RSS

Archiwa tagu: WHO

Kilka(set) słów o konferencji FCTC w Indiach (XI/2016) i o hipokryzji władzy

Już za niecały miesiąc odbędzie się kolejna konferencja WHO dotycząca FCTC czyli Ramowej Konwencji o Ograniczeniu Użycia Tytoniu. Nazywamy ją skrótowo COP 7, ponieważ to siódme z kolei spotkanie. Myślę, że warto przybliżyć nieco tematykę tego spotkania, bo może ono mieć znaczący wpływ na sytuację wszystkich chmurzących, w tym oczywiście tych z Polski. Zwrócił na to uwagę już refurbished, w komentarzu do mojego poprzedniego wpisu. „Nasi” już przewidują, co tam zostanie uchwalone i bardzo ich to zapewne cieszy. Można się tylko domyślać, że polska delegacja, która sobie pojedzie na egzotyczną wycieczkę do Delhi radośnie przyklepie wszystkie ustalenia, po czym uda się na zasłużone zwiedzanie stolicy Indii. Ale, ad rem.
Podstawowym dokumentem, który nas dotyczy jest ten, który odnosi się do punktu 5.5.2 i dotyczy bezpośrednio ENDS/ENNDS. Tu pewna uwaga nomenklaturowa: większość zapewne zna skrót ENDS – Electronic Nicotine Delivery System (Elektroniczny system dozowania nikotyny). Czym w takim razie jest ENNDS? Ano to jest Electronic Non-Nicotine Delivery System, czyli system dozowania tego, co nikotyny nie zawiera. Czujecie już o co chodzi? Ja też.
Na co warto zwrócić uwagę w linkowanym dokumencie? Popatrzmy na punkt 6 – znajdziemy tam informacje o tym, jak duży jest rynek EIN. Szacuje się, że w 2015 było to 10 mld $. Ponad połowa rynku to USA, ale wśród krajów mających największe udziały jest także wymieniona Polska. No ale to czysta ekonomia, do której odniosę się jeszcze później, we fragmencie dotyczącym podatków.
Przejdźmy do pkt. 7, w którym omawiane są zagrożenia zdrowotne związane z używaniem ENDS/ENNDS. Warto zwrócić uwagę, że mowa tam o zagrożeniach – nie o potencjalnych czy możliwych, ale traktowanych jako pewnik. I mamy tam wymienione m.in. nitrozoaminy (TSNA). Na miły Bóg – skąd nitrozoaminy w przypadku liquidów beznikotynowych? Przecież za taki tekst student drugiego roku chemii czy medycyny powinien wylecieć z kolokwium. Na tej samej liście znajdują się też wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (PAH), które co prawda znajdowano w aerozolu generowanym przez e-fajki, ale było ich znacznie mniej niż w powietrzu, którym wszyscy oddychamy – o tym dokument WHO milczy. Co prawda w następnym punkcie przyznają, że tych wszystkich substancji jest mniej lub znacznie mniej niż w dymie tytoniowym, ale brzmi to raczej cienko.
W punkcie 10 jest straszenie dodatkami aromatyzującymi – one też są zabójcze. Z kolei w punkcie 11 mamy epokowe odkrycie: wyobraźcie sobie, że spece z WHO stwierdzili, że aerozol nie jest całkowicie obojętny dla zdrowia. Geniusze! Dalej jest o tym, że aerozol z EIN może być potencjalnie szkodliwy dla osób postronnych. Potencjalnie! Słowo-klucz, używane zawsze wtedy, gdy nie ma się żadnych realnych naukowych dowodów.
W punktach 16 i 17 autorzy komentują, że w zasadzie mało jest dowodów, że EIN pomagają rzucić palenie tytoniu. Tak, moi drodzy – te setki tysięcy ludzi na świecie nie są dla nich żadnym dowodem. My po prostu nie istniejemy.
Dalej próbuje się udowodnić, że e-fajki przyciągają wielką liczbę nieletnich. No tak, bo zwykłych papierosów oni nigdy nie palili i palić nie będą, jak im się dostęp do EIN odetnie. Nieletnich zresztą też przyciągają wszelkie aromaty, więc to też samo zło.
Bardzo istotny jest kolejny rozdział, dotyczący możliwości regulacji kwestii związanych z EIN. WHO postuluje zakazy sprzedaży, ale też posiadania ENDS/ENNDS przez młodzież. Zauważcie, że mamy tutaj zarówno liquidy nikotynowe, jak też zerówki. Te zakazy akurat nie są bardzo głupie, chociaż można być pewnym, że i tak będą łamane, a część młodych będzie palić zwykłe fajki. Czy o to właśnie chodzi regulatorom?
Patrzę na to wszystko, co zapisano w tym dokumencie i tak sobie myślę: najpierw WHO zrównało palenie tytoniu z chmurzeniem, ale wtedy tylko obowiązywał skrót ENDS. Teraz jak diabeł z pudełka wyskoczyły beznikotynowe ENNDS i też zostały wpakowane do jednego worka. Te same obostrzenia, te same zakazy. No i docelowo te same podatki, o czym wprost możemy przeczytać w punkcie 29d. Zauważcie jakie tam jest ciekawe uzasadnienie – podatek po to, aby nieletnich nie było stać na e-fajki/liquidy. No zaraz, przecież raptem kilka linijek wyżej jest zalecenie wprowadzenia zakazu sprzedaży tymże nieletnim. Czy oni naprawdę myślą, że my tego nie wychwycimy? Ja powiem wprost: chodzi o to, aby dołożyć kolejnych obciążeń tym, którzy wyzwolili się z nałogu palenia tytoniu i przestali się dokładać do akcyzy.
Ciekawy jest też fragment w punkcie 32, a szczególnie podpunkt „d” o zapobieganiu konfliktu interesów przedstawicieli władz oraz osób przez władze zatrudnianych. Właśnie na taki zapis powoływali się przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia odmawiając uczestnictwa w naukowej konferencji Global Forum on Nicotine. Przypomnę tylko, że konferencja nie była organizowana ani sponsorowana przez branżę – prof. Stimson skutecznie broni się przed tym od samego początku. Ciekawe, że nie ma podobnych zapisów, jeśli chodzi o branżę farmaceutyczną. Big Pharma radośnie sponsoruje kongresy medyczne, w których równie radośnie biorą udział przedstawiciele władz. Żeby nie być gołosłownym – przykład, którego znalezienie zajęło mi 30 sekund. Kongres Wyzwań Zdrowotnych – pan prelegent Konstanty Radziwiłł – a tutaj sponsorzy. A całość objęta patronatem honorowym Ministerstwa Zdrowia. W takiej sytuacji pecunia non olet?
Tak jak już pisałem, za miesiąc wszystko zostanie podpisane i przyklepane. I wtedy dokument końcowy będzie służył jako bardzo wygodna wymówka przy uchwalaniu kolejnych, coraz bardziej restrykcyjnych dyrektyw i ustaw. Będzie padał argument: ale przecież tak uchwaliła Światowa Organizacja Zdrowia.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
21 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 10 października 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Zagrożenie życia – Unio – do dzieła! Nie ma czasu do stracenia

W ostatnich dniach media są pełne doniesień na temat zagrożenia życia ludzi spowodowanego jedzeniem mięsa. WHO informuje, że czerwone mięso oraz przetworzone produkty mięsne zwiększają szansę rozwoju nowotworów u człowieka. I nie chodzi tutaj o jakieś wielkie ilości tych produktów – zjedzenie 50 g dziennie jest już groźne dla zdrowia.
Myślę, że Unia Europejska powinna się tym poważnie i natychmiast zająć. Konieczna jest jak najszybsza akcja prawna – należy stworzyć Dyrektywę Mięsną. I tu urzędnicy mają ułatwione zadanie. Wystarczy wziąć sławną Dyrektywę Tytoniową i przystosować ją do innego produktu.
Co powinno się w takiej dyrektywie znaleźć? Po pierwsze – zakaz sprzedaży produktów mięsnych osobom niepełnoletnim. To nie ulega wątpliwości – takie działanie jest w trosce o nasze dzieci. To samo musi dotyczyć wszelkich urządzeń lub narzędzi, które służą do obróbki mięsa/wędlin. Dotyczy to zarówno maszynek do mięsa i ich elementów, jak też noży, tłuczków oraz desek do krojenia. Każdy nowy lub zmodyfikowany produkt, który ma być wprowadzony na rynek, musi zostać zgłoszony do Urzędu do spraw Mięsa i przebadany – na rynek może wejść nie prędzej niż 6 miesięcy po zgłoszeniu.
Konieczne jest ustanowienie limitów ilościowych. Skoro 50 gramów czerwonego mięsa jest groźne, trzeba ustalić limit sprzedaży jednorazowej do 20 gramów mięsa czerwonego lub wędlin. Zawartość mięsa w produktach przetworzonych należy ustalić na poziomie 2%, podobnie jak w dyrektywie tytoniowej (parówki się uchowają, bo to prawie sama soja). Na każdym opakowaniu mięsa i wędlin co najmniej 70% powierzchni musi zajmować ostrzeżenie zdrowotne. Rzecz jasna opakowania mięsa i wędlin muszą być tak skonstruowane, aby uniemożliwić dostęp do nich dzieciom.
Trzeba oczywiście zakazać wszelkiej reklamy czerwonego mięsa oraz wędlin. Ponadto każdy kraj może wprowadzić przepis, że czerwone mięso i wędliny są produktem medycznym i nakazać ich sprzedaż w aptekach, oczywiście po badaniach klinicznych i uzyskaniu zgody odpowiedniego urzędu.
Brzmi jak horror albo objaw paranoi? No zaraz… przecież tak właśnie wygląda art. 20 Dyrektywy Tytoniowej. Jak wszyscy, to wszyscy, babcia też!

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
14 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 listopada 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

O słowach, które naprawdę mogą zabijać

Zaledwie kilka dni temu pisałem o tym, że David Goerlitz odesłał szefowej WHO swój medal. Dziś może kilka słów o tym, jak pani Margaret Chan pojmuje słowo „zdrowie”. Piszę to na marginesie informacji z Chin, cytowanych w artykule portalu China Daily. W tekście tym cytowane są następujące słowa pani Chan: e-papierosy będą zachęcać młodych ludzi do palenia. Zalecam, aby rządy krajowe zakazywały ich lub przynajmniej poddawały regulacjom. (E-cigarettes will prompt young people to take up smoking. I recommend that national governments ban, or, at least, regulate them).
I takie słowa padają w kierunku Chin – kraju, w którym pali 49% mężczyzn i który zużywa 1/3 światowej produkcji papierosów tradycyjnych. Rocznie z powodu chorób odtytoniowych umiera w Chinach ponad milion ludzi (ponad 2 tysięce dziennie!). Szacuje się, że w połowie XXI wieku tych śmierci będzie ponad 3 miliony. A tymczasem w tym, co mówi Chan, nie ma ani słowa o restrykcjach w stosunku do producentów papierosów zwykłych. To już naprawdę jest chore, jeśli urzędnik tego poziomu rzuca ot tak tekst, który może tak naprawdę skazać na śmierć miliony ludzi. Co gorsza – ta głupia ci.. kobieta będzie jeszcze pełnić swój urząd do końca czerwca 2017 roku, a więc w czasie, gdy tak naprawdę będzie się decydować przyszłość e-fajek.
Nie muszę chyba dodawać, że jak do tej pory nikt nie znalazł dowodów na to, że chmurzenie może zachęcać młodych ludzi do palenia, choć już sporo badań tego tematu było prowadzonych. Czy szefowa WHO o tym wie? Jeśli nie, to znaczy, że jest niedouczona. Jeśli jednak wie, ale mimo to mówi to, co mówi – to już jest zwyczajny koszmar. Ale to nie pierwszy przypadek kretyńskich (tak, inaczej tego nazwać się nie da) wypowiedzi tej chińskiej lekarki. Po wizycie w Korei Północnej powiedziała, że inne kraje rozwijające powinny zazdrościć temu krajowi liczby lekarzy i dobrej opieki medycznej, oraz – wyobraźcie sobie – że z zadowoleniem stwierdziła, że w tym państwie nie występuje problem otyłości, powszechny w innych krajach azjatyckich. Jeśli ktoś nie wierzy, może o tym przeczytać w serwisie Reutersa. Ciekawe, co by powiedziała wizytując Auschwitz.
Brak słów…
Trudno się więc dziwić symbolicznemu gestowi Davida Goerlitza z odesłaniem medalu, choć pewnie Margaret Chan i tak się tym nie przejmie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
22 Komentarze

Opublikował/a w dniu 19 października 2015 w ogólne

 

Tagi: , ,

O Handlarzach Śmiercią i pewnym medalu

Zacznę może od osobistego wspomnienia. W dawnych czasach chodziło się czasami do sklepów Pewex – aby mieć namiastkę mitycznego Zachodu i pooddychać wielkim światem. Dość często na ścianach Peweksu można było zobaczyć typowo amerykańskie reklamy papierosów – zwykle były to Marlboro, z postacią kowboja w charakterystycznym kapeluszu (Marlboro Country), ale potem pojawiły się także plakaty reklamujące papierosy Winston. W tych drugich też był przedstawiany typowy twardziel z papierosem – zwykle w górach, przy śmigłowcu czy w jakichś innych ekstremalnych sytuacjach – zawsze z nieodłącznym ćmikiem.
Twarzą Winstona był David Goerlitz, typowy macho. Dość szybko właściciele RJ Reynolds pożałowali tego wyboru. David, sam palący 2-3 paczki dziennie i zarabiający na reklamie wielką kasę, poszedł po rozum do głowy. Jak sam wspomina, na jednym ze spotkań z zarządem RJR rzucił pytanie: wy nie palicie? Odpowiedź była bardzo konkretna – nie palimy tego g***, my tylko je sprzedajemy. No i to wystarczyło. David, nie bez trudu, rzucił palenie w 1988 roku i stał się szybko ikoną ruch antytytoniowego. Oczywiście odwrócił się od Big Tobacco. Został nawet w 1990 roku doceniony przez WHO – dostał od tej organizacji bardzo ważne odznaczenie – Medal Honoru.
Jeśli ktoś chciałby poczytać o tej całej historii, niech zajrzy tutaj.
A moment wręczania medalu uwidoczniono na tym zdjęciu (David zezwolił na jego publikację w sieci).
medal of honor
No dobra, ktoś pewnie spyta dlaczego wspominam to wszystko. Ano, David z dużą radością powitał e-fajki. Przyjrzał się też działaniom ruchów antytytoniowych i temu, jak one walczą ze zdwojoną siłą z chmurzeniem, a już znacznie mniej z paleniem analogów. No i wczoraj w grupie Vapers Network na FB przeczytałem, że David Goerlitz odesłał szefowej WHO, pani Margaret Chan swój Medal Honoru z dość dosadną radą, aby wsadziła go sobie tam, gdzie słońce nie dochodzi (I just sent it back to the WHO’s Director General and advised her to put it where the sun does not shine.) Dodał, że są to straszni ludzie, nowi Handlarze Śmiercią (These are just horrible, horrible people and are the new Merchants of Death).
Wątpię, aby ten news pojawił się na stronie WHO. W oficjalnych mediach też pewnie go nie znajdziemy, dlatego uważam, że warto go rozpowszechniać naszymi kanałami. No i jak do tej pory nie wiemy, czy pani Chan zdecyduje się na publikację zdjęć z upychania medalu w miejscu wspomnianym chwilę wcześniej.
David – chapeau bas!

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 16 października 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

GFN 2015 – kilka refleksji z wykładów (plus film!) – część II

Obiecałem Wam trochę więcej informacji na temat tegorocznego GFN. Myślę, że warto wspomnieć, że jedna z piątkowych sesji satelitarnych była poświęcona kwestii ustalenia europejskich standardów dotyczących zarówno liquidów, jak też sprzętu. Dowiedzieliśmy się, że dzięki działaniom francuskiego stowarzyszenia waperów, a w szczególności Alana Depauw, coś w tym temacie zaczęło się dziać. Pod koniec czerwca we Francji odbędzie się pierwsze posiedzenie zespołu, który będzie pracował nad normą europejską. Kilka słów na ten temat powiedział szef tego zespołu – Alberto Simeoni. Wstępny zarys norm jest przygotowany, ale trochę więcej będzie można powiedzieć dopiero po tym posiedzeniu. Oczywiście Polska też ma tam swojego przedstawiciela – jest nim Leon Kośmider, współpracownik prof. Sobczaka.

Kolejną ciekawą sesją, w której uczestniczyłem, była ta, poświęcona działaniom społeczności waperów. Dr Carmen Escrig opowiadała, co się dzieje w Hiszpanii, Simon Thurlow odniósł się do walki o prawa waperskie w Walii, w której ostatnio postanowiono zakazać używania e-p w miejscach publicznych. W ramach tej sesji wystąpił także nasz człowiek – Patryk Bełzak z SUEP, ale o jego wystąpieniu nie będę pisał, ponieważ ściany na blogu mają też uszy. Powiem tylko, że przedstawione idee zostały przyjęte z wielkim zainteresowaniem przez wszystkich uczestników.

Ciekawe wystąpienie miał też bardzo kompetentny, jak zawsze, Clive Bates. Przedstawił on szczegółową analizę, z której wynika, że jeśli tylko prawodawcy będą działać mądrze (oby!), to jest szansa, że do połowy tego wieku palenie tytoniu może być ograniczone w znacznym stopniu. Aktualne wykresy są dość niepokojące – pomimo ogólnoświatowej kampanii antytytoniowej, liczba wypalanych papierosów nadal rośnie. Programy WHO są nieskuteczne, nikotynowa terapia zastępcza praktycznie nie działa. E-papierosy są w zasadzie jedyną szansą. Ech, jakby tak WHO wzięło Batesa jako eksperta… tak sobie marzę.

Na koniec kilka słów o drugiej prezentacji prof. Polosy, zatytułowanej „Sklepy z e-p a rzucanie palenia”. Zauważył on, że większość aprobowanych dziś oficjalnie metod rzucania palenia jest mało skuteczna. Ludzie rzucają, to prawda, ale po kilku tygodniach czy miesiącach wracają do analoga. Pokazał wyniki, według których e-fajki są dużą szansą. Ludzie, którzy na starcie używają LQ o mocy 24 mg/ml mają czterokrotnie większą szansę na rzucenie palenia w porównaniu do tych, którzy używają tylko NTZ. Pokazał też, że kolejne generacje urządzeń dają coraz większą szansę na rzucenie. Zwrócił uwagę na to, że powinny być dostępne dość wysokie stężenia nikotyny, które są potrzebne tym, którzy dopiero zaczynają. Z badań wynika też, że im więcej smaków jest dostępnych, tym większa szansa na sukces. I tutaj zaakcentował jeszcze jedną ważną kwestię. Powiedział, że znaczącym czynnikiem jest kompetentne doradztwo na poziomie sklepów z e-fajkami. Według jego opinii mądry sprzedawca jest lepszy niż przeciętny lekarz czy inny spec od zdrowia, który zwykle ma bardzo mgliste pojęcie o chmurzeniu. To ostatnie na pewno wielu z Was też wie.

To może tyle moich osobistych wspomnień z tegorocznego Forum. W najbliższych dniach będą tutaj też notki dwóch innych uczestników konferencji. Ja tylko sobie westchnę, że szkoda, iż tak mało Polaków zjawiło się na Vapemeet – czwartkowym spotkaniu waperskim. Żałujcie, bo towarzystwo było wyśmienite, jedzenie takoż.

I już na sam koniec – krótki film z GFN 2015. Zobaczycie na nim m.in. wspomnianego w poprzednim odcinku dr. Danko z Australii, konstruktora e-papierosa – Hon Lika, a także naszych ludzi, choć czasem widoczna jest tylko imponująca broda, a czasem ucho i pół głowy. Moja skromna osoba też została uwieczniona, za co serdecznie widzów przepraszam. 😉

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 czerwca 2015 w ogólne

 

Tagi: , , , , , ,

Migawki z GFN’15 czyli o dziwnych krajach słów kilka

No i wróciłem z bardzo intensywnego wyjazdu na Global Forum on Nicotine. W ciągu kilku dni uporządkuję w głowie wszystko, co tam się przez te kilkadziesiąt godzin dostało i napiszę takie konkretniejsze sprawozdanie. Dziś tylko migawki.
Wyobraźcie sobie cywilizowany kraj, w którym nie wolno sprzedawać liquidów z nikotyną. Ba, w niektórych miejscach policja potrafi zająć cały towar e-papierosowy – akumulatory, atomizery, grzałki. Kraj, w którym prawo dopuszcza indywidualny import liquidów nikotynowych, ale w momencie, gdy odbierzesz przesyłkę od listonosza, stajesz się przestępcą. Dlaczego? Ano, proste – jest zakaz posiadania takich płynów. Co więcej – kara za to straszliwe przestępstwo jest taka sama jak za posiadanie heroiny czy kokainy. Nikotynowym skrytożercom mówimy stanowczo – nie! Ktoś powie – przecież to brzmi jak z Mrożka. Owszem, ale Mrożek to literatura, a taki kraj istnieje realnie. Nazywa się Australia.
Tę wiedzę przekazał na GFN lekarz australijski – Atilla Danko. Byłem na wielu konferencjach naukowych w życiu, ale to wystąpienie było ewidentnie najlepszym, jakie kiedykolwiek miałem okazję widzieć. Uprzedzając pytania – było filmowane, więc prawdopodobnie niebawem będziecie je mogli obejrzeć.
Australia jest daleko. W Europie mamy inny dziwny kraj. Ukazała się w nim publikacja naukowa, w której kompletnie od czapy powiązano chmurzenie z lipoidowym zapaleniem płuc i opisano konkretny przypadek śmierci pacjentki. Mniejsza o to, że publikacja była kompletnie pozbawiona sensu, a lekarze znający kwestie związane z liquidami pukali się znacząco w czoło. Media podchwyciły przekaz. Efekt – ponad 80% rynku e-papierosowego w tym kraju przestało istnieć. Teraz pomału się to odbudowuje, ale miną zapewne lata, zanim wszystko wróci do stanu sprzed niesławnej publikacji. O tym opowiadała dr Carmen Escrig, a kraj ten to Hiszpania.
Jest też taki kraj, w którym wydawane jest prestiżowe pismo medyczne. I opublikowało ono list pewnej kobiety, waperki. Lorien nie jest naukowcem, jest matką dwójki dzieci i kelnerką na pół etatu. Mieszka w Wielkiej Brytanii. Napisała kilka zdań o chmurzeniu. O tym, że w debacie świat nauki powinien posłuchać też nas, waperów. Jej przekaz wywołał straszliwą burzę. Czterech profesorów z trzech kontynentów wspólnym wysiłkiem postanowiło dać odpór kruchej blondynce. I wyszło to strasznie żałośnie. Dlaczego? Ano – Lorien napisała prawdę, samą prawdę.

To tylko taki skrót ciekawostek z tych dwóch dni. Więcej pojawi się w kolejnych dniach. Na stronie GFN są już PDFy niektórych wystąpień plenarnych, pojawią się też nagrania wideo oraz zdjęcia. Było ponad 200 ludzi z całego świata – od Nowej Zelandii i Australii przez Kazachstan i wiele krajów Europy aż do USA. Zagadka – ilu przyszło polskich polityków, ludzi władzy czy też profesjonalistów medycznych? Tak, zgadliście. Nikt. A byli zapraszani już jesienią. To też daje do myślenia.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 7 czerwca 2015 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Nieco o finansach w aspekcie COP6

No i jeszcze trochę o COP6, tym razem o finansach. Pojawił się ciekawy dokument, w którym podano, jak wyglądało partycypowanie finansowe (dobrowolne datki) w kosztach konferencji państw sygnatariuszy FCTC.
Łącznie zebrano 9,1 miliona dolarów. Najbardziej hojne okazały się być trzy kraje – Japonia (1,25 miliona), Niemcy (0,83 miliona) oraz Francja (0,65 miliona). Na drugim biegunie są kraje autentycznie biedne, które wpłaciły po 116 dolarów (widać taki był „kwant”). No dobrze, a my? No, też sypnęliśmy groszem. W zębach zawieźliśmy do Moskwy prawie 107 tysięcy $. Więcej niż bogata Norwegia (99 tys.). Ba, daliśmy więcej niż Arabia Saudyjska (100 tys.), Zjednoczone Emiraty Arabskie (69 tys.), Kuwejt (31 tys.) i prawie tyle co Szwecja (111 tys.).
Nie wiem, czym kierowały się nasze władze wywalając kilkaset tysięcy złotych tak naprawdę w błoto. De facto dofinansowaliśmy pana Putina, bo to Moskwa zgarnia tym razem najwięcej kasy z organizacji imprezy. Ciekawe czy nasze pieniądze z podatków poszły na kawior astrachański, szampana czy też inne frykasy. Tego się nie dowiemy, bo wszystko jest oczywiście ściśle tajne.

A na marginesie: 100 tysięcy zielonych mogłoby być spożytkowane na całkiem ciekawą serię badań medycznych czy chemicznych nad chmurzeniem. Widać jednak, że istotniejsze są pogaduszki urzędników WHO, wybitnych „fachofcuf” od wszystkiego.

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 19 października 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

UWAGA! Najświeższe wieści z Moskwy (COP6)

No to mamy świeże wieści ze ściśle tajnej konferencji COP6, która odbywa się w jakimś otoczonym przez ochroniarzy bunkrze w Moskwie. Konkretnie – trafił do publicznej wiadomości szkic drugiego raportu komitetu A, poświęcony m.in. e-papierosom (link do PDF z dokumentem w j. ang.).
Króciutko o tym, co tam się znajduje (zajrzyjcie do podpunktu 4.4.2). Otóż szacowne WHO postanowiło, oczywiście wyłącznie w trosce o nasze zdrowie, uznać, że e-fajki trzeba poddać regulacjom niezależnie od tego czy zawierają nikotynę czy nie. Miłośnicy zerówek – wybaczcie – jesteście zrównani z nałogowcami nikotynowymi.
Co więcej, autorzy sugerują, że państwa członkowskie mogą rozważyć nawet zakaz używania e-p. Ot taki urzędniczy kaprys. Mamy tam też bełkot o tym, że należy chronić osoby trzecie przez biernym chmurzeniem (ciekawe na jakiej podstawie naukowej to oparli). Ba, sugerują, aby zakazać ludziom zajmującym się zwalczaniem palenia tytoniu odnoszenia się do e-fajek. Jednym słowem – e-papierosy to zło.
Jednocześnie mowa jest o konieczności przygotowania na kolejną sesję, czyli COP7, specjalnego raportu ekspertów na ten temat. Ma być przygotowany przez niezależnych specjalistów. No, już to widzę – podejrzewam, że tym najważniejszym „niezależnym” będzie niejaki Stanton Glantz, inżynier kosmiczny aktualnie siedzący na etacie profesora medycyny.
Ech… czy oni nie mogą się po prostu odwalić od tego wszystkiego. Volenti non fit iniuria – chcącemu nie dzieje się krzywda. OK, rozumiem zakaz sprzedaży nieletnim, ale cała reszta? Sugestie, że można po prostu zakazać albo uznać za produkt medyczny?
Quo vadis, WHO?

 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 października 2014 w ogólne

 

Tagi: , , ,

O granicach paranoi – kolejne ciekawostki z Moskwy i Australii

Dzisiejszy artykuł w Washington Times odkrywa kolejne kuriozalne informacje dotyczące COP6. Okazuje się, że w kwestii usunięcia publiczności z sali obrad najbardziej krzyczeli przedstawiciele takich państw jak Uganda czy Libia. Przedstawiciel tego ostatniego stwierdził: „nie wiemy kim są ci ludzie”. No tak, były szef informacji zdrowotnej u płk. Kadafiego zapewne wie, co mówi. Taka publiczność bez sprawdzenia groźna jest. Mogą coś zapamiętać i wynieść na zewnątrz.
Co ciekawe, już wcześniej (bez głosowania) zdecydowano, że prasy też nie wpuszczą. Po prostu postawili ochronę i już. Dziennikarze – won!

Paranoja, ktoś powie. No tak, jasne. Ale jest jeszcze bardziej paranoiczna informacja. Otóż w Australii, w West Australian Opera, przygotowywano spektakl Carmen Georga Bizeta. I już nie przygotowują, bo rząd wycofał dotację. Dlaczego? No przecież rzeczona Carmen pracuje w fabryce cygar, a więc mamy promocję tytoniu. I TO jest już paranoja do sześcianu. Nie zdziwię się, jak przyjdzie informacja, że ze zdjęć Churchilla dyskretne wyfotoszopowano cygara. Porządek musi być.
Sherlock Holmes? Won, pali fajkę. Kabaret „Dymek z papierosa”? Won! Autoportret van Gogha? Spalić!

Czy są granice paranoi?

 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 14 października 2014 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Z ostatniej chwili: zaczyna się – niestety

Po pierwsze – zaczyna się moskiewska konferencja państw sygnatariuszy FCTC, znana pod skrótem COP6.
To wiedzieliśmy już od dawna. Miałem, o naiwny, głupią nadzieję, że w obliczu wydarzeń na Ukrainie zostanie ona odwołana. A jednak…
USA i Kanada postanowiły ją po prostu zbojkotować. Chwała im za to. Nasi zapewne pojechali, chociaż próżno szukać informacji o tym, kto konkretnie reprezentuje tam Polskę. Ale mnie bardziej zszokowały informacje płynące właśnie z Moskwy. Otóż, wyobraźcie sobie, że publiczność została po prostu wyproszona z konferencji.
Tak, tak… konferencja formalnie pod patronatem Narodów Zjednoczonych (qrde – z kim oni się zjednoczyli?) odbywa się w wewnętrznym gronie biurokratów, z których żaden nie jest naszym przedstawicielem.A decyzje, które zapadną, będą dotyczyć milionów ludzi na świecie – i chmurzących i tych, którzy palą tytoń.
Jak informuje na swoim blogu Chrisopher Snowden, uczestnicy konferencji wychwalają Putina za wprowadzony niedawno zakaz palenia w niektórych miejscach. No tak, trzeba Gospodarza pochwalić, bo jak się zezłości, to… no właśnie, większość delegatów przyleciała samolotami.
Nic nie wiadomo o tym, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. Jedyne źródło to oficjalne tweety organizatorów, którzy z entuzjazmem meldują, że Mongolia (takie mocarstwo w Azji) podpisała dokument o zwalczaniu nielegalnego handlu. No, jak fajnie – podpisali i już. Sprawa załatwiona, lewy handel nie istnieje. Kawior i Sowietskoje Igristoje dla wszystkich.
Z informacji nieoficjalnych – strona Clive’a Batesa, znanego krytyka poczynań WHO została (oczywiście korelacja czasowa przypadkowa) zaatakowana. Więcej informacji wkrótce.
Jak widzicie – zaczyna się.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 13 października 2014 w ogólne

 

Tagi: , , ,