RSS

Gaslighting i ignorancja – tekst Rozchmurzonej

Kolejny raz umieszczam tutaj tekst, który napisała nasza niestrudzona analityczka mediów – Rozchmurzona. Warto go przeczytać.

Człowiek atakowany, aby się bronić, musi poznać wroga, a tym samym zdiagnozować przyczynę i stosowane przez niego metody. Naszych wrogów już znamy, wiemy też dlaczego vaping jest tak bardzo atakowany. Dzisiaj porozmawiamy o metodach.
Do napisania tego materiału zainspirował mnie artykuł na jaki trafiłam w sieci. Oczywiście wiem czym jest gaslighting, tak się składa, że zawsze interesowała mnie psychologia, ale przyznaję, nie wiedziałam że jest stosowany również w polityce. Jak się dowiedziałam z Wikipedii, wykorzystywał ją Bill Clllinton, Donald Trump, a także Władimir Putin. Czym jest gaslighting? To forma psychologicznej manipulacji, w której osoba lub grupa podstępnie zasiewa ziarna wątpliwości u ofiary w celu delegitymizacji jej przekonań i która w efekcie zaczyna wątpić we własny osąd, czy pamięć. Sprawca zawsze zaprzecza, że doszło do nadużycia, choć często inscenizuje wydarzenia, które mają za zadanie dezorientację ofiary. Termin „gaslighting” pochodzi z napisanej w 1938 roku sztuki „Gas Light” Patricka Hamiltona. Autor opisuje relacje, w której mąż usiłuje doprowadzić żonę do szaleństwa poprzez wmawianie jej różnych rzeczy. Koniec końców, kobieta zaczyna wierzyć, że jest chora psychiczne.
Podstępność tej techniki polega na tym, że osoba stosująca gaslighting doprowadza swoją ofiarę do zwątpienia w zasadność własnych ocen, odczuć i doświadczeń. Ofiara ma uwierzyć, że tylko opinie oprawcy są prawdziwe i utracić wiarę we własną zdolność podejmowania decyzji. Metody stosowane w tej formie przemocy są zazwyczaj bardzo subtelne, a celem osoby stosującej ją jest, aby ofiara, możliwie najdłużej, pozostawała nieświadoma stosowanej agresji, a w konsekwencji stała się zdezorientowana, niepewna, zalękniona i bardziej podatna na wszelkie sugestie, polecenia i inne próby wykorzystania. Gaslighting objawia się na różne sposoby. To między innymi manipulowanie ofiarą, by ta straciła pewność co do własnych uczuć i emocji, robienie z ofiary „wariata”, wprowadzanie dezorientacji poprzez negowanie informacji i zdarzeń, które miały miejsce, zaprzeczanie temu, co mówi ofiara, podważanie uczuć, uderzanie w czułe punkty, wzbudzanie poczucia winy, utrudnianie weryfikacji informacji i faktów.

Dlaczego o tym piszę? Chyba już się domyślacie. Bo instytucje państwowe i międzynarodowe stosują tę obrzydliwą formę manipulacji w przypadku vapingu.
Przykłady:
Rozpowszechniają kłamstw na temat vapingu – ta lista jest tak długa, że nie sposób wszystkie wymienić. Najważniejszym ich zadaniem jest wzbudzenie strachu. Nie przyznają się do oszustwa, choć są na to dowody. Ostatnim przykładem jest raport WHO na temat vapingu i choć reakcja środowiska naukowców była bardzo szybka, to w efekcie Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła w nim kilka kosmetycznych poprawek, ale nie wycofała się z kłamstw. Uderzają w czułe punkty i wzbudzają poczucia winy. To oczywiście dotyczy dzieci. Vaper nie dba i nie troszczy się o najmłodszych i najsłabszych w społeczeństwie. Ich działania nie pasują do ich słów. Przeciwnicy vapingu deklarują, że „dbają o zdrowie vaperów i palaczy”, a jednak chcą zniszczyć alternatywę dla śmiertelnych papierosów. Twierdzą, że nie mają „wystarczających dowodów” na poparcie vapingu, a jednocześnie odrzucają badania do których mają dostęp. Nie odpuszczają. Ciągle zmieniają przepisy, rosną koszty finansowe prowadzenia takiej działalności, które w efekcie redukują ilość firm na rynku. Vaperzy pod presją przyjaciół wracają do palenia, a sami zaczynają wątpić w słuszność swoich decyzji i mają coraz mniej energii do walki z fałszywymi wiadomościami. Wiedzą, że zamieszanie osłabia ludzi. Urzędnicy zdrowia publicznego, którym ufamy rozpowszechniają wiadomości mające na celu dezorientację, ustalają dziwne zasady, które nie mają sensu, a utrudniają życie ludziom. Dowodzą, że inni są kłamcami. Kwestionują badania niezależnych naukowców i instytucji aby zasiać wątpliwości u odbiorców.

Tak moi drodzy, to obrzydliwa forma manipulacji z jaką mamy do czynienia i która powoli zasiewa ziarna wątpliwości nie tylko w nas, ale i najbliższych i powoduje, że mamy coraz mniej sojuszników, za to liczba przeciwników rośnie. Przyznajcie, ilu z was zwątpiło w swoją decyzję, ile razy ludzie wam życzliwi przestrzegali przed vapingiem w obawie o wasze zdrowie? To się dzieje codziennie.
Na pewno zapytacie jak się bronić, jak nie poddać się tej presji?
Najważniejsza jest diagnoza. Jeśli wiemy kto, dlaczego i jak to robi, znajdziemy w sobie siłę, aby z tym walczyć. Wątpiącym proponuję badania lekarskie aby się przekonali jak vaping wpłynął na ich zdrowie. I nie zapominajmy o faktach. Jest już naprawdę dużo badań, które dowiodły, że vaping jest nie tylko skuteczną metodą walki z nałogiem, ale co najważniejsze, jest o minimum 95% mniej szkodliwy od palenia papierosów. To są, moi drodzy, FAKTY!
I każde naciągane i nie poparte dowodami pseudo badanie, zawsze zostanie zweryfikowane przez rzetelnych naukowców, a ich autor straci autorytet i wiarygodność.
Dowodem tego jest ostatnia sensacyjna wiadomość. Otóż Journal of American Heart Association (JAHA) niedawno usunął u siebie szeroko rozpowszechniany artykuł o badaniu, w którym Stanton Glantz i Dharma Bhatta z University of California San stwierdzili, że stosowanie e-papierosów zwiększa prawdopodobieństwo zawału serca. Warto dodać, że stało się to pod naciskiem wielu naukowców. Brad Rodu, ekspert ds. kontroli tytoniu z University of Louisville, zauważył, że większość badanych przeszła zawał jeszcze przed rozpoczęciem vapingu. Kłamstwo zostało obnażone, a czasopismo musiało ratować reputację.
Teraz Clive Bates, ekspert w dziedzinie redukcji szkód, wzywa do zweryfikowania innego badania Glantza, w którym ignorując fakty, stwierdził, że używanie e-papierosów zwiększa prawdopodobieństwo późniejszego palenia. Wierzę, że kolejna kompromitacja tego człowieka otrzeźwi tych wszystkich, którzy tak często i ochoczo powołują się na jego kłamstwa. Innym problemem z jakim musimy się zmierzyć, jest wszechobecna ignorancja. To budzi przerażenie, zwłaszcza gdy ujawniają ją lekarze i politycy, którzy mają ogromny wpływ na opinię publiczną i nasze życie.
17 lutego jedną z wątpliwych atrakcji było dla mnie posiedzenie komisji ENVI, a konkretnie punkt 16, w którym wymieniano się poglądami na temat e-papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Po obejrzeniu tego materiału nasuwa się tylko jeden wniosek, że posłowie PE niewiele wiedzą na temat e-papierosów. Głównie zadawali pytania na które nikt nie potrafił odpowiedzieć, a dyskusja o wypadkach w USA dobitnie to obnażyła. Całość znajdziecie tu: (oglądajcie od 15:42:50) Ja tylko krótko streszczę.
Andrzej Ryś z Polski, wydawał się być zadowolony z dotychczasowych regulacji w UE i jak stwierdził, dzięki nim udało się uniknąć wybuchu EVALI, jakie miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Nie wspomniał nawet co było powodem tego „wybuchu”, ale dodał że grupy ekspertów cały czas monitorują vaping i wyniki zostaną ogłoszone w 2021 roku.
Następnie głos zabrała Mairead McGuinnes (wiceprzewodnicząca Parlamentu UE). Podobno zna fakty, jest dobrze poinformowana, ale jej wypowiedź rozczarowała. Zabrakło konkretów, i również nie wspomniała o roli jaką odegrały nielegalne płyny z THC na wypadki w USA. Za to nadmieniła o przypadku urodzenia dziecka o prawidłowej wadze przez matkę, która w ciąży vapowała. Przynajmniej to.
Peter Liese z Niemiec był konkretny. Zapytał czy komisja zna przyczynę wypadków w Stanach Zjednoczonych, oraz czy e-papierosy wywołują raka? Dodał, że jeśli nie, to opinia publiczna powinna znać prawdę, bo palenie tytoniu jest odpowiedzialne za 50% nowotworów. (Mam wrażenie, że znał odpowiedzi na zadawane pytania i szkoda, że ich nie wygłosił).
Veronique Trillet-Lenoir z Francji powiedziała, że potrzeba 10 lat aby ocenić skutki vapingu i uważa, że dopóki ich nie znamy, e-papierosy nie powinny być wprowadzane na europejski rynek. (Biedactwo, nawet nie wie kiedy e-papieros powstał, a przecież wielu z nas ma już za sobą 10 letni staż vaperski).
Michele Rivasa nie tylko nic nie wie o e-papierosach, ale domaga się zakazu smaków, sprzedaży, drakońskich przepisów i podatków. Oczywiście wspomniała o 52 ofiarach w USA, stwierdziła że e-papierosy powodują zaburzenia układu oddechowego, i że nie chce czekać na nowelizacje dyrektywy, ale oczekuje podjęcia szybkich działań.
Głosem rozsądku wykazał się Pietro Fiocchi, włoski przedsiębiorca, który stwierdził, że przeczytał 24 opracowania na temat e-papierosów i oczekuje rzetelnej, naukowej informacji czy możemy korzystać z tego urządzenia w celu redukcji palenia.
Pani C. Schaldemose z Dani stwierdziła, że brak jest solidnych danych naukowych i powołując się na opinie instytucji walczących z rakiem, rekomendowała surowsze podejście do e-papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Dodała, że dopiero potem, ewentualnie, gdy będzie o nich więcej wiadomo, można by znowu wprowadzić je na rynek.

Tak, moim drodzy, taki poziom wiedzy reprezentują parlamentarzyści, którzy będą tworzyć nową Tobacco Products Directive (TPD). I jeśli nic nie zrobimy, to może się okazać, że kolejna jej wersja może być znacznie gorsza od obecnej. Ten rok, jak się spodziewaliśmy, będzie bardzo ważny, a nas czeka kolejna mobilizacja. Wierzę, że damy radę. A jak wy myślicie?

Dzisiaj „Po co tu jestem”. Pytanie na które warto sobie odpowiedzieć. No i ten pan kocha koty, które ja też uwielbiam 😍
https://www.youtube.com/watch?v=Gjh6-67z-64

 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 5 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Zaproszenie do udziału w 7. Global Forum on Nicotine – można zdobyć wejściówkę

Moi drodzy
już za nieco ponad 3 miesiące, 11 czerwca, rozpoczyna się kolejna konferencja Global Forum on Nicotine. Po raz siódmy w Warszawie spotka się kilkuset lekarzy, chemików, specjalistów ochrony zdrowia, psychologów, socjologów itp. z kilkudziesięciu krajów z wszystkich kontynentów. Hasłem tegorocznego spotkania jest „Nikotyna: nauka, etyka i prawa człowieka”. Będziemy tam mieli wiele wykładów stricte naukowych, paneli dyskusyjnych oraz tysiące spotkań kuluarowych, w ramach których można będzie porozmawiać ze specjalistami. Ideą tego forum jest spotkanie naukowców, specjalistów ochrony zdrowia, ale też ludzi, którzy są po prostu użytkownikami e-papierosów oraz innych produktów, które pomagają w rzuceniu palenia tytoniu. Jedna uwaga ogólna: oficjalnym językiem konferencji jest angielski. Możliwe, że będzie też oddzielna sesja polska, ale to na razie jest w fazie przygotowawczej.
Myślę, że warto się tam pojawić. Owszem, obowiązuje opłata konferencyjna, dla uczestników z Polski wynosi ona 135 £ (czyli ponad 600 zł), ale organizatorzy od kilku lat umożliwiają wstęp bezpłatny dla kilku osób. Oczywiście muszą one być zarejestrowane, ale to osobna sprawa. Dlatego też chciałbym zaproponować, aby zgłosili się do mnie chętni, którzy chcieliby wziąć udział w tej największej na świecie konferencji. Co się dostaje w ramach rejestracji? Bardzo cenną plakietkę! Pozwala ona na uczestnictwo we wszystkich wykładach, dyskusjach panelowych, ale też oczywiście na korzystanie z doskonałego cateringu hotelu Marriott oraz wspólną imprezę w piątkowy wieczór (na wszelki wypadek powiem, że fraki, smokingi czy wieczorowe suknie na szczęście nie obowiązują).
Jeśli więc ktoś z Was chciałby wpaść na tę konferencję, proszę o zgłoszenie mailowe (starychemik na gmailu) z krótką informacją o sobie. Warto też w kilku słowach napisać, dlaczego się chce tam pojawić. Na zgłoszenia czekam do 31 marca 2020. Namawiam do tego szczególnie ludzi, którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę o nikotynie czy e-papierosach. Następna okazja będzie dopiero za rok. Serdecznie zapraszam w imieniu prof. Andrzeja Sobczaka (będzie Go można tam spotkać) oraz własnym.
I jeszcze na koniec – kto to finansuje? Wbrew temu, co mogłem usłyszeć od naszych przedstawicieli ochrony zdrowia nie stoi za tym ani Big Tobacco ani producenci e-papierosów. Całość jest finansowana z opłat konferencyjnych (najwyższa wynosi 725 £).
UWAGA: przedstawiciele mediów mogą uzyskać akredytację wypełniając formularz w odpowiedniej sekcji na stronie konferencji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Bełkot medialny, czyli kilka zdań o Pinkasie et consortes

Co prawda w ostatnim czasie tematem #1 stał się słynny koronawirus, ale przedstawiciele środowisk medycznych nie zapominają nas raczyć swoimi przemyśleniami na tematy związane z e-papierosami. Wtórują im dziennikarze (nazwa raczej na wyrost), którzy popisują się swoją (nie)wiedzą dotyczącą tej tematyki. Zacznę może od tekstu zamieszczonego na portalu Medonet. Zacytujmy smakowite fragmenty:
„Prof. Pinkas podkreśla, że e-papierosy zawierają syntetyczną nikotynę i substancje toksyczne. Tłumaczy też, że co prawda nie stwierdzono w nich występowania ciał smolistych, ale zagrożenie jest duże, szczególnie jeśli urządzenie nie zostało kupione legalnie.
Pomińmy już to, że sam e-papieros to urządzenie, więc nie zawiera ani nikotyny ani toksyn. Nikotyna jest w liquidzie. Nie wiem, skąd wiedza inspektora Pinkasa o tym, że jest tam nikotyna syntetyczna. Ale nawet gdyby była, to przecież nikotyna to nikotyna – nie rozróżnimy cząsteczki naturalnej od syntetycznej. Nie wiem, jak wam, ale mnie po licznych wypowiedziach pana Pinkasa przypomina się zupełnie inny inspektor, a mianowicie Jacques Clouseau. Tyle, że ten drugi w końcu docierał do prawdy. A pan Pinkas rozwodzi się nad tym, czy urządzenie kupione jest legalnie czy też nie. Czyli co – jeśli wlejemy do legalnego urządzenia jakąś miksturę z THC i octanem tokoferylu, to wszystko będzie OK?
Jedźmy dalej: pani autorka, Monika Zieleniewska pisze: W USA wapuje ok. 35 proc. populacji, zatem problem jest o wiele większy niż u nas.
Że co, przepraszam? 114 mln ludzi wapuje? Gdzieś tam dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele. Może ktoś uzna to za złośliwość, ale uważam, że aby pisać na jakiś temat, trzeba mieć choćby minimum wiedzy, zrobić rozsądny research, ale przede wszystkim myśleć. Widzę, że pani Zieleniewska wcześniej zajmowała się designem i modą – pewnie się na tym zna, nie mnie to oceniać. Ale na Thora, lepiej aby nie ruszała tematów związanych z ludzkim zdrowiem.
Dalej pani MZ pisze: Bez względu na to, czy liquid jest chłodny czy podgrzany, zawartych w nim formaldehydów czy nitrozoamin, wystarczy do wywołania poważnych schorzeń układu oddechowego i krwionośnego lub choroby Alzheimera.
Zajmuję się chemią od pół wieku (tak, tak – zaczynałem w roku 1970), ale zawsze mnie uczyli, ze formaldehyd jest jeden. HCHO, aldehyd mrówkowy. W liquidzie niepodgrzanym nie ma go wcale, bo niby skąd miałby się wziąć? No a powiązanie formaldehydu czy nawet nitrozoamin z chorobą Alzheimera to już niesamowity odlot.
Niebezpieczne są również substancje zapachowe, estry, np. cynamonowy ma silne działanie mutagenne.
Ester cynamonowy? WTF? Owszem, istnieją takie estry, ale są one powszechnie używane w przemyśle perfumeryjnym. Gdyby były mutagenne, raczej poszukano by jakiegoś zamiennika. Czyli znowu gdzieś dzwoniło…
Większość tekstu to nagonka na e-fajki. Ale tak naprawdę ciekawa jest końcówka tego artykułu, poświęcona produktom HnB, czyli podgrzewaczom tytoniu. Pan prof. Paweł Górski z UM w Łodzi otwarcie mówi: e-fajki są złe, w przeciwieństwie to podgrzewaczy, które sam zalecał swoim pacjentom. W ostatnim akapicie pani Autorka pisze: Na razie podgrzewacze HnB przegrywają jeszcze w Polsce z e-papierosami. No tak, jeśli tak to będzie wyglądać, że profesorowie medycyny będą uważać e-papierosy za zło, a popierać podgrzewacze, to ludzie zaczną je kupować, a e-fajki wyrzucą do kosza. A panowie z Big Tobacco będą tylko zacierać ręce. Czy naprawdę właśnie o to chodzi?
Nie chcę rozwlekać tego tekstu, a muszę się odnieść jeszcze do innych wypowiedzi przedstawicieli środowiska medycznego. Zrobię to niebawem.

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Proszę, opamiętajcie się!

Ten wpis kieruję wprost do ludzi, którzy myślą o wykorzystaniu e-papierosa do eksperymentów z substancjami psychoaktywnymi. Do jego napisania zainspirowała mnie wygasająca na szczęście amerykańska „epidemia”, ale też najświeższe doniesienia z Polski. Głupia moda na wykorzystanie e-papierosa do inhalacji nie wiadomo czego trafiła też tutaj. Było to oczywiście tylko kwestią czasu, ale właśnie dlatego trzeba reagować. Cały czas podkreślam, że w tym przypadku e-papieros jest tylko urządzeniem. To użytkownik decyduje, co wleje do środka. Jak wiemy, rozmaite dopalacze (ang. designer drugs, niem. Designerdroge) są na rynku już od dawna. Zwykle przyjmowane są w formie tabletek czy też suszu do palenia, ale ostatnio coraz częściej są one przedmiotem eksperymentów głównie młodych ludzi. Mało który z nich zdaje sobie sprawę z tego, że mieszanie ich z płynami do e-papierosów może skończyć się dramatycznie. Po pierwsze – najczęściej skład tych mieszanin jest nieznany, a to oznacza, że eksperymentator za każdym razem może być wystawiony na działanie zupełnie innego „koktajlu” o rozmaitym działaniu. Po drugie – jeśli jakieś dopalacze są w założeniu przyjmowane jako tabletki (tzw. party pills), to ich podgrzewanie i inhalacja może być jeszcze bardziej niebezpieczna, ponieważ większość związków organicznych trafiających na grzałkę e-papierosa ulega rozkładowi lub reakcjom z innymi związkami. Nikt nigdy tego nie badał i nie będzie badać. Część z substancji, takich jak te, które zawierają THC rozpuszcza się w substancjach oleistych, takich jak octan tokoferylu (witaminy E). Owszem, witamina E jest pożyteczna, ale przyjmowana doustnie. Inhalowanie płynów, w których znajduje się ten związek może mieć skutki dramatyczne. Nasze płuca nie radzą sobie z substancjami oleistymi, co skutkuje czasami ciężką niewydolnością oddechową. Dokładnie taka jest/była przyczyna nagłego wybuchu problemów zdrowotnych w USA. To właśnie eksperymenty z nielegalnymi substancjami kupowanymi na czarnym rynku spowodowały kilka tysięcy hospitalizacji i kilkadziesiąt zgonów. Co spowodowało kłopoty u młodych ludzi w Polsce? Tego jeszcze tak naprawdę nie wiadomo. Ba, nie wiemy, czy kiedykolwiek będziemy to wiedzieć. Obawiam się, że szpitale, do których trafiają nieszczęśnicy nie będą stosować amerykańskich procedur, przede wszystkim wykonania BAL, czyli płukania oskrzelowo-płucnego. Procedura ta pozwala na dość jednoznaczne potwierdzenie tego, co spowodowało problemy. Tu raczej będzie szybka i prosta diagnoza: to przez e-papierosy. I nieważne, że ktoś tam wlał mieszankę jakichś świństw. Zauważmy, że tego typu problemów nie było przez całą dekadę, przez którą miliony ludzi na świecie chmurzyły. Winny znaleziony, sprawa zamknięta.
Proszę was – nie eksperymentujcie. Stawką jest zdrowie, a nawet życie. Nie dajcie się skusić hasłem: weź, wlej do e-fajka, zaciągnij się, będzie odlot. To może być ostatni odlot w krótkim życiu. Naprawdę nie warto.
I jeszcze jedna prośba – do tych, którzy używają e-papierosów zgodnie z przeznaczeniem. Rozpowszechnijcie ten wpis, przede wszystkim wśród młodych ludzi. Tu naprawdę stawką jest życie.

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 lutego 2020 w ogólne

 

Tagi:

Omówienie raportu CBOS dotyczącego używania nikotyny

Jak pewnie wiecie, kwestiami związanymi z bezpieczeństwem chmurzenia zajmuje się na mocy ustawy antytytoniowej Biuro do Spraw Substancji Chemicznych. To znaczy powinno się zajmować, bo jest z tym bardzo różnie. Dziś chcę napisać kilka słów na temat raportu „Konsumpcja nikotyny – 2019”, który na zlecenie Biura przygotował CBOS. Zacznijmy od spraw podstawowych – nie jestem specem od badań statystycznych, ale nieco mnie dziwi, że raport za rok 2019 powstał na podstawie badań wykonanych we wrześniu tego właśnie roku – czyli obejmuje tak naprawdę 8 miesięcy. Zajrzyjmy jednak do środka, aby zobaczyć, co tam jest ciekawego.
Zacznijmy od danych najbardziej ogólnych. Wynika z nich, że w Polsce chmurzy 2,3% dorosłych (i ten odsetek jest taki, jak rok wcześniej), natomiast nikotyny we wszelkich formach używa nadal 25% (bardzo dużo!). Co motywuje do chmurzenia? Koszty, co dość oczywiste, ale też przekonanie, że jest mniej szkodliwe oraz – uwaga – dostępne smaki liquidów. To ostatnie jest istotne w aspekcie chęci władz do ograniczenia dostępu do liquidów smakowych. Przypominam – odpowiadali ludzie 18+, a więc nie jakieś małolaty. Nikotyna jest dostarczana głównie w najgorszej formie – czyli palenia tytoniu. Co ciekawe, systemy podgrzewające (heat-not-burn) stanowią pomijalny ułamek (5 osób na niemal tysiąc badanych). Odsetek osób, które chmurzą, a wcześniej nie paliły to 0,6% – to też ciekawy wynik.
Co z tymi smakami? Okazuje się, że zaledwie 12% lubi smaki tytoniowe, podczas gdy niemal 50% preferuje smaki owocowe. Jeśli chodzi o moc, widać wyraźny trend spadkowy. Prawie 50% używa liquidów o mocy niższej niż 6 mg/ml. 37% badanych deklaruje, że zmniejszyło zawartość nikotyny w liquidzie. Średnie zużycie miesięczne to 90 ml. Przeliczmy – oznacza to, że dziennie średnio zużywa się 18 mg nikotyny – dość mało.
Jakie są motywacje? Przede wszystkim finansowe i zdrowotne – no i super. Ważne, że zaledwie 3,3% pytanych deklaruje, że wybrali chmurzenie, bo jest modne. Jeszcze istotniejszy jest odsetek tych, którzy dzięki e-papierosom rzucili palenie zwykłych – wynosi on aż 45,7%.
Jeśli kogoś interesują bardzo szczegółowe dane dotyczące demografii chmurzących, może zajrzeć do tabelek – jest ich dużo i są pewnie ciekawe dla analityków. Dla mnie nie mają większego znaczenia. Jeśli ktoś znajdzie tam coś ciekawego, niech się podzieli.
Jestem ciekawy, czy nasi rządzący zapoznali się z tym raportem. Myślę, że powinni, ale raczej nie mam złudzeń. Gdyby go przeczytali, wiedzieliby, że głoszone przez nich poglądy nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Smutne.

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 lutego 2020 w ogólne

 

Tagi: ,

Kilka informacji i komentarzy bieżących

Ponieważ rozmaite informacje dotyczące e-papierosów są rozproszone w sieci, co jakiś czas będę je tutaj wrzucał (tzn. linki do nich) i komentował. Najpierw może dobre wiadomości. Jak być może wiecie, w Australii obowiązuje zakaz sprzedaży i importu liquidów nikotynowych. Jeszcze do niedawna tamtejsze środowiska medyczne stały twardo na stanowisku, że chmurzenie jest mało zbadane, nie wiadomo jak to działa i na ile szkodzi. Teraz nastąpiła jednak istotna zmiana. Królewskie Australijskie Kolegium Lekarzy wydało właśnie oświadczenie, że zmienia swoje podejście. Uznają, że chociaż nadal nie są znane długoterminowe działania e-papierosów, to jednak postanowili je uznać za jeden z dopuszczalnych środków wspomagających rzucanie palenia. Ze względu na panujące tam prawo, lekarze będą mieli prawo wystawiać zaświadczenia palaczom chcącym importować liquidy nikotynowe. I w ten sposób chmurzenie będzie wreszcie znowu legalne. I to jest naprawdę dobra wiadomość.
Niestety, u nas nie jest tak różowo. Pojawił się np. tekst pod znamiennym tytułem „Zabójcze e-papierosy w Polsce”. Oczywiście ozdobiony szokującym zdjęciem młodej dziewczyny na łóżku szpitalnym. Co ciekawe: zdjęcie nie przedstawia polskiej chorej nastolatki, zostało ukradzione z sieci i przedstawia dziewczynę z USA. Pan autor postanowił straszyć, ale też nie odrobił do końca lekcji – nie ma czegoś takiego, jak metaamfetamina. Poza tym to nie e-papierosy zaszkodziły tym młodym dziewczynom, tylko to, co do niego nalały. Idę zresztą o zakład, że szpital nie ma żadnych danych odnośnie do tego, co było inhalowane.
Także Polskie Radio postanowiło straszyć. „Pulmonolog Małgorzata Kwiatkowska podkreśla z kolei, że e-papierosy mają taką samą szkodliwość, jak wszystkie inne papierosy.” W sumie napisać można cokolwiek, prawda? Pani doktor oczywiście nie przytacza żadnych danych, bo i skąd. Jest to typowy przykład argumentum ad verecundiam, czyli powoływania się na autorytet (w tym przypadku własny, no bo skoro pani jest pulmonologiem, to wszystko, co powie, automatycznie staje się prawdą.
Tymczasem w USA, a konkretnie w stanie Vermont ma zostać wprowadzone nowe prawo związane z liquidami smakowymi. I tamtejsi legislatorzy idą o krok dalej niż ci z innych stanów. Zakazana jest nie tylko sprzedaż liquidów smakowych, ale też ich posiadanie! I tak oto mając w kieszeni flaszeczkę 10 ml płynu wiśniowego czy truskawkowego możemy trafić za kraty razem z kimś, kto miał 100 g kokainy. Paranoja? Oczywiście! Obawiam się jednak, że podobne informacje będą spływać także z innych stanów.
Aha, co do amerykańskiej „epidemii” – mam wrażenie, że to już historia. Dane CDC pokazują, że liczba nowych przypadków zgłaszanych jest jednocyfrowa (tygodniowo), co w porównaniu z wrześniem, gdy było ich ponad 200 jest zdecydowanym spadkiem. Na szczęście poza USA nie odnotowano potwierdzonych przypadków EVALI.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 29 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: ,

Kolejny kuriozalny artykuł w polskiej prasie

Dokładnie dzień po tym, jak napisałem o amerykańskiej pseudoepidemii, w Dzienniku Gazecie Prawnej ukazał się dość kuriozalny tekst dotyczący e-papierosów. Już sam tytuł: „Pierwsze ofiary e-papierosów: Wapowanie szkodzi zdrowiu. Teraz dowiemy się, jak bardzo” zdecydowanie podnosi ciśnienie. Gdybym chciał tutaj wyciągnąć wszystkie kłamstwa i półprawdy, powstałby bardzo duży tekst, a nie chcę Was zanudzać. Skupię się więc tylko na kilku konkretach.
Punktem wyjściowym są dwie nastolatki, które trafiły do szpitala mając problemy z płucami. To bezapelacyjnie wina e-papierosów – orzekły autorki! Główny Inspektor Sanitarny (GIS), znany wam także z innych wypowiedzi Jarosław Pinkas mówi, że wszystko jest nadal diagnozowane. Ale jestem przekonany, że już za kilka dni dowiemy się, że winne są e-papierosy. Już przecież wcześniej pan Pinkas przypisywał e-papierosom śmierć dwojga narkomanów na Śląsku – też bez konkretnych dowodów. Ale atak będzie trwał, tego możemy być niestety pewni.
I nagle GIS wpada na pomysł: trzeba zacząć badać liquidy! No ludzie… ustawa antytytoniowa, a właściwie jej nowelizacja, została uchwalona 3,5 roku temu. I przez ten czas nic się nie działo. Inspektor ds substancji chemicznej rejestrował liquidy i e-papierosy – i to wszystko. Pisałem do nich w sprawie badań liquidów 3 lata temu. Odpowiedź: nie, żadnych badań nie prowadzimy. Pytałem o to, czy prowadzona jest ewidencja działań niepożądanych – nie, nikt nie zgłaszał. Teraz pan Pinkas się obudził i udaje, że coś się dzieje. Nóż się w kieszeni otwiera. Nagle orientują się, że do e-fajek można wlać roztwór THC, GHB, kokainę czy fentanyl. Odkrycie na miarę Nobla z medycyny. Oczywiście w tekście nie ma ani słowa o octanie tokoferylu – paniom nie chciało się zajrzeć do raportów CDC.
Panie autorki nie przyłożyły się też do porządnego researchu. Piszą np. o tym, że w Wielkiej Brytanii jest 1,4 mln waperów. Bzdura – w 2019 statystyki pokazywały liczbę 3,6 mln. W Niemczech na pewno nie ma 0,7 mln użytkowników. Liczba ta jest zbliżona raczej do 2,5 mln – te wszystkie dane można bez problemu znaleźć w sieci. I jeszcze jeden drobiazg: „Korzystanie z e-papierosa jest czasem nazywane „wapowaniem” lub „juulingiem”.” Naprawdę juuling? Ludziska – ktoś z Was używa tej nazwy? A może wasi znajomi? Owszem, w USA młodzież tak mówi, ale tam JUUL jest popularny, u nas niekoniecznie.
Wracam jeszcze do samego tytułu. Jest on wyjątkowo obrzydliwą manipulacją. Gdy jacyś ludzie trafią do szpitala pijąc lewy alkohol z metanolem, nikt nie pisze: pierwsze ofiary musztardówek. „Wapowanie szkodzi zdrowiu. Teraz dowiemy się, jak bardzo” – to też jest obrzydliwe. Z założenia autorek widać, że musi szkodzić bardzo. Nie napisały „dowiemy się, na ile szkodzi” – bo ma szkodzić bardzo, bardziej, albo nawet najbardziej. Ratuj się kto może.
Co do wspomnianych polskich nastolatek: jak na razie nie wiemy, co im zaszkodziło. Nie mamy żadnych danych co do składu liquidów, których używały. Nic nie wiemy o tym, gdzie się zaopatrywały. Jestem dziwnie przekonany, że sytuacja tutaj okaże się podobna do amerykańskiej. Ktoś tam eksperymentował z płynami (może same poszkodowane) i teraz ma efekt. Ale winne są musztard… tfu, e-papierosy.
Zastanawiające jest też to, że w artykule nie ma ANI SŁOWA o tym, że e-papierosy powstały jako urządzenia dla palaczy, którzy nie mogli w inny sposób porzucić palenie tytoniu. Nie ma ani słowa o tym, że uznane autorytety brytyjskie oszacowały, że e-papierosy (używane z LEGALNYMI liquidami, a nie z nie wiadomo czym) są o 95% mniej szkodliwe niż palenie papierosów.
Wracając jednak do głównego problemu. Chciałbym być złym prorokiem, ale podejrzewam, że już wiosną zostaniemy zasypani danymi rodem z horroru. Może nawet wróci niesławna woda w płucach. Już teraz możemy przeczytać na stronach o zdrowiu: „Twoje płuca mogą wyglądać jak popcorn” – tak pisze inna autorka na stronach zdrowotnych jednego z serwisów internetowych. Niestety, taki jest poziom wiedzy, nie tylko o „popcorn lung”, które z popcornem mają tyle wspólnego, że zapadają na tę chorobę ludzie zatrudnieni przy przemysłowej produkcji popcornu. Na pewno ich płuca nie przypominają popcornu. Pisałem zresztą o tym.
I na koniec – każda osoba, która pisze w tak nierzetelny sposób o e-papierosach przyczynia się do tego, że ludzie pozostają przy paleniu konwencjonalnych papierosów, „bo te elektroniczne zabijają”. Panie Otto i Klinger też się właśnie tym swoim tekstem do tego przyczyniły.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 22 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

I w końcu chyba mamy jasność co do amerykańskiej „epidemii”

Kolejny raz piszę o amerykańskiej „epidemii”, znanej pod skrótem EVALI. Tym razem trochę o pewnych statystykach, zbiegach okoliczności i zdarzeniach umieszczonych w konkretnym czasie. Jak wiecie, wszystko zaczęło się tak naprawdę około czerwca ubiegłego roku. W lipcu i sierpniu nastąpił gwałtowny wzrost liczby ludzi przyjmowanych na oddziały pulmonologiczne oraz intensywnej opieki medycznej. Niechlubny rekord padł w połowie sierpnia, gdy tylko w jednym tygodniu liczba osób hospitalizowanych sięgnęła ok. 220. Na szczęście od tego czasu dane były coraz lepsze – w październiku liczba ta spadła o połowę, a pod koniec grudnia były tylko pojedyncze przypadki. Obejrzyjcie zresztą ten wykres (wzięty ze strony CDC):

Jak widać – przez całe lata nic się nie działo, aż do połowy 2019, a przecież e-papierosy są używane już od ponad 10 lat. Przypomnę też, że wszystkie przypadki EVALI obejmują tylko obszar Ameryki Północnej. Nie ma żadnych potwierdzonych przypadków w Europie, Azji, Afryce czy Ameryce Południowej. Jak wiecie, wraz z tą pseudo epidemią rozpoczęła się akcja dyskredytowania używania e-papierosów, zakazu używania liquidów smakowych, straszenia na wszelkich frontach. CDC przewodziło w tej epidemii strachu, bo inaczej tego się nie da nazwać.
Aby zdiagnozować sytuację, przyjrzyjmy się… kronice kryminalnej stanu Wisconsin. Mamy tutaj dwóch braci. Tyler (lat 20) oraz Jacob (23) Huffhines na początku 2019 wpadli na pomysł zrobienia biznesu. Kupowali po 2,5$ kartridże z THC w Kalifornii (tam są legalne) i sprzedawali po 15$ w stanie Wisconsin (tu są nielegalne). Ale braciom to nie wystarczało. Postanowili kupić puste kartridże oraz pojemniki z roztworem THC i zatrudnili 10 ludzi do ich napełniania. I nie rozmieniali się na drobne. Tyler przyznał się, że pewnego razu poleciał do Kalifornii kupić roztwór THC mając 300 tys. $ w gotówce. Dziennie manufaktura garażowa produkowała 3-5 tys. sztuk. W każdym kartridżu znajdowało się 1000 mg (czyli 1g) THC, ale na opakowaniu zawartość deklarowana była 150 razy mniejsza. W ich domu znaleziono kilkadziesiąt litrów roztworu THC, kilka kg marihuany, broń i amunicję, kokainę oraz… maszynki do liczenia pieniędzy. Przejęty towar miał rynkową wartość 1,5 mln $.
Kolejne aresztowania objęły łącznie kilkanaście osób, w tym także matkę Tylera i Jacoba, w której biurze także prowadzono operacje napełniania pojemników. Wszyscy siedzą w areszcie. Sędzia ustalił wysokość kaucji dla Tylera na 500 tys. $, a dla Jacoba na 50 tys. $ (ten drugi nie wyjdzie, bo jest już recydywistą). Matka sprytnych smarkaczy wyszła z aresztu za kaucją 100 tys. $. Kolejne posiedzenie sądu ustalono na 16 czerwca 2020.
No i mamy praktycznie jasność – lewe płyny, lewa produkcja i początek „epidemii” w Wisconsin oraz sąsiadującym z nim Illinois. Nic dziwnego – od siedziby „firmy” do granicy między stanami jest mniej niż 10 km. Dopiero potem sprzedaż się rozszerzyła na inne stany, w końcu obejmując całe terytorium USA. Oczywiście nie wiadomo jak na razie, czy to było jedyne źródło czy też znaleźli się inni domorośli producenci.
Tak czy inaczej – będę śledził sytuację. Może CDC w końcu przyzna, że niepotrzebnie rozdmuchali aferę wokół wapowania. Wiem, wiem… jestem marzycielem.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 20 stycznia 2020 w ogólne

 

GFN’20 – warto składać wnioski o dofinansowanie

Moi drodzy, organizatorzy Global Forum on Nicotine pragną, aby na konferencji była silna reprezentacja grupy konsumentów, czyli m.in. użytkowników e-papierosów. Tegoroczny bardzo ciekawy temat brzmi: „Nikotyna: nauka, etyka i prawa człowieka” – tym bardziej istotny jest właśnie głos użytkowników. Planowane są specjalne sesje panelowe (tzw. satelitarne), których tematem będą właśnie prawa konsumentów i ich udział we wszystkim, co dotyczy użytkowania produktów nikotynowych.
Dlatego też z dużą przyjemnością chcę poinformować, że szefostwo konferencji zdecydowało, że w niektórych przypadkach można będzie ubiegać się o dofinansowanie udziału w GFN. Można więc złożyć wniosek o indywidualne dofinansowanie udziału w konferencji (conference fee – w przypadku Polaków to suma 135£), zakwaterowania (accomodation) czy też kosztów podróży (travel). Co należy zrobić? To proste: przekonać organizatorów, dlaczego chcecie wziąć udział w tej konferencji. Napisać o tym, co robicie dla środowiska waperskiego, kim jesteście, kogo chcielibyście tam spotkać, aby porozmawiać itp. Od razu przypomnę, że językiem oficjalnym konferencji jest angielski, a więc osoba ubiegająca się o dofinansowanie musi się choćby w średnim stopniu posługiwać tym językiem. Zgłoszenia (oczywiście po angielsku) należy wysłać mailem na adres consumers(at)gfn.net.co, przy czym w temacie maila koniecznie trzeba wpisać „GFN financial assistance”. Uwaga – termin składania wniosków upływa 20 lutego 2020.
Myślę, że naprawdę warto spróbować. GFN to niesamowite spotkanie kilkuset ludzi z całego świata – poznacie tam wszystkich kluczowych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia na tematy związane z nikotyną i jej zastosowaniem. Mam nadzieję, że spotkamy się w czerwcu!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

American Lung Association – źle to robicie!

Niestety, mamy efekt domina spowodowany histerią w USA. Znaczące stowarzyszenie medyczne, zrzeszające specjalistów chorób płuc (ponad 32 tys. członków), American Lung Association (ALA), postanowiło wydać oświadczenie, które może mieć olbrzymie znaczenie dla całej społeczności waperskiej w USA (a potem zapewne w innych miejscach na świecie, w tym w Polsce).
Rozpoczęli oni właśnie kampanię pod hasłem „Quit, don’t switch” („rzuć, nie przestawiaj się [w domyśle – na e-papierosy]”. Oczywiście w tekście mamy starą śpiewkę o tym, jakie te e-papierosy są straszne, bo ludzie chorują lub umierają. Ani słowa o lewych płynach, octanie tokoferylu czy też THC. Tekst jest pełen przekłamań i przeinaczeń. Piszą np. o tym, że e-papierosy to produkt tytoniowy. Dalej mamy bełkot (tak, będę to nazywał po imieniu!) o metalach ciężkich i związkach toksycznych. Jednym z nich, wymienionym wprost, jest – uważajcie – glikol propylenowy! Rzecz jasna wspomniany jest dwuacetyl i powodowane przez niego płuco popcornowe, choć brak choćby jednego przypadku wiążącego tę chorobę z e-fajkami. Oczywiście wspominają też, że tak naprawdę ludzie sięgają po e-papierosy jako coś dodatkowego, stając się użytkownikami hybrydowymi. Owszem, są takie przypadki, ale sami doskonale wiecie, jak wielu ludzi po prostu rzuciło palenie i nie wróciło do niego. ALA oczywiście tego nie chce zauważyć, bo im to nie pasuje do stworzonej tezy.
Niestety, wielu ludzi łyknie bezrefleksyjnie przekaz ALA. Jakiś znikomy odsetek być może będzie w stanie rzucić stosując metody NTZ, ale nie oszukujmy się – efektywność ich jest tylko nieco większa niż placebo. Reszta po prostu będzie nadal palić. Dlatego też hasło „Quit, don’t switch” tak naprawdę powinno brzmieć „Quit or die” („Rzuć albo umrzyj”). I kolejne tysiące ludzi będzie umierać – ku chwale ALA. Gdzieś w śmieciach wylądowała koncepcja redukcji szkód (harm reduction) spowodowanych paleniem. Mamy sytuację zero-jedynkową – albo rzucasz albo radź sobie sam, używając ewentualnie NTZ. Owszem, e-papierosy nie są zdrowe, nie są nieszkodliwe. Dlatego też mówimy o redukcji szkód, a nie o ich eliminacji. Mówimy o specyficznym kontinuum – gdzie na jednym brzegu mamy palenie tytoniu, a na drugim niepalenie. ALA nie widzi przestrzeni pomiędzy tymi dwoma brzegami. Niestety, taka sama filozofia towarzyszy naszym specjalistom od ochrony zdrowia.
Rzucenie palenia jest trudne, jeszcze trudniejsze jest pożegnanie się z nikotyną. Tyle, że sama nikotyna jest od dziesięcioleci uznawana za czarnego luda, którego się boimy. Nadal wielu ludzi uważa, że powoduje ona nowotwory oraz że jest odpowiedzialna za ciężkie choroby układu krążenia. Tymczasem coraz więcej danych przemawia za tym, że jej szkodliwość jest zbliżona do kofeiny.
Obawiam się niestety, że kampania ALA będzie propagowana, co z kolei spowoduje problemy branży e-papierosowej. Od jesieni sporo małych firm i sklepów zniknęło już z rynku. Wielcy oczywiście przetrwają, a Big Tobacco będzie odbudowywać swoją silną pozycję. Ludzie będą umierać, ale kogo to w sumie obchodzi.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 11 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: ,