwie stwierdzić, że jest to całkowicie nowy obszar badawczy, a więc trudno oczekiwać, że prac na ten temat będą od razu tysiące. Co więcej, warto byłoby powiedzieć w trakcie takiego czata, że są już takie wyniki i to publikowane w recenzowanych czasopismach medycznych. Wiele badań jest w toku. Jak do tej pory nie stwierdzono istotnych skutków negatywnych. Stosując retorykę Pani profesor mógłbym stwierdzić, że utajniła Pani istnienie tych wyników. Dlaczego?
Prawdą jest też, że e-papierosy nie są formalnie zatwierdzone jako NTZ i zapewne długo nie będą. Mówiąc popularnie – torcik co prawda jest spory, ale czy producenci NTZ będą chcieli się nim podzielić?
mel23sosnoA: Przecież producent papierosów też nie wyszczególnia składników jakie będą w dymie papierosowy, jednak naukowcy wiedzą, że są szkodliwe, że mają ponad 4000 zw. niebezpiecznych w tym kacerogennych czy mutagennych. Dlaczego więc nie można zbadać dymu (a raczej par) jakie wydostają się z elektronicznego papierosa?
prof. Ewa Florek: Zbadac można tylko, ż ekażda seria jest inna.
prof. Ewa Florek: Nie ma żądnej normy dla elektronicznych papierosów.
Zgadza się – nie ma formalnych norm dotyczących płynów stosowanych w e-papierosach. Postawię proste pytanie – co polscy toksykolodzy zrobili w tej kwestii? Czy jakikolwiek ośrodek naukowy zainteresował się tą sprawą? Jestem przekonany, że środowisko e-palaczy z wdzięcznością przyjęłoby ofertę wspólnej pracy nad takimi normami, ale o tym później.
Przy okazji – stwierdzenie “każda seria jest inna” wymaga chyba dowodu – poproszę o stosowny link do materiału źródłowego. Mam nadzieję, że nie jest utajniony.
jsakic: paliem 15 lat, od 2 miesięcy palę tylko e – papierosa i jestem przekonany, o mojej poprawie zdowia, brak kaszu ciśnienie, kondycja itp. Więc czemu go nie stosować?
prof. Ewa Florek: Bo nie znamy dawek substancji , które znajdują się w nim .I mam propozycję – rzucenie e-papierosa. I wtedy kondycja będzie doskonała.
Przeciwnie – znamy doskonale dawki nikotyny – zarówno te znajdujące się w samym płynie, jak też te, które są wprowadzane do krwiobiegu. Wszystko można znaleźć bez problemu w recenzowanych czasopismach medycznych.
Przez cały czas przewijał się na czacie temat nikotynowej terapii zastępczej. Zastanawia mnie dlaczego w imię rzetelności naukowej nie wspomniała Pani o niedawnych wynikach badań publikowanych w prestiżowym British Medical Journal, pokazujących, że efektywność NTZ jest na poziomie placebo. Podobne wyniki publikowali również badacze z Harvard School of Public Health. Podejrzewam, że niebawem nastąpi wysyp podobnych publikacji. Czy zatem proponowanie nieefektywnej NTZ jest etyczne?
Xaphan: W plasterkach czy gumach możemy często usłyszeć o “nikotynie leczniczej”. Czy istnieje coś co można nazwać tym terminem, czy to poprostu zabieg marketingowy i nie różni się ona niczym od tej w zwykłym papierosie, bądź e-papierosie?
prof. Ewa Florek: Nie ma okireślenie “nikotyna lecznicza”.
prof. Ewa Florek: Nikotyna może mieć rózna postać chemiczną, która ma zastosowanie w produktach leczniczych i określona jej dawka sprawia, że staje się pomocna w zaprzestaniu palenia a nie szkodliwa w wielokrotnie wyższym stężeniu w jakim jest w papierosach.
Z całym szacunkiem, ale ośmielę się powiedzieć, że mija się Pani z prawdą. Określenie to (dokładniej jego synonim – “nikotyna terapeutyczna”) jest stosowane wprost w reklamach NTZ, które codziennie atakują nas w TV. Nie bardzo rozumiem też stwierdzenia o “różnej postaci chemicznej, która ma zastosowanie w produktach leczniczych” – czy może to Pani doprecyzować? Jestem chemikiem i śmiem twierdzić, że nikotyna jest po prostu nikotyną i nie może mieć “innej postaci” (nie mówimy tu chyba o stereoizomerach). Nikotyna w liściu tytoniu, gumach/plastrach czy w płynie do e-papierosa to ten sam związek. Jedyną “inną postacią” może teoretycznie być kation nikotyniowy, ale on nie jest “nikotyną” tylko protonowanym fragmentem jej związku. Zresztą obydwoje wiemy, że zarówno nikotyna wolna, jak i kation nikotyniowy występują we wszystkich wyżej wymienionych źródłach nikotyny, tylko w różnych proporcjach.
Na koniec kilka refleksji ogólnych.
Słowo zapisane w Internecie pozostaje na długo. Dlatego też warto je ważyć, zanim zostanie zarejestrowane. Bezpodstawne straszenie potencjalnych nowych użytkowników szkodliwymi e-papierosami (taki wniosek z tych wszystkich Pani wypowiedzi można wysnuć) może przynieść tylko taki efekt, że palacze tytoniu pozostaną przy tym nałogu. Uznają, że lepiej się truć czymś dobrze zdefiniowanym (papieros tytoniowy) niż ryzykować coś nieznanego. Zastanawiam się, jak tego typu działanie ma się do podstawowej zasady Hipokratesa primum non nocere? Czy właśnie takie miało być przesłanie Pani wypowiedzi na czacie? Mam nadzieję, że jednak nie.
Na koniec chciałbym zacytować fragment przysięgi doktorskiej, którą zarówno Pani jak i ja składaliśmy kiedyś:
Przyrzekniecie przeto:
… że usilną pracą uprawiać i pomnażać będziecie naukę nie dla pospolitej korzyści ani
próżnej chwały, ale by szerzyła się coraz bardziej prawda, od której zawisła przyszłość
i szczęście rodzaju ludzkiego.
Czy dobrowolnie i ze szczerym przekonaniem ślubujecie to i przyrzekacie?
Ślubujemy i przyrzekamy!
Mając powyższe na uwadze chciałbym zaproponować, aby połączyć siły i zrobić coś wspólnie w tej tematyce. Społeczność użytkowników e-papierosów na pewno pozytywnie przyjęłaby fakt, że coś w tej dziedzinie zaczyna się dziać. Badania z prawdziwego zdarzenia, sine ira et studio. Bez zakładania, że e-papierosy są cudem czy też wynalazkiem diabła. Może uda się znaleźć również consensus w sprawie propozycji norm jakościowych, które powinny spełniać płyny używane w e-papierosach. Zapewne to też byłoby przyjęte pozytywnie przez e-palaczy.
Proszę rozważyć moją propozycję.
Łączę wyrazy szacunku
############################################################################################
No i po czacie…
Wielu e-palaczy zapewne albo uczestniczyło albo też czytało zapis czata z panią prof. Ewą Florek. Z tego co widzę, opinie są dość jednoznaczne i, delikatnie mówiąc, niezbyt pochlebne.
Ciekawe czy ktoś się spodziewał, że będzie inaczej niż było.
Chciałem na gorąco odnieść się do stwierdzeń pani profesor, ale tego nie zrobię. Poczekam, aż opadną emocje. Zapewne jutro napiszę jakiś komentarz. Wydaje mi się, że będzie sensowne odezwać się do pani ekspertki, żeby usłyszała głos drugiej strony. Dlatego też poza komentarzem uszykuję list do pani profesor, w którym spróbuję pokazać, że można popatrzeć na całą sprawę nieco bardziej obiektywne. Jest taka stara rzymska zasada - audiatur et altera pars (wysłuchaj też drugiej strony). No to napiszę jako altera pars. Oby tylko nie było tak, jak z dziadem i obrazem.
Mój komentarz do tekstu, który dostali pracownicy pewnej firmy…
Dziś chciałbym się odnieść do pewnego, moim zdaniem wręcz kuriozalnego ogłoszenia, skierowanego do pracowników firmy przez jej kierownictwo. Domyślam się, że firma musi być co najmniej średniej wielkości, skoro ma działy medyczny, QA (czyli jakości) i Safety (czyli bezpieczeństwa – choć akurat to słowo w tym kontekście brzmi jak szyderstwo).
No ale ad rem:
UWAGA: Tekst maila jest na niebiesko, podkreślenia w nim są moje.
Do wszystkich użytkowników elektronicznych papierosów,
Na podstawie analizy przeprowadzonej przy współpracy działów HR, Medycznego, QA i Safety zostały ustalone zasady korzystania z papierosów elektronicznych.
Papierosy elektroniczne traktowane są jak klasyczne papierosy. Oznacza to, że używanie ich dozwolone jest wyłacznie w miejscach wyznaczonych (palarniach).
I to ma być dowód dbałości o zdrowie pracowników? Rzucili palenie tytoniu, a teraz będą bezrefleksyjną decyzją władzy skazani na przebywanie w palarni, a co za tym idzie na palenie bierne i wdychanie tego, czego właśnie chcieli unikać. No ludzie…
Pytanie: czy szefostwo firmy uważa, że palenie bierne jest lepsze niż używanie papierosa elektronicznego?
Zabronione jest również wnoszenie cartridge’y do ich napełniania (ze względu na brak MSDS’ów). Na teren zakładu można wnosić jedynie napełnione elektroniczne papierosy.
Pytania:
- czy władze firmy zadały sobie trud zrozumienia, czym jest cartridge? Zapewne nie, bo inaczej wiedziałyby do czego służy i że nie jest substancją chemiczną w rozumieniu ustawy, a więc nie będzie miał MSDS.
- czy władze potrafią uzasadnić kategoryczne stwierdzenie o braku MSDS dla płynów? Wszystkie płyny importowane muszą być zaopatrzone w MSDS, ponieważ inaczej nie zostaną wpuszczone na obszar celny UE.
Istotne informacje:
Produkcja e-papierosów nie została jeszcze gruntownie przebadana pod względem bezpieczeństwa i ewentualnych korzyści wynikających z ich używania w procesie rzucania palenia.
To prawda, ale zastanawiam się, czy władze firmy zdają sobie sprawę, że papierosy tytoniowe zostały już gruntownie przebadanie i ich szkodliwość nie jest przez nikogo kwestionowana.
Pytania:
- czy używanie czegoś, co na pewno pozbawione jest tysięcy szkodliwych substancji może być gorsze niż palenie tytoniu?
- czy zakazy używania e-papierosów przyczynią się do ich przebadania?
Zachwalany przez producenta benefit wynikający z korzystania z e-papierosów tj. dostarczanie do organizmu czystej nikotyny bez dodatkowych ZWIĄZKÓW OBECNYCH W TRADYCYJNYCH PAPIEROSACH nie spotkał się z akceptacją amerykańskiej agencji badań(FDA – Federal Drug Agency).
Pytania:
- czy FDA jest wyrocznią, której stwierdzenia (sprzed 4 lat!) mają być traktowane jako nieomylne?
- czy władze firmy zapoznały się, choćby fragmentarycznie, z literaturą medyczną tematu, która została opublikowana w ostatnich 2 latach?
Według agencji FDA, e-papierosy nie są wolne od trujących substancji. Analiza udokumentowała, iż e-papierosy zawierają związki rakotwórcze i toksyczne chemikalia.
Analiza dwóch najpopularniejszych marek e-papierosów odkryła:
• 1% stężenie Diethylene glycol toksyczny środka używanego w substancjach rozmrażających
• Nitrosaminy – środek rakotwórczy w połowie próbek
• Anabasine, myosmine, oraz β-nicotyrine szkodliwe dla ludzi substancje w większości próbek
Pytania:
- czy władze firmy wiedzą, że ów straszny glikol etylenowy (taka jest polska nazwa) został znaleziony tylko w jednej z próbek i to w ilości, która absolutnie nie zagrażała zdrowiu człowieka?
– czy władze firmy wiedzą, że dokładnie te same substancje zostały znalezione w produktach używanych w ramach nikotynowej terapii zastępczej (i to w ilościach większych niż w e-papierosach)?
Czy zatem zamierzają zakazać (oczywiście w trosce o zdrowie) swoim pracownikom używania gum, plastrów czy innych tego typu produktów? Jak konsekwentnie to konsekwentnie!
Testy sugerują całkowity lub niedostateczny brak kontroli procesu produkcji e-papierosów.
• Wkłady nikotynowe mają różne stężenie nikotyny
• Wkłady nikotynowe są różnie oznaczane
Po pierwsze – dane dotyczą lat 2008/9 – w świecie e-papierosów to cała epoka.
Po drugie – wkłady z założenia mają mieć różne stężenia nikotyny
Po trzecie – wkłady powinny być różnie oznaczane, w zależności od stężenia nikotyny i smaku.
Pytanie: czy władze firmy naprawdę rozumieją tekst, który napisały?
Opary z e-papierosów mogą być drażniące dla osób z otoczenia.
Owszem, mogą. Dlatego e-palacze powinni mieć wyznaczone własne, osobne od palarni tytoniu miejsca, w których wolno im chmurzyć. Każda inna decyzja firmy jest rażącym naruszeniem prawa. Papieros elektroniczny nie podlega pod ustawę “tytoniową”.
E-papierosy a rzucanie palenia:
W 2008 Światowa Organizacja Zdrowia wydała oświadczenie, w którym mówi: Papierosy elektroniczne nie są potwierdzoną metodą walki z nałogiem tytoniowym. Nie dysponujemy żadnymi dowodami potwierdzającymi bezpieczeństwo używania tego produktu. Światowa Organizacja Zdrowia nie wyklucza, że e-papierosy mogą być użyteczne w walce z nałogiem, jednakże na dzień dzisiejszy Organizacja nie dysponuje badaniami potwierdzającymi taką opinię.
Pytania:
- czy władze firmy pofatygowały się, aby sprawdzić, jakie badania nad e-papierosami zostały przeprowadzone od 2008 roku?
- stwierdzenie, że nie ma dowodów potwierdzających bezpieczeństwo brzmi co najmniej głupio (nie chcę używać mocniejszych słów!). Czy władze firmy wiedzą, że nie można potwierdzić bezpieczeństwa czegokolwiek? Można tylko udowodnić szkodliwość, a więc brak bezpieczeństwa. Przy okazji: czy władze firmy mają dowody na to, że woda, którą piją pracownicy jest absolutnie bezpieczna i nie zawiera żadnych szkodliwych substancji nawet w ilościach pikogramowych?
Badania Światowej Organizacji Zdrowia dowiodły jednak, iż za pomocą e-papierosów możemy dostarczyć do organizmu dwa razy większą dawkę nikotyny, niż za pomocą innych środków zaakceptowanych przez z ŚOZ.
Pytanie: czy władze firmy mogą pokazać odnośniki do badań naukowych potwierdzających powyższe zdanie?
Gdy czytam coś takiego, to przypomina mi się znany zapewne starszym czytelnikom cytat: “badania najwybitniejszych radzieckich uczonych dowiodły…”.
Poza tym – czy władze firmy zdają sobie sprawę, że istnieje co najmniej kilka publikacji, które dowodzą czegoś dokładnie przeciwnego?
Istnieje również niepokój, iż e-papierosy mogą zdestabilizować program walki z nałogiem nikotynowym. Ogólnie rzecz ujmując proponowanie e-papierosów jest proponowaniem substytutu papierosa a nie wdrażaniem rezygnacji z nałogu
Nie bardzo rozumiem, co ten fragment ma wnieść do kwestii używania e-papierosów na terenie firmy. Czy stwierdzono jakieś naciski ze strony niedobrych e-palaczy na innych pracowników, mające na celu proponowanie im, aby używali e-papierosów? Czy były jakieś niecne knowania mające na celu zdestabilizowanie czegokolwiek?
Notabene – “zdestabilizowanie programu” to kolejne hasło, które pamiętam z czasów komuny… no łapy opadają.
Czy władze firmy zdają sobie sprawę, że nikotynowa terapia zastępcza jest mitem, wciskanym ludziom przez rozmaite firmy, które robią na tym gigantyczną kasę? I to nie są puste słowa, ponieważ na ich poparcie mam konkretne dane naukowe. I nie jest to jedyna publikacja na ten temat – warto, aby władze firmy spowodowały, żeby działy medyczny, QA oraz Safety zapoznały się z tymi wynikami.
Ułatwię Wam nawet tę robotę – zapoznajcie się choćby z tym, co pisze dr Glynn, szef International Cancer Control. Warto poczytać o firmie ubezpieczeniowej, która traktuje e-palaczy tak jak niepalących, czy też publikacjami dr. Laugesena czy dr. Polosy (linków nie podam, żeby za bardzo nie ułatwiać).
Może warto też śledzić blog prof. Michaela Siegela – wtedy nie będzie się pisało tekstów, z których śmieje się nawet średnio rozgarnięty e-palacz. Przy okazji – często odnosi się on właśnie do “mądrości” FDA.
Reasumując – cytowany tekst dowodzi, że osoby, które go stworzyły i bezrefleksyjnie rozesłały nie mają zielonego pojęcia ani o e-papierosach ani o badaniach nad ich działaniem. Czy naprawdę w dziale medycznym czy Safety nie ma choćby osoby ze średnim wykształceniem medycznym/przyrodniczym rozumiejącej angielski i posiadającej dostęp do Internetu? A może po prostu się nie chciało? No bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że to wszystko jest działaniem celowym. Chociaż…
I refleksja ostatnia – głupota nie jest karalna, ale jeśli efektem tej głupoty ma być skazywanie ludzi używających e-papierosa na przebywanie w palarni tytoniu i na bierne palenie, to jest to już coś naprawdę chorego.
A może PT Czytelnicy bloga będą mieli własne pytania do tego tekstu? Jeśli tak, zamieśćcie je w komentarzu. Zapraszam też do skomentowania całości tekstu.
Komentarz prof. Siegela o wybuchu e-papierosa
Kilka dni temu znany już i u nas prof. Michael Siegel opublikował ciekawy komentarz dotyczący dyskutowanego i u nas przypadku eksplozji baterii e-papierosa, który poharatał pewnego nieszczęśnika z Florydy.
Myślę, że warto go przeczytać – ja go tylko streszczę w kilku linijkach.
Wypadek stał się oczywiście pretekstem do kolejnego ataku na inhalujących. Pojawiły się teksty o tym, jakie to jest niebezpieczne, jakie to wielkie ryzyko itp. Tymczasem Michael Siegel punktuje to w bardzo prosty i logiczny sposób. Okazuje się bowiem, że wadliwe zapalniczki do analogów powodują rocznie około 1000 wypadków, w tym nawet poparzenia trzeciego stopnia (to takie ze zwęgleniem tkanki).
Przyznam, że na mnie to porównanie robi wrażenie.
Owszem, nie możemy przechodzić do porządku dziennego nad żadnym negatywnym efektem typu tego wybuchu, ale równie dobrze mogła przecież eksplodować wadliwa bateria w telefonie komórkowym (też były przypadki) i nikt by chyba nie robił z tego narodowej histerii.
Rozsądek przede wszystkim…
Kolejny bełkot medialny
Co prawda skomentowałem to już na gorąco na zielonym forum, ale myślę, że warto, aby i tutaj to pozostało.
W artykule zamieszczonym w serwisie “Healthiertalk” pan autor powtarza do znudzenia te same bzdury, które już słyszeliśmy od 2009 roku. Niestety, ludzie czasami czytają tego typu teksty z użyciem translatora, co powoduje dość poważne przekłamania. Nie wchodząc w szczegóły odniosę się do kilku spraw.
Fragment: Tests have found diethylene glycol, a highly toxic chemical used in antifreeze, as well as known carcinogens called nitrosamines and other dangerous chemicals in some e-cig solutions
odnosi się wprost do niesławnych “badań” FDA sprzed 3 lat, gdzie odkryto w jakiejś próbce ok. 1% glikolu etylenowego. Ten fragment jest kretyńsko kopiowany w każdej kolejnej publikacji pisanej dla wierszówki.
Nie dotyczy to żadnych badań dotyczących glikolu etylenowego u ludzi.
Przy okazji – wspomniana w tym artykule publikacja (z 2011 roku) greckich uczonych, dotycząca ostrego efektu, który e-papierosy wywołują w drogach oddechowych, została ostro skrytykowana choćby przez prof. Michaela Siegela, (nazwał te badania “amatorską propagandą”). Michaelowi zdecydowanie bardziej wierzę niż tym, co nawet nie udają Greka.
Nadal będę z pełną konsekwencją piętnował tego typu teksty. Nie można wobec nich przechodzić obojętnie.