RSS

Archiwa tagu: ciekawostki

1 000 000

Dawno nie informowałem o liczbie odsłon bloga. Wydaje mi się, że nie ma to większego sensu, aby komentować każdy kolejny stutysięczny próg. Tym razem jednak postanowiłem napisać kilka słów, ponieważ wczoraj po południu licznik odsłon przekroczył milion. W sumie chyba nieźle jak na niecałe 4 lata.
Z tej okazji trochę statystyki – na blogu pojawiło się 500 wpisów, niemal 5 tysięcy komentarzy. Gdy spoglądam na mapę lokalizacji komputerów, z których wchodzono, widnieje tam 108 krajów i terytoriów autonomicznych, w tym takie egzotyczne jak Gabon, Uganda, Wyspy Alandzkie, Brytyjskie Wyspy Dziewicze czy Guernsey. Oczywiście trudno uwierzyć, że wchodzą stamtąd rodowici mieszkańcy tych krajów. Raczej warto przytoczyć cytat z „Seksmisji” – NASI TU BYLI!
Cieszy mnie to, że blog jest czytany. Oznacza to, że moje pisanie i setki godzin spędzonych na śledzeniu i komentowaniu źródeł mają sens. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że zaczynając to pisanie w kwietniu 2010 roku zakładałem, że może przetrwa on pół roku, maksymalnie rok i umrze śmiercią naturalną. No ale to, że trwa dalej, to głównie zasługa Was, PT Czytelników. Bo nie ma nic gorszego niż blog, który istnieje sobie a muzom, a jedynym jego czytelnikiem jest autor.
Przy okazji zapraszam jak zawsze do komentowania a także do proponowania tematów. W związku z gorącym czasem politycznym nazbierało się trochę zaległości w komentowaniu badań naukowych i innych istotnych spraw (nadrobię to w najbliższym czasie), ale zawsze chętnie odpowiem na tzw. zapotrzebowanie społeczne.
Na koniec chcę przypomnieć, że walka o normalne ustawodawstwo trwa. Dlatego też kolejny raz przypominam o zbieraniu podpisów pod inicjatywą EFVI. Wyniki głosowania wkurzyły chmurzących, szczególnie w Finlandii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. My spadliśmy na 8 miejsce na liście krajów zbierających podpisy. Myślę, że warto dalej walczyć. Pamiętajcie – każdy podpis jest na wagę złota.

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 28 lutego 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Wstrząsające odkrycia! Unio Europejska – uprzejmie donoszę… ;-)

Od dłuższego czasu obserwuję, jak urzędnicy unijni nie ustają w działaniach mających na celu ochronę naszego zdrowia. Nie śpią biedacy po nocach, martwiąc się o to, jak niezbadany produkt w postaci e-papierosów i liquidów może wpłynąć na nasze organizmy. Nie dość tego – zastanawiają się, czy przypadkiem nie będzie tak, że dzieci skuszone przez reklamy e-papierosów nie zapragną potem sięgnąć po tytoniowe, aby rozkoszować się romantycznym niebieskim dymkiem.
Patrząc na te męki i wysiłki tych dzielnych eurokratów odczuwam podziw i wzruszenie. No dobrze, ale ja nie o tym miałem pisać. Ja po prostu poczułem impuls. Nie, nie – to nie impuls elektromagnetyczny, ale raczej imperatyw moralny. Chcę też się włączyć w działania na temat ochrony zdrowia i życia obywateli.
Dlatego też zacząłem przeglądać dane statystyczne, szukając źródeł potencjalnych zagrożeń dla nas. Takie potencjalne zagrożenia koniecznie trzeba eliminować, bo tylko wtedy będziemy żyć szczęśliwie, zdrowo, długo i zapanuje ogólna idylla.
Z moich analiz wyłonił się obraz straszliwy, ponury, a nawet chwilami przerażający. Okazało się bowiem, że czyha na nas tyle niebezpieczeństw i potencjalnych zagrożeń, że aż dziw, iż Europa się jeszcze zupełnie nie wyludniła.
Żeby nie być gołosłownym – kilka szokujących przykładów znalezionych w sieci. Okazuje się na przykład, że noszenie zbyt mocno zaciśniętego na szyi krawata podnosi ciśnienie wewnątrzgałkowe w oku i może być przyczyną jaskry. Tak wynika z publikacji w Journal of Ophtalmology. I co? Nic. W prawodawstwie unijnym próżno szukać przepisów o tym, jakie może być maksymalne ciśnienie wywierane na szyję. Moja sugestia dla urzędników – zakazać natychmiast produkcji i sprzedaży krawatów do czasu przebadania tej sprawy i ustalenia norm.
Ale to tylko początek. Dalej jest jeszcze gorzej. Weźmy takie niby niewinne spodnie. Okazuje się, że rocznie niemal 4 tysiące ludzi trafia w Wielkiej Brytanii do szpitali z powodu wypadków z morderczymi spodniami. Zwykle chodzi o to, że ludzie się spieszą podczas ich zakładania, przewracają i ulegają urazom. Kilkanaście osób rocznie uszkadza sobie kręgosłupy, ponieważ tracą równowagę schodząc po schodach i jednocześnie zakładając spodnie. Co gorsza – liczba wypadków ze spodniami stale rośnie. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że mamy w domach coraz mniej dywanów, a więcej śliskich paneli i parkietów. Chyba pora więc powiedzieć – dość! Nakazać posiadanie dywanów, a jeśli ktoś uprze się, że nie chce, zakazać mu posiadania spodni. Oczywiście wyłącznie w trosce o jego zdrowie i tzw. dobrostan.
Nie należy też zapominać o dzieciach. Przecież od takich spodni może się oderwać guzik. Czy urzędnicy zdają sobie sprawę, ile dziecięcych zadławień takie guziki mogą spowodować?
Ale to tylko początek horroru – jak czytam w źródłach, ponad 10 tysięcy ludzi rocznie (w samej Wielkiej Brytanii) ulega wypadkom, których pierwotną przyczyną są skarpetki i rajstopy. Notuje się przypadki dzieci uduszonych po zaciśnięciu sobie skarpetki albo rajstop na szyi. No, urzędnicy – do roboty! Zakazać. Czy pozwolicie dzieciom umierać?
W porównaniu z tym gąbki łazienkowe, które są przyczyną zaledwie 800 wypadków rocznie, są nawet niewarte wspomnienia. Ale ile cierpień zaoszczędzi się ludziom, jeśli odpowiedni przepis zostanie wprowadzony.
W tym samym źródle podano, że ponad 13 tysięcy ludzi rocznie ulega urazom podczas gotowania warzyw. Tu mamy dwie możliwości – wycofać warzywa albo ustalić, że wodę uznaje się za wrzącą, jeśli osiągnie temperaturę 30 stopni. Dodatkowo zaoszczędzi się energię.

A na koniec mam jedno proste pytanie – ile przypadków wymagających hospitalizacji można przypisać używaniu elektronicznych papierosów? Sądząc z szybkości i twardości przepisów, które urzędnicy chcą wprowadzić, zapewne muszą to być dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy rocznie. Przecież gdyby było inaczej, na pewno prawodawcy najpierw zajęliby się wspomnianymi wyżej niebezpieczeństwami czyhającymi ze strony spodni, skarpet, krawatów i warzyw, prawda?

 
21 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 6 grudnia 2013 w ogólne

 

Tagi: , ,

Reklamy e-papierosów – za czy przeciw?

Urodziłem się na tyle wcześnie, że pamiętam jeszcze reklamy papierosów tytoniowych. Ludzie z mojego pokolenia też na pewno pamiętają Marlboro Mana czy dawne reklamy Cameli oraz Lucky Strike. Szczególnie ciekawa jest historia tego pierwszego – poszukajcie, bo warto poczytać. Istotą tej kowbojskiej reklamy było wypromowanie marki Marlboro, która pierwotnie była kierowana do kobiet. Papierosy te miały bowiem filtr, co uznawano za cechę fajek tylko dla kobiet. No i działania reklamowe zrobiły swoje. W ciągu dwóch lat sprzedaż tej właśnie marki wzrosła o 300% – liczba ta naprawdę szokuje. Miłośnicy F1 na pewno pamiętają też reklamy firm Big Tobacco na bolidach – one także zniknęły, a F1 jeździ nadal, ale teraz reklamuje inne rzeczy.
Aktualnie reklamy papierosów tytoniowych w prasie, radio i telewizji są zakazane prawie na całym świecie. Co ciekawe – są kraje, w których reklamy są zakazane od ponad 50 lat (Włochy), a procent palaczy nadal jest tam bardzo duży i zakaz niespecjalnie wpłynął na tę wartość.
No, ale teraz do rzeczy. W ostatnich latach można zobaczyć reklamy e-papierosów. Jak wiadomo, nie są one sklasyfikowane jako wyroby tytoniowe, dlatego mogą się pojawiać w mediach. Pierwsze próby były dość nieśmiałe, ale teraz powstaje ich coraz więcej. Jeśli ktoś chce sobie obejrzeć, wystarczy w YouTube wpisać hasło „e-cigarette advertisement (albo ‚commercial’)” – pojawi się co najmniej kilkadziesiąt pozycji. Nie wszystkie są szczytem produkcji reklamowej, ale podejrzewam, ze dopóki nie pojawi się klarowny zakaz, powstanie ich jeszcze sporo. Na rynku krajowym też już są reklamy. Jedna nawet była bardzo sławna, chociaż chyba nie ukazała się w TV. Może i dobrze… 😉
Ja tymczasem chciałbym spytać PT Czytelników tego bloga o to, co sądzą w ogóle na temat reklamowania e-papierosów. Czy uważacie, że takie reklamy powinny być dopuszczalne? A może lepiej byłoby, aby ich zakazać? Z jednej strony to mniej szkodliwa alternatywa, więc chyba warto ją propagować. Z drugiej – to nadal jest nałóg i wdychanie uzależniającej nikotyny. Ktoś powie – można przecież reklamować e-fajki z „zerówkami” – one nie uzależniają. No tak, pamiętamy jak w czasach zakazu reklamy piwa powstały klipy z „bezalkoholowym… oczywiście”, uzupełnione sugestywnym przymrużeniem oka.
Jestem bardzo ciekawy Waszego zdania oraz argumentów za lub przeciw.

 
14 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 21 listopada 2013 w ogólne

 

Tagi: ,

Herbert A. Gilbert – wynalazca e-papierosa – skrót wywiadu Jamesa Dunwortha

Na blogu Jamesa Dunwortha ukazał się krótki wywiad z twórcą projektu pierwszego e-papierosa, Herbertem A. Gilbertem. Zachęcam do jego przeczytania (nawet jeśli ktoś musi użyć translatora), a tutaj streszczę go tylko i zaprezentuję kilka ciekawych odpowiedzi.
Pan Gilbert jest w chwili obecnej po 80-tce, trzyma się całkiem nieźle i nadal jest aktywny. Ukończył college biznesowy, po czym poszedł do pracy w firmie ojca – był to skup złomu w Pennsylwanii. Określa się jako „zwykłego faceta posługującego się logiką” – i właśnie ta logika podpowiedziała mu pomysł na konstrukcję e-papierosa.
Konkretna idea zaczęła się rodzić podczas obserwacji piekarni jego ciotki. Podczas pieczenia ciast rozchodziły się tam doskonałe zapachy, a przecież nic się nie spalało, ciasto nie było objęte ogniem. Wtedy Gilbert wpadł na pomysł, aby to po prostu zminiaturyzować.
Zbudował kilka prototypów, które były być może prymitywne (to były jednak inne czasy), ale działały. Niestety, żaden nie doczekał dzisiejszego dnia, ponieważ skup złomu po jakimś czasie spłonął. Pytany o to, dlaczego nie postarał się o to, aby ten projekt wszedł do masowej produkcji, odpowiedział, że wędrował od firmy do firmy – nikt nie był tym naprawdę zainteresowany. Firmy tytoniowe chciały raczej chronić swój rynek (skąd my to znamy… 😉 ). W tamtych czasach zresztą niewiele się mówiło o szkodliwości palenia – to były czasy Marlboro Mana.
Ciekawe jest zakończenie wywiadu. James pyta Gilberta o to, czym właściwie różni się jego projekt od tego, który uznawany jest aktualnie za prototyp – czyli od e-papierosa opatentowanego w Chinach przez Hon Lika. Odpowiedź jest taka: Jeśli coś wygląda jak kaczka, ma łapy i dziób jak kaczka, pływa jak kaczka – to musi to być kaczka.
Myślę, że to dobre podsumowanie. Powiedzmy sobie szczerze – ten patent jest dostępny od dawna online, więc każdy mógł z niego skorzystać. Dlatego też warto pamiętać o Herbercie A. Gilbercie – prawdziwym twórcy projektu elektronicznego papierosa. Dziś ponownie jest w branży – pracuje w firmie Emperor Brands, która wypuściła na rynek e-papierosa marki „1963” – unieśmiertelniając datę stworzenia pierwszego prototypu przez H.A. Gilberta.
Zapewne wielu spyta: a czy on sam pali papierosy? Otóż palił, nawet dwie paczki dziennie. Rzucił mniej więcej 20 lat temu, bez żadnego wspomagania. Twardy facet.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 października 2013 w ogólne

 

Tagi: ,

Wata Salvesol czyli o tym jak sto lat temu walczono z trującym dymem

Jak się okazuje, już w 1913 roku zdawano sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie tylko nikotyna ma negatywne działanie na organizm człowieka. Prawidłowo zdiagnozowano, że w dymie tytoniowym obecny jest cyjanowodór (HCN), znany wtedy bardziej pod nazwą kwasu pruskiego, jak też tlenek węgla (CO), który w tamtych czasach nosił brzmiącą dziś dość archaicznie nazwę „niedokwas węgla”.
Rozwiązaniem tego toksycznego problemu miała być wata Salvesol, której reklamę znalazłem w przepastnych zasobach Internetu. W tekście sławiącym jej zalety producent powołuje się na pozytywną opinię profesora Antoniego Marsa – wydaje się, że chodzi tu o znamienitego ginekologa i położnika, profesora i rektora Uniwersytetu Lwowskiego.
Twórcą waty Salvesol był Władysław Bełdowski, magister farmacji i chemik. Była to postać niezwykła, ale o tym może napiszę przy innej okazji. Krakusy mogą skojarzyć pana Bełdowskiego z nazwą HERBEWO (budynek przy Alei Trzech Wieszczów). Była to spółka akcyjna produkująca m.in. bardzo popularne gilzy do papierosów, jak też oczywiście… watę Salvesol.
Wata mogła być też stosowana w szklanych cygarniczkach, które w tamtych czasach były bardzo popularne. Starsi czytelnicy bloga też pewnie je pamiętają.
Jednocześnie mamy ostrzeżenie przed tanimi podróbkami waty, w której stosuje się anilinę (fuj!) oraz kurkumę (chyba tylko po to, aby zabarwić watę na żółto). Jak więc widać, liche podróbki porządnych towarów to nie wymysł ostatnich czasów.
Niestety, pomimo poszukiwań w źródłach, nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat tego, czym impregnowana była owa wata. A mogłoby to być dość ciekawe.

(c) by Mirosław Dworniczak
Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 30 sierpnia 2013 w ogólne

 

Tagi: , ,