RSS

A teraz czas na Waszą osobistą historię związaną z e-papierosem

09 Sty

Ponieważ cały czas powątpiewa się, czy w e-papierosy w ogóle mają jakieś działanie pozytywne, warto chyba zapoznać się z opowieściami konkretnych ludzi, którzy trafili na to urządzenie.
Myślę, że warto poznać Wasze historie. Podzielcie się z wszystkimi osobistymi wspomnieniami. Szczególnie zależy mi na wypowiedziach ludzi, którzy chmurzą lub chmurzyli dłuższy czas. Myślę, że taką rozsądną granicą będzie rok od chwili rzucenia palenia.
Nie zapomnijcie napisać, w jakim jesteście wieku, ile lat paliliście tytoń, jak długo chmurzycie lub chmurzyliście, jeśli udało się Wam rzucić zarówno tytoń jak też nikotynę. Jeśli ktoś próbował innych sposobów rzucania palenia, niech też to krótko opisze (łącznie z tym, dlaczego – Waszym zdaniem – to nie wyszło). Napiszcie o tym, czy e-papierosy zmieniły Wasze życie/zdrowie. A może mój apel przeczytają też ci, którym udało się zupełnie rzucić nałóg i przestali też chmurzyć. Wasze historie są szczególnie cenne.
Jestem pewien, że takie pojedyncze konkretne opowieści mogą też być motywacją dla ludzi, którzy dopiero rozważają rzucenie palenia tytoniu.

 
17 komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 Styczeń 2012 w ogólne

 

Tagi: ,

17 responses to “A teraz czas na Waszą osobistą historię związaną z e-papierosem

  1. Tomba

    9 Styczeń 2012 at 15:48

    Obecnie mam 45 lat i od ponad 2,5 roku używam elektronicznego inhalatora nikotyny. Tradycyjne papierosy paliłem bez przerwy blisko 27 lat – minimum 1,5 paczki dziennie, a często zdarzało się, że potrafiłem dorzucić jeszcze paczkę do tej niemałej przecież ilości. Byłem takim nałogowcem, że nie mogłem spokojnie wytrzymać godziny bez papierosa. Właściwie to byłem pewny, że umrę z papierosem w ustach, gdyż nie miałem na tyle silnej woli by się rozstać z tym zgubnym nałogiem. Stan mojego zdrowia stale się pogarszał. Strasznie bolała mnie głowa, nie miałem wcale kondycji, strasznie kasłałem, a rano charczałem i odpluwałem zalegająca „smołę”. W maju 2009 roku natknąłem się na informację o e-p. Postudiowałem trochę wiadomości na ich temat, skorzystałem z porad udzielanych na forum i po dwóch tygodniach zakupiłem pierwszego e-p. Papierosy rzuciłem od razu. Jak tylko skosztowałem mgiełki z elektronika, to stwierdziłem, że jest to dla mnie jedyna szansa by się pozbyć analogów. Udało się i o dziwo bez większego wysiłku. Teraz czuję się świetnie, a moja rodzina jest ze mnie dumna. Teraz dopiero wiem jak zatruwałem życie najbliższym. Pierwotnie myślałem nawet o tym, by e-p było stanem przejściowym w całkowitym pozbyciu się nałogu nikotynowego, ale potem zrezygnowałem z tej koncepcji. Obserwując poprawę zdrowia, stwierdziłem, że nie będę sobie odmawiał tej przyjemności. Teraz chętnie sobie „popalam”, ale wtedy kiedy ja chcę. Spokojnie mogę obejść się bez urządzona w niesprzyjających okolicznościach. E-p traktuję teraz bardziej jako hobby. Mam świadomość, że nie jest to do końca bezpieczne, ale podjąłem ryzyko przekonania się o tym na własnej skórze. Nie życzę sobie by ktoś (mam na myśli rządzących) podejmował za mnie decyzję, czy mogę korzystać z tego dobrodziejstwa, czy nie. Mi osobiście już nie grozi powrót do tytoniu, ale jest jeszcze tak wielu palaczy, którzy potrzebują pomocy. Pozdrawiam.

     
  2. Andrzej

    11 Styczeń 2012 at 13:33

    Skończyłem 55 lat. Papierosy (tytoń) paliłem od 16 roku życia czyli blisko 40 lat (uff). Dziennie w ostatnim czasie dochodziło do „konsumpcji” całej paczki, ale bywało i tak, że 1,5 opakowania też dałem rady.
    Nie trzeba nikogo przekonywać, że ma to zasadniczy wpływ na stan kondycji fizycznej jak również zdrowia w ogóle. Nie mówiąc o innych przypadkach gdzie ból wydawało się rozsadzi czaszkę.
    Parę razy natknąłem się na informację o e-papierosach, również dowiedziałem się, że jeden z moich kolegów coś takiego używa . Początkowo nie ufnie podchodziłem do tego wynalazku – generalnie bez przekonania, że może pomóc a wręcz przeciwnie. Zacząłem w internecie śledzić wszelkie informacje na ten temat, analizować poczynania kolegi – i tak się zaczęła moja przygoda z e-p. W lutym 2010 roku po lekturze na forach tematycznych zakupiłem pierwsze „urządzono”. Palenia papierosów zaprzestałem z dnia na dzień. Początkowo nie byłem zbyt zadowolony ze sprzętu, ale czego się nie robi jak się chce. Wymiana e-fajka na inny model, a potem kolejny, aż na taki który już był tym co mnie usatysfakcjonował pod względem jakości i ilości „chmurki”.
    Bez większego wysiłku udało mi się pozbyć chęci sięgnięcia po „analoga”, a nawet odrzucało mnie od nich.
    Znacznie poprawiła się moja kondycja, smak, samopoczucie i ogólnie zdrowie. I oto w tym wszystkim chodziło 
    Po 400 dniach „chmurzenia” i stopniowego zmniejszania zawartości nikotyny w e-liquidach od 18 do 0 mg/ml zaprzestałem całkowicie używania papierosów elektronicznych.
    Obecnie już blisko rok czasu nie mam chęci po nie sięgać, jak również wydaje mi się że podobnie jest i będzie z tytoniem.
    Najważniejsze jest to, że prawie dwa lata nie truję się dymem papierosowym, ani zawartymi w nim substancjami.
    Jak dla mnie e-p były super „środkiem” do wyzwolenia się z nałogu nikotynowego, czego i innym gorąco życzę. Pozdrawiam.

     
  3. Mareckimt

    11 Styczeń 2012 at 19:42

    Teraz mam 51 lat. „Na poważnie”, czyli nałogowo zacząłem palić papierosy w szkole średniej tuż przed ukończeniem 17 roku życia, więc dość późno. Ta paskudna przygoda trwała prawie 31 lat. 31 lat z trucizną, śmierdzącym dymem, codziennymi wydatkami i uciążliwością dla otoczenia.
    Jak każdy palący wychodziłem z założenia, że to fajne, nie takie znów szkodliwe i pewnie uda mi się dożyć sędziwego wieku. W końcu dużo nie paliłem, bo ledwie jakieś 25 sztuk dziennie. Na rozsądek i silę zawsze brakowało argumentów. Żadne postanowienia noworoczne, nieśmiałe próby rzucenia nałogu nie przynosiły efektu, gdyż w chwilę po zamyśle, zdenerwowany, sięgałem po kolejnego papierosa.
    Przełom nastąpił gdy usłyszałem o istnieniu e-papierosa. O czyś, co papierosa przypomina i być może potrafi zastąpić. Wydatek na początku spory, bo prawie równowartość moich miesięcznych wydatków na cuchnące mi teraz Camele. Przełamałem barierę psychologiczną, kupiłem i 23 marca 2009 roku spróbowałem. W dalszym ciągu używam e-papierosa, teraz już wyglądającego i działającego trochę inaczej. Od tej pamiętnej daty nie miałem w ustach papierosa tytoniowego, nie palę tytoniu pod żadną postacią. Nie przeszkadza mi smród dymu tytoniowego, choć jego obecność w otoczeniu dla mojego powonienia przyjemną nie jest. Nic nie ciągnie mnie do zapalenia papierosa, nawet próbowałem w różnych odstępach czasu sprawdzić jak „smakuje”. Zawsze było to mało przyjemne doznanie.
    W tym roku minie niebawem 3 lata odkąd go używam. Jak na historię tego wynalazku, to dość długo. Śmiało mogę powiedzieć, że miał i ma on wpływ na moje życie. W zdecydowanej większości jego aspektów – pozytywny.
    Już w pierwszych tygodniach zniknął uporczywy kaszel, który codziennie rano słychać było w całym domu. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy oczyściły się oskrzela, mogłem odetchnąć pełnymi płucami i zrobić szybki wydech. Kiedyś po takim wydechu, dusiłbym się jak człowiek mający dość zaawansowaną astmę. Codzienny wysiłek, jakim było chodzenie po schodach, stał się mniej uciążliwy, nie musiałem szybciej oddychać. Te korzyści przypłaciłem przyrostem masy ciała, przytyłem jakieś 8 kilogramów. Być może było to związane z lepszym odbiorem bodźców zapachowych i smakowych. Posiłki stały się bardziej aromatyczne i bogatsze smakowo.
    W chwili obecnej zapanowałem nad wagą, wróciłem do tej z okresu palenia. Szkoda tylko, że za późno na uratowanie uzębienia, zniszczonego przez palenie papierosów.
    Szczerze przyznam, że nadal lubię chmurzyć, ale już nie palę! Kiedyś nie wyobrażałem sobie wyjścia z domu czy gdziekolwiek indziej, nawet na krótki czas, bez papierosów. Teraz wielokrotnie złapałem się na tym, że zapominam zabrać swojego e-papierosa, gdy wychodzę nawet na dłużej niż godzinę. Przy pracach w ogrodzie nie robię przerw na „dymka”, cały trawnik ostrzygę i nawet nie pomyślę by rozglądać się za sprzętem do e-palenia. W okresie gdy paliłem papierosy takie rzeczy były nie do pomyślenia.
    Jestem szczęśliwy, bo lepiej mi teraz, jestem wolny od dymu i smrodu. Mój organizm i badania lekarskie sygnalizują mi, że się nie mylę.

     
  4. jaceka

    12 Styczeń 2012 at 20:47

    Czterdziestoośmioletni facet o imieniu Jacek to ja.
    Swój pierwszy papieros wypaliłem w wieku 10 lat. Tak dla szpanu. Od dwunastego roku życia paliłem już nałogowo, ukradkiem, skrycie, tak by rodzice i nauczyciele nie wykryli mojego „zamiłowania”.
    Dość długo udawało mi się zaprzeczać ewidentnym faktom, okruszki tytoniu w kieszeniach, przesiąknięte ubranie dymem papierosowym to przecież czysty przypadek. Zaprzeczałem do momentu złapania mnie na gorącym uczynku. Byłem wyrośniętym chłopcem i strasznie upartym. Niestety rodzice musieli pogodzić się z faktem, że ja palę.
    Paliłem najpierw „DS.”, „Warty”, „Arberie” poprzez „Carmeny”, „Caro”, „Klubowe”, skończywszy na „Extra mocnych”. Pod ogromnym naciskiem już własnej rodziny poprzez „Mocne” przeszedłem na „Caro” Paliłem je kolejnych parę lat wypalając około 25-30 szt. na dobę. Piszę na dobę ponieważ dwa, trzy razy budziłem się w nocy na papierosa.
    Mijały lata. Świat się zmieniał, Polska przeszła transformację a ja paliłem dalej, ciągle i namiętnie.
    W 2004 roku, po 27 latach palenia powiedziałem dość. Zgadniecie jaka była przyczyna tej decyzji? Nie, nie zdrowie, nie ogólny pęd do niepalenia, nawet nie ciągłe można by rzecz „upierdliwe” nawoływanie rodziny bym z tym paleniem skończył. Już wyjaśniam: Tradycyjnie paliłem sobie w swoim ulubionym miejscu, rozmyślając „jak tu zbawić świat” kiedy podszedł do mnie syn i o coś zapytał. Nie miałem dla niego czasu. Palenie było ważniejsze. Kiedy to sobie uświadomiłem, powiedziałem dość. Następnego ranka już nie paliłem. Po południu dopadł mnie zespół abstynencyjny. Cały drżałem, byłem spocony, skulony, zbity jak pies. Pomogły plastry i pastylki Niquitin.
    Ciekawa sprawa. Te pastylki miałem ciągle w ustach. Teraz już nie pamiętam czy przeczytałem to na ulotce czy na stronie Niquitinu ale stwierdzono tam, że jak przez okres 6 m-cy korzysta się z pastylek, plastrów i jest potrzeba dalej z nich korzystania to nie ma sensu. Terapia się nie powiodła. Ja ten okres już dawno przekroczyłem a że jestem uparty, przestałem i ssać pastylki. Moja wojna z niepaleniem trwała 4,5 roku. Ech, rodzina wie jakim byłem osobnikiem. Kłębek nerwów.
    Podczas remontu mieszkania moja nerwowość osiągnęła punkt kulminacyjny. Kupiłem papierosy i siedząc na ławce wypaliłem papierosy w dwóch sztukach. Z jednej strony czułem się szczęśliwy z drugiej całkowicie pokonany. Wówczas to, postanowiłem, że przejdę na fajkę, tak dla odmiany. Zakup tytoniu i fajek odbył się bez problemu i od tamtej chwili byłem znany jako „ten co pali fajkę’ a przecież nie starzec jeszcze, który siedzi pod piecem. Stereotyp? Tak, ale dobrze zakorzeniony w naszym społeczeństwie.
    Pod koniec 2008 roku ćmiąc sobie swoją fajeczkę w Internecie przeczytałem o papierosie na baterię i zbiorniczku z nikotyną. Całość pozwalała jeszcze puszczać dym! Uśmiechnąłem się ale w duchu pomyślałem – — Kurcze, kiedy pojawi się to u nas w Polsce!!! O temacie zapomniałem rozkoszując się wybornymi tytoniowymi smakami do czerwca 2009 roku. W jednym z barów, jego właściciel paradował z takim elektronicznym papierosem! Wypytałem go o możliwość zakupu. W lipcu 2009 roku miałem już własną elektroniczną mini fajkę. Nie było łatwo. Elektroniczny papieros był dość awaryjny ale mimo to, do chwili obecnej wypaliłem tylko kilka papierosów tylko po to, by zobaczyć jak śmierdzą i utwierdzić się w przekonaniu że do czegoś tak niedobrego jak wyroby tytoniowe to ja już nie wrócę. Oczywiście ta swoista, masochistyczna próba z papierosami odbyła się na początku mojej drogi w świecie e-papierosa.
    Dziś, mając w miarę dobry sprzęt, ogromną ilość przeróżnych smaków płynów do ep, mogę powiedzieć, że to mi w zupełności wystarcza. Badania które robię corocznie, pokazują, że ta droga jest bezpieczna. Wyniki mam znakomite

     
  5. rekrut

    13 Styczeń 2012 at 02:56

    Witam.
    Przeczytałem wpisy przedmówców i doszedłem do wniosku, że nasze szczere wypowiedzi byłych nałogowych palaczy powinny stać się cenną lekturą i kopalnią wiedzy dla wszystkich tych, którzy mają zamiar decydować z za urzędowych biurek o możliwości e-palenia w naszym kraju. Lobby i koncerny tytoniowe uzbrojone w tabuny najlepszych prawników i dobrze gratyfikowanych „ludzi nauki” skłonnych do płodzenia „naukowych” dywagacji wytoczą wszelkie możliwe działa, aby nam – waperom pokazać, że palenie tytoniu jest mniejszym złem – (bo dogłębnie poznanym i przebadanym), niż stosowanie „diabelskich urządzeń do inhalacji zawierających nikotynę”. Przecież taki inhalator to zło wcielone i nie znamy skutków długotrwałego stosowania. Polacy mają dostępny na tacy cały arsenał wyrobów tytoniowych, koncerny mają kasę, Państwo ma akcyzę, służba zdrowia ma pacjentów i niech wszystko dalej tak się kręci, bo wszyscy są zadowoleni. Ja jednak w tym miejscu opiszę moje zmagania i mam nadzieje, że dołączą kolejne osoby. Morze razem coś zdziałamy w kwestii e-palenia.
    Obecnie mam 46 lat. Przygodę z paleniem zacząłem podobnie jak większość z nas w szkole średniej, a w klasie maturalnej paliłem już „profesjonalnie”, czyli mogę powiedzieć, że systematycznie i nałogowo. Mój staż w tej dziedzinie określam na okrągłe 30 lat średnio paczka mocnych papierosów dziennie. Bywały dni, że paczka 25 sztuk żółtych goldenów nie wystarczała na dobę. W tamtym czasie z niesmakiem patrzyłem na palące, kasłające osoby w podeszłym wieku. Jednak ja byłem młody w pełni sił i mając 16 lat byłem pewien, że uzależnienie mi nie grozi. Palę, bo to jest spoko. Palę, bo lubię, o jakimkolwiek uzależnieniu nie może być mowy, bo to ja decyduję o sobie i jeśli tylko uznam, że nadszedł czas to bez problemu rozstanę się z papierosami. Miałem wygodną sytuację w domu, bo oboje rodzice palili, więc początkowo nie czuli ode mnie specyficznego zapachu. W dniu, kiedy weszli do mojego pokoju i nie mogli mnie znaleźć w obłokach dymu stało się jasne, że palę. Odbyły się rozmowy uświadamiające mi, że palenie, to paskudny nałóg. Prośbą i groźbą rodzice starali się, aby mi wybić z głowy palenie, jednak ja wiedziałem lepiej, że palenie mi służy:), więc z czasem rodzice zaakceptowali ten stan. Pobyt w wojsku, (palacze palili – niepalący sprzątali rejony) nie pytajcie, w której grupie byłem. Minęło parę lat, ślub, żona i w tym miejscu zaczęły się lekkie schody, bo żona nigdy nie paliła, Jak to się mówi widziały gały, co brały.Żona wiedziała, że palę, więc biorąc ze mną ślub podpisała też cyrograf z moim nałogiem:). Jedyne ustępstwo, do jakiego byłem zdolny, to układ, że nie palę w pokojach i nie palę w łóżku. Muszę się przyznać, że dotrzymałem tylko tej ostatniej obietnicy. Nigdy nie paliłem w łóżku, ale generalnie moja żona prosiła, błagała. Bezustannie prała firany, zasłony, wietrzyła mieszkanie, chodziła po pokojach z jakimiś psikaczami i kropiłą sofy i dywany:). Ja z czasem pomyślałem, że coś jest nie halo jak o 2giej w nocy ubierałem ciuchy, wychodziłęm z domu wsiadałem w auto i gnałem na stację benzynową po paczkę goldenów. Mam swoje lata i pora na głos rozsądku – ja nie chcę palić wiem, o tym od dawna, że mi to nie służy. Częste infekcje powalały mnie do łóżka nie na 3 dni tylko na 3 tygodnie, ale byłem dzielny nawet podczas zapalenia oskrzeli i płuc gnałem skoro świt do łazienki albo pod kuchenny pochłaniacz i palenie nawet w tym stanie było podstawą. Pewnego dnia jak grom z nieba zabrzmiała diagnoza lekarska mojego Taty – nowotwór płuc. Nie opiszę w tym miejscu tego okresu w moim życiu, bo to dla mnie zbyt trudne – wracać do tamtych dni i tygodni. Mój kochany Tato odszedł na tę drugą – lepszą stronę po kilkunastu tygodniach ciężkiej niewydolności oddechowej. Podczas opieki paliatywnej, jaką nad Nim sprawowałem Tato poprosił mnie bym dał mu słowo, że postaram się pozbyć nałogu, bo pragnie uchronić mnie od cierpień jakich on sam doświadcza – dałem słowo, że się postaram…… . Przyszedł dzień, w którym musiałem spędzić 12 godzin w samolocie bez zapalenia papierosa – nie zapomnę tego traumatycznego doznania. W tym momencie przyznałem się sam przed sobą, że bez papierosów nie potrafię żyć.
    Nastąpił etap świadomych prób walki z nałogiem i walki z samym sobą. Mając świadomość, że nie będę wywarzał otwartych drzwi postanowiłem skorzystać z pomocy medycyny. Poszedłem do lekarza rodzinnego z prośbą o pomoc. Poczytałem w necie trochę i wspólnie z lekarzem doszliśmy do wniosku, że Tabex i zawarta w nim cytyzyna to jest panaceum na mój problem. Cytyzyna zastąpi godnie nikotynę i po kłopocie. Regularnie zacząłem stosowanie zgodnie z zaleceniami. W jednej ręce był tabex, a w drugiej paczka goldenów aby uzupełnić działanie preparatu :))). Okazało się, że nie mam tzw silnej woli. Jestem totalnie uzależniony od palenia i nie potrafię się wyrwać ze szponów nałogu. Walczyłem z sobą dzielnie i kilkukrotnie podejmowałem kurację kupując specyfik u ludzkiego farmaceuty z pominięciem wizyty u lekarza. W końcu zrozumiałem, że nie tędy droga. Przecież są inne metody. Poszedłem na tzw biorezonans – najłatwiejszy sposób pozbycia się środków finansowych na zakup papierosów:))). Po półgodzinnym seansie byłem lżejszy o 150 zeta i szczęśliwy, że nałóg mam już za sobą. Zanim dotarłem do domu wydałem jeszcze kasę na zakup paczki goldenów. Zabieg skutkował tym, że szlugi trochę mniej mi smakowały, ale potrzeba palenia nie zmalała ani na jotę. Zawziąłem się i postanowiłem wspomóc się wiedzą mędrców – trafiłem na zabieg akupunktury. W uszach nosiłem przez okres tygodnia zestaw specjalnych krótkich igieł. Faktycznie efekt był namacalny a nawet wyczuwalny, nie wspomnę, że chodziłem z uchem oklejonym plastrem, bo nie chciałem, aby ktoś pomyślał, że w uszach nosze jakiś zestaw kolczyków:). W czasie, gdy nosiłem w uszach igły papierosy były wstrętne w smaku i śmierdziały, jednak wypalałem dokładnie tyle sztuk, co przed „zakolczykowaniem”.
    Poprostu musiałem dostarczać organizmowi porcję smoły i nikotyny. W odruchu ostatecznej desperacji poddałem się seansowi hipnozy, jednak być może należę do znikomej populacji ludzi niezbyt podatnych na tego rodzaju czary-mary, bo paliłem nadal.
    Pewnego dnia znajomy wpadł do nas wieczorem na pogaduchy, umościł się wygodnie jak panisko w moim ulubionym fotelu i wyjął z kieszeni jak się okazało elektronicznego papierosa. Ponoć jego żona kupiła mu kilka dni wcześniej i zmusiłą go do zaprzyjaźnienia sie z tym wynalazkiem. Gość puścił kilka malutkich obłoczków i mówiąc, że tego ustrojstwa nie ogarnia włożył elektronika do kieszeni a z drugiej wyjął paczkę marlboro i popaliliśmy jak starzy. Gość wyszedł a ja zasiadłem przed netem i do białego rana przegryzałem się przez fora internetowe. Nad ranem wiedziałem już, że nadszedł dzień, w którym stanę się posiadaczem e-papierosa, ba – nawet wiedziałem co chcę kupić. Cała noc na forum faktycznie zaowocowała tym ,że mój pierwszy zakup choć nie był pozbawiony wad, to jednak nie zniechęcił mnie i dał początek nowego etapu w moim życiu.
    Pamiętam tę datę rano 22 lipca 2011 roku zakupiłem mojego pierwszego e-papierosa, od tamtej chwili nie miałem analoga w ustach, czyli w chwili, kiedy piszę te słowa zaczął się 175 dzień inhalowania liquidów zamiast wchłaniania smoły i produktów spalania tytoniu. Nie jestem pewien czy ze względu na mój krótki 175cio dniowy staż mam moralne prawo wypowiadania się w tym miejscu, bo są tu ludzie z kilkuletnim stażem e-palenia i ich poglądy na pewno mają większą wartość jednak czuję potrzebę podzielenia się z Wami moimi wypocinami. Celowo nie piszę jaki zestaw nabyłem, bo jako neofita miałem wzloty i upadki związane z obsługą tego ustrojstwa. Powiem tylko, że tank system i jego atomizery nie przypadły mi do gustu :)). Obecnie dzięki forumowiczom jestem na etapie wapowania z pomocą modów, sam kręcę grzałki, bawię się urokami stosowania zmiennego napięcia zasilania i amatorsko mieszam liquidy pod wymogi moich kubków smakowych. Wiem jedno, że to jest droga, którą chcę iść. O zaletach wapowania nie chcę się rozpisywać. Jednym słowem czuję się duuuuurzo lepiej. Oddycham lżej, rano nie kasłam jak pacjent oddziału pulmonologicznego:). W domu pachnie, żona się cieszy no i spełniłem obietnicę daną Tacie. Wydałem na e-palenie trochę kasy, ale teraz dzienny koszt, wapowania, to groszowe sprawy, inhaluję kiedy chcę, ile chcę i gdzie chcę:)).
    Jednym słowem jestem szczęśliwy i świat jest piękny, tylko czy to nie sen???, czy nie obudzę się z tego pięknego snu ze śmierdzącym kiepem w ustach, bo ktoś ogłosi jakiś przepis mówiący o tym, że wapowanie jest nie teges???.
    Tymi słowy zamilknę w tym pytaniu przepraszając jednocześnie ewentualnych wytrwałych czytelników za to, że zwięzłość wypowiedzi nie jest moją najmocniejszą stroną:))).
    Po prostu musiałem wylać z siebie w tym miejscu opis lat miotania się z nałogiem.
    Pozdrawiam. wszystkich e-palaczy.

     
  6. eser

    15 Styczeń 2012 at 08:20

    Urzekła Mnie Moja Historia: Krótko i na temat.🙂
    CV:
    Paliłem 46 lat zawsze mocne papierosy. Z ciekawszych Ligierosy i Partagasy – niektórzy mogą pamiętać. Cięte z metra w stanie wojennym. Skręcane Casablanki. Ostatnio Route 66 w ilości do 50 szt/dziennie. Od 4.12.2009 roku tylko e-papierosy.
    Początek:
    Przeraziłem się ilością spalanych papierosów, stan fizyczny nie miał na to wpływu. Szczęśliwie zbiegło się to z demonstracją e-papierosa przez kolegę palacza. Kupiłem Mild’a 401 i przestałem palić analogi.
    Efekty zdrowotne:
    Nie na tyle odczuwalne, by je opisywać. Rozum mówi,że muszą być. Pewnie i są.
    Efekty ekonomiczne:
    Dla mnie niewielkie oszczędności.
    Efekty społeczne:
    Nie jestem uciążliwy dla niepalących, nie śmierdzę i nie zatruwam środowiska. I negatywne: zmniejszenie dochodu dla budżetu państwa.
    Efekty polityczne:
    Nie popieram PiS’u i jego klonów.
    Zakończenie:
    Wpadłem z jednego nałogu w drugi.

     
  7. AdamS

    16 Styczeń 2012 at 00:05

    Przez poprzedników napisane jest tyle że można już tylko powtarzać. Jak większość zapewne zacząłem zbyt młodo moją przygodę z „dorosłością”. Niestety nigdy nie miałem wystarczająco silnej woli aby przestac (25 lat śmierdziałem bez przerwy), nawet ze wspomagaczami które dostawałem od bliskich mi osób. Nie przeszkadzały mi one w paleniu, czy pastylki czy gumy nie mialy wpływu nawet na zmniejszenie ilosci wypalanych analogów. Czysty przypadek sprawił że zobaczyłem, że można inaczej. Pomyslałem, skoro mnie znalazły to dlaczego nie spróbować. Jedyne co mi groziło to przekonanie się, że następna metoda jest do …… kitu. Bez przekonania zacząłem „palić” to coś, nie pamiętam jaki smak dostałem na dobry początek, wiem tylko że stężenie 18 DNB. Jak wielkie było moje zdziwienie gdy po kilku godzinach postanowiłem zapalić po staremu na dobranoc i niestety nie byłem w stanie go dokończyć. Zwyczajnie przestaly mi smakować moje ulubione Chesterfield-y. To był piątek wieczór, wiec cały weekend spędzony w domu gdzie byłem jedynym fanem tytoniu pozwolił na spokojne, powolne odtrucie. Jak wielki był szok w poniedziałek rano, wiem tylko ja. Moje autko śmierdzi, biuro śmierdzi, koledzy przepraszam, ale też. Nie mogłem stać blisko nich nawet gdy byli już dawno po przerwie na fajeczkę. Jak mi się szkoda zrobiło moich bliskich, że ich tak męczyłem przez tyle lat. Teraz już nie przeszkadza mi to aż tak aby sie odwracać od palących znajomych, ale wiem że skoro doszedlem do tego etapu to postaram sie nie zepsuć tego. Jestem szczesliwy, że nie zmieniłem nałogu tylko całkowicie pozbyłem sie nikotyny z mojego menu. Sukcesywnie zmniejszałem dawkę rozcieńczając średnio o połowe cały czas DNB i dodatki smakowe. Dopiero w ostatniej fazie czyli 0 nikotyny zmieniłem na baze bez „smrodku” i bez dodatków. Powiem szczerze, że zaczęło mi to metalicznie zalatywać i to był dobry moment na definitywne powiedzenie DOŚĆ!!!
    (proszę nie traktować tej metody jako recepty, w moim przypadku zadziałała)
    Jestem naprawdę dumny z siebie, wdzieczny e-papierosom i tym którzy mi je pokazali za pomoc, bo wiem, że bez nich dalej bym „PALIŁ, PŁACIŁ, ZDROWIE TRACIŁ” jak mówi moja córeczka.
    AdamS (41 lat ponad rok bez tytoniu i ponad kwartał bez nikotyny)

     
  8. Victor

    16 Styczeń 2012 at 08:24

    36 years old.
    I have poisoned myself for many years.
    Yellow fingers and teeth, foul-smelling clothes, smelly sweat,
    shortness of breath.
    Where are those days when at the same table sat seven of us smokers?
    Where are the feasts where cold cuts and salads were on the table
    together with ashtrays full of cigarette butts?
    Where is the cigarette hangover?

    Gone with the first good brand of ecig.
    Taste and smell returned.
    Health returned.
    Probably in a short time I will quit ecigs, too.
    The only thing that will for sure remain, would be an enormous
    gratitude for the inventor of ecigarettes.
    Sorry I don’t write in Polish, but I hope you will understand my English.

     
  9. LeszekG

    19 Styczeń 2012 at 19:28

    Witam, chyba trafiłem. Kilka dni temu była w radiowej jedynce audycja „jak nie palić”. Mowa oczywiście o paleniu „normalnych papierosów”, tutaj nazwanych „analogami”. Chciałem się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem na ten temat. Mam skończone 50 lat. Paliłem długo i namiętnie. Dlaczego? Bo chyba lubiłem, choć jak każdy, nie dopuszczałem do siebie myśli ile to kosztuje zdrowia i pieniędzy. Jak rzuciłem? Po pierwsze chciałem. Nie chciałem rzucać od razu, bałem się, jak to nazywają „szoku po nikotynowego”. Szukałem czegoś, co „mi pomoże”. Dałem się namówić na e-papierosa. Okazało się że był to strzał w 10. Nie od razu przestałem palić normalne papierosy. Stopniowo rosła moja wiedza na temat e-papierosów, tego co palę i jakie mogą być skutki. Sam sobie byłem królikiem doświadczalnym. Sądzę, że jest tak w wielu przypadkach. Cała „kuracja rzucania” trwała ok. 3 miesięcy. Zwykłe papierosy przestałem palić po ok. 2 miesiącach. potem dawkowałem sobie coraz mniej nikotynowe płyny, aż w końcu… NIC NIE PALĘ. Dzisiaj wiem, że było warto. Polecam.

     
  10. szczuro

    22 Styczeń 2012 at 13:22

    moja historia jest krotka
    palilem 15 lat, srednio pake malborasow czerwonych, bylo ze i dwie paki
    kiedys bylem chory, a potem udalo mi sie nie palic przez miesiac
    i to wszystkie proby, ktore podjalem z rzucaniem analogow

    e-p zaczalem chmurzyc w polowie 2009 i tak zostalo do dzisiaj
    najbardziej odczuwalne efekty sa dwa:
    – praktycznie nie choruje, drobne przeziebienie raz na rok i trwa jakies 2 dni
    – po imprezie kac o 50% mniejszy

     
  11. Maciek z Olsztyna

    25 Styczeń 2012 at 06:24

    Całe życie człowiek czegoś szuka… Czegoś, co zasklepi ranę po naszych „samookaleczeniach”. Kaleczymy się używkami, nie zdając sobie sprawy, jaki mają na nas wpływ!

    Myślałem sobie: eee tam, tyle ludzi pali papierochy, jakoś z tym żyją… Przecież ja wcale nie palę nałogowo… Raptem pół paczki dziennie! Co to jest…

    Ale, gdy zauważyłem, że coraz częściej brak mi tchu i śmierdzę na kilometr, pomyślałem: o.k! Na tym koniec! Tyle, że z nałogami nie jest wcale łatwo… Rzucałem się na lewo i prawo, chodziłem – delikatnie mówiąc – wnerwiony! A miałem doświadczenia z odstawianiem używek, poważniejszych niż papierosy… Pomyślałem: przecież nie muszę się tak szarpać! Jakiś mądry człowiek wymyślił e-palenie! Coś w tym musi być, skoro nie ma tam tych 4000 szkodliwych paskudztw, jakie czyhają na palacza tradycyjnego tytoniu. No i żadnej dziury nie trzeba będzie zalepiać!

    Rany Julek! To działa! Nie śmierdzę, nie kaszlę, jak gruźlik i Świat mnie kocha! Czego chcieć więcej? Apetyt rośnie w miarę jedzenia: teraz to można sobie w smakach przebierać, jak w odmianach owoców… Dlaczego ja wcześniej o tym nie pomyślałem? No, o tym e-paleniu? Nie wiem! Wiem, że jest mi z tym dobrze i moja próżność została połechtana: przecież rzucam papierosy! Znaczy, że dobrze robię… A to, że w e-płynie jest nikotyna, to już inna para kaloszy…

     
  12. Irek

    17 Luty 2012 at 18:45

    Nie mogę napisać – minął rok bez analoga.
    W sierpniu w stanie głębokiego stresu wypaliłem sześć, jeden za drugim.
    Nie było oznak zatrucia, nie czułem obrzydzenia, ale też wcale nie pomogło. Papieros na stres – bzdura.
    Poza tym incydentem mogę napisać: w lutym minął (minie) rok jak nie paliłem zwykłych papierosów.
    Trudno napisać coś czego poprzednicy by nie napisali.
    Czuję się znacznie lepiej, moja stomatolog zachwycona brakiem tytoniowego nalotu na zębach, żona bez obrzydzenia wkłada ubrania do pralki. Nareszcie paznokcie mam normalne, bez tego wstydliwego żółtego koloru.
    Miło także jest dać dziecku dychę na łakocie zamiast pani w kiosku zapłacić za fajki.
    Oczywiście znacznie łatwiej było wyciągnąć analoga z paczki jak dolać płynu do elektronika czy naładować i wymienić baterie.
    Są to jednak jedyne minusy. Poza tym plusy, plusy, plusy …..

     
  13. Juan Antonio

    19 Luty 2012 at 23:01

    Gracias a e-cigarrillo he dejado de fumar después de 20 años de este mal hábito.
    Ahora me siento mucho mejor y sólo tengamos que lamentar todos los años de fumar tabaco.

     
  14. Wadim

    16 Marzec 2012 at 18:16

    Мучився довго!Практично з травня місяця 2011 намагався кинути палити,але завжди якісь проблеми (нестабільні заробітки,відсутність ідей і настрою в основній роботі іт.д. і т.д.),а тут практично всі найкращі друзі кинули палити-КАТАСТРОФА!!!Але 23.02.2012 ПЕРЕМКНУЛО КЛЕМУ І Я КИНУВ ПАЛИТИ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Перш за все я завдячую цим ІНАВЕРІ і особисто моїм дорогим ІРЕКУ і ВСІЙ ЙОГО(ну і моїй)РОДИНІ!!!Вони витягнули мене в прямому смислі цього слова з 25-річної удавки тютюно-паління!!!На сьогодні тільки ваперством і тільки цим себе бавлю!Економія грошей-це НУЛЬ проти того,як я став набагато краще себе почувати. На майбутнє,я так думаю буде ще краще.Все таки даються взнаки роки паління аналога і незавжди якісного.Зник кашель,легше дихати і т.д. і т.д.На сьогодні е-сигарети не досконалі,але я думаю,шо це на сьогодні один і єдиний їх мінус.Як тільки Европа переграє китайців у виготовленні е-сигарет,все стане на свої місця.Бо треба визнати-якість китайських е-сигарет бажає бути вищою-це факт.А рідини (маю на увазі „ІНАВЕРУ”) навчились робити на порядок вище,а ніж китайці , я думаю багато хто зі мною погодиться.Всім бажаю кинути тютюно паління і МІЦНОГО ЗДОРОВ”Я!!!З повагою до всіх Вадим!!!

     
  15. Stachoo

    25 Maj 2012 at 00:33

    Oto moja historia, mam aktualnie 22 lata i palę od 15stego roku życia. Paliłem analogi z małymi przerwami (w sumie może 8 miesięcy przerw).
    Kupiłem sticka v2 i jakieś liquidy w 2009 roku, popaliłem to prawie 10 tygodni, ale niestety po paru dniach wróciłem do analogów i paliłem hybrydowo co było najgorszym co mogłem zrobić, bo zrodziły się o zgrozo dwa nałogi. Odsprzedając bratu sticka rzuciłem e nałóg i paliłem analogi.
    Ostatnio brat mi zaoferował że mi odda (przestał palić bez efajka) sticka za darmo i spróbowałem przejść na tylko e palenie. Od tego czasu paliłem analogi czasami jak miałem wielką ochotę albo jak stick zawiódł w barze czy gdziekolwiek. Od kiedy kupiłem lq 36mg to palę tylko jak stick zawodzi, ale częstowali mnie jakimiś lightami których nie czułem nawet więc nawet się tak nie napalałem na analogi. O dziwo przy tej próbie przejścia na e fajka było bardzo łatwo.
    Paliłem około 1p L&M Red dziennie.
    Nie mam obrzydzenia do analogów bo czasami jak jest okazja to sobie zapalę, ale traktuję analoga jako zapchanie dziury po wyładowanym efajku, a nie e fajka jako sposób na zarzucenie analogów, tu tkwi szkopuł, e fajek mi bardziej smakuje i ma moc🙂
    Teraz kupiłem ego z dwoma batkami, mam nadzieję, że już mnie nie będzie zawodził e-p. Do tego kupiłem sobie liquidy i aromaty, mogę coś pokombinować i w końcu z mniejszą mocą (18mg).
    Pozdrawiam i wytrwałości

     
  16. feleksc

    10 Wrzesień 2012 at 09:22

    Witam serdecznie,krótko streszczę😉 więc:
    Palilem 22 lata, plus minus paczkę mocnych dziennie,
    potem cygara doszły i bajeczna przygoda z fajką…
    W międzyczasie już na stoiskach pojawiały się e-petki.
    Pooglądałem ,poczytałem i kupiłem dwa zestawy dekangowego pena.
    (01.08.2010)
    Wtedy egony były duuużo droższe😉
    Przy e-p zacząłem wreszcie ODDYCHAĆ (!) ,nie kaszle wieczorem i rano.
    Co ciekawe na zakrapianych imprezach nie ciągnie mnie nawet do e-p
    (kiedyś z dwie paczki mocnych analogów )
    ot raz na godzinke jeden ,dwa buchy🙂 i wystarczy.
    A po kaca zero-piękna sprawa:)
    Teraz ruch fizyczny stał się przyjemnością a nie wyzwaniem…
    Pozdrawiam serdecznie🙂

     
  17. hg

    7 Styczeń 2015 at 01:39

    Odkąd zacząłem palić e fajkę nie rozstaje się z nią, chyba wrócę do zwykłych papierosów. Nie pale tylko gdy śpię, mam 3 baterie ładuje je na przemian. Niby kondycja lepsza, brak kaszłu itd. ale jak wieczorem usiąde po pracy to pale non stop. Macie podobnie, bo wydaje mi się ze o tym nikt nie pisze. Rozmawiałem ze znajomymi i mają podobnie, jeśli one szkodzą bardziej niż zwykle to zejde szybciej niż od zwykłych

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: