RSS

O „awarii” elektrowni jądrowej Tihange w Belgii, jak też o nieistniejących chmurach radioaktywnych

04 Wrz

Tym razem temat niezwiązany z EIN, ale za to bardzo aktualny.
Moi drodzy – dostaję z różnych stron pytania dotyczące tej rzekomej „paniki w Niemczech”, związanej z kłopotami jednej z elektrowni jądrowych w Belgii. Tu i ówdzie można przeczytać, że jakaś straszliwa chmura nadciąga czy już nadciągnęła nad Polskę, więc trzeba zamykać okna, nie wychodzić na dwór itd. Pseudo informatorzy powołują się na swoje tajne źródła – a to od szwagra „z jednego ze szpitali wojewódzkich”, a to od „dobrze poinformowanego żołnierza z marynarki wojennej”. A ludzie kochają się bać, a jeszcze bardziej lubią rozsiewać niesprawdzone wiadomości.
Dlatego pomyślałem sobie, że warto pewne sprawy wyjaśnić. Nie ma żadnej awarii zgłoszonej komukolwiek. Poziom promieniowania w Polsce jest stały od dłuższego czasu i nie odbiega od typowych wartości. Owszem, jest w Belgii elektrownia jądrowa, która nazywa się Tihange i leży obok miejscowości o ciekawej nazwie Huy. Znajdują się tam trzy dość stare reaktory. Już jakiś czas temu zauważono, że niektóre elementy strukturalne reaktora wykazują mikropęknięcia, ale po testach zdecydowano, że reaktory można nadal eksploatować, choć pierwotnie zamierzano je wyłączyć w 2015 roku. Aktualna pseudo panika medialna wynika z tego, że władze Akwizgranu (Aachen) zdecydowały się wydać mieszkańcom ponizej 45 roku życia tabletki z jodem (odpowiednik słynnego płynu Lugola, znanego z czasów Czarnobyla). Jako ciekawostkę dodam, że zgłosiło się po nie 3 tys. ludzi z 600 tys. uprawnionych. To chyba mówi jasno o poziomie „paniki”.
Jeśli ktoś chce śledzić bieżące wartości radioaktywności, polecam to źródło. Można też rzucić okiem na tę mapkę – to z kolei dane uzyskiwane przez centrum badawcze UE. Są to prywatne stacje monitorujące. Każdy kolorowy punkcik to konkretna stacja, można ją sobie przybliżyć i uzyskać dane bieżące, ale też wykres z ostatniego tygodnia. W okolicach Akwizgranu (Aachen) poziom ten wynosi 0,19 mikrosiwerta/h, czyli jest w normie. I żadnych specjalnych zmian nie widać. Nie trzeba nawet patrzeć na konkretne dane – jeśli punkty na mapie są zielone, jest OK. Warto się przyglądać, jeśli stają się żółte.
Jeśli w pobliżu naszego miejsca pobytu są tylko czerwone, owijamy się w prześcieradło i powoli czołgamy w kierunku najbliższego cmentarza, uważając na samochody,  rowery i biegaczy.

Podsumowując – wszystkim zalecam stosowanie się do podstawowego hasła, które można znaleźć na każdym egzemplarzu „Hitchhiker’s Guide to the Galaxy” nieodżałowanego Douglasa Adamsa.

Reklamy
 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 4 września 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

3 responses to “O „awarii” elektrowni jądrowej Tihange w Belgii, jak też o nieistniejących chmurach radioaktywnych

  1. Tomasz Waligórski

    4 września 2017 at 09:44

    Jesli już odwołuje sie pan do „Autostopem przez galaktykę” to warto dodać do poprzedzającego to odwołanie akapitu, że można jeszcze próbować wystawić kciuk w nadziei, że zabierze nas ze skażonej strefy akurat przelatujący w pobliżu statek kosmiczny. No i oczywiście trzeba mieć ze sobą ręcznik…:-)

     
    • StaryChemik

      4 września 2017 at 09:46

      Bardzo słuszna uwaga, ale… od niemal 2 lat trzymam ten kciuk. I nic 😦

       
  2. Michał

    12 września 2017 at 11:01

    Ciekawy artykuł chemiku, ja za to z innej beczki – z pamiętnika już nie młodego „wapera”. Wracałem sobie z pewnego miejsca, które służy mi w „ogarnięciu” mojej psychiki. Miało to miejsce owszem za przystankiem kzk-gop, właściwie w połowie odległości pomiędzy tyłem przystanku a najbliższym sklepem. Duży placyk tzw. Dąbrowa Górnicza „Centrum”, który to jest zarówno przystankiem a z drugiej strony miejscem do posiadówy miejscowych menelików. Owszem 70/30 generuje trochę pary. Stacji, że była wybitnie deszczowa proszę pogoda, chmura mojej 0 procentowej mieszanki gliceryny i glikolu propylenowego z okraszonej aromatem tytoń turecki, przepływała sobie górnej warstwy drutów reakcji świetlno elektrycznej. Podszedł do mnie klasyczny, chociaż trochę nadgryziony ostrym zębem czasu, nazwijmy Seba, który siedział ze swoją Karyną z dzieckiem w wózku nakrytym czymś w rodzaju reklamówki. I stwierdził, że mu dziecko truję i mam to „zgasić” bo mi rozwali. Na nic zdały się próby tłumaczenia czym faktycznie jest EIN i fakcie, źe jeśli nawet by myślał, że jest w moim nikotyna to chciałbym stwierdzić, że jej tam nie ma, a jeśli nawet to nie jest ona kancerogenem a z badań jakie czytałem w trakcie wapiryzacji wydychamy poza parą wodną maksymalnie 2% nikotyny. Niestety Sebę to nie przekonało i postanowił zastosować nowa taktykę „na portalu internetowym przeczytał, że jest jest szkodliwa i chuj zaraz ci pierdolnę. Seba plus akcyza to już jawna dyskryminacja 😉 Tęsknię za dawnymi wydzielonymi miejscami na płycie peronów Katowickiego dworca z koszem na kiepy. Chociaż śląskie to „kopalnia” ludzi palących śmierdzichy i jakoś chyba lubią truć się w stylu huta czy spalarnia etc. Palę, co mi tam… Innym moim wspomnieniem są czasy złototych epapierosowych czasów, gdy Sokiści chcieli mi dać mandat za „prowokowanie” do palenia zwykłych. Tyle… ŻYczę wszystkim miłego dnia.

     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: