RSS

Tag Archives: media

Światowe Forum Nikotynowe – garść pierwszych refleksji na gorąco

Jak zapewne wiecie, ostatnie kilka dni spędziłem na Pierwszym Światowym Forum Nikotynowym w Warszawie. Wróciłem stamtąd z mnóstwem wrażeń, obserwacji i pomysłów. Dziś wpadłem w wir spraw bieżących, w tym zaległych, więc w krótkim wpisie przedstawię tylko zarys tego, co tam się działo. A było tego dużo…
Zacznijmy może od tego, że tak naprawdę pomysł tego kongresu powstał stosunkowo niedawno. Wszystko było organizowane przez ekipę, która bardzo zgrabnie połączyła angielską precyzję i polską fantazję. I chyba tylko dlatego spotkanie okazało się być spektakularnym sukcesem. Zwykle takie duże kongresy planuje się z co najmniej rocznym wyprzedzeniem, aby można było zebrać dobrych mówców, rozpuścić wici po świecie itd. Tu nie było aż tyle czasu. No ale jednak teraz można się świetnie komunikować przez sieć. Komitet programowy, do którego zaprosił mnie główny organizator, Gerry Stimson, działał właśnie głównie w oparciu o mail. Mając obok siebie takie postaci jak Konstantinos Farsalinos, Riccardo Polosa, Karl Fagerström, Jacques le Houezec czy Andrzej Sobczak, wierzyłem, że uda się to zrobić. Przyznam jednak, że byłem pozytywnie zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że w GFN wzięło udział prawie 200 osób z prawie 30 krajów (nawet tak egzotycznych jak Kazachstan). Po cichu przyznam, że jeszcze 2 miesiące temu stawiałem, że będzie maksymalnie setka ludzi.
No dobrze – to jest o tym, kto był, ale istotne jest też to, kto był wielkim nieobecnym. Pomimo tego, że już za kilka miesięcy WHO będzie organizować światowe spotkanie związane z produktami tytoniowymi i nikotynowymi, gdzie mają zapaść bardzo ważne decyzje, nikt z tego gremium nie pofatygował się, aby przyjechać do Warszawy. Nie było też przedstawicieli FDA chociaż właśnie pracują nad amerykańskimi przepisami. Z Unii pojawiła się tylko europarlamentarzystka, pani Rebecca Taylor. Zgadnijcie ilu było polskich posłów. Tak, macie rację – zero. Polskie środowiska medyczne też w zasadzie uznały, że sami wszystko już wiedzą lepiej. Zauważyłem tylko dwie osoby – panią profesor pulmonolog oraz drugą panią, która przedstawiła się jako lekarz. O pani profesor napiszę jeszcze w kolejnym wpisie. Nie pojawił się ani pan prof. Zatoński, ani prof. Jassem, ani też pan płk. dr hab. Jędrzejko. Nie było dr. Łukasza Balwickiego, który bardzo lubi wypowiadać się ex cathedra o e-papierosach. Wszyscy wiedzieli o forum od dawna, a jednak nie przyszli. Ciekawe dlaczego… ;)
Nie było polskich prawodawców, choć pierwotnie wyrażali zainteresowanie wzięciem udziału przynajmniej w wybranych sesjach. Tak sobie myślę, że może rządowi zabrakło kasy na wpisowe, bo trzeba było regulować rachunki za ośmiorniczki i inne frykasy.
Ucieszyła mnie za to obecność dwóch dziennikarek naukowych zajmujących się tematami zdrowotnymi. Może coś dobrego z tego wyniknie. Cieszy też obecność dziennikarzy z USA, Rosji czy Włoch.
Aktywnie w pracach uczestniczyli członkowie Stowarzyszenia Użytkowników E-papierosów SUEP Waper, co też było optymistyczne. Szkoda trochę, że zabrakło innych chmurzących na czwartkowym spotkaniu VAPEMEET. Wiele razy zapraszałem, na to spotkanie wstęp był darmowy, a dzban piwa (chyba 1,5 l) za 18 PLN to nie jest chyba aż tak dużo. A na spotkaniu można było spotkać legendy takie jak Farsalinos, nie licząc samych głównych organizatorów. Atmosfera była wręcz doskonała. No cóż… szkoda. Może za rok.
Ja na VAPEMEET dotarłem dość późno, ponieważ wcześniej byłem na żywo w TOK FM.
To tyle tytułem wstępu. W najbliższych dniach przybliżę trochę tematykę omawianą na sesjach, opowiem też o osobistych wrażeniach ze spotkań z niektórymi z uczestników.
Jeśli ktoś ma jakieś pytania związane z GFN – wrzucajcie, postaram się odpowiedzieć.

EDIT (13:38): zapomniałem dodać, że na konferencji obecnych było co najmniej kilkoro przedstawicieli Big Tobacco – jedni jawnie (BAT – pozdrawiam miłe Panie!) inni nieco mniej jawnie. Wyraźnie było widać zainteresowanie tematyką. O obecności Big Pharma nic mi nie wiadomo.

 
2 komentarzy

Posted by w dniu 30 Czerwiec 2014 w ogólne

 

Tagi: , , , , , , ,

Mityczne e-jointy, czyli o tym, że czytać ze zrozumieniem trzeba umieć

Dziś od rana w mediach elektronicznych sensacyjne doniesienia o epokowym odkryciu Holendrów, czyli e-jointach. Czytamy więc w mediach tak ambitnych jak Super Express o e-trawce. No i pisze jakiś tam „mundry” redaktor: „Elektroniczna trawka – to brzmi niewiarygodnie? Już nie! Holendrzy wynaleźli urządecznie (??? ki diabeł? – przyp. mój), które można wypełnić marihuaną w płynie!”
Nie wiem, czym wypełniony jest mózg kogoś, kto dzielnie i otwarcie podpisuje się mra. Jedno jest pewne – dawno nie czytałem większych głupot.
Owszem, jest w Holandii coś, co nosi nazwę e-joint. Sprzedaje to firma E-Njoint. I wystarczy wejść na ich stronę, aby się dowiedzieć, że jest to tak naprawdę marny e-papieros, którego jedyną innowacją jest to, że diodka na końcu przy zaciąganiu się wyświetla listek konopi. Firma pisze, że produkt jest w 100% wolny od THC (substancja czynna zawarta w maryśce), a także nie zawiera nikotyny. Można kupić go w kilku smakach, takich jak arbuz, jabłko czy truskawka. No rzeczywiście – przełom, rewolucja i wszyscy spragnieni konopi będą mieli swojego świętego Graala.
No ale to nie przeszkadza panu/i mra pleść bzdury. Reszty tekstu, a zwłaszcza ostatniego akapitu o uzależnieniu 11-latek w USA od e-fajek o smaku gumy do żucia szkoda nawet komentować.
Firma pisze na swojej stronie, że zamierza wypuścić waporyzator do ziół, ale jak na razie nie ma nawet jednego zdania o tym, jak toto miałoby wyglądać. Ujawniona jest tylko temperatura podgrzewania – 183 stopnie. To będzie zapewne wysoka technologia, skoro temperatura grzałki będzie kontrolowana z dokładnością do 1 stopnia.
Przy okazji – waporyzatory do ziół to żadna nowość – od jakiegoś czasu tłuką się po sieci, ale zdaje się, że nie zyskały specjalnego uznania.
Tymczasem oczywiście nasze krajowe media zwietrzyły sensacyjkę i oczywiście lecą tradycyjnym COPY-PASTE. Ech… niektórym przydałby się choćby najprostszy e-brain jako namiastka mózgu.

 
2 komentarzy

Posted by w dniu 24 Czerwiec 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Zatrucie nikotyną u niemowlaka – zanim zacznie się nagonka w mediach

Wszyscy wiemy, że nic tak nie ożywia mediów jak nieszczęście. Najlepiej jakby był trup, ale nie zawsze można liczyć na taką okazję. No ale zatrucie też może być fajne, szczególnie jeśli: a/ dotyczy dziecka, b/ dotyczy produktu, któremu się robi kampanię negatywną.
Postanowiłem wyprzedzić ruch medialny, który zapewne się zacznie, gdy ktoś wytropi ten artykuł w New England Journal of Medicine. Spełnia on oba powyższe „kryteria fajności”.
Jestem przekonany, że zaraz się pojawią teksty o tym, jakie to wszystko szkodliwe, niebezpieczne i najlepiej zakazać, zabronić, a posiadaczy wsadzić prewencyjnie, oczywiście w trosce o ich dobro.
Przyjrzyjmy się jednak opisanemu przypadkowi. Otóż w jednym z amerykańskich szpitali został przyjęty jako pacjent 10-miesięczny chłopiec, który łyknął jakąś ilość liquidu. Nie wiadomo do końca ile tego było, ale wiemy, że stężenie wynosiło 18 mg/ml. Bez odpowiedzi pozostaje też sprawa podstawowa. Jak, u diabła, dziecko mogło mieć w zasięgu rąk otwartą butelkę z liquidem. Ale o tym jeszcze trochę za chwilę.
Podstawowe objawy, jakie wystąpiły, to wymioty i tachykardia (przyspieszenie akcji serca). No i właśnie ten pierwszy objaw jest bardzo istotny w tym przypadku. Mówiąc skrótowo – co weszło, to wyjdzie. Owszem, część nikotyny zostanie zaabsorbowana, ale reszta zniknie z organizmu w miarę naturalnie. To jest niesamowicie istotna sprawa, ponieważ, jak widać, organizm sam się broni przed wchłonięciem trucizny. Dlatego też dawka toksyczna nikotyny w przypadku połknięcia nie może być rozpatrywana na poziomie dziesiątek, ale raczej setek miligramów. Pisałem o tym już jakiś czas temu.
I taki sam mechanizm samoobrony miał miejsce w tym przypadku. Lekarze nie zdecydowali się podać dziecku żadnego antidotum, pozostawili je na obserwacji. Sześć godzin później uznali, że wszystkie istotne parametry dziecka są już zupełnie w normie, więc można było je wypisać.
To jest istota opisywanego przypadku. Reszta artykułu to już klasyka: opowieść o tym, że zatrucie nikotyną może w skrajnych przypadkach spowodować problemy z układem oddechowym, a w konsekwencji nawet śmierć. I o tym, że łyżeczka liquidu 18 mg/ml może być dawką śmiertelną dla osoby ważącej 90 kg. Swoją drogą – ciekawe po co takie informacje w artykule o 10-miesięcznym dziecku. Na koniec jest nieśmiertelny już akapit o tym, że liquidy nie są ujęte w przepisach FDA itd.
A tak naprawdę przynajmniej jeden akapit powinien być poświęcony czemuś innemu, a mianowicie temu, że karygodną sprawą jest brak rozumu u rodziców/opiekunów dziecka. I to oni powinni trafić do lekarza, ale nie internisty, tylko takiego od głowy.
Na koniec jeszcze jeden drobiazg. W artykule wspomniano, że jednym ze składników liquidu był salicylan metylu, a dokładniej „oil of wintergreen”, czyli olejek eteryczny z występującej w Ameryce Północnej rośliny zwanej golteria rozesłana. Przyznam, że nie bardzo rozumiem stosowanie salicylanów w liquidzie, ale na całe szczęście nie muszę rozumieć wszystkiego.

 
7 komentarzy

Posted by w dniu 8 Czerwiec 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Arsen w liquidzie do e-papierosów – kilka słów komentarza

W mediach znowu mamy alarmistyczne artykuły. Tym razem na temat arsenu, który znaleziono w jakichś próbkach e-liquidu na Pomorzu. I znowu mamy trujące e-papierosy, choć czasami to stwierdzenie jest zakończone znakiem zapytania (jak w przypadku tego artykułu). Nie wiemy, co to były za liquidy, nie wiemy w ilu próbkach znaleziono ten arsen. Nie mamy pojęcia o dystrybutorze. Jedyne, co mamy w tym momencie, to liczba określająca stężenie arsenu w liquidzie. No to może przeanalizujmy to, co mamy.
Teraz trochę matematyki. Otóż ujawnione dane wskazują, że stężenie arsenu (As) wyniosło 938 mikrogramów/litr. Inaczej mówiąc – niecały 1 mg/l. My zwykle posługujemy się w przypadku liquidów mililitrami. Przeliczając otrzymamy 1 mikrogram As/ml liquidu.
I tu rodzi się kluczowe pytanie – czy to dużo czy mało?
Sięgnijmy do światowych norm dotyczących dopuszczalnych ilości metali ciężkich wprowadzanych do organizmu. Informacje o arsenie można znaleźć np. na stronie krakowskiego Sanepidu. Mamy tam odniesienie do norm określonych przez komitet ekspertów FAO i WHO. Zgodnie z tymi danymi norma tzw. tolerowanego tygodniowego pobrania ze wszystkich źródeł (PTWI) na poziomie 15 mikrogramów na kilogram masy ciała.
Zakładając, że przeciętny chmurzący waży 70 kg, może on wchłonąć w siebie 1000 mikrogramów arsenu tygodniowo. Przypominam, że w zakwestionowanym liquidzie mieliśmy 1 mikrogram w mililitrze. Wynika z tego, że dopóki nie przekroczymy litra liquidu tygodniowo, nadal jesteśmy poniżej limitu.
Nie przeszkadza to oczywiście bić na alarm w tabloidach i pisać „lepiej tego nie kupuj” czy też „kontrolerzy sprawdzają, czy zatruty płyn do papierosów jest sprzedawany w innych miejscach w Polsce”. Na marginesie – pan redaktor wyraźnie nie rozróżnia słów „zatruty” i „trujący”, choć ani jedno ani drugie słowo nie jest w tym kontekście prawdziwe.
OK, takie wilcze prawo tabloidów, żywiących się tanią sensacją. Gorzej, jeśli w podobnym tonie wypowiadają się instytucje państwowe, choćby Państwowy Zakład Higieny. W informacji „E-papierosy wcale nie muszą być bezpieczniejsze” czytamy o „istotnych problemach toksykologicznych”, objawach chronicznego zatrucia arsenem itd. itp.
I tylko nie ma ani słowa o normach, dopuszczalnej ilości, ani też o tym, że arsen jest obecny w wielu produktach spożywczych. Szkoda, że PZH nie odesłał na przykład do tego źródła, chyba rzetelnego, skoro jest firmowane przez uniwersytet medyczny. Wynika z niego na przykład, że owoce morza zawierają nawet do 5000 mikrogramów w kilogramie. Ale normy dla ryb pozwalają, aby tego pierwiastka było tam 4000 mikrogramów/kg. W tym samym źródle mamy informację, że przeciętnie człowiek przyjmuje od 53 do 330 mikrogramów As dziennie.
Wracamy do „zatrutego liquidu”. Jeśli więc ktoś zużyje go 5 ml w ciągu dnia, to będzie to stanowić od 1,5 do 10% przeciętnego pobrania dziennego. I tylko takie porównania mają, moim zdaniem, sens.
Przy okazji – może szanowny PZH podałby, jaka jest zawartość arsenu w tytoniu i dymie tytoniowym?

Żeby nie było niejasności – w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwiam producenta/dystrybutora. Jestem za tym, aby liquidy były badane i w razie czego wycofywane z rynku. Uważam jednak, że histeria medialna powinna być piętnowana.
Miłego wieczoru.

 
22 komentarzy

Posted by w dniu 8 Maj 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

Profesor-onkolog a interesy Big Tobacco

W zasadzie miałem już nie komentować pojedynczych artykułów prasowych atakujących e-papierosy. Myślę jednak, że powinienem zrobić wyjątek od tej zasady dla tekstu z Rzeczpospolitej opublikowanego pod znaczącym tytułem „E-papierosy. Zanim będzie za późno”.
Dlaczego? A choćby dlatego, że wypowiada się tam profesor medycyny, onkolog, Jacek Jassem. I mówi takie rzeczy, które powodują znowu załamanie rąk. Dam tylko kilka przykładów:
” Nie istnieją też żadne naukowe dowody, że e-papierosy są bezpieczne.”
Szanowny panie profesorze: czy widział Pan naukowe dowody, że bezpieczny jest np. chleb? Jak żyję nie widziałem publikacji naukowej pod takim tytułem. A jednak nie atakuje pan chleba. Co gorsza – zapomina pan o tym, że atakowane e-papierosy są dla nałogowców alternatywą palenia tytoniu, które, jak sam pan przyznaje, jest zdecydowanie gorsze. Ja spytam odwrotnie: czy istnieją naukowe dowody, że używanie e-papierosów jest tak szkodliwe jak palenie tytoniu?
Następnie rozwodzi się pan nad nikotyną jako środkiem uzależniającym i posiadającym szkodliwe działanie. Co do pierwszego – zgoda, ale jeśli chodzi o to działanie szkodliwe, to przypominam, że „dosis facit venenum” (dawka stanowi o truciźnie). Mało jest badań działania czystej nikotyny na organizm, bo dotychczas badano prawie wyłącznie oddziaływanie dymu tytoniowego.
I znowu – nie wspomina pan o tym, że nałogowiec palący tytoń nie może się już uzależnić od nikotyny z e-papierosa. On już jest uzależniony.
„Mam takie przezrocze, które pokazuję studentom. 
Widać na nim, jak liczba zachorowań na raka płuca wzrasta proporcjonalnie do liczby sprzedawanych w skali świata papierosów.”
No, tutaj to pan zdecydowanie przeszarżował i strzelił kulą w płot. Korelacja dwóch serii danych absolutnie nie oznacza zależności. Posłużę się tu przykładem, który niedawno pojawił się w sieci (np. tutaj).

autism_organic_foods
Mamy tutaj na wykresie dwie krzywe. Jedna z nich pokazuje liczbę zdiagnozowanych przypadków autyzmu, a druga – sprzedaż żywności ekologicznej (organic food). Jest korelacja? Jest, i to całkiem dobra. Czy wyciągnie pan wniosek, że autyzm jest powodowany przez spożycie ekologicznej żywności?
Skorelować można wszystko z wszystkim, ale z wyciąganiem wniosków byłbym bardzo ostrożny.
Mówi pan potem o raku płuca, pośrednio sugerując, że to właśnie nikotyna jest za niego odpowiedzialna. Czy zapomina pan celowo o tym, że nikotyna nie jest kancerogenem? No tak, to nie pasuje do obrazka.

No a teraz to, co podniosło mi zdecydowanie ciśnienie. Na pytanie:

Chce pan wyeliminować e-papierosy całkowicie?

odpowiada pan:

„Tak, bo dzisiaj, gdy nie ma wojen, głodu i epidemii, papieros stał się największym zabójcą ludzkości. Producenci e-papierosów będą się oburzać, że ich produkty są bezpieczne, 
a mnie odsądzać od czci i wiary jako nadgorliwego, który chce zaszkodzić ich interesom.”

Szanowny Panie! Chce pan całkowicie wyeliminować e-papierosy, które nie zabiły jeszcze nikogo, ale nie mówi pan o tym, aby zakazać zwykłych papierosów, które zabijają miliony ludzi rocznie. Dlaczego? Postawię tezę  – po prostu nie chce pan zaszkodzić interesom producentom papierosów tytoniowych. Skoro sprzedaż e-papierosów szkodzi interesom Big Tobacco to pan, eliminując je, pomaga przemysłowi tytoniowemu. Proste i jasne.

I jeszcze na koniec – uwaga do autorki artykułu. Czy jest pani pewna, że naukowcy z Sosnowca chcą udowodnić, że e-papierosy są szkodliwe? Dokładnie to wynika z ostatniego akapitu tekstu w Rzepie.
A ja zacytuję wypowiedź p. Leona Kośmidra z grupy, która ma prowadzić badania:
„Chcemy zbadać, czy ryzyko zachorowania na choroby sercowo-naczyniowe spada wśród użytkowników e-papierosów w stosunku do palących tradycyjne papierosy. Publikacja wyników dostarczy nam znaczącej wiedzy. Podejrzewam, że narażenie na choroby sercowo-naczyniowe u użytkowników e-papierosów jest mniejsze, jednak należy zweryfikować to badaniami klinicznymi.”

Myślę, że z rzetelnością dziennikarską ma to niewiele wspólnego, droga pani Autorko.

 
18 komentarzy

Posted by w dniu 10 Kwiecień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

„Nasi tam byli!” – audycja Vapour Trail TV z polskim udziałem

W dniu 3 kwietnia w programie jedynej (chyba) na świecie telewizji chmurzących, Vapour Trail TV, miała miejsce audycja istotna dla nas z dwóch względów. Po pierwsze – głównym tematem omawianym przez prowadzącego Dave’a Dorna i gości było czerwcowe Globalne Forum Nikotynowe, które odbędzie się w Warszawie, a po drugie: jednym z gości był znany przynajmniej niektórym Patryk Bełzak. Jest on m.in. polskim koordynatorem akcji zbierania podpisów pod europejską Inicjatywą Obywatelską EFVI, a także oczywiście waperem. Drugim gościem Dave’a był Patrick „Paddy” Costall – dyrektor organizacji Knowledge*Action*Change – głównego organizatora Forum.
Wrzucam tutaj linkę do pliku udostępnionego przez Dave’a. Początek to testowanie sprzętu i łączności, właściwa audycja zaczyna się około 10 minuty. Dłuższe wypowiedzi Patryka można znaleźć ok. 12 i 40 minuty, ale myślę, że cała audycja jest warta odsłuchania. Generalnie warto VTTV oglądać – miłośnicy sprzętu też znajdą tam sporo inspiracji.

 
4 komentarzy

Posted by w dniu 6 Kwiecień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

6 metrów mułu czyli o (nie)rzetelności dziennikarskiej słów kilka

W poprzednim wpisie komentowałem m.in. artykuł pana Kobosza dotyczący zatruć nikotyną. Tekst nierzetelny, miejscami zwyczajnie kłamliwy. Opublikowany bez choćby szczątkowej znajomości tematu.
No a dziś w tym samym miejscu mamy zupełnie inny artykuł – zmienił się tytuł, zmieniła się treść. Co ciekawe, zniknęło sporo komentarzy, które pod nim były. Ot, zamiecione pod dywan – i już. Ani słowa o tym, że treść została zmieniona, ani słowa przeprosin. „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało…”
W aktualnych komentarzach autor jednak się odzywa. Pisze „dokonałem drobnych korekt” – no łapy opadają. Najpierw piszemy, że „płynna nikotyna zabija”, a potem dokonujemy „drobnej korekty”, która kompletnie zmienia wydźwięk. To już nie są 3 metry mułu. Teraz jest już ich 6.
Do tego pan Kobosz broni terminu „płynna nikotyna”, który w jego mniemaniu zdążył się upowszechnić. BZDURA, panie autorze – wystarczy rzucić okiem do wujka Gugla. To, że po pana artykule inne serwisy bezrefleksyjnie go skopiowały, nie oznacza upowszechnienia tylko proliferację jawnej głupoty. I za to właśnie PAN jest odpowiedzialny. Naprawdę o to chodziło? I proszę nie pisać, że „anglojęzyczne źródła też je stosują” – to są takie same teksty pisane przez równie bezrefleksyjnych quasi-dziennikarzy.
Dalej pisze pan „przypadki śmiertelne miały już miejsce” – odsyłając do linka dotyczącego tego nieszczęsnego dzieciaka w Izraelu. Znowu naciągamy? Po pierwsze – nie znamy wyników autopsji ani badań liquidu. Po drugie – szpital, do którego zwrócili się specjaliści od liquidów, nie dał żadnej odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące zawartości nikotyny oraz jej metabolitów w osoczu. No i po trzecie – zastosował pan starą metodę pisząc w liczbie mnogiej, ale mając tylko jeden wątpliwy przypadek. Dodam jeszcze, że z ostatniego zdania artykułu wynika, jakoby to dziecko zatruło się roztworem o stężeniu 7-10% (czyli „na nasze” 70-100 mg/ml). Skąd ma pan tę informację, skoro nie ma jej w żadnych źródłach?

To „rozciąganie liczby przypadków” stosuje pan Kobosz zresztą nagminnie. A ja napiszę tak: epatowanie liczbą 1351 zgłoszeń zatruć zrobi znacznie mniejsze wrażenie, jeśli się je zestawi z ogólną liczbą zatruć, wynoszącą miliony. Tak, miliony! Już w latach 90 liczba ta przekroczyła milion rocznie. Może więc warto spojrzeć z pewnej perspektywy i nie stwarzać klimatu histerii. Warto też pamiętać ilu ludzi umiera rocznie z powodu chorób wywołanych paleniem tytoniu.

Na koniec, żeby nie było niejasności – wiadomo, że roztwory nikotyny są szkodliwe. Jasne, że powinny być w domu pod szczególnym nadzorem, przede wszystkim chronione powinny być dzieci i zwierzęta domowe. Ale takich substancji są w domu dziesiątki, począwszy od domestosu, skończywszy na „Krecie” do rur. Może warto napisać o nich, ponieważ na pewno powodują znacznie więcej wypadków.
Lepiej zapobiegać niż leczyć, szanowny panie. A atmosfera strachu na pewno temu nie sprzyja.

EDIT – sobota, 29 marca 2014, godz. 12:48
Ukazał się własnie ciekawy artykuł będący w jakimś sensie odpowiedzią na te wszystkie bełkoty o zatruciach. Dobry tekst poparty konkretnymi danymi. No cóż, jednak można napisać ciekawy i rzetelny tekst, prawda?

 
13 komentarzy

Posted by w dniu 28 Marzec 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 333 obserwujących.