RSS

Archiwa tagu: media

Kilka refleksji o państwie prawa oraz… error 404, czyli znikający artykuł

Jak zapewne zauważyliście, proces legislacyjny ustawy implementacyjnej nabrał rozpędu, i to tak wielkiego, że na komentarze dotyczące oceny skutków regulacji firmy z branży dostały całe 48 godzin. Zaiste, niesamowite. Oczywiście nie chodzi o żadną opinię branży, bo wszystko już dawno jest ustalone, ale w razie czego będzie można powiedzieć: no jak to, przecież branża miała jeszcze raz szansę się wypowiedzieć.
Diabeł, jak powszechnie wiadomo, tkwi jednak w szczegółach. Nie będę się odnosił do nich, bo tak naprawdę szkoda na to czasu. Dociekliwi mogą jednak zajrzeć na moją ulubioną stronę Rządowego Centrum Legislacji. Znajdują się tam m.in. dokumenty podpisane przez pana Roberta Brochockiego, wiceprezesa RCL. I tak naprawdę są one clou całej sprawy. Wynika z nich, że cała ta implementacja jest kompletnie nieprzygotowana. Ba, jest ona w zasadzie niezgodna z Konstytucją RP. Podstawowym zarzutem wiceprezesa jest to, że ustawa wprowadza sankcje karne za naruszenie obowiązków, które mają być określone w tzw. aktach delegowanych oraz aktach wykonawczych. I tu jest właśnie problem, bo tych aktów po prostu jeszcze nie ma. Unia szybko uchwaliła dyrektywę, ale jakoś się nie spieszy z innymi przepisami, które są z nią związane. No a przecież paranoją jest uchwalać kary za… no właśnie – nie wiadomo za co, bo nie ma żadnych przepisów w tej sprawie. Zapewne specjaliści od prawa potrafią to znacznie lepiej wyjaśnić, ale dla mnie to jest wystarczająco klarowne.
Ministerstwo Zdrowia stworzyło jakąś tam odpowiedź na to, ale pan Brochocki (czapki z głów!) ponownie napisał, że przepisy aktów wykonawczych powinny być dołączone do samego projektu ustawy implementacyjnej.
W państwie prawa tego typu sytuacja spowodowałaby natychmiastowy ruch ze strony ministerstwa przygotowującego ustawę. Zwracam uwagę na początek poprzedniego zdania. Jak myślicie – czy w RP głos pana Brochockiego zostanie usłyszany?

To jest jedna sprawa na dziś. Drugą jest artykuł w Super Ekspressie. Artykuł, który był, ale jakoś automagicznie zniknął. A był zatytułowany: „Solidarność ostrzega: Ludzie NA BRUK przez unijną dyrektywę tytoniową!”.
Wiadomo, że w sieci nic nie ginie, a więc tekst można sobie przeczytać tutaj. Przeczytajcie całość, ale zwracam szczególnie uwagę na ostatni akapit:
Związkowcy wypominają poprzednim rządzącym, że nie wzięli pod uwagę możliwości rozwojowych przemysłu mniej szkodliwych dla zdrowia takich jak e-papierosy. Według Solidarności mają one ogromny potencjał w zakresie poprawy zdrowia publicznego, poprawy sytuacji na rynku pracy czy też podniesienia innowacyjności gospodarki. Inne kraje podjęły podobno takie kroki, przez co istnieje ryzyko, że za kilka lat to do nich przeniesie się produkcja.

Ciekawe, komu ten tekst aż tak przeszkadzał, że załatwił jego zniknięcie ze strony SE? Próba wyszukania daje klasyczny Error 404. Fajne, prawda?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 stycznia 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Komentarz dotyczący najnowszych doniesień na temat szkodliwości e-p

No to pora zacząć noworoczne pisanie. Startujemy z tym, co ostatnio bulwersowało.
Ostatnio mało komentowałem wrzutki medialne związane z e-fajkami. Były sprawy ważniejsze, jak np. kwestie implementacji, ale także, jak można było zauważyć, trochę się w tej kwestii uspokoiło.
Jednak tuż pod koniec roku pojawiły się teksty, które szybko się rozprzestrzeniły i zaczęły znowu budować negatywną narrację wokół tego tematu. Jak zwykle w tych przypadkach tytuły były alarmistyczne, treść artykułu zwykle też. I oczywiście potem mamy klonowanie tekstu połączone z pompowaniem strachu, jak widać choćby tutaj.
Wiadomo, że nikt nie pofatyguje się do źródeł, większość ludzi zresztą nie jest w stanie zinterpretować tego typu publikacji naukowej. Ja także nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie, zdałem się więc na komentarze fachowców, którzy to przeanalizowali i wyciągnęli wnioski.
OK, zacznijmy od początku, czyli samej publikacji, której streszczenie można znaleźć tutaj. Tamże jest dostęp do pełnego tekstu artykułu w formacie PDF. Już sam tytuł jest nieco dziwny, ponieważ w pracy nie badano żadnych e-papierosów, ale uzyskany z nich… no właśnie, nie do końca wiadomo co. Piszą, że ekstrakt, ale nawet nie podają jak go uzyskano, poza tym, że „wyssano” z e-papierosa. Dość dziwne jest to, że badacze nie zadali sobie trudu, aby wykonać choćby prostą analizę składu tej mieszaniny. Następnie tym ekstraktem zalano komórki nabłonkowe, występujące m.in. w jamie ustnej. Oczywiście są to tzw. linie komórkowe hodowane in vitro. No i komórki pławiły się w tym ekstrakcie aż do 8 tygodni. Co jakiś czas pobierano część do analizy.
No i tutaj posłużę się komentarzami mądrzejszych ode mnie specjalistów. Piszą oni, że tak naprawdę trudno się dziwić rozmaitym procesom, które zachodzą w takiej szalce Petriego w warunkach opisanych w pracy. Bo to trochę tak, jakby wrzucić kawałek mięsa do roztworu ługu sodowego (nawet rozcieńczonego) i być zaskoczonym, że po kilku tygodniach wygląda ono zupełnie inaczej.
Co ciekawe, komórki kontrolne, czyli takie, których nie poddawano działaniu ekstraktu, też wykazywały do pewnego stopnia cechy tzw. śmierci komórkowej. Po drugie: dwie (z trzech) badane linie komórkowe pochodziły ze specjalnie hodowanych typowych komórek rakowych. Po trzecie: ekspozycja na czynnik ryzyka trwała 24h/dobę, 7 dni w tygodniu przez 8 tygodni. Żadnych przerw. Dość nierealistyczne warunki, prawda? Dodam, że porównawcze badania z użyciem ekstraktu z papierosów kończono po 24h, bo dalej nie było co badać. Wszystkie komórki były już martwe.
Dlatego też wyciąganie wniosków jest dość ryzykowne. A już kompletnie dziwne jest stwierdzenie ex-cathedra, że używanie e-p powoduje raka. Oczywiście badania in vitro są potrzebne i cenne, ale każda taka analiza powinna być naprawdę dobrze zaprojektowana. Przykre jest to, że badacze po uzyskaniu wyników zaczynają brylować w mediach i rzucać hasła typu „E-fajki są równie szkodliwe jak zwykłe”, chociaż nic nie upoważnia do aż takiej ekstrapolacji.
Pozwólcie, że tu zacytuję zdanie jednej z badaczek, pani Wang-Rodriguez. “I believe they (e-cigarettes) are no better than smoking regular cigarettes.” (Wierzę, że używanie e-fajek nie jest lepsze niż palenie zwykłych papierosów). Kluczowy jest początek tego zdania. „Wierzę…”. Droga Pani – jeśli ktoś mieni się naukowcem i referuje wyniki swojej pracy, nie ma tam miejsca na wiarę. Jeśli są dowody, prezentujemy je. Jeśli jednak ich nie ma, jak w tym przypadku – nie wolno w coś „wierzyć”. Wierzymy tylko w twarde dowody. A skoro jest pani tego pewna, dlaczego takie zdanie nie pada w omawianej publikacji? No cóż, w mediach można chlapać, co się tylko chce.
Niestety, współczesne media bazują na tzw. kulturze strachu, bo to podbija słupki oglądalności. I tak samo jest w tym przypadku. Smutne.

Warto jednak zajrzeć do artykułu w The Guardian, w którym prof. Linda Bauld rozprawia się w sposób jednoznaczny z tym całym tekstem. Ciekawe czy gdziekolwiek indziej pojawi się odnośnik do tego tekstu. Wątpię, bo nie ma tam straszenia rakiem, jest chłodna, rozsądna analiza zawodowca.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 2 stycznia 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Miliard istnień ludzkich…

Tak, miliard. 1 000 000 000. Takie są szacunkowe dane dotyczących liczby ludzi, którzy w XXI wieku mogą umrzeć z powodu palenia tytoniu, jak też wdychania tzw. dymu środowiskowego, czyli palenia biernego.
I właśnie taki tytuł „A Billion Lives” nosi film dokumentalny, przygotowywany przez ambitny zespół młodych ludzi pod kierownictwem Aarona Bieberta, którego miałem zaszczyt spotkać w Warszawie w czerwcu na GFN’16. Dziś prezentuję tzw. teaser, zapowiadający film, który ma mieć premierę wiosną przyszłego roku. Ten trzyminutowy klip nosi tytuł „You’re being lied to” („Jesteś okłamywany”). Myślę, że warto go obejrzeć – nie mam niestety wersji polskiej. A może ktoś się pokusi o przygotowanie napisów? Ja postarałbym się uzyskać zgodę Aarona na  rozpowszechnienie tego teasera w polskiej wersji językowej.
Jak zobaczycie, występuje tam sporo ludzi znanych wśród chmurzących – m.in. Clive Bates, dr Derek Yach czy dr Delon Human. W filmie będzie ich znacznie, znacznie więcej. Będą też rozmowy z chmurzącymi, bo ta batalia toczy się też o ich/nasze życie.

Cieszę się, że ten film powstaje. Jeśli ten klip Was zainteresuje, polecam też ich stronę internetową. Myślę, że rozpowszechnianie informacji o tym filmie, a w sumie też o ruchu społecznym, który powoli wokół niego powstaje, jest jak najbardziej pożądane. Na stronie znajdziecie m.in. grafiki, które można kopiować i publikować u siebie. Można też zapisać się na ich newsletter. No i oczywiście można odwiedzać ich profil na Facebooku.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 14 grudnia 2015 w ogólne

 

Tagi: ,

Artykuł w Wall Street Journal – dziwaczny tytuł, ciekawe dane

We wczorajszym wydaniu WSJ opublikowano artykuł pod znamiennym tytułem „E-Cigarette Sales Rapidly Lose Steam” (Sprzedaż e-papierosów gwałtownie traci impet). Ciekawostką jest zapewne to, że niespecjalnie pasuje on do prezentowanej treści. Ale może rzucę kilka przykładów.
Autor pisze o tym, że klienci są coraz mniej usatysfakcjonowani (haha), uchwalane są nowe prawa stanowe (to akurat prawda) oraz że pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących ich bezpieczeństwa (jasne, jasne…).
No ale na szczęście pojawiają się tam konkretne dane – i do nich chciałem się odnieść. Otóż, szacuje się, że po kilku latach trzycyfrowego wzrostu rok do roku (czyli ponad 100% rocznie), w przyszłym roku prognozuje się wzrost sprzedaży „zaledwie” o 57%. No ludzie… naprawdę życzyłbym każdej branży wzrostu o ponad 50% rocznie. Dla porównania – firma Apple odnotowała w ostatnim roku wzrost o 32%, a prognozowany na 2016 ma być 15%. Czy ktoś czytał o „gwałtownej utracie impetu” Jabłuszka?
Ale dalej są ciekawsze dane: okazuje się, że tak naprawdę słabo jest tylko w segmencie tzw. cigalikes, czyli papierosopodobnych. A właśnie te e-fajki są najbardziej promowane w ramach niesławnej dyrektywy. Ich sprzedaż spadła o 21%. Czy kogoś znającego choć trochę chmurzenie dziwi ten spadek? Mnie absolutnie nie. Sprzedaż nowszych modeli ma wzrosnąć w przyszłym roku o 51% (w tym wzrost wyniósł 126%).
Dalej w tekście jest też o tym, że sporo sklepów z tej branży upada. To akurat mnie specjalnie nie dziwi, bo wiele z nich było otwieranych przez ludzi, którzy kompletnie nie mieli pojęcia o tym sprzęcie. Usłyszeli, że można zrobić łatwy biznes… i tyle. U nas jest przecież podobnie.
Dalej autor przytacza słowa użytkownika cigalike’ów: kupiłem sobie Blu [to model wypuszczony przez jedną z firm Big Tobacco], ale strasznie ciężko się tym zaciąga, więc wróciłem do analogów.
Normalnie jakbym czytał tekst użytkownika sławnych E-healthów, ale – na Boga – to pasowałoby do roku 2009, a nie 2015, prawda? A niestety wygląda na to, że Bruksela chce ludzi skazać na coś takiego.
Oczywiście nie mogło w tekście zabraknąć zdania, że e-fajki wydzielają rakotwórczy formaldehyd – bez żadnego komentarza, że dzieje się to wtedy, gdy urządzenie to ma nastawy typowe dla spawarki elektrycznej.
Na samym końcu autor wspomina, że lada moment FDA wyda przepisy, które tylko utrudnią dostęp do e-fajek, jak też do informacji o nich (skąd my to znamy…).
Co będzie dalej, u nich i u nas – czas pokaże…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kolejne czarne chmury zbierają się nad użytkownikami e-fajek

W ostatnich dniach mamy niestety do czynienia z szerokim europejskim frontem przeciwników chmurzenia. Wygląda mi to na zmasowaną akcję, choć nie będę się doszukiwać jakiejś zewnętrznej koordynacji.
O naszych krajowych sprawach już pisałem. Nie wiemy, jak to będzie dalej wyglądać, ale mam wrażenie, że cofnęliśmy się do punktu wyjścia. W ostatnich dwóch dniach dotarły niepokojące informacje dotyczące Niemiec i Węgier.
Na stronach Deutche Welle można przeczytać wywiad z panią Martiną Pötschke-Langer z Niemieckiego Centrum Badań Raka [dzięki za poprawkę, Joe! – SCh]. Przyznam, że dawno już nie czytałem tak paranoicznej rozmowy. Oto kilka fragmentów:
„Niektóre z tych produktów są kupowane głównie przez dzieci. Są bardzo kolorowe, jak kredki.”

„- Czy e-papierosy są produkowane głównie dla dzieci?
– Tak, marketing jest definitywnie skierowany w stronę najmłodszych, ponieważ dzieci lubią różne smaki, jak na przykład gumy balonowej.”

„- Czy bierne palenie, którego źródłem są e-papierosy jest tak samo niebezpieczne jak to pochodzące z palenia tytoniu?
– Emisja [zanieczyszczeń] w sopsób oczywisty pogarsza jakość powietrza we wnętrzach, szczególnie jeśli w pokoju kilka osób pali e-papierosy. Pomiary wykazały obecność substancji kancerogennych: aldehydu octowego, formaldehydu i metali. E-papierosy muszą być traktowane tak jak zwykłe.”

No to możemy mieć już jasność, bo pani Martina niedwuznacznie w swoich wypowiedziach sugeruje, że sprawa będzie załatwiona szybko. Oczywiście – w trosce o dzieci, jak wiadomo. Może przy okazji zakaże się też prezerwatyw smakowych – one też mogą prowokować dzieci do wczesnego rozpoczynania życia seksualnego. Jak jechać paranoicznie, to po całości.

A wczoraj został upubliczniony list dr. Istvana Zentai – węgierskiego propagatora e-fajek. Pisze on, że w ostatnich dniach trwa zmasowany atak propagandystów rządowych na chmurzenie. Węgierskie ministerstwo zdrowia oraz organizacji zdrowia publicznego ignoruje doniesienia naukowe rozpowszechniając fałszywe wiadomości dotyczące wpływu chmurzenia na zdrowie. Zentai nie waha się nazwać to wszystko propagandą w stylu goebbelsowskim. Jakie są pomysły władz? Trzeba przyznać, że podobne do polskich – całkowity zakaz reklamy, a także informacji o produktach. Dotyczyć to ma także Internetu. Dozwolone będą tylko bezużyteczne produkty bezsmakowe, sprzedawane w sklepach tytoniowych. Jak pisze Istvan: Jesteś palaczem? Bardzo nam przykro, prosimy ustawić się w kolejce do celi śmierci.
Gorzkie, ale prawdziwe słowa.

Widać więc wyraźnie, że nie tylko my borykamy się z kwestią paranoicznej implementacji. Co gorsza – nasza nowa władza może powiedzieć: popatrzcie, nawet Niemcy tworzą twarde prawo. I Węgrzy też – wielki Victor Orban także chce wziąć chmurzących za pysk. A wielcy prezesi Big Tobacco i Big Pharma mogą otwierać kolejne butelki szampana. Wszystko idzie dokładnie po ich myśli. Amerykańska agencja FDA też zmierza w tym samym kierunku. Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, niebawem e-fajki mogą przejść do historii.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
18 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 11 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

No to maska opadła – wiemy kogo naprawdę reprezentuje minister zdrowia

Nie wiem, jakich słów można użyć, aby skomentować kolejny występ w TV pana ministra Zembali. We wczorajszej rozmowie w TVP Info nawet nie był pytany o e-fajki – sam zaczął temat (mniej więcej od 11 minuty). Dowiedzieliśmy się od Złotoustego, że są „e-papierosy są tak samo ciężko szkodliwe jak te klasyczne”. Może ten człowiek jest nawet dobrym kardiochirurgiem – nie mnie oceniać. Ale wiem jedno – minister zdrowia, który BEZCZELNIE KŁAMIE na antenie państwowej ogólnopolskiej telewizji to coś, czego nie mogę zaakceptować.
Mówi to ktoś, kto zapewne słyszał kiedyś o zasadzie „primum non nocere”. Ktoś, kto składał po doktoracie przysięgę, w której treści znajdują się następujące słowa: „Wreszcie: że nie dla nieczystego zysku, ani dla próżnej chwały będziecie pilnie uprawiali badania naukowe i naprzód posuwali naukę, lecz aby szerzyć prawdę i aby jej światło, niosące dobro ludzkości, tym jaśniej błyszczało.

I co – to jest szerzenie prawdy? Jakiej prawdy? A może lepiej spytam: czyjej prawdy? Szkoda, że redaktor nie spytał o dowody na tę „ciężką szkodliwość”, choć zapewne usłyszałby kilka gładkich profesorskich słów, wygłoszonych ex cathedra. I tylko niestety można westchnąć, że ten program oglądało co najmniej kilkaset tysięcy ludzi. Do nich trafił prosty przekaz. Uznają go za prawdziwy, bo przecież „sam profesor minister Złotousty powiedział, a on musi się znać”. A panowie z Big Tobacco i Big Pharma otworzą dziś wieczorem kolejne butelki szampana, bo chyba już dawno nie dostali tak wielkiego wsparcia od członka rządu odpowiedzialnego za zdrowie Polaków.
Na szczęście to już ostatnie dni tego pana na ministerialnym stołku. Pożegnam go (i zapewne nie tylko ja) naprawdę bez krztyny żalu. Mam nadzieję, że jego następca będzie jednak bardziej uczciwy w ocenie danych naukowych.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
14 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 3 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: ,

„Dziura w płucach” po e-papierosie? Nie, to tylko – jak zawsze – tabloid

No i mamy kolejną falę „uczonych” publikacji dotyczących straszliwych skutków e-papierosa. Tym razem nieszczęśnikiem jest mężczyzna, którego przypadek opisuje znany brytyjski tabloid The Sun. W skrócie – 33-letni facet używał sobie e-fajka, zaciągnął się w jakiś sposób płynnym liquidem, zaczął kaszleć, a potem miał problemy z oddychaniem. Jak sam zeznaje (nie ma żadnych informacji ze strony lekarzy), liquid „wypalił dziurę w płucu” i pracuje ono teraz z 25% wydajnością. Oczywiście temat zaraz podchwyciły inne media, tradycyjną metodą kopiuj/wklej. Nikt się nie pofatygował do szpitala, aby spytać, co myślą o tym lekarze. Zastanawiające jest też to, że facet z „dziurą w płucach” ma dość sił, aby się kontaktować z tabloidem. Znany Wam Konstantinos Farsalinos skomentował na razie ten przypadek krótko: „odma, w przypadku której wcześniejsze palenie tytoniu jest czynnikiem ryzyka, została przedstawiona jako dziura w płucach. Smutne.”
Polskie portale nie są gorsze, choć jak na razie nie ma tu jeszcze wysypu tej głupoty. Jednak smutne jest to, że coś, co ma w nazwie „zdrowie” publikuje bezrefleksyjnie ten przekaz, opatrując go do tego sensacyjnym tytułem „Kolejna ofiara e-papierosa”. Oczywiście pani, która spłodziła to wiekopomne dzieło, nie mogła sobie podarować ubarwienia opowieści. W jej tekście ten płyn był gorący (żadnej takiej informacji w źródle The Sun). Rzecz jasna musiała wspomnieć też o słynnym przypadku gitarzysty Guns’n’Roses, który się podobno zatruł przy pomocy e-fajka – i to kupionego w Polsce. OŚMIU lekarzy ratowało mu życie, jak sam twierdził. Cóż takiego zaleciło mu konsylium wybitnych medyków? Poradzili, aby znowu zwykłe fajki zaczął palić, bo inaczej dozna szoku  („They advised me to start smoking real cigarettes because my body would go into shock if I just stop smoking”).
Dalej autorka jeszcze bardziej puszcza wodze fantazji pisząc „Według opublikowanego w 2014 roku raportu Światowej Organizacji Zdrowia urządzenia te są bardzo groźne dla zdrowia.” Idę o zakład o 12-letnią whisky, że na oczy tego raportu nie widziała.
Nie wiem, jak trzeba być głupim, aby coś takiego pisać. I nie wiem, jaka inna głupia osoba pozwala na to, aby taki tekst się ukazał. No ale to jest portal, którego właścicielem jest Wirtualna Polska, a więc zapewne zgodnie z ich linią przedstawia wirtualną wiedzę wirtualnych autorek. Szkoda, że straszenie ludzi jest całkowicie realne. Bo pelikany to łykną. Bez zadławienia.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 października 2015 w ogólne

 

Tagi: ,