RSS

New York Times – debata o e-papierosach

23 Sier

Na łamach jednego z najpoczytniejszych dzienników amerykańskich odbyła się 22 sierpnia debata dotycząca e-papierosów. W zasadzie słowo „debata” jest tutaj troszkę nieadekwatne, ponieważ NYT opublikował krótkie teksty napisane przez sześć osób, bez jakiejś konkretnej dyskusji i ścierania się poglądów.
Niemniej ważne jest to, że do wypowiedzi zaproszono ważną postać dla naszego e-światka, a mianowicie profesora Michaela Siegela. Jego wypowiedź w skondensowany sposób podsumowuje to, co do tej pory wiemy o e-fajkach. Michael odnosi się też do przeciwników palenia (tradycyjnego), którzy często są też przeciwnikami e-papierosów, argumentując to faktem, że może i e-p są mniej szkodliwe, ale chmurzenie zbyt mocno przypomina palenie („dym”, zaciąganie się itp.).
Kilka osób (w tym m.in. Harold Wimmer) powtarza te same argumenty, które słyszymy od samego początku. O tym, że FDA znalazła glikol etylenowy, że e-fajki mogą być etapem przejściowym do zwykłych fajek dla małolatów. Generalnie wygląda na to, że przeciwnicy e-papierosów wierzą w to, że FDA to lek na całe zło – że urzędnicy agencji są w stanie wszystko załatwić jednym ruchem. W to ostatnie akurat wierzę – jednym ruchem można wyrzucić e-fajki za burtę, ale chyba nie o to chodzi.
Smutne, że takie osoby, jak Anne M. Joseph, profesor medycyny na Uniwersytecie Minnesota, piszą o emitowanym aldehydzie octowym i benzenie, nie podając żadnych informacji o poziomie stężeń tych substancji. Tak naprawdę oba te związki można znaleźć w powietrzu w każdym mieście, a jednak nikt nie wyprowadza ludzi z miast, prawda?
No i oczywiście lamentuje się nad tym, że zamiast zmobilizować ludzi do całkowitego rzucenia nałogu, zmienia się go w inny nałóg. OK, to prawda, ale zdaje się, że sporo ludzi próbowało innych metod i jakoś nie bardzo zadziałały. I cały czas zapomina się, że zwykłe papierosy na pewno trują i zabijają. A zwolennicy i użytkownicy e-papierosów na pewno z radością powitają kolejne poważne badania dotyczące zarówno ich bezpieczeństwa jak też długofalowego oddziaływania na organizmy ich użytkowników.

Myślę, że byłoby pożyteczne, gdyby podobna debata odbyła się też i u nas, chociaż tak naprawdę najlepsza byłaby debata w formie prawdziwej dyskusji – z ludźmi prezentującymi obie strony – zwolenników i przeciwników e-papierosów. Rzetelna dyskusja na argumenty, a nie na jakieś zasłyszane pseudo-fakty. Nie można udawać, że sprawa nie istnieje, a problemy najlepiej rozwiązuje się w porządnej, uczciwej dyskusji.

 
9 komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 Sierpień 2013 w ogólne

 

Tagi: , ,

9 responses to “New York Times – debata o e-papierosach

  1. zasmz

    23 Sierpień 2013 at 10:11

    Jak bardzo bije po oczach paralela tych argumentacji – z jednego uzależnienia do drugiego – z kłótnią o metody substytucyjne w leczeniu uzależnienia od heroiny. Ja wiem, że skala zupełnie różna, ale analogi wciąż na tyle duży fejm mają, że się je za względnie bezpieczne uznaje (w porównaniu z innymi środkami odurzającymi – konkretnie, papierosów nadal w mainstreamie nie uważa się za używkę w sensie powyższym). A może to jest rozwiązanie, wskazanie podobieństw między palaczami a uzależnionymi od opioidów i traktowanie e-papierosów w podobny sposób co terapii substytucyjnych (które wbrew polskim mitom trwać mogą do końca życia, a nie 2 lata).
    /Luźne przemyślenie.

     
  2. VoyTek

    23 Sierpień 2013 at 13:08

    Właściwie wszyscy uczestnicy debaty zgadzają się co do tego, że kwestie e-papierosów muszą zostać uregulowane. Dla mnie oczywiste jest, że choćby po to, aby ograniczyć ich dostępność dla dzieci i młodzieży (dziś formalnie może je nabyć każdy), wymóc bezwzględne informowanie o tym, że jest to przecież używka, od której można się uzależnić albo utrwalić nałóg nikotynizmu (dziś reklamy bez żadnych ograniczeń i ostrzeżeń zachęcają do rozpoczęcia e-palenia) oraz w końcu po to, aby kontrolować przynajmniej produkcję, dystrybucję i sprzedaż liquidów (dziś brak jest jakichkolwiek norm i mechanizmów kontroli, a producenci uchylają się od ujawniania ich składów). Ten zakres, podyktowany w mojej opinii czynnikami obiektywnymi, uważam za konieczny.
    Jednak, w debacie zabrakło jawnego głosu głównych „rozgrywających”, którzy mają największe szanse na nadregulacje poprzez zbyt szerokie uwzględnienie swoich partykularnych interesów (Big Tobacco, Big Pharma, rząd). Ale jak zrównoważyć władzę i pieniądze, stojące za tymi graczami, aby zobiektywizować konieczne regulacje?

     
    • KnUR1

      24 Sierpień 2013 at 13:55

      Wszystko jest proste.

      Niczego nie należy regulować prawnie (mam na myśli to co jednostka w siebie aplikuje).

      Co do używek, narkotyków, alkoholu to mamy mnóstwo regulacji i są one przecież dostępne bez większego problemu. Państwo reguluje analogi i co z tego masz?!… akcyzę i raka.

      Wszystkie dragi są dostępne na rynku, bez większego problemu.

      Nic nie trzeba regulować. Wolny rynek to robi sam za siebie.

      A dzieci jak nie dopilnuje tata i mamy to niby kto ma to zrobić ?

       
    • KnUR1

      24 Sierpień 2013 at 14:01

      Apeluje o prawną regulacje „Butaprenu” – znam dzieci, które to nadmiernie wąchają.

       
      • Zombie

        26 Sierpień 2013 at 00:56

        To do tej listy dodajmy jeszcze benzynę. Dzieciaki zaczęły się nią sztachać po tym, jak na Demotywatorach zobaczyły rosyjskie niedźwiedzie wąchające beczki po paliwie lotniczym.

         
  3. KnUR1

    24 Sierpień 2013 at 13:41

    Nie bardzo rozumiem o czym tu debatować. Zawsze znajdzie się jakiś „Bauman”. Mnie interesują dane i tylko one. Chciałbym zobaczyć tabelaryczne porównanie efektów palenie analogów i elektroników, albo zestawienie substancji jakie pochłaniamy w obu przypadkach. Zresztą co komukolwiek do tego czym się inhaluje, co jem, pije i robię.

     
  4. VoyTek

    26 Sierpień 2013 at 09:00

    Jeżeli ktoś świadomie, z własnej woli i w pełni odpowiedzialnie targa się na swoje życie lub zdrowie, jego sprawa.
    Jednak, jeżeli ktoś inny świadomie, dla osiągnięcia własnych korzyści, pomaga mu w tym i nakłania do tego, to powinno być to sankcjonowane.
    A przecież nikotynizm jest uzależnieniem – chorobą i człowiek uzależniony nie podejmuje działań w obszarze swojego uzależnienia do końca z własnej woli.

     
  5. VoyTek

    26 Sierpień 2013 at 09:03

    Dodam, że to świadome i z własnej woli targanie się na swoje życie lub zdrowie, także powinno mieć granice nie czynienia przy tej okazji szkody innym.

     
    • better

      1 Wrzesień 2013 at 18:46

      dawnoa temu król posiadal władze od Boga, dzisiaj sami z nieprzymuszonej woli oddajemy ja naszym bliznim, ktorzy zaczynaja zachowywac sie jak król. demokracja i groteska. Wazne ze placacy jest wypłacalny a biorący nie do wykrycia. Dawno temu „Zwierzecy folwark” wydawal sie oddawać obraz minionej władzy, dzis juz wiemy ze to obraz dzisiejszej demokratycznej władzy, władzy, którą sami wybraliśmy. Takie czasy dzisiaj wojna to juz nie karabiny dzisiaj wojna to gospodarka a nasza władza wola o patryjotyzm patrząc tylko co sprzedać jeszcze polskiego niemcom i innym…..

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: