RSS

Archiwa tagu: Fukushima

Fukushima – to już 3 lata

Dziś na chwilę odrywam się od tematyki e-papierosów.
11 marca 2011 roku, po południu, w następstwie tsunami, miała miejsce awaria w japońskiej elektrowni atomowej Fukushima I. W chwili awarii pracowały trzy z sześciu reaktorów. Zostały one automatycznie wyłączone w chwili tsunami, ale niestety mieliśmy tam do czynienia z efektem domina. To niestety nie jest tak, że można coś wyłączyć i zapomnieć. Elektrownia jądrowa wymaga zasilania nawet wtedy, gdy nie pracuje. Tutaj łańcuch wydarzeń spowodował, że zawiodło zasilanie zewnętrzne, uszkodzone również w wyniku tsunami. W takiej sytuacji jest oczywiście jeszcze jedno zabezpieczenie – generatory prądotwórcze. One zadziałały, ale tylko na niecałą godzinę. Z nieznanych przyczyn przestały działać. Efekt – stopienie rdzeni (podobnie jak w Czarnobylu) i kompletnie niejasna przyszłość.
Dziś, po trzech latach, Fukushima zniknęła z czołówek gazet. Nic dziwnego – kogo będzie interesować praktycznie nieczynna elektrownia czy też plac, na którym składowane są zbiorniki z wodą, pochodzącą z chłodzenia uszkodzonych reaktorów oraz zbiorników, w których są przechowywane zużyte pręty paliwowe.
Niestety – Fukushima nadal istnieje. I nadal mamy tam sytuację bardzo trudną. Może to się wydać dziwne, ale uważana zawsze za bardzo zaawansowaną technologicznie Japonia zwyczajnie nie radzi sobie z tą całą sytuacją. To można nawet zrozumieć, ale znacznie gorsze jest to, że władze firmy TEPCO, do której należy elektrownia zwyczajnie ukrywają pewne sprawy, istotne dla zdrowia ludzi. Dodam – ludzi na całym świecie, ponieważ ostatnio można było usłyszeć o tym, że już na zachodnim wybrzeżu USA i Kanady wykryto skażenie wody oceanicznej, pochodzące właśnie z Fukushimy.
Nie chcę wchodzić w szczegóły dotyczące tego, jakie aktualnie są tam wycieki wody skażonej pierwiastkami promieniotwórczymi, czy też jakie wartości promieniowania się tam odnotowuje. Po tych trzech latach warto wiedzieć jedno – Fukushima nadal nie jest „wygaszona”. Co gorsza – w tym tunelu nie bardzo widać jakiegoś światełka. Nie da się zrobić tam tego, co w Czarnobylu, a więc przykryć sarkofagiem i zapomnieć. Takie działanie stworzyłoby bowiem jeszcze większe zagrożenie. Rdzenie i zużyte pręty trzeba cały czas chłodzić, a wodę chłodzącą magazynować. A tymczasem mają tam miejsce co najmniej dziwne wydarzenia. A to pracownik poda za duże napięcie na termometr mierzący temperaturę wewnątrz zniszczonego bloku (efekt – przedostatni termometr zniszczony), a to dojdzie do wycieku skażonej wody, ponieważ ktoś źle przestawił zawór trójdrożny, a to „przypadkowo” kilka ton silnie skażonej wody wypływa do oceanu.
A jak to wpływa na naszą sytuację? Fakt, jesteśmy daleko od Japonii – to działa na naszą korzyść. Poziom promieniowania u nas jest cały czas taki sam. Nie wiem, czy badane są np. ryby czy inne owoce morza importowane z łowisk Pacyfiku. Mam cichą nadzieję, że jest to monitorowane.
Natomiast obawiam się, że o Fukushimie jeszcze niejeden raz usłyszymy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 marca 2014 w ogólne

 

Tagi:

Igrzyska w Tokio w radioaktywnym blasku Fukushimy

Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił właśnie, że igrzyska w 2020 roku odbędą się w Tokio. Odpadli kontrkandydaci – Madryt i Stambuł. Ale ja nie chcę pisać o sporcie, bo słabo znam się na tym temacie.
Dla mnie od jakiegoś czasu słowo Japonia kojarzy się automatycznie z nazwą Fukushima. Pisałem tutaj kilka razy na ten temat. Należę do pokolenia, które dokładnie pamięta kwiecień 1986 roku i nazwę Czernobyl. Prawdopodobnie stąd moje zainteresowanie tym, co się zdarzyło w marcu 2011 roku w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Tym, co się zdarzyło i nadal trwa. Bo chociaż ta katastrofa na razie zniknęła z czołówek w mediach dość szybko, proces destrukcji w Japonii trwa.
Ktoś może powiedzieć – ale przecież igrzyska dopiero za 7 lat, do tego czasu oni tam posprzątają. To jest Japonia, lider technologiczny, da sobie radę.
No właśnie – wydawało się, że lider technologiczny nie będzie miał z tym problemu. Tymczasem wygląda na to, że nie dość, iż borykają się tam z problemami czysto technologicznymi (o czym za chwilę), to na dodatek tak naprawdę nie wiedzą, co powinni z tym wszystkim zrobić.
A sytuacja jest nieciekawa, choć chwilowo stabilna. Podstawowym problemem jest brak informacji o tym, co tak naprawdę dzieje się w środku elektrowni. Ludzi wysłać tam nie można, ponieważ poziom promieniowania jest tam prawdopodobnie tak wysoki, że byłoby to czyste samobójstwo. Próbowano zastosować roboty, ale i one były w stanie spenetrować tylko niewielką część ruin – potem przestały działać. Układy elektroniczne też nie są odporne na silne promieniowanie.
Japończycy twierdzą, że reaktory są wygaszone, ale tak naprawdę mało kto jest co do tego przekonany. Co gorsza, w uszkodzonych basenach będących częścią elektrowni przechowywane są zużyte pręty paliwowe, które wymagają przez długi czas chłodzenia. Codziennie 300 metrów sześciennych skażonej radioaktywnie wody musi być odbierane i składowane. Wybudowano olbrzymie zbiorniki, w których ta woda jest przechowywania. Problem w tym, że już w tym roku w listopadzie zabraknie wolnego miejsca w tych zbiornikach. A na dodatek zaczęły one już przeciekać. Promieniowanie mierzone lokalnie osiąga poziom 2 Sv/h (siwertów na godzinę). Co oznacza ta liczba? Mówiąc skrótowo tyle, że człowieka nie można tam wysłać na dłużej niż kilka minut, bo nie będzie w stanie przeżyć. A morska woda w połączeniu z pierwiastkami promieniotwórczymi oznacza korozję. Co dalej? Nie wiadomo… Nie wiemy też jakie są przecieki z samej elektrowni do wód gruntowych czy też bezpośrednio do Pacyfiku. Wiemy, że niestety są.

Chciałbym, aby igrzyska w 2020 były bezpieczne, ale obawiam się, że sytuacja może być zupełnie inna. I pojawią się nowe dyscypliny olimpijskie, np. bieg w ołowianej zbroi i masce przeciwgazowej. Ciekawe, jak będzie w takich strojach wyglądać skok o tyczce czy też pływanie. Zaoszczędzą za to na oświetleniu, ponieważ sama publiczność będzie świecić – wszyscy będą rozpromienieni – sektorami – alfa, beta, gamma. Tylko od razu muszą zrobić jakieś kadmowe przegrody między ludźmi, aby nie przekroczono masy krytycznej.
OK, wiem że to czarny humor, ale innego w tym momencie na stanie nie posiadam.

(c) by Mirosław Dworniczak
Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem.

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 9 września 2013 w ogólne

 

Tagi: ,