RSS

Ogrzewanie samoróbek – czy to ma sens?

20 Wrz

Do tego wpisu zmobilizowały mnie dyskusje na forum, związane z przygotowywaniem własnych mieszanek. Pojawiły się bowiem pytania dotyczące możliwości przyspieszenia przegryzania się mieszanki przez jej ogrzanie po przygotowaniu.
To prawda, że podwyższenie temperatury na pewno przyspieszy ujednolicenie się struktury wewnętrznej płynu. Mechanizm tego jest dość oczywisty – w wyższej temperaturze znacznie szybszy jest proces dyfuzji, czyli samorzutnego przenikania się cząsteczek mieszaniny. Trudno określić to dokładnie ilościowo, ale wydaje się, że podgrzanie mieszaniny do kilkudziesięciu stopni i pozostawienie w tej temperaturze przez kilkanaście/kilkadziesiąt minut powinno wystarczyć – oszacowanie to jest bardzo zgrubne, zrobione na bazie empirycznej reguły van’t Hoffa, którą można zaadaptować do procesów dyfuzyjnych.

Brzmi dobrze, ale… niestety jest jeden dość istotny problem. Aromaty używane do przygotowywania płynów składają  się z kilku/kilkunastu składników, z których każdy ma zupełnie inną lotność. Podgrzewanie takiej mieszaniny na pewno spowoduje zmianę składu całości, a więc może nawet w znacznym stopniu wpłynąć na uzyskiwany smak. Dlatego też raczej nie zalecałbym takiego działania – chyba że ktoś chce po prostu poeksperymentować.

Można też zastosować pewien wybieg. Ogrzewa się tylko bazę, a więc roztwór nikotyny w PG/VG, bez obecności aromatów.  Przy okazji trzeba dodać, że nie wolno ogrzewać takich mieszanin bezpośrednio w płomieniu czy za pomocą innego źródła ciepła. Tego typu ogrzewanie prowadzi się w tzw. łaźni wodnej, czyli w pojemniku wypełnionym gorącą wodą. Takie pośrednie ogrzewanie należy stosować zawsze wtedy, gdy mamy obawy o trwałość lub palność ogrzewanej sieci. Pamiętajmy, że glikol jest palny (temp zapłonu 109 stopni), choć ta palność nie jest tak ekstremalna jak np. etanolu. Nie wolno też zapominać o tym, że nikotyna jest toksyczna i lotna, a więc unikajmy zbyt długiego ogrzewania takich mieszanin (oraz, oczywiście, wdychania ich par przy tym ogrzewaniu).
No i jak zawsze dodam – nie róbcie tego wtedy, gdy w pobliżu są dzieci.

W efekcie otrzymamy dobrze wymieszaną rozcieńczoną bazę, do której dodajemy aromatu. Oczywiście „przegryzienie się” aromatu z rozcieńczoną bazą będzie też wymagać nieco czasu, ale to już warto sprawdzić doświadczalnie.

PS. Dziękuję nieocenionemu Vince Black za inspirację tego wpisu oraz za nocne dyskusje o mieszaniu. Na pewno będę niejednokrotnie korzystał z jego doświadczeń.

 
3 komentarzy

Opublikował/a w dniu 20 Wrzesień 2010 w ogólne

 

Tagi: ,

3 responses to “Ogrzewanie samoróbek – czy to ma sens?

  1. Vince Black

    22 Wrzesień 2010 at 10:35

    Z ust mi wyjąłeś.😉 Pozdrowienia.

     
  2. StaryChemik

    22 Wrzesień 2010 at 11:01

    Twoje wypowiedzi były jedną z inspiracji tego wpisu – zaraz uzupełnię go.

     
  3. Vince Black

    22 Wrzesień 2010 at 15:09

    Milo mi, ale urazy nie czuję. Nie trzeba było, chodziło o coś zupełnie innego, pewnie niebawem przy kolejnej bezsennej nocy naświetlę Ci sprawę.😉

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: