RSS

Archiwa tagu: chemia

Przed >dniem zero< – kilka rad dla tych, którzy chcą się zaopatrzyć w zapasy na przyszłość

No to w sumie mamy jasność – idą raczej ciężkie czasy dla chmurzących i nic nie zapowiada, że będzie lżej. Co prawda prezydent jeszcze nie podpisał ustawy, a więc zegar odliczający nie zaczął tykać, ale raczej nie można liczyć na cud.
Jeśli ktoś ma więc ochotę jeszcze zamówić coś online – to właśnie ten czas. Formalnie – dopóki ustawa nie wejdzie w życie – można bez problemu składać zamówienia. Dotyczy to zarówno sklepów krajowych, jak też tych spoza naszych granic. Warto pamiętać, że nawet po dniu zero nie znikną nam od razu towary zabronione ustawowo (czyli 10 ml i limit 20 mg/ml). Reguła jest taka, że wszystko co mają w ofercie dostawcy w momencie wejścia w życie ustawy będzie mogło być sprzedawane przez 6 miesięcy od chwili wejścia w życie ustawy (tak stanowi art. 8). Oczywiście dotyczy to tylko sprzedaży stacjonarnej. Sprzedaż zdalna znika w dniu zero, od tego nie ma odwołania.
Wiemy, że nie będzie problemu z PG i VG, jak też z aromatami. To wszystko nie zawiera nikotyny, a więc nie podpada pod te głupie przepisy. Realny problem możemy mieć tylko z bazami oraz liquidami zawierającymi nikotynę. Można sobie tego trochę kupić na zapas i zapewne wielu ludzi będzie tak robić. I tu rodzi się podstawowe pytanie: jak te zapasy przechowywać.
Jeśli chodzi o dbałość o trwałość baz/LQ, nie chcę tutaj powtarzać tego, co pisałem już dobrych kilka lat temu. Wszystko, co jest w tamtym wpisie nadal podtrzymuję, więc spokojnie możecie stosować się do tamtych rad. Chronimy bazy/LQ przed światłem, ciepłem i tlenem. Pisałem to też tam, ale powtórzę, bo to sprawa istotna: wszystkie nasze pojemniki muszą być zawsze bardzo precyzyjnie oznaczone i opisane. Domownicy muszą też dokładnie wiedzieć, co to jest i jak postępować z tymi płynami. Przypominam, że np. 250 ml bazy o stężeniu 100 mg/ml (wiem, że takie są w tej chwili też na rynku) zawiera 25 gramów czystej nikotyny. To duża ilość, naprawdę duża. A nikotyna może zabić. Zachowujcie więc szczególną ostrożność.
Przy okazji: jeśli chcemy bazy przetrzymywać dłużej, lepiej jest brać te oparte na PG. Glikol jest bowiem zabójczy dla mikroorganizmów – w przeciwieństwie do gliceryny, która czasami jest stosowana jako składnik pożywek w bakteriologii.

I na koniec jeszcze jedno ostrzeżenie. Jak wiadomo, w przypadku, gdy jakiś towar zaczyna być na rynku niedostępny, pojawiają się typy spod ciemnej gwiazdy, które mogą oferować go na czarnym rynku. Nie zdziwię się więc, gdy pojawią się bazy nikotynowe, nawet bardzo stężone. Przestrzegam przed kupowaniem takiego towaru, ponieważ jego jakość będzie… no, sami możecie się domyślić. Jasne jest, że nawet jeśli okaże się, że coś jest nie tak, to raczej będzie mała szansa na złożenie reklamacji. Osobliwie ciężko będzie zrobić coś takiego pośmiertnie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
146 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 lipca 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

UWAGA! Pierwsza polska praca doktorska dotycząca e-papierosów!

Muszę przyznać, że z nieskrywaną przyjemnością przekazuję tę informację. Już w najbliższy poniedziałek, 4 lipca, o godz. 10.00 na Wydziale Farmaceutycznym z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Sosnowcu odbędzie się publiczna obrona pierwszej w Polsce pracy doktorskiej dotyczącej e-papierosów.
Autorem pracy pt. Ekspozycja użytkowników elektronicznych papierosów na wybrane związki toksyczne jest mgr Leon Kośmider. Promotor pracy to znany nam wszystkim prof. dr hab. Andrzej Sobczak.
Chciałbym dodać, że Leon jest m.in. laureatem nagrody Young Investigator Award, przyznanej na Globalnym Forum Nikotynowym w Warszawie w 2014 roku.
Leon Kosmider
Trzymam kciuki i bardzo się cieszę! Powodzenia, Leon!

UWAGA – ŚLĄZACY: w związku z tą wielką okazją zostają czasowo zniesione wizy dla podróżujących do Zagłębia. 😉 Warto skorzystać.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 czerwca 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Formaldehyd, acetaldehyd, akroleina – kolejna ważna publikacja

Jak można było się domyślać, prace związane z badaniami emisji związków karbonylowych, takich jak formaldehyd, acetaldehyd i inne, są prowadzone w różnych ośrodkach naukowych, a efekty co jakiś czas są widoczne w formie ciekawych publikacji.
Praca, którą chcę dziś omówić, powstała przy współpracy Pennsylvania State University oraz laboratorium Enthalpy Analytical (USA). Pamiętacie zapewne wcześniejsze doniesienia dotyczące sporych ilości formaldehydu znalezionego w aerozolu emitowanym z e-papierosów. Wielu komentatorów zauważało wtedy, że badania prowadzono na starym technologicznie sprzęcie, do tego stosując wartości mocy, których żaden realny użytkownik nawet nie próbuje stosować. Dlatego też cieszę się, że w pracy Kistlera mamy zestawiony stary sprzęt, a konkretnie atomizer typu CE4 z innymi – znacznie nowszymi modelami parowników, takimi jak Protank, Gladius, Nautilus i SubTank. Baterię dla czterech modeli stanowił iTaste VV4, SubTank był zasilany baterią z modułem DNA40.
Nie wchodzę w szczegóły, bo nie mają znaczenia. Rzućcie okiem od razu na tabelę nr 2. Tam w zasadzie jest wszystko, co istotne – warto się tym wynikom naprawdę dobrze przyjrzeć. Widać bowiem wyraźnie, że atomizer CE4 zdecydowanie odstaje od całej reszty, generując w wielu wypadkach kilkadziesiąt razy(!) więcej związków karbonylowych: formaldehydu, acetaldehydu oraz akroleiny. Z drugiej strony – nowsze generacje parowników produkują najczęściej sporą ilość aerozolu. Np. SubTank przy najwyższej mocy (25 W) produkuje 28 mg aerozolu przy jednym zaciągnięciu, podczas gdy Nautilus przy 5,6 W generuje tylko 1,5 mg chmurki. To jest przy okazji odpowiedź na wątpliwości niektórych chmurzących co do ilości zużywanego liquidu.
Ciekawe dane są także w tabeli 4. Badacze policzyli, jakie ilości związków karbonylowych wchłania użytkownik dziennie stosując 3 gramy (czyli praktycznie 3 ml) liquidu dziennie. Widać tam wyraźnie, że wraz z postępem technologicznym, zdecydowanie zmniejsza się ilość produkowanych „złych” związków. Aha, żeby nie było wątpliwości (to głównie dla tych, którzy lubią się doszukiwać sensacji i zagrożeń) – ilości wchłanianych karbonyli nadal jest mniejsza niż dopuszczalna przez restrykcyjne amerykańskie przepisy w środowisku pracy. Aby przyjąć maksymalną dopuszczalną ilość formaldehydu, trzeba by przez SubTanka przepuścić dziennie 400(!) ml liquidu.
I jeszcze jedna sprawa – atomizer CE4 jest górnogrzałkowcem, pozostałe mają grzałki na dole. Widać wyraźnie, że położenie grzałki ma znaczący wpływ na rodzaj tworzonych związków. Myślę, że warto, aby kolejni badacze przyjrzeli się tej sprawie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 26 lutego 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kilka uwag dotyczących badań aerozolu (głównie dla nie-chemików)

Bardzo często spotykam się z komentarzami dotyczącymi badań aerozolu generowanego w e-p. Wielu ludzi pisze, że powinno się zbadać atomizery X, inni sugerują z kolei atomizery Y. Jedni piszą o grzałkach z niklu, inni o SS, a jeszcze inni o tytanie.
Moi drodzy – oczywiście najfajniej byłoby, aby zbadać wszystko co jest możliwe, łącznie ze wszystkimi typami baterii, sprawdzić jak na skład aerozolu wpływa długość zaciągnięcia, jak też jego objętość. Rzec w tym, że z praktycznego punktu widzenia jest to po prostu niemożliwe, co chciałem dziś wyjaśnić.
Analiza chemiczna to poważny dział chemii. Sprzęt dzisiejszy jest naprawdę doskonały, ale jak każdy sprzęt ma on swoje konkretne ograniczenia. Do analizy aerozolu stosujemy zazwyczaj jedną z dwóch metod – chromatografię gazową (GC) albo tzw. wysokosprawną chromatografię cieczową (HPLC). Nie wdając się w szczegóły dotyczące różnic między tymi metodami chciałbym bardzo skrótowo opisać – na przykładzie HPLC – jak wygląda wykonywanie takich pomiarów.
Urządzenie pomiarowe składa się przede wszystkim z metalowej rurki (kolumny) o długości od kilku do kilkudziesięciu cm i średnicy wewnętrznej kilku mm. W środku kolumny znajduje się specjalne wypełnienie. Badana ciekła mieszanina pod sporym ciśnieniem (czasem ponad 100 atm) jest wtłaczana do kolumny aparatu. No a potem czekamy… kilka minut, a czasami kilkadziesiąt. I tego czasu nie da się skrócić. Dopiero wtedy mamy wynik – pod warunkiem, że wszystko poszło dobrze. Potem jeszcze tylko przygotowanie kolejnego pomiaru i zabawa zaczyna się od początku. Nie będę tutaj dodawał, że zanim się zacznie pomiary, aparat wymaga kilkudziesięciu minut tzw. kondycjonowania kolumny i stabilizacji warunków.
Jeśli prowadzimy poważne badania, nie możemy poprzestać na jednym pomiarze dla każdej próbki. Wykonuje się ich kilka (minimum 3, często 5) i wyznacza wartości średnie. Nie trzeba się specjalnie domyślać, że dziennie można zbadać najwyżej kilka próbek.
Policzmy to „od drugiej strony”. Jeśli chcemy zbadać 5 typów grzałek, 5 mocy tychże grzałek, 10 smaków liquidów i 4 moce nikotyny, mamy do analizy 5*5*10*4=1000 próbek. Jeśli wszystko idzie dobrze, potrwa to ze 4 miesiące. Dodajmy czas na analizy wstępne, przygotowanie wszystkiego i na opracowanie wyników i otrzymamy pół roku. W tym czasie aparatura pracuje tylko nad jednym projektem badawczym. Jest to praktycznie niewykonalne. A i tak potem ktoś powie: zaraz, zaraz… zbadaliście grzałki A, B, C, D i E, a ja używam grzałki S. Dlaczego jej nie zbadaliście? A do tego sami doskonale wiecie, że pół roku to naprawdę sporo czasu, jeśli chodzi o technologię sprzętu używanego w e-fajkach. Pojawiły się na rynku grzałki A1, B7 i C15. Kiedy będą wyniki? Ano właśnie…
I tak to się kręci, moi drodzy. Nie ma szans, abyśmy dostali wyniki dla wszystkich grzałek i wszystkich możliwych LQ. Jako chemik bardzo się cieszę, że są wyniki dla popularnego sprzętu i popularnych płynów. To daje nam naprawdę wiele odpowiedzi na naprawdę kluczowe pytania. Radujmy się z tego, co mamy. Uwierzcie, że dla specjalistów te dane, które co chwilę spływają, są naprawdę bardzo istotne. Pozwalają na wyciągnięcie wniosków co do kierunku, w jakim należy podążać przy konstrukcji grzałek, doborze odpowiedniego materiału na nie oraz opracowywaniu składu liquidów. To jest naprawdę bardzo dobre.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 11 lutego 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Nowa praca dotycząca związków karbonylowych – Instytut Zdrowia Komisji Europejskiej(!)

Jak wiecie, regularnie przeglądam publikacje naukowe dotyczące e-fajek – głównie chemiczne i medyczne. Co ciekawsze staram się tutaj komentować. Dziś też tak będzie, ale tym razem jest to publikacja szczególna. Sam temat pracy jest interesujący, ponieważ dotyczy korelacji emisji lotnych związków karbonylowych (volatile carbonyl compounds) z temperaturą grzałki. Chciałbym jednak przede wszystkim zwrócić uwagę na to, co jest pod nazwiskami trojga autorów. Otóż – praca została wykonana w Instytucie Zdrowia i Ochrony Konsumentów instytutu badawczego Komisji Europejskiej. To dopiero druga publikacja tego instytutu (i zespołu pana Geissa) dotycząca chmurzenia, ale podejrzewam, że jeszcze o nich usłyszymy.
No dobrze, ad rem. Nareszcie wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku. Badacze użyli całkiem popularnego e-papierosa trzeciej generacji (Eleaf Istick 30W) z parownikiem Kayfun 3.1. Grzałka o oporności 1,6 Ω była wykonana z chromonikieliny. Liquidy zakupiono w firmie Flavourart. Badania prowadzono na pięciu nastawach – 5, 10, 15, 20 i 25 watów. O chemicznych szczegółach „wyłapywania” związków karbonylowych nie będę się rozpisywał – każdy zainteresowany może zajrzeć do pracy oryginalnej. Muszę przyznać, że całość została zaprojektowana naprawdę solidnie. Ale dla czytających istotne są wyniki.
Badania wykonane za pomocą kamery termograficznej „na sucho” wykazały, że grzałka osiąga całkiem spore temperatury. Dla mocy 5W jest to 380 stopni, natomiast dla 25W – aż 950! Oczywiście ta temperatura w trakcie normalnego chmurzenia będzie zdecydowanie niższa, ponieważ spora część ciepła generowanego przez grzałkę zostanie zużyta na zmianę stanu skupienia liquidu z ciekłego na gazowy (hasło istotne: ciepło parowania). Widać jednak, jak silnie ta temperatura rośnie wraz ze wzrostem mocy. I tę kwestię powinni mieć na uwadze wszyscy, którzy eksperymentują z wielkimi mocami – często tylko po to, aby się popisać taaaaką chmurą.
Jeśli grzałka jest ogrzewana w stanie „mokrym”, temperatury są zdecydowanie niższe (patrz rys. 4). Zauważmy jednak, że każde kolejne zaciągnięcie skutkuje wzrostem temperatury – np. dla 5 watów rośnie ona od ok. 120 stopni przy pierwszym zaciągnięciu do 170 stopni przy zaciągnięciu numer 5. Dla ciekawości warto zobaczyć wykres dla mocy 20 watów.
Dość oczywiste jest to, że wzrost mocy powoduje powstawanie większych ilości lotnych związków karbonylowych. Widać to wyraźnie na rys. 3. Podwyższenie mocy z 5 do 20 watów powoduje 60-krotny wzrost ilości emitowanego formaldehydu i prawie 30-krotny – acetaldehydu. Co ciekawe (chociaż dla mnie jak najbardziej spodziewane) akroleina w mierzalnych ilościach powstaje dopiero przy mocy 20W.
Bardzo ciekawą sprawą jest to, że badacze poprosili doświadczonego chmurzącego o subiektywną ocenę smaku, czego żaden palaczbot nie jest oczywiście w stanie zrobić. Okazało się, że uznał on moc 5W za niewystarczającą, jeśli chodzi o smak, 10-15W było optymalne, natomiast 20 i 25W uznał za moc zbyt dużą – dającą niemiłe odczucia i zbyt gorącą chmurę.
We wnioskach badacze piszą, że stężenie formaldehydu jest wyższe niż uznawane za dopuszczalne przez przepisy o ochronie zdrowia już dla mocy od 10W. Acetaldehyd był dla wszystkich mocy poniżej dopuszczalnego progu. Dlatego też sugerują oni, aby urządzenia były wyposażone w system ostrzegania o osiągnięciu mocy, która może powodować generowanie szkodliwych par formaldehydu.
Z jednym fragmentem wniosków nie mogę się jednak zgodzić. Autorzy sugerują, aby w celu eliminacji lotnych związków karbonylowych dodawać do liquidu tzw. wymiatacze rodników (przeciwutleniacze), takie jak BHA, BHT czy kwas askorbinowy. Myślę, że to nie jest dobra idea. BHA i BHT są związkami, które same w sobie bywają szkodliwe. Zastępowanie dżumy cholerą nie jest dobrym pomysłem.
To jednak tylko uwaga uboczna. Cała ta obszerna (28 stron) praca jest naprawdę wykonana rzetelnie. Niewykluczone, że niebawem zobaczymy kolejne publikacje z tego samego źródła. Jest to o tyle istotne, że tutaj nikt nie może powiedzieć, iż badania te są sponsorowane przez producentów/dystrybutorów e-fajek.
Myślę, że to kolejna pozytywna w tym momencie wiadomość. Ciekawe czy będzie tak szeroko opisywana w mediach, jak te prace Japończyków, którzy udowodnili, że potrafią z e-fajka wydusić tyle formaldehydu ile się tylko da.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
24 Komentarze

Opublikował/a w dniu 8 lutego 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

ZBHM – zanim będzie histeria medialna – benzaldehyd

Postanowiłem wprowadzić do tekstów na blogu nowy tag – #ZBHM. To skrót od „zanim będzie histeria medialna”. Krótkie uzasadnienie: często docieram do informacji naukowych, które raz szybciej, raz wolniej zostają przetworzone w medialną histerię. Pamiętacie niesławne japońskie informacje o formaldehydzie – ciągną się w przestrzeni medialnej do dziś i głupie doniesienia prasowe są traktowane jak prawda objawiona. Dlatego też postanowiłem czasami wykonywać ruchy wyprzedzające. Jeśli mój gugiel działa prawidłowo, to jeszcze nie ma polskich doniesień o straszliwym benzaldehydzie, który wykryto w aerozolu e-fajkowym.
Ale zacznijmy może od początku. Przedwczoraj w wydaniu online czasopisma Thorax ukazał się artykuł, którego głównymi autorami są ludzie z zespołu prof. Andrzeja Sobczaka. Dotyczy on obecności w aerozolu generowanym przez e-p związku organicznego, który chemicy nazywają aldehydem benzoesowym (w skrócie: benzaldehydem). W naturze występuje on miedzy innymi w pestkach wiśni, moreli czy jabłek, gdzie jest produktem rozkładu glikozydu amigdaliny. Drugim produktem rozkładu tego związku jest kwas cyjanowodorowy, ale on oczywiście nie ma nic wspólnego z benzaldehydem w liquidach. Wolę to napisać zanim jakiś niedouczony pismak dokona sensacyjnego odkrycia.
Benzaldehyd jest związkiem określanym w literaturze amerykańskiej jako GRAS (Generally Recognized As Safe – uznany za bezpieczny). Dawka śmiertelna LD50 dla szczura wynosi 1,5 g/kg masy ciała. Jak podają autorzy publikacji, dopuszczalna dzienna dawka inhalowanego benzaldehydu w USA w przypadku zdrowych pracowników wynosi około 90 mg. To ważna liczba, więc proszę przez chwilę ją zapamiętać.
Badano aerozol generowany z rozmaitych liquidów, od tytoniowych do owocowych, szczególnie wiśniowych, ponieważ właśnie w tych aromatach stosuje się jako dodatek (w bardzo niewielkich ilościach) benzaldehyd. Jak zwykle nie będę Was zanudzał metodyką badań – ludzie prof. Sobczaka to fachowcy, wiedzą co robią. Co takiego odkryli? Ano – to, że najwięcej benzaldehydu pojawia się w aerozolu generowanym z liquidów wiśniowych, co raczej nie jest sensacją. Średnia dawka dzienna benzaldehydu emitowanego z badanych liquidów (a było ich ponad 100) wyniosła 70 μg. I teraz przypominam (bo i tak zapomnieliście 😉 ), że dopuszczalna dawka dzienna wynosi 90 mg. Dobrze ponad 1000 razy więcej. Tak więc w naszym aerozolu mamy mniej więcej 1 promil tego, co jest uznawane za dopuszczalne dla robotników pracujących np. przy produkcji chemicznej.
I w zasadzie na tym powinno się skończyć omawianie tej pracy. Niestety, już się do niej dorwali żądni sensacji pseudodziennikarze, i to nawet z takiego niby poważnego czasopisma jak Newsweek. Przepraszam za określenie, ale trzeba być idiotką, aby zatytułować doniesienie: Waperzy, strzeżcie się! Wiśniowe liquidy mogą być toksyczne.
Mój komentarz brzmi: to jest trzecia tischnerowska prawda, pani Firger. Niestety, obawiam się, że w ciągu kilku dni podobne teksty pojawią się u nas. Nietrudno się domyślić, jaki jest cel i sens takiego działania. Chodzi o to, aby mieć medialne podkładki do zakazu liquidów smakowych. Podstaw naukowych brak, więc trzeba się posłużyć kłamstwem.
I tyle na ten temat.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 30 stycznia 2016 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Niklowe = nieklawe? Niebezpieczny tytan? Kilka zdań o materiałach na grzałki

STRESZCZENIE (bo całość jest długa)
Materiał na grzałki to zwykle stal nierdzewna (SS), czyli stopy żelaza, niklu, chromu i innych metali albo chromonikielina. Ostatnio popularny jest też drut niklowy i tytanowy. Nie ma zbyt wiele informacji dotyczących działania tych metali na organizmy chmurzących – i wiele lat ich nie będzie. Wiemy, że ilości tych pierwiastków w aerozolu są znikome. Nikiel może powodować alergie, więc trzeba do niego podchodzić ostrożnie. Tytan jest bezpieczniejszy. SS też jest bezpieczniejsza niż czysty nikiel. Warto rozsądnie podchodzić do wyżarzania – na pewno nie warto wygrzewać celem oczyszczenia z nagaru. Jak będą nowe wieści na temat metali w chmurce czy też oddziaływania na zdrowie, podzielę się nimi.

Jeszcze niedawno użytkownicy e-fajek nie zastanawiali się specjalnie nad materiałem, z którego są wykonywane grzałki. One po prostu sobie były, wykonywało się czasami mycie lub przepalanie, zwane też wyżarzaniem. I wszystko było OK. Potem zaczęła się era własnoręcznego kręcenia zwojów z rozmaitych drutów i coraz częściej zaczęły się pojawiać takie nazwy jak kantal, stal nierdzewna (SS – stainless steel), nikiel, tytan. I wtedy zaczęły się pytania i niekończące się dyskusje dotyczące wpływu tych materiałów na zdrowie.
Przyznam, że niektórym z tych dyskusji przyglądałem się z szeroko otwartymi oczami, ponieważ sporo ludzi w swoich komentarzach wykazuje kompletne niezrozumienie podstaw chemii. OK, ja rozumiem, że można się na tym nie znać, ale… na Swarożyca! – czy trzeba lecieć klasyczną metodą „nie znam się, dlatego się wypowiem”?
Zacznijmy od samego początku. Grzałka elektryczna, jak sama nazwa wskazuje, służy do ogrzewania. Musi być zrobiona z materiału przewodzącego prąd. Zwykle do produkcji grzałek wykorzystuje się drut oporowy. Dwoma typowymi materiałami na takie druty są kanthal oraz chromonikielina. Pierwszy z nich to stop żelaza (ok. 70%) i chromu (ok. 20%) z niewielkim dodatkiem glinu (Al), kobaltu (Co) i innych pierwiastków. Drugi, jak sama nazwa wskazuje, składa się z niklu (60-85%). Z kolei stal nierdzewna (SS, INOX) poza żelazem zawiera zawsze chrom, często też nikiel, molibden, wanad oraz inne dodatki. Grzałki niklowe są oczywiście wykonane z niklu, a tytanowe z tytanu.
I właśnie nikiel jest tym pierwiastkiem, który budzi największe wątpliwości. Jest to metal przejściowy, dość odporny na działanie różnych chemikaliów, praktycznie nie ulegający korozji. Powszechnie wiadomo, że metal ten może powodować uczulenia, głównie kontaktowe. Wiedzą o tym szczególnie kobiety, ponieważ spotyka się sporo uczuleń na nikiel w biżuterii. Ba, nawet niewielka ilość niklu, taka jak w stalowej kopercie zegarka czy kolczykach może wywołać na skórze zaczerwienienie i wysypkę. Nic więc dziwnego, że w 2008 nikiel otrzymał tytuł „Alergena roku”. Co ciekawe – jest to pierwiastek niezbędny w niewielkich ilościach w organizmach żywych, ponieważ stanowi istotny element niektórych enzymów.
Niektórzy chmurzący mogą być uczuleni na nikiel. Znany jest mi przypadek kobiety, która miała szczególnie silną alergię. Nie dość, że nie mogła stosować ustników niklowanych, to nawet minimalna ilość Ni w grzałkach powodowała u niej puchnięcie ust. Nawet krany w domu musiała mieć z metalu niepokrytego niklem. No i ze względu na tę alergię musiała niestety rzucić e-fajki. Czy jednak nikiel jest groźny dla wszystkich użytkowników e-fajek? Myślę, że nie należy z tym przesadzać. Nadal uważam, że wyżarzanie grzałek w celu pozbycia się ciemnego nagaru jest bez sensu, ale to głównie ze względu na nieznane substancje organiczne, które tam mogą się znajdować. Oczywiście nie należy też bawić się we wdychanie tego, co się wydziela z własnoręcznie kręconych grzałek, gdy się je próbuje na sucho. Grzałka w e-p służy do podgrzewania liquidu – i tego się trzymajmy.
Oczywiście nie wiemy, jak na zdrowie chmurzących mogą wpływać mikrogramowe ilości niklu przyjmowane drogą wziewną. Wiemy, że takie ilości znajdują się w generowanym aerozolu, chociaż nadal mamy niewiele badań na ten temat. Liczę na to, że w tym roku pojawią się jakieś nowe prace. Jak na razie możemy się opierać na analizie wykonanej przez Farsalinosa. Stwierdza on, że z dotychczasowych danych nie wynika, aby metale ciężkie, w tym nikiel czy chrom, mogły stanowić istotne zagrożenie dla zdrowia. Warto pamiętać, że Konstantinos zawsze podkreśla, że warto unikać każdego zagrożenia, które można uniknąć. Dlatego też ludzie, którzy nie palili analogów, nie powinni się brać za e-fajki.
Innym materiałem stosowanym do wyrobu grzałek jest tytan. To także metal przejściowy, dość lekki, znany z wyjątkowej odporności mechanicznej i całkiem dobrej chemicznej. Stosuje się go w medycynie, m.in. do w produkcji nowoczesnych endoprotez. Sam metal jest bardzo dobrze tolerowany przez organizm człowieka. Inaczej wygląda sytuacja z tlenkami tego metalu. Wiemy, że dwutlenek tytanu (TiO2) jest podejrzewany o właściwości rakotwórcze. Dotyczy to przede wszystkim tego związku inhalowanego w formie pyłu. Nadal jednak jest to tylko podejrzenie (possibly carcinogenic) – brak jest jednoznacznych dowodów.
Jak dotychczas nie stwierdzono jednak, aby był on szkodliwy podczas przyjmowania drogą pokarmową. Jest on zresztą dopuszczony jako biały barwnik do użycia w przemyśle spożywczym (E 171).
Jeśli drut tytanowy jest używany do produkcji grzałek, warto zadbać o to, aby go nie przegrzewać. Utlenianie przebiega najlepiej w temperaturze powyżej 280 stopni. Co ciekawe – jeśli wyżarzymy go powyżej 580 stopni, zewnętrzna warstwa dwutlenku tytanu ulegnie redukcji do czystego metalu.(PDF w jęz. ang.) Wydaje się więc rozsądne, aby temperaturę grzałek tytanowych utrzymywać mocno poniżej 280 stopni, ale z kolei wyżarzanie nie powinno zaszkodzić, a raczej – paradoksalnie – pomóc pozbyć się warstwy TiO2.
Czy w takim razie powinno się używać tytanu do produkcji grzałek? HA! Sam chciałbym wiedzieć. Podejrzewam, że nie dowiemy się tego wcześniej niż za 100 lat.
A jeśli zastanawiacie się nad mikro- czy nawet pikogramowymi ilościami jakichś substancji, które mogą się znaleźć w chmurce, a w efekcie – w płucach, to przypomnijcie sobie czasy, gdy paliliście analogi, wiedząc, że są rakotwórcze i toksyczne. Chcecie się pozbyć wszystkich substancji trujących i kancerogennych? Przykro mi – w XXI wieku to już nie jest możliwe. Wystarczy, że zaczerpniecie powietrza, a już będziecie je w sobie mieć. Smacznego.

I jeszcze jedna uwaga na koniec (dzięki za sugestię dotyczącą tego akapitu, Ricc!). Jeśli szykujecie grzałki, starajcie się zachować przy tym czystość. Każdy drut, niezależnie od materiału, z którego jest wykonany jest po prostu brudny. Jeśli chcecie się o tym przekonać, przeciągnijcie owinięty w białą chusteczkę kawałek przez ściśnięte palce – zobaczycie co na niej zostanie. Dlatego też zanim będziecie kręcić grzałkę, wyczyśćcie sobie odpowiednią porcję drutu. Odżałujcie nieco spirytusu (spożywczego, a nie salicylowego czy kamforowego), namoczcie nim delikatnie jakąś szmatkę i przeciągnijcie przez nią ten kawałek. Nie muszę chyba dodawać, że wcześniej trzeba umyć ręce.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
25 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 stycznia 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

ISTOTNE! Zbiór publikacji naukowych z roku 2015 związanych z chmurzeniem

Dziś wpis bardzo krótki, ale istotny. Stowarzyszenie francuskich chmurzących, AIDUCE, stworzyło bezcenny dokument (PDF), w którym zebrało niemal sto najistotniejszych prac opublikowanych w 2015, a dotyczących chmurzenia. Co ważne, nie są to tylko tytuły czy streszczenia prac, ale ich pełne teksty, łącznie z bibliografią. Chylę czoła, bo ten dokument wymagał naprawdę mrówczej pracy. Całość obejmuje ponad tysiąc stron tekstu. W dokumencie AIDUCE znajduje się też pełen tekst słynnego zeszłorocznego raportu Public Health England, jak również streszczenia komunikatów z ubiegłorocznego zjazdu SRNT (The Society for Research on Nicotine & Tobacco).
Będzie to naprawdę ważne źródło informacji, ale jest też drugi aspekt. Jeśli ktoś Wam powie, że jest niewiele prac naukowych na temat chmurzenia, możecie spokojnie odesłać tę osobę właśnie do tego źródła. Mam nadzieję, że i w kolejnych latach Francuzi będą kompilować tego typu dokumenty.

Korzystając z okazji chciałbym w tym miejscu podziękować szczególnie Dorocie za znalezienie tego dokumentu i informację o nim.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 11 stycznia 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Dwuacetyl – powracająca historia/histeria

Niektóre tematy związane z e-fajkami powracają co jakiś czas. Tak jest też z najświeższymi doniesieniami, których negatywnym bohaterem jest dwuacetyl (diacetyl, butanodion). Nie jest to sprawa nowa – pierwsze doniesienia o tym związku były już w 2010 roku – pisałem o tym także na blogu. Badania dotyczące jego obecności w liquidach prowadził także w 2014 roku Farsalinos, o czym też pisałem.
W ostatnich dniach temat wrócił jak bumerang po doniesieniach prasowych komentujących wyniki badań liquidów przeprowadzone przez uczonych z Harvardu (link do PDFu z oryginalną publikacją). Niektóre z doniesień jak zawsze mają sensacyjne tytuły, jak np. Nowe badania: płyny do e-papierosów niszczą płuca. Co ciekawe – oryginalna praca dotyczy zawartości tego związku w płynach/chmurce, nie jest badaniem medycznym i nie dotyczy płuc. No ale można sobie napisać cokolwiek, byle był szum.
O tym, dlaczego dwuacetyl jest szkodliwy, pisałem już we wcześniejszych notkach, więc nie będę się powtarzał. W skrócie – uważa się, że ten związek może być odpowiedzialny za tzw. popcorn lung, czyli chorobę znaną jako zarostowe zapalenie oskrzelików. Znane są takie przypadki wśród pracowników firm produkujących popcorn. Nikt jednak nie stwierdził podobnego schorzenia u kogokolwiek z chmurzących.
Kolejny raz muszę jednak przypomnieć starego Paracelsusa, który mówił, że wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, a tylko dawka stanowi o tym, co truje. Ta zasada obowiązuje nadal.
Nie chcę tutaj wchodzić głęboko w wyniki przeprowadzonych przez Harvard badań, bo to nie ma specjalnego znaczenia. Fakty są takie: wykonano badania kilkudziesięciu liquidów, w większości z nich stwierdzono obecność dwuacetylu, acetylopropionylu czy też acetoiny. W niektórych były obecne wszystkie te związki, w innych niektóre. Oczywiście to jest zła informacja, choć diabeł jednak tkwi w szczegółach. Pierwszym z nich jest dawka – to, że coś zostało wykryte nie oznacza, że ilość danego związku jest ewidentnie szkodliwa. Wiele razy pisałem, że obecnie można wykryć wszystko we wszystkim. W badanych płynach wykryto te związki w większości w ilościach śladowych. Warto też zauważyć, że badaniom podlegały liquidy o smakach, które najczęściej mogą zawierać te związki karbonylowe. Spis tych smaków znajdziecie na stronie 23 wspomnianej publikacji: są to m.in. aromaty owocowe, kawowe, czekoladowe, alkoholowe itp. Zauważmy, że nie badano żadnych płynów tytoniowych czy mentolowych.Dlaczego? Ano – aromaty do nich stosowane nie używają jako składnika nośnika dwuacetylu, acetoiny czy acetylopropionylu.
Czy opisywane w tych dniach badaniach są jakąkolwiek sensacją? Ależ nie! Jak już wspomniałem, ponad rok temu podobne wyniki opublikował zespół Farsalinosa. Ba, jego badania były znacznie szersze, ponieważ obejmowały ponad 150 różnych smaków. Napisał on tam coś ważnego: ryzyko zdrowotne dla znalezionych poziomów tych związków jest niewielkie, ale jeśli można jakiegoś zagrożenia uniknąć, należy go unikać. W tym aspekcie zgadzam się z tym, co napisał Konstantinos. Dlatego też producenci liquidów i aromatów wykorzystywanych do chmurzenia powinni koniecznie spowodować, że związki takie jak diacetyl, acetylopropionyl czy acetoina są nieobecne w tych płynach. Jak to zrobią jest ich problemem. AEMSA, Amerykańska organizacja zajmująca się standardami e-liquidów w swoich rekomendacjach jednoznacznie stwierdza, że związki te są niepożądane w naszych płynach i zaleca badanie na ich obecność w produkcie końcowym. Warto poczytać sobie komentarz na ich stronie.
Tak czy inaczej – jako chmurzący powinniśmy twardo wymagać od producentów pokazywania jednoznacznych wyników badań na obecność tych trzech związków. Sami producenci powinni zadbać o to w trosce o swoich klientów. Badania takie nie są specjalnie skomplikowane ani też drogie. Metodyka jest opracowana, a każde porządne laboratorium może je wykonać.

Podsumowując: histeria medialna dotycząca tego, że uczeni z Harvardu wykazali, że e-fajki niszczą płuca jest nieuprawniona. To ekstrapolacja trochę taka jak stwierdzenie, że smażenie w domu na oleju spowoduje zatrucie akroleiną czy też jedzenie mięsa z grilla spowoduje raka, bo powstają tam nitrozoaminy.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 grudnia 2015 w ogólne

 

Tagi: , ,

Nie idźcie tą drogą! Komentarz o barwieniu liquidów

Z dużym przerażeniem czytam docierające do mnie informacje o tym, że wielu ludzi, szczególnie bardzo młodych eksperymentuje z dodawaniem do liquidów rozmaitych barwników. Próbuję zrozumieć sens takiego działania, ale nijak mi się nie udaje. Domyślam się, że chodzi li tylko o lans, szpan, popis – jakkolwiek by to nazwać. O, patrzcie – mam fioletowy lq w baniaczku. A ja mam różowy. A ja zmieszałem niebieski z żółtym i mam zielony.
Jeśli ktoś nieśmiało zwróci uwagę takiemu gimbusowi (uwaga – to jest określenie stanu umysłu, niekoniecznie wieku), w odpowiedzi często słyszy: no ale to jest przecież barwnik spożywczy, więc nic złego się nie może stać.
Nic bardziej mylnego! Wielokrotnie pisałem, że substancje barwiące to albo pochodne metali ciężkich albo też (częściej) mniej lub bardziej złożone związki organiczne. O metalach ciężkich pisać nie będę – chyba jest dość jasne, że ich wdychanie nie jest szczególnie zdrowe. Odniosę się tylko do tych związków organicznych. Muszą one zawierać w składzie tzw. chromofory, czyli ugrupowania „niosące barwę”, a często dodatkowo tzw. auksochromy, czyli grupy wzmacniające i modyfikujące barwę. Czerwony barwnik zwany koszenilą albo kwasem karminowym to chemicznie rzecz biorąc kwas 3,5,6,8-tetrahydroksy-1-metylo-9,10-diokso-7-((3R,4R,5S,6R)-3,4,5-trihydroksy-6-(hydroksymetylo)tetrahydro-2H-pyran-2-ylo)-9,10-dihydroantraceno-2-karboksylowy. Już sama nazwa robi wrażenie, prawda? A jeśli dodamy, że rozkłada się on w temperaturze 136 stopni, to możemy być pewni, że w naszych płucach zagości cały koktajl produktów rozpadu tego związku plus sporo dodatków wynikających z reakcji wtórnych. I już w zasadzie niewielkie znaczenie ma to, że koszenilę pozyskuje się ze zmielonych odwłoków pewnego gatunku pluskwiaków. Smacznego 😉
Inne barwniki są w większości syntetyczne, wiele z nich jest podejrzewanych o niezbyt miłe działanie – np. powodujące alergie czy nawet wspomagające powstawanie lub rozwój nowotworów. Owszem, wiele tych związków jest dopuszczonych do stosowania w przemyśle spożywczym, ale dotyczy to tylko przyjmowania ich drogą pokarmową, a nie inhalacyjną. Skrótowo mówiąc – nie ta rurka.
Każdy ze związków stosowanych do barwienia prędzej czy później trafia na grzałkę, gdzie w większości przypadków ulega rozkładowi i/albo wtórnym reakcjom. Zapewne w wielu wypadkach widzieliście nagar na grzałkach – tam właśnie się odkładają tego typu produkty. I jeśli nawet w roztworze wszystko wygląda pięknie i kolorowo, to później już jest tylko czarna rozpacz.
Dlatego też apeluję z całą mocą – opamiętajcie się! Zapewne w krótkim czasie nic specjalnego nie zaobserwujecie, jeśli chodzi o kwestie zdrowotne – chyba że ktoś będzie miał pecha i trafi na jakiś silny alergen. Niemniej musicie sobie zdać sprawę z tego, że negatywne efekty mogą wyjść po jakimś czasie – miesiącach czy też, co bardziej prawdopodobne, latach.
Zastanówcie się więc, czy warto zapłacić taką cenę za prymitywny efekt „łał” na boisku szkolnym, w toalecie czy na jakimś podwórku. A zresztą – nie zastanawiajcie się – sam wam powiem – NIE WARTO!

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , ,