RSS

Stefan Sękowski… jeszcze kilka słów

01 Sier

Kilka tygodni temu napisałem notkę pożegnalną honorującą postać wielkiego popularyzatora chemii, Stefana Sękowskiego. Obiecałem, że wtedy, gdy dostanę dodatkowe materiały, podzielę się nimi z Wami. Dzięki uprzejmości panów Janusza (syn) i Juranda (wnuk) Sękowskich mogę mój tekst uzupełnić o dwie ciekawe anegdoty z życia pana Stefana, jak też o bezcenne zdjęcia.
Niniejszy tekst jest do pewnego stopnia uzupełnieniem artykułu, który udało mi się opublikować w dziale Nauka Gazety Wyborczej. Ze względu na szczupłość miejsca nie zmieściło się tam niestety sporo informacji, nie ma też zdjęć, które tu możecie zobaczyć.

Stefan Sękowski (1925-2014) – pożegnanie legendy

Myślę, że nie będzie wielką przesadą, jeśli napiszę, że nie ma w pokoleniu obecnych 50-60 latków chemika, który w czasach nastoletnich nie zetknął się z książkami Stefana Sękowskiego. „Ciekawe doświadczenia”, „Moje laboratorium”, „Galwanotechnika domowa” i wiele innych. To on uczył, jak w tamtych siermiężnych czasach stworzyć sobie laboratorium w domu, gdzie zdobywać odczynniki, jak zrobić prosty sprzęt laboratoryjny. Bo to były inne czasy. Nawet jeśli gdzieś w sklepach specjalistycznych pojawiały się jakieś chłodnice czy menzurki, ich ceny były na nastoletnią kieszeń kosmiczne. A dzięki książkom pana Sękowskiego można było za grosze zrobić sobie chłodnicę, menzurkę czy nawet wagę laboratoryjną.

No i te klarowne opisy doświadczeń ze szczególnym uwzględnieniem kwestii bezpieczeństwa. Wszystko pisane prostym językiem trafiającym do młodzieży. Ot, taki dobry wujek – chemik, który praktycznie za rękę prowadzi przez meandry laboratoryjne. Czekaliśmy na kolejne książki, na następny artykuł w „Młodym Techniku”, gdzie co miesiąc było opisywane jakieś nowe ciekawe doświadczenie.

Wtedy nie wiedziałem jeszcze o tym, jak barwną i wielką postacią był Stefan Sękowski. Urodzony w Lwowie syn legionisty wychowany w tradycji patriotycznej. W czasie II wojny światowej już jako 15-latek wstąpił do Związku Walki Zbrojnej (później AK). Na tajnych kompletach zdał tzw. małą maturę a jednocześnie uczył się w szkole podchorążych. Uczestniczył w akcjach dywersyjnych na Zamojszczyźnie, gdzie wykorzystywał swoje umiejętności w dziedzinie chemii, konstruując sprytne chemiczne zapalniki czasowe do bomb. Pracował też przy druku nielegalnej prasy, zajmował się także przygotowaniem dobrych farb drukarskich. Za walkę w dywersji został odznaczony Krzyżem Walecznych.

W 1943 przedostał się do Warszawy, gdzie zastaje go powstanie. Był żołnierzem batalionu AK „Golski”. Ranny ucieka ze szpitala zajętego przez Niemców ale niedługo potem trafia do obozu jenieckiego, najpierw w Ożarowie, a w Sandbostel w pobliżu Bremy. Razem z grupą kolegów ucieka z niego, gdy zbliża się front z zachodu. Dzięki temu udaje mu się zostać żołnierzem generała Maczka, gdzie w ramach służby robi maturę. Tam też poznaje Aleksandrę Diermajer, która po wojnie zostanie jego żoną.

fot-1

To bardzo skrótowa wersja historii tamtych czasów. Warto ją pogłębić sięgając po jego osobiste wspomnienia z czasów wojny, które można znaleźć w Archiwum Historii Mówionej.

Wraca do Polski w 1947 roku i zaczyna studia chemiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Studia w tamtych czasach były trudne, ponieważ brakowało tak naprawdę wszystkiego. Jak sam wspominał w jednym z wywiadów, studenci byli zobowiązani przychodzić na pracownię przynosząc jakikolwiek sprzęt laboratoryjny. Dlatego też on organizował taki sprzęt, a Adam Hulanicki, późniejszy profesor, chodził na wykłady i robił notatki również dla niego. Późniejszy popularyzator chemii pracował w czasie studiów jako kierowca ciężarówki.

Pomimo tego, że było naprawdę ciężko, już wtedy zaczął pisanie. Od 1952 roku regularnie publikował w „Młodym Techniku”. No i już w wieku 27 lat zaczyna pisać książki, które będą autentycznymi bestsellerami. „Galwanotechnika domowa” to owoc wielu własnych prac – Sękowski zajmował się zawodowo badaniem jakości powłok. Potem powstają kolejne pozycje w cyklu „Chemia dla ciebie” (14 tomów). Wszystkie są bestsellerami – znikają z księgarń w tempie, o którym dzisiejsi autorzy mogą tylko pomarzyć. Niektóre z tych pozycji są wznawiane wielokrotnie. Wspomniana „Galwanotechnika domowa” miała łącznie 15 wydań, każde w nakładzie nie mniejszym niż 10 tysięcy egzemplarzy. Trudno naprawdę policzyć nakład wszystkich książek. Było ich ponad 40 i na pewno łącznie wyszło ich ponad milion. Jest to absolutny ewenement popularyzatorski.

Odcinek Chemia w domu

W latach 70. istniał też program TV „Chemia na co dzień”, w którym Stefan Sękowski prezentował doświadczenia chemiczne. Niestety, to chyba jeszcze nie był odpowiedni czas na popularyzację nauki w mediach, więc program został zdjęty z anteny. A może przyczyna była inna, pozamerytoryczna? Dziś bowiem wiemy, że po wydarzeniach 1976 roku Sękowski zaangażował się w ruch opozycyjny, wiążąc się z KSS KOR (podobnie jak i reszta rodziny). W domku letniskowym urządzona zostaje drukarnia, w której powielano jeden z biuletynów KOR. Ot, taki powrót pana Stefana do działalności z czasów wojennych. Jako ciekawostkę warto dodać, że jedna ze skrytek była przygotowana pod dachem psiej budy. Niestety, rodzina była pod obserwacją Służby Bezpieczeństwa. We wrześniu 1978 roku SB wpadła z nakazem rewizji zarówno w mieszkaniu jak i na działce. Tajniacy musieli mieć jakieś informacje, ponieważ dość łatwo znaleźli zarówno powielacz, jak też większość materiałów związanych z drukiem. Na szczęście jedna ze skrytek w domu ocalała, a było tam sporo wydrukowanych materiałów. Rankiem następnego dnia dokonano rewizji w Instytucie Mechaniki Precyzyjnej, gdzie pracował Stefan Sękowski. On sam był już wtedy w celi pałacu Mostowskich, gdzie siedział z kryminalistami. Do pracy nie mógł już wrócić. Sytuacja rodziny stała się trudna, ale na szczęście znalazł się prywatny przedsiębiorca, który zdecydował się zatrudnić pana Stefana u siebie. A w domu w ciągu kolejnego roku były następne rewizje. Działalność opozycyjna trwała, a niestrudzony popularyzator chemii Stefan we współpracy z Żoną pisał kolejne książki.

Na szczęście niebawem przyszedł Sierpień ’80 i pracownicy oraz nowo powstała „Solidarność” Instytutu Mechaniki Precyzyjnej zażądały przywrócenia do pracy Stefana Sękowskiego. Wrócił na dawne stanowisko i pracował na nim do 1995 roku. Po jego odejściu zlikwidowano Pracownię Jakości Powłok, w której przez tyle lat pracował.

fot-3

Dwa dni przed 89. urodzinami zakończył swoje pracowite, niezwykłe życie. Myślę jednak, że na zawsze pozostanie we wdzięcznej pamięci czytelników. A może przypomną sobie o nim też wydawcy? Przecież „Galwanotechnika” praktycznie się nie zestarzała.

Przyznam, że bardzo szczególnie się czuję pisząc o kimś, kto wywarł tak wielki wpływ na moje życie. O kimś, kto istniał gdzieś tam daleko, a tak naprawdę siedział tuż obok, po cichu podpowiadał, prostował, kierował.
Dziękuję, Panie Stefanie. Za wszystko. Za książki, rady, za to, że po prostu byłeś. Pozostawiam Cię we wdzięcznej pamięci. I na pewno będę wspominał. Póki żyję…

Ze wspomnień synów Stefana Sękowskiego

Pod wpływem lektury Trylogii trwał nacisk synów na ojca, by powtórzyć wyczyn Kmicica z kolubryną szwedzką. Ojciec przygotował miniaturę armaty, nabił ją obficie i przygotował do detonacji na balkonie naszego mieszkania na trzecim piętrze. Teoretycznie wybuch ten miał nie rozerwać armaty ale zamarkować jej efektowny strzał. Wszystko odbyło się jakoś tak w południe w Wigilię. Cała nasza trójka w ochronnych okularach patrzyła w pokoju przy zamkniętym oknie (było mroźno) jak płomyczek posuwał się po widocznym loncie. Detonacja była wspaniała, ale po momencie powróciła odbita fala powietrza i okno z szybą wpadło do pokoju. Sprzątania było co niemiara, obawa przed jakąś interwencją spora ale najgorsze, co zrobić z zimnem. O fachowców o tej porze takiego dnia ani marzyć. Przy pomocy plastrów zastąpiliśmy szybę z framugą wielowarstwową powierzchnią utworzoną z papieru pakowego. W tak zaciemnionym pomieszczeniu spędziliśmy Święta. Mama wydała skuteczny zakaz prowadzenia doświadczeń chemicznych w domu i w latach następnych niekiedy prowadzone one były w naszym domku letniskowym pod Warszawą.

I jeszcze jedna anegdota…

Ojciec był też autorem „kampinosówki” – wódki (nalewki) ziołowej swojego autorstwa. Twierdził, że zainteresowanie to jest przedłużeniem doświadczeń chemicznych i jego w tym zakresie nowych osiągnięć. Wódka była wytrawna, zestawiona z czternastu ziół, opatrzona oryginalną nalepką i wydawana na większe okazje. Wiele lat jeździliśmy po pierwszych przymrozkach pod Warszawę, by zbierać owoce np. tarniny. Ojciec zapisał dokładną recepturę tego produktu i pozostaje ona w rękach Rodziny. Można dodać, że ta ziołowa wódka była smakowo bardzo intensywna i wiele osób kichało w trakcie jej picia z powodu znacznej obecności w niej ziół. Zawsze czekało się, kto pierwszy z gości kichnie.

© tekst – by Mirosław Dworniczak
© zdjęcia – Janusz Sękowski

Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem.
W sprawie wykorzystania zdjęć mogę pośredniczyć w kontakcie z p. Januszem Sękowskim

 
1 komentarz

Opublikował/a w dniu 1 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

One response to “Stefan Sękowski… jeszcze kilka słów

  1. PucH2

    6 Sierpień 2014 at 19:36

    Chemikiem nie zostałem ale były to książki które czytało się i dalej czyta jednym tchem. Uczyły przewidywania, przygotowania i dyscypliny. Autor zawsze przewidział gdzie popełnię błąd i na taką ewentualność coś miłego napisał. Miałem też przyjemność jako nastolatek chwilę po korespondować z Panem Stefanem w sprawie oczyszczenia trisiarczanu sodowego. Później wykorzystał to w swojej publikacji. No w każdym razie tak mi się wydaje bo chyba nikt inny nie mógł tyle błędów zrobić ile mi się udało zanim osiągnąłem sukces. Przydało się to potem w stanie wojennym bo zima była sroga.

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: