RSS

Archiwa tagu: chemia

Zaskakujący zapis w nowej karcie charakterystyki glikolu propylenowego

Jeden z czytelników bloga zwrócił uwagę na ciekawostkę w nowej karcie charakterystyki glikolu. W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś żart albo że chodzi o jakąś niszową firmę. Ale nie – to niestety nie jest żart a firma jest jednym z największych dystrybutorów produktów chemicznych. Ale do rzeczy.
Firma Brenntag Polska, bo właśnie o niej tu mowa, oferuje do sprzedaży m.in. glikol propylenowy, w tym także ten o czystości farmakopealnej (USP/EP). Jeśli jakiś produkt chemiczny stosujemy w konkretnym procesie produkcyjnym, musimy brać pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, które są zawarte w tzw. karcie charakterystyki (ang. MSDS). No i czytamy w niej – w punkcie 2 – to:
Zastosowanie zabronione: elektroniczne papierosy
Ze względu na brak wiarygodnych badań dotyczących wpływu na organizm człowieka zastosowanie do elektronicznych papierosów jest zabronione.

Cóż to oznacza – że żadna firma, która produkuje liquidy nie może wykorzystywać w procesie produkcji takiego glikolu. Oczywiście można powiedzieć, że to nie jest jedyny dostawca, że można kupić tu czy ówdzie, ale niewykluczone, że w kolejnych kartach charakterystyki innych firm też pojawią się takie zapisy. Tego typu działanie jest oczywiście typowym dupochronem dla firmy. A nikogo tam nie obchodzi, że rykoszetem odbije się to na końcowych użytkownikach, bo sprowadzanie PG spoza Polski czy nawet spoza Europy zdecydowanie podniesie cenę liquidów. Oczywiście można PG sprowadzić z Chin. Z dowolnym certyfikatem, bo papier przyjmie wszystko. Smacznego.

No nic, trzeba się będzie przyglądać temu wszystkiemu, bo ciąg dalszy na pewno nastąpi.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
16 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 września 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Czwarte Globalne Forum Nikotynowe – Warszawa 2017 – krótkie sprawozdanie

W dniach 15-17 czerwca w Warszawie, w hotelu Marriott, odbyła się czwarta edycja Global Forum on Nicotine. Kolejny raz spotkało się zacne grono fachowców zajmujących się kwestiami medycznymi, chemicznymi, psychologicznymi oraz socjologicznymi związanymi z bezpieczniejszymi formami przyjmowania nikotyny. Oczywiście jak dotychczas najwięcej wykładów oraz dyskusji plenarnych dotyczyło EIN, ale w tym roku można było także wysłuchać prezentacji dotyczących np. dość egzotycznego dla nas (ale bardzo popularnego w Szwecji) snusu, jak też produktów z grupy HnB (Heat-not-Burn). Tegoroczne hasło brzmiało: Reducing Harm, Saving Lives (Redukcja szkód, ratowanie istnień).
Lista uczestników obejmowała niemal 400 osób z 54 krajów. Oczywiście najwięcej było z Europy (Wielka Brytania, Francja, Szwecja, ale też np. Słowenia czy Islandia), ale sporo ludzi przyleciało z USA, Australii, Nowej Zelandii, Indii, Południowej Afryki, Malezji czy nawet bardzo egzotycznego Senegalu. Kilkadziesiąt wykładów, kilka dyskusji panelowych no i oczywiście niezliczone rozmowy w przerwach. Zwykło się mówić, że właśnie na korytarzach toczą się najważniejsze dyskusje na konferencjach. I tak było też tym razem.
Nie będę tu streszczał poszczególnych wystąpień – PDFy z prezentacjami znajdą się za kilka dni na oficjalnej stronie GFN. Za 2-3 tygodnie będą tam też filmy z zarejestrowanymi wystąpieniami plenarnymi. Wspomnę tylko bardzo ciekawe wystąpienie Konstantinosa Farsalinosa, który tym razem przedstawił porównanie zawartości związków toksycznych w EIN oraz produktach HnB (dla porównania były oczywiście też wartości dla zwykłych papierosów). Faktem jest, że HnB mają mniej szkodliwych substancji, ale: wyniki są tylko z prac przedstawianych przez ich producentów, a po drugie – praktycznie we wszystkich kategoriach trucizn EIN są lepsze, to jest czystsze. No i fajnie. W innej prezentacji (dr Lion Shahab z Londynu) wykazano też, że poziom tlenku węgla wydzielanego z produktów HnB jest zdumiewająco wysoki jak na produkt, który jest reklamowany jako „podgrzewacz tytoniu”. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, skąd się ten CO tam bierze, ale osobiście podejrzewam procesy pirolityczne. Myślę, że napiszę na ten temat osobny tekst, bo sprawa jest co najmniej interesująca. No i nie mogę pominąć świetnej prezentacji Lindy Bauld dotyczącej używania EIN przez kobiety w ciąży. Temat jest na tyle ważny, że napiszę o nim osobno.
Jeśli chodzi o sprawy czysto konsumenckie – odbyła się duża plenarna dyskusja na temat koordynacji działań organizacji waperskich na świecie – pod auspicjami INNCO. Wspomniano przy okazji, że jest spora szansa, że niebawem polska organizacja dołączy do tego grona. W spotkaniach oprócz mnie uczestniczyli LogerM oraz kormiro – znani Wam zapewne z zielonego forum.
Równolegle z GFN odbywała się konferencja ISoNTech, ale niestety ze względów organizacyjnych nie mogłem w niej uczestniczyć, bo w tym samym czasie byłem na konferencji INNCO. Nieco informacji na jej temat mogą zapewne przekazać LogerM oraz kormiro. Chętnie udostępnię łamy bloga, jeśli zechcą kilka słów komentarza napisać. Przed chwilą dowiedziałem się, że prezentacje z ISoNTech można już zobaczyć tutaj.
Warto pamiętać, że za sukcesami tego typu konferencji stoją ludzie. I tu chciałbym złożyć serdeczne podziękowanie polskiemu komitetowi organizacyjnemu. Joanna, Grzegorz, Filip i cała reszta działali bezszelestnie ułatwiając ludziom życie. Nie jest to tylko moja opinia, co najmniej kilka osób, z którymi rozmawiałem, też zwracało na to uwagę.
No i na koniec pewna prywata. Być może pamiętacie, że w marcu pisałem o możliwości zgłaszania nominacji do nagrody „Advocate of the Year”. Okazało się, że w głosowaniu moja kandydatura do nagrody „INNCO Global Award for Outstanding Advocacy” uzyskała sporo głosów. Sporo = najwięcej 🙂 Krótko mówiąc – w pierwszym dniu konferencji odebrałem z rąk dr. Ethana Nadelmanna takie ładne coś, co zamieszczam poniżej. W sumie to nagroda niby dla mnie, ale zasługa w 100% Wasza, bo to głosy czytelników bloga i zielonego forum zdecydowały o końcowym sukcesie. Dzięki serdeczne! Dla porządku dodam, że nagrodę dla naukowca zajmującego się tematyką Forum otrzymał w tym roku znany Wam na pewno prof. Riccardo Polosa. Jestem więc w bardzo zacnym towarzystwie.
Kolejne GFN za rok, 14-16 czerwca w tym samym miejscu.

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 19 czerwca 2017 w ogólne

 

Tagi: , , , , ,

Emisja aldehydów z aromatów stosowanych w liquidach

Jakiś czas temu w grupie „Nie pal – rozchmurz się!” na FB wymienialiśmy uwagi na temat pewnej publikacji o aromatach, która ukazała się niedawno. Zgodnie z tym, co tam napisałem, zwróciłem się z prośbą do autorów o udostępnienie pełnej treści tej pracy. Dostałem ją bardzo szybko, ale dopiero w ostatnich dniach mogłem się nieco dokładniej zająć tym tekstem.
Autorzy pracy – Andriej Chłystow (pracuje od lat w USA, pochodzi z Nowosybirska) i Wera Samburowa – zajęli się emisją aldehydów z aromatów stosowanych w e-liquidach. W pracy zastosowali trzy rodzaje EIN – eVod (Kangertech), V2 standard (to jest tzw. cigalike) oraz typowy eGo z atomizerem CE4. Nie są to, jak wiecie, żadne nowoczesne e-fajki, ale to akurat jest dość typowe dla badań prowadzonych przez ludzi, którzy nie siedzą głęboko w naszej tematyce. W przypadku eVoda napięcie wynosiło 4,0V, rezystancja 1,5Ω, dla pozostałych było to ok. 4V, a rezystancja 3,1-3,4Ω. Dość dziwna była metodyka pobierania prób. Po 15 zaciągnięciach wstępnych do analizy brano tylko dwa zaciągnięcia. Jak dla mnie jest to zdecydowanie za mało, bo nie bardzo można uśredniać wyniki. Badano kilka typowych aldehydów, które mogą się pojawić w chmurce, między innymi formaldehyd, acetaldehyd, akroleinę i glioksal. Zauważono, że znaczące ilości aldehydów znaleziono w chmurce pochodzącej z eVoda (tam moc była prawie 2* większa niż w pozostałych). Jeśli chodzi o same aromaty, to najwięcej związków aldehydowych znaleziono w kawie, arbuzie oraz Irish Cream. Zwykły eGon emitował najwięcej tych związków, gdy był zalany mokką karmelową. Porównanie z liquidem bez aromatu jest też dość ciekawe – badacze praktycznie nie znaleźli aldehydów pochodzących z typowego rozkładu gliceryny i glikolu. Autorzy piszą, że żaden z producentów liquidów nie podaje składu aromatów (co raczej jest zrozumiałe). Szkoda jednak, że badając to wszystko nie pokuszono się o próbę znalezienia tego składu, choćby w przybliżeniu. Pozwoliloby to na lepszą analizę reakcji, które mogą zachodzić w czasie ogrzewania.
Przyznam, że wyniki te są dość dziwne i stoją w pewnej sprzeczności z tymi, które uzyskiwały zespoły europejskie, m.in. Farsalinosa. Sam Konstantinos Farsalinos napisał, że postara się w dość bliskim czasie powtórzyć analizy w zbliżonych warunkach, bo jemu te wyniki też wydają się trochę nieprawdopodobne. Warto jednak brać pod uwagę fakt, że aromaty są mieszaninami kilku(nastu) związków, w większości mało stabilnych termicznie, tak więc ich rozkład, nawet w optymalnych warunkach chmurzenia, musi być brany pod uwagę. Z drugiej jednak strony ilości produkowanych aldehydów są na poziomie mikrogramów, a więc są zbliżone do tego, co można zaobserwować w powietrzu w naszych domach – przykładowo: w znanej z czystego powietrza Finlandii formaldehydu jest ok. 40μg/m3. Tak więc każdy oddychający tym powietrzem w ciągu doby wciąga, chcąc nie chcąc, ok. 400 μg tego związku na dobę (bez chmurzenia!).
Myślę więc, że musimy spokojnie poczekać na kolejne wyniki badań. Będę się im oczywiście przyglądał.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 listopada 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Przed >dniem zero< – kilka rad dla tych, którzy chcą się zaopatrzyć w zapasy na przyszłość

No to w sumie mamy jasność – idą raczej ciężkie czasy dla chmurzących i nic nie zapowiada, że będzie lżej. Co prawda prezydent jeszcze nie podpisał ustawy, a więc zegar odliczający nie zaczął tykać, ale raczej nie można liczyć na cud.
Jeśli ktoś ma więc ochotę jeszcze zamówić coś online – to właśnie ten czas. Formalnie – dopóki ustawa nie wejdzie w życie – można bez problemu składać zamówienia. Dotyczy to zarówno sklepów krajowych, jak też tych spoza naszych granic. Warto pamiętać, że nawet po dniu zero nie znikną nam od razu towary zabronione ustawowo (czyli 10 ml i limit 20 mg/ml). Reguła jest taka, że wszystko co mają w ofercie dostawcy w momencie wejścia w życie ustawy będzie mogło być sprzedawane przez 6 miesięcy od chwili wejścia w życie ustawy (tak stanowi art. 8). Oczywiście dotyczy to tylko sprzedaży stacjonarnej. Sprzedaż zdalna znika w dniu zero, od tego nie ma odwołania.
Wiemy, że nie będzie problemu z PG i VG, jak też z aromatami. To wszystko nie zawiera nikotyny, a więc nie podpada pod te głupie przepisy. Realny problem możemy mieć tylko z bazami oraz liquidami zawierającymi nikotynę. Można sobie tego trochę kupić na zapas i zapewne wielu ludzi będzie tak robić. I tu rodzi się podstawowe pytanie: jak te zapasy przechowywać.
Jeśli chodzi o dbałość o trwałość baz/LQ, nie chcę tutaj powtarzać tego, co pisałem już dobrych kilka lat temu. Wszystko, co jest w tamtym wpisie nadal podtrzymuję, więc spokojnie możecie stosować się do tamtych rad. Chronimy bazy/LQ przed światłem, ciepłem i tlenem. Pisałem to też tam, ale powtórzę, bo to sprawa istotna: wszystkie nasze pojemniki muszą być zawsze bardzo precyzyjnie oznaczone i opisane. Domownicy muszą też dokładnie wiedzieć, co to jest i jak postępować z tymi płynami. Przypominam, że np. 250 ml bazy o stężeniu 100 mg/ml (wiem, że takie są w tej chwili też na rynku) zawiera 25 gramów czystej nikotyny. To duża ilość, naprawdę duża. A nikotyna może zabić. Zachowujcie więc szczególną ostrożność.
Przy okazji: jeśli chcemy bazy przetrzymywać dłużej, lepiej jest brać te oparte na PG. Glikol jest bowiem zabójczy dla mikroorganizmów – w przeciwieństwie do gliceryny, która czasami jest stosowana jako składnik pożywek w bakteriologii.

I na koniec jeszcze jedno ostrzeżenie. Jak wiadomo, w przypadku, gdy jakiś towar zaczyna być na rynku niedostępny, pojawiają się typy spod ciemnej gwiazdy, które mogą oferować go na czarnym rynku. Nie zdziwię się więc, gdy pojawią się bazy nikotynowe, nawet bardzo stężone. Przestrzegam przed kupowaniem takiego towaru, ponieważ jego jakość będzie… no, sami możecie się domyślić. Jasne jest, że nawet jeśli okaże się, że coś jest nie tak, to raczej będzie mała szansa na złożenie reklamacji. Osobliwie ciężko będzie zrobić coś takiego pośmiertnie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
146 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 lipca 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

UWAGA! Pierwsza polska praca doktorska dotycząca e-papierosów!

Muszę przyznać, że z nieskrywaną przyjemnością przekazuję tę informację. Już w najbliższy poniedziałek, 4 lipca, o godz. 10.00 na Wydziale Farmaceutycznym z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Sosnowcu odbędzie się publiczna obrona pierwszej w Polsce pracy doktorskiej dotyczącej e-papierosów.
Autorem pracy pt. Ekspozycja użytkowników elektronicznych papierosów na wybrane związki toksyczne jest mgr Leon Kośmider. Promotor pracy to znany nam wszystkim prof. dr hab. Andrzej Sobczak.
Chciałbym dodać, że Leon jest m.in. laureatem nagrody Young Investigator Award, przyznanej na Globalnym Forum Nikotynowym w Warszawie w 2014 roku.
Leon Kosmider
Trzymam kciuki i bardzo się cieszę! Powodzenia, Leon!

UWAGA – ŚLĄZACY: w związku z tą wielką okazją zostają czasowo zniesione wizy dla podróżujących do Zagłębia. 😉 Warto skorzystać.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 czerwca 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Formaldehyd, acetaldehyd, akroleina – kolejna ważna publikacja

Jak można było się domyślać, prace związane z badaniami emisji związków karbonylowych, takich jak formaldehyd, acetaldehyd i inne, są prowadzone w różnych ośrodkach naukowych, a efekty co jakiś czas są widoczne w formie ciekawych publikacji.
Praca, którą chcę dziś omówić, powstała przy współpracy Pennsylvania State University oraz laboratorium Enthalpy Analytical (USA). Pamiętacie zapewne wcześniejsze doniesienia dotyczące sporych ilości formaldehydu znalezionego w aerozolu emitowanym z e-papierosów. Wielu komentatorów zauważało wtedy, że badania prowadzono na starym technologicznie sprzęcie, do tego stosując wartości mocy, których żaden realny użytkownik nawet nie próbuje stosować. Dlatego też cieszę się, że w pracy Kistlera mamy zestawiony stary sprzęt, a konkretnie atomizer typu CE4 z innymi – znacznie nowszymi modelami parowników, takimi jak Protank, Gladius, Nautilus i SubTank. Baterię dla czterech modeli stanowił iTaste VV4, SubTank był zasilany baterią z modułem DNA40.
Nie wchodzę w szczegóły, bo nie mają znaczenia. Rzućcie okiem od razu na tabelę nr 2. Tam w zasadzie jest wszystko, co istotne – warto się tym wynikom naprawdę dobrze przyjrzeć. Widać bowiem wyraźnie, że atomizer CE4 zdecydowanie odstaje od całej reszty, generując w wielu wypadkach kilkadziesiąt razy(!) więcej związków karbonylowych: formaldehydu, acetaldehydu oraz akroleiny. Z drugiej strony – nowsze generacje parowników produkują najczęściej sporą ilość aerozolu. Np. SubTank przy najwyższej mocy (25 W) produkuje 28 mg aerozolu przy jednym zaciągnięciu, podczas gdy Nautilus przy 5,6 W generuje tylko 1,5 mg chmurki. To jest przy okazji odpowiedź na wątpliwości niektórych chmurzących co do ilości zużywanego liquidu.
Ciekawe dane są także w tabeli 4. Badacze policzyli, jakie ilości związków karbonylowych wchłania użytkownik dziennie stosując 3 gramy (czyli praktycznie 3 ml) liquidu dziennie. Widać tam wyraźnie, że wraz z postępem technologicznym, zdecydowanie zmniejsza się ilość produkowanych „złych” związków. Aha, żeby nie było wątpliwości (to głównie dla tych, którzy lubią się doszukiwać sensacji i zagrożeń) – ilości wchłanianych karbonyli nadal jest mniejsza niż dopuszczalna przez restrykcyjne amerykańskie przepisy w środowisku pracy. Aby przyjąć maksymalną dopuszczalną ilość formaldehydu, trzeba by przez SubTanka przepuścić dziennie 400(!) ml liquidu.
I jeszcze jedna sprawa – atomizer CE4 jest górnogrzałkowcem, pozostałe mają grzałki na dole. Widać wyraźnie, że położenie grzałki ma znaczący wpływ na rodzaj tworzonych związków. Myślę, że warto, aby kolejni badacze przyjrzeli się tej sprawie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 26 lutego 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kilka uwag dotyczących badań aerozolu (głównie dla nie-chemików)

Bardzo często spotykam się z komentarzami dotyczącymi badań aerozolu generowanego w e-p. Wielu ludzi pisze, że powinno się zbadać atomizery X, inni sugerują z kolei atomizery Y. Jedni piszą o grzałkach z niklu, inni o SS, a jeszcze inni o tytanie.
Moi drodzy – oczywiście najfajniej byłoby, aby zbadać wszystko co jest możliwe, łącznie ze wszystkimi typami baterii, sprawdzić jak na skład aerozolu wpływa długość zaciągnięcia, jak też jego objętość. Rzec w tym, że z praktycznego punktu widzenia jest to po prostu niemożliwe, co chciałem dziś wyjaśnić.
Analiza chemiczna to poważny dział chemii. Sprzęt dzisiejszy jest naprawdę doskonały, ale jak każdy sprzęt ma on swoje konkretne ograniczenia. Do analizy aerozolu stosujemy zazwyczaj jedną z dwóch metod – chromatografię gazową (GC) albo tzw. wysokosprawną chromatografię cieczową (HPLC). Nie wdając się w szczegóły dotyczące różnic między tymi metodami chciałbym bardzo skrótowo opisać – na przykładzie HPLC – jak wygląda wykonywanie takich pomiarów.
Urządzenie pomiarowe składa się przede wszystkim z metalowej rurki (kolumny) o długości od kilku do kilkudziesięciu cm i średnicy wewnętrznej kilku mm. W środku kolumny znajduje się specjalne wypełnienie. Badana ciekła mieszanina pod sporym ciśnieniem (czasem ponad 100 atm) jest wtłaczana do kolumny aparatu. No a potem czekamy… kilka minut, a czasami kilkadziesiąt. I tego czasu nie da się skrócić. Dopiero wtedy mamy wynik – pod warunkiem, że wszystko poszło dobrze. Potem jeszcze tylko przygotowanie kolejnego pomiaru i zabawa zaczyna się od początku. Nie będę tutaj dodawał, że zanim się zacznie pomiary, aparat wymaga kilkudziesięciu minut tzw. kondycjonowania kolumny i stabilizacji warunków.
Jeśli prowadzimy poważne badania, nie możemy poprzestać na jednym pomiarze dla każdej próbki. Wykonuje się ich kilka (minimum 3, często 5) i wyznacza wartości średnie. Nie trzeba się specjalnie domyślać, że dziennie można zbadać najwyżej kilka próbek.
Policzmy to „od drugiej strony”. Jeśli chcemy zbadać 5 typów grzałek, 5 mocy tychże grzałek, 10 smaków liquidów i 4 moce nikotyny, mamy do analizy 5*5*10*4=1000 próbek. Jeśli wszystko idzie dobrze, potrwa to ze 4 miesiące. Dodajmy czas na analizy wstępne, przygotowanie wszystkiego i na opracowanie wyników i otrzymamy pół roku. W tym czasie aparatura pracuje tylko nad jednym projektem badawczym. Jest to praktycznie niewykonalne. A i tak potem ktoś powie: zaraz, zaraz… zbadaliście grzałki A, B, C, D i E, a ja używam grzałki S. Dlaczego jej nie zbadaliście? A do tego sami doskonale wiecie, że pół roku to naprawdę sporo czasu, jeśli chodzi o technologię sprzętu używanego w e-fajkach. Pojawiły się na rynku grzałki A1, B7 i C15. Kiedy będą wyniki? Ano właśnie…
I tak to się kręci, moi drodzy. Nie ma szans, abyśmy dostali wyniki dla wszystkich grzałek i wszystkich możliwych LQ. Jako chemik bardzo się cieszę, że są wyniki dla popularnego sprzętu i popularnych płynów. To daje nam naprawdę wiele odpowiedzi na naprawdę kluczowe pytania. Radujmy się z tego, co mamy. Uwierzcie, że dla specjalistów te dane, które co chwilę spływają, są naprawdę bardzo istotne. Pozwalają na wyciągnięcie wniosków co do kierunku, w jakim należy podążać przy konstrukcji grzałek, doborze odpowiedniego materiału na nie oraz opracowywaniu składu liquidów. To jest naprawdę bardzo dobre.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 11 lutego 2016 w ogólne

 

Tagi: ,