RSS

Dokąd zmierzamy? Zimowa refleksja Starego Chemika

18 Sty

Już dawno zbierałem się, aby napisać kilka słów o sprawie chyba najogólniejszej, a więc o sensie tego wszystkiego, co robimy.
Rzuciliśmy palenie – to był nasz pierwotny cel. Dość oczywisty, prawda? Nie chcieliśmy się dalej truć smołami, tlenkiem węgla, wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi, nitrozoaminami i setkami innych strasznych świństw.
Udało się – przynajmniej wielu z nas już od jakiegoś czasu nie tyka analogów. Używamy e-papierosa, czujemy się w jakimś sensie lepsi, rozgrzeszeni. Czasem jednak coś tam bąkniemy, że nadal jesteśmy nikotynistami choć już nie tytonistami, ale są to głosy ciche i pojedyncze.
Kiedyś tam walczyliśmy ze sprzętem – bo akumulatory trzymały bardzo krótko, watki się przypalały, atomizery były drogie i trzeba było je regenerować. Z czasem sprzęt zaczął być coraz lepszy, baterie coraz pojemniejsze, atomizery zaczęły tanieć. No po prostu super.
Nadszedł czas modyfikacji sprzętu – pojawiły się tanki, a w ślad za nimi zbiorniczki wszelakiego typu. Przypomnę, że pierwsze e-papierosy miały zwykle pojemność ok. 1/2 mililitra. Teraz nie dziwi pojemnik, w którym mieści się 5 czy 6 mililitrów. Napięcie akumulatora też często ma znacznie więcej niż stosowane kiedyś ok. 4 woltów, a oporność grzałki równie często wynosi mniej niż 2 Ω, co w oczywisty sposób przekłada się zarówno na moc grzałki, jak też na podwyższenie realnej temperatury tejże.
Jeśli wzrasta temperatura, to rzecz jasna zwiększy się ilość odparowywanego płynu, a więc też jego zużycie. Już wprowadzenie tanków (przy zachowaniu parametrów grzałki) spowodowało dość istotny skok zużycia „paliwa”. Wzrost napięcia baterii, a więc temperatury grzałki jeszcze bardziej podbija ten wynik. No i zamiast zużycia 1-2 ml, zaczyna się otrzymywać wyniki bliższe wartości 10 ml. Efekt – kiedyś przepuszczaliśmy przez płuca rocznie 0,5 litra liquidu. Teraz nierzadko wychodzi nawet 3 litry na rok.
Chmurzenie stało się wygodne, bardzo wygodne. Płyny dostępne są wszędzie, możemy też skomponować własne mieszanki. Ba, możemy sobie puszczać chmurkę tam, gdzie do tej pory nawet nie pomyśleliśmy o wyciągnięciu analoga z kieszeni. Luz, spokój i wolność. Niby dobrze, ale…
No właśnie – czy czasami zadajecie sobie (tak, jak ja) pytanie – czy naprawdę o to nam chodziło? Czy kierunek, w którym idziemy jest tym, który na początku zakładaliśmy?
Fakt, pozbyliśmy się jednego nałogu, ale mam wrażenie, że czasami pogrążamy się w innym po uszy. Prawdopodobnie mniej szkodliwym (podkreślam: prawdopodobnie!), ale nadal szkodliwym. I – na Boga – nie mamy prawa mówić/pisać – zdrowszym. Nałóg jest zawsze szkodliwy – to wynika z samej jego definicji.

Wielu z nas (w tym oczywiście i ja) na samym początku deklarowało – rzucę zwykłe fajki, trochę pochmurzę, zmniejszę ilość nikotyny a potem rzucę to wszystko w diabły i będę już całkowicie wolny. Kto na początku tak myślał – łapa do góry! Zapewne sporo ich zobaczę (moją też!). A teraz niech rękę do góry podniosą ci, którzy zrobili tak, jak planowali. No… co jest? Gdzie ten las rąk? Tak, macie rację – moja też się nie podniosła.
Długie zimowe wieczory sprzyjają refleksjom. Myślę, że warto sobie te kwestie przemyśleć. Jestem bardzo ciekawy, jakie są Wasze opinie na ten temat.

 
10 komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 Styczeń 2012 w ogólne

 

Tagi: ,

10 responses to “Dokąd zmierzamy? Zimowa refleksja Starego Chemika

  1. szczuro

    18 Styczeń 2012 at 13:29

    moim zalozeniem bylo pozbyc sie analogow – zrobione
    o rzucaniu ep myslalem pare razy, ale zalozenia w tej kwesti nie poczynilem zadnego i narazie nie mam w planach

    jakby nie bylo ep to nalog, ale zarowno hobby i mam sie z tym dobrze, pomijajac dni w ktorych sprzet mnie irytuje bardzo

    zaleta ep w moim wydaniu jest taka, ze jak jestem zajety to w ogole prawie nie wapuje, natomiast jak jade samochodem to pykam caly czas*, wiec ogolnie wapuje rzadziej, niz jak zaczynalem swoja przygode z ep

    co do zuzycia liquidu – u mnie utrzymuje sie mniej wiecej ten sam poziom cos 2,5-3ml

    udalo mi sie rowniez zejsc lekko z mocy liquidu i 30mg raczej nie przekraczam
    staram sie trzymac w przedziale 24-28mg

    *samochodem, tak czesto w sensie tak duzo, jak kiedys nie jezdze

     
    • Tomba

      19 Styczeń 2012 at 11:16

      Podpiszę się pod tym, co napisał Szczuro.
      Dla mnie najważniejsze jest to, że teraz mogę „zae-palić”, ale nie muszę.
      Np.wczoraj nie inhalowałem łącznie przez 6 godzin (niesprzyjające okoliczności) i nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Nawet organizm mi się nie upominał o chmurkę.
      Moce też ograniczyłem – obecnie inhaluje 15mg.
      Po zatruciu nikotyną, które spowodowane było własnie wciąż lepszymi osiągami sprzętu, zacząłem teraz używać go z głową. Na dzień dzisiejszy nie myślę o zerwaniu z e-p, ale jestem przekonany, że jakbym musiał, to nie stanowiło by to większego problemu.

       
  2. Michał

    18 Styczeń 2012 at 19:27

    Najlepiej nie palić i nie wapować nie będzie przemyśleń i problemu ale ..
    jak wszyscy wiemy to nie takie łatwe do wykonania.

    pozdrawiam
    Michał

     
  3. seb

    18 Styczeń 2012 at 22:20

    las rąk… podnoszę pierwszy? :)))
    od listopada CHXem wywaliłem całkowicie moment, w którym sięgam po fajkę odruchowo.
    Zostało mi do dziś, jem tyle samo, waga stała. Pała też. W normie🙂

    złapałem się na tym, że biznes fajczarski robi nas w jajo, podświadome zmiany smaku po wciśnięciu kulki, spowodowały kolejne tygodnie w odroczeniu decyzji o przestaniu.. bo tak się to spodobało, coraz kolorowsze opaki, marlborki wysuwane sztywne, davidy ciągle w zaokrąglonej trumnie, elemy po wschodniej edycji kentów na klik.., devile lubelskie i ich nowe smaki… a jednak 12+zł płacić trzeba było tak samo

    ecigareta też przechodziłem, trzymanie kołków biorezonansowych, plastry i gumy….

    myśli S nie posiadam po chemii jaką zażyłem, mało tego, polecam i mam dobre źródło tańszej o połowę polskiej ceny CHX’ów, bo zostało mi tego sporo a rzuciłem po pierwszych 56 tabsach – chcesz, pokażesz zezwolenie lekarskie to Ci odsprzedam w połowie kosztu🙂

    podjarany tym stanem bez fajki od stycznia nie piję absolutnie tez alkoholu.. nie ma ‚piwka’ na wieczór, flaszki z kumplem.. a popatrz, to mimo wszystko też okazał się nałóg jak patrzę na tych ludzi, którzy to robią a ja już nie leszek fri dla towarzystwa-owszem🙂

    tym oto sposobem polecam zerwać to co pochłania czas pieniądze zapach i smak często też świadomość raz o dobrze. pozdrowienia dla Chemika.
    s.

     
  4. eser

    19 Styczeń 2012 at 01:36

    Co tu komentować, właściwie poruszamy się po omacku w psychice człowieka, a właściwie w jego „człowieczeństwie”. Nie wnikając w zawiłości psychologiczno – filozoficzne, przytoczę zdrowy tekst Zdrowej Wody:
    http://w296.wrzuta.pl/audio/0zdAmuNKUjK/zdrowa_woda_-_w_tym_barze
    Myślę .że odnosi się to do każdego nałogu🙂

     
  5. maho

    19 Styczeń 2012 at 11:20

    Bardzo cenna prowokacja. Dlaczego? Ponieważ zmusza mnie ona tutaj do protestu, po uzmysłowieniu mi, jak bardzo jetem zdeterminowany w obronie dobrego celu pod postacią zysku. Właściwie, to dopiero twoja reflesksja, StaryChemiku, uzmysłowiła mi pełnię siły tej determinacji w obronie zysku. A zysk z przejścia na e-papierosy jest niewątpliwy. Ja też czasem chciałbym odniesienia pełnego sukcesu, ale ponieważ mam obecnie o niebo lepsze smopoczucie, przestałem kasłać, mam lepszą kondycję, mam więcej kasy (nie zwiększam ilości wypalanego liquidu), nie przeziębiam się, nie smrodzę dymem, i co ciekawe – czuję się bardziej na czasie – bardziej trendy😉 – więc podobne do twoich refleksje, które mnie czasem nachodzą, nie gnębią mie zbyt mocno. Gdy nachodzą – odsuwam je na dalszy czas. Pełny sukces może poczekać🙂 Na razie nie męczę się myślą, że muszę stać się absolutnym abstynentem. Chmurzenie e-cigareta jest nawet przyjemne, a przede wszystkim pozbawiło mnie niepokoju związanego z paleniem analogów.

    Trafiłeś w sedno – nie czuję się wolny. Ale tak mi dobrze na razie. Dużo lepiej niż przedtem. I niech już skończy się ta zima kurczę, bo jeszcze przestaniesz chmurzyć, i sens tego fajnego bloga zamieni się w antonim😉 Jest sens przechodzenia na e-papierosy. To właśnie palenie analogów daje poczucie bezsensu. Ale mimo wszystko warto mieć podobne do twoich refleksje. One dają siłę, gdyż zmuszają do zrobienia bilansu zysku i strat, a w moim przypadku, zmusiły mnie nawet do protestu – a to bardzo dużo znaczy.

    A więc protestuję przeciwko destrukcjonizmowi i malkontenctwu! E-palenie jest wymiernie korzystniejsze od palenia! Czy korzystniejsze jest od niepalenia – tego to już nie powiem, bo wiem😀

     
    • maho

      19 Styczeń 2012 at 11:25

      Mała korekta: przedostanie zdanie powinno brzmieć: „bo nie wiem”. Jedno przeoczenie, i sens zupełnie inny🙂

      A może i wiem…😀

       
  6. jaceka

    19 Styczeń 2012 at 15:27

    Kiedy postanowiłem rozpocząć przygodne z ep moim głównym zamiarem było rzucenie wyrobów tytoniowych Przejście na „elektronika” było jednak wyborem świadomym, przemyślanym. Wybrałem alternatywę. Rzucenie całkowicie alternatywnego „palenia”, jakim dla mnie jest elektroniczny papieros przemknął mi po głowie kilka razy. Szczególnie wówczas, kiedy sprzęt zawodził. Czułem niedosyt „napalenia się” można by rzec = wkurzał mnie!

    Obecny sprzęt aż tylu problemów nie nastręcza. Ok, więcej zużywam „płynu”, ale po e-papierosa sięgam rzadziej a i moc zawartości nikotyny zmniejszyłem.
    W moim przypadku spowodowane jest to tym, że ilość mgiełki (dymu) jest wystarczająca, duża, obfita. To zaspokaja poje moje potrzeby; -)

    Nie skorzystałem natomiast z możliwości zastosowania wyższego napięcia. Sporządzane przeze mnie płyny oraz sprzęt, jakim dysponuje- zapewniają mi mój komfort e-palenia.

    Zatem. Lepszy sprzęt, dobrze dobrany płyn zwiększa zużycie liquidu, ale to w moim przypadku nie spowodowało, drastycznego zwiększenia wchłaniania przeze mnie nikotyny. A jaką mam satysfakcję!;-)

     
  7. Asil

    19 Styczeń 2012 at 15:55

    Strasznie jest smutne to co piszesz i co gorsza – masz rację. Z jednego nałogu wpadamy w drugi. Niby wszystko fantastycznie: taniej, nie śmierdzi i zdrowiej, ale czy na pewno? W dodatku, gdy skończy się nam liquid – czar pryska, mamy tragedię taką samą jak kiedyś w przypadku skończenia się analogów w paczce. Mnie zawsze zachwycała idea przenośnej shishy, każdy znajdzie coś dla siebie. Wapujemy sobie radośnie ku uciesze otoczenia, ale nadal jesteśmy więźniami nałogu… Pozdrawiam Pana Panie Stary Chemiku.

     
    • Tomba

      20 Styczeń 2012 at 12:27

      „W dodatku, gdy skończy się nam liquid – czar pryska, mamy tragedię taką samą jak kiedyś w przypadku skończenia się analogów w paczce.”

      Po pierwsze, to w moim wypadku nie mam takiej opcji, by się skończył liquid.
      Pod drugie, to pisz za siebie, bo nawet jakby się skończył, to w moim przypadku niczego to nie oznacza. No może tylko tyle, że bym przez jakiś czas nie inhalował. Żaden to problem – pisałem o tym powyżej. Teraz mogę sobie robić takie długie przerwy w e-dymanku na jakie przyjdzie mi ochota bądź wymuszają okoliczności. Kiedyś nawet świadomie ustanowiłem 3-dniowy rekord bez e-p. To już nie jest dla mnie problem. Mam już na koncie 974 dni bez analoga.

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: