RSS

Archiwa tagu: FDA

WAŻNE! E-papierosy a młodzież – raport Naczelnego Lekarza USA

Ukazał się właśnie pierwszy w historii raport dotyczący EIN w aspekcie ich używania przez młodzież, wydany przez Naczelnego Lekarza USA (Surgeon General). Dokument (PDF) jest bardzo obszerny, liczy niemal 300 stron. Podejrzewam, że mało komu będzie się chciało przedzierać przez cały tekst. Dlatego też w wersji minimum warto zajrzeć do wersji bardzo skróconej, czyli Fact Sheet. Osobiście jednak sugeruję zapoznanie się z tzw. Executive Summary (też PDF), który liczy sobie niecałe 30 stron i zawiera streszczenie wszystkich rozdziałów oraz wnioski.
Cóż znajdziemy w tym dokumencie? Ano, sporo skomasowanych danych dotyczących zarówno tematu samych EIN, łącznie z historią, jak też omówienie wyników różnorodnych badań dotyczących aspektów zdrowotnych, jak też typowo socjologicznych, związanych konkretnie z młodzieżą. Pan Naczelny Lekarz bije na trwogę, bo młodzież używa EIN. Pomija jednak jedno zjawisko, które zilustrowano na rysunku 2.6 (w pełnym raporcie). Otóż w ciągu wielu lat liczba młodych ludzi palących zwykłe papierosy utrzymywała się na tym samym poziomie kilkunastu procent. W ostatnich latach spadła znacznie – do zaledwie 5%. Oczywistym więc jest, że wielu z tych ludzi przerzuciło się na mniej szkodliwą alternatywę w postaci EIN. Pana Naczelnego szokuje, że niemal 38% młodzieży licealnej przyznało się do tego, że spróbowali EIN. Nie, że używają regularnie, ale że choćby raz się zaciągnęli. Dla mnie to wcale nie jest szokujące – ot, efekt nowości. Zobaczyłem u kumpla gadżet i mówię: daj spróbować. Identycznie jest przecież z alkoholem.
No i w zasadzie cały ten raport to wyciąganie wniosków pod z góry określoną tezę, która jak zawsze brzmi: chrońmy dzieci i młodzież. Znamy to też z naszego podwórka, prawda? Czasem wnioski powstają jakby z powietrza. Czytamy np. EIN mogą potencjalnie być używane jako urządzenie do inhalacji kannabinoidów oraz innych nielegalnych związków. Nie ma żadnych konkretnych badań na ten temat, ale to nie przeszkadza panu Naczelnemu Lekarzowi pisać, że coś się potencjalnie może wydarzyć. A w kieliszku czy kubku można mieć cykutę. Może też zakażemy? Straszenie rozciąga się też na noworodki, bo zgodnie z tym raportem nikotyna w EIN może być odpowiedzialna za zespół nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS). Potencjalnie, oczywiście. Nie ma żadnych dowodów, ale… dlaczego nie postraszyć.
No i oczywiście pan wiceadmirał (tak, tak – choć nic nie wiadomo o jego służbie na morzu) Vivek Murthy ma propozycje rozwiązań. Też je dobrze znamy. Ostro zakazywać młodym używania EIN. Znacząco podwyższyć ceny i podatki. Wprowadzić pełną kontrolę wszystkiego oraz licencje dla sklepów z EIN. A najśmieszniejsze jest to, że w rozdziale poświęconym celom, w punkcie pierwszym przypomniana jest stara maksyma primum non nocere (po pierwsze: nie szkodzić). Nie wiem, jak Wam, ale mnie wydaje się to chore. Wiem, że młodzi nie powinni używać niczego uzależniającego, ale ostra polityka wobec EIN spowoduje tylko jedno – powrót młodych do palenia tytoniu. Czy im naprawdę o to chodzi? Wszystko na to wskazuje. Big Tobacco trzyma się mocno.
Ten raport otwiera furtkę dla FDA – do tego, aby wprowadzić ostre przepisy federalne, niezależnie od stanowych, które już tu i ówdzie zostały wprowadzone. Oczywiście będzie on też cytowany w innych krajach, obawiam się, że znacznie częściej niż znany nam raport Public Health England.
Jak więc wyraźnie widać, amerykańskich chmurzących też czekają ciężkie czasy. Parę lat temu myślałem, że będzie normalnie. Wyszło jak zawsze. Ale właśnie dlatego musimy się jednoczyć, wspierać na poziomie krajowym i międzynarodowym. Innego wyjścia nie ma. Rozproszeni mamy znacznie mniejsze szanse przetrwania.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 grudnia 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Wracam do tematu syntetycznej nikotyny

Chciałbym wrócić jeszcze do tematu syntetycznej nikotyny. Pisałem o niej troszkę w lipcu. Wtedy jedna z firm ujawniła, że oferuje nikotynę uzyskiwaną drogą syntezy, ale mieliśmy zdecydowanie za mało informacji.
Impulsem do napisania tego tekstu jest wpis na Ashtray Blog z 1.12. pod wielce znaczącym tytułem „Czy syntetyczna nikotyna może uratować chmurzenie?”. Autor wrzucił tam kilka ciekawych linków, między innymi do patentu firmy, o której pisałem w lipcu, odnoszącego się do syntezy nikotyny. Jest tam dość szczegółowo opisana metoda syntezy – ciekawa dla mnie, jako chemika, dla większości raczej nudna. Rzecz jednak w tym, że jest tam odpowiedź na podstawowe pytanie, które rozważałem już w lipcu. Chodzi o to, czy jest to tzw. enancjomer S nikotyny czy też mieszanina racemiczna izomerów S i R. Nie jest to dywagacja czysto akademicka, bo ma znaczenie dość istotne, ponieważ izomer R (ten nie-naturalny) ma zdecydowanie słabsze działanie na człowieka niż izomer S. No i właśnie z patentu dowiadujemy się, że firma oferuje jednak mieszaninę. Cóż to w praktyce oznacza? Ano tyle, że jeśli ktoś będzie oferował liquid o stężeniu 10 mg/ml, to z punktu widzenia naszego organizmu tak naprawdę możemy go odczuwać jako 5-7 mg/ml. Oczywiście rozdzielenie tej mieszaniny na dwa izomery jest wykonalne, ale wtedy cena jeszcze bardziej rośnie. A syntetyczna nikotyna jest droga, oj droga – kilkanaście razy droższa od tej pochodzenia naturalnego.
Firma twierdzi, że ich nikotyna jest czystsza. No cóż, to akurat może być prawdą, choć niekoniecznie. Nie ma tam zanieczyszczeń typowych dla nikotyny roślinnej, to prawda. Jednak kilkuetapowa synteza też zostawia swoje ślady, tego akurat jestem pewny. Dopóki nie zobaczę konkretnych wyników analiz ostatecznego produktu, nie będę się wypowiadał.
Autor wpisu na Ashtray Blog pyta, czy syntetyczna nikotyna może uratować chmurzenie. I sam odpowiada, że tak naprawdę nie wiadomo, bo trudno powiedzieć, jak się do tego odniesie FDA. Ja natomiast mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie z polskiego punktu widzenia. Otóż nie ma to żadnego znaczenia, skąd pochodzi nikotyna w LQ sprzedawanych w Polsce. To wynika wprost z wiadomej ustawy, gdzie jest mowa o nikotynie, ale absolutnie bez rozróżnienia, z jakiego źródła pochodzi.
Dlatego też uważam, że kwestię używania syntetycznej nikotyny w liquidach trzeba traktować raczej jako ciekawostkę, przynajmniej na obecnym stanie wiedzy i technologii.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 komentarzy

Opublikował/a w dniu 2 grudnia 2016 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Mrożku – dlaczego umarłeś? O tym, jak FDA odlatuje w kosmos…

Otwieram ja dziś codzienną prasówkę związaną z EIN i czytam. I oczom nie wierzę, więc czytam drugi i trzeci raz. Wyobraźcie sobie, że niesławna agencja FDA odleciała tym razem poza Układ Słoneczny. Chodzi konkretnie o sprawę z powództwa jednej z firm dystrybuujących liquidy, a dotyczącą m.in. kwestii tego, czy liquidy beznikotynowe – zerówki – powinny podlegać przepisom.
No i tutaj odpowiedź FDA jest z gatunku mrożkowskich. Otóż twierdzą oni, że „e-liquids marketed as ‚nicotine-free’ may properly be considered tobacco products—or components or parts thereof—under certain circumstances.”, czyli „liquidy określane jako beznikotynowe mogą być – w pewnych warunkach –  uznawane za produkty tytoniowe lub ich składniki„. Tak, dobrze czytacie – zerówka, czyli nawet sam PG czy VG, to według nich może być produkt tytoniowy.
Ja mam tylko jedną drobną prośbę do FDA: moi drodzy, dajcie znać, gdzie się zaopatrujecie w towar do palenia czy wąchania, bo musi być naprawdę mocny.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu 22 sierpnia 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Niestety, bardzo złe wieści także z USA

Niestety, obawiam się, że maj 2016 zapisze się jako czarny miesiąc w historii e-fajek. Dziś właśnie – jak grom z jasnego nieba – pojawiła się informacja, że amerykańska agencja FDA opublikowała olbrzymi dokument, w którym odnosi się po raz pierwszy do kwestii e-papierosów.
Nie ma jeszcze szczegółowej analizy tego dokumentu, ale komentatorzy są zgodni, że amerykańskie władze poszły po bandzie. Uważa się, że nowe regulacje praktycznie zmiotą z rynku 99% małych firm z naszej branży. W skrócie – e-p będą podlegały takim samym restrykcjom jak papierosy zwykłe. Będzie zakaz sprzedaży nieletnim, ale to akurat nie jest nic złego. Absolutnym kuriozum jest coś innego: wszystkie produkty, które pojawiły się na rynku po 15 lutym 2007 (TAK, 2007!) będą musiały zostać formalnie zarejestrowane w FDA.
Co to oznacza? Ano… chyba nietrudno się domyślić, prawda? I niewiele zmienia fakt, że będzie coś w rodzaju dwuletniego vacatio legis. Nie wyobrażam sobie, aby jakakolwiek mniejsza firma dała radę spełnić wymagania. Rekiny rynku analogów mają kolejny powód do świętowania. To jest już naprawdę chore!
American Vaping Association podsumowało to krótko: to nie jest regulacja rynku, to jest prohibicja.
Nic dodać nic ująć. I nie dodam żadnego komentarza, bo nie chcę używać słów powszechnie uważanych za wulgarne.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 

 
39 komentarzy

Opublikował/a w dniu 5 maja 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Artykuł w Wall Street Journal – dziwaczny tytuł, ciekawe dane

We wczorajszym wydaniu WSJ opublikowano artykuł pod znamiennym tytułem „E-Cigarette Sales Rapidly Lose Steam” (Sprzedaż e-papierosów gwałtownie traci impet). Ciekawostką jest zapewne to, że niespecjalnie pasuje on do prezentowanej treści. Ale może rzucę kilka przykładów.
Autor pisze o tym, że klienci są coraz mniej usatysfakcjonowani (haha), uchwalane są nowe prawa stanowe (to akurat prawda) oraz że pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących ich bezpieczeństwa (jasne, jasne…).
No ale na szczęście pojawiają się tam konkretne dane – i do nich chciałem się odnieść. Otóż, szacuje się, że po kilku latach trzycyfrowego wzrostu rok do roku (czyli ponad 100% rocznie), w przyszłym roku prognozuje się wzrost sprzedaży „zaledwie” o 57%. No ludzie… naprawdę życzyłbym każdej branży wzrostu o ponad 50% rocznie. Dla porównania – firma Apple odnotowała w ostatnim roku wzrost o 32%, a prognozowany na 2016 ma być 15%. Czy ktoś czytał o „gwałtownej utracie impetu” Jabłuszka?
Ale dalej są ciekawsze dane: okazuje się, że tak naprawdę słabo jest tylko w segmencie tzw. cigalikes, czyli papierosopodobnych. A właśnie te e-fajki są najbardziej promowane w ramach niesławnej dyrektywy. Ich sprzedaż spadła o 21%. Czy kogoś znającego choć trochę chmurzenie dziwi ten spadek? Mnie absolutnie nie. Sprzedaż nowszych modeli ma wzrosnąć w przyszłym roku o 51% (w tym wzrost wyniósł 126%).
Dalej w tekście jest też o tym, że sporo sklepów z tej branży upada. To akurat mnie specjalnie nie dziwi, bo wiele z nich było otwieranych przez ludzi, którzy kompletnie nie mieli pojęcia o tym sprzęcie. Usłyszeli, że można zrobić łatwy biznes… i tyle. U nas jest przecież podobnie.
Dalej autor przytacza słowa użytkownika cigalike’ów: kupiłem sobie Blu [to model wypuszczony przez jedną z firm Big Tobacco], ale strasznie ciężko się tym zaciąga, więc wróciłem do analogów.
Normalnie jakbym czytał tekst użytkownika sławnych E-healthów, ale – na Boga – to pasowałoby do roku 2009, a nie 2015, prawda? A niestety wygląda na to, że Bruksela chce ludzi skazać na coś takiego.
Oczywiście nie mogło w tekście zabraknąć zdania, że e-fajki wydzielają rakotwórczy formaldehyd – bez żadnego komentarza, że dzieje się to wtedy, gdy urządzenie to ma nastawy typowe dla spawarki elektrycznej.
Na samym końcu autor wspomina, że lada moment FDA wyda przepisy, które tylko utrudnią dostęp do e-fajek, jak też do informacji o nich (skąd my to znamy…).
Co będzie dalej, u nich i u nas – czas pokaże…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Czy w USA nadchodzi czas wapokalipsy?

Na łamach Wall Street Journal ukazał się 7 lipca artykuł pod znamiennym tytułem „Chmura FDA wisi nad sklepami dla waperów”. Dowiadujemy się z niego o tym, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy spodziewane są nowe decyzje FDA, które w istotny sposób mogą wpłynąć na branżę e-papierosową. Wygląda na to, że agencja federalna położy swoją wielką łapę na sprzęcie i liquidach, które zgodnie z przepisami, które mają wejść niebawem wymuszą otrzymywanie formalnej zgody na sprzedaż większości liquidów smakowych, które firmy będą chciały oferować swoim odbiorcom. Szacuje się, że koszt całego procesu może wynieść nawet od 2 do 10 milionów dolarów. Tak, moi drodzy, milionów. SFATA (Smoke-Free Alternatives Trade Association), grupa lobbystyczna działająca na rzecz podmiotów z naszej branży szacuje, że decyzje FDA mogą oznaczać likwidację 99% sklepów oferujących produkty dla chmurzących. Może te szacunki są zbyt pesymistyczne, ale ewidentnie widać, że problem jest.
Mamy tu więc sytuację w pewnym sensie podobną do europejskiej. Dystrybutorzy będą musieli w ciągu 6 miesięcy od wejścia w życie przepisów federalnych zgłosić swoje produkty agencji. Następnie będą mieli dwa lata na uzyskanie zgody na sprzedaż. Nietrudno się domyślić kogo będzie stać na przejście tego kosztownego procesu. No i oczywiście nie wiadomo, czy uzyska się zgodę.
Jestem dziwnie przekonany, że w siedzibach Big Tobacco będzie kanonada korków od szampana w dniu wejścia w życie nowych przepisów federalnych. Co prawda trochę kasy będą musieli zainwestować, ale za to rząd USA wyczyści im rynek. Zapewne w imię znanej przysięgi na wierność sztandarowi (Pledge of Allegiance), która kończy się słowami „…jeden niepodzielny Naród, wolność i sprawiedliwość dla wszystkich”. No tak, dla wszystkich. Bo wiadomo, że wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre równiejsze. Był pan prorokiem, panie Orwell.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 lipca 2015 w ogólne

 

Tagi: , ,

Migawki z GFN’15 czyli o dziwnych krajach słów kilka

No i wróciłem z bardzo intensywnego wyjazdu na Global Forum on Nicotine. W ciągu kilku dni uporządkuję w głowie wszystko, co tam się przez te kilkadziesiąt godzin dostało i napiszę takie konkretniejsze sprawozdanie. Dziś tylko migawki.
Wyobraźcie sobie cywilizowany kraj, w którym nie wolno sprzedawać liquidów z nikotyną. Ba, w niektórych miejscach policja potrafi zająć cały towar e-papierosowy – akumulatory, atomizery, grzałki. Kraj, w którym prawo dopuszcza indywidualny import liquidów nikotynowych, ale w momencie, gdy odbierzesz przesyłkę od listonosza, stajesz się przestępcą. Dlaczego? Ano, proste – jest zakaz posiadania takich płynów. Co więcej – kara za to straszliwe przestępstwo jest taka sama jak za posiadanie heroiny czy kokainy. Nikotynowym skrytożercom mówimy stanowczo – nie! Ktoś powie – przecież to brzmi jak z Mrożka. Owszem, ale Mrożek to literatura, a taki kraj istnieje realnie. Nazywa się Australia.
Tę wiedzę przekazał na GFN lekarz australijski – Atilla Danko. Byłem na wielu konferencjach naukowych w życiu, ale to wystąpienie było ewidentnie najlepszym, jakie kiedykolwiek miałem okazję widzieć. Uprzedzając pytania – było filmowane, więc prawdopodobnie niebawem będziecie je mogli obejrzeć.
Australia jest daleko. W Europie mamy inny dziwny kraj. Ukazała się w nim publikacja naukowa, w której kompletnie od czapy powiązano chmurzenie z lipoidowym zapaleniem płuc i opisano konkretny przypadek śmierci pacjentki. Mniejsza o to, że publikacja była kompletnie pozbawiona sensu, a lekarze znający kwestie związane z liquidami pukali się znacząco w czoło. Media podchwyciły przekaz. Efekt – ponad 80% rynku e-papierosowego w tym kraju przestało istnieć. Teraz pomału się to odbudowuje, ale miną zapewne lata, zanim wszystko wróci do stanu sprzed niesławnej publikacji. O tym opowiadała dr Carmen Escrig, a kraj ten to Hiszpania.
Jest też taki kraj, w którym wydawane jest prestiżowe pismo medyczne. I opublikowało ono list pewnej kobiety, waperki. Lorien nie jest naukowcem, jest matką dwójki dzieci i kelnerką na pół etatu. Mieszka w Wielkiej Brytanii. Napisała kilka zdań o chmurzeniu. O tym, że w debacie świat nauki powinien posłuchać też nas, waperów. Jej przekaz wywołał straszliwą burzę. Czterech profesorów z trzech kontynentów wspólnym wysiłkiem postanowiło dać odpór kruchej blondynce. I wyszło to strasznie żałośnie. Dlaczego? Ano – Lorien napisała prawdę, samą prawdę.

To tylko taki skrót ciekawostek z tych dwóch dni. Więcej pojawi się w kolejnych dniach. Na stronie GFN są już PDFy niektórych wystąpień plenarnych, pojawią się też nagrania wideo oraz zdjęcia. Było ponad 200 ludzi z całego świata – od Nowej Zelandii i Australii przez Kazachstan i wiele krajów Europy aż do USA. Zagadka – ilu przyszło polskich polityków, ludzi władzy czy też profesjonalistów medycznych? Tak, zgadliście. Nikt. A byli zapraszani już jesienią. To też daje do myślenia.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
11 komentarzy

Opublikował/a w dniu 7 czerwca 2015 w ogólne

 

Tagi: , , , ,