RSS

Archiwa tagu: media

Bełkot medialny, czyli kilka zdań o Pinkasie et consortes

Co prawda w ostatnim czasie tematem #1 stał się słynny koronawirus, ale przedstawiciele środowisk medycznych nie zapominają nas raczyć swoimi przemyśleniami na tematy związane z e-papierosami. Wtórują im dziennikarze (nazwa raczej na wyrost), którzy popisują się swoją (nie)wiedzą dotyczącą tej tematyki. Zacznę może od tekstu zamieszczonego na portalu Medonet. Zacytujmy smakowite fragmenty:
„Prof. Pinkas podkreśla, że e-papierosy zawierają syntetyczną nikotynę i substancje toksyczne. Tłumaczy też, że co prawda nie stwierdzono w nich występowania ciał smolistych, ale zagrożenie jest duże, szczególnie jeśli urządzenie nie zostało kupione legalnie.
Pomińmy już to, że sam e-papieros to urządzenie, więc nie zawiera ani nikotyny ani toksyn. Nikotyna jest w liquidzie. Nie wiem, skąd wiedza inspektora Pinkasa o tym, że jest tam nikotyna syntetyczna. Ale nawet gdyby była, to przecież nikotyna to nikotyna – nie rozróżnimy cząsteczki naturalnej od syntetycznej. Nie wiem, jak wam, ale mnie po licznych wypowiedziach pana Pinkasa przypomina się zupełnie inny inspektor, a mianowicie Jacques Clouseau. Tyle, że ten drugi w końcu docierał do prawdy. A pan Pinkas rozwodzi się nad tym, czy urządzenie kupione jest legalnie czy też nie. Czyli co – jeśli wlejemy do legalnego urządzenia jakąś miksturę z THC i octanem tokoferylu, to wszystko będzie OK?
Jedźmy dalej: pani autorka, Monika Zieleniewska pisze: W USA wapuje ok. 35 proc. populacji, zatem problem jest o wiele większy niż u nas.
Że co, przepraszam? 114 mln ludzi wapuje? Gdzieś tam dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele. Może ktoś uzna to za złośliwość, ale uważam, że aby pisać na jakiś temat, trzeba mieć choćby minimum wiedzy, zrobić rozsądny research, ale przede wszystkim myśleć. Widzę, że pani Zieleniewska wcześniej zajmowała się designem i modą – pewnie się na tym zna, nie mnie to oceniać. Ale na Thora, lepiej aby nie ruszała tematów związanych z ludzkim zdrowiem.
Dalej pani MZ pisze: Bez względu na to, czy liquid jest chłodny czy podgrzany, zawartych w nim formaldehydów czy nitrozoamin, wystarczy do wywołania poważnych schorzeń układu oddechowego i krwionośnego lub choroby Alzheimera.
Zajmuję się chemią od pół wieku (tak, tak – zaczynałem w roku 1970), ale zawsze mnie uczyli, ze formaldehyd jest jeden. HCHO, aldehyd mrówkowy. W liquidzie niepodgrzanym nie ma go wcale, bo niby skąd miałby się wziąć? No a powiązanie formaldehydu czy nawet nitrozoamin z chorobą Alzheimera to już niesamowity odlot.
Niebezpieczne są również substancje zapachowe, estry, np. cynamonowy ma silne działanie mutagenne.
Ester cynamonowy? WTF? Owszem, istnieją takie estry, ale są one powszechnie używane w przemyśle perfumeryjnym. Gdyby były mutagenne, raczej poszukano by jakiegoś zamiennika. Czyli znowu gdzieś dzwoniło…
Większość tekstu to nagonka na e-fajki. Ale tak naprawdę ciekawa jest końcówka tego artykułu, poświęcona produktom HnB, czyli podgrzewaczom tytoniu. Pan prof. Paweł Górski z UM w Łodzi otwarcie mówi: e-fajki są złe, w przeciwieństwie to podgrzewaczy, które sam zalecał swoim pacjentom. W ostatnim akapicie pani Autorka pisze: Na razie podgrzewacze HnB przegrywają jeszcze w Polsce z e-papierosami. No tak, jeśli tak to będzie wyglądać, że profesorowie medycyny będą uważać e-papierosy za zło, a popierać podgrzewacze, to ludzie zaczną je kupować, a e-fajki wyrzucą do kosza. A panowie z Big Tobacco będą tylko zacierać ręce. Czy naprawdę właśnie o to chodzi?
Nie chcę rozwlekać tego tekstu, a muszę się odnieść jeszcze do innych wypowiedzi przedstawicieli środowiska medycznego. Zrobię to niebawem.

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Kilka informacji i komentarzy bieżących

Ponieważ rozmaite informacje dotyczące e-papierosów są rozproszone w sieci, co jakiś czas będę je tutaj wrzucał (tzn. linki do nich) i komentował. Najpierw może dobre wiadomości. Jak być może wiecie, w Australii obowiązuje zakaz sprzedaży i importu liquidów nikotynowych. Jeszcze do niedawna tamtejsze środowiska medyczne stały twardo na stanowisku, że chmurzenie jest mało zbadane, nie wiadomo jak to działa i na ile szkodzi. Teraz nastąpiła jednak istotna zmiana. Królewskie Australijskie Kolegium Lekarzy wydało właśnie oświadczenie, że zmienia swoje podejście. Uznają, że chociaż nadal nie są znane długoterminowe działania e-papierosów, to jednak postanowili je uznać za jeden z dopuszczalnych środków wspomagających rzucanie palenia. Ze względu na panujące tam prawo, lekarze będą mieli prawo wystawiać zaświadczenia palaczom chcącym importować liquidy nikotynowe. I w ten sposób chmurzenie będzie wreszcie znowu legalne. I to jest naprawdę dobra wiadomość.
Niestety, u nas nie jest tak różowo. Pojawił się np. tekst pod znamiennym tytułem „Zabójcze e-papierosy w Polsce”. Oczywiście ozdobiony szokującym zdjęciem młodej dziewczyny na łóżku szpitalnym. Co ciekawe: zdjęcie nie przedstawia polskiej chorej nastolatki, zostało ukradzione z sieci i przedstawia dziewczynę z USA. Pan autor postanowił straszyć, ale też nie odrobił do końca lekcji – nie ma czegoś takiego, jak metaamfetamina. Poza tym to nie e-papierosy zaszkodziły tym młodym dziewczynom, tylko to, co do niego nalały. Idę zresztą o zakład, że szpital nie ma żadnych danych odnośnie do tego, co było inhalowane.
Także Polskie Radio postanowiło straszyć. „Pulmonolog Małgorzata Kwiatkowska podkreśla z kolei, że e-papierosy mają taką samą szkodliwość, jak wszystkie inne papierosy.” W sumie napisać można cokolwiek, prawda? Pani doktor oczywiście nie przytacza żadnych danych, bo i skąd. Jest to typowy przykład argumentum ad verecundiam, czyli powoływania się na autorytet (w tym przypadku własny, no bo skoro pani jest pulmonologiem, to wszystko, co powie, automatycznie staje się prawdą.
Tymczasem w USA, a konkretnie w stanie Vermont ma zostać wprowadzone nowe prawo związane z liquidami smakowymi. I tamtejsi legislatorzy idą o krok dalej niż ci z innych stanów. Zakazana jest nie tylko sprzedaż liquidów smakowych, ale też ich posiadanie! I tak oto mając w kieszeni flaszeczkę 10 ml płynu wiśniowego czy truskawkowego możemy trafić za kraty razem z kimś, kto miał 100 g kokainy. Paranoja? Oczywiście! Obawiam się jednak, że podobne informacje będą spływać także z innych stanów.
Aha, co do amerykańskiej „epidemii” – mam wrażenie, że to już historia. Dane CDC pokazują, że liczba nowych przypadków zgłaszanych jest jednocyfrowa (tygodniowo), co w porównaniu z wrześniem, gdy było ich ponad 200 jest zdecydowanym spadkiem. Na szczęście poza USA nie odnotowano potwierdzonych przypadków EVALI.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 29 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: ,

Kolejny kuriozalny artykuł w polskiej prasie

Dokładnie dzień po tym, jak napisałem o amerykańskiej pseudoepidemii, w Dzienniku Gazecie Prawnej ukazał się dość kuriozalny tekst dotyczący e-papierosów. Już sam tytuł: „Pierwsze ofiary e-papierosów: Wapowanie szkodzi zdrowiu. Teraz dowiemy się, jak bardzo” zdecydowanie podnosi ciśnienie. Gdybym chciał tutaj wyciągnąć wszystkie kłamstwa i półprawdy, powstałby bardzo duży tekst, a nie chcę Was zanudzać. Skupię się więc tylko na kilku konkretach.
Punktem wyjściowym są dwie nastolatki, które trafiły do szpitala mając problemy z płucami. To bezapelacyjnie wina e-papierosów – orzekły autorki! Główny Inspektor Sanitarny (GIS), znany wam także z innych wypowiedzi Jarosław Pinkas mówi, że wszystko jest nadal diagnozowane. Ale jestem przekonany, że już za kilka dni dowiemy się, że winne są e-papierosy. Już przecież wcześniej pan Pinkas przypisywał e-papierosom śmierć dwojga narkomanów na Śląsku – też bez konkretnych dowodów. Ale atak będzie trwał, tego możemy być niestety pewni.
I nagle GIS wpada na pomysł: trzeba zacząć badać liquidy! No ludzie… ustawa antytytoniowa, a właściwie jej nowelizacja, została uchwalona 3,5 roku temu. I przez ten czas nic się nie działo. Inspektor ds substancji chemicznej rejestrował liquidy i e-papierosy – i to wszystko. Pisałem do nich w sprawie badań liquidów 3 lata temu. Odpowiedź: nie, żadnych badań nie prowadzimy. Pytałem o to, czy prowadzona jest ewidencja działań niepożądanych – nie, nikt nie zgłaszał. Teraz pan Pinkas się obudził i udaje, że coś się dzieje. Nóż się w kieszeni otwiera. Nagle orientują się, że do e-fajek można wlać roztwór THC, GHB, kokainę czy fentanyl. Odkrycie na miarę Nobla z medycyny. Oczywiście w tekście nie ma ani słowa o octanie tokoferylu – paniom nie chciało się zajrzeć do raportów CDC.
Panie autorki nie przyłożyły się też do porządnego researchu. Piszą np. o tym, że w Wielkiej Brytanii jest 1,4 mln waperów. Bzdura – w 2019 statystyki pokazywały liczbę 3,6 mln. W Niemczech na pewno nie ma 0,7 mln użytkowników. Liczba ta jest zbliżona raczej do 2,5 mln – te wszystkie dane można bez problemu znaleźć w sieci. I jeszcze jeden drobiazg: „Korzystanie z e-papierosa jest czasem nazywane „wapowaniem” lub „juulingiem”.” Naprawdę juuling? Ludziska – ktoś z Was używa tej nazwy? A może wasi znajomi? Owszem, w USA młodzież tak mówi, ale tam JUUL jest popularny, u nas niekoniecznie.
Wracam jeszcze do samego tytułu. Jest on wyjątkowo obrzydliwą manipulacją. Gdy jacyś ludzie trafią do szpitala pijąc lewy alkohol z metanolem, nikt nie pisze: pierwsze ofiary musztardówek. „Wapowanie szkodzi zdrowiu. Teraz dowiemy się, jak bardzo” – to też jest obrzydliwe. Z założenia autorek widać, że musi szkodzić bardzo. Nie napisały „dowiemy się, na ile szkodzi” – bo ma szkodzić bardzo, bardziej, albo nawet najbardziej. Ratuj się kto może.
Co do wspomnianych polskich nastolatek: jak na razie nie wiemy, co im zaszkodziło. Nie mamy żadnych danych co do składu liquidów, których używały. Nic nie wiemy o tym, gdzie się zaopatrywały. Jestem dziwnie przekonany, że sytuacja tutaj okaże się podobna do amerykańskiej. Ktoś tam eksperymentował z płynami (może same poszkodowane) i teraz ma efekt. Ale winne są musztard… tfu, e-papierosy.
Zastanawiające jest też to, że w artykule nie ma ANI SŁOWA o tym, że e-papierosy powstały jako urządzenia dla palaczy, którzy nie mogli w inny sposób porzucić palenie tytoniu. Nie ma ani słowa o tym, że uznane autorytety brytyjskie oszacowały, że e-papierosy (używane z LEGALNYMI liquidami, a nie z nie wiadomo czym) są o 95% mniej szkodliwe niż palenie papierosów.
Wracając jednak do głównego problemu. Chciałbym być złym prorokiem, ale podejrzewam, że już wiosną zostaniemy zasypani danymi rodem z horroru. Może nawet wróci niesławna woda w płucach. Już teraz możemy przeczytać na stronach o zdrowiu: „Twoje płuca mogą wyglądać jak popcorn” – tak pisze inna autorka na stronach zdrowotnych jednego z serwisów internetowych. Niestety, taki jest poziom wiedzy, nie tylko o „popcorn lung”, które z popcornem mają tyle wspólnego, że zapadają na tę chorobę ludzie zatrudnieni przy przemysłowej produkcji popcornu. Na pewno ich płuca nie przypominają popcornu. Pisałem zresztą o tym.
I na koniec – każda osoba, która pisze w tak nierzetelny sposób o e-papierosach przyczynia się do tego, że ludzie pozostają przy paleniu konwencjonalnych papierosów, „bo te elektroniczne zabijają”. Panie Otto i Klinger też się właśnie tym swoim tekstem do tego przyczyniły.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 22 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Rzuć albo umrzyj – dlaczego nie chcą nam pozwolić na trzecie wyjście?

Cały czas trwa wojna z e-papierosami, oskarżanymi niemal o całe zło tego świata (może z wyjątkiem lawin błotnych ziemi w Ameryce Południowej, ale pewnie i to się jakoś da powiązać). Amerykańskie wydarzenia ostatnich kilku miesięcy stały się kolejnym pretekstem do tego, aby ataki na chmurzenie się nasiliły. Bezrefleksyjne media powielają standardowy przekaz o tym, że e-papierosy zabijają. Nieważne, że dotyczy to ludzi używających liquidów kupionych w ciemnej uliczce od ciemnych typów. Nieważne, że te liquidy zawierały prawdopodobnie nieoczyszczony THC, jak też spore ilości octanu tokoferylu oraz pestycydów. Kto by dbał o takie szczegóły. Stare powiedzenie mówi, że jak ktoś chce psa uderzyć, zawsze znajdzie kij. No i oczywiście wszystko odbywa się tradycyjnie pod hasłem: my chcemy chronić dzieci! Dzieci chcemy chronić, nie rozumiecie?
Dobra, media żyją z klikalności, a piszący w nich ludzie (celowo nie używam określenia dziennikarze) żyją z wierszówek. Przerażające jest jednak, gdy dokładnie takim samym językiem posługują się ludzie, którzy teoretycznie powinni chronić nasze zdrowie. Niestety, oni też idealnie wpasowali się w tę nagonkę. Co więcej, posuwają się w swoich komentarzach do szerzenia zwykłych kłamstw. Pierwsze z brzegu: Mateusz Jankowski, przedstawiany jako ekspert Głównego Inspektora Sanitarnego mówi: „Opublikowano szereg prac pokazujących, że używanie e-papierosów zwiększa ryzyko zawału mięśnia sercowego ponad dwukrotnie. W przypadku używania papierosa elektrycznego i papierosa tradycyjnego, czyli tzw. podwójnego palenia, to ryzyko jest pięciokrotnie wyższe”. Rozbierzmy ten przekaz na czynniki pierwsze. „Szereg prac” oznacza tak naprawdę publikację zespołu niesławnego Stantona Glantza, którą poddali analizie m.in. lekarze-kardiolodzy. Przypomnę może, że Glantz ma magisterkę z inżynierii kosmicznej i doktorat z mechaniki stosowanej. Tymczasem jakimś kosmicznym zbiegiem okoliczności siedzi na stołku profesora medycyny. Podsumowanie tej analizy znajdziecie na blogu Clive’a Batesa. Jeśli ktoś nie chce się wgłębiać w ten tekst, napiszę tylko, że Glantz uważa, że e-papierosy spowodowały zawały u osób, które tenże zawał przebyły nawet 10 lat przed tym, zanim zetknęły się z e-papierosami. Ot, taka podróż w czasie, inżynieria zaiste kosmiczna. Ale to absolutnie nie przeszkadza panu Jankowskiemu szerzyć bzdury i straszyć ludzi. Uchowaj nas borze szumiący przed takimi ekspertami!
Tymczasem w Polsce gdzieś w tle znika pojęcie ograniczenia szkód (harm reduction). Jeśli przejrzymy brytyjską literaturę dotyczącą e-papierosów czy też snusu, niemal wszędzie przeczytamy o tym, że na skali niepalący-palacz tytoniu jest sporo miejsca pośrodku. To nie jest kwestia zero-jedynkowa. Świat nie jest czarno-biały, pomiędzy skrajnościami jest sporo odcieni szarości. Zwraca na to uwagę między innymi prof. Andrzej Sobczak w swoim tekście opublikowanym w Medycynie Rodzinnej (PDF w języku polskim i angielskim). Tymczasem nasi spece od zdrowia twardo stoją na stanowisku „rzuć albo umrzyj” (quit or die). Jak długo jeszcze? Dlaczego oni nie przyjmują do wiadomości, że każdy człowiek, który zrezygnuje z palenia tytoniu na rzecz e-papierosów, snusu czy innych produktów, zostaje wyrwany śmierci. Dlatego też ostro walczą z tymi wszystkimi metodami – zakazywać, ograniczać, opodatkowywać, karać. Ciekawe, że odsetek palaczy w Polsce przestał spadać w ostatnich 2,3 latach. Nie wolno reklamować e-papierosów w Polsce? Nie wolno, bo ustawa i dyrektywa. Ale zwyczajnym sqr…twem jest zakaz informowania o różnicach między paleniem i używaniem e-papierosów. Znowu – w jakiejś mgle zniknęło pojęcie świadomego wyboru (informed choice). Jak można świadomie wybierać bez posiadania informacji? Powiedzmy sobie szczerze – to jest niezgodne z podpisaną przez Polskę Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, o której wspominała w swoim wpisie Rozchmurzona. Artykuł 19 głosi: Każdy człowiek ma prawo do wolności poglądów i swobodnego ich wyrażania; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnych poglądów, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i idei wszelkimi środkami, bez względu na granice.
Odcięcie nas od tego prawa to tak naprawdę
zbrodnia na naszym zdrowiu. I doskonale o tym wiecie w Ministerstwie Zdrowia, Inspekcji Sanitarnej i wszelkich organizacjach medycznych, które podobno troszczą się o nasze zdrowie.
Tak przy okazji chciałbym podpowiedzieć tym, którzy korzystają z serwisu Netflix, że można tam obejrzeć ciekawy i całkiem obiektywny film pt. E-dymek, który jest drugim odcinkiem w cyklu „Niebezpieczne produkty”. Co prawda w pierwszej części uderza w ton chyba przesadnie alarmistyczny, jeśli chodzi o „epidemię” chmurzenia wśród młodych w USA, ale za to całkiem obiektywnie komentuje wyważone podejście Wielkiej Brytanii. Sporo w nim prawdy, ale mnie naprawdę powaliło stwierdzenie pana z firmy Philip Morris, Serge’a Maedera, który na pytanie, dlaczego nadal sprzedają zwykłe szkodliwe fajki, mówi: „jeśli my nie będziemy sprzedawać, kto inny będzie”. Mówi dokładnie to samo, co marni dilerzy prochów, którzy w ciemnej uliczce sprzedają swoje wynalazki smarkaczom. Przerażająca logika.

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 6 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

Substancje psychoaktywne w e-papierosach

Od kilku tygodni mamy w mediach kampanię wymierzoną w e-papierosy. Ministerstwo zdrowia, inspekcja sanitarna, policja – wszyscy dmą w jedną trąbę. Przekaz jest klasyczny – trzeba chronić dzieci, bo one w tych e-papierosach mają narkotyki. Ostatnio w mediach bardzo popularny jest duet Pinkas & Ciarka. Pierwszy to Główny Inspektor Sanitarny, natomiast drugi jest rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji. Autorytety (przynajmniej teoretycznie).
Na konferencji prasowej pan Pinkas opowiadał o substancjach psychoaktywnych stosowanych w e-papierosach. „E-papierosy są także używane jako urządzenia do inhalacji substancjami psychoaktywnymi. Wskazał, że w literaturze naukowej istnieje szereg dowodów wskazujących na przypadki użycia e-papierosa do inhalacji substancji takich jak: THC/CBD, syntetyczne katynony (np. mefedron), kokaina, metamfetamina, MDA, MDMA, GHB, heroina, fentanyl.”
Przeanalizujmy tę informację. To prawda, że e-papierosów można używać z rozmaitymi dodatkami, w tym także nielegalnymi substancjami psychoaktywnymi. W szklance można mieć herbatę, wódkę albo metanol. Czy to znaczy, że szklanki są niebezpieczne? Jedziemy dalej: „w literaturze naukowej istnieje szereg dowodów…” – jasne, że istnieje. Są to tzw. case studies, czyli studia przypadku. Przeglądając bazę PubMed trafimy np. na opis przypadku mężczyzny, który założył się, że połknie łyżkę. Udało mu się, ale łyżka utkwiła w przełyku. To by jednak nie był przypadek szczególny, ale facetowi to nie przeszkadzało przez cały rok. Dopiero potem trafił do lekarza i został zoperowany. Czy łyżki są groźne? Inny przypadek to ośmiolatek z Australii, u którego stwierdzono wysoki poziom ołowiu. Okazało się, że w wyrostku robaczkowym chłopaka znaleziono 57 kulek ołowianych używanych do wiatrówki. Ot, zjadł sobie i miał pecha, że w całości nie przeszły przez układ pokarmowy. Czy w związku z tym należy zakazać wiatrówek?
Można znaleźć tysiące takich case studies, ale one nie pozwalają na wyciąganie globalnych wniosków, co właśnie robi pan Pinkas. Nieco dziwne, zważywszy, że jest doktorem habilitowanym medycyny.
„Trzeba chronić nasze dzieci”. Tak, to prawda, koniecznie trzeba je chronić. Wydaje mi się jednak bardzo mało prawdopodobne, aby jacyś małoletni eksperymentowali np. z kokainą dodawaną do liquidu. Czy naprawdę pan Pinkas czy Ciarka nie wiedzą, ile na czarnym rynku kosztuje działka kokainy? Naprawdę jakiegoś nastolatka stać na takie eksperymenty? Osobiście bardzo wątpię. Z tych wszystkich wymienionych na konferencji środków w zasięgu młodzieży zostaje tylko THC, a właściwie nie sam związek, ale raczej klasyczna postać ziela konopi, czyli susz. I mam wrażenie, że jeśli jakiś dzieciak dorwie się do tego, to raczej nie będzie przerabiał na postać płynną, tylko zwyczajnie zapali. Nie wydaje mi się prawdopodobne, aby w zasięgu nieletnich znajdowały się takie związki jako mefedron, heroina czy fentanyl (oraz jego pochodne, które są zakwalifikowane jako dopalacze). Tego naprawdę nie da się kupić w żadnym sklepie czy na rynku. Aha, przypomnę tylko, że na wymienionej liście znajduje się CBD, która to substancja jest w Polsce legalna i nie ma działania psychoaktywnego.
Proszę tylko absolutnie nie wyciągać wniosku, że lekceważę problem. Używanie substancji psychoaktywnych jest zagadnieniem bardzo poważnym – zarówno wśród dorosłych, jak też u dzieci. Rzecz w tym, że opowieści o tym, że głównym zagrożeniem są e-papierosy jako urządzenie, które może dostarczać do organizmu substancje nielegalne jest straszliwym spłycaniem problemu. Jak sobie z tym radzili nieletni zanim na rynku pojawił się e-papieros? Nie było wtedy eksperymentowania z substancjami psychoaktywnymi? Nie wąchali tri i butaprenu (pozdrowienia dla pana marszałka sejmu!)? Nie jedli parkopanu? Nie gotowali kompotu? Oczywiście, że używali tego wszystkiego, a jakby teraz jakoś cuden e-papierosy zniknęły, znaleźliby inne metody. Tego jestem pewien.
No a wy co – zrobiliście konferencję prasową, postraszyliście, znaleźliście winnego w postaci e-papierosa. I co – odfajkowane? Teraz premie, medale, nagrody, wywiady, wizyty w zakładach pracy? A może by tak w końcu podejść do sprawy rzetelnie? Wiem, wiem… jestem niepoprawnym marzycielem.

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: ,

Rozchmurzona pisze tym razem o mediach, prawach człowieka i gotującej się żabie

Mi drodzy, ten tekst napisałam, bo mam już dosyć ciągłych kłamstw jakie się szerzą w mediach. Nie zgadzam się, aby urzędnicy państwowi bezkarnie wprowadzali w błąd opinię publiczną twierdząc, że e-papierosy dostarczają wielu trujących substancji, albo sugerują ich powiązania z narkotykami. Kilka przykładów z ostatnich dni.

Pan Jan Bondar- rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego w TVP INFO powiedział:
„O e-papierosach mówi, że są zdrowsze od papierosów tradycyjnych. Nic bardziej mylnego – do organizmu osób wdychających dym z tych urządzeń dostaje się wiele trujących substancji”.
„ Producenci dodają do kartridży również klasyczne narkotyki”.

Jarosław Pinkas – Główny Inspektor Sanitarny w POLSAT NEWS oznajmił:
„Ryzyko zdrowotne wynikające ze stosowania e-papierosów jest ogromne”.
„Nie ma substancji, która nie miałaby charakteru toksycznego”. „ Dodał, że trwa debata medyczna, czy rzeczywiście można mówić w medycynie o „mniejszym źle”. ( cytat oryginalny)
„w USA odnotowano 47 przypadków zgonów spowodowanych stosowaniem e-papierosów. W Polsce – dwa”.

Otóż, moi panowie, powiem wprost, że próbujecie wprowadzić opinię publiczną w błąd. Te przykłady, na które tak chętnie się powołujecie, są wynikiem użycia nielegalnych i zakupionych na czarnym rynku wkładów, które miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Nikt, kto kupuje legalne liquidy nie może się nimi zatruć, czego przykładem są miliony vaperów na całym świecie. Nie jesteśmy też narkomanami, co sugerujecie. Udajecie, albo naprawdę nie posiadacie tej wiedzy (co jest równie groźne), że e-papierosy są co najmniej 95% mniej szkodliwe od tradycyjnych papierosów i że są dowody na ich skuteczność w walce z tym nałogiem. Tak, są na to badania bardzo rzetelnych naukowców. Strategia redukcji szkód jest uznawaną metodą na całym świecie i przynosi rezultaty i nie mówi się o mniejszym źle, ale strategii mniejszego zła, bo to słowo się nie odmienia.
A jeśli już powołujecie się na przykłady dwóch śmiertelnych przypadków w Polsce, to proszę o dowody, bo Wam nie wierzę i może przypomnijcie sobie ilu ludzi rocznie choruje, lub umiera z powodu palenia. Liczby są porażające.
Przestańcie udawać, że zależy Wam na dobru palaczy, bo fakty mówią coś innego. Państwo polskie im nie pomaga, bo obcina środki na instytucje, które zajmują się poradnictwem w tym zakresie. Wy tak naprawdę szukacie pretekstu żeby zabronić, albo utrudnić nam dostęp do e-papierosów, bo państwo już na nas nie zarabia. To podłe i ludzie Wam tego nie wybaczą. Mam nadzieję, że kiedyś poniesiecie konsekwencje swoich działań, a my będziemy się bronić, bo zależy nam na naszym życiu i mamy do tego prawo! Przypomnijcie sobie Deklarację Praw Człowieka – ona nas obroni.

Tak moi drodzy, dzisiaj Wam powiem, gdzie musimy szukać pomocy.

Prawa człowieka zostały formalnie uznane za jeden z priorytetów społeczności międzynarodowej w grudniu 1948 roku, kiedy przyjęto Powszechną Deklarację Praw Człowieka (Polska podpisała ją w 1993 roku). Zyskały one wówczas miano uniwersalnych zasad obejmujących wszelkie aspekty życia ludzkiego. Mają charakter: powszechny, przyrodzony, niezbywalny, nienaruszalny, naturalny i niepodzielny.
Prawa osobiste to między innymi: prawo do życia, dobrego życia, szczęścia, decydowania o swoim życiu, a wśród praw socjalnych mamy zagwarantowane prawo do zdrowia. Ja w tym opracowaniu na nich się skupię.

Kiedy dziewięć lat temu podjęłam, w pełni świadomą i uwzględniającą ryzyko, decyzję o rzuceniu palenia przy pomocy e-papierosa, nie miałam żadnych wątpliwości. Kierowałam się swoim dobrem, bo miałam świadomość szkodliwości palenia, oraz prawem do decydowania o sobie, jakie mam zagwarantowane przez instytucje krajowe i międzynarodowe. Uważam, że tym samym realizowałam cel jakim jest prawo do dobrego życia, szczęścia i zdrowia.

Wtedy nikt, a zwłaszcza rząd, nie interesował się e-papierosami. Rynek rozwijał się stopniowo, ale konsekwentnie, rosła rzesza vaperów, którym przy pomocy e-papierosa udało się rzucić śmiertelny nałóg. To były dobre czasy. Korzystaliśmy z prawa wyboru, a przede wszystkim cieszyliśmy się z wolności. Wreszcie udało nam się zerwać z nałogiem, jakim było palenie papierosów. Każdy palacz zna to swoiste „więzienie” i wie jak trudno z niego wyjść.
Dopiero gdy rozwijająca się branża zaczęła zagrażać interesom koncernów tytoniowych i farmaceutycznych, kiedy dochody ze sprzedaży papierosów, oraz nikotynowych terapii zastępczych zaczęły spadać, a w budżetach pojawiły się dziury, rządy wielu krajów, w tym UE, wkroczyły. Pod pozorem uregulowania rynku zaczęto ograniczać nasze prawa osobiste. Odgórnie ustalono limit nikotyny w opakowaniach, wielkość atomizerów, dodatkowo w Polsce pojawił się zakaz sprzedaży transgranicznej na odległość (np. przez internet) elektronicznych papierosów oraz pojemników z płynem zawierającym nikotynę. Wprowadzono także zakaz promocji, reklamowania, a nawet informowania potencjalnych nabywców o ich mniejszej szkodliwości w porównaniu do papierosów, choć były już badania, które o tym świadczyły. Za złamanie tego zakazu grozi grzywna w wysokości 200 tys. zł albo ograniczenie wolności.

W tym czasie, na skalę światową rozpoczęła się nagonka na e-papierosy: histeryczne artykuły o wybuchających akumulatorkach; fałszywe badania o ich rzekomo większej szkodliwości niż papierosy – męczenie i dręczenie biednych szczurów i myszy ogromnymi dawkami smażonych liquidów, aby ogłosić na cały świat, że e-papierosy zabijają i powodują śmiertelne choroby; że są bramą dla palenia, a biedne dzieci są kuszone słodkimi smakami, i wreszcie rośnie nowe pokolenie uzależnionych od nikotyny.

Na koniec obrzydliwa, pełna kłamstw, manipulacji, zastraszania, nagonka na e-papierosy, po ujawnionych przypadkach chorób płuc w Stanach Zjednoczonych. Fakty się nie liczą, ważny jest cel, a jest nim zniszczenie legalnego vapingu. Bo niczym innym nie skończą się zakazy, ograniczenia, grzywny, a nawet kary więzienia za ich używanie, albo obłożenie ich tak wysokimi podatkami, że przestaną być konkurencją dla papierosów. W świetle stanowionego prawa, pod pozorem naszego dobra, niszczy się produkt, który uratował wielu ludziom zdrowie, a nawet życie. I pomógłby innym, ale ich szanse maleją z każdym dniem, z każdym zakazem i nakazem, czy wzrostem akcyzy.

A ja ośmielę się zadać pytanie: jakim prawem rządy wielu krajów, UE, WHO, decydują za ludzi? Czy potraktowanie nas jak bezrozumne istoty, nie jest lekceważeniem naszej godności? Czy nie jest naruszeniem przysługującego nam prawa do życia, wyboru, szczęścia i zdrowia? Kto dał tym urzędnikom prawo ingerowania w nasze życie? Przypominam, że nasze prawa mogą być ograniczane tylko w ściśle określonych, ważnych dla kraju sytuacjach. Czy nasz wybór dotyczący zmiany sposobu dostarczania nikotyny zagraża komukolwiek? Oczywiście NIE. A my mamy prawo domagać się szacunku dla naszych decyzji, powstrzymania się władzy od ingerowania w tę sferę naszego życia, ponieważ dbamy o swoje zdrowie i nikt nie może nam tego utrudniać, ani zabraniać.

Znacie syndrom gotującej żaby? Jeśli włożymy żabę do garnka pełnego wody i zaczniemy ją podgrzewać, żaba utrzymuje się przy życiu zmieniając swoją temperaturę pod wpływem środowiska. Kiedy woda jest już na granicy zagotowania, żaba próbuje uciec, ale nie jest w stanie tego zrobić, ponieważ całą energię wykorzystała wcześniej na przystosowanie się do trudnych warunków. W końcu umiera.

Tak na ogół jest, gdy tolerujemy zbyt wiele. Nie uważacie, że temperatura naszej wody jest zbyt wysoka?

© by Rozchmurzona

UWAGA: oryginalny tekst jest dłuższy, jeśli ktoś chce, może się z nim zapoznać na Facebooku Rozchmurzonej.

 
9 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! E-papierosy zabijają w Polsce?

W związku z wczorajszymi informacjami medialnymi dotyczącymi konferencji o e-papierosach, chcę tutaj rozjaśnić kilka spraw. Główny Inspektor Sanitarny, pan dr hab. Jarosław Pinkas raczył był wspomnieć o dwóch przypadkach śmierci, które w Polsce spowodowało używanie e-papierosów. Postanowiłem na szybko prześledzić źródła. Okazuje się, że wniosek o tym, że e-papierosy zabijają (takie poleciały tytuły w mediach) został wyciągnięty na podstawie jednej polskiej publikacji, zamieszczonej w czasopiśmie Drug Testing and Analysis. Zajrzałem do jej streszczenia (całość spróbuję zdobyć jak najszybciej) i podzielę się z Wami informacjami, które można tam wyczytać.
W publikacji opisano badania dwóch przypadków śmiertelnych, dotyczących młodych ludzi, których zwłoki znaleziono w domach (osobno). W obu przypadkach analizowano obecność w organizmie pochodnej fentanylu, znanej pod skrótem 4-FBF. Co to takiego? Jest to związek z grupy opioidów, będący tzw. dopalaczem (ang. designer drug). Z informacji, które posiadam wynika, że ta akurat pochodna przypełzła do nas z Estonii już kilkanaście lat temu. Nie będę tu pisał więcej, bo to osobny temat, którym się niebawem zajmę. Wróćmy do tych dwojga nieszczęśników. W przypadku mężczyzny znaleziono w domu proszek, zawierający 4_FBF, jak też liquid zawierający wspomniany opioid (stężenie substancji czynnej 35 mg/ml). Podkreślono, że 4-FBF pochodził z nielegalnego rynku narkotyków. Nie ma ani słowa o tym, że śmierć była spowodowana właśnie używaniem e-papierosa. Warto dodać, że mężczyzna został zidentyfikowany jako narkoman. O drugim przypadku wiadomo mniej, choć i tutaj dziewczyna została określona jako ktoś, kto używał wcześniej nowych substancji psychoaktywnych (czytaj: dopalaczy) oraz narkotyków. Tu również nie ma ani słowa o e-papierosach. Co więcej, autorzy publikacji piszą wprost, że są to prawdopodobnie pierwsze dwa przypadki śmierci spowodowanej przez 4-FBF, nie wspominając nic o używaniu e-papierosów.
Co wiec wiemy na pewno? Ano tyle, że obie ofiary miały w tkankach fentanyl. Nie wiadomo jaką drogą sobie go podały, a przesłuchać ich już się nie da. Samo to, że na miejscu znaleziono liquid, czy nawet e-papierosa nie dowodzi niczego. W wielu domach możemy znaleźć strzykawki i igły, ale nikt chyba nie wyciągnie wniosku, że mieszkają tam narkomani.
Tak więc mamy dwoje narkomanów, a co najmniej eksperymentatorów, którzy zabili się przy pomocy nielegalnych substancji. Ekstrapolacja tego na e-papierosy jako takie jest zwykłym nadużyciem. Warto też zauważyć, że publikacja pochodzi z 2017 roku – ciekawe dlaczego inspekcja sanitarna dwa lata temu nie alarmowała? Czekali aż dwa lata(!) na odpowiedni czas, tzn. na moment, gdy państwo wprowadza akcyzę na płyny do e-papierosów? Nie dla siebie pytam, tylko dla zapłakanych kuzynek.
Na koniec jeszcze raz powtórzę to, co mówię od lat: e-papierosy nie są zabawką. Służą tylko dorosłym palaczom tytoniu, którzy chcą porzucić zgubny nałóg. Każdy, kto sprzedaje płyny nieletnim popełnia przestępstwo. Każdy, kto dodaje do liquidów substancje do tego nie przeznaczone ryzykuje własnym zdrowiem i życiem.

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 26 listopada 2019 w ogólne

 

Tagi: , , ,