RSS

Głos społeczności użytkowników EIN (e-papierosów) w dyskusji o akcyzie

Gdzieś tam po cichu trwają prace nad wprowadzeniem akcyzy na EIN. Jak się okazuje, nie tylko na liquidy zawierające nikotynę, ale też na płyny beznikotynowe, a więc tak naprawdę na glicerynę i glikol. Można je kupić w sklepie chemicznym, ale już niebawem, po przekroczeniu granicy u sprzedawcy EIN staną się one produktami obłożonymi piekielną akcyzą. Uzasadnienia ustawodawców są szokujące. Cały proces legislacji można śledzić tutaj – szczerze namawiam do zapoznania się z dokumentami.
W odpowiedzi powstał dokument przygotowany przez niezawodnego i niestrudzonego LogeraM z zielonego forum. Nie kopiuję go tutaj, każdy może powędrować za linkiem i przeczytać go na forum, jak też zobaczyć dyskusję, która tam się toczy. Myślę, że możemy te odpowiedzi na dokumenty rządowe traktować jako wspólne zdanie wszystkich użytkowników EIN. Walczymy, choć szanse na to, że ktokolwiek nas wysłucha, są niewielkie. Ale nie wolno nam wywieszać białej flagi. Kolejny raz chcę napisać: jeśli ktoś chce komentować, że to nic nie da, niech pisze to w domu na karteczce. Tutaj każdy taki komentarz zostanie wysłany w kosmos.
Swoją drogą – 12 lipca złożyłem swoje uwagi do projektu. Dotarły na pewno, bo otrzymałem odpowiedź z ministerstwa finansów. Jednak moje uwagi nie zostały umieszczone w dokumentach legislacyjnych. Będę się domagał odpowiedzi dlaczego tak się stało.

Moi drodzy – rozpowszechniajcie te uwagi do raportu z konsultacji. Informacja musi się rozprzestrzeniać. O dalszych akcjach Loger będzie informował na forum, ale oczywiście tutaj też będziemy pisać.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 12 września 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,

O „awarii” elektrowni jądrowej Tihange w Belgii, jak też o nieistniejących chmurach radioaktywnych

Tym razem temat niezwiązany z EIN, ale za to bardzo aktualny.
Moi drodzy – dostaję z różnych stron pytania dotyczące tej rzekomej „paniki w Niemczech”, związanej z kłopotami jednej z elektrowni jądrowych w Belgii. Tu i ówdzie można przeczytać, że jakaś straszliwa chmura nadciąga czy już nadciągnęła nad Polskę, więc trzeba zamykać okna, nie wychodzić na dwór itd. Pseudo informatorzy powołują się na swoje tajne źródła – a to od szwagra „z jednego ze szpitali wojewódzkich”, a to od „dobrze poinformowanego żołnierza z marynarki wojennej”. A ludzie kochają się bać, a jeszcze bardziej lubią rozsiewać niesprawdzone wiadomości.
Dlatego pomyślałem sobie, że warto pewne sprawy wyjaśnić. Nie ma żadnej awarii zgłoszonej komukolwiek. Poziom promieniowania w Polsce jest stały od dłuższego czasu i nie odbiega od typowych wartości. Owszem, jest w Belgii elektrownia jądrowa, która nazywa się Tihange i leży obok miejscowości o ciekawej nazwie Huy. Znajdują się tam trzy dość stare reaktory. Już jakiś czas temu zauważono, że niektóre elementy strukturalne reaktora wykazują mikropęknięcia, ale po testach zdecydowano, że reaktory można nadal eksploatować, choć pierwotnie zamierzano je wyłączyć w 2015 roku. Aktualna pseudo panika medialna wynika z tego, że władze Akwizgranu (Aachen) zdecydowały się wydać mieszkańcom ponizej 45 roku życia tabletki z jodem (odpowiednik słynnego płynu Lugola, znanego z czasów Czarnobyla). Jako ciekawostkę dodam, że zgłosiło się po nie 3 tys. ludzi z 600 tys. uprawnionych. To chyba mówi jasno o poziomie „paniki”.
Jeśli ktoś chce śledzić bieżące wartości radioaktywności, polecam to źródło. Można też rzucić okiem na tę mapkę – to z kolei dane uzyskiwane przez centrum badawcze UE. Są to prywatne stacje monitorujące. Każdy kolorowy punkcik to konkretna stacja, można ją sobie przybliżyć i uzyskać dane bieżące, ale też wykres z ostatniego tygodnia. W okolicach Akwizgranu (Aachen) poziom ten wynosi 0,19 mikrosiwerta/h, czyli jest w normie. I żadnych specjalnych zmian nie widać. Nie trzeba nawet patrzeć na konkretne dane – jeśli punkty na mapie są zielone, jest OK. Warto się przyglądać, jeśli stają się żółte.
Jeśli w pobliżu naszego miejsca pobytu są tylko czerwone, owijamy się w prześcieradło i powoli czołgamy w kierunku najbliższego cmentarza, uważając na samochody,  rowery i biegaczy.

Podsumowując – wszystkim zalecam stosowanie się do podstawowego hasła, które można znaleźć na każdym egzemplarzu „Hitchhiker’s Guide to the Galaxy” nieodżałowanego Douglasa Adamsa.

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 4 września 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Zaskakujący zapis w nowej karcie charakterystyki glikolu propylenowego

Jeden z czytelników bloga zwrócił uwagę na ciekawostkę w nowej karcie charakterystyki glikolu. W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś żart albo że chodzi o jakąś niszową firmę. Ale nie – to niestety nie jest żart a firma jest jednym z największych dystrybutorów produktów chemicznych. Ale do rzeczy.
Firma Brenntag Polska, bo właśnie o niej tu mowa, oferuje do sprzedaży m.in. glikol propylenowy, w tym także ten o czystości farmakopealnej (USP/EP). Jeśli jakiś produkt chemiczny stosujemy w konkretnym procesie produkcyjnym, musimy brać pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, które są zawarte w tzw. karcie charakterystyki (ang. MSDS). No i czytamy w niej – w punkcie 2 – to:
Zastosowanie zabronione: elektroniczne papierosy
Ze względu na brak wiarygodnych badań dotyczących wpływu na organizm człowieka zastosowanie do elektronicznych papierosów jest zabronione.

Cóż to oznacza – że żadna firma, która produkuje liquidy nie może wykorzystywać w procesie produkcji takiego glikolu. Oczywiście można powiedzieć, że to nie jest jedyny dostawca, że można kupić tu czy ówdzie, ale niewykluczone, że w kolejnych kartach charakterystyki innych firm też pojawią się takie zapisy. Tego typu działanie jest oczywiście typowym dupochronem dla firmy. A nikogo tam nie obchodzi, że rykoszetem odbije się to na końcowych użytkownikach, bo sprowadzanie PG spoza Polski czy nawet spoza Europy zdecydowanie podniesie cenę liquidów. Oczywiście można PG sprowadzić z Chin. Z dowolnym certyfikatem, bo papier przyjmie wszystko. Smacznego.

No nic, trzeba się będzie przyglądać temu wszystkiemu, bo ciąg dalszy na pewno nastąpi.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 września 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

„Żadnych złudzeń, panowie…”

Historia lubi zataczać koła, czasami mniejsze a czasami większe. Słowa, które zamieściłem w tytule, wypowiedział w 1856 roku do Polaków w Warszawie car rosyjski, Aleksander II Romanow. Polscy politycy liczyli, że wizyta ta zaowocuje zwiększeniem autonomii polskich ziem, będących po rozbiorach częścią Imperium Rosyjskiego.
I w zasadzie podobnymi słowami można streścić wypowiedź na temat EIN pana Zbigniewa Króla, podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia. Ale od początku: 4.07. poseł Liroy-Marzec złożył w sejmie interpelację nr 14016, w której pytał m.in. o to, czy planując wprowadzenie akcyzy, ministerstwo zleciło albo ma zamiar zlecić badania dotyczące ewentualnej szkodliwości e-papierosów. No i pojawiła się odpowiedź wspomnianego pana, w której czytamy wprost „Ministerstwo Zdrowia nie planuje realizacji badań dotyczących weryfikacji długoterminowego używania e-papierosów.” Przeczytajcie zresztą całość, bo warto. Okazuje się, że MZ trzyma się wytycznych WHO. Ciekawe, że np. Wielka Brytania potrafiła stworzyć raporty i finansować badania, a też jest członkiem WHO i sygnatariuszem FCTC. Co więcej, MZ uważa, że sam fakt zgłoszenia liquidów do Inspektora ds. Substancji Chemicznych będzie zapewniało ich wysoką jakość. Oj, oni muszą być naprawdę głęboko wierzący.
Ale największe curiosum jest na samym końcu. Pozwólcie, że zacytuję ostatni akapit:
„Warto jednocześnie podkreślić, że przepisy przedmiotowej ustawy nie regulują kwestii płynów beznikotynowych do napełniania elektronicznych papierosów, w związku z tym, w ocenie resortu zdrowia, objęcie ich przepisami akcyzowymi może przyczynić się do skuteczniejszej kontroli krajowego rynku tego rodzaju produktów.”
Logika tej argumentacji po prostu
powala.

No cóż – kiedyś pozbawił nas złudzeń car Aleksander, a teraz Król Zbigniew. 

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 24 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Ważna publikacja dr. Kośmidra dotycząca związków karbonylowych

W uznanym czasopiśmie Nicotine & Tobacco Research ukazała się niedawno bardzo istotna publikacja dotycząca emisji związków karbonylowych. Jednym z autorów jest znany Wam zapewne dr Leon Kośmider. Zespół badawczy postawił sobie pytanie związane z tym, co narzuciła nam Unia, a mianowicie: jak ograniczenie zawartości nikotyny w liquidzie do poziomu 20 mg/ml wpływa na to, co wdychają chmurzący.
Wielu z użytkowników e-fajek zaczynało od wyższych poziomów – 24 mg/ml, niektórzy nawet potrzebowali jeszcze bardziej stężonych roztworów, takich jak 36 mg/ml. Teraz w całej Unii obowiązuje zakaz. Z czym to się zwykle wiąże? Ano – z zejściem do poziomów niższych, a co za tym idzie – najczęściej z wydłużeniem czasu zaciągnięcia oraz zużycia liquidu. Zwłaszcza ten pierwszy element jest istotny, ponieważ dłuższe zaciąganie się powoduje wzrost temperatury grzałki, co pociąga za sobą większą szansę na rozkład termiczny składników liquidu, szczególnie glikolu propylenowego i gliceryny. Produktami takiego rozkładu są związki karbonylowe, m.in. formaldehyd, acetaldehyd, akroleina. Opisywane zjawisko można nazwać efektem kompensacyjnym – zbyt niską ilość nikotyny kompensujemy częstszym, dłuższym i głębszym zaciąganiem się. Zauważono go już u palaczy tytoniu wiele lat temu, gdy porównywano tzw. topografię palenia (długość i częstotliwość zaciągania się) u ludzi palących papierosy zwykłe oraz light.
No dobrze, przejdźmy do tego, co ustalono. Badano dwa liquidy – 6 mg/ml oraz 24 mg/ml (ciekawe gdzie się jeszcze udało takie kupić 😉 ). Używano eVica z Nautilusem na dość małej mocy (8,5 W). Sami przyznacie, że to nie są warunki ekstremalne. Okazało się, że w przypadku niższego stężenia średni czas zaciągnięcia wynosił ok. 5 s, a dla 24 mg/ml było to niecałe 3,8 s. Przerwa między zaciągnięciami wyniosła w pierwszym przypadku ok. 44 s, a w drugim niemal 75 s. W efekcie w ciągu sesji chmurzący stężenie niższe zużywał 1,06 ml, a ten z wyższym – 0,34 ml. Różnice, jak widać, są wyraźne.
Do badań zawartości związków karbonylowych wykorzystano znanego Palaczbota. Odpuszczam omówienie metodyki badań chemicznych, przechodzę do wyników. Okazało się, że zarówno ilość emitowanego w jednym zaciągnięciu formaldehydu, acetaldehydu, jak i acetonu była o kilkadziesiąt procent(!) wyższa w przypadku używania niższego stężenia. Jeszcze wyraźniejsze różnice są w przypadku podsumowania całej sesji chmurzenia. W tym przypadku dla stężenia 6 mg/ml emitowane jest o 100-140% więcej związków karbonylowych. Dodam tylko dla porządku, że te ilości są znacznie (kilkudziesięciokrotnie) niższe niż te, które wchłaniają palacze papierosów tradycyjnych. Ale oczywiście – jeśli można się truć mniej, to po co się truć bardziej.
Cóż więc widzimy z tych wyników? Ano – idiotyzm ograniczenia stężenia nikotyny przez niesławną dyrektywę tytoniową. Teoretycznie miało to służyć zdrowiu – a tu mamy silny naukowy dowód, że jest dokładnie odwrotnie. Oczywiście wiem doskonale, że jest to pierwsze badanie, ale właśnie na niezależnych badaniach powinny się opierać wszelkie decyzje prawne. A publikacja, którą omówiłem tym bardziej motywuje mnie do hasła, które znajduje się poniżej.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

I znowu…

Wydawałoby się, że już w mediach nieco się uspokoiła atmosfera wokół e-fajek. Ba, ostatnio pojawiło się kilka całkiem rzetelnych materiałów na ten temat. Jeden z tytułów przykuł od razu moją uwagę: „Ministerstwo Zdrowia zachęca do palenia e-papierosów”. Przyznam, zatkało mnie nawet na dwie sekundy. Radość była zdecydowanie przedwczesna, bo oczywiście nie chodziło o nasz resort zdrowia, ale brytyjski. Niemniej fajne jest to, że ta informacja dotarła do szerszego grona czytelników.
Ale gdyby było tylko dobrze, to byłoby zbyt dobrze. W Medonecie, należącym do Onetu „serwisie eksperckim”, ukazał się ostatnio tekst pani Iwony Dudzik „Bezpieczniejszy dymek? Co siedzi w e-papierosach?”. Przeczytałem go i zadumałem się. Okazuje się bowiem, że e-fajki to taki gadżet hipsterów, kobiet i ludzi korporacji. Hmm, nie wiem, do której z tych grup mam się zapisać. Ale mniejsza o to, bo dalej jest jeszcze ciekawiej. Otóż, wyobraźcie sobie, że e-fajka służy do podawania czystej nikotyny. Znaczy, jak rozumiem – 100%. Świetnie. Dalej czytamy m.in. „Chmurka z e-papierosów naraża osoby postronne na bierne palenie”. Ot, taka ciekawostka. Dalej jest o straszliwym uzależnieniu itd. Przywoływany jest jak zwykle niejaki Zatoński, który widzi w e-fajkach tylko źródło wyciągania z ludzi pieniędzy. Na marginesie, doskonale żyje z broszurek antytytoniowych, które wydawane są w nakładach, o których nawet autorzy bestsellerów mogą tylko pomarzyć.
No ale – jak się okazuje – jest na to wszystko lekarstwo. Tak, dobrze się domyślacie, chodzi o akcyzę. W ostatnim akapicie pada kłamstwo „Większość krajów już wprowadziła lub wprowadza akcyzę na e-papierosy.” – wiadomo, ze nikomu nie będzie chciało się sprawdzić.
I tak oto w świat idą kolejne bzdury, przeinaczenia i kłamstwa. Smutne jest to, że publikuje to serwis, który sam się nazywa eksperckim. Ale nic to, ciemny lud to kupi…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

UWAGA! Sensacyjny zwrot w USA

Nie tak dawno pisałem o tym, jak wygląda sytuacja użytkowników EIN w Wielkiej Brytanii, wzdychając nad tym, jak bardzo różni się ona od tego, co mamy tutaj. W ostatnich dniach na świecie szeroko komentowana jest sytuacja w USA. W czym rzecz? Jeśli pamiętacie moje dawne wpisy o tym, jak to FDA planowała dość ostre restrykcje dotyczące zarówno liquidów, jak też sprzętu, to powinniście się teraz dowiedzieć, że sytuacja zmieniła się zdecydowanie.

W ostatni piątek komisarz FDA, dr Scott Gottlieb ogłosił ogólny plan zmniejszenia liczby zgonów spowodowanych paleniem tytoniu, która w ostatnich latach sięgnęła niemal pół miliona rocznie. Jeśli chodzi o producentów papierosów, FDA zamierza wymusić na koncernach tytoniowych zdecydowane zmniejszenie ilości nikotyny zawartej w produktach. To stwierdzenie spowodowało dość gwałtowne spadki notowań firm z branży Big Tobacco. Wartość rynkowa największych graczy w ciągu kilku godzin spadła o 26 mld. $ (och, jak mi przykro z tego powodu… jak bardzo się martwię… 😉 ).

Jednak z punktu widzenia chmurzących istotniejsze jest podejście FDA do kwestii EIN. Gottlieb w swoim wywiadzie dla New York Timesa okazał się być zdecydowanie bardziej otwarty niż jego poprzednicy, jak też inni przedstawiciele środowisk medycznych. Powiedział m.in.: uważamy, że e-papierosy mogą być uznane za potencjalnie mniej szkodliwą alternatywę. Dodał, że nikotyna nie jest odpowiedzialna za raka oraz choroby serca i płuc. To oczywiście nie jest żadnym wielkim odkryciem, ale tu istotny jest kontekst, w którym wypowiedziano te słowa.

Przyznam, że te słowa w ustach ważnego urzędnika amerykańskiego są naprawdę zaskoczeniem. Do teraz nikt tak mocno nie wypowiedział się na te tematy. Oczywiście można powiedzieć, że jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe wypowiedzi urzędników USA czy też prominentnych postaci związanych z ochroną zdrowia, Amerykanie mogą na razie dość optymistycznie patrzeć w przyszłość.

I znowu przychodzi mi westchnąć – a kiedy u nas pójdą po rozum do głowy…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 31 lipca 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,