RSS

Archiwa tagu: media

„To złodziej. I pijak. Bo każdy pijak to złodziej!”

Tytułowy cytat z komedii „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” jest Wam zapewne znany. Oczywiście w tamtym filmie nie było e-papierosów, ale przypomniał mi się on natychmiast, gdy kilka dni temu czytałem artykuł w Hufiington Post. Jego autorem jest dr Sudip Bose, specjalista medycyny ratunkowej oraz weteran wojenny z Iraku. Odnosi się on w tekście do raportu Naczelnego Lekarza USA, o którym pisałem jakiś czas temu. W omawianym raporcie jest sporo odniesień do używania EIN przez dzieci i młodzież. Ale doktor Bose idzie dalej, znacznie dalej. Pisze o tym, że nikotyna jest jedną z najbardziej uzależniających substancji na Ziemi – oczywiście nie podając żadnych źródeł. W sumie to jeszcze można by było przełknąć, ale… no właśnie. Dalej jest jeszcze gorzej. Szanowny pan doktor weteran wyciąga znacznie mocniejsze wnioski. Zgodnie z tym, co pisze, taki jeden z drugim młodzian wciąga się, uzależnia, od nikotyny przechodzi do innych substancji psychoaktywnych, które są znacznie droższe. W końcu więc potrzebuje coraz więcej kasy na to, co go uzależnia. I po to, aby tę kasę zdobyć, włamują się do domów i kradną, aby potem skradzione rzeczy sprzedać. Rabują ludzi na ulicy, dokonują wielu złych wyborów, aby zaspokoić swoje uzależnienie. No cóż… można pójść jeszcze dalej i napisać o gangach użytkowników EIN mordujących całe rodziny, aby zdobyć pieniądze na liquidy. W końcu, jak mawiają Amerykanie – sky is the limit.
Dalej oczywiście jest jeszcze obrazek niemowlaka, który otwiera buteleczkę z liquidem, wypija go i doznaje mdłości, drgawek oraz paraliżu. Aż dziw, że nie wspomina o śmierci – przecież to logicznie wynika z tego ciągu myślowego. Co ciekawe, pisze też o tym, że zdarza się, że niemowlę może chwycić papierosa i go zacząć jeść – i w tym przypadku jest to mniej szkodliwe. No ludzie… łapy opadają.
Pod artykułem są co prawda odnośniki do kilku źródeł, ale możecie mi uwierzyć – żadne z nich nie uprawnia do wyciągania tak drastycznych wniosków, jakie udało się wymyślić panu doktorowi. Ale – jak swego czasu mawiał klasyk – ciemny lud to kupi. Niestety.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
9 komentarzy

Opublikował/a w dniu 19 stycznia 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Aromaty a płodność, czyli o tym, jak się uprawia „naukę medialną”

No i znowu zaczyna się nakręcanie histerii medialnej. Tym razem na warsztacie są plemniki. Jak donoszą media, „niektóre aromaty pozbawiają szans na posiadanie dzieci”. Brzmi szokująco? Jasne. Jest prawdą? Zdecydowanie wątpię. Ale klikalność rośnie, przeciwnicy EIN piszą „a nie mówiłem!”. I wszystko się kręci jak zwykle. A do tego artykuł okraszono filmem, na którym widać eksplozję akumulatora do EIN. No cóż, to akurat może zaszkodzić na płodność, bo jak w wyniku takiego wypadku facetowi urwie… no, wiadomo, to już raczej nie będzie miał dzieci.
A więc – zanim będzie histeria medialna – parę słów wyjaśnienia. Cała sprawa związana jest z doniesieniem pani dr Helen O’Neill, prezentowanym na British Fertility Conference (Brytyjska Konferencja o Płodności) w Edynburgu. Sprawa jest bardzo świeża, a więc, jak można się domyślać, mamy bardzo mało rzetelnych informacji poza enuncjacjami prasowymi. Pani doktor w rozmowie z mediami określiła swoje wyniki jako szokujące, bo okazało się, że takie aromaty, jak cynamonowy czy też o smaku balonowej gumy do żucia zmniejszają ruchliwość plemników, a także inne istotne parametry wpływające na zdolność do zapłodnienia.
Na portalu Vaping360 znajdziemy artykuł napisany przez Jima McDonalda, w którym próbuje on analizować to, co można znaleźć w mediach. I wygląda na to, że zespół pani O’Neill wykonał bardzo prosty eksperyment – zmieszał na płytce Petriego rozpuszczone w PG aromaty używane w EIN z nasieniem pobranym od 30 mężczyzn i badał ich ruchliwość, dojrzałość i jakieś tam inne parametry. No i wyciągnął wniosek, że przynajmniej niektóre z nich są straszliwie szkodliwe. Kolejnym wnioskiem – uwaga – jest to, że kwestia dopuszczenia konkretnych liquidów powinna być rygorystycznie uregulowana. HA! No to mam jasność.
Czekam na jakieś szczegóły dotyczące tych badań. Jak wykonywano eksperymenty, czy była próbka kontrolna, jakie były stężenia itp. Jakie badania przeprowadzono na myszach, bo i one były testowane przez panią O’Neill. Bez tej wiedzy nie można w żaden sposób tego skomentować. Podobno pod koniec stycznia ma się ukazać jakaś praca. Pożyjemy, zobaczymy.
Tymczasem proponuję na wszelki wypadek zaprzestać wstrzykiwania sobie liquidów w jądra. No bo tak by w realu wyglądało przeniesienie doświadczenia z poziomu in vitro do in vivo, prawda? Czy plemnik naprawdę rozróżni, że aromat pochodzi z EIN czy np. z ciasteczka cynamonowego? Czy naprawdę wszystko, co inhalujemy dociera niezmienione w sensie jakościowym i ilościowym do jąder? No ludzie…
Jak sobie zrobicie przegląd mediów światowych, zobaczycie jak szybko takie wieści się roznoszą. „Shocking!”, Daily Mail, New Zealand Herald, The Sun, The Times… a po weekendzie pewnie i u nas będzie wysyp podobnych tekstów. Zapinamy pasy, będzie jazda.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
17 komentarzy

Opublikował/a w dniu 7 stycznia 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kolejny profesor medycyny mija się z prawdą

Dzięki czujności chmurzących z zielonego forum miałem okazję zapoznać się w serwisie MEDONET z artykułem z listopada br, w którym wypowiada się pan prof. dr hab. n. med. Dariusz Kowalski. Opisywany jest tam jako Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Specjalista w zakresie Onkologii Klinicznej i Radioterapii Onkologicznej. Członek towarzystw naukowych IASLC, AACR, PTOK, PTO.
Brzmi imponująco, prawda? No ale może poczytajmy, co takiego ten pan mówi. Tekst co prawda dotyczy głównie badań klinicznych, ale pan profesor nie omieszkał odnieść się też do EIN. Zacytuję cały fragment:
A e-papierosy? Dane o sprzedaży papierosów elektronicznych w Polsce mówią o 1,5 miliona konsumentów…
To nowa epidemia. „Nikotyna terapeutyczna” to tylko chwyt marketingowy. Papierosy elektroniczne ani nie są bezpieczne, ani nie pomagają zerwać z nałogiem. Światowa Organizacja Zdrowia wydała oświadczenie, że ryzyko zachorowania na raka płuca jest bardzo podobne i należy traktować e-papierosy tak jak papierosy normalne.

Ludzie kochani… też widzicie kondensację kłamstw gęstszą niż dym z tysiąca analogów? Panu Kowalskiemu się kompletnie pozajączkowało. Przecież o nikotynie terapeutycznej mówiły tylko i wyłącznie reklamy produktów medycznych, typu Niq…n, o czym pisałem już 5 lat temu. Jestem ciekawy, czy pan profesor potrafi pokazać choćby jedną reklamę EIN, w której to głupawe określenie zostanie użyte. A więc mamy do czynienia z kłamstwem. OK jedziemy dalej – „nie pomagają zerwać z nałogiem”? Kolejne kłamstwo, czego chyba nie muszę dowodzić. Każdy z nas zna kilku czy nawet kilkudziesięciu ludzi, którzy pozbyli się nałogu palenia tytoniu. No i ostatnie zdanie, dotyczące WHO. Po pierwsze – nie ma ŻADNEGO oświadczenia tej organizacji dotyczącego ryzyka zachorowania na raka płuca od e-papierosów. Jakiś czas temu WHO wydała dokument, w którym mowa o „potencjalnych negatywnych skutkach zdrowotnych”, ale – po pierwsze – potencjalnych, a po drugie: nie było żadnego odniesienia do ryzyka raka płuca. Bo nie mogło być. Nie jest znany ani jeden przypadek raka płuca wywołanego przez EIN (może pan profesor ma taki przypadek w swojej karierze – chętnie bym poznał). Jeśli ktoś chce sprawdzić dokument źródłowy WHO, proszę bardzo – jest dostępny tutaj (PDF). W punkcie 15b (strona 4) czytamy:
„Given the relatively recent entry of ENDS into the market and the lengthy lag time for onset of many diseases of interest, such as cancer, conclusive evidence about the association of ENDS use with such diseases will not be available for years or even decades.”
co można przełożyć skrótowo: „Biorąc pod uwagę fakt, że EIN są na rynku od niedawna… […] rozstrzygające dowody mogące łączyć EIN z takimi chorobami [jak m.in. rak] nie będą dostępne przez lata czy nawet dekady.”
W całym dokumencie słowo „rak” (cancer) pada zaledwie 3 razy. Słowo „płuco” (lung) w tekście nie pada ani razu! A więc mamy trzecie kłamstwo. Co najsmutniejsze – kłamie profesor medycyny, specjalista-onkolog. I robi to w publicznie dostępnym serwisie medycznym. To jest najbardziej przerażające, bo po przeczytaniu czegoś takiego wielu ludzi pozostanie przy paleniu zwykłych papierosów. No bo jeśli nie ma różnicy…
Przemyślę w najbliższych dniach tę kwestię, ale jest wielce prawdopodobne, że wystosuję mój osobisty protest do MEDONETu, jak też do samego prof. Kowalskiego. Uważam bowiem, że wypowiadając się w ten sposób sprzeniewierzył się składanemu przez każdego lekarza przyrzeczeniu, znanym pod popularną nazwą przysięgi Hipokratesa. Szczególnie polecam panu profesorowi początek: po pierwsze – nie szkodzić!  

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
23 komentarze

Opublikował/a w dniu 11 grudnia 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Nowy film dokumentalny o e-p – „Beyond the Cloud”

Opublikowano niedawno ciekawy godzinny film dokumentalny „Beyond the Cloud” („Poza chmurką”). Więcej informacji o samym filmie i jego twórcach znajdziecie na jego oficjalnej stronie.
Warto obejrzeć – jest polska wersja napisów (przygotowana przez ludzi związanych z chmurzeniem – Deimond, Haze, amsaw), więc nie ma problemu ze zrozumieniem.
UWAGA: aby móc wybrać wersję z napisami, trzeba otworzyć film bezpośrednio w YouTube. Tu w okienku się nie da – nie wiem na czym to polega, ale tak to działa.

W samym filmie znajdziecie też trochę obrazków z Polski, nagranych w tym roku w trakcie Global Forum on Nicotine.
Rozpowszechniajcie, bo warto krzewić wiedzę.

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu 17 listopada 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Trzecia prawda ks. Tischnera, czyli kilka refleksji o pewnym artykule

Trafiłem w ostatnich dniach na tekst, który jest klasycznym przykładem, jak można wciskać głupotę ludziom. Chodzi mi konkretnie o artykuł „Bez ognia, dymu i popiołu, czyli o e-papierosach” autorstwa pani Aleksandry Bryłki, [UWAGA: link na razie nie działa, wyjaśnienie na końcu tego tekstu] który pojawił się (to ważne) 12.10.2016 roku, czyli ponad miesiąc od chwili, gdy weszła w życie implementacja dyrektywy tytoniowej. Opublikowany został w portalu „Szkoła w formie”, prowadzonym przez Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego, będącego jednostką organizacyjną gminy Wrocław. Jest to informacja o tyle istotna, że nie jest to żadna inicjatywa prywatna, tylko coś, co finansujemy wszyscy z naszych podatków. Idźmy jednak do artykułu.
Sam tytuł brzmi całkiem zachęcająca, bo jest w nim sama prawda. Dalej już jest zdecydowanie gorzej. Rzućmy okiem na kilka zdań z tego tekstu:
„Niestety rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej, a możliwość zaciągnięcia się dymkiem niemal wszędzie zwiększa poziom uzależnienia.”
Niemal wszędzie, czyli… gdzie? Skąd taki wniosek? Jak ktoś jest w ciąży, to nie może być w ciąży już bardziej.
Dalej jest jeszcze gorzej: „W porównaniu z tradycyjnymi papierosami, e-papierosy posiadają więcej metali ciężkich – niklu, kadmu, ołowiu oraz miedzi.” I przekaz idzie w świat, a nikt nie będzie przecież sprawdzał, czy jest to prawda czy nie. Napiszę więc wprost: jest to absolutna bzdura!
Jedziemy dalej: „Bierni palacze e-papierosów są narażeni na co najmniej 4 substancje rakotwórcze oraz na podwyższony poziom nikotyny (około 20%) i innych metali ciężkich.”
Tu mamy już kompletną paranoję – przecież wszyscy są narażeni na wiele substancji rakotwórczych, jeśli tylko oddychają. Jeśli ktoś zaprzestanie oddychania, przestaje być od razu narażony na substancje rakotwórcze. Tyle, że wtedy już raczej nie żyje. Enigmą jest dla mnie natomiast to 20% poziomu nikotyny. 20% bardziej niż inni? 20% bardziej niż bierni palacze tytoniu? I jeszcze to dziwaczne sformułowanie „nikotyny… […] i innych metali ciężkich. Ponieważ to szkoła, więc czuję się w obowiązku napisać, że nikotyna nie jest metalem ciężkim. Ba, nawet nie jest metalem lekkim.
A teraz wracam do tej daty publikacji tekstu. W momencie, gdy się pojawił, ustawa już obowiązywała. Tymczasem w artykule czytamy: „o ciekawe reklamowanie e-papierosów jest dozwolone, w przeciwieństwie do tradycyjnych papierosów.” To oczywiście tzw. trzecia prawda wg ks. Tischnera.
Dalej mamy: „Niepokojący jest fakt, że nastolatki choć nie mogą legalnie kupić normalnych papierosów to z nabyciem e-papierosów nie mają żadnego problemu. Spowodowane jest to lukami w prawie o ochronie zdrowia przed następstwem używania tytoniu i wyrobów tytoniowych – ustawa zakazuje co prawda sprzedaży wyrobów tytoniowych osobom poniżej 18. roku życia, ale w katalogu wyrobów tytoniowych nie ma ani słowa o elektronicznych papierosach.”
Trzecia prawda.
„Niestety podobnie jak brakuje zakazu sprzedaży e-papierosów osobom niepełnoletnim, tak samo nie ma ustawy zakazującej używania ich w miejsca publicznych.”
Trzecia prawda.

No i mamy też akapit o kwestiach zdrowotnych.

„Konsekwencje używania e-papierosów:

  • spadek wydolności płuc

  • zawroty głowy i ból mięśni

  • arytmia serca i nadciśnienie

  • zatykanie dróg oddechowych

  • trwałe uszkodzenie mózgu”

Ciekawe, że prof. Polosa w czerwcu prezentował wyniki pokazujące dokładnie odwrotne efekty, jeśli chodzi o płuca oraz serce. Zatykania dróg oddechowych nawet nie chce mi się komentować. Strasznie mnie korci, aby napisać coś o tym trwałym uszkodzeniu mózgu, ale powstrzymam się. Może to już u mnie wystąpiło i dlatego nie zrozumiałem tego tekstu…
Artykuł opublikowano w bloku o nazwie „Młodzież w Formie”. Obawiam się, że autorka tekstu raczej w formie nie była.
Gdyby ktoś miał ochotę skomentować ten tekst w mailu czy telefonie do redakcji, dane kontaktowe znajdzie tutaj.

EDIT (godz. 22.15): okazuje się, że czytelnicy bloga mają moc sprawczą. Interwencja na FB sprawiła, że artykuł został zdjęty, a redakcja ma spowodować, że jego treść będzie inna. Przyznam, że jest to pozytywna informacja, ale z chwaleniem poczekam do chwili, gdy obejrzę poprawioną wersję.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 komentarzy

Opublikował/a w dniu 16 października 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Kilka gorzkich refleksji ogólnych, czyli gdzie się podziały murkwie i pćmy

Co prawda od wejścia w życie niesławnej ustawy implementującej równie niesławną dyrektywę minęło dopiero niecałe 3 tygodnie, ale można już zauważyć pewne sprawy. Chciałbym się do nich odnieść, ale przede wszystkim dowiedzieć się, jakie jest Wasze zdanie na ten temat.
Tym razem nie chodzi mi o to, jak wyglądają obecnie sklepy stacjonarne czy też to, co oferują dawni sprzedawcy internetowi. Chcę się bardziej skupić na tym, co widać w sieci. A tutaj jest miejscami… no, dość dziwnie. Nawet pobieżny przegląd portali internetowych pokazuje, że komentarze odnośnie do ustawy skupiają się przede wszystkim na tym, co zmienia ona w kwestii e-papierosów. Wygląda to tak, jakby była to ustawa o e-papierosach, a nie o tytoniu! W sumie chyba wszyscy podejrzewaliśmy, że będzie o tym pisane, ale – na Niebiański Czajniczek – to jest jeszcze większe stygmatyzowanie chmurzenia niż było to do tej pory! Efekt jest taki, że wielu ludzi, z którymi ostatnio rozmawiam mówi mi: patrz, tak się cieszyłeś z tych e-fajek, a tutaj zrobili ustawę, bo one są znacznie bardziej szkodliwe niż te zwykłe. One chemię zawierają, zdajesz sobie sprawę?  I niestety tego typu teksty słyszę też od ludzi, którzy są ogólnie wykształceni oraz, zdawałoby się, inteligentni. Oczywiście staram się wyjaśniać, tłumaczyć, ale to niestety głos wołającego na puszczy.
Zaglądam też na fora, na których zbierali się chmurzący. I tu też jestem chwilami zaskoczony. Przypomina mi się słynne opowiadanie Stanisława Lema „Jak ocalał świat”. Część z Was zapewne je zna. Tamta maszyna Trurla miała zrobić Nicość. Na szczęście została dość szybko zatrzymana, dlatego zniknęły tylko niektóre elementy świata – pćmy, murkwie, natągwie, nupajki, nurkownice, nędzioły, nałuszki, niedostópki, nędasy, gryzmaki czy gwajdolnice. I już ich nie będzie.
Mam nieodparte wrażenie, że historia się powtarza. Tandem Radziwiłł/Pinkas uruchomił maszynę i sporo rzeczy poznikało. Na największym forum zniknęło wiele wątków, inne fora z kolei stały się zamkniętymi klubami, z zawartością, której nie może zobaczyć postronny obserwator. I szczerze powiem – nie mam pojęcia dlaczego? Jak to jest, że ludzie zdecydowali o obudowaniu się murami i zamknięciu w gettach. Dodam – dobrowolnym zamknięciu. Myślę, że twórcy ustawy pospołu z tymi, którzy wymyślili dyrektywę radują się teraz bardzo. Przecież to naprawdę przekroczyło ich oczekiwania. Rewolucja chmurzących ulega samoograniczeniu.
Trochę zapomniany świetny polski poeta, Leszek Aleksander Moczulski, napisał w stanie wojennym, w tomiku „Powitania” dwuwiersz:

Żyjąc pod strachem
sami wręczamy klucz dozorcom

To prawda – getta zamknięte od wewnątrz na klucze, które następnie są wyrzucone poza kraty. Czy tego naprawdę chcieliśmy? Dochodzą do mnie informacje o ludziach, którzy boją się teraz wyciągnąć e-fajka na ulicy czy na ławce w parku. Przecież to jest naprawdę paranoja, skoro obok idą ludzie z analogami w gębie i palą w najlepsze. A my dajemy się spychać pod ścianę. Na razie zniknęły murkwie i pćmy łagodne, ale jak tak dalej pójdzie, spełni się wizja niejakiego Kononowicza – nie będzie niczego.
Możliwe jednak, że to tylko moje wycinkowe obserwacje, a wszystko jest tak naprawdę bez większych zmian. Że to ja jestem jakoś przeczulony. Niektórzy komentatorzy na blogu piszą przecież, że nic takiego się nie stało. A co Wy o tym wszystkim myślicie?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
48 komentarzy

Opublikował/a w dniu 26 września 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Używanie e-fajek równie groźne jak palenie tytoniu? Nie, to tylko jak zawsze media straszą

Czytuję regularnie blog Clive’a Batesa. Jego najnowszy wpis dotyczy świeżej histerii medialnej. Myślę, że warto się z tym zapoznać.
Kolejny raz media (tym razem anglojęzyczne) rzuciły się na informacje z kongresu medycznego jak, nie przymierzając, Reksio na szynkę. Oczywiście przemieliły, podkoloryzowały i stąd powstały tytuły typu „E-papierosy poważnie uszkadzają serce” czy „Chmurzenie równie szkodliwe jak palenie”. Chciałbym skomentować ten proces, aby ludzie zobaczyli, jaki jest mechanizm takich działań. Dotyczy to zarówno samych badań naukowych, jak też późniejszego komentowania ich w prasie popularnej. Nazywa się to z angielska „cherry picking”, czyli wybieranie wisienek (domyślnie: z tortu), a polega na wybiórczym używaniu fragmentów tekstu/wyników itp. i wyciąganiu wniosku tylko z tych wybranych.
Rzucę tu może klasyczny przykład biblijny. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że Biblia wprost poleca samobójstwo. Weźmy dwa fragmenty – pierwszy z Ewangelii wg św. Mateusza: „Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi oddalił się, potem poszedł i powiesił się” i dodajmy drugi: „Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!” (to z kolei u Łukasza). No proszę – sam Jezus nakazuje iść i się powiesić!
I tutaj mamy bardzo podobną sprawę. Na Europejskim Kongresie Kardiologów była prezentowana praca, w ramach której badano wpływ chmurzenia na wzrost sztywności aorty u młodych ludzi. No i badaczom wyszło, że u osoby chmurzącej przejściowo wzrasta sztywność aorty, podobnie jak u kogoś, kto pali analogi. No i właśnie z tej pracy pochodzi wszystko, co znajdujemy w prasie. Czy w artykule jest cokolwiek na temat uszkodzenia serca? Nie. Czy jest dowód, że chmurzenie jest tak samo szkodliwe jak palenie? Oczywiście, że nie.
No dobrze – to co to jest ten wzrost sztywności aorty? Mamy z nim do czynienia przede wszystkim u ludzi starszych, czy też chorujących na miażdżycę. Proces ten utrudnia dopływ krwi do serca, a więc ewidentnie jest niekorzystny. Tyle, że w przypadku miażdżycy czy też zaawansowanego wieku usztywnienie tętnic trwa cały czas, natomiast tutaj mowa jest o efekcie krótkotrwałym – kilku(nasto)minutowym, po którym wszystko wraca do normy. Czy powinniśmy się tym przejmować? Nie bardzo. Dlaczego? To proste – bardzo podobny efekt obserwowano w przypadku kofeiny (i to jest praca tego samego autora!), oglądania meczu czy też debaty komisji sejmowej na temat ustawy implementacyjnej albo w trakcie egzaminu lub klasówki w szkole. A jednak nikt w mediach nie pisze „kawa poważnie uszkadza serce” czy też „Pisanie klasówek jest równie szkodliwe jak palenie papierosów”. A przecież i takie wnioski można by wyciągnąć, prawda?
Ktoś może spytać czy odkrycie prezentowane na kongresie jest sensacją i nowością naukową. Skądże, badania na ten temat były prowadzone już wiele lat temu i ich wyniki są znane. Nie ma więc żadnej sensacji ani nowości – ot, kolejna praca. A co do mediów: psy szczekają, karawana chmurzących idzie dalej.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
18 komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 września 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,