RSS

Znowu straszą, tym razem nowotworami pęcherza. Na wyrost, jak zwykle

Kilka dni temu w czasopiśmie Journal of Urology ukazał się krótki komunikat (PDF – ang.) dotyczący badań markerów nowotworów pęcherza u użytkowników EIN oraz osób niepalących (i nieużywających EIN). Oczywiście media bardzo szybko podchwyciły temacik (tu np. Daily Mail), bo… no, wiadomo – nie ma nic lepszego niż straszenie. Jak widać w Daily Mail informacja idzie w świat w postaci: u 92% użytkowników znaleziono markery nowotworów pęcherza. Ciekawe, że nie napisano, że badano mocz zaledwie 13 osób, co oznacza tak naprawdę kompletnie niewiarygodną próbkę. Nie poinformowano też, że tak naprawdę dwa związki znalezione w moczu nie są żadnymi specyficznymi markerami nowotworów pęcherza. Co więcej – okazuje się, że te same związki znajduje się też często w moczu ludzi niepalących. Jak zauważa na swoim blogu Farsalinos, cytując specjalistę od biomarkerów, Stephena S. Hechta, związki o których mowa mogą w dużym stopniu pochodzić ze środowiska, w którym żyją ludzie. Podobne obserwacje poczynili uczeni niemieccy, którzy uważają, że akurat te dwa związki mogą pochodzić z innych źródeł niż palenie tytoniu, paliwo dieslowskie itp. Przy okazji – jako chemik nie bardzo widzę, w jaki sposób w aerozolu z EIN mogą się znaleźć takie związki, jak 2-aminonaftalen czy o-toluidyna, ale to tylko drobiazg.
Co ważne – w moczu użytkowników EIN nie znaleziono śladów np. benzo[a]pirenu, jednego z tzw. wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA) – a te związki są naprawdę odpowiedzialne za nowotworzenie.
Tak więc, moi drodzy, bez wielkiej paniki. Oczywiście warto będzie zrobić badanie na zawartość tych związków w aerozolu, bo ostrożności nigdy dość, ale na pewno nie można na podstawie jednego maleńkiego lokalnego badania wysnuwać daleko idących wniosków.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 maja 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Sympozjum ISoNTech – opublikowano informacje o prezentacjach

Już tylko miesiąc dzieli nas od czwartej konferencji Global Forum on Nicotine oraz towarzyszącemu jej po raz pierwszy międzynarodowemu sympozjum technologicznego – International Symposium on Nicotine Technology, które odbędzie się 15 czerwca (uwaga – Boże Ciało!) przed oficjalnym otwarciem GFN. Przypominam, że wstęp na sympozjum jest bezpłatny, ale wymagana jest wcześniejsza rejestracja online.
Organizatorzy opublikowali właśnie informacje na temat tego, co będziemy mogli zobaczyć w ramach prezentacji konferencyjnych. Przypominam, że firmy biorące udział w sympozjum miały możliwość wyboru jednego z dwóch pakietów – albo tylko stoisko, na którym będzie prezentowana technologia albo też takie samo stoisko, ale połączone z 20-minutową prezentacją swoich osiągnięć. Niezależnie od wersji każde stoisko będzie wyposażone w 46″ ekran LCD do prezentacji.
Sympozjum otworzy postać legendarna – Hon Lik – wynalazca współczesnej wersji e-papierosa. Kolejne prezentacje będą dotyczyć m.in. produktów o zmniejszonej szkodliwości – głównie tzw. heat-not-burn, czyli podgrzewanego modyfikowanego tytoniu. Tutaj oczywiście prym wiodą firmy Big Tobacco, które zauważyły, że zdecydowanie spada im sprzedaż zwykłych papierosów. Produkty te nie są w Polsce zbyt dobrze znane, warto będzie się im przyjrzeć. Będzie też prezentacja typowo analityczna, związana z badaniami liquidów. Jako ostatnią przewidziano prezentację czegoś, o czym nigdy wcześniej nie słyszałem – Szwedzi pokazują beztytoniowy produkt, który ma być odpowiednikiem popularnego w Skandynawii snusu.
Wygląda na to, że sympozjum może być naprawdę interesujące. Jeśli znajdziecie czas – wpadnijcie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 komentarze

Opublikował/a w dniu 13 maja 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

O biernym chmurzeniu i formaldehydzie w powietrzu

Spieszę podzielić się dobrymi informacjami, które przybyły właśnie ze słonecznej Kalifornii. Opublikował je 1 maja nieoceniony prof. Michael Siegel, prowadzący bardzo ciekawy blog „The Rest of the Story”.
Są to wyniki badań przeprowadzonych przez kalifornijski Wydział Zdrowia Publicznego. Urzędnicy dokonali pomiarów zawartości kluczowych związków chemicznych w powietrzu jednego z miejscowych sklepów sprzedających m.in. liquidy. Co ważne, próbki pobierano w niewielkim pomieszczeniu pozbawionym dodatkowej wentylacji, a w środku poza kilkoma pracownikami znajdowało się 13 klientów, z których większość w trakcie pobierania próbek właśnie używała EIN. Wyraźnie widoczne były chmury wydmuchiwane w powietrze.
Przejdźmy jednak do wyników, w których – co ciekawe i ważne – jest niewiele liczb. W zasadzie jest jedna liczba – 7,2 ppb – i dotyczy ona do zbadanego poziomu formaldehydu. Odniosę się do niej za chwilę, a teraz kilka innych danych, które prezentuje Michael. Nikotyna? Nie wykryto. Glicydol? Nie wykryto. Acetaldehyd? Nie wykryto. I dokładnie taka sama informacja jest przy ponad 20 innych związkach. NIE WYKRYTO. Po prostu – poziom tych związków jest poniżej progu wykrywalności.
Wróćmy jednak do wykrytego formaldehydu. Najpierw może o jednostce ppb. Parts per billion, czyli części na miliard (1000000000). To taki standardowy sposób wyrażania bardzo niewielkich zawartości różnych substancji. Większość z nas pewnie łatwiej przyswaja procenty (dobra, dobra, bez robaczywych myśli 😉 ). Przeliczając zobaczymy, że 7,2 ppb to 0,00000072%. Mówiąc krótko: bardzo, bardzo niewiele.
No dobrze, ale jak to się ma do poziomu formaldehydu np. w domu? Raport CDC mówi, że w typowym amerykańskim domu poziom ten zawiera się między 40 a 140 ppb. W Arizonie mamy od 17 do 332 ppb. Dużo danych znajdziemy w wytycznych WHO odnośnie do formaldehydu. Niemcy (sypialnie dzieci i młodzieży): 36 ppb. Wielka Brytania (sypialnie): 50 ppb. Japonia: 64 ppb. [UWAGA: w wytycznych są inne jednostki – μg/m^3 – przeliczyłem je na ppb dla formaldehydu].
Zobaczcie, jaki mamy paradoks: aby pooddychać świeższym powietrzem, trzeba wyjść z domu i pójść do sklepu, gdzie chmurzą. No dobra, ktoś powie, ale w domu to formaldehyd się kumuluje. A jak to jest w przestrzeni otwartej? Ano, spójrzmy na dane EPA (Agencji Ochrony Środowiska USA). Średnie stężenia w powietrzu w Stanach Zjednoczonych wynoszą od 11 do 20 ppb. Przypominam – w sklepie było 7,2 ppb!
Co ważne – omawiane badania powietrza w sklepie nie były wykonywane przez producentów ani sprzedawców EIN czy liquidów. Nie były robione przez fanów e-fajek. Wykonali je specjaliści ze stanowego Wydziału Zdrowia Publicznego. Co więcej, badania przeprowadzono w Kalifornii, w której władze są niezbyt przychylne chmurzącym.
To kolejny przykład wyników, które można streścić krótkim stwierdzeniem: bierne chmurzenie nie istnieje! Bzdurą jest wmawianie ludziom, że przebywanie w miejscu, w którym ktoś używa EIN może mieć negatywny wpływ na zdrowie. Nikotyny brak, a formaldehydu jest mniej niż w powietrzu, a znacznie mniej niż mamy w naszych domach.
Niestety, obawiam się, że nie przekona to ustawodawców – ani po tej ani po tamtej stronie oceanu. Ale za to Wy będziecie mieli argumenty, a także będziecie mieć gdzie odsyłać niedowiarków. I to chyba jest najważniejsze.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
18 komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 maja 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

7 lat…

I tak oto niepostrzeżenie minęło 7 lat od pierwszej publikacji na tym blogu. Nie zamierzam jakoś specjalnie świętować, ograniczę się tylko do krótkiej statystyki. Od 30 kwietnia 2010 roku umieściłem tutaj ponad 900 wpisów, które zostały skomentowane ponad 11 tysięcy razy. Blog został odwiedzony niemal 3,1 miliona razy. Już prawie 500 osób dostaje automatycznie informacje o nowych wpisach. W ciągu ostatniego roku najpopularniejszymi wpisami były te, które odnosiły się do zeszłorocznej ustawy. To oczywiście nie jest specjalnie dziwne. Nadal popularne są wpisy o formaldehydzie oraz… uwaga… o wodzie w płucach 😉 .
Bardzo fajnie analizuje się zapytania w wyszukiwarkach, które odsyłają na blog. Moje ulubione to:
– jak zrobić liquid z wody (do tej pory opisano tylko zamianę wody w wino)
– e-papieros w ciąży (huehue – to sformułowanie mnie zawsze bawi)
– czy palenie e-papierosa to grzech (to się pojawia od samego początku – pozdrawiam podstawówkę i gimbusów!)
– jak ukryć e-papierosa przed rodzicami (pozdrowienia jak wyżej)

Ale za boga nie łapię, jak zapytanie „tymczasem w Teksasie” spowodowało przekierowanie do mnie 😉
No i jeszcze – błagam… nie ma takiego słowa, jak „formaldechyd”. W oczy kłuje!

Nic to, będziemy dalej pchać ten wózek. Jutro zaczyna się maj, oby pogodowo ładniejszy od kwietnia. No i byłoby fajnie, gdyby chociaż od czasu do czasu przychodziły dobre wieści branżowe, czego z okazji siedmiolecia Wam i sobie życzę.
A poza tym…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
14 komentarzy

Opublikował/a w dniu 30 kwietnia 2017 w ogólne

 

Tagi:

UWAGA! Już niecały miesiąc do dnia zero – pora na rozejrzenie się na rynku

Czas płynie szybko. Ledwo kilka miesięcy temu uchwalano niesławną ustawę antytytoniową, a już za miesiąc, a dokładniej 20 maja, mija dzień zero. Czekają nas dość istotne zmiany, jak wszyscy wiemy. Zacznę może od tego, co się nie zmieni. „Zerówki” (bazy, liquidy oraz oczywiście aromaty) będą nadal dostępne w dowolnych objętościach, ponieważ nie obejmuje ich wspomniana ustawa.
Jeśli chodzi o wszystko inne – zmian będzie sporo. Po tej dacie próżno będzie szukać w sklepach naszych ulubionych baz i liquidów nikotynowych w pojemnikach większych niż 10 ml. Co więcej – będzie można kupić tylko te produkty, które zostały zgłoszone do Inspektora do spraw Substancji Chemicznych. Wiele (głównie mniejszych) firm odpuściło sobie te zgłoszenia, ponieważ wiążą się nie tylko z papierologią, ale także z konkretnymi opłatami.
Napisałem wczoraj do Inspektora ds. Substancji Chemicznych z pytaniem o wykaz zgłoszonych wyrobów. Jest dostępny dla każdego, możecie go znaleźć tutaj. Wystarczy tam kliknąć w link, aby pobrać stosowny wykaz w formie pliku Excela. Stan na dzień 12.04 to 1565 pozycji obejmujących sprzęt (w tym zestawy, atomizery, ale nawet tulejki szklane [tak, tak… szkło tytoniowe! 😉 ], oczywiście są tam też baterie tytoniowe oraz druty tytoniowe), jak też bazy i liquidy. Z tego, co mi napisano w mailu, wykaz będzie aktualizowany na bieżąco. Tak jak podejrzewałem, większość dystrybutorów nie ryzykuje stężenia 20 mg/ml – najczęściej jest to 18 mg/ml, czasem 19 mg/ml. Zresztą sami sprawdźcie, czy Wasze ulubione marki i smaki tam znajdziecie. Jeśli ich nie ma na wykazie, raczej już ich nie uświadczycie po 20 maja.
Już dawno temu obiecałem, że powiem, kiedy trzeba się będzie zaopatrzyć w zapasy. Ta chwila właśnie nadchodzi. Towar zapewne jeszcze jest w sklepach, więc powoli trzeba jakiś tam zapas zrobić. Niektórzy pewnie poczekają niemal do końca, licząc na to, że w ostatnich dniach ceny spadną – tak też może być, ale niewykluczone, że część towaru będzie już wyprzedana.
Myślę jednak, że nie warto całej piwnicy zawalać butelkami, bo ten towar ma jednak ograniczoną trwałość, a musimy pamiętać, że nie służy do smarowania łożysk w taczce, tylko do wdychania. Zalecam więc, jak zawsze, zdrowy rozsądek.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
68 komentarzy

Opublikował/a w dniu 21 kwietnia 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Kiedyś był formaldehyd, teraz jest benzen – kilka słów o dziwnej publikacji

Dostałem dziś rano namiar na pewną pracę, której tekst dość mocno mnie zaskoczył. „Benzene formation in electronic cigarettes”, bo tak brzmi tytuł oznacza ni mniej ni więcej „Tworzenie benzenu w papierosach elektronicznych”. Na początek może kilka słów o samym bohaterze tej publikacji. Benzen to jeden z najprostszych związków aromatycznych – sześć atomów węgla i tyleż samo atomów wodoru. Jest cieczą o charakterystycznym zapachu, palną, lotną i niebezpieczną. Jest toksyczny, a od jakiegoś czasu uznawany za rakotwórczy. Oddziałuje dość silnie na układ nerwowy, powodując pobudzenie lub depresję.
Ale przejdźmy jednak do samej pracy. Warto powiedzieć, że główny jej autor, pan James Pankow, wsławił się już 2 lata temu niesławną publikacją o formaldehydzie emitowanym z EIN. Praca ta została totalnie skrytykowana. Co więcej, nie przeszła ona wtedy klasycznego procesu „peer review”, czyli recenzji, które są niezbędne, aby tekst był formalną publikacją. Został opublikowany jako tzw. list do redakcji. Przypomnijmy, że ówczesna krytyka dotyczyła fatalnej metodyki badawczej – przegrzewano wtedy atomizery, w zasadzie tylko po to, aby udowodnić, że da się wycisnąć z liquidu formaldehyd. Jest to typowe dla ludzi, którzy robią badania pod założoną tezę – coś, co absolutnie nie popycha nauki do przodu.
Tutaj sytuacja jest nieco inna – okazało się, że w przypadku, gdy używano systemu zamkniętego – JUUL – z fabrycznymi kapsułkami z liquidem, nie znaleziono śladów benzenu. Gdy jednak użyto typowych systemów tank z liquidami opartymi na PG i VG, w aerozolu automagicznie pojawia się benzen. Jeśli przyjrzymy się dokładniej składowi płynów, dowiemy się, że dodawano do nich związków aromatycznych, takich jak kwas benzoesowy, który dość rzadko można znaleźć w liquidach komercyjnych. No ale kwas benzoesowy może zostać przekształcony w benzen, więc dlaczego by nie spróbować. 😉 Problem tylko w tym, że taka reakcja nie ma ŻADNEJ szansy zajść w warunkach spotykanych w EIN.
Ale panowie poszli znacznie dalej – rozrysowali sobie możliwość uzyskania benzenu w reakcji PG z VG, a także z samej gliceryny (patrz rys. 1). Świadomie piszę „rozrysowali”, bo w zasadzie na kartce można napisać i zbilansować dowolną reakcję chemiczną (np. Al + Cu -> Au + Cl). Problem jest tylko z tym, że nie każda z nich może zajść w praktyce. Zastanawiające jest, że autorzy dla poparcia swoich tez cytują inne prace naukowe, w tym np. Conversion of Glycerol to Alkyl-aromatics over Zeolites (tekst w PDF). Wystarczy jednak przeczytać sam tytuł tej pracy, aby zdać sobie sprawę, że do reakcji konwersji niezbędne są zeolity (to takie glinokrzemiany). Ludzie – ktoś z Was słyszał o tym, że w atomizerze stosuje się zeolity? Ja nie. Co więcej, jak się wczytamy w sam tekst, to dowiemy się, że owszem, z gliceryny może powstać benzen, ale… po pierwsze: z wydajnością nie większą niż 1%, a po drugie: do tego niezbędne jest ciśnienie 20 atmosfer(!). Ludziska – ma ktoś ciśnieniowy atomizer z zeolitami? Jeśli ktoś przypadkiem ma, musi pamiętać o corocznym przeglądzie w Urzędzie Dozoru Technicznego, któremu podlegają wszystkie urządzenia ciśnieniowe 😉
Nie mam zielonego pojęcia, jak im się udało wykryć ten benzen, nie zamierzam się za bardzo wgłębiać w szczegóły, bo szkoda mi na to czasu. Wiem natomiast jedno – cała ta praca nie trzyma się przysłowiowej kupy. Włożyli w nią masę roboty, wydali sporo pieniędzy na odczynniki, w tym bardzo drogie znakowane izotopowo. Miało być mądrze, a wyszło jak zawsze u pana Pankowa.
Dziękuję za uwagę.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu 18 kwietnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

Nowatorskie wyroby tytoniowe a ustawa antytytoniowa

No to mamy już sklep internetowy pewnej firmy Big Tobacco. Oferują coś, co zgodnie z ustawą jest nowatorskim wyrobem tytoniowym (uwaga: to ważna sprawa). Zgodnie z regulaminem dostępnym na stronie, a konkretnie z §3 pkt 6 ktoś, kto chce sobie coś kupić musi dowieść, że jest pełnoletnim użytkownikiem wyrobów tytoniowych (ciekawe – czyli ktoś, kto nie używa, nie może się zarejestrować?). A jak się już zarejestruje, może sobie swobodnie kupować wiadome urządzenia (bez wkładów tytoniowych, ale to inna kwestia).
Tymczasem wiemy, że ustawa antytytoniowa obowiązuje, prawda? I w tej ustawie jest sformułowany jednoznaczny zakaz reklamy wyrobów tytoniowych, ale także nowatorskich wyrobów, jak też rekwizytów tytoniowych. Art. 8 ust. 1 stanowi: „Zabrania się reklamy wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych i promocji wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych oraz reklamy i promocji produktów imitujących te wyroby, lub symboli związanych z używaniem tytoniu, wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych lub pojemników zapasowych”
Jak więc wygląda kwestia istnienia strony internetowej, na której wprost widzimy konkretne produkty – czy to nie jest forma ich reklamy? Zapewne jednak sprytni prawnicy wielkiej korporacji znajdą odpowiednie haczyki, aby to uzasadnić.

No dobrze, ale jak to wygląda ze sprzedażą zdalną? E-fajek nie wolno tak sprzedawać, a co z omawianym produktem?
Sięgamy znowu do ustawy i czytamy art. 7f. „Zabrania się sprzedaży na odległość, w tym transgranicznej sprzedaży na odległość:
1) wyrobów tytoniowych;
2) papierosów elektronicznych i pojemników zapasowych oraz ich części.”
No i mamy jasność. E-fajek nie wolno zdalnie sprzedawać, natomiast o nowatorskich wyrobach tytoniowych w ustawie nie ma ani słowa, a więc taka sprzedaż jest całkowicie legalna. Szach-mat.
I tak oto Big Tobacco może kolejny raz świętować zwycięstwo. Nie na darmo lobbowali cały czas podczas prac nad dyrektywą oraz ustawą.

Miłego weekendu – mimo wszystko.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
31 komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 kwietnia 2017 w ogólne

 

Tagi: ,