RSS

Jeszcze kilka słów o „certyfikatach” i „atestach”

01 Lip

Co prawda w maju 2010 pisałem już na ten temat, ale myślę, że warto do tego wrócić. Certyfikaty, atesty, świadectwa jakości… niewyczerpane źródło inspiracji.
Zajrzyjmy więc na znany serwis aukcyjny A*. Kilkaset aukcji różnych płynów. Przyjrzyjmy się, poczytajmy. Wiele z nich ma w opisie „certyfikat”, „atest”, „zgodność z normami UE”. Super! Tak powinno przecież być, nieprawdaż?

Niestety, życie szybko weryfikuje takie informacje. Pierwsza z brzegu aukcja – markowy (według zapewnień sprzedawcy) liquid. Kopia „certyfikatu SGS”. Gdy się przyjrzymy, zauważymy, że jest to tylko formularz, na którym SGS w 2009(!) roku informuje, że zlecono im przygotowanie tzw. karty charakterystyki (MSDS). Co daje taka informacja użytkownikowi końcowemu? Nic, null, nada, zero.

W kolejnej aukcji jeszcze większa ciekawostka: „PRODUKT POSIADA CERTYFIKAT ŚWIADCZĄCY O JEGO NIESZKODLIWOŚCI WYDANY PRZEZ SPECJALISTYCZNE LABORATORIUM ANALIZ CHEMICZNYCH”.

Nie chciałbym być w skórze tego sprzedawcy oraz szefa laboratorium, jak im się dobierze do 4 liter jakiś prawnik.

Kolejna aukcja: liquid ma certyfikaty CE, ROHS, SGS. Ten ostatni pewnie taki sam jak w aukcji wspomnianej wyżej, a pozostałe dwa… no cóż, ciekawi mogą zajrzeć do wiki, aby zobaczyć czego dotyczą. Jednym słowem – pierwsze na świecie elektroniczne liquidy.🙂

I następna aukcja – tutaj straszymy: „W liquidach NIE ZAWIERAJACYCH glikolu propylenowego stosowane są substancje zastępcze, najczęściej bliżej nieokreślone, które mogą być niebezpieczne dla ludzkiego organizmu.”

No tak… czasami inni producenci stosują takie substancje zastępcze jak gliceryna. Aż strach…

Celowo nie zamieszczam żadnych odnośników do konkretnych aukcji. Jak ktoś będzie chciał, sam je znajdzie. A aukcje i tak za kilka dni znikną, ale oczywiście pojawią się nowe, pewnie jeszcze ciekawsze. I znowu płyny będą o 40% bardziej wydajne (ciekawe jak to zbadano) i superhiperekstradeluxe. A ja tylko poradzę, abyście bardzo dokładnie czytali te wszystkie opisy i nie wierzyli do końca w słowo pisane. Atest? Certyfikat? OK, sprzedawco – pokaż mi je. „Zgodność liquidu z europejskimi normami”? Świetnie, ale czy wiesz, drogi sprzedawco, że nie ma europejskich norm dla liquidów? Ba, nigdzie na świecie ich nie ma. Nie można więc pisać o zgodności z czymś co nie istnieje.
I kilka słów do sprzedawców, szczególnie tych z A*. moi drodzy – uwierzcie, że wśród kupujących liquidy są ludzie, którzy czytają Wasze opisy z uwagą i posiadają choćby częściową wiedzę o tym, co to jest CE, ROHS, MSDS, SGS czy też ISO. Nie wciskajcie nam kitu, proszę. E-palacze to niszowe, a co za tym idzie, znające się nieźle towarzystwo. Jeśli ktoś zostanie zdemaskowany, że wciska nam kit, wieść o tym rozniesie się szybko. A znacznie łatwiej stracić 10 klientów niż zyskać jednego – to pewnie sami dobrze wiecie.

 
2 komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 Lipiec 2011 w ogólne

 

2 responses to “Jeszcze kilka słów o „certyfikatach” i „atestach”

  1. mozliwy

    11 Lipiec 2011 at 22:13

    postawię kropkę nad i e-liquidy jak także inne akcesoria do e-palenia sic! łącznie z samymi e-papierosami kupujmy tylko w uznanych sklepach!!! po paro latach egzystencji jest ich niewielu ale są sprawdzeni mój zakupiony e-pap na a wylądował w koszu już po 2 dniach((( pamiętajmy tanie mięso jedzą psy!!! pozdrawia mozliwy

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: