RSS

Archiwum kategorii: ogólne

Garść informacji bieżących – e-papierosy w cieniu pandemii

Żyjemy w cieniu koronawirusa, a więc inne sprawy schodzą w jakimś sensie na drugi plan. Dotyczy to oczywiście także chmurzenia. Jak być może wiecie, organizatorzy 7. edycji Global Forum on Nicotine zdecydowali o tym, że konferencja czerwcowa nie odbędzie się. Była to trudna decyzja, ale tak naprawdę nie można było podjąć innej. W końcu naczelną ideą przyświecającą nam od samego początku jest strategia harm reduction, czyli redukcji szkód. Nikt nie wie, jak wszystko będzie wyglądać za te kilka tygodni. Może już świat będzie tylko lizał rany, ale jednak bardziej prawdopodobne jest to, że epidemia będzie trwała, przynajmniej w części świata. Przy okazji – dowiedziałem się właśnie dziś, że znany być może niektórym dr Attila Danko z Australii, który z dużym poświęceniem stał na pierwszej linii walki z wirusem, trafił właśnie do szpitala. Jak sam pisze, ma objawy wyglądające na grypowe, ale nakazano mu samoizolację. Na razie nie ma wyników testu (dopiszę tutaj, jak tylko się dowiem), ale chciałbym prosić, abyście wysłali do niego kilka ciepłych myśli. Ponieważ teraz wielu z was ma trochę wolnego czasu, serdecznie polecam wykład Attili z GFN 2015. To tylko 15 minut, a całość jest naprawdę świetna. Obejrzyjcie koniecznie – bo oprócz tego, że jest on niesamowicie inteligentnym facetem, to poza tym jest dowcipnym showmanem – sami zresztą zobaczcie.
Tymczasem pan Jerome Adams, Naczelny Lekarz USA (tu drobna uwaga terminologiczna – tak się tłumaczy amerykańskie stanowisko Surgeon General – w naszych mediach bywa określany jako naczelny chirurg) strzelił takiego babola, że aż żal rzyć ściska. Kilka dni temu w wywiadzie powiedział, że za to, iż w USA choroba związana z wirusem dotyka młodszych ludzi niż w Europie, odpowiadają… tak, macie rację – e-papierosy! No bo ci młodzi używają e-fajek, więc są bardziej podatni. Oczywiście nie zaprezentował żadnych danych epidemiologicznych na poparcie tej durnej tezy, ale wiadomość poszła w świat. Raptem w zeszłym roku e-papierosy były odpowiedzialne za EVALI – słyszeliście coś na ten temat ostatnio? Zapewne nie, bo ta pseudo epidemia skończyła się tak szybko, jak się zaczęła.
Zadziwiające, że ktoś piastujący tak eksponowane stanowisko nie ma pojęcia o podstawach demografii. Społeczeństwo amerykańskie jest względnie młode, dlatego też statystycznie będzie więcej pozytywnych przypadków COVID-19 wśród młodych. Jeśli skorelujemy dane epidemiologiczne COVID z demograficznymi, to okazuje się, że USA nie odbiegają od innych krajów.  Dodatkowo strzelił jak kulą w płot mówiąc, że we Włoszech też dużo młodych ludzi chmurzy i też chorują głównie młodzi. A jak jest naprawdę w Italii, sami doskonale wiecie. Aha, tenże sam pan Adams zaledwie 6 marca powiedział: „nie martwię się koronawirusem”. Dziś w USA potwierdzonych przypadków wirusa jest niemal 70 tys., a liczba ta rośnie wykładniczo.
Obawiam się, że niebawem nasi spece od zdrowia zaczną cytować Adamsa i straszyć chmurzących w Polsce. Chciałbym się mylić, ale żyję zbyt długo, aby mieć złudzenia.
Tyle na dziś – dbajcie o siebie, zostańcie w domu, myjcie ręce i chrońcie się przed wirusem.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 26 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Koronawirus a e-papierosy

Trudno nie zauważyć, że koronawirus króluje w mediach. Ze wszystkich stron słyszymy o zachowaniu odpowiedniej higieny, myciu rąk, unikaniu miejsc, w których można zostać narażonym na działanie tego wirusa. Myślę, że warto napisać kilka słów o tym, jak użytkownicy e-papierosów powinni dbać o siebie, a właściwie o swój sprzęt. Już kiedyś pisałem o tym, aby dbać o ustniki e-papierosów. Teraz jest to sprawa naprawdę kluczowa. Jeśli nasz e-fajek stoi na stole i nie wynosimy go na zewnątrz, to zagrożenie nie jest bardzo duże, jeśli nie będziemy dotykać ustnika rękoma albo czymś, co było wystawione na potencjalne działanie wirusa. Jednak większość z nas zabiera swój sprzęt wychodząc na zewnątrz. I właśnie wtedy może dojść do kontaminacji. Dbajmy o higienę – nie kładźmy e-fajka byle gdzie, bo może się zetknąć z wirusem, który tak naprawdę czai się wszędzie. I dlatego jak najczęściej powinniśmy czyścić sprzęt. Oczywiście całości nie kąpiemy w roztworze dezynfekcyjnym, ale bez problemu takiej kąpieli możemy poddać sam ustnik. Demontujemy go z parownika, czyścimy np. chusteczką higieniczną, ale to oczywiście nie wystarczy. Warto go na kilka minut zanurzyć w najprostszym bezpiecznym roztworze dezynfekującym. I tu znowu działamy najrozsądniej – bierzemy po prostu spirytus spożywczy i używamy go jako roztworu odkażającego. Można go trochę rozcieńczyć, ale maksymalnie 1 częścią wody (przegotowanej) na 2 części spirytusu 96%. W ten sposób otrzymamy roztwór o stężeniu ponad 60% – a to absolutne minimum [lepsze jest stężenie wyższe, np 70%]. Nie używajcie wódki, whisky czy koniaku, a tym bardziej wina czy piwa – zawierają za mało etanolu. I niech wam nie przyjdzie na myśl używanie spirytusu salicylowego czy (jeszcze gorzej) kamforowego. OK, wiem, że są znacznie tańsze, ale ten nieciekawy zapach i smak może pozostać nawet po wypłukaniu. Jak ktoś się uprze, może wykorzystać izopropanol, ale też o stężeniu min. 60%. Ale jednak sugeruję zakup małej buteleczki spirytusu spożywczego, która wystarczy nam na 10-20 odkażeń. Koszt – kilkanaście złotych. Chyba nie aż tak wiele, aby czuć się znacznie bezpieczniej, prawda?
Pamiętajcie – bądźcie rozsądni, myjcie ręce dokładnie. Dużo zdrowia!

 
19 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 10 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: ,

WAŻNE! Poszukiwani kandydaci na koordynatorów wieloletniego badania zdrowia waperów

Ogłoszono właśnie, że odbędzie się bardzo duże wieloletnie badanie zdrowia użytkowników e-papierosów. Jest ono trochę podobne do tego, które przez 3,5 roku prowadził we Włoszech prof. Riccardo Polosa. Jednak jego badanie miało charakter lokalny i obejmowało tylko 9 osób oraz 12-osobową grupę kontrolną. Nowe badanie nosi nazwę VERITAS – Vaping Effects: Real-world International Surveillance. Założenia są takie, że w 20 miejscach na całym świecie zostaną zgromadzone grupy waperów liczące po 40 osób. Ich zdrowie będzie monitorowane przez kolejne 6 lat! Szefem całego badania jest dr Carl V Philips, specjalista zdrowia publicznego od lat działający na rzecz redukcji szkód spowodowanych paleniem tytoniu. Nad stroną medyczną będzie czuwał prof. Polosa.
O szczegółach całości można przeczytać na specjalnej stronie, która została właśnie uruchomiona. Nie będę teraz opisywał szczegółów samego badania, bo na ten moment jest sprawa istotniejsza. Otóż badacze poszukują na całym świecie tzw. ambasadorów, czyli lokalnych koordynatorów badań. Nie jest to praca etatowa, a raczej zajęcie dodatkowe, chociaż na początku na pewno będzie trzeba poświęcić sporo czasu. Zadaniem koordynatora będzie na początku zebranie 40-osobowej grupy użytkowników e-papierosów, planowanie ich wizyt lekarskich (na starcie, po 6 miesiącach, a potem co roku), przeprowadzanie ankiet online (co kwartał), kontakt z „centralą” itd. Szacuje się, że praca ta będzie zajmować średnio 5 h/tydzień. Oczywiście nie jest to praca za darmo. Przez pierwsze 3 miesiące, jeszcze przed startem całego projektu, honorarium wyniesie 500 euro miesięcznie. Potem suma ta wzrośnie do 800 euro i będzie wypłacana przez kolejnych 6 lat. Szacunkowo będzie to więc łącznie ok. 58 tys. euro, czyli niemal 250 tys. zł. Myślę, że to całkiem niezła suma.
Wymagania wobec kandydatów znajdziecie tutaj. Podstawowe to umiejętność nawiązywania kontaktów, biegła znajomość angielskiego w piśmie i mowie oraz oczywiście znajomość tematyki związanej z używaniem e-fajek.
Jeśli chodzi o kandydatów na króliki doświadczalne, to muszą być aktualnymi waperami używającymi na co dzień e-fajek (dość oczywiste), którzy od co najmniej 2 lat nie palą tytoniu. Co więcej, nie mogą być wieloletnimi palaczami – powinni mieć wypalone przez całe życie nie więcej niż 1000 papierosów (czyli 50 paczek). Na razie nie ma informacji o rekrutacji – to będzie wiadome dopiero wtedy, gdy będą wybrani koordynatorzy. Można jednak zgłosić swoje wstępne zainteresowanie tutaj.
Moi drodzy – myślę, że byłoby fajnie, gdyby Polska znalazła się na mapie tego badania. Zastanówcie się, czy ktoś z Was chciałby się podjąć tego zadania. Idealnym kandydatem jest, moim zdaniem, ktoś kto nie pracuje na pełnym etacie, a jest np. freelancerem i jest w stanie dynamicznie zarządzać swoim czasem. Nie musi być aktywnym waperem, ale na pewno musi doskonale znać tę tematykę. Pamiętajcie tylko, że to jest zadanie na 6 lat. Jeśli ktoś będzie chciał się podjąć tego zadania, powinien wypełnić to zgłoszenie. No i niech da mi znać, to będę lobbował 😉

 
15 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: ,

Gaslighting i ignorancja – tekst Rozchmurzonej

Kolejny raz umieszczam tutaj tekst, który napisała nasza niestrudzona analityczka mediów – Rozchmurzona. Warto go przeczytać.

Człowiek atakowany, aby się bronić, musi poznać wroga, a tym samym zdiagnozować przyczynę i stosowane przez niego metody. Naszych wrogów już znamy, wiemy też dlaczego vaping jest tak bardzo atakowany. Dzisiaj porozmawiamy o metodach.
Do napisania tego materiału zainspirował mnie artykuł na jaki trafiłam w sieci. Oczywiście wiem czym jest gaslighting, tak się składa, że zawsze interesowała mnie psychologia, ale przyznaję, nie wiedziałam że jest stosowany również w polityce. Jak się dowiedziałam z Wikipedii, wykorzystywał ją Bill Clllinton, Donald Trump, a także Władimir Putin. Czym jest gaslighting? To forma psychologicznej manipulacji, w której osoba lub grupa podstępnie zasiewa ziarna wątpliwości u ofiary w celu delegitymizacji jej przekonań i która w efekcie zaczyna wątpić we własny osąd, czy pamięć. Sprawca zawsze zaprzecza, że doszło do nadużycia, choć często inscenizuje wydarzenia, które mają za zadanie dezorientację ofiary. Termin „gaslighting” pochodzi z napisanej w 1938 roku sztuki „Gas Light” Patricka Hamiltona. Autor opisuje relacje, w której mąż usiłuje doprowadzić żonę do szaleństwa poprzez wmawianie jej różnych rzeczy. Koniec końców, kobieta zaczyna wierzyć, że jest chora psychiczne.
Podstępność tej techniki polega na tym, że osoba stosująca gaslighting doprowadza swoją ofiarę do zwątpienia w zasadność własnych ocen, odczuć i doświadczeń. Ofiara ma uwierzyć, że tylko opinie oprawcy są prawdziwe i utracić wiarę we własną zdolność podejmowania decyzji. Metody stosowane w tej formie przemocy są zazwyczaj bardzo subtelne, a celem osoby stosującej ją jest, aby ofiara, możliwie najdłużej, pozostawała nieświadoma stosowanej agresji, a w konsekwencji stała się zdezorientowana, niepewna, zalękniona i bardziej podatna na wszelkie sugestie, polecenia i inne próby wykorzystania. Gaslighting objawia się na różne sposoby. To między innymi manipulowanie ofiarą, by ta straciła pewność co do własnych uczuć i emocji, robienie z ofiary „wariata”, wprowadzanie dezorientacji poprzez negowanie informacji i zdarzeń, które miały miejsce, zaprzeczanie temu, co mówi ofiara, podważanie uczuć, uderzanie w czułe punkty, wzbudzanie poczucia winy, utrudnianie weryfikacji informacji i faktów.

Dlaczego o tym piszę? Chyba już się domyślacie. Bo instytucje państwowe i międzynarodowe stosują tę obrzydliwą formę manipulacji w przypadku vapingu.
Przykłady:
Rozpowszechniają kłamstw na temat vapingu – ta lista jest tak długa, że nie sposób wszystkie wymienić. Najważniejszym ich zadaniem jest wzbudzenie strachu. Nie przyznają się do oszustwa, choć są na to dowody. Ostatnim przykładem jest raport WHO na temat vapingu i choć reakcja środowiska naukowców była bardzo szybka, to w efekcie Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła w nim kilka kosmetycznych poprawek, ale nie wycofała się z kłamstw. Uderzają w czułe punkty i wzbudzają poczucia winy. To oczywiście dotyczy dzieci. Vaper nie dba i nie troszczy się o najmłodszych i najsłabszych w społeczeństwie. Ich działania nie pasują do ich słów. Przeciwnicy vapingu deklarują, że „dbają o zdrowie vaperów i palaczy”, a jednak chcą zniszczyć alternatywę dla śmiertelnych papierosów. Twierdzą, że nie mają „wystarczających dowodów” na poparcie vapingu, a jednocześnie odrzucają badania do których mają dostęp. Nie odpuszczają. Ciągle zmieniają przepisy, rosną koszty finansowe prowadzenia takiej działalności, które w efekcie redukują ilość firm na rynku. Vaperzy pod presją przyjaciół wracają do palenia, a sami zaczynają wątpić w słuszność swoich decyzji i mają coraz mniej energii do walki z fałszywymi wiadomościami. Wiedzą, że zamieszanie osłabia ludzi. Urzędnicy zdrowia publicznego, którym ufamy rozpowszechniają wiadomości mające na celu dezorientację, ustalają dziwne zasady, które nie mają sensu, a utrudniają życie ludziom. Dowodzą, że inni są kłamcami. Kwestionują badania niezależnych naukowców i instytucji aby zasiać wątpliwości u odbiorców.

Tak moi drodzy, to obrzydliwa forma manipulacji z jaką mamy do czynienia i która powoli zasiewa ziarna wątpliwości nie tylko w nas, ale i najbliższych i powoduje, że mamy coraz mniej sojuszników, za to liczba przeciwników rośnie. Przyznajcie, ilu z was zwątpiło w swoją decyzję, ile razy ludzie wam życzliwi przestrzegali przed vapingiem w obawie o wasze zdrowie? To się dzieje codziennie.
Na pewno zapytacie jak się bronić, jak nie poddać się tej presji?
Najważniejsza jest diagnoza. Jeśli wiemy kto, dlaczego i jak to robi, znajdziemy w sobie siłę, aby z tym walczyć. Wątpiącym proponuję badania lekarskie aby się przekonali jak vaping wpłynął na ich zdrowie. I nie zapominajmy o faktach. Jest już naprawdę dużo badań, które dowiodły, że vaping jest nie tylko skuteczną metodą walki z nałogiem, ale co najważniejsze, jest o minimum 95% mniej szkodliwy od palenia papierosów. To są, moi drodzy, FAKTY!
I każde naciągane i nie poparte dowodami pseudo badanie, zawsze zostanie zweryfikowane przez rzetelnych naukowców, a ich autor straci autorytet i wiarygodność.
Dowodem tego jest ostatnia sensacyjna wiadomość. Otóż Journal of American Heart Association (JAHA) niedawno usunął u siebie szeroko rozpowszechniany artykuł o badaniu, w którym Stanton Glantz i Dharma Bhatta z University of California San stwierdzili, że stosowanie e-papierosów zwiększa prawdopodobieństwo zawału serca. Warto dodać, że stało się to pod naciskiem wielu naukowców. Brad Rodu, ekspert ds. kontroli tytoniu z University of Louisville, zauważył, że większość badanych przeszła zawał jeszcze przed rozpoczęciem vapingu. Kłamstwo zostało obnażone, a czasopismo musiało ratować reputację.
Teraz Clive Bates, ekspert w dziedzinie redukcji szkód, wzywa do zweryfikowania innego badania Glantza, w którym ignorując fakty, stwierdził, że używanie e-papierosów zwiększa prawdopodobieństwo późniejszego palenia. Wierzę, że kolejna kompromitacja tego człowieka otrzeźwi tych wszystkich, którzy tak często i ochoczo powołują się na jego kłamstwa. Innym problemem z jakim musimy się zmierzyć, jest wszechobecna ignorancja. To budzi przerażenie, zwłaszcza gdy ujawniają ją lekarze i politycy, którzy mają ogromny wpływ na opinię publiczną i nasze życie.
17 lutego jedną z wątpliwych atrakcji było dla mnie posiedzenie komisji ENVI, a konkretnie punkt 16, w którym wymieniano się poglądami na temat e-papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Po obejrzeniu tego materiału nasuwa się tylko jeden wniosek, że posłowie PE niewiele wiedzą na temat e-papierosów. Głównie zadawali pytania na które nikt nie potrafił odpowiedzieć, a dyskusja o wypadkach w USA dobitnie to obnażyła. Całość znajdziecie tu: (oglądajcie od 15:42:50) Ja tylko krótko streszczę.
Andrzej Ryś z Polski, wydawał się być zadowolony z dotychczasowych regulacji w UE i jak stwierdził, dzięki nim udało się uniknąć wybuchu EVALI, jakie miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Nie wspomniał nawet co było powodem tego „wybuchu”, ale dodał że grupy ekspertów cały czas monitorują vaping i wyniki zostaną ogłoszone w 2021 roku.
Następnie głos zabrała Mairead McGuinnes (wiceprzewodnicząca Parlamentu UE). Podobno zna fakty, jest dobrze poinformowana, ale jej wypowiedź rozczarowała. Zabrakło konkretów, i również nie wspomniała o roli jaką odegrały nielegalne płyny z THC na wypadki w USA. Za to nadmieniła o przypadku urodzenia dziecka o prawidłowej wadze przez matkę, która w ciąży vapowała. Przynajmniej to.
Peter Liese z Niemiec był konkretny. Zapytał czy komisja zna przyczynę wypadków w Stanach Zjednoczonych, oraz czy e-papierosy wywołują raka? Dodał, że jeśli nie, to opinia publiczna powinna znać prawdę, bo palenie tytoniu jest odpowiedzialne za 50% nowotworów. (Mam wrażenie, że znał odpowiedzi na zadawane pytania i szkoda, że ich nie wygłosił).
Veronique Trillet-Lenoir z Francji powiedziała, że potrzeba 10 lat aby ocenić skutki vapingu i uważa, że dopóki ich nie znamy, e-papierosy nie powinny być wprowadzane na europejski rynek. (Biedactwo, nawet nie wie kiedy e-papieros powstał, a przecież wielu z nas ma już za sobą 10 letni staż vaperski).
Michele Rivasa nie tylko nic nie wie o e-papierosach, ale domaga się zakazu smaków, sprzedaży, drakońskich przepisów i podatków. Oczywiście wspomniała o 52 ofiarach w USA, stwierdziła że e-papierosy powodują zaburzenia układu oddechowego, i że nie chce czekać na nowelizacje dyrektywy, ale oczekuje podjęcia szybkich działań.
Głosem rozsądku wykazał się Pietro Fiocchi, włoski przedsiębiorca, który stwierdził, że przeczytał 24 opracowania na temat e-papierosów i oczekuje rzetelnej, naukowej informacji czy możemy korzystać z tego urządzenia w celu redukcji palenia.
Pani C. Schaldemose z Dani stwierdziła, że brak jest solidnych danych naukowych i powołując się na opinie instytucji walczących z rakiem, rekomendowała surowsze podejście do e-papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Dodała, że dopiero potem, ewentualnie, gdy będzie o nich więcej wiadomo, można by znowu wprowadzić je na rynek.

Tak, moim drodzy, taki poziom wiedzy reprezentują parlamentarzyści, którzy będą tworzyć nową Tobacco Products Directive (TPD). I jeśli nic nie zrobimy, to może się okazać, że kolejna jej wersja może być znacznie gorsza od obecnej. Ten rok, jak się spodziewaliśmy, będzie bardzo ważny, a nas czeka kolejna mobilizacja. Wierzę, że damy radę. A jak wy myślicie?

Dzisiaj „Po co tu jestem”. Pytanie na które warto sobie odpowiedzieć. No i ten pan kocha koty, które ja też uwielbiam 😍
https://www.youtube.com/watch?v=Gjh6-67z-64

 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 5 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Zaproszenie do udziału w 7. Global Forum on Nicotine – można zdobyć wejściówkę

Moi drodzy
już za nieco ponad 3 miesiące, 11 czerwca, rozpoczyna się kolejna konferencja Global Forum on Nicotine. Po raz siódmy w Warszawie spotka się kilkuset lekarzy, chemików, specjalistów ochrony zdrowia, psychologów, socjologów itp. z kilkudziesięciu krajów z wszystkich kontynentów. Hasłem tegorocznego spotkania jest „Nikotyna: nauka, etyka i prawa człowieka”. Będziemy tam mieli wiele wykładów stricte naukowych, paneli dyskusyjnych oraz tysiące spotkań kuluarowych, w ramach których można będzie porozmawiać ze specjalistami. Ideą tego forum jest spotkanie naukowców, specjalistów ochrony zdrowia, ale też ludzi, którzy są po prostu użytkownikami e-papierosów oraz innych produktów, które pomagają w rzuceniu palenia tytoniu. Jedna uwaga ogólna: oficjalnym językiem konferencji jest angielski. Możliwe, że będzie też oddzielna sesja polska, ale to na razie jest w fazie przygotowawczej.
Myślę, że warto się tam pojawić. Owszem, obowiązuje opłata konferencyjna, dla uczestników z Polski wynosi ona 135 £ (czyli ponad 600 zł), ale organizatorzy od kilku lat umożliwiają wstęp bezpłatny dla kilku osób. Oczywiście muszą one być zarejestrowane, ale to osobna sprawa. Dlatego też chciałbym zaproponować, aby zgłosili się do mnie chętni, którzy chcieliby wziąć udział w tej największej na świecie konferencji. Co się dostaje w ramach rejestracji? Bardzo cenną plakietkę! Pozwala ona na uczestnictwo we wszystkich wykładach, dyskusjach panelowych, ale też oczywiście na korzystanie z doskonałego cateringu hotelu Marriott oraz wspólną imprezę w piątkowy wieczór (na wszelki wypadek powiem, że fraki, smokingi czy wieczorowe suknie na szczęście nie obowiązują).
Jeśli więc ktoś z Was chciałby wpaść na tę konferencję, proszę o zgłoszenie mailowe (starychemik na gmailu) z krótką informacją o sobie. Warto też w kilku słowach napisać, dlaczego się chce tam pojawić. Na zgłoszenia czekam do 31 marca 2020. Namawiam do tego szczególnie ludzi, którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę o nikotynie czy e-papierosach. Następna okazja będzie dopiero za rok. Serdecznie zapraszam w imieniu prof. Andrzeja Sobczaka (będzie Go można tam spotkać) oraz własnym.
I jeszcze na koniec – kto to finansuje? Wbrew temu, co mogłem usłyszeć od naszych przedstawicieli ochrony zdrowia nie stoi za tym ani Big Tobacco ani producenci e-papierosów. Całość jest finansowana z opłat konferencyjnych (najwyższa wynosi 725 £).
UWAGA: przedstawiciele mediów mogą uzyskać akredytację wypełniając formularz w odpowiedniej sekcji na stronie konferencji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Bełkot medialny, czyli kilka zdań o Pinkasie et consortes

Co prawda w ostatnim czasie tematem #1 stał się słynny koronawirus, ale przedstawiciele środowisk medycznych nie zapominają nas raczyć swoimi przemyśleniami na tematy związane z e-papierosami. Wtórują im dziennikarze (nazwa raczej na wyrost), którzy popisują się swoją (nie)wiedzą dotyczącą tej tematyki. Zacznę może od tekstu zamieszczonego na portalu Medonet. Zacytujmy smakowite fragmenty:
„Prof. Pinkas podkreśla, że e-papierosy zawierają syntetyczną nikotynę i substancje toksyczne. Tłumaczy też, że co prawda nie stwierdzono w nich występowania ciał smolistych, ale zagrożenie jest duże, szczególnie jeśli urządzenie nie zostało kupione legalnie.
Pomińmy już to, że sam e-papieros to urządzenie, więc nie zawiera ani nikotyny ani toksyn. Nikotyna jest w liquidzie. Nie wiem, skąd wiedza inspektora Pinkasa o tym, że jest tam nikotyna syntetyczna. Ale nawet gdyby była, to przecież nikotyna to nikotyna – nie rozróżnimy cząsteczki naturalnej od syntetycznej. Nie wiem, jak wam, ale mnie po licznych wypowiedziach pana Pinkasa przypomina się zupełnie inny inspektor, a mianowicie Jacques Clouseau. Tyle, że ten drugi w końcu docierał do prawdy. A pan Pinkas rozwodzi się nad tym, czy urządzenie kupione jest legalnie czy też nie. Czyli co – jeśli wlejemy do legalnego urządzenia jakąś miksturę z THC i octanem tokoferylu, to wszystko będzie OK?
Jedźmy dalej: pani autorka, Monika Zieleniewska pisze: W USA wapuje ok. 35 proc. populacji, zatem problem jest o wiele większy niż u nas.
Że co, przepraszam? 114 mln ludzi wapuje? Gdzieś tam dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele. Może ktoś uzna to za złośliwość, ale uważam, że aby pisać na jakiś temat, trzeba mieć choćby minimum wiedzy, zrobić rozsądny research, ale przede wszystkim myśleć. Widzę, że pani Zieleniewska wcześniej zajmowała się designem i modą – pewnie się na tym zna, nie mnie to oceniać. Ale na Thora, lepiej aby nie ruszała tematów związanych z ludzkim zdrowiem.
Dalej pani MZ pisze: Bez względu na to, czy liquid jest chłodny czy podgrzany, zawartych w nim formaldehydów czy nitrozoamin, wystarczy do wywołania poważnych schorzeń układu oddechowego i krwionośnego lub choroby Alzheimera.
Zajmuję się chemią od pół wieku (tak, tak – zaczynałem w roku 1970), ale zawsze mnie uczyli, ze formaldehyd jest jeden. HCHO, aldehyd mrówkowy. W liquidzie niepodgrzanym nie ma go wcale, bo niby skąd miałby się wziąć? No a powiązanie formaldehydu czy nawet nitrozoamin z chorobą Alzheimera to już niesamowity odlot.
Niebezpieczne są również substancje zapachowe, estry, np. cynamonowy ma silne działanie mutagenne.
Ester cynamonowy? WTF? Owszem, istnieją takie estry, ale są one powszechnie używane w przemyśle perfumeryjnym. Gdyby były mutagenne, raczej poszukano by jakiegoś zamiennika. Czyli znowu gdzieś dzwoniło…
Większość tekstu to nagonka na e-fajki. Ale tak naprawdę ciekawa jest końcówka tego artykułu, poświęcona produktom HnB, czyli podgrzewaczom tytoniu. Pan prof. Paweł Górski z UM w Łodzi otwarcie mówi: e-fajki są złe, w przeciwieństwie to podgrzewaczy, które sam zalecał swoim pacjentom. W ostatnim akapicie pani Autorka pisze: Na razie podgrzewacze HnB przegrywają jeszcze w Polsce z e-papierosami. No tak, jeśli tak to będzie wyglądać, że profesorowie medycyny będą uważać e-papierosy za zło, a popierać podgrzewacze, to ludzie zaczną je kupować, a e-fajki wyrzucą do kosza. A panowie z Big Tobacco będą tylko zacierać ręce. Czy naprawdę właśnie o to chodzi?
Nie chcę rozwlekać tego tekstu, a muszę się odnieść jeszcze do innych wypowiedzi przedstawicieli środowiska medycznego. Zrobię to niebawem.

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Proszę, opamiętajcie się!

Ten wpis kieruję wprost do ludzi, którzy myślą o wykorzystaniu e-papierosa do eksperymentów z substancjami psychoaktywnymi. Do jego napisania zainspirowała mnie wygasająca na szczęście amerykańska „epidemia”, ale też najświeższe doniesienia z Polski. Głupia moda na wykorzystanie e-papierosa do inhalacji nie wiadomo czego trafiła też tutaj. Było to oczywiście tylko kwestią czasu, ale właśnie dlatego trzeba reagować. Cały czas podkreślam, że w tym przypadku e-papieros jest tylko urządzeniem. To użytkownik decyduje, co wleje do środka. Jak wiemy, rozmaite dopalacze (ang. designer drugs, niem. Designerdroge) są na rynku już od dawna. Zwykle przyjmowane są w formie tabletek czy też suszu do palenia, ale ostatnio coraz częściej są one przedmiotem eksperymentów głównie młodych ludzi. Mało który z nich zdaje sobie sprawę z tego, że mieszanie ich z płynami do e-papierosów może skończyć się dramatycznie. Po pierwsze – najczęściej skład tych mieszanin jest nieznany, a to oznacza, że eksperymentator za każdym razem może być wystawiony na działanie zupełnie innego „koktajlu” o rozmaitym działaniu. Po drugie – jeśli jakieś dopalacze są w założeniu przyjmowane jako tabletki (tzw. party pills), to ich podgrzewanie i inhalacja może być jeszcze bardziej niebezpieczna, ponieważ większość związków organicznych trafiających na grzałkę e-papierosa ulega rozkładowi lub reakcjom z innymi związkami. Nikt nigdy tego nie badał i nie będzie badać. Część z substancji, takich jak te, które zawierają THC rozpuszcza się w substancjach oleistych, takich jak octan tokoferylu (witaminy E). Owszem, witamina E jest pożyteczna, ale przyjmowana doustnie. Inhalowanie płynów, w których znajduje się ten związek może mieć skutki dramatyczne. Nasze płuca nie radzą sobie z substancjami oleistymi, co skutkuje czasami ciężką niewydolnością oddechową. Dokładnie taka jest/była przyczyna nagłego wybuchu problemów zdrowotnych w USA. To właśnie eksperymenty z nielegalnymi substancjami kupowanymi na czarnym rynku spowodowały kilka tysięcy hospitalizacji i kilkadziesiąt zgonów. Co spowodowało kłopoty u młodych ludzi w Polsce? Tego jeszcze tak naprawdę nie wiadomo. Ba, nie wiemy, czy kiedykolwiek będziemy to wiedzieć. Obawiam się, że szpitale, do których trafiają nieszczęśnicy nie będą stosować amerykańskich procedur, przede wszystkim wykonania BAL, czyli płukania oskrzelowo-płucnego. Procedura ta pozwala na dość jednoznaczne potwierdzenie tego, co spowodowało problemy. Tu raczej będzie szybka i prosta diagnoza: to przez e-papierosy. I nieważne, że ktoś tam wlał mieszankę jakichś świństw. Zauważmy, że tego typu problemów nie było przez całą dekadę, przez którą miliony ludzi na świecie chmurzyły. Winny znaleziony, sprawa zamknięta.
Proszę was – nie eksperymentujcie. Stawką jest zdrowie, a nawet życie. Nie dajcie się skusić hasłem: weź, wlej do e-fajka, zaciągnij się, będzie odlot. To może być ostatni odlot w krótkim życiu. Naprawdę nie warto.
I jeszcze jedna prośba – do tych, którzy używają e-papierosów zgodnie z przeznaczeniem. Rozpowszechnijcie ten wpis, przede wszystkim wśród młodych ludzi. Tu naprawdę stawką jest życie.

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 lutego 2020 w ogólne

 

Tagi: