RSS

Archiwa tagu: media

Miliard istnień ludzkich…

Tak, miliard. 1 000 000 000. Takie są szacunkowe dane dotyczących liczby ludzi, którzy w XXI wieku mogą umrzeć z powodu palenia tytoniu, jak też wdychania tzw. dymu środowiskowego, czyli palenia biernego.
I właśnie taki tytuł „A Billion Lives” nosi film dokumentalny, przygotowywany przez ambitny zespół młodych ludzi pod kierownictwem Aarona Bieberta, którego miałem zaszczyt spotkać w Warszawie w czerwcu na GFN’16. Dziś prezentuję tzw. teaser, zapowiadający film, który ma mieć premierę wiosną przyszłego roku. Ten trzyminutowy klip nosi tytuł „You’re being lied to” („Jesteś okłamywany”). Myślę, że warto go obejrzeć – nie mam niestety wersji polskiej. A może ktoś się pokusi o przygotowanie napisów? Ja postarałbym się uzyskać zgodę Aarona na  rozpowszechnienie tego teasera w polskiej wersji językowej.
Jak zobaczycie, występuje tam sporo ludzi znanych wśród chmurzących – m.in. Clive Bates, dr Derek Yach czy dr Delon Human. W filmie będzie ich znacznie, znacznie więcej. Będą też rozmowy z chmurzącymi, bo ta batalia toczy się też o ich/nasze życie.

Cieszę się, że ten film powstaje. Jeśli ten klip Was zainteresuje, polecam też ich stronę internetową. Myślę, że rozpowszechnianie informacji o tym filmie, a w sumie też o ruchu społecznym, który powoli wokół niego powstaje, jest jak najbardziej pożądane. Na stronie znajdziecie m.in. grafiki, które można kopiować i publikować u siebie. Można też zapisać się na ich newsletter. No i oczywiście można odwiedzać ich profil na Facebooku.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 komentarzy

Opublikował/a w dniu 14 grudnia 2015 w ogólne

 

Tagi: ,

Artykuł w Wall Street Journal – dziwaczny tytuł, ciekawe dane

We wczorajszym wydaniu WSJ opublikowano artykuł pod znamiennym tytułem „E-Cigarette Sales Rapidly Lose Steam” (Sprzedaż e-papierosów gwałtownie traci impet). Ciekawostką jest zapewne to, że niespecjalnie pasuje on do prezentowanej treści. Ale może rzucę kilka przykładów.
Autor pisze o tym, że klienci są coraz mniej usatysfakcjonowani (haha), uchwalane są nowe prawa stanowe (to akurat prawda) oraz że pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących ich bezpieczeństwa (jasne, jasne…).
No ale na szczęście pojawiają się tam konkretne dane – i do nich chciałem się odnieść. Otóż, szacuje się, że po kilku latach trzycyfrowego wzrostu rok do roku (czyli ponad 100% rocznie), w przyszłym roku prognozuje się wzrost sprzedaży „zaledwie” o 57%. No ludzie… naprawdę życzyłbym każdej branży wzrostu o ponad 50% rocznie. Dla porównania – firma Apple odnotowała w ostatnim roku wzrost o 32%, a prognozowany na 2016 ma być 15%. Czy ktoś czytał o „gwałtownej utracie impetu” Jabłuszka?
Ale dalej są ciekawsze dane: okazuje się, że tak naprawdę słabo jest tylko w segmencie tzw. cigalikes, czyli papierosopodobnych. A właśnie te e-fajki są najbardziej promowane w ramach niesławnej dyrektywy. Ich sprzedaż spadła o 21%. Czy kogoś znającego choć trochę chmurzenie dziwi ten spadek? Mnie absolutnie nie. Sprzedaż nowszych modeli ma wzrosnąć w przyszłym roku o 51% (w tym wzrost wyniósł 126%).
Dalej w tekście jest też o tym, że sporo sklepów z tej branży upada. To akurat mnie specjalnie nie dziwi, bo wiele z nich było otwieranych przez ludzi, którzy kompletnie nie mieli pojęcia o tym sprzęcie. Usłyszeli, że można zrobić łatwy biznes… i tyle. U nas jest przecież podobnie.
Dalej autor przytacza słowa użytkownika cigalike’ów: kupiłem sobie Blu [to model wypuszczony przez jedną z firm Big Tobacco], ale strasznie ciężko się tym zaciąga, więc wróciłem do analogów.
Normalnie jakbym czytał tekst użytkownika sławnych E-healthów, ale – na Boga – to pasowałoby do roku 2009, a nie 2015, prawda? A niestety wygląda na to, że Bruksela chce ludzi skazać na coś takiego.
Oczywiście nie mogło w tekście zabraknąć zdania, że e-fajki wydzielają rakotwórczy formaldehyd – bez żadnego komentarza, że dzieje się to wtedy, gdy urządzenie to ma nastawy typowe dla spawarki elektrycznej.
Na samym końcu autor wspomina, że lada moment FDA wyda przepisy, które tylko utrudnią dostęp do e-fajek, jak też do informacji o nich (skąd my to znamy…).
Co będzie dalej, u nich i u nas – czas pokaże…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kolejne czarne chmury zbierają się nad użytkownikami e-fajek

W ostatnich dniach mamy niestety do czynienia z szerokim europejskim frontem przeciwników chmurzenia. Wygląda mi to na zmasowaną akcję, choć nie będę się doszukiwać jakiejś zewnętrznej koordynacji.
O naszych krajowych sprawach już pisałem. Nie wiemy, jak to będzie dalej wyglądać, ale mam wrażenie, że cofnęliśmy się do punktu wyjścia. W ostatnich dwóch dniach dotarły niepokojące informacje dotyczące Niemiec i Węgier.
Na stronach Deutche Welle można przeczytać wywiad z panią Martiną Pötschke-Langer z Niemieckiego Centrum Badań Raka [dzięki za poprawkę, Joe! – SCh]. Przyznam, że dawno już nie czytałem tak paranoicznej rozmowy. Oto kilka fragmentów:
„Niektóre z tych produktów są kupowane głównie przez dzieci. Są bardzo kolorowe, jak kredki.”

„- Czy e-papierosy są produkowane głównie dla dzieci?
– Tak, marketing jest definitywnie skierowany w stronę najmłodszych, ponieważ dzieci lubią różne smaki, jak na przykład gumy balonowej.”

„- Czy bierne palenie, którego źródłem są e-papierosy jest tak samo niebezpieczne jak to pochodzące z palenia tytoniu?
– Emisja [zanieczyszczeń] w sopsób oczywisty pogarsza jakość powietrza we wnętrzach, szczególnie jeśli w pokoju kilka osób pali e-papierosy. Pomiary wykazały obecność substancji kancerogennych: aldehydu octowego, formaldehydu i metali. E-papierosy muszą być traktowane tak jak zwykłe.”

No to możemy mieć już jasność, bo pani Martina niedwuznacznie w swoich wypowiedziach sugeruje, że sprawa będzie załatwiona szybko. Oczywiście – w trosce o dzieci, jak wiadomo. Może przy okazji zakaże się też prezerwatyw smakowych – one też mogą prowokować dzieci do wczesnego rozpoczynania życia seksualnego. Jak jechać paranoicznie, to po całości.

A wczoraj został upubliczniony list dr. Istvana Zentai – węgierskiego propagatora e-fajek. Pisze on, że w ostatnich dniach trwa zmasowany atak propagandystów rządowych na chmurzenie. Węgierskie ministerstwo zdrowia oraz organizacji zdrowia publicznego ignoruje doniesienia naukowe rozpowszechniając fałszywe wiadomości dotyczące wpływu chmurzenia na zdrowie. Zentai nie waha się nazwać to wszystko propagandą w stylu goebbelsowskim. Jakie są pomysły władz? Trzeba przyznać, że podobne do polskich – całkowity zakaz reklamy, a także informacji o produktach. Dotyczyć to ma także Internetu. Dozwolone będą tylko bezużyteczne produkty bezsmakowe, sprzedawane w sklepach tytoniowych. Jak pisze Istvan: Jesteś palaczem? Bardzo nam przykro, prosimy ustawić się w kolejce do celi śmierci.
Gorzkie, ale prawdziwe słowa.

Widać więc wyraźnie, że nie tylko my borykamy się z kwestią paranoicznej implementacji. Co gorsza – nasza nowa władza może powiedzieć: popatrzcie, nawet Niemcy tworzą twarde prawo. I Węgrzy też – wielki Victor Orban także chce wziąć chmurzących za pysk. A wielcy prezesi Big Tobacco i Big Pharma mogą otwierać kolejne butelki szampana. Wszystko idzie dokładnie po ich myśli. Amerykańska agencja FDA też zmierza w tym samym kierunku. Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, niebawem e-fajki mogą przejść do historii.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
18 komentarzy

Opublikował/a w dniu 11 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

No to maska opadła – wiemy kogo naprawdę reprezentuje minister zdrowia

Nie wiem, jakich słów można użyć, aby skomentować kolejny występ w TV pana ministra Zembali. We wczorajszej rozmowie w TVP Info nawet nie był pytany o e-fajki – sam zaczął temat (mniej więcej od 11 minuty). Dowiedzieliśmy się od Złotoustego, że są „e-papierosy są tak samo ciężko szkodliwe jak te klasyczne”. Może ten człowiek jest nawet dobrym kardiochirurgiem – nie mnie oceniać. Ale wiem jedno – minister zdrowia, który BEZCZELNIE KŁAMIE na antenie państwowej ogólnopolskiej telewizji to coś, czego nie mogę zaakceptować.
Mówi to ktoś, kto zapewne słyszał kiedyś o zasadzie „primum non nocere”. Ktoś, kto składał po doktoracie przysięgę, w której treści znajdują się następujące słowa: „Wreszcie: że nie dla nieczystego zysku, ani dla próżnej chwały będziecie pilnie uprawiali badania naukowe i naprzód posuwali naukę, lecz aby szerzyć prawdę i aby jej światło, niosące dobro ludzkości, tym jaśniej błyszczało.

I co – to jest szerzenie prawdy? Jakiej prawdy? A może lepiej spytam: czyjej prawdy? Szkoda, że redaktor nie spytał o dowody na tę „ciężką szkodliwość”, choć zapewne usłyszałby kilka gładkich profesorskich słów, wygłoszonych ex cathedra. I tylko niestety można westchnąć, że ten program oglądało co najmniej kilkaset tysięcy ludzi. Do nich trafił prosty przekaz. Uznają go za prawdziwy, bo przecież „sam profesor minister Złotousty powiedział, a on musi się znać”. A panowie z Big Tobacco i Big Pharma otworzą dziś wieczorem kolejne butelki szampana, bo chyba już dawno nie dostali tak wielkiego wsparcia od członka rządu odpowiedzialnego za zdrowie Polaków.
Na szczęście to już ostatnie dni tego pana na ministerialnym stołku. Pożegnam go (i zapewne nie tylko ja) naprawdę bez krztyny żalu. Mam nadzieję, że jego następca będzie jednak bardziej uczciwy w ocenie danych naukowych.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
14 komentarzy

Opublikował/a w dniu 3 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: ,

„Dziura w płucach” po e-papierosie? Nie, to tylko – jak zawsze – tabloid

No i mamy kolejną falę „uczonych” publikacji dotyczących straszliwych skutków e-papierosa. Tym razem nieszczęśnikiem jest mężczyzna, którego przypadek opisuje znany brytyjski tabloid The Sun. W skrócie – 33-letni facet używał sobie e-fajka, zaciągnął się w jakiś sposób płynnym liquidem, zaczął kaszleć, a potem miał problemy z oddychaniem. Jak sam zeznaje (nie ma żadnych informacji ze strony lekarzy), liquid „wypalił dziurę w płucu” i pracuje ono teraz z 25% wydajnością. Oczywiście temat zaraz podchwyciły inne media, tradycyjną metodą kopiuj/wklej. Nikt się nie pofatygował do szpitala, aby spytać, co myślą o tym lekarze. Zastanawiające jest też to, że facet z „dziurą w płucach” ma dość sił, aby się kontaktować z tabloidem. Znany Wam Konstantinos Farsalinos skomentował na razie ten przypadek krótko: „odma, w przypadku której wcześniejsze palenie tytoniu jest czynnikiem ryzyka, została przedstawiona jako dziura w płucach. Smutne.”
Polskie portale nie są gorsze, choć jak na razie nie ma tu jeszcze wysypu tej głupoty. Jednak smutne jest to, że coś, co ma w nazwie „zdrowie” publikuje bezrefleksyjnie ten przekaz, opatrując go do tego sensacyjnym tytułem „Kolejna ofiara e-papierosa”. Oczywiście pani, która spłodziła to wiekopomne dzieło, nie mogła sobie podarować ubarwienia opowieści. W jej tekście ten płyn był gorący (żadnej takiej informacji w źródle The Sun). Rzecz jasna musiała wspomnieć też o słynnym przypadku gitarzysty Guns’n’Roses, który się podobno zatruł przy pomocy e-fajka – i to kupionego w Polsce. OŚMIU lekarzy ratowało mu życie, jak sam twierdził. Cóż takiego zaleciło mu konsylium wybitnych medyków? Poradzili, aby znowu zwykłe fajki zaczął palić, bo inaczej dozna szoku  („They advised me to start smoking real cigarettes because my body would go into shock if I just stop smoking”).
Dalej autorka jeszcze bardziej puszcza wodze fantazji pisząc „Według opublikowanego w 2014 roku raportu Światowej Organizacji Zdrowia urządzenia te są bardzo groźne dla zdrowia.” Idę o zakład o 12-letnią whisky, że na oczy tego raportu nie widziała.
Nie wiem, jak trzeba być głupim, aby coś takiego pisać. I nie wiem, jaka inna głupia osoba pozwala na to, aby taki tekst się ukazał. No ale to jest portal, którego właścicielem jest Wirtualna Polska, a więc zapewne zgodnie z ich linią przedstawia wirtualną wiedzę wirtualnych autorek. Szkoda, że straszenie ludzi jest całkowicie realne. Bo pelikany to łykną. Bez zadławienia.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 października 2015 w ogólne

 

Tagi: ,

O słowach, które naprawdę mogą zabijać

Zaledwie kilka dni temu pisałem o tym, że David Goerlitz odesłał szefowej WHO swój medal. Dziś może kilka słów o tym, jak pani Margaret Chan pojmuje słowo „zdrowie”. Piszę to na marginesie informacji z Chin, cytowanych w artykule portalu China Daily. W tekście tym cytowane są następujące słowa pani Chan: e-papierosy będą zachęcać młodych ludzi do palenia. Zalecam, aby rządy krajowe zakazywały ich lub przynajmniej poddawały regulacjom. (E-cigarettes will prompt young people to take up smoking. I recommend that national governments ban, or, at least, regulate them).
I takie słowa padają w kierunku Chin – kraju, w którym pali 49% mężczyzn i który zużywa 1/3 światowej produkcji papierosów tradycyjnych. Rocznie z powodu chorób odtytoniowych umiera w Chinach ponad milion ludzi (ponad 2 tysięce dziennie!). Szacuje się, że w połowie XXI wieku tych śmierci będzie ponad 3 miliony. A tymczasem w tym, co mówi Chan, nie ma ani słowa o restrykcjach w stosunku do producentów papierosów zwykłych. To już naprawdę jest chore, jeśli urzędnik tego poziomu rzuca ot tak tekst, który może tak naprawdę skazać na śmierć miliony ludzi. Co gorsza – ta głupia ci.. kobieta będzie jeszcze pełnić swój urząd do końca czerwca 2017 roku, a więc w czasie, gdy tak naprawdę będzie się decydować przyszłość e-fajek.
Nie muszę chyba dodawać, że jak do tej pory nikt nie znalazł dowodów na to, że chmurzenie może zachęcać młodych ludzi do palenia, choć już sporo badań tego tematu było prowadzonych. Czy szefowa WHO o tym wie? Jeśli nie, to znaczy, że jest niedouczona. Jeśli jednak wie, ale mimo to mówi to, co mówi – to już jest zwyczajny koszmar. Ale to nie pierwszy przypadek kretyńskich (tak, inaczej tego nazwać się nie da) wypowiedzi tej chińskiej lekarki. Po wizycie w Korei Północnej powiedziała, że inne kraje rozwijające powinny zazdrościć temu krajowi liczby lekarzy i dobrej opieki medycznej, oraz – wyobraźcie sobie – że z zadowoleniem stwierdziła, że w tym państwie nie występuje problem otyłości, powszechny w innych krajach azjatyckich. Jeśli ktoś nie wierzy, może o tym przeczytać w serwisie Reutersa. Ciekawe, co by powiedziała wizytując Auschwitz.
Brak słów…
Trudno się więc dziwić symbolicznemu gestowi Davida Goerlitza z odesłaniem medalu, choć pewnie Margaret Chan i tak się tym nie przejmie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
22 komentarze

Opublikował/a w dniu 19 października 2015 w ogólne

 

Tagi: , ,

Debata o e-papierosach w Krynicy – ciekawe podsumowanie w Rzepie

W dzisiejszej Rzeczpospolitej ukazał się artykuł, będący podsumowaniem debaty dotyczącej chmurzenia, którą relacjonowałem we wrześniu. Przyznam, że bardzo mnie ucieszyło, że red. Piotr Górski zdecydował się na ten krok. Samej debaty słuchali ludzie bezpośrednio zainteresowani, reszta raczej nie będzie poświęcać czasu na słuchanie całości. I dlatego dobrze, że można przeczytać bardzo dobry ekstrakt najistotniejszych kwestii, które były poruszone w trakcie dyskusji. Ogólny wydźwięk tego tekstu jest jak najbardziej pozytywny. Warto go przeczytać i propagować wśród ludzi, którzy nadal mają wątpliwości.
Chciałbym się tylko odnieść do jednego cytatu z prof. Lubińskiego. Mówi on w czasie debaty: Nie rozumiem jednak, czemu firmy nie decydują się na zrobienie zwykłej, prostej próby klinicznej, do tej pory mamy próby jedynie pośrednie. Taka próba przecięłaby dyskusje.
Szanowny Panie Profesorze – myślę, że wiem, dlaczego firmy się na to nie decydują. Nie chodzi tutaj li tylko o kwestie czysto finansowe, choć wiadomo, że próby kliniczne kosztują naprawdę dużo i wymagają dość poważnych przygotowań, akceptacji komisji bioetycznej itd. Załóżmy, że jakaś firma zdecyduje się na taki ruch, zrobi badania i nawet opublikuje je gdzieś, choć widać ostatnio, że niektóre pisma medyczne odrzucają opracowania, których autorzy mieli choćby śladowy związek z branżą e-p. Jestem w 100% przekonany, że natychmiast będziemy mogli przeczytać coś w stylu: „no nie, to są badania sponsorowane przez branżę, a więc na pewno nie są uczciwe. Pamiętamy jak to było z przemysłem tytoniowym… itd. itp”.
No i wyjdzie na to, że cała para tradycyjnie pójdzie w gwizdek, a my będziemy dokładnie w punkcie wyjścia. Niepotrzebnie. Dlatego też będę cały czas lansował mój pomysł, aby ruch zrobiła władza, a konkretnie ministerstwo zdrowia. To ono może zaoferować dotację na badania, zrobić odpowiedni konkurs (tylko przypominam – warto do przeprowadzenia takiego konkursu zaprosić realnych ekspertów, a nie tylko urzędników, którzy o chmurzeniu nie mają pojęcia)., wyasygnować jakąś realną kasę i już.
O tym samym mówi zresztą w debacie prof. Gerry Stimson: „Powinny pojawić się nakłady na badania ze strony rządowej i w Polsce, i w innych krajach. Czemu rządy tego nie badają? Zupełnie tego nie rozumiem. Badają i normują wodę w butelkach, a czegoś, czego używają miliony osób, nie chcą zbadać. Badania za pieniądze samych firm nie zostaną uznane za wiarygodne. Warto, aby niezależne placówki badawcze za pieniądze i firm, i rządu podjęły takie badania.”

Marzy mi się, aby ten artykuł przeczytali ci, którzy będą już niebawem decydować o kształcie ustawy implementującej niesławną Dyrektywę Tytoniową. Ten unijny dokument robi wystarczająco wiele szkody, może warto, aby chociaż nie pogarszać tego, co już spaprała Bruksela. 

 

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu 6 października 2015 w ogólne

 

Tagi: ,