RSS

Tym razem o kobalcie, a w zasadzie o tym, jak można wyciągać wnioski bez dowodów

Smutne jest to, że co chwilę trzeba w trybie alarmowym prostować rozpowszechniane z siłą ognia artyleryjskiego skrajnie negatywne wiadomości dotyczące e-papierosów. Ale jeszcze smutniejsze jest to, że takie informacje są na portalach takich jak Nauka w Polsce, finansowanych ze środków Ministerstwa Nauki. W dniu 8.12. ukazał się tam tekst pt. Kobalt z e-papierosów spowodował olbrzymiokomórkowe zapalenie śródmiąższowe płuc. Brzmi groźnie, prawda? Straszliwe e-papierosy, ratuj się kto może. Przeczytajcie ten tekst, sygnowany mat/agt/pmw/ (czyżby autorzy się wstydzili pełnych danych?). Czy gdziekolwiek w nim wspomniano, że pacjent nie używał standardowego nikotynowego e-papierosa, lecz waporyzer służący do inhalowania ekstraktu z marihuany? Oczywiście, że nie. Czy przypomniano o serii zachorowań spowodowanych właśnie inhalowaniem lewych płynów z THC, zawierających też octan tokoferylu? Nie. I wreszcie – co chyba najważniejsze: czy wspomniano, że nawet autorzy oryginalnej publikacji piszą, że jakoś dziwnie nie udało się im w próbkach pobranych z płuc pacjenta znaleźć kobaltu? Także nie. Dlaczego to zostało pominięte? Pozostawię to może jako niedomówienie.
Owszem, w liquidzie stwierdzono obecność kobaltu w ilości 0,6 μg/ml, ale tak naprawdę to niewiele oznacza. Pamiętajmy, że od kilkunastu lat miliony ludzi na świecie używają e-papierosów. Kobalt można w śladowych ilościach wykryć prawie wszędzie. I przez te kilkanaście lat nikt nie zapadł na „kobaltowe płuco” (przypomnijmy, bez kobaltu w płucach). Skąd zatem wniosek autorów, że to kobalt? Z rozbrajającą szczerością przyznają, że to dlatego, że pacjent nie pracował w miejscach ekspozycji na kobalt z innych źródeł, więc zapewne musiał wchłonąć z liquidu.
Jak wiecie, nie jestem lekarzem, oddam więc może pole specjalistom. Prof. Britton uważa, że brak cząstek kobaltu w płucach zamyka sprawę i pozwala tylko na stwierdzenie, że inhalowanie jakichś ekstraktów z konopi może być szkodliwe. Dr Hopkinson dodaje, że ewentualne narażenie na kobalt może wynikać z faktu, że w tych waporyzatorach jest wyższa temperatura grzałki, co może (ale nie musi!) zwiększać ekspozycję na ten metal.
Wiem, że trwa dyskusja specjalistów na ten temat, ale nie zauważyłem, aby ktokolwiek zgadzał się z takim wnioskowaniem, jakie zaprezentowali autorzy artykułu. Smutne jest to, że media od razu podchwytują takie studia przypadków i rozdmuchują je do niebotycznych rozmiarów. Można by jeszcze zrozumieć portale plotkarskie, ale Nauka w Polsce? No ludzie…
A może to wszystko jest związane z etymologią nazwy tego pierwiastka? Słowo kobalt pochodzi od niemieckiego „kobold”, oznaczającego złośliwego gnoma. Czasami jest przedstawiany z fajką – może to jest trop?
Na koniec poważnie: przypominam, że e-papieros to nie jest zabawka ani modny gadżet. Jest to urządzenie przeznaczone dla dorosłych palaczy tytoniu, którzy chcą porzucić palenie. I nikt nie ma prawa pisać, że są bezpieczne – ale wiadomo, że są wielokrotnie mniej szkodliwe niż zwykłe papierosy. Tyle na ten temat.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

Rzuć albo umrzyj – dlaczego nie chcą nam pozwolić na trzecie wyjście?

Cały czas trwa wojna z e-papierosami, oskarżanymi niemal o całe zło tego świata (może z wyjątkiem lawin błotnych ziemi w Ameryce Południowej, ale pewnie i to się jakoś da powiązać). Amerykańskie wydarzenia ostatnich kilku miesięcy stały się kolejnym pretekstem do tego, aby ataki na chmurzenie się nasiliły. Bezrefleksyjne media powielają standardowy przekaz o tym, że e-papierosy zabijają. Nieważne, że dotyczy to ludzi używających liquidów kupionych w ciemnej uliczce od ciemnych typów. Nieważne, że te liquidy zawierały prawdopodobnie nieoczyszczony THC, jak też spore ilości octanu tokoferylu oraz pestycydów. Kto by dbał o takie szczegóły. Stare powiedzenie mówi, że jak ktoś chce psa uderzyć, zawsze znajdzie kij. No i oczywiście wszystko odbywa się tradycyjnie pod hasłem: my chcemy chronić dzieci! Dzieci chcemy chronić, nie rozumiecie?
Dobra, media żyją z klikalności, a piszący w nich ludzie (celowo nie używam określenia dziennikarze) żyją z wierszówek. Przerażające jest jednak, gdy dokładnie takim samym językiem posługują się ludzie, którzy teoretycznie powinni chronić nasze zdrowie. Niestety, oni też idealnie wpasowali się w tę nagonkę. Co więcej, posuwają się w swoich komentarzach do szerzenia zwykłych kłamstw. Pierwsze z brzegu: Mateusz Jankowski, przedstawiany jako ekspert Głównego Inspektora Sanitarnego mówi: „Opublikowano szereg prac pokazujących, że używanie e-papierosów zwiększa ryzyko zawału mięśnia sercowego ponad dwukrotnie. W przypadku używania papierosa elektrycznego i papierosa tradycyjnego, czyli tzw. podwójnego palenia, to ryzyko jest pięciokrotnie wyższe”. Rozbierzmy ten przekaz na czynniki pierwsze. „Szereg prac” oznacza tak naprawdę publikację zespołu niesławnego Stantona Glantza, którą poddali analizie m.in. lekarze-kardiolodzy. Przypomnę może, że Glantz ma magisterkę z inżynierii kosmicznej i doktorat z mechaniki stosowanej. Tymczasem jakimś kosmicznym zbiegiem okoliczności siedzi na stołku profesora medycyny. Podsumowanie tej analizy znajdziecie na blogu Clive’a Batesa. Jeśli ktoś nie chce się wgłębiać w ten tekst, napiszę tylko, że Glantz uważa, że e-papierosy spowodowały zawały u osób, które tenże zawał przebyły nawet 10 lat przed tym, zanim zetknęły się z e-papierosami. Ot, taka podróż w czasie, inżynieria zaiste kosmiczna. Ale to absolutnie nie przeszkadza panu Jankowskiemu szerzyć bzdury i straszyć ludzi. Uchowaj nas borze szumiący przed takimi ekspertami!
Tymczasem w Polsce gdzieś w tle znika pojęcie ograniczenia szkód (harm reduction). Jeśli przejrzymy brytyjską literaturę dotyczącą e-papierosów czy też snusu, niemal wszędzie przeczytamy o tym, że na skali niepalący-palacz tytoniu jest sporo miejsca pośrodku. To nie jest kwestia zero-jedynkowa. Świat nie jest czarno-biały, pomiędzy skrajnościami jest sporo odcieni szarości. Zwraca na to uwagę między innymi prof. Andrzej Sobczak w swoim tekście opublikowanym w Medycynie Rodzinnej (PDF w języku polskim i angielskim). Tymczasem nasi spece od zdrowia twardo stoją na stanowisku „rzuć albo umrzyj” (quit or die). Jak długo jeszcze? Dlaczego oni nie przyjmują do wiadomości, że każdy człowiek, który zrezygnuje z palenia tytoniu na rzecz e-papierosów, snusu czy innych produktów, zostaje wyrwany śmierci. Dlatego też ostro walczą z tymi wszystkimi metodami – zakazywać, ograniczać, opodatkowywać, karać. Ciekawe, że odsetek palaczy w Polsce przestał spadać w ostatnich 2,3 latach. Nie wolno reklamować e-papierosów w Polsce? Nie wolno, bo ustawa i dyrektywa. Ale zwyczajnym sqr…twem jest zakaz informowania o różnicach między paleniem i używaniem e-papierosów. Znowu – w jakiejś mgle zniknęło pojęcie świadomego wyboru (informed choice). Jak można świadomie wybierać bez posiadania informacji? Powiedzmy sobie szczerze – to jest niezgodne z podpisaną przez Polskę Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, o której wspominała w swoim wpisie Rozchmurzona. Artykuł 19 głosi: Każdy człowiek ma prawo do wolności poglądów i swobodnego ich wyrażania; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnych poglądów, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i idei wszelkimi środkami, bez względu na granice.
Odcięcie nas od tego prawa to tak naprawdę
zbrodnia na naszym zdrowiu. I doskonale o tym wiecie w Ministerstwie Zdrowia, Inspekcji Sanitarnej i wszelkich organizacjach medycznych, które podobno troszczą się o nasze zdrowie.
Tak przy okazji chciałbym podpowiedzieć tym, którzy korzystają z serwisu Netflix, że można tam obejrzeć ciekawy i całkiem obiektywny film pt. E-dymek, który jest drugim odcinkiem w cyklu „Niebezpieczne produkty”. Co prawda w pierwszej części uderza w ton chyba przesadnie alarmistyczny, jeśli chodzi o „epidemię” chmurzenia wśród młodych w USA, ale za to całkiem obiektywnie komentuje wyważone podejście Wielkiej Brytanii. Sporo w nim prawdy, ale mnie naprawdę powaliło stwierdzenie pana z firmy Philip Morris, Serge’a Maedera, który na pytanie, dlaczego nadal sprzedają zwykłe szkodliwe fajki, mówi: „jeśli my nie będziemy sprzedawać, kto inny będzie”. Mówi dokładnie to samo, co marni dilerzy prochów, którzy w ciemnej uliczce sprzedają swoje wynalazki smarkaczom. Przerażająca logika.

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 6 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

Substancje psychoaktywne w e-papierosach

Od kilku tygodni mamy w mediach kampanię wymierzoną w e-papierosy. Ministerstwo zdrowia, inspekcja sanitarna, policja – wszyscy dmą w jedną trąbę. Przekaz jest klasyczny – trzeba chronić dzieci, bo one w tych e-papierosach mają narkotyki. Ostatnio w mediach bardzo popularny jest duet Pinkas & Ciarka. Pierwszy to Główny Inspektor Sanitarny, natomiast drugi jest rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji. Autorytety (przynajmniej teoretycznie).
Na konferencji prasowej pan Pinkas opowiadał o substancjach psychoaktywnych stosowanych w e-papierosach. „E-papierosy są także używane jako urządzenia do inhalacji substancjami psychoaktywnymi. Wskazał, że w literaturze naukowej istnieje szereg dowodów wskazujących na przypadki użycia e-papierosa do inhalacji substancji takich jak: THC/CBD, syntetyczne katynony (np. mefedron), kokaina, metamfetamina, MDA, MDMA, GHB, heroina, fentanyl.”
Przeanalizujmy tę informację. To prawda, że e-papierosów można używać z rozmaitymi dodatkami, w tym także nielegalnymi substancjami psychoaktywnymi. W szklance można mieć herbatę, wódkę albo metanol. Czy to znaczy, że szklanki są niebezpieczne? Jedziemy dalej: „w literaturze naukowej istnieje szereg dowodów…” – jasne, że istnieje. Są to tzw. case studies, czyli studia przypadku. Przeglądając bazę PubMed trafimy np. na opis przypadku mężczyzny, który założył się, że połknie łyżkę. Udało mu się, ale łyżka utkwiła w przełyku. To by jednak nie był przypadek szczególny, ale facetowi to nie przeszkadzało przez cały rok. Dopiero potem trafił do lekarza i został zoperowany. Czy łyżki są groźne? Inny przypadek to ośmiolatek z Australii, u którego stwierdzono wysoki poziom ołowiu. Okazało się, że w wyrostku robaczkowym chłopaka znaleziono 57 kulek ołowianych używanych do wiatrówki. Ot, zjadł sobie i miał pecha, że w całości nie przeszły przez układ pokarmowy. Czy w związku z tym należy zakazać wiatrówek?
Można znaleźć tysiące takich case studies, ale one nie pozwalają na wyciąganie globalnych wniosków, co właśnie robi pan Pinkas. Nieco dziwne, zważywszy, że jest doktorem habilitowanym medycyny.
„Trzeba chronić nasze dzieci”. Tak, to prawda, koniecznie trzeba je chronić. Wydaje mi się jednak bardzo mało prawdopodobne, aby jacyś małoletni eksperymentowali np. z kokainą dodawaną do liquidu. Czy naprawdę pan Pinkas czy Ciarka nie wiedzą, ile na czarnym rynku kosztuje działka kokainy? Naprawdę jakiegoś nastolatka stać na takie eksperymenty? Osobiście bardzo wątpię. Z tych wszystkich wymienionych na konferencji środków w zasięgu młodzieży zostaje tylko THC, a właściwie nie sam związek, ale raczej klasyczna postać ziela konopi, czyli susz. I mam wrażenie, że jeśli jakiś dzieciak dorwie się do tego, to raczej nie będzie przerabiał na postać płynną, tylko zwyczajnie zapali. Nie wydaje mi się prawdopodobne, aby w zasięgu nieletnich znajdowały się takie związki jako mefedron, heroina czy fentanyl (oraz jego pochodne, które są zakwalifikowane jako dopalacze). Tego naprawdę nie da się kupić w żadnym sklepie czy na rynku. Aha, przypomnę tylko, że na wymienionej liście znajduje się CBD, która to substancja jest w Polsce legalna i nie ma działania psychoaktywnego.
Proszę tylko absolutnie nie wyciągać wniosku, że lekceważę problem. Używanie substancji psychoaktywnych jest zagadnieniem bardzo poważnym – zarówno wśród dorosłych, jak też u dzieci. Rzecz w tym, że opowieści o tym, że głównym zagrożeniem są e-papierosy jako urządzenie, które może dostarczać do organizmu substancje nielegalne jest straszliwym spłycaniem problemu. Jak sobie z tym radzili nieletni zanim na rynku pojawił się e-papieros? Nie było wtedy eksperymentowania z substancjami psychoaktywnymi? Nie wąchali tri i butaprenu (pozdrowienia dla pana marszałka sejmu!)? Nie jedli parkopanu? Nie gotowali kompotu? Oczywiście, że używali tego wszystkiego, a jakby teraz jakoś cuden e-papierosy zniknęły, znaleźliby inne metody. Tego jestem pewien.
No a wy co – zrobiliście konferencję prasową, postraszyliście, znaleźliście winnego w postaci e-papierosa. I co – odfajkowane? Teraz premie, medale, nagrody, wywiady, wizyty w zakładach pracy? A może by tak w końcu podejść do sprawy rzetelnie? Wiem, wiem… jestem niepoprawnym marzycielem.

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: ,

Zarządzanie strachem – idźmy tropem pieniędzy

Dzięki nieocenionym kontaktom nawiązanym na GFN (Global Forum on Nicotine) mam dostęp do wielu niezwykle interesujących materiałów – nie tylko stricte naukowych, ale też takich, które pokazują walkę z chmurzeniem w znacznie szerszym kontekście. Dziś chciałbym napisać bardzo krótko o tym, jak można zarządzać strachem, przy okazji napychając sobie kieszenie kasą.
Dostałem wczoraj raport sporządzony przez Competitive Enterprise Institute (USA) (PDF w jęz. ang.). Jest to organizacja non-profit, której celem jest promocja wolności indywidualnej oraz ograniczenia wpływu rządu na obywateli. Autorką raportu jest Michele Minton, ekspertka w tematach związanych z regulacjami prawnymi dotyczącymi konsumentów, w tym także ograniczenia szkód spowodowanych tytoniem.
Pamiętacie, że często pisałem o tym, że jeśli chcemy dowiedzieć się, co jest siłą napędową pewnych działań władzy, warto prześledzić przepływy pieniędzy. Właśnie tym tropem poszła pani Minton i dzieli się bardzo ciekawymi informacjami.
Kto w USA najsilniej walczy z uzależnieniem od tytoniu? Na pierwszy plan wysuwają się organizacje takie, jak American Cancer Society oraz Campaign for Tobacco-Free Kids. To jest dość logiczne – palenie powoduje raka, a dzieci powinno się chronić przed rozpoczynaniem eksperymentów z papierosami. Co do tego nie ma chyba zastrzeżeń. Tu jednak pojawia się inny, bardzo ważny wątek. Te same dwie organizacje wręcz histerycznie reagują na e-papierosy, postrzegając je jako straszliwe zło, które wciąga młodzież, renormalizuje palenie itp. W tę samą trąbę dmuchają agencje rządowe i federalne. Zastanawiające, dlaczego takie szacowne organizacje tak strasznie nienawidzą chmurzenia? Niby tak, ale… idziemy tropem kasy.
I tu pojawia się firma, którą zapewne znacie z produktów higienicznych – Johnson&Johnson, a dokładniej rzecz biorąc Robert Wood Johnson Foundation (RWJF) będąca jedną z organizacji tego giganta. W założeniu największa filantropijna organizacja tego typu na świecie zajmująca się kwestiami zdrowotnymi, dysponująca majątkiem 11 mld $. Skąd bierze się majątek firmy J&J? Ano, między innymi ze sprzedaży znanego wam na pewno produktu o nazwie Nicorette – gum, aerozoli i innych produktów mieszczących się w kategorii nikotynowej terapii zastępczej (NTZ).
I sprawa nam się zaczyna rozjaśniać. Produkty J&J wykazują znacznie mniejszą efektywność we wspomaganiu rzucania palenia niż e-papierosy. Ergo, e-fajki to wróg. Ale oczywiście sama firma J&J nie może wprost wystąpić przeciw chmurzeniu. Robi to w białych (no, teraz może już ubabranych) rękawiczkach. Okazuje się, że w ostatnich latach fundacja RWJF przekazała w formie dotacji (grantów) 150 mln $ dla American Cancer Society, 117 mln $ dla Campaign for Tobacco-Free Kids oraz 99 mln $ dla Smokeless States initiative. Znaczne sumy dotacji płyną do wspominanego u mnie na blogu wielokrotnie Stantona Glantza, który od samego początku prowadzi obsesyjną krucjatę przeciw e-papierosom. Trzeba przyznać, że Glantz jest naprawdę doskonały, jeśli chodzi o zarządzanie strachem. Ma świetne kontakty z mediami i potrafi wymyślać chwytliwe nagłówki dla piszących o tych tematach. Wie dobrze, co robi – każda kolejna faza kampanii jest dla jego zespołu (i zapewne jego samego) źródłem kolejnych grantów i tysięcy, a nawet milionów dolarów na następne akcje.
Ostatnie wydarzenia w USA – ponad 2000 ludzi w szpitalach i 43 zgony były tylko dodatkowym paliwem, które podsycają kampanię. Oczywiście do wspomnianych organizacji popłyną kolejne miliony, bo kto jak kto, ale Big Pharma potrafi się odwdzięczyć za usługi. Kto w tej całej sytuacji przegrywa? My, którzy używamy e-papierosów. Przegrywają też aktualni palacze, których działania Glantza i jemu podobnych odpychają od chmurzenia, pozostawiając w łapach Big Tobacco. Tworzenie atmosfery paniki, strachu, sianie wątpliwości  to bardzo silny mechanizm, dający takie efekty, jakie widzimy choćby ostatnio w Polsce. I jak wyraźnie widać, wcale tu nie chodzi o zdrowie czy też los dzieci – wystarczy iść śladem kasy, aby się o tym przekonać.

 
7 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 2 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

Rozchmurzona pisze tym razem o mediach, prawach człowieka i gotującej się żabie

Mi drodzy, ten tekst napisałam, bo mam już dosyć ciągłych kłamstw jakie się szerzą w mediach. Nie zgadzam się, aby urzędnicy państwowi bezkarnie wprowadzali w błąd opinię publiczną twierdząc, że e-papierosy dostarczają wielu trujących substancji, albo sugerują ich powiązania z narkotykami. Kilka przykładów z ostatnich dni.

Pan Jan Bondar- rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego w TVP INFO powiedział:
„O e-papierosach mówi, że są zdrowsze od papierosów tradycyjnych. Nic bardziej mylnego – do organizmu osób wdychających dym z tych urządzeń dostaje się wiele trujących substancji”.
„ Producenci dodają do kartridży również klasyczne narkotyki”.

Jarosław Pinkas – Główny Inspektor Sanitarny w POLSAT NEWS oznajmił:
„Ryzyko zdrowotne wynikające ze stosowania e-papierosów jest ogromne”.
„Nie ma substancji, która nie miałaby charakteru toksycznego”. „ Dodał, że trwa debata medyczna, czy rzeczywiście można mówić w medycynie o „mniejszym źle”. ( cytat oryginalny)
„w USA odnotowano 47 przypadków zgonów spowodowanych stosowaniem e-papierosów. W Polsce – dwa”.

Otóż, moi panowie, powiem wprost, że próbujecie wprowadzić opinię publiczną w błąd. Te przykłady, na które tak chętnie się powołujecie, są wynikiem użycia nielegalnych i zakupionych na czarnym rynku wkładów, które miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Nikt, kto kupuje legalne liquidy nie może się nimi zatruć, czego przykładem są miliony vaperów na całym świecie. Nie jesteśmy też narkomanami, co sugerujecie. Udajecie, albo naprawdę nie posiadacie tej wiedzy (co jest równie groźne), że e-papierosy są co najmniej 95% mniej szkodliwe od tradycyjnych papierosów i że są dowody na ich skuteczność w walce z tym nałogiem. Tak, są na to badania bardzo rzetelnych naukowców. Strategia redukcji szkód jest uznawaną metodą na całym świecie i przynosi rezultaty i nie mówi się o mniejszym źle, ale strategii mniejszego zła, bo to słowo się nie odmienia.
A jeśli już powołujecie się na przykłady dwóch śmiertelnych przypadków w Polsce, to proszę o dowody, bo Wam nie wierzę i może przypomnijcie sobie ilu ludzi rocznie choruje, lub umiera z powodu palenia. Liczby są porażające.
Przestańcie udawać, że zależy Wam na dobru palaczy, bo fakty mówią coś innego. Państwo polskie im nie pomaga, bo obcina środki na instytucje, które zajmują się poradnictwem w tym zakresie. Wy tak naprawdę szukacie pretekstu żeby zabronić, albo utrudnić nam dostęp do e-papierosów, bo państwo już na nas nie zarabia. To podłe i ludzie Wam tego nie wybaczą. Mam nadzieję, że kiedyś poniesiecie konsekwencje swoich działań, a my będziemy się bronić, bo zależy nam na naszym życiu i mamy do tego prawo! Przypomnijcie sobie Deklarację Praw Człowieka – ona nas obroni.

Tak moi drodzy, dzisiaj Wam powiem, gdzie musimy szukać pomocy.

Prawa człowieka zostały formalnie uznane za jeden z priorytetów społeczności międzynarodowej w grudniu 1948 roku, kiedy przyjęto Powszechną Deklarację Praw Człowieka (Polska podpisała ją w 1993 roku). Zyskały one wówczas miano uniwersalnych zasad obejmujących wszelkie aspekty życia ludzkiego. Mają charakter: powszechny, przyrodzony, niezbywalny, nienaruszalny, naturalny i niepodzielny.
Prawa osobiste to między innymi: prawo do życia, dobrego życia, szczęścia, decydowania o swoim życiu, a wśród praw socjalnych mamy zagwarantowane prawo do zdrowia. Ja w tym opracowaniu na nich się skupię.

Kiedy dziewięć lat temu podjęłam, w pełni świadomą i uwzględniającą ryzyko, decyzję o rzuceniu palenia przy pomocy e-papierosa, nie miałam żadnych wątpliwości. Kierowałam się swoim dobrem, bo miałam świadomość szkodliwości palenia, oraz prawem do decydowania o sobie, jakie mam zagwarantowane przez instytucje krajowe i międzynarodowe. Uważam, że tym samym realizowałam cel jakim jest prawo do dobrego życia, szczęścia i zdrowia.

Wtedy nikt, a zwłaszcza rząd, nie interesował się e-papierosami. Rynek rozwijał się stopniowo, ale konsekwentnie, rosła rzesza vaperów, którym przy pomocy e-papierosa udało się rzucić śmiertelny nałóg. To były dobre czasy. Korzystaliśmy z prawa wyboru, a przede wszystkim cieszyliśmy się z wolności. Wreszcie udało nam się zerwać z nałogiem, jakim było palenie papierosów. Każdy palacz zna to swoiste „więzienie” i wie jak trudno z niego wyjść.
Dopiero gdy rozwijająca się branża zaczęła zagrażać interesom koncernów tytoniowych i farmaceutycznych, kiedy dochody ze sprzedaży papierosów, oraz nikotynowych terapii zastępczych zaczęły spadać, a w budżetach pojawiły się dziury, rządy wielu krajów, w tym UE, wkroczyły. Pod pozorem uregulowania rynku zaczęto ograniczać nasze prawa osobiste. Odgórnie ustalono limit nikotyny w opakowaniach, wielkość atomizerów, dodatkowo w Polsce pojawił się zakaz sprzedaży transgranicznej na odległość (np. przez internet) elektronicznych papierosów oraz pojemników z płynem zawierającym nikotynę. Wprowadzono także zakaz promocji, reklamowania, a nawet informowania potencjalnych nabywców o ich mniejszej szkodliwości w porównaniu do papierosów, choć były już badania, które o tym świadczyły. Za złamanie tego zakazu grozi grzywna w wysokości 200 tys. zł albo ograniczenie wolności.

W tym czasie, na skalę światową rozpoczęła się nagonka na e-papierosy: histeryczne artykuły o wybuchających akumulatorkach; fałszywe badania o ich rzekomo większej szkodliwości niż papierosy – męczenie i dręczenie biednych szczurów i myszy ogromnymi dawkami smażonych liquidów, aby ogłosić na cały świat, że e-papierosy zabijają i powodują śmiertelne choroby; że są bramą dla palenia, a biedne dzieci są kuszone słodkimi smakami, i wreszcie rośnie nowe pokolenie uzależnionych od nikotyny.

Na koniec obrzydliwa, pełna kłamstw, manipulacji, zastraszania, nagonka na e-papierosy, po ujawnionych przypadkach chorób płuc w Stanach Zjednoczonych. Fakty się nie liczą, ważny jest cel, a jest nim zniszczenie legalnego vapingu. Bo niczym innym nie skończą się zakazy, ograniczenia, grzywny, a nawet kary więzienia za ich używanie, albo obłożenie ich tak wysokimi podatkami, że przestaną być konkurencją dla papierosów. W świetle stanowionego prawa, pod pozorem naszego dobra, niszczy się produkt, który uratował wielu ludziom zdrowie, a nawet życie. I pomógłby innym, ale ich szanse maleją z każdym dniem, z każdym zakazem i nakazem, czy wzrostem akcyzy.

A ja ośmielę się zadać pytanie: jakim prawem rządy wielu krajów, UE, WHO, decydują za ludzi? Czy potraktowanie nas jak bezrozumne istoty, nie jest lekceważeniem naszej godności? Czy nie jest naruszeniem przysługującego nam prawa do życia, wyboru, szczęścia i zdrowia? Kto dał tym urzędnikom prawo ingerowania w nasze życie? Przypominam, że nasze prawa mogą być ograniczane tylko w ściśle określonych, ważnych dla kraju sytuacjach. Czy nasz wybór dotyczący zmiany sposobu dostarczania nikotyny zagraża komukolwiek? Oczywiście NIE. A my mamy prawo domagać się szacunku dla naszych decyzji, powstrzymania się władzy od ingerowania w tę sferę naszego życia, ponieważ dbamy o swoje zdrowie i nikt nie może nam tego utrudniać, ani zabraniać.

Znacie syndrom gotującej żaby? Jeśli włożymy żabę do garnka pełnego wody i zaczniemy ją podgrzewać, żaba utrzymuje się przy życiu zmieniając swoją temperaturę pod wpływem środowiska. Kiedy woda jest już na granicy zagotowania, żaba próbuje uciec, ale nie jest w stanie tego zrobić, ponieważ całą energię wykorzystała wcześniej na przystosowanie się do trudnych warunków. W końcu umiera.

Tak na ogół jest, gdy tolerujemy zbyt wiele. Nie uważacie, że temperatura naszej wody jest zbyt wysoka?

© by Rozchmurzona

UWAGA: oryginalny tekst jest dłuższy, jeśli ktoś chce, może się z nim zapoznać na Facebooku Rozchmurzonej.

 
9 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! E-papierosy zabijają w Polsce?

W związku z wczorajszymi informacjami medialnymi dotyczącymi konferencji o e-papierosach, chcę tutaj rozjaśnić kilka spraw. Główny Inspektor Sanitarny, pan dr hab. Jarosław Pinkas raczył był wspomnieć o dwóch przypadkach śmierci, które w Polsce spowodowało używanie e-papierosów. Postanowiłem na szybko prześledzić źródła. Okazuje się, że wniosek o tym, że e-papierosy zabijają (takie poleciały tytuły w mediach) został wyciągnięty na podstawie jednej polskiej publikacji, zamieszczonej w czasopiśmie Drug Testing and Analysis. Zajrzałem do jej streszczenia (całość spróbuję zdobyć jak najszybciej) i podzielę się z Wami informacjami, które można tam wyczytać.
W publikacji opisano badania dwóch przypadków śmiertelnych, dotyczących młodych ludzi, których zwłoki znaleziono w domach (osobno). W obu przypadkach analizowano obecność w organizmie pochodnej fentanylu, znanej pod skrótem 4-FBF. Co to takiego? Jest to związek z grupy opioidów, będący tzw. dopalaczem (ang. designer drug). Z informacji, które posiadam wynika, że ta akurat pochodna przypełzła do nas z Estonii już kilkanaście lat temu. Nie będę tu pisał więcej, bo to osobny temat, którym się niebawem zajmę. Wróćmy do tych dwojga nieszczęśników. W przypadku mężczyzny znaleziono w domu proszek, zawierający 4_FBF, jak też liquid zawierający wspomniany opioid (stężenie substancji czynnej 35 mg/ml). Podkreślono, że 4-FBF pochodził z nielegalnego rynku narkotyków. Nie ma ani słowa o tym, że śmierć była spowodowana właśnie używaniem e-papierosa. Warto dodać, że mężczyzna został zidentyfikowany jako narkoman. O drugim przypadku wiadomo mniej, choć i tutaj dziewczyna została określona jako ktoś, kto używał wcześniej nowych substancji psychoaktywnych (czytaj: dopalaczy) oraz narkotyków. Tu również nie ma ani słowa o e-papierosach. Co więcej, autorzy publikacji piszą wprost, że są to prawdopodobnie pierwsze dwa przypadki śmierci spowodowanej przez 4-FBF, nie wspominając nic o używaniu e-papierosów.
Co wiec wiemy na pewno? Ano tyle, że obie ofiary miały w tkankach fentanyl. Nie wiadomo jaką drogą sobie go podały, a przesłuchać ich już się nie da. Samo to, że na miejscu znaleziono liquid, czy nawet e-papierosa nie dowodzi niczego. W wielu domach możemy znaleźć strzykawki i igły, ale nikt chyba nie wyciągnie wniosku, że mieszkają tam narkomani.
Tak więc mamy dwoje narkomanów, a co najmniej eksperymentatorów, którzy zabili się przy pomocy nielegalnych substancji. Ekstrapolacja tego na e-papierosy jako takie jest zwykłym nadużyciem. Warto też zauważyć, że publikacja pochodzi z 2017 roku – ciekawe dlaczego inspekcja sanitarna dwa lata temu nie alarmowała? Czekali aż dwa lata(!) na odpowiedni czas, tzn. na moment, gdy państwo wprowadza akcyzę na płyny do e-papierosów? Nie dla siebie pytam, tylko dla zapłakanych kuzynek.
Na koniec jeszcze raz powtórzę to, co mówię od lat: e-papierosy nie są zabawką. Służą tylko dorosłym palaczom tytoniu, którzy chcą porzucić zgubny nałóg. Każdy, kto sprzedaje płyny nieletnim popełnia przestępstwo. Każdy, kto dodaje do liquidów substancje do tego nie przeznaczone ryzykuje własnym zdrowiem i życiem.

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 26 listopada 2019 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Kto żeruje na trupach?

Może kogoś zdziwił tytuł tego wpisu, ale nie znalazłem innego określenia na to, co dziś rano przeczytałem (dzięki, Adam, za linkę). Wszyscy zapewne wiedzą o tragicznych skutkach wydarzenia w Koninie, gdzie policjant zastrzelił młodego człowieka. Nie analizuję samego wydarzenia, są od tego odpowiednie służby. Okazało się, że tuż przed dramatem miało miejsce spotkanie 21-latka z dwoma 15-latkami, na którym mieli się oni wymienić atomizerami. Nie komentuję też wieku tych małolatów, to jest osobna sprawa. Ale to, co zrobił Główny Inspektor Sanitarny, pan Pinkas, jest typowym żerowaniem na tragedii i próbą jej wykorzystania do bardzo dziwacznych celów.
„Mężczyźni wymieniali się atomizerem do e-papierosów – mówi nam jeden ze śledczych. Sugeruje, że narkotyki, które mieli przy sobie, mogły posłużyć jako środek zastępczy do e-papierosa.” Jak zawsze padają sformułowania: „mogły”, „jest prawdopodobne”, „niewykluczone, że…”. Nie ma żadnych wyników badań samych atomizerów, nawet nie wiadomo, czy zostały zabezpieczone – te na miejscu oraz te, które wszyscy oni mieli w domu.
No i zabiera głos pan Jarosław Pinkas. „Ostatnio wiadomo, że poprzez kartridże (pojemnik do napełniania – przyp. red.) dostarcza się ogromną ilość substancji toksycznych.” Mam proste pytanie: skąd wiadomo? Jakie są źródła tej wiedzy, panie inspektorze? Owszem, nie da się ukryć, że czasami ktoś eksperymentuje z takimi substancjami, ale są to raczej skrajne przypadki i nieuprawione jest mówienie o „ogromnej ilości”.
„W USA kilkadziesiąt zgonów związanych było z tym, że do e-wapowania były dostarczane substancje narkotyczne – THC, octan tokoferylu, katynon. Mamy już zespół chorobowy, który zabija ludzi.” Po pierwsze – nazwanie octanu tokoferylu (estru witaminy E) substancją narkotyczną świadczy o, delikatnie mówiąc, niedouczeniu pana głównego inspektora. Owszem, jest ok. 40 zgonów, ale o ile mi wiadomo, wszystko to jest związane z nielegalnymi działaniami. Już nawet aresztowano kilka osób w tej sprawie. Per analogiam: czy fakt, że gdzieś na świecie kilkudziesięciu ludzi zatruło się metanolem uprawnia do mówienia, że winne są szklanki albo kieliszki? Nie będę się litościwie znęcał nad stwierdzeniem wypowiedzianym przez LEKARZA, że zespół chorobowy zabija ludzi.
„Dalej Pinkas dodaje, że „my mamy być mądrzejsi przed szkodą”. – Zaraz zaczną ginąć młodzi ludzie, dzieci, którym dostarcza się substancje skrajnie chemiczne. Tu dochodzi do sytuacji, w której relatywizujemy zagrożenie – stwierdza.”
I to budzi mój strach, bo niestety domyślam się, na czym ma polegać takie działanie. Zakazywać, karać, a może nawet wsadzać do więzienia. Ktoś użył e-papierosa do wdychania jakiegoś świństwa? Zakazać e-fajek, wyłapywać ludzi na ulicach, konfiskować. Najbardziej prymitywne metody, pasujące do Filipin, gdzie właśnie takie prawo zostało wprowadzone. Jednym słowem – kierunek Azja.
Wstyd, panie Pinkas. Chciałoby się rzec – ciszej nad tą trumną.

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 22 listopada 2019 w ogólne

 

Tagi: ,