RSS

Archiwa tagu: chemia

Kilka informacji bieżących

Jest lato, a więc czas odpoczynku, chociaż na wielu kierunkach praca wre, o czym napiszę niebawem. Dlatego też niewiele się dzieje też na blogu, ale chciałem napisać kilka słów na tematy ogólne. Ostatnio dyskutowałem w pewnym wątku na FB o tym, jak wygląda sprawa badań e-papierosów. Kolejny raz usłyszałem: bo w sumie nie ma żadnych badań. Czytelnicy bloga wiedzą, że to nieprawda – rocznie publikuje się kilkaset prac mniej lub bardziej związanych z tymi sprawami. Z wielu rozmów, które odbyłem w trakcie czerwcowego GFN wiem, że następne dziesiątki tematów badawczych są w toku. We Włoszech zespół prof. Polosy kontynuuje trwające już kilka lat prace nad oddziaływaniem aerozolu z EIN na osoby chore na choroby płuc (astma, POChP). Wyniki prezentowane w ubiegłym roku na GFN spotkały się z szerokim oddźwiękiem na całym świecie. Fakt, że Polosa kontynuuje ten projekt badawczy jest cenny – to są już badania długoterminowe.
W Grecji swoją grupę badawczą ma Konstantinos Farsalinos, choć w zasadzie jest to zespół międzynarodowy. Oni też zapowiadają bardzo ciekawe wyniki, takie typowo chemiczne-analityczne. Farsalinos ostatnio skupia się na analizie rozmaitych związków występujących w aromatach, ale też porównawczo bada zawartość związków karbonylowych w papierosach konwencjonalnych, EIN oraz produktach Heat’not’Burn. Innym tematem, którym się zajmuje jest zawartość metali ciężkich w aerozolu. To wszystko są naprawdę bardzo cenne badania. Z kolei prof. Linda Bauld rozpoczęła właśnie kilkuletni niesamowicie istotny projekt badawczy dotyczący kobiet w ciąży. Chce zbadać, jak używanie EIN przez ciężarne wpływa  na płód. Przyznam, że jestem pełen podziwu dla wytrwałości Lindy – dużo czasu zajęło jej przekonanie brytyjskiej komisji bioetycznej, że takie badania trzeba przeprowadzić. Na szczęście dostała zgodę, znalazła kilka tysięcy(!) ochotniczek i prace zaczęły się już w ubiegłym roku. Tutaj niestety na wyniki poczekamy co najmniej rok (wstępne wnioski), a cały projekt będzie zakończony po 2020 roku. Trzymam kciuki za powodzenie.
Tymczasem na krajowym rynku medialnym pojawiły się teksty dotyczące tegorocznego GFN. Napisała gazeta.pl, artykuł zamieścił też Newsweek. W tym pierwszym w zasadzie można dużo przeczytać o IQOSie, e-fajki są tak na marginesie (ale są). Polecam szczególnie ten drugi tekst – wywiad z prof. Davidem Sweanorem z University of Ottawa. Zacytuję celny fragment tego, co David mówi:  Trzeba dawać takie informacje, jakich potrzebuje palacz, aby przekonać go do decyzji, że warto przestawić się na produkty alternatywne. A nie karać go za palenie. To tak jakby próbować przekonywać ludzi do przestawienia się z samochodów na rowery poprzez wprowadzenie podatku od niejeżdżenia rowerem. To nie zadziała. Ale zadziała zbudowanie sieci ścieżek rowerowych, całej infrastruktury dla rowerów, tanich miejskich wypożyczalni.

To tyle wiadomości bieżących. W najbliższych dniach spodziewajcie się kolejnych, dotyczących mojego nowego projektu. 

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 9 lipca 2018 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Sole nikotyny – o co w tym chodzi?

Od jakiegoś czasu pojawiają się informacje o tym, że niektórzy dystrybutorzy oferują liquidy zawierające zamiast czystej nikotyny jakieś jej sole. Ponieważ także i do mnie trafiały pytania związane z tą sprawą, postanowiłem napisać o tym kilka zdań. Rozpocznijmy od krótkiego wykładu z chemii (tylko, żeby nie bylo tak, ze klasa chodzi po klasie i nie zwraca uwagi na moje uwagi 😉 ).
Z punktu widzenia chemika nikotyna jest alkaloidem będącym połączeniem dwóch pierścieni heterocyklicznych zawierających po jednym atomie azotu. I właśnie azot jest tutaj kluczowy, ponieważ tak się składa, że może on przyłączyć proton (taki wodór z oderwanym elektronem) i utworzyć kation. No a jeśli mamy kation, to gdzieś w pobliżu musi być też anion. A jak jest kation i anion to mamy coś, co nazywamy solą. I może niektórzy z was się zdziwią, ale w naturze nikotyna najczęściej występuje w tej postaci – jako sól, przy czym aniony mogą mieć rozmaitą postać, zależną od tego, jakie związki występują w danej roślinie. Sole alkaloidów, w tym i nikotyny, mają zwykle postać krystaliczną, podczas gdy nikotyna jest cieczą. Aby przekształcić sól w czystą, zasadową nikotynę, traktuje się materiał roślinny jakąś zasadą, zależnie od procesu technologicznego. No i tyle tej chemii jako wprowadzenia.
Na rynek trafiły niedawno liquidy, w których zamiast nikotyny stosuje się jej sól – najczęściej jest to benzoesan nikotyniowy. Nazwa benzoesan powinna być dla czytelników znana – benzoesan sodu stosuje się jako spożywczy środek konserwujący (E 211). No i tu docieramy do podstawowej kwestii – jaki jest sens stosowania soli, skoro nikotyna działa nieźle w formie takiej, w jakiej jest? No cóż, nie znam precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Firmy, które oferują liquidy z solami twierdzą, że są one bardziej satysfakcjonujące dla chmurzących. Nie wiem, nie próbowałem.
Co więcej – stosując sól wprowadzamy do organizmu pochodną kwasu benzoesowego. Owszem, benzoesany są w środkach spożywczych, ale przypominam, że tutaj inhalujemy, a więc jest to taka sama sytuacja, jak w przypadku aromatów. Ponadto stężenia soli są znacznie wyższe niż czystej nikotyny – dochodzą do 5% (przypominam – w UE obowiązuje poziom max. 2%, ale oczywiście dotyczy czystej nikotyny). Warto dodać, że firmy sprzedające sole nikotyny odradzają ich stosowanie w EIN o dużej mocy, a także w przypadku grzałek subomowych. Dlaczego? Trudno powiedzieć, bo nic o tym nie piszą. Nadal nie ma konkretnych niezależnych badań dotyczących soli – a nie możemy ekstrapolować wyników dla nikotyny na jej sole.
Niewątpliwą zaletą soli nikotyny jest ich większa trwałość w porównaniu z formą zasadową. Wynika to z faktu, że nie ulegają one zbyt łatwo utlenianiu. Z informacji dostępnych w sieci wynika, że dają one łagodniejszego kopa, ale znowu – nie wiem, nie próbowałem.
Jeśli ktoś z was miał okazję spróbować takich liquidów, niech się podzieli wrażeniami.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 19 kwietnia 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

Emisja nikotyny w zależności od mocy grzałki oraz składu liquidu

No to mamy kolejną publikację polskiego (głównie) zespołu – tym razem panowie postanowili wykonać badanie emisji nikotyny w zależności od mocy grzałki oraz składu liquidu. Wyniki są na tyle ciekawe, że warto je tutaj przedstawić.
Badania prowadzono używając prostego EIN – klasycznego eGo3 Twist. Pozwala on na zmianę napięcia podawanego na grzałkę (2,4 oma) w taki sposób, że uzyskiwana moc mogła być zmieniana skokowo: 4,3W, 6,7W oraz 9,6W. Od razu uprzedzę pytania o dobór sprzętu: wybrano nadal najpopularniejszy i najprostszy sprzęt, ponieważ badania dotyczyły emisji nikotyny, a nie testowania wyrafinowanych modów. Liquidy były kupione w sklepie, we wszystkich przypadkach stosowano moc nikotyny 18 mg/ml. Zmienny był skład nośnika. Badano płyn na czystym PG, czystej glicerynie (VG) oraz mieszaninie 50-50 tych dwóch nośników.
Krótko o wynikach: są dość ciekawe, ponieważ okazało się, że skład nośnika w znaczącym stopniu wpływa na ilość emitowanej nikotyny. W przypadku liquidów opartych na VG wzrost mocy powodował zdecydowane zwiększenie emisji nikotyny – przy 9,6W uzyskiwano jej niemal 3 razy więcej niż dla 4,3W. Dla mieszanki 1:1 efekt ten jest mniejszy – mamy tu dwukrotny wzrost. Liquid oparty na PG bez dodatku gliceryny wykazuje jeszcze mniejszy efekt wydajności, ponieważ wzrost mocy od minimalnej do maksymalnej daje tylko o 50% większą emisję nikotyny.
Jeśli popatrzymy na wyniki „poziomo”, okazuje się, że to właśnie czysty PG najłatwiej oddaje nikotynę. Przy najmniejszej stosowanej mocy jest jej w aerozolu dwa razy więcej niż dla LQ opartego na czystej glicerynie. Te dwa efekty kompensują się w taki sposób, że w przypadku mocy 9,6W ilość emitowanej nikotyny w aerozolu jest bardzo zbliżona.
Całość tego badania jest bardzo ciekawa z fizykochemicznego punktu widzenia. Mamy tutaj działanie dwóch czynników – temperatury oraz lotności liquidu. Przyznam, że byłoby bardzo ciekawe zobaczyć wyniki podobnych badań dla bardziej ekstremalnych warunków – grzałek subomowych i większej mocy/temperatury. Tego typu wyniki byłyby na pewno interesujące z klinicznego punktu widzenia.
Jak widać – badania trwają, a uzyskiwane wyniki pozwalają na formułowanie kolejnych hipotez, które można zweryfikować wyłącznie prowadząc kolejne badania. Miejmy nadzieję, że niebawem o nich usłyszymy.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 kwietnia 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

Produkty Heat-not-Burn jednak nie takie idealne?

Jak wiemy, już od jakiegoś czasu można na rynku znaleźć podgrzewacze tytoniu, znane pod ogólną nazwą „heat-not-burn” (podgrzewanie bez spalania). Dla tych, którzy nie spotkali się jeszcze z nimi: jest to w zasadzie nowa wersja produktu, którego idea powstała kilkadziesiąt lat temu. Pod koniec lat 80. XX w. jedna z firm Big Tobacco wypuściła nawet na rynek takie urządzenie o nazwie Premier. W prace badawcze władowano setki milionów dolarów, ale efekt rynkowy był marny, bo użytkownicy narzekali na dziwny smak. Kolejne próby miały miejsce w latach 90., ale też bez wielkich sukcesów.
Dziś też mamy na rynku co najmniej kilka modeli takich urządzeń. Ich działanie polega na podgrzewaniu specjalnej mieszanki składającej się ze zmielonego tytoniu, gliceryny, celulozy, gumy guar oraz dodatków aromatyzujących. Całość jest reklamowana jako alternatywa dla e-papierosów. Producenci pięknie piszą o tym, że tam jest podgrzewanie, nie ma spalania, więc jest to mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Owszem, teoretycznie jest tak, jak piszą. Problem jednak tkwi w szczegółach. Każdy, kto miał okazję widzieć, jak wygląda wnętrze urządzenia po zużyciu nawet jednego wkładu tytoniowego może zadać sobie pytanie: no dobra, nie spala się, to skąd się bierze czarny nagar na grzałce?
Ano właśnie, właśnie. Gdy zobaczyłem to pierwszy raz w działaniu od razu przyszła mi na myśl piroliza. Jest to zjawisko zwęglania substancji organicznej w przypadku niedostatecznego dostępu tlenu. Jeśli ktoś widział, jak się wyrabia węgiel drzewny, będzie wiedział, w czym rzecz. No a piroliza, choć nie jest spalaniem, jednak powoduje powstanie całego koktajlu rozmaitych substancji, z których wiele jest nieobojętnych dla zdrowia.
To wszystko są oczywiście rozważania stricte teoretyczne. Nauka wymaga, aby mieć w ręku konkretne dowody. No i takie prace właśnie zaczęły się pojawiać. Już w ubiegłym roku krótką pracę opublikowali Szwajcarzy. Okazało się, że w aerozolu znaleziono lotne związki organiczne, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (rakotwórcze!) oraz tlenek węgla (taki sam, jak w zwykłych fajkach). Kilka dni temu podobną pracę opublikował zespół z Kalifornii, pracujący pod kierownictwem dr Prue Talbot. W tym przypadku badacze zaobserwowali, że z elementów plastikowych wydziela się cyjanohydryna formaldehydu (glikolonitryl). To pierwsze doniesienie o występowaniu tego związku. Jest on potencjalnie bardzo niebezpieczny, ponieważ dość szybko rozkłada się na formaldehyd oraz cyjanowodór. Napiszę o tym nieco więcej, gdy dostanę odpowiedź od głównej autorki tej publikacji.
Tak czy inaczej – trzeba obserwować doniesienia naukowe z tego frontu. Podejrzewam, że jeszcze niejeden raz zostaniemy zaskoczeni.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Metale ciężkie w aerozolu generowanym w EIN

Już jakiś czas temu pojawiały się informacje o tym, że zarówno w samym liquidzie, jak też w generowanym z niego aerozolu znajdują się pewne ilości metali ciężkich. Przypomnę może, że pojęcie metali ciężkich jest trochę niejednoznaczne. Wszystko zależy od tego, jaką specjalizację reprezentuje osoba omawiająca ten temat. W tym przypadku możemy przyjąć definicję, którą się posługują specjaliści z zakresu medycyny i biologii. Zaliczają oni do metali ciężkich takie pierwiastki, jak rtęć, kadm, ołów, chrom, nikiel itp. Co ciekawe, do metali ciężkich zalicza się często półmetale, takie jak arsen, a także niemetale, takie jak selen. Istotne tutaj są ich właściwości toksyczne. Wiemy oczywiście, że niewielkie ilości chromu, miedzi czy selenu są dla nas korzystne. Problem zaczyna się wtedy, gdy jest ich za dużo (tu jak zawsze kłania się pan Paracelsus).
Zespół badaczy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health, pracujący wspólnie z kolegami z Austrii i Hiszpanii wykonał serię bardzo ciekawych badań zmierzających do określenia zawartości wybranych metali ciężkich w liquidach do EIN, jak też w aerozolu, który jest generowany w e-papierosie i wchłaniany przez nasze płuca. Już kilka lat temu niektóre zespoły badawcze zwracały uwagę na to, że w aerozolu można wykryć takie metale ciężkie, jak ołów, chrom czy nikiel. Co ważne, te same badania najczęściej pokazywały, że metale te nie były obecne w butelkach z liquidami. A więc źródło metali nie znajduje się w niezbyt czystym liquidzie (choć pewnie niektórzy pamiętają aferę z arsenem sprzed kilku lat na Pomorzu), ale jest nim metal, z którym liquid wchodzi w kontakt w procesie tworzenia aerozolu. To prawda – mamy tam poza żelazem sporo rozmaitych metali – zarówno w samych grzałkach, jak też w lutach. Ciekawy był wybór sprzętu i płynów do analizy – badacze zaprosili po prostu 56 doświadczonych użytkowników wraz z własnym sprzętem i ulubionymi płynami. Analizie poddano płyn pobrany z butelek, aerozol generowany metodą mechaniczną stosowaną już we wcześniejszych badaniach, jak też próbkę płynu pozostającego w zbiorniczku po sesji „sztucznego chmurzenia”. Porównanie wyników dla różnych metali najlepiej widać na rysunku 1 (Figure 1) w linkowanej publikacji. Widzimy wyraźnie, że najmniej metali ciężkich jest w samym płynie – w większości wypadków są to ilości pomijalne. Zawartość metali w aerozolu jest najczęściej kilkadziesiąt razy wyższa. Najciekawsze dane są jednak dla pozostałości w zbiorniczku. Mamy tam zdecydowanie większą ilość metali niż w samym płynie – czasem nawet kilkaset. Uwaga: skala rzędnych na rysunku jest logarytmiczna, a nie liniowa – każda kolejna „kreska” oznacza 10* większe stężenie. Porównanie aerozol/butelka oraz pozostałość/butelka jest pokazana w Tabeli 3. Bardzo ciekawe i ważne dane znajdziemy też w Tabeli 5. Pokazano tam, jak zmienia się stężenie metali w zależności od napięcia (czyli też mocy, zakładając tę samą rezystancję grzałki). Już niewielki wzrost napięcia powoduje spory skok stężenia dla takich metali jak chrom czy nikiel. Myślę, że to też trzeba brać pod uwagę. Zainteresowani wpływem rodzaju metalu, z którego przygotowana jest grzałka, na emisję metali powinni zajrzeć do Tabeli 6. Aha, i jeszcze jedno – okazuje się, że częstsze wymiany grzałek powodują zwiększoną emisję. To akurat nie jest specjalnie zaskakujące – świeższe grzałki łatwiej są trawione. Zaskakujące jest jednak znalezienie arsenu w 10 z 56 próbek. Skąd on się tam bierze, pozostaje tajemnicą.
Reasumując: dobrze, że badania są prowadzone. Nie możemy chować głowy w piasek i udawać, że wszystko jest OK. Pamiętacie, że obiecywałem przekazywanie wszelkich informacji – zarówno tych pozytywnych, jak też negatywnych. Jednakowoż te wyniki nie są akurat specjalnie dramatyczne. Owszem, przekraczają w niektórych przypadkach normy, ale nie są to przekroczenia znaczne. Podejrzewam, że znacznie więcej metali ciężkich (szczególnie ołowiu) wdychamy w naszych zanieczyszczonych miastach. Niemniej te wszystkie wyniki powinny być dla konstruktorów EIN impulsem do dalszych prac badawczo-rozwojowych. Bo tak naprawdę w naszych e-fajkach nie potrzebujemy odtwarzaczy muzyki, kolorowych wyświetlaczy czy innych ciekawostek. Najistotniejszą sprawą jest zdrowie, czyli generowanie aerozolu jak najmniej zanieczyszczonego wszelakimi niezdrowymi pierwiastkami i związkami. Mam też nadzieję, że badania dotyczące zawartości metali ciężkich w aerozolu będą kontynuowane także przez inne grupy badawcze. Im więcej danych z różnych ośrodków będzie można porównać, tym lepiej, szczególnie jeśli będą one uzyskiwane przy użyciu innej metodyki badawczej. Byłoby też ciekawe oznaczenie zawartości metali ciężkich w krwi i osoczu i porównanie tych danych z wynikami ludzi, którzy nie używają EIN. Ot, tak sobie marzę.
Na koniec przypomnę jeszcze raz – używanie EIN to nie zabawa, a e-fajki, jakkolwiek znacznie mniej szkodliwe niż konwencjonalne papierosy, nie są zdrowe. Są tylko (i aż) znacznie mniej szkodliwe. Pamiętajmy o tym i przekazujmy takie informacje innym.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

Książka prof. Andrzeja Sobczaka

Z dużą radością powitałem opublikowaną właśnie książkę „1500 razy mniej. Papierosy elektroniczne w świetle badań naukowych” autorstwa znanego chyba wszystkim chmurzącym prof. nauk medycznych Andrzeja Sobczaka. Jest on szefem grupy badawczej (a w zasadzie dwóch grup) zajmującej się od wielu lat badaniami związanymi ze szkodliwością dymu tytoniowego, a od kilku lat także z EIN. Owocem tych badań jest szereg doskonałych publikacji naukowych, wiele prac magisterskich oraz jedna doktorska (kolejne w przygotowaniu). No i teraz jest też książka – pierwsza w Polsce i jedna z pierwszych na świecie.
Liczba występująca w tytule w zasadzie powinna być zrozumiała, ale przypomnę. W aerozolu generowanym przez EIN mamy 1500 razy mniej szkodliwych lub potencjalnie szkodliwych substancji w porównaniu z dymem z papierosów. Jest to w zasadzie najbardziej skondensowane streszczenie tematu, ale oczywiście w samym tekście znajdziemy jego rozwinięcie. Nie będę streszczał tej książki, bo tego się nie da zrobić. Napiszę tylko tyle: autor przedstawia i komentuje wyniki wielu badań dotyczących aerozolu z EIN, Co ważne, całość napisana jest bardzo przystępnym językiem dalekim od hermetycznego żargonu naukowego. Na uwagę zasługuje też przejrzystość tego tekstu. Istotne cytaty są wyróżnione, znajdziemy tam wiele bardzo ciekawych wykresów, tabel, a całość uzupełnia bogata bibliografia.
Myślę, że każdy, kto jest zainteresowany tym tematem powinien koniecznie ją przeczytać. Można też ją sprezentować tym, którzy mają wątpliwości co do tego, czy są jakieś badania dotyczące szkodliwości EIN. Tu jest wszystko czarno na białym.

A ja skorzystam z okazji i podziękuję niniejszym Andrzejowi za sprezentowanie mi tej cennej książki.

 

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 27 grudnia 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Zaskakujący zapis w nowej karcie charakterystyki glikolu propylenowego

Jeden z czytelników bloga zwrócił uwagę na ciekawostkę w nowej karcie charakterystyki glikolu. W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś żart albo że chodzi o jakąś niszową firmę. Ale nie – to niestety nie jest żart a firma jest jednym z największych dystrybutorów produktów chemicznych. Ale do rzeczy.
Firma Brenntag Polska, bo właśnie o niej tu mowa, oferuje do sprzedaży m.in. glikol propylenowy, w tym także ten o czystości farmakopealnej (USP/EP). Jeśli jakiś produkt chemiczny stosujemy w konkretnym procesie produkcyjnym, musimy brać pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, które są zawarte w tzw. karcie charakterystyki (ang. MSDS). No i czytamy w niej – w punkcie 2 – to:
Zastosowanie zabronione: elektroniczne papierosy
Ze względu na brak wiarygodnych badań dotyczących wpływu na organizm człowieka zastosowanie do elektronicznych papierosów jest zabronione.

Cóż to oznacza – że żadna firma, która produkuje liquidy nie może wykorzystywać w procesie produkcji takiego glikolu. Oczywiście można powiedzieć, że to nie jest jedyny dostawca, że można kupić tu czy ówdzie, ale niewykluczone, że w kolejnych kartach charakterystyki innych firm też pojawią się takie zapisy. Tego typu działanie jest oczywiście typowym dupochronem dla firmy. A nikogo tam nie obchodzi, że rykoszetem odbije się to na końcowych użytkownikach, bo sprowadzanie PG spoza Polski czy nawet spoza Europy zdecydowanie podniesie cenę liquidów. Oczywiście można PG sprowadzić z Chin. Z dowolnym certyfikatem, bo papier przyjmie wszystko. Smacznego.

No nic, trzeba się będzie przyglądać temu wszystkiemu, bo ciąg dalszy na pewno nastąpi.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
16 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 września 2017 w ogólne

 

Tagi: ,