RSS

Certyfikaty? „certyfikaty”?

23 Mar

Co prawda temat certyfikatów, czy też właściwie – „certyfikatów” – pojawiał się na blogu już kilkakrotnie, ale myślę, że chyba trzeba do niego powrócić.
Podstawowym hasłem, które zawsze wywołują moje zainteresowanie są magiczne trzy litery – SGS. Na nich właśnie bazują niektórzy sprzedawcy (szczególnie na A*), pisząc, że ich płyny mają „certyfikaty SGS”. Nie wiem, czy wynika to tylko z niedoczytania, niewiedzy czy też (czego absolutnie nie zakładam) z chęci świadomego wprowadzenia w błąd potencjalnych kupujących, ale jak dotąd spotkałem tylko jeden dokument SGS analizy płynu używanego w e-papierosie, który można uznać za certyfikat jakościowy.
No ale zacznijmy od samego zera. Czym jest ten tajemniczy SGS? Jest to globalna firma, która świadczy usługi w zakresie inspekcji, weryfikacji oraz badań i certyfikacji. W naszym przypadku kwestia certyfikatu jest złożona, ponieważ tak naprawdę nie istnieją realne normy jakościowe dotyczące płynów.
Jak wspomniałem wyżej – często na A* (i nie tylko tam) sprzedawcy chwalą się „certyfikatem SGS” na swoje liquidy. Pisałem już o tych pseudo dokumentach 8 maja 2010 oraz 1 lipca 2011. Zwykle na formularzu z logo SGS znajduje się określenie „SDS Report”, a niżej „Service Requested: Safety Data Sheet for the Product”. Co to oznacza? Ano tylko tyle, że firma SGS przygotowała dla danego płynu/wkładu tzw. kartę charakterystyki (ang. MSDS). Jest to dokument standardowo wymagany przez służby celne przy imporcie produktów chemicznych na obszar celny UE.
Taką kartę przygotowuje się na wniosek producenta/dystrybutora, korzystając z jego danych. W żadnym procencie nie jest to certyfikat określający czystość produktu czy też zawartość wszelkich związków. Myślę, że warto o tym pamiętać.

Mam jednak nadzieję, że powoli sytuacja zacznie się poprawiać. Wiem, że niektóre firmy zaczęły już podchodzić do kwestii badań płynów poważnie. Z naszego punktu widzenia jakość tego, co inhalujemy, jest zdecydowanie ważniejsza niż np. trwałość grzałki czy też pojemność akumulatora. Taka jest przynajmniej moja opinia – nie wszyscy muszą się z nią zgadzać. Tak czy inaczej – liczę na to, że doczekamy się nareszcie klarownej sytuacji – w której będziemy mieli czarno na białym napisane, z czego składa się dany płyn, jaką ma moc nikotyny itd. Dalekosiężnym marzeniem jest porządna kontrola jakości, czyli wyniki takich analiz dla każdej partii płynów. Zapewne spowoduje to pewien wzrost ceny, ale osobiście jestem gotowy zapłacić więcej za coś, co będzie jakościowo bez zarzutu. Ten wzrost ceny nie musi być wcale taki wielki. Szacuję, że standardowe badania partii płynu mogą kosztować ok. 2000 PLN. Jeśli za partię uznamy 100 litrów, to mamy z tego 10 tysięcy butelek po 10 ml. Wychodzi koszt jednostkowy – 20 groszy.
Oczywiście znajdą się też nadal ludzie, którzy będą szukać towaru najtańszego, ale to standard. Wiadomo nie od dziś, że są ludzie, którzy wolą wypić porcję szlachetnego łyskacza, a z drugiej strony mamy amatorów denaturatu, brzozowej czy taniej wódki z bazaru. Jest popyt, znajdzie się podaż.

Bezpiecznego chmurzenia i dobrego weekendu życzę!

 
1 komentarz

Opublikował/a w dniu 23 Marzec 2012 w ogólne

 

Tagi: , ,

One response to “Certyfikaty? „certyfikaty”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: