RSS

Archiwa tagu: CDC

Coraz bliżej rozwiązania zagadki chorób płuc w USA

W piątek, 8.11., amerykańska agencja zajmująca się sprawami zdrowotnymi (CDC) ogłosiła, że nastąpił przełom w sprawie badania przyczyn tegorocznej epidemii poważnych problemów z płucami, której efektem jest hospitalizacja ponad 2 tys. pacjentów oraz śmierć niemal 40 z nich. Zbadano próbki pobrane z płuc 29 pacjentów pochodzących z rozmaitych stanów USA i we wszystkich przypadkach stwierdzono obecność w nich octanu tokoferylu (czyli estru witaminy E). Jest to substancja o charakterze oleistym, używana dość często do rozcieńczania oleju konopnego z zawartością THC, czyli substancji czynnej obecnej w liściach konopi indyjskich. Co prawda trzech pacjentów z tej grupy twierdziło, że używali wyłącznie klasycznych liquidów nikotynowych, ale wyniki badań zdecydowanie temu przeczą. Nie oznacza to oczywiście, że kłamali – po prostu mogli nieświadomie używać zanieczyszczonych płynów. Informacja podana przez CDC jest istotna dlatego, że przeczy lansowanej od kilku miesięcy tezie, że za epidemię odpowiada gwałtowny wzrost liczby młodych ludzi używających e-papierosów. Niestety, takie opinie były przez cały czas głoszone nie tylko przez media, ale też przez agencje rządowe USA, a nawet przez ich niesławnego prezydenta, który zareagował typowo: nie znam się, dlatego się wypowiem.
Kolejnym ruchem będzie prawdopodobnie uruchomienie systemu analiz, które sprawdzą zawartość octanu tokoferylu w obecnych na rynku liquidach, przede wszystkim tych, które zawierają THC. Przypominam, że niedawna liberalizacja przepisów w niektórych stanach USA dopuściła na rynek płyny zawierające ten składnik.
Czy to zamyka sprawę? Niekoniecznie, bo nie ma jednoznacznego dowodu, że sam octan jest przyczyną problemu. Może być tak, że jest w nim jakieś dotąd niezidentyfikowane zanieczyszczenie, które ma negatywne działanie na płuca. To wymaga oczywiście dalszych badań, ale już jest całkiem jasne, że krąg podejrzanych został zdecydowanie zawężony.
Jeśli spojrzymy na tę całą sprawę szerzej, zauważymy jedną istotną kwestię. O podejrzeniach co do octanu tokoferylu pisali już różni komentatorzy (w tym np. prof. Michael Siegel) od końca sierpnia. W tym samym czasie zarówno CDC jak i FDA twardo atakowały używanie e-papierosów przez młodych ludzi (a najstarsi hospitalizowani byli w wieku 60+). Media oczywiście ochoczo podchwyciły te hasła i twórczo je rozwinęły wywołując sporą histerię. W jej efekcie sporo ludzi chmurzących powróciło do palenia tytoniu, co jest oczywiście paranoją. W ostatnich tygodniach są już doniesienia o zamykaniu małych sklepów dla waperów. Tu sytuacja przypomina tę sprzed kilku lat z Hiszpanii, gdzie doniesienie o JEDNYM przypadku lipidowego zapalenia płuc (bez potwierdzenia, że przyczyną były e-papierosy) spowodowało armagedon na rynku.
Zastanawiałem się, jak wyglądałaby ta cała sprawa, gdyby podobne wydarzenie miało miejsce w Polsce. Obawiam się, że media bardzo szybko by rozdmuchały wszystko do niebotycznych rozmiarów – to dla mnie oczywiste. A władze? A co by mogły zrobić, skoro nadal nie panują nad rynkiem liquidów? Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że jedynym działaniem organu zajmującego się tymi sprawami, czyli Inspektora do spraw Substancji Chemicznych jest rejestrowanie tego, co przekazują sprzedawcy. Od momentu wejścia w życie ustawy nie wykonali ANI JEDNEJ kontroli. Nie zarejestrowali ANI JEDNEGO działania niepożądanego. Jestem ciekawy, czy w Polsce jest choćby jedno laboratorium, które byłoby w stanie wykryć zawartość octanu tokoferylu w liquidzie. Przypuszczam, że wątpię.
Tak czy inaczej – unikajcie liquidów z niepewnych źródeł, szczególnie jeśli używacie płynów zawierających THC (wiem, są w Polsce nielegalne, ale z drugiej strony znam życie). Jak będą nowe informacje dotyczące amerykańskiej epidemii, nie omieszkam was poinformować. Dobrego weekendu!

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 9 listopada 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

Opinia Public Health England na temat sytuacji w USA

Sytuacja w USA jest nadal rozwojowa. Żadna z instytucji zdrowia publicznego (FDA, CDC) nie zajęła jednoznacznego stanowiska. W zasadzie cały przekaz brzmi: używanie e-papierosów jest szkodliwe. Nadal brak wyników badań i określenia, co tak naprawdę powoduje te poważne problemy z płucami. Tymczasem firmy z branży vape notują już spore spadki na giełdach. Ludzie postraszeni przez agencje rządowe odwracają się od e-papierosów i… no właśnie, w zdecydowanej większości wracają do palenia tytoniu. Dramat, po prostu dramat. A Big Tobacco liczy kolejne zyski.
Na tym tle wyjątkowo rozsądnie wygląda opublikowany wczoraj komunikat brytyjskiej agencji rządowej – Public Health England (PHE). Warto go przeczytać w całości, ale jeśli ktoś nie ma tyle czasu/ochoty, to postaram się go tutaj streścić w kilku punktach.
1. Nadal nie wiadomo, co konkretnie powoduje problemy z płucami. Nie wiadomo, czy powoduje go jeden czynnik czy też kilka. Nie wydaje się jednak prawdopodobne, żeby było to spowodowane długoterminowym używaniem e-papierosów, które w USA są znane od ponad 10 lat.
Część stanów USA w trybie natychmiastowym wprowadziła lub zamierza szybko wprowadzić zakaz używania aromatów w liquidach. Naszą [tzn. PHE – SCh] troskę budzi to, że tego typu działania mogą spowodować odstraszenie aktualnych palaczy od e-papierosów, a tych, którzy już chmurzą zachęcą do powrotu do palenia tytoniu.
2. Rady PHE:
– dla palaczy tytoniu: rzućcie to! Używanie e-papierosów podwaja wasze szanse na uwolnienie się od nałogu (w porównaniu z nikotynową terapią zastępczą)
– dla chmurzących liquidy nikotynowe: jeśli dodatkowo palicie zwykłe papierosy, rzućcie je i pozostańcie przy chmurzeniu, starając się w końcu porzucić nikotynę
– jeśli nigdy nie paliłaś/eś: nie zaczynaj używać e-papierosów
– jeśli używasz liquidów z CBD: uważaj, obserwuj, w razie problemów zdrowotnych szukaj pomocy
– jeśli używasz liquidów z THC (albo liquidów o nieznanym składzie, mogących zawierać THC): to może być naprawdę niebezpieczne. W przypadku problemów zdrowotnych zwróć się po pomoc, informując dokładnie, czego używałaś/eś.
3. Jeśli chodzi o e-papierosy, stanowisko PHE nie zmienia się. Jesteśmy pewni, że chmurzenie jest znacznie mniej szkodliwe niż palenie, które zabija rocznie 220 tys. Brytyjczyków [oraz 70 tys. Polaków – SCh].

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 30 października 2019 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Huzia na Józia, czyli o narastającej medialnej nagonce na e-papierosy

Tak, jak już pisałem wcześniej – sytuacja z problemami w USA jest rozwojowa. Jak podaje Reuters, jest już 29 ofiar śmiertelnych (stan na 14.10), a ok. 1300 osób było lub jest hospitalizowanych. Niestety, można się obawiać, że to nie jest jeszcze ostateczny wynik. Trzeba jednak zauważyć, że pomimo tego, iż ta swoista „epidemia” rozpoczęła się ok. 4 miesiące temu, nadal jest ograniczona do terytorium USA. Nie ma żadnych doniesień z Wielkiej Brytanii, reszty Europy, Ameryki Południowej czy Australii. Ponadto, jak przyznało CDC niemal 90% przypadków dotyczy stanu po użyciu płynów zawierających THC, octan tokoferylu i inne substancje oleiste. Ale ani CDC ani FDA nie podaje jeszcze ostatecznej przyczyny, która powoduje te schorzenia płuc. Gdzieniegdzie można przeczytać o możliwym wpływie metali ciężkich, ale wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Grzałki kilka lat temu były znacznie gorsze jakościowo, a do tego prawie wszystkie są produkowane w Chinach i rozsyłane na cały świat. Wątpliwe, aby jakaś dziwna partia grzałek trafiła tylko do USA. Przy okazji – zwróćcie uwagę na bardzo wyważony tekst Reutersa – tonuje emocje, cytuje konkretnych ludzi. Bardzo rozsądny artykuł. Chciałoby się westchnąć: szkoda, że nie u nas.
Tymczasem nagonka na e-papierosy trwa w najlepsze – także w Europie. Kilka temu w serwisie zdrowotnym Gazety.pl ukazał się strasznie alarmistyczny tekst. Pozwolę sobie wrzucić tu tekst, który umieściłem tam jako mój komentarz.
Zacznijmy od tego, że autor(ka?) powinien nieco się douczyć chemii. Azotanów czy azotynów nie dodaje się do tytoniu „celem utwardzenia”. Jony nitrozonowe nie istnieją, nie ma też reakcji nitrozacji. Polecam pierwszy z brzegu podręcznik do chemii organicznej.
Ale teraz do samego badania: komentarz prof. Petera Hajka: Badania na gryzoniach nie przekładają się na wyniki na ludziach. Liczba myszy jest o wiele za mała, aby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Stężenie aerozolu w powietrzu było gigantyczne, absolutnie nierealistyczne. Bardzo podobne wnioski wyciągnął niezależnie prof. Britton [ten sam, którego cytuje Reuters!]. Inni badacze podkreślają brak danych dotyczących stężenia nikotyny we krwi – poważny błąd metodologiczny. Zero danych dotyczących generowania aerozolu – bardzo możliwe, że powstawał on w warunkach znanych jako dry puff (czyli tzw. szmata w żargonie użytkowników e-papierosów).
No i najważniejsze – gdzie jest porównanie z działaniem dymu ze zwykłych papierosów?
Podsumowując: bezsensowne torturowanie biednych myszek, aby udowodnić z góry założoną tezę.

Jeszcze bardziej debilny (tak, to właściwe słowo) tekst ukazał się na wp.pl. Bo jak inaczej można skomentować zdanie: E-papierosy mogą zabijać nawet szybciej, niż standardowe wyroby tytoniowe. No i ten passus: Chociaż nie ma żadnych konkretnych informacji, jak powstaje dolegliwość powiązana ze śmiercią 26 osób i ciężkim uszkodzeniem płuc u kolejnych 1300, to jedno jest pewne. Spowodowały je e-papierosy.

Według mnie pewne jest coś innego – pan autor – Arkadiusz Stando – nie ma zielonego pojęcia o tym, o czym próbuje pisać. Chciałoby się powiedzieć: pilnuj, szewcze, kopyta! Nie godzi się komuś, kto się mieni dziennikarzem, pisać jakikolwiek tekst bez wcześniejszego zbadania sprawy albo skorzystania z konsultacji z ludźmi, którzy znają dany temat. Skądinąd zresztą wiem, że i w innym temacie (konkretnie Czarnobyl i Fukushima) tenże sam pan został zjechany z góry do dołu przez ludzi będących specjalistami w opisywanej tematyce.

Niestety, nawet czasopisma, które w założeniu są popularnonaukowe, też przyłączają się do chóru potępiających e-fajki (np. Focus, linka nie podaję, żeby nie propagować, można łatwo znaleźć). W sieci są kolejne dziesiątki, a może już nawet setki tekstów, w których kompletnie bezrefleksyjnie twierdzi się, że chmurzenie jest równie szkodliwe jak palenie tytoniu. Każdy taki tekst powoduje szerokie uśmiechy prezesów koncernów tytoniowych, jak też oczywiście ministrów finansów. Bo na pewno sporo ludzi przestraszy się i wróci do starych „dobrych” ćmików. Popłynie kasa do Big Tobacco, a dodatkowo z vat i akcyzy do budżetu.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 15 października 2019 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Komentarz do spraw bieżących i pytań

To, co się aktualnie dzieje w USA, jest klasycznym przykładem tego, jak media rozdmuchują pewne wydarzenia i wyciągają kompletnie nieuprawnione wnioski z pewnych wydarzeń. Podsumujmy krótko znane fakty: jak do tej pory w USA w związku z problemami z płucami hospitalizowano ponad 500 osób, z czego 7 niestety zmarło. Istotną sprawą jest to, że te zachorowania obejmują tylko teren Ameryki. Nie było żadnych przypadków w Europie, Azji czy Australii, choć wszędzie tam są miliony użytkowników e-fajek.
Nadal nie ma pełnego obrazu klinicznego, brak też konkretnych danych dotyczących tego, co inhalowali poszkodowani. Z ujawnionych danych wynika, że osoby te używały liquidów zawierających kanabinoidy, kupionych od nielegalnych dostawców. Co najmniej w kilku przypadkach są informacje o tym, że w składzie tych liquidów był octan tokoferylu (czyli ester witaminy E, który ma charakter oleisty (choć z chemicznego punktu widzenia nie jest olejem).
Niestety, media jak zawsze kompletnie uprościły przekaz, skracając go do informacji, że e-papierosy zabijają. Co gorsza, podobny przekaz wyszedł od FDA oraz CDC, choć ta pierwsza agencja po silnej krytyce ze strony naukowców zdecydowanie zmieniła komunikat. Cóż z tego, skoro ten pierwszy poszedł w świat. Z danych statystycznych, które posiadam wynika, że 58% amerykańskiego społeczeństwa łyknęło to jak pelikany – winne są e-papierosy i kropka. Tylko 34% wskazuje, że winne są czarnorynkowe liquidy z marihuaną/THC. Ot, potęga mediów.
Polskie (i inne europejskie) media też szybko podchwyciły przekaz i walą w e-fajki ile wlezie. I tylko koncerny tytoniowe się z tego wszystkiego cieszą, a ich akcje idą w górę. Jeszcze większe wzrosty akcji zanotowano w Indiach, które zrobiły ostre cięcie i wyrzuciły w ogóle e-papierosy z rynku. To jest po prostu niewiarygodne – kraj, w którym pali grubo ponad 100 mln ludzi robi właśnie prezent firmom sprzedającym papierosy. Co więcej, ban jest natychmiastowy. Dystrybutorzy mają przekazać policji wszystkie zapasy, a jakakolwiek próba sprzedaży sprzętu lub liquidów zagrożona jest trzema latami więzienia. Jakie jest uzasadnienie rządu? Klasyka – chcemy powstrzymać „epidemię chmurzenia” wśród dzieci. Fajnie, niech smarkacze palą zwykłe ćmiki, na pewno na tym skorzystają. A rocznie w Indiach z powodu chorób odtytoniowych umiera ponad MILION ludzi.
Ale nie tylko tym jesteśmy straszeni. Od kilku dni jest histeria związana z jednym konkretnym związkiem chemicznym o nazwie pulegon. Jest to naturalny składnik wielu olejków eterycznych stosowanych w kosmetyce i (uwaga!) aromaterapii. Nie wdając się w szczegóły – aby mógł zaszkodzić komuś, kto używa aromatów miętowych, musiałby być inhalowany w ilości setek mililitrów dziennie! Co ciekawe, FDA wprowadza od 2020 roku zakaz stosowania pulegonu, ale tylko syntetycznego. Naturalny nie będzie podlegał zakazowi. Nieco dziwne, prawda?
Jedna istotna sprawa – w komentarzach naukowców znających się na tych sprawach przewija się jedno zastrzeżenie. Naturalny olejek miętowy powinien przed użyciem go do produkcji podlegać trzykrotnej destylacji frakcyjnej. Dopiero taki produkt zawiera akceptowalną ilość pulegonu. Będę się musiał dokładniej przyjrzeć tej sprawie. Czekam też na komentarze dwóch specjalistów – prof. Polosy i dr. Farsalinosa. Jak dowiem się czegoś więcej, na pewno was poinformuję.

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 września 2019 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Amerykańskie problemy – ciąg dalszy

Kryzys w USA trwa. Do tej pory zarejestrowano już niemal 500 przypadków osób hospitalizowanych w związku z problemami z układem oddechowym. Sześć osób niestety zmarło, ale część z nich (dane są sprzeczne) to ludzie, którzy już wcześniej chorowali na płuca i ich śmierć trudno wprost powiązać z używaniem e-papierosów. Na razie nie ma ostatecznego rozstrzygnięcia, co powoduje tę epidemię. Wiadomo tyle, że wszyscy chorzy używali liquidów kupowanych ze źródeł nielegalnych. Czasem były to produkty no-name, ale znane są też przypadki bezczelnego podrabiania produktów dostępnych legalnie na rynku. W związku z tą sprawą zatrzymano mężczyznę w Wisconsin. Władze zarzucają mu kierowanie 10-osobową grupą produkującą i wprowadzającą na rynek tysiące porcji (dziennie!) nielegalnych płynów z THC.
Z kolei władze stanu Nowy Jork podejrzewają, że na problemy zdrowotne tych nieszczęśników mógł mieć jeden ze składników liquidów, a mianowicie octan tokoferylu (ester witaminy E). Związek ten zachowuje się jak olej i jako taki stosowany jest w dermatologii, a także doustnie, ale absolutnie nie powinien być inhalowany. Podkreślam, że jest to wstępne doniesienie, nie zostało ostatecznie potwierdzone ani przez CDC ani FDA.
Tymczasem w mediach amerykańskich trwa prawdziwa histeria, że e-papierosy zabijają. W kolejnych miastach i stanach słychać głosy, że trzeba zakazać liquidów smakowych, bo one przyciągają dzieci do wapowania. Ba, prezydent Trump wpadł 11.09 na pomysł, aby taki zakaz obowiązywał na poziomie federalnym, czyli w całych Stanach. To już naprawdę chory pomysł. Kto na tym skorzysta? Oczywiście firmy produkujące zwykłe papierosy, ale przede wszystkim szara strefa i czarny rynek. Natura nie znosi próżni, więc ludzie będą się zaopatrywać w smakowe liquidy gdzie tylko się da.
Obawiam się jeszcze jednego – domorosłych eksperymentatorów. Obym nie był złym prorokiem, ale na pewno szybko ktoś wpadnie na pomysł, że do bezsmakowych baz czy liquidów można dodać aromatów spożywczych – cynamonowych, waniliowych czy cytrynowych. Problem w tym, że większość tych eksperymentatorów nie będzie analizować etykiet, a większość aromatów na rynku produkowana jest na bazie oleju. Tylko część jest na glikolu propylenowym. A dodanie aromatu zawierającego olej może skutkować nieszczęściem – bo one są przeznaczone do spożycia, a nie do inhalacji. Z deszczu pod rynnę.
Niestety, prawdopodobnie nasi decydenci szybko wpadną na podobne pomysły. Atak na e-fajki będzie i tutaj się nasilał. W kolejnym wpisie będzie właśnie trochę o tym, jak to wygląda w ostatnich dniach. W skrócie: ponuro. Niestety.

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 września 2019 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Czyżby schyłek chmurzenia w USA?

Dość zaskakujące dane zaprezentował amerykański profesor zajmujący się redukcją szkód spowodowanych paleniem tytoniu, Brad Rodu. Opierając się na danych zbieranych dla CDC (Centra Kontroli i Prewencji Chorób) analizuje on trendy statystyczne amerykańskiego świata waperskiego. Rzućcie okiem na wykres, który jest tam prezentowany. Widać dość wyraźnie, że czas eksplozji liczby chmurzących mija. Od 2014 roku następuje stopniowy spadek liczby ludzi używających EIN. I nie jest to spadek w granicach błędu statystycznego. Od 2014 roku ubyło 2 miliony – sporo, bo jest to ponad 20%. Od roku 2016 do 2017 ubyło ich niemal milion. Dużo, bardzo dużo.
Patrząc na dane z 2017 – 1/3 z aktualnie chmurzących to byli palacze. To jest duży sukces. Niestety, niemal 50% chmurzących w 2017 nie rzuciło palenia, a więc są oni hybrydowcami. 17% to osoby, które nigdy wcześniej nie paliły. I ta ostatnia liczba na pewno będzie cytowana przez przeciwników chmurzenia, z komentarzem „a widzicie, używają tych e-fajek, chociaż wcześniej nie palili”. Jakiś odsetek zapewne zaczął chmurzyć dla szpanu, ale podejrzewam, że wielu młodych zamiast używać EIN zaczęłoby palić zwykłe papierosy.
Ogólnie rzecz biorąc propagandziści anty-EIN pewnie odtrąbią sukces. Nasi rządzący też by na pewno piali z zachwytu. Wszyscy oni jednak zapominają o jednym – większość tych, którzy porzucili e-fajki wróciło do palenia zwykłych papierosów. I to tak naprawdę jest tragiczne. Wielu z nich umrze z powodu chorób odtytoniowych – i to właśnie propagandziści anty-EIN będą za to odpowiedzialni.
Zastanawiam się, jak podobne dane wyglądają dla Polski. Podejrzewam, że nikt takich badań nie prowadzi, a szkoda. Mam nadzieję, że zobaczymy dane dla Wielkiej Brytanii, w której podejście do e-fajek przeewoluowało w dobrą stronę.
A Wy jak uważacie? Czy u nas trend jest podobny do amerykańskiego? I czy jest szansa na taką normalność, jak w UK?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 lipca 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

Czy są granice hipokryzji i bezczelności?

Mam już swoje lata. Wydawało mi się, że nie wydarzy się już nic takiego, czego nie będę potrafił szybko skomentować. A jednak… od dwóch dni nie bardzo wiedziałem, co napisać. A muszę. Przejdźmy więc do konkretów.
Otóż w USA ukazało się niedawno ogłoszenie firmy, która rekrutuje osoby, mające zdiagnozowany nowotwór jelita grubego lub zwyrodnienie plamki żółtej (taki mały, ale ważny element w oku). Istotne przy tym jest to, żeby te osoby były ex-palaczami zwykłych papierosów, którzy od co najmniej pół roku używają e-papierosów albo tytoniu bezdymnego. Ważne jest też to, żeby uznawali oni wcześniej, że przechodząc na e-fajki będą mniej narażeni na nowotwory i inne ciężkie choroby, a pomimo to zachorowali po ich używaniu (istotny aspekt kolejności czasowej: analogi → e-fajki → nowotwór).
Jeśli ktoś zostanie zakwalifikowany, dostanie 2500 $ oraz zwrot kosztów podróży do miejsca, gdzie wezmą udział w kręceniu filmów na potrzeby kampanii reklamowej.
Sprawa jest bardzo klarowna: chodzi dokładnie o wykazanie, że pomimo tego, że ktoś rzucił analogi, zachorował. Przekaz jednoznaczny – e-papierosy szkodzą.
Brzmi jak ponury żart? To prawda, ale żartem bynajmniej nie jest. Samo ogłoszenie, jak też komentarze możecie zobaczyć na przykład tutaj albo tutaj.
Kto wpadł na tak kretyński pomysł? Big Tobacco czy Big Pharma, którym uciekają zyski? Nieee… to nie jest żadna inicjatywa prywatna, to niezależna (podobno) agencja rządowa USA podlegająca ichniemu Ministerstwu Zdrowia – CDC (Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom).
Nie zlecają badań, nie prowadzą analizy publikacji światowych. Po co, przecież lepiej wyrzucić kasę na filmy, które potem zostaną zamieszczone u nich na stronie. A przy okazji, zgodnie z powiedzeniem, że kropla drąży skałę, umacniać wrażenie, że te wszystkie nieszczęścia zdrowotne są też wywoływane przez te potworne e-papierosy. Kto by tam dbał o dowody naukowe, skoro są przekazy medialne. Nie zdziwię się, jeśli CDC postawi przed gmachem pomnik ich duchowego ojca, dr. Goebbelsa.
Wydawało mi się, że są pewne granice hipokryzji i bezczelności.
I miałem rację – wydawało mi się.

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 16 Maj 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,