RSS

Archiwa tagu: raport Sobczaka

Krajobraz przed bitwą

20 maja zbliża się szybkimi krokami, pozostało nieco ponad 5 tygodni. To data wejścia w życie niesławnej dyrektywy tytoniowej, znanej pod angielskim skrótem TPD.
Właśnie – co ta data dla nas oznacza w obecnym stanie prawnym? Konia z rzędem (albo też konia-zrzędę) temu, kto jest w stanie w tym momencie coś konkretnego powiedzieć. Dyrektywa – w systemie prawnym UE – to tak naprawdę przekazanie państwom unijnym nakazu: mamy dla was takie konkretne reguły i teraz musicie stworzyć krajowe przepisy (w naszym przypadku – ustawę), które spowodują, że stanie się to prawem obowiązującym w tym konkretnym kraju. Ten proces w Polsce trwa od kilkunastu miesięcy, w tej chwili jest w zasadzie zatrzymany, ponieważ po przejściu całej ścieżki rządowej powędrował on do UE celem tzw. notyfikacji. Ten etap potrwa 3 miesiące, choć zgodnie z procedurami unijnymi może zostać przedłużony o kolejne trzy.
No i teraz jesteśmy w miejscu kompletnie niejasnym. Dlatego właśnie uważam, że trzeba choćby szczątkowo opisać krajobraz przed bitwą. Co gorsza – nie wiemy, kiedy będzie ta bitwa. Nikt nie wie, czy teraz projekt powędruje do sejmu (teoretycznie może być procedowany w komisjach i w pierwszym czytaniu), czy też będzie tzw, standstill, czyli coś w rodzaju zamrożenia procesu.
I dalej o terminach: jeśli standstill potrwa do 1.07, to jest niewielka szansa, aby w lipcu jakieś prace sejmowe ruszyły, ponieważ od połowy tego miesiąca posłowie udają się na skromne 1,5-miesięczne wakacje. Wrócą do cyrku sejmu na początku września i pewnie dopiero wtedy coś się zacznie ruszać.
Ale to jest tylko jedna sprawa. Bo ustawa to tylko początek. Bardzo istotne będą przepisy wykonawcze. I tutaj jest ten pies pogrzebany. Nikt nie wie, jak będzie tak naprawdę wyglądać procedura zatwierdzania e-fajek i liquidów. Ktoś powie: ale przecież jest już opublikowany unijny formularz zgłoszeniowy, więc sprawa jest jasna. Wystarczy jednak wczytać się w ten formularz, aby zobaczyć, że nie wszystko jest klarowne.
Nadal na przykład nie wiadomo, jakie badania będzie musiał przejść liquid wprowadzany na rynek. Unia nie wydała w tej sprawie żadnego dokumentu. Wydaje się, że po prostu czekają na zakończenie prac komitetu technicznego ustalającego europejskie normy i standardy (CEN). Komitet powstał w styczniu 2015 i zajmuje się pracami nad normami dotyczącymi e-p oraz liquidów. Niestety, niewiele wiadomo na temat terminu zakończenia tych prac. Na stronach CEN informacji nie ma praktycznie wcale.
Krajobraz przed bitwą jest dość mocno zasnuty niepewnością. Na szczęście każde odroczenie wyroku daje jakąś nadzieję. Szkoda tylko, że raczej nie ma specjalnej nadziei na to, aby nasi specjaliści od zdrowia zaczęli patrzeć na chmurzenie sine ira et studio. A wystarczyłoby tylko poświęcić nieco czasu, aby zapoznać się z dokumentem Public Health England czy też raportem prof. Andrzeja Sobczaka. Tylko do tego trzeba minimum chęci, a tego wyraźnie brakuje.
A bitwa, choć odroczona, jest nieunikniona…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 kwietnia 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kilka moich uwag do komentarzy w Internecie (na temat raportu).

Po publikacji raportu prof. Sobczaka prześledziłem media społecznościowe, aby przyjrzeć się komentarzom. Zaglądałem na FB, Twittera, Wykop. Właśnie na tym ostatnim dyskusje były chyba najgorętsze.
Chciałbym się tutaj odnieść do niektórych z tych komentarzy. Nie mam niestety czasu, aby w każdym z mediów uczestniczyć w dyskusji. Myślę zresztą, że nie miałoby to sensu. Dlatego też tutaj skomentuję niektóre wpisy i uwagi.

Najpierw może to, co spowodowało mój uśmiech, a mianowicie „wielkie odkrycie” tropiciela „Gostek” z Wykopu, który pisze:
„Jak można wierzyć „instytutom”, których założycielami są najwięksi potentaci e-papierosów w Polsce (i chyba w europie). Proszę bardzo, oto wypis z KRS:”
Chodzi o to, że raport prof. Sobczaka został zlecony przez eSmoking Institute. No cóż – rząd miał te kwestie w nosie (mówiąc delikatnie), inni też jakoś się nie kwapili do zebrania kasy na taki raport. Wykonał go i podpisał się pod nim profesor nauk medycznych. Jeśli ktoś uważa, że są tam jakieś dane nieprawdziwe – droga wolna – proponuję napisać kontr-raport. Albo zlecić jego wykonanie. Ale jestem przekonany, że „Gostek” tego raczej nie zrobi – to absolutnie nie ten typ.

Tenże sam „Gostek” idzie jeszcze dalej w tropieniu i pyta, kto mi dał doktorat. Zaspokoję ciekawość anonima (kolejnego, bo wielu takich odważnych zza monitora tu się ostatnio pojawia): doktorat w 1987 roku otrzymałem od Wydziału Chemii UAM. Nie wstydzę się go, bo zapracowałem na niego robiąc przez ładnych kilka lat wielogodzinne eksperymenty, które zostały zweryfikowane przez znacznie mądrzejszych ode mnie. Jeśli masz tzw. cojones, ujawnij się, anonimowy szczekaczu. Doktorat, recenzje i wynik do wglądu. Ale wiem, że się i tak nie odważysz.
I robiąc swój wpis doskonale wiedziałem, kto był autorem raportu i kto go zlecił. Analizuję badania dotyczące e-papierosów od prawie siedmiu lat. Być może inaczej bym skonstruował raport na ten temat, ale wnioski byłyby bardzo podobne.

Uwaga nieco bardziej ogólna – do wszystkich, którzy na Wykopie pomylili raport dotyczący kwestii chemicznych z poradnikiem savoir-vivre. Tutaj naprawdę nie chodzi o to, co można nazwać problemem posiadania (lub braku) kultury. I nie jest tak, że my walczymy o prawo do używania e-papierosów zawsze i wszędzie. Wprost przeciwnie – chcemy, aby nie zapominać o tym, że wolność każdego z nas kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka. Ale – skazywanie chmurzących na wchodzenie do palarni, gdzie wisi zawiesina tysiąca związków chemicznych z palenia zwykłego tytoniu jest zwyczajną zbrodnią. I tylko o to w tym wszystkim chodzi. A raport pokazuje tylko to, że wydychana chmura zawiera jedynie śladowe ilości substancji niebezpiecznych. Nie większe niż powietrze w średnim mieście.
Kultury nie da się wprowadzić nakazem czy zakazem. I myślę, że to stwierdzenie nie wymaga żadnego raportu.

Kolejny wielki analityk wykopowy („xevske”) pisze:
” Raport powinien zawierać dane z badania, a to zwykłe „wypracowanie” na podstawie źródeł trzecich.”
No, niestety – nie masz człowieku bladego pojęcia o tym, czym jest raport naukowy. Ponadto nawet go nie przejrzałeś, bo gdybyś do niego zajrzał, to łatwo byś zauważył, że prof. Sobczak korzysta z wyników badaczy ze świata, jak też z tych, wykonanych w swoim zespole. Co więcej – istnieją w świecie dziesiątki tysięcy raportów – prac przeglądowych – które polegają na analizie prac innych ludzi. Są one niesamowicie istotne, ponieważ gromadzą pewne wyniki i analizy w jednym miejscu. Ale zapewne pan/i xevske (kolejny anonim) wie lepiej.

PS: Dotąd tego nie robiłem, ale od dzisiaj postanowiłem zastosować moderację wobec trolli, które nie odnoszą się do tematów wpisów, ale do ludzi – i to w sposób zdecydowanie niemerytoryczny i chamski. Cały szeroki internetowy świat przed wami – tam się bawcie. Tutaj chcę spokoju i dyskusji merytorycznej. Bez pozdrowień.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 10 marca 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,