RSS

Archiwa tagu: chemia

Emisja aldehydów z aromatów stosowanych w liquidach

Jakiś czas temu w grupie „Nie pal – rozchmurz się!” na FB wymienialiśmy uwagi na temat pewnej publikacji o aromatach, która ukazała się niedawno. Zgodnie z tym, co tam napisałem, zwróciłem się z prośbą do autorów o udostępnienie pełnej treści tej pracy. Dostałem ją bardzo szybko, ale dopiero w ostatnich dniach mogłem się nieco dokładniej zająć tym tekstem.
Autorzy pracy – Andriej Chłystow (pracuje od lat w USA, pochodzi z Nowosybirska) i Wera Samburowa – zajęli się emisją aldehydów z aromatów stosowanych w e-liquidach. W pracy zastosowali trzy rodzaje EIN – eVod (Kangertech), V2 standard (to jest tzw. cigalike) oraz typowy eGo z atomizerem CE4. Nie są to, jak wiecie, żadne nowoczesne e-fajki, ale to akurat jest dość typowe dla badań prowadzonych przez ludzi, którzy nie siedzą głęboko w naszej tematyce. W przypadku eVoda napięcie wynosiło 4,0V, rezystancja 1,5Ω, dla pozostałych było to ok. 4V, a rezystancja 3,1-3,4Ω. Dość dziwna była metodyka pobierania prób. Po 15 zaciągnięciach wstępnych do analizy brano tylko dwa zaciągnięcia. Jak dla mnie jest to zdecydowanie za mało, bo nie bardzo można uśredniać wyniki. Badano kilka typowych aldehydów, które mogą się pojawić w chmurce, między innymi formaldehyd, acetaldehyd, akroleinę i glioksal. Zauważono, że znaczące ilości aldehydów znaleziono w chmurce pochodzącej z eVoda (tam moc była prawie 2* większa niż w pozostałych). Jeśli chodzi o same aromaty, to najwięcej związków aldehydowych znaleziono w kawie, arbuzie oraz Irish Cream. Zwykły eGon emitował najwięcej tych związków, gdy był zalany mokką karmelową. Porównanie z liquidem bez aromatu jest też dość ciekawe – badacze praktycznie nie znaleźli aldehydów pochodzących z typowego rozkładu gliceryny i glikolu. Autorzy piszą, że żaden z producentów liquidów nie podaje składu aromatów (co raczej jest zrozumiałe). Szkoda jednak, że badając to wszystko nie pokuszono się o próbę znalezienia tego składu, choćby w przybliżeniu. Pozwoliloby to na lepszą analizę reakcji, które mogą zachodzić w czasie ogrzewania.
Przyznam, że wyniki te są dość dziwne i stoją w pewnej sprzeczności z tymi, które uzyskiwały zespoły europejskie, m.in. Farsalinosa. Sam Konstantinos Farsalinos napisał, że postara się w dość bliskim czasie powtórzyć analizy w zbliżonych warunkach, bo jemu te wyniki też wydają się trochę nieprawdopodobne. Warto jednak brać pod uwagę fakt, że aromaty są mieszaninami kilku(nastu) związków, w większości mało stabilnych termicznie, tak więc ich rozkład, nawet w optymalnych warunkach chmurzenia, musi być brany pod uwagę. Z drugiej jednak strony ilości produkowanych aldehydów są na poziomie mikrogramów, a więc są zbliżone do tego, co można zaobserwować w powietrzu w naszych domach – przykładowo: w znanej z czystego powietrza Finlandii formaldehydu jest ok. 40μg/m3. Tak więc każdy oddychający tym powietrzem w ciągu doby wciąga, chcąc nie chcąc, ok. 400 μg tego związku na dobę (bez chmurzenia!).
Myślę więc, że musimy spokojnie poczekać na kolejne wyniki badań. Będę się im oczywiście przyglądał.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 Listopad 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Przed >dniem zero< – kilka rad dla tych, którzy chcą się zaopatrzyć w zapasy na przyszłość

No to w sumie mamy jasność – idą raczej ciężkie czasy dla chmurzących i nic nie zapowiada, że będzie lżej. Co prawda prezydent jeszcze nie podpisał ustawy, a więc zegar odliczający nie zaczął tykać, ale raczej nie można liczyć na cud.
Jeśli ktoś ma więc ochotę jeszcze zamówić coś online – to właśnie ten czas. Formalnie – dopóki ustawa nie wejdzie w życie – można bez problemu składać zamówienia. Dotyczy to zarówno sklepów krajowych, jak też tych spoza naszych granic. Warto pamiętać, że nawet po dniu zero nie znikną nam od razu towary zabronione ustawowo (czyli 10 ml i limit 20 mg/ml). Reguła jest taka, że wszystko co mają w ofercie dostawcy w momencie wejścia w życie ustawy będzie mogło być sprzedawane przez 6 miesięcy od chwili wejścia w życie ustawy (tak stanowi art. 8). Oczywiście dotyczy to tylko sprzedaży stacjonarnej. Sprzedaż zdalna znika w dniu zero, od tego nie ma odwołania.
Wiemy, że nie będzie problemu z PG i VG, jak też z aromatami. To wszystko nie zawiera nikotyny, a więc nie podpada pod te głupie przepisy. Realny problem możemy mieć tylko z bazami oraz liquidami zawierającymi nikotynę. Można sobie tego trochę kupić na zapas i zapewne wielu ludzi będzie tak robić. I tu rodzi się podstawowe pytanie: jak te zapasy przechowywać.
Jeśli chodzi o dbałość o trwałość baz/LQ, nie chcę tutaj powtarzać tego, co pisałem już dobrych kilka lat temu. Wszystko, co jest w tamtym wpisie nadal podtrzymuję, więc spokojnie możecie stosować się do tamtych rad. Chronimy bazy/LQ przed światłem, ciepłem i tlenem. Pisałem to też tam, ale powtórzę, bo to sprawa istotna: wszystkie nasze pojemniki muszą być zawsze bardzo precyzyjnie oznaczone i opisane. Domownicy muszą też dokładnie wiedzieć, co to jest i jak postępować z tymi płynami. Przypominam, że np. 250 ml bazy o stężeniu 100 mg/ml (wiem, że takie są w tej chwili też na rynku) zawiera 25 gramów czystej nikotyny. To duża ilość, naprawdę duża. A nikotyna może zabić. Zachowujcie więc szczególną ostrożność.
Przy okazji: jeśli chcemy bazy przetrzymywać dłużej, lepiej jest brać te oparte na PG. Glikol jest bowiem zabójczy dla mikroorganizmów – w przeciwieństwie do gliceryny, która czasami jest stosowana jako składnik pożywek w bakteriologii.

I na koniec jeszcze jedno ostrzeżenie. Jak wiadomo, w przypadku, gdy jakiś towar zaczyna być na rynku niedostępny, pojawiają się typy spod ciemnej gwiazdy, które mogą oferować go na czarnym rynku. Nie zdziwię się więc, gdy pojawią się bazy nikotynowe, nawet bardzo stężone. Przestrzegam przed kupowaniem takiego towaru, ponieważ jego jakość będzie… no, sami możecie się domyślić. Jasne jest, że nawet jeśli okaże się, że coś jest nie tak, to raczej będzie mała szansa na złożenie reklamacji. Osobliwie ciężko będzie zrobić coś takiego pośmiertnie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
143 komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 Lipiec 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

UWAGA! Pierwsza polska praca doktorska dotycząca e-papierosów!

Muszę przyznać, że z nieskrywaną przyjemnością przekazuję tę informację. Już w najbliższy poniedziałek, 4 lipca, o godz. 10.00 na Wydziale Farmaceutycznym z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Sosnowcu odbędzie się publiczna obrona pierwszej w Polsce pracy doktorskiej dotyczącej e-papierosów.
Autorem pracy pt. Ekspozycja użytkowników elektronicznych papierosów na wybrane związki toksyczne jest mgr Leon Kośmider. Promotor pracy to znany nam wszystkim prof. dr hab. Andrzej Sobczak.
Chciałbym dodać, że Leon jest m.in. laureatem nagrody Young Investigator Award, przyznanej na Globalnym Forum Nikotynowym w Warszawie w 2014 roku.
Leon Kosmider
Trzymam kciuki i bardzo się cieszę! Powodzenia, Leon!

UWAGA – ŚLĄZACY: w związku z tą wielką okazją zostają czasowo zniesione wizy dla podróżujących do Zagłębia. 😉 Warto skorzystać.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 Czerwiec 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Formaldehyd, acetaldehyd, akroleina – kolejna ważna publikacja

Jak można było się domyślać, prace związane z badaniami emisji związków karbonylowych, takich jak formaldehyd, acetaldehyd i inne, są prowadzone w różnych ośrodkach naukowych, a efekty co jakiś czas są widoczne w formie ciekawych publikacji.
Praca, którą chcę dziś omówić, powstała przy współpracy Pennsylvania State University oraz laboratorium Enthalpy Analytical (USA). Pamiętacie zapewne wcześniejsze doniesienia dotyczące sporych ilości formaldehydu znalezionego w aerozolu emitowanym z e-papierosów. Wielu komentatorów zauważało wtedy, że badania prowadzono na starym technologicznie sprzęcie, do tego stosując wartości mocy, których żaden realny użytkownik nawet nie próbuje stosować. Dlatego też cieszę się, że w pracy Kistlera mamy zestawiony stary sprzęt, a konkretnie atomizer typu CE4 z innymi – znacznie nowszymi modelami parowników, takimi jak Protank, Gladius, Nautilus i SubTank. Baterię dla czterech modeli stanowił iTaste VV4, SubTank był zasilany baterią z modułem DNA40.
Nie wchodzę w szczegóły, bo nie mają znaczenia. Rzućcie okiem od razu na tabelę nr 2. Tam w zasadzie jest wszystko, co istotne – warto się tym wynikom naprawdę dobrze przyjrzeć. Widać bowiem wyraźnie, że atomizer CE4 zdecydowanie odstaje od całej reszty, generując w wielu wypadkach kilkadziesiąt razy(!) więcej związków karbonylowych: formaldehydu, acetaldehydu oraz akroleiny. Z drugiej strony – nowsze generacje parowników produkują najczęściej sporą ilość aerozolu. Np. SubTank przy najwyższej mocy (25 W) produkuje 28 mg aerozolu przy jednym zaciągnięciu, podczas gdy Nautilus przy 5,6 W generuje tylko 1,5 mg chmurki. To jest przy okazji odpowiedź na wątpliwości niektórych chmurzących co do ilości zużywanego liquidu.
Ciekawe dane są także w tabeli 4. Badacze policzyli, jakie ilości związków karbonylowych wchłania użytkownik dziennie stosując 3 gramy (czyli praktycznie 3 ml) liquidu dziennie. Widać tam wyraźnie, że wraz z postępem technologicznym, zdecydowanie zmniejsza się ilość produkowanych „złych” związków. Aha, żeby nie było wątpliwości (to głównie dla tych, którzy lubią się doszukiwać sensacji i zagrożeń) – ilości wchłanianych karbonyli nadal jest mniejsza niż dopuszczalna przez restrykcyjne amerykańskie przepisy w środowisku pracy. Aby przyjąć maksymalną dopuszczalną ilość formaldehydu, trzeba by przez SubTanka przepuścić dziennie 400(!) ml liquidu.
I jeszcze jedna sprawa – atomizer CE4 jest górnogrzałkowcem, pozostałe mają grzałki na dole. Widać wyraźnie, że położenie grzałki ma znaczący wpływ na rodzaj tworzonych związków. Myślę, że warto, aby kolejni badacze przyjrzeli się tej sprawie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 komentarzy

Opublikował/a w dniu 26 Luty 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kilka uwag dotyczących badań aerozolu (głównie dla nie-chemików)

Bardzo często spotykam się z komentarzami dotyczącymi badań aerozolu generowanego w e-p. Wielu ludzi pisze, że powinno się zbadać atomizery X, inni sugerują z kolei atomizery Y. Jedni piszą o grzałkach z niklu, inni o SS, a jeszcze inni o tytanie.
Moi drodzy – oczywiście najfajniej byłoby, aby zbadać wszystko co jest możliwe, łącznie ze wszystkimi typami baterii, sprawdzić jak na skład aerozolu wpływa długość zaciągnięcia, jak też jego objętość. Rzec w tym, że z praktycznego punktu widzenia jest to po prostu niemożliwe, co chciałem dziś wyjaśnić.
Analiza chemiczna to poważny dział chemii. Sprzęt dzisiejszy jest naprawdę doskonały, ale jak każdy sprzęt ma on swoje konkretne ograniczenia. Do analizy aerozolu stosujemy zazwyczaj jedną z dwóch metod – chromatografię gazową (GC) albo tzw. wysokosprawną chromatografię cieczową (HPLC). Nie wdając się w szczegóły dotyczące różnic między tymi metodami chciałbym bardzo skrótowo opisać – na przykładzie HPLC – jak wygląda wykonywanie takich pomiarów.
Urządzenie pomiarowe składa się przede wszystkim z metalowej rurki (kolumny) o długości od kilku do kilkudziesięciu cm i średnicy wewnętrznej kilku mm. W środku kolumny znajduje się specjalne wypełnienie. Badana ciekła mieszanina pod sporym ciśnieniem (czasem ponad 100 atm) jest wtłaczana do kolumny aparatu. No a potem czekamy… kilka minut, a czasami kilkadziesiąt. I tego czasu nie da się skrócić. Dopiero wtedy mamy wynik – pod warunkiem, że wszystko poszło dobrze. Potem jeszcze tylko przygotowanie kolejnego pomiaru i zabawa zaczyna się od początku. Nie będę tutaj dodawał, że zanim się zacznie pomiary, aparat wymaga kilkudziesięciu minut tzw. kondycjonowania kolumny i stabilizacji warunków.
Jeśli prowadzimy poważne badania, nie możemy poprzestać na jednym pomiarze dla każdej próbki. Wykonuje się ich kilka (minimum 3, często 5) i wyznacza wartości średnie. Nie trzeba się specjalnie domyślać, że dziennie można zbadać najwyżej kilka próbek.
Policzmy to „od drugiej strony”. Jeśli chcemy zbadać 5 typów grzałek, 5 mocy tychże grzałek, 10 smaków liquidów i 4 moce nikotyny, mamy do analizy 5*5*10*4=1000 próbek. Jeśli wszystko idzie dobrze, potrwa to ze 4 miesiące. Dodajmy czas na analizy wstępne, przygotowanie wszystkiego i na opracowanie wyników i otrzymamy pół roku. W tym czasie aparatura pracuje tylko nad jednym projektem badawczym. Jest to praktycznie niewykonalne. A i tak potem ktoś powie: zaraz, zaraz… zbadaliście grzałki A, B, C, D i E, a ja używam grzałki S. Dlaczego jej nie zbadaliście? A do tego sami doskonale wiecie, że pół roku to naprawdę sporo czasu, jeśli chodzi o technologię sprzętu używanego w e-fajkach. Pojawiły się na rynku grzałki A1, B7 i C15. Kiedy będą wyniki? Ano właśnie…
I tak to się kręci, moi drodzy. Nie ma szans, abyśmy dostali wyniki dla wszystkich grzałek i wszystkich możliwych LQ. Jako chemik bardzo się cieszę, że są wyniki dla popularnego sprzętu i popularnych płynów. To daje nam naprawdę wiele odpowiedzi na naprawdę kluczowe pytania. Radujmy się z tego, co mamy. Uwierzcie, że dla specjalistów te dane, które co chwilę spływają, są naprawdę bardzo istotne. Pozwalają na wyciągnięcie wniosków co do kierunku, w jakim należy podążać przy konstrukcji grzałek, doborze odpowiedniego materiału na nie oraz opracowywaniu składu liquidów. To jest naprawdę bardzo dobre.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
2 komentarzy

Opublikował/a w dniu 11 Luty 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Nowa praca dotycząca związków karbonylowych – Instytut Zdrowia Komisji Europejskiej(!)

Jak wiecie, regularnie przeglądam publikacje naukowe dotyczące e-fajek – głównie chemiczne i medyczne. Co ciekawsze staram się tutaj komentować. Dziś też tak będzie, ale tym razem jest to publikacja szczególna. Sam temat pracy jest interesujący, ponieważ dotyczy korelacji emisji lotnych związków karbonylowych (volatile carbonyl compounds) z temperaturą grzałki. Chciałbym jednak przede wszystkim zwrócić uwagę na to, co jest pod nazwiskami trojga autorów. Otóż – praca została wykonana w Instytucie Zdrowia i Ochrony Konsumentów instytutu badawczego Komisji Europejskiej. To dopiero druga publikacja tego instytutu (i zespołu pana Geissa) dotycząca chmurzenia, ale podejrzewam, że jeszcze o nich usłyszymy.
No dobrze, ad rem. Nareszcie wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku. Badacze użyli całkiem popularnego e-papierosa trzeciej generacji (Eleaf Istick 30W) z parownikiem Kayfun 3.1. Grzałka o oporności 1,6 Ω była wykonana z chromonikieliny. Liquidy zakupiono w firmie Flavourart. Badania prowadzono na pięciu nastawach – 5, 10, 15, 20 i 25 watów. O chemicznych szczegółach „wyłapywania” związków karbonylowych nie będę się rozpisywał – każdy zainteresowany może zajrzeć do pracy oryginalnej. Muszę przyznać, że całość została zaprojektowana naprawdę solidnie. Ale dla czytających istotne są wyniki.
Badania wykonane za pomocą kamery termograficznej „na sucho” wykazały, że grzałka osiąga całkiem spore temperatury. Dla mocy 5W jest to 380 stopni, natomiast dla 25W – aż 950! Oczywiście ta temperatura w trakcie normalnego chmurzenia będzie zdecydowanie niższa, ponieważ spora część ciepła generowanego przez grzałkę zostanie zużyta na zmianę stanu skupienia liquidu z ciekłego na gazowy (hasło istotne: ciepło parowania). Widać jednak, jak silnie ta temperatura rośnie wraz ze wzrostem mocy. I tę kwestię powinni mieć na uwadze wszyscy, którzy eksperymentują z wielkimi mocami – często tylko po to, aby się popisać taaaaką chmurą.
Jeśli grzałka jest ogrzewana w stanie „mokrym”, temperatury są zdecydowanie niższe (patrz rys. 4). Zauważmy jednak, że każde kolejne zaciągnięcie skutkuje wzrostem temperatury – np. dla 5 watów rośnie ona od ok. 120 stopni przy pierwszym zaciągnięciu do 170 stopni przy zaciągnięciu numer 5. Dla ciekawości warto zobaczyć wykres dla mocy 20 watów.
Dość oczywiste jest to, że wzrost mocy powoduje powstawanie większych ilości lotnych związków karbonylowych. Widać to wyraźnie na rys. 3. Podwyższenie mocy z 5 do 20 watów powoduje 60-krotny wzrost ilości emitowanego formaldehydu i prawie 30-krotny – acetaldehydu. Co ciekawe (chociaż dla mnie jak najbardziej spodziewane) akroleina w mierzalnych ilościach powstaje dopiero przy mocy 20W.
Bardzo ciekawą sprawą jest to, że badacze poprosili doświadczonego chmurzącego o subiektywną ocenę smaku, czego żaden palaczbot nie jest oczywiście w stanie zrobić. Okazało się, że uznał on moc 5W za niewystarczającą, jeśli chodzi o smak, 10-15W było optymalne, natomiast 20 i 25W uznał za moc zbyt dużą – dającą niemiłe odczucia i zbyt gorącą chmurę.
We wnioskach badacze piszą, że stężenie formaldehydu jest wyższe niż uznawane za dopuszczalne przez przepisy o ochronie zdrowia już dla mocy od 10W. Acetaldehyd był dla wszystkich mocy poniżej dopuszczalnego progu. Dlatego też sugerują oni, aby urządzenia były wyposażone w system ostrzegania o osiągnięciu mocy, która może powodować generowanie szkodliwych par formaldehydu.
Z jednym fragmentem wniosków nie mogę się jednak zgodzić. Autorzy sugerują, aby w celu eliminacji lotnych związków karbonylowych dodawać do liquidu tzw. wymiatacze rodników (przeciwutleniacze), takie jak BHA, BHT czy kwas askorbinowy. Myślę, że to nie jest dobra idea. BHA i BHT są związkami, które same w sobie bywają szkodliwe. Zastępowanie dżumy cholerą nie jest dobrym pomysłem.
To jednak tylko uwaga uboczna. Cała ta obszerna (28 stron) praca jest naprawdę wykonana rzetelnie. Niewykluczone, że niebawem zobaczymy kolejne publikacje z tego samego źródła. Jest to o tyle istotne, że tutaj nikt nie może powiedzieć, iż badania te są sponsorowane przez producentów/dystrybutorów e-fajek.
Myślę, że to kolejna pozytywna w tym momencie wiadomość. Ciekawe czy będzie tak szeroko opisywana w mediach, jak te prace Japończyków, którzy udowodnili, że potrafią z e-fajka wydusić tyle formaldehydu ile się tylko da.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
24 komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 Luty 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

ZBHM – zanim będzie histeria medialna – benzaldehyd

Postanowiłem wprowadzić do tekstów na blogu nowy tag – #ZBHM. To skrót od „zanim będzie histeria medialna”. Krótkie uzasadnienie: często docieram do informacji naukowych, które raz szybciej, raz wolniej zostają przetworzone w medialną histerię. Pamiętacie niesławne japońskie informacje o formaldehydzie – ciągną się w przestrzeni medialnej do dziś i głupie doniesienia prasowe są traktowane jak prawda objawiona. Dlatego też postanowiłem czasami wykonywać ruchy wyprzedzające. Jeśli mój gugiel działa prawidłowo, to jeszcze nie ma polskich doniesień o straszliwym benzaldehydzie, który wykryto w aerozolu e-fajkowym.
Ale zacznijmy może od początku. Przedwczoraj w wydaniu online czasopisma Thorax ukazał się artykuł, którego głównymi autorami są ludzie z zespołu prof. Andrzeja Sobczaka. Dotyczy on obecności w aerozolu generowanym przez e-p związku organicznego, który chemicy nazywają aldehydem benzoesowym (w skrócie: benzaldehydem). W naturze występuje on miedzy innymi w pestkach wiśni, moreli czy jabłek, gdzie jest produktem rozkładu glikozydu amigdaliny. Drugim produktem rozkładu tego związku jest kwas cyjanowodorowy, ale on oczywiście nie ma nic wspólnego z benzaldehydem w liquidach. Wolę to napisać zanim jakiś niedouczony pismak dokona sensacyjnego odkrycia.
Benzaldehyd jest związkiem określanym w literaturze amerykańskiej jako GRAS (Generally Recognized As Safe – uznany za bezpieczny). Dawka śmiertelna LD50 dla szczura wynosi 1,5 g/kg masy ciała. Jak podają autorzy publikacji, dopuszczalna dzienna dawka inhalowanego benzaldehydu w USA w przypadku zdrowych pracowników wynosi około 90 mg. To ważna liczba, więc proszę przez chwilę ją zapamiętać.
Badano aerozol generowany z rozmaitych liquidów, od tytoniowych do owocowych, szczególnie wiśniowych, ponieważ właśnie w tych aromatach stosuje się jako dodatek (w bardzo niewielkich ilościach) benzaldehyd. Jak zwykle nie będę Was zanudzał metodyką badań – ludzie prof. Sobczaka to fachowcy, wiedzą co robią. Co takiego odkryli? Ano – to, że najwięcej benzaldehydu pojawia się w aerozolu generowanym z liquidów wiśniowych, co raczej nie jest sensacją. Średnia dawka dzienna benzaldehydu emitowanego z badanych liquidów (a było ich ponad 100) wyniosła 70 μg. I teraz przypominam (bo i tak zapomnieliście 😉 ), że dopuszczalna dawka dzienna wynosi 90 mg. Dobrze ponad 1000 razy więcej. Tak więc w naszym aerozolu mamy mniej więcej 1 promil tego, co jest uznawane za dopuszczalne dla robotników pracujących np. przy produkcji chemicznej.
I w zasadzie na tym powinno się skończyć omawianie tej pracy. Niestety, już się do niej dorwali żądni sensacji pseudodziennikarze, i to nawet z takiego niby poważnego czasopisma jak Newsweek. Przepraszam za określenie, ale trzeba być idiotką, aby zatytułować doniesienie: Waperzy, strzeżcie się! Wiśniowe liquidy mogą być toksyczne.
Mój komentarz brzmi: to jest trzecia tischnerowska prawda, pani Firger. Niestety, obawiam się, że w ciągu kilku dni podobne teksty pojawią się u nas. Nietrudno się domyślić, jaki jest cel i sens takiego działania. Chodzi o to, aby mieć medialne podkładki do zakazu liquidów smakowych. Podstaw naukowych brak, więc trzeba się posłużyć kłamstwem.
I tyle na ten temat.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
7 komentarzy

Opublikował/a w dniu 30 Styczeń 2016 w ogólne

 

Tagi: , , , ,