RSS

Lancet – czyli – Niemen i Cohen mieli rację

Minęło już trochę czasu od publikacji raportu na temat e-papierosów zamówionego przez brytyjską rządową agencję medyczną – Public Health England (PHE), w którym jednoznacznie stwierdzono, że są one co najmniej o 95% mniej szkodliwe niż zwykłe. Całość raportu w języku angielskim można znaleźć tutaj. Jest to tekst o sporej objętości (ponad 110 stron), zawierający 185 odnośników literaturowych. Przeczytanie całości zajęło mi dobrych kilka dni. Trudno by było go streścić – istotny jest przekaz, który mówi jasno: analiza dotychczasowych wyników badań jednoznacznie wykazuje, że e-papierosy są zdecydowanie mniej szkodliwe niż palenie tytoniu. I pisze to rządowa agencja medyczna, świadoma tego, że przekaz ten będzie bardzo uważnie analizowany przez wszystkich.
Raport odbił się szerokim echem na świecie. Niestety, w Polsce nie było aż tak wielkiego odzewu w mediach. Tu i ówdzie pojawiły się notki na ten temat, ale mogłoby się wydawać, że powinien być znacznie szerzej rozkolportowany. Kolejny raz widać, że wieści negatywne znacznie lepiej się sprzedają.
I zapewne media podchwycą taki przekaz, który ukazał się dosłownie kilka dni temu na łamach prestiżowego brytyjskiego czasopisma medycznego The Lancet. Jest to tzw. „editorial”, czyli artykuł wydawcy. Taki sprytny sposób na to, aby nikt się pod nim personalnie nie podpisał. To tak trochę, jak w PRL – na wszelki wypadek komentarze podpisywane były „redakcja Trybuny Ludu” albo też „Komitet Centralny PZPR”.
Artykuł nosi wiele znaczący tytuł: „E-papierosy: dokonana przez PHE dezorientacja oparta na dowodach”. Jest to krótki tekst będący w zasadzie frontalnym atakiem na raport. Można by się spodziewać, że rzetelne czasopismo naukowe, które zamierza polemizować z jakimś tekstem, będzie się odnosić do faktów prezentowanych w cytowanych publikacjach. Nic bardziej mylnego. Lancet nie tnie ostro dowodów i faktów, natomiast tnie po ludziach. Dla wydawcy tego ważnego pisma nie jest istotne to, jakie są w chmurce substancje toksyczne, nie są istotne badania statystyczne dotyczące używania e-papierosów. Istotna jest zupełnie inna sprawa – że dwóch z autorów (z 12) jednej z cytowanych prac (przypomnę, na 185 odnośników!) ujawniło, że ich badania były częściowo sponsorowane przez firmy e-papierosowe. Zaatakowany został m.in. prof Riccardo Polosa oraz prof. Karl Fagerstrom (niewymieniony z nazwiska w Lancecie). Ten drugi był konsultantem w firmach produkujących środki wspomagające rzucanie palenia, a więc w zasadzie konkurenta e-fajek. Oczywiście w każdej pracy obaj panowie informują o swoich powiązaniach, więc odkrycie Lanceta nie jest specjalnie przełomowe. Ciekawe, że wydawcy Lanceta z równym zacięciem (nomen omen) nie walczyli z doniesieniami o odkryciach japońskich uczonych od formaldehydu.
W starożytności mawiano, że nie wolno zabijać posłańca przynoszącego złe wieści. Jak widać, Lancet postanowił medialnie zabić posłańców, którzy przynoszą dobre wieści. Czesław Niemen miał rację – ten świat jest dziwny.

A na koniec – fragment starego utworu Leonarda Cohena – Everybody knows

Everybody knows that the dice are loaded
Everybody rolls with their fingers crossed
Everybody knows that the war is over
Everybody knows the good guys lost
Everybody knows the fight was fixed
The poor stay poor, the rich get rich
That’s how it goes
Everybody knows

Everybody knows that the boat is leaking
Everybody knows that the captain lied
Everybody got this broken feeling
Like their father or their dog just died

Everybody talking to their pockets
Everybody wants a box of chocolates
And a long stem rose
Everybody knows

co Maciek Zembaty przełożył tak:

Każdy wie, że kości są fałszywe
Każdy jednak rzuca, chcąc nie chcąc
Każdy wie, że wojna się skończyła
Każdy wie, że zwyciężyło zło
W ustalonym z góry rezultacie
Biedak traci, bogacz się bogaci
To tak już jest. Każdy o tym wie

Każdy wie, że nasza łódź przecieka
Każdy wie, że pan kapitan łże
Każdy czuje się tak podle, jakby
Umarł ojciec mu, lub pies
Każdy na tym świecie daje w łapę
Każdy chce pudełko czekoladek
Długą różę też. Każdy o tym wie.

A zresztą – posłuchajcie…

 
4 komentarzy

Posted by w dniu 1 Wrzesień 2015 in ogólne

 

Tagi: ,

Pora skończyć z mitem uzależniającej nikotyny. Karty na stół!

Implementacja Dyrektywy Tytoniowej w krajach UE zbliża się wielkimi krokami. Myślę, że nadszedł czas, aby w końcu rozprawić się z jednym z podstawowych mitów dotyczących nikotyny. Chodzi oczywiście o potencjał uzależniający tego alkaloidu.
Przyjrzyjmy się najpierw dostępnym źródłom.
„W rankingu uzależnienia od substancji psychoaktywnych stwierdzono, ze nikotyna uzależnia silniej niż heroina, kokaina, alkohol, kofeina i marihuana.” – takie zdanie można znaleźć na stronie szpitala w Wałbrzychu.
„Eksperci ostrzegają, że nikotyna uzależnia w równym stopniu, co silny narkotyk – heroina.” – to z kolei jest napisane w serwisie nazdrowie.pl.
Jeszcze dalej idzie popularny wśród kobiet tytuł – „Zwierciadło”, gdzie czytamy: „Nikotyna uzależnia bowiem silniej niż heroina i kokaina, a z roku na rok mózg potrzebuje jej coraz więcej.”
To tylko trzy przykłady znalezione w wyszukiwarce po podaniu słów kluczowych „nikotyna” oraz „heroina”. Analogiczne wyniki otrzymamy wyszukując tę samą kombinację słów w języku angielskim. Co ciekawe – gdy przyjrzymy się linkom, zauważymy, że sporo z nich odsyła do artykułu „NICOTINE: HARDER TO KICK…THAN HEROIN”, który ukazał się w 1987 roku w New York Times. Hmm… czy można go uznać za solidne źródło naukowe? Obawiam się, że nie bardzo, zwłaszcza że pani autorka pisze w tym tekście, że heroina (podobnie jak nikotyna) znajduje się w roślinach. Oznacza to tylko tyle, że pani zdecydowanie nie odrobiła lekcji i można jej wcisnąć każdy kit.
Co gorsza, podobne teksty znajdują się na tak porządnych portalach, jak Medycyna Praktyczna. Co ja zresztą będę pisał po próżnicy – sami poczytajcie.
Wróćmy jednak do samego tematu. Jak myślicie – skoro wszędzie się pisze o tym straszliwym potencjale uzależniającym nikotyny, to ile prac naukowych opublikowano na ten temat (mówię o uzależnieniu organizmu człowieka od tego konkretnego związku, a nie od palenia tytoniu)? Zgadza się – żadnej. Nie ma takich prac! Wszystko ekstrapoluje się z badań dotyczących uzależnienia od dymu tytoniowego albo od jakichś niejasnych badań na biednych gryzoniach.
Wszystko to jako żywo przypomina mi ostrzeżenia przed monotlenkiem diwodoru, formalnie zwanego oksydanem. Nie wiem jak można wyciągać wnioski o uzależniającym działaniu nikotyny, jeśli we wdychanym dymie tytoniowym jest oprócz tego związku jeszcze co najmniej 10 tysięcy innych składników. Wiemy z literatury, że w tej mieszaninie są także związki, będące inhibitorami monoaminooksydazy (MAO). o których wiadomo, że w mieszaninie z nikotyną mogą wywoływać uzależnienie. Czy to nam coś mówi o potencjale uzależniającym samej nikotyny? Tak naprawdę nic. Trzeba by przeprowadzić badania kliniczne na ludziach – i to tych, którzy nie są ani nie byli palaczami. Dlaczego nie ma takich badań? Tu niestety odpowiedź jest trudna. Może są, ale nie były publikowane? Jeśli tak – dlaczego?
A tymczasem urzędnicy unijni wiedzą lepiej i każą pisać na opakowaniach liquidu, że nikotyna jest silnie uzależniająca. To ja spytam: a skąd  wiadomo, że silnie uzależnia? Czy są jakieś dane naukowe na ten temat?
Jeśli spyta się ludzi spoza środowiska chmurzących o to, czy nikotyna jest rakotwórcza, większość oczywiście powie, że tak. A wiemy, że to nieprawda. Od czasu publikacji pracy prof. Meyera wiemy też, że dotychczasowe dane dotyczące toksyczności nikotyny były też zdecydowanie przesadzone. I dokładnie tak samo jest z potencjałem uzależniającym nikotyny. Mit przez lata był podtrzymywany, bo tak było wygodnie. Warto zresztą poczytać wywiad z neurologiem Jacques’em Le Houezekiem – znanym francuskim ekspertem od nikotyny, założycielem Society for Research on Nicotine and Tobacco. Jest i drugi ciekawy tekst tego samego autora. Le Houezec uważa, że nikotyna pozbawiona balastu innych substancji obecnych w dymie tytoniowym nie jest bardziej uzależniająca niż kofeina. Jeśli ktoś koniecznie chciałby wykazać, że jest inaczej – badania na stół!
Warto przy okazji zauważyć, że coraz więcej prac medycznych dotyczy pozytywnego działania nikotyny w przypadku niektórych schorzeń związanych z układem nerwowym. Pisałem o tym kilkakrotnie. I tu rodzi się pytanie: czy jakakolwiek komisja etyczna dopuściłaby do takich badań klinicznych na ludziach, gdyby nikotyna silnie uzależniała lub była rakotwórcza? Warto zresztą też przypomnieć, że nikotyna jest obecna w organizmach ludzi praktycznie od zawsze. Ziemniaki, pomidory, bakłażany, kalafiory – wszystkie te produkty spożywcze zawierają nikotynę – o tym też trzeba mówić ludziom.

Reasumując – myślę, że to powinien być jeden z tematów, które powinniśmy poruszać jak najczęściej. Praca u podstaw – edukacja społeczeństwa. Inaczej będziemy mieli nadal wciskaną mantrę o tym, że nikotyna jest straszliwie rakotwórcza i gorsza niż heroina. Trzeba w końcu powiedzieć: dość!

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 komentarzy

Posted by w dniu 26 Sierpień 2015 in ogólne

 

Tagi: , , ,

Komentarz do konsultacji – część II

Druga część komentarza do konsultacji.

„Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych” – no proszę… naprawdę z przyjemnością się czyta taki dokument. Cytowany jest m.in. fragment wystąpienia na Światowym Forum Nikotynowym pana Dereka Yacha – „Na szali jest życie milionów osób”, jak też słynny już list naukowców do pani dyrektor WHO.
„Naczelna Rada Lekarska” – można by pomyśleć, że będzie tutaj coś mądrego. Tymczasem pan Konstanty Radziwiłł ma tylko jedną, niesamowicie medyczną uwagę. Proponuje, aby zakazem detalicznej sprzedaży samoobsługowej objąć także sklepy wolnocłowe. Łapy opadają… i słów brak, szanowny panie Radziwiłł. Naprawdę tylko tyle macie do powiedzenia w tej sprawie? Medice cura te ipsum!
„Krajowa Izba Gospodarcza” – oni też jakoś z wielką troską patrzą na nowatorskie wyroby tytoniowe, ale na szczęście w miarę pozytywnie piszą o e-papierosach. No ale też są przeciwni sprzedaży transgranicznej… Ważne jednak jest to, że uważają, iż w projekcie e-fajki są dyskryminowane, jeśli chodzi o projektowany zakaz ich używania w przestrzeni publicznej. BRAWO!
„JTI” – dłuuugi komentarz, ale głównie dotyczący kwestii prawnych. Ale koncern też pochyla się z „troską” nad e-fajkami, a konkretnie nad tym, że nie będzie na opakowaniach takich samych ostrzeżeń zdrowotnych, jak na zwykłych ćmikach. Jestem bardzo ciekawy, jak chcieliby to uzasadnić – może jakimiś wynikami badań naukowych?
„Imperial Tobacco Polska” – sprzeciwiają się zakazowi używania e-fajek w przestrzeni publicznej. I dobrze.
„Federacja Konsumentów” – w oparciu o swoje badania postulują, aby nie wprowadzać zakazu sprzedaży przez Internet oraz transgranicznej. Super!
„British American Tobacco” – są przeciwni sprzedaży transgranicznej. Podają sporo informacji o e-papierosach i generalnie są nastawieni pozytywnie. Sprzeciwiają się upchnięciu chmurzących do palarni tytoniu.

Nie komentowałem tu dokumentów wysłanych przez branżę e-papierosową – są one już znane od jakiegoś czasu i były dość szeroko omawiane. Jestem ciekawy, jakie będą odpowiedzi ministerstwa na te wszystkie postulaty. Widać wyraźnie, że prawie wszyscy zwracają uwagę na dziwną definicję „palenie papierosów elektronicznych”, jak też na bezzasadne zakazy sprzedaży przez sieć oraz transgranicznej.
Co będzie dalej? Pożyjemy, zobaczymy.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
6 komentarzy

Posted by w dniu 22 Sierpień 2015 in ogólne

 

Tagi: , , ,

Komentarz do konsultacji – część I

Czytam sobie powoli stanowiska firm/instytucji do projektu ustawy tytoniowej. Nie będę komentował ich pojedynczo, wyławiam istotne (moim zdaniem) fragmenty.

„Stowarzyszenie Walki z Rakiem Płuca – Oddział Szczecin” – popierają nowatorskie produkty tytoniowe, ale ani słowem nie wspominają o e-fajkach. Przypominam, że te „nowatorskie produkty” to wynalazek firmy Philip Morris, obejmujący produkty „heat not burn”. Czyli – e-fajki są złe, ale tytoniowe produkty Big Tobacco są dobre. Zaiste, ciekawe podejście lekarzy…
„STEP” – duże negatywne zaskoczenie tym, że popierają zakaz sprzedaży transgranicznej. Jestem ciekawy, jak to wyjaśnią społeczności chmurzących. Reszta opinii jest OK.
„Polski Związek Plantatorów Tytoniu” – nietrudno się domyślić, jakie mają stanowisko. Najbardziej kuriozalne jest to, że popierają zakaz reklamy e-fajek, ale jednocześnie chcą reklamy nowatorskich wyrobów tytoniowych. I argumentują to działaniem prozdrowotnym. Chyba jednak tytoń im trochę zmodyfikował mózgi.
„Polskie Towarzystwo Kardio-Torakochirurgów” – oj, nie lubi pan profesor Orłowski e-fajek, nie lubi. Chociaż wie o nich niewiele, a z samym projektem ustawy zapoznał się, jak widać z pisma, pobieżnie („po przejrzeniu projektu…”). I niech to wystarczy za komentarz.
„Polskie Towarzystwo Chorób Płuc” – no, tu jest też curiosum – najbardziej martwią się o to, że reklama e-fajek może się znajdować na podstawce do wydawania pieniędzy w sklepie. Pies drapał różnice w chmurce i dymie oraz inne sprawy. Podstawka do wydawania pieniędzy to jest dopiero wróg. Ech… a ja wspominam prof. Polosę, też pulmonologa, i jego wykład na Światowym Forum Nikotynowym. On się nie martwił podkładkami, tylko prezentował rzetelne wyniki badań medycznych. Ciekawe, kiedy u nas…
„Pracodawcy RP” – sprzeciwiają się zakazowi sprzedaży na odległość (fajnie!), ale popierają zakaz sprzedaży transgranicznej (nie fajnie).

To tyle uwag bieżących. Reszta będzie w drugim odcinku – niebawem.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
7 komentarzy

Posted by w dniu 20 Sierpień 2015 in ogólne

 

Tagi: , , ,

WAŻNE! Opublikowano dokumenty z konsultacji publicznych

To informacja bardzo świeża – dziś na stronie Rządowego Centrum Legislacji opublikowano dokumenty, które wpłynęły w ramach konsultacji publicznych ustawy tytoniowej. Sygnalizuję to tylko w tej chwili, bo czytania tam będzie sporo. Myślę, że zapowiada się pasjonująca lektura, bo, jak widać, trochę tego wpłynęło (ponad 40 firm, instytucji oraz organizacji). Warto zauważyć, że najwięcej dokumentów wyprodukowali producenci tytoniu oraz papierosów. Mamy też stanowiska firm e-papierosowych, jak też stowarzyszeń – SUEP i STEP. O dziwo – włączono także opinię, którą przekazaliśmy z Wielkiej Brytanii (pisałem o tym tutaj).
Mam prośbę do czytelników – jeśli znajdziecie czas, poczytajcie te opinie. Może znajdziecie jakieś ciekawostki i będziecie mieć jakieś własne wnioski. Podzielcie się nimi z innymi czytelnikami i ze mną. Ja obiecuję, że w najbliższych dniach także poczytam te teksty i jakoś skomentuję. No i zobaczymy, co z tych sugestii znajdzie się w ostatecznej wersji przygotowywanej ustawy.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
11 komentarzy

Posted by w dniu 19 Sierpień 2015 in ogólne

 

Tagi: , , ,

Tommy Black vs Wiesław Mrotek (refurbished)

Poniższy wywiad (tradycyjnie) powstał dla portalu Salon Rozchmurzonych – publikuję go tutaj za zgodą rozmówców.

Tommy Black

-Rozumiem że nie będzie Ci łatwo jako lekarzowi, w świetle wielu publikacji Twoich kolegów lekarzy na temat e-papierosów … Skąd taka niechęć do e-p w środowiskach medycznych?

Wiesław Mrotek

Prawdopodobnie niechęć wynika z ostrożności. Przyznasz, że nie każdy sprzęt, liquid czy baza są produkowane z należytą starannością. Autentyczne kopie oryginalnych podróbek na portalach aukcyjnych, opisane bezpodstawnymi certyfikatami wystarczą.

Popierając ideę popieramy cały rynek – a tak odważny nie będę. Do momentu, gdy zostanie odpowiednio uregulowany.

Tommy Black

-Czyli domagasz się tego czego wszyscy świadomi waperzy, regulacji tego, naszego, rynku.

Czy regulacja w postaci Dyrektywy tytoniowej UE idzie w dobrym kierunku?

Wiesław Mrotek

Regulacja powinna obejmować takie zagadnienia, które są absolutnie niezbędne. Dyrektywa nieudolnie próbuje uszczegółowić zakazy i nakazy, widać, jakby konstruktorzy nie mieli większego pojęcia o materii chmurzenia.

Producent powinien zdawać sobie sprawę, że podlega kontroli (a instancji kontrolnych mamy aż nadto – PIH, sanepid) i wypuszczenie niebezpiecznego produktu skończy się dla niego źle. To samo dotyczy również importerów.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa użytkownika – jeżeli sprzęt przy prawidłowym użytkowaniu nie wybuchnie, a liquid produkowany jest z czystej gliceryny, glikolu i spożywczych aromatów z dodatkiem lub nie nikotyny, to nie ma powodów do obaw.

Ograniczenia stężenia nikotyny czy pojemności zbiorników są dyskusyjne, natomiast możliwość zakazu sprzedaży internetowej – bzdurna. Tak samo, w obliczu udowodnionego braku „bocznego strumienia” i niewykrywalnych stężeń nikotyny w wydychanej chmurce, oceniam próby zrównania chmurzenia z paleniem tradycyjnych papierosów. To już nie jest absurd, to zbrodnia.

Tommy Black

-Jak trafiłeś na e-p,albo jak one trafiły do Ciebie?

Wiesław Mrotek

Pewnego listopadowego wieczoru kolega lekarz (też straszny nałogowiec) pochwalił się nowym nabytkiem. Po skończeniu dyżuru kupiłem malutką jednorazówkę. Okazało się, że od biedy wytrzymam bez zapalenia całą dobę. To spowodowało zakup całego zestawu, no i tak już poszło. Niebawem zaraziłem brata. Teraz zamiast wychodzić na balkon, chmurzymy sobie radośnie w komfortowych warunkach.

Tommy Black

-Czyli radośnie trujecie się komfortowo i na dodatek perwersyjnie zbiorowo?

Wiesław Mrotek

Trujecie? Och, żartujesz. Delektujemy się chmurką, wymieniamy doświadczenia z degustacji nowo testowanych smaków. Znajomość praw fizyki i chemii nie pozwala nam na dopuszczenie do emisji toksycznych substancji z naszych parowników.

Tommy Black

-Zostańmy jeszcze na chwilę w kręgach Hipokratesa. Przykładasz zdjęcie RTG płuc pacjenta do negatoskopu i wiesz czy jest palaczem papierosów? Od razu zadam to do którego dążę, czy wiesz też jeśli pacjent jest waperem?

Wiesław Mrotek

Badanie lekarskie ma dwie części, badanie podmiotowe (wywiad, analiza dokumentacji) oraz badanie przedmiotowe (badanie fizykalne, badania dodatkowe – laboratoryjne itp.). Nie da się żadnej z tych części pominąć, jeżeli nie chcesz być posądzony o szarlatanerię (lub o zaniedbanie).

Oglądając zdjęcie RTG nie stwierdzisz, czy badany palił papierosy. Można podejrzewać, ale pewności nie ma. Widzisz nieprawidłowy obraz, ale do oceny potrzeba więcej informacji.

Samo palenie papierosów nie musi powodować zmian w obrazie RTG. przynajmniej nie od razu, a zmiany mogą mieć rozmaity charakter.

Wapera to pewnie jeszcze trudniej wykryć. Nawet podczas badania w gabinecie, bo … nie śmierdzi popielniczką.

Tommy Black

-A skoro już Hipokrates… na podstawie obserwacji i doświadczeń wyciągał On wnioski prowadzące do ustalenia diagnozy i dobierał odpowiadające jej sposoby leczenia. Jego podstawowa zasada brzmiała  – zdrowie chorego najwyższym prawem (łac. salus aegroti suprema lex). Dlaczego lekarze nie mogą ludziom walczącym z papierosowym nałogiem,polecać e-papierosów, a mogą bardzo wątpliwe gumy i plastry, również zawierające nikotynę?

Wiesław Mrotek

Salus aegroti suprema lex esto – tak, to prawda.

Ale też – primum non nocere. Po pierwsze nie szkodzić. Polecając pacjentowi NRT w rodzaju plastry, gumy, pastylki mamy podkładkę w postaci badań klinicznych. Mamy do dyspozycji sprzedawane tylko w aptekach leki. Bo nawet te płatki do przyklejania na podniebienie są rejestrowane jako lek, OTC (bez recepty) ale lek. Przechodziły określone badania kliniczne, o toksykologicznych nie wspomnę. Podlegają rejestracji, kontroli, również kontroli warunków przechowywania w aptece.

To gdzie w tym wszystkim są wymagające wygotowania przed użyciem sznurki, niedomyte fasttechowe atomizery, mieszane w nieznanym miejscu i z niepewnego źródła liquidy? Była kiedyś partia pasty do zębów Made in PRC gdzie niefrasobliwie zamiast glikolu propylenowego ktoś użył etylenowego …

Dopóki polecając określoną metodę walki z nałogiem nie będzie pewności co do bezpieczeństwa – czyli dopóki będzie wolna amerykanka na rynku – nie liczyłbym na współpracę środowiska lekarskiego.

Sam oczywiście polecam znajomym palaczom chmurzenie jako znacznie bezpieczniejszą alternatywę palenia. Tylko od razu informuję, który sprzęt i płyny wybrać, jak bezpiecznie ich używać.

Tommy Black

-No właśnie, Ty polecasz, (zapewne zmodyfikowałeś swoją polisę ubezpieczeniową)( śmiech) ,ale skąd czerpiesz tę wiedzę? Skąd wiesz co jest bezpieczne i zawiera właściwe ,deklarowane w składzie składniki?

Wiesław Mrotek

Polecam, ale tylko prywatnie, znajomym. Obowiązkowe OC nie obejmuje również homeopatii czy masażu dźwiękiem mis tybetańskich – a te metody leczenia z pewnością nie szkodzą (chociaż zaniechanie właściwego leczenia szkodzić może).

Praktycznie od początku chmurzenia używam baz i aromatów od Inawery. Od tego też czasu obserwuję rozwój firmy. Bardziej wiarygodnego źródła nie umiem wskazać. Prawdopodobnie istnieją równie dobre, a może i lepsze, ale nie mam potrzeby eksperymentować.

Tommy Black

-Znów wrócę do Dyrektywy, jej polskiej implementacji. Swoje stanowisko już wcześniej określiłeś, ale ja zapytam, czy ktoś z MZ kontaktował się z lekarzami, mieliście jakieś sygnały o pracach nad tą ustawą?

Wiesław Mrotek

Niespecjalnie. Chyba nie ma takiego obyczaju. Ale śledziłem temat innymi drogami, mogłem coś przegapić. Etap konsultacji społecznych jak pamiętasz obejmował 10 podmiotów stricte lekarskich.

Tommy Black

-Dlaczego w tej implementacji, a raczej w konieczności jej wprowadzania, minister Zembala taki wielki nacisk kładzie na bezpieczeństwo dzieci? W czym te e-papierosy tak bardzo zagrażają dzieciom, z medycznego oczywiście, punktu widzenia?

Wiesław Mrotek

Dyrektywa jest tytoniowa, a nie tylko e-papierosowa. Nie zapominajmy, że głównie dotyczy tradycyjnych wyrobów tytoniowych. E-papierosy są tam wymienione przez pomyłkę, niefortunną zbieżność nazwy, której nie powinno się używać.

Dzieci nadal nie będą mogły legalnie kupować papierosów. Tu rozumiem stanowisko ministra zdrowia. Znikną smakowe, aromatyzowane papierosy. OK, trzeba zniechęcać potencjalnych i aktualnych palaczy. Będą ostrzeżenia, też OK.

Nikotyna nie jest potrzebna dzieciom do prawidłowego rozwoju. To pewne.

Natomiast skoro jej szkodliwość jest podobna do filiżanki kawy – dlaczego i kawy nie sprzedawać tylko pełnoletnim?

Podpieranie się troską o zdrowie dzieci, gdy można po prostu zakazać sprzedaży osobom niepełnoletnim i uciąć problem, uważam za mocno naciągane. Szczególnie, gdy kryjąc się za tym argumentem wprowadza się restrykcje idące zdecydowanie dalej. Dzieciaki tak jak znajdowały sposób na zdobycie tradycyjnych papierosów, tak i znajdą sposób aby pochmurzyć, nieważne ile zakazów ustanowimy.

Obawiam się, że jest to jednak lęk przed nieznanym.

W nazwie jest papieros? Leci dym? To przepraszam skąd pytanie, czego się obawia p. minister?

Przecież nie ma dymu bez ognia !!!

Tommy Black

-Ty też wierzysz w spiskowe teorie? Bo ja do takich zaliczam mityczne już działania lobby tytoniowego, które chce wykończyć e-papierosy zagrażające ich interesom, no i tu byłby ten dym?

Wiesław Mrotek

Pierwszą zasadą w dziennikarstwie śledczym jest zapewne „cui bono”. Kto na tym korzysta?

Nie mogę oficjalnie napisać, że ustawodawca został/zostanie zwyczajnie przekupiony. Działania lobbystyczne jednak są dla mnie zawoalowaną formą kształtowania prawa w pożądanym przez lobbystę kierunku. Szczególnie jest to paskudne, gdy na dalszy plan schodzi dobro społeczeństwa, dla którego oficjalnie to prawo jest stanowione. Wrzucanie chmurzących do jednego worka (palarnia) z palaczami nie ma żadnych podstaw.

Nie tylko producenci papierosów, bo i producenci gum, plastrów i innych specyfików (lobby farmaceutyczne) również utracili część zysków, dotychczas generowanych przez chmurzących.

Tommy Black

-W Gazecie Lekarskiej Sławomir Pietras kiedyś wspaniale opisał lekarzy współpracujących ze scenami. Przytoczył kilka świetnych anegdotek , opisał medyków jako postacie pozytywne, kreatywne, sympatyczne i twórcze. Chciałbym tak kiedyś opisać ministra zdrowia zajmującego się też na chwilę choć, e-papierosami. Tymczasem mnie minister Zembala przypomina doktora Bartolo z „Cyrulika Sewilskiego”. Ale, swoimi działaniami wpisuje się jakby w ogólny nurt i postawę lekarzy w Polsce. No i teraz bardzo operowo! Czy to nie lekarze powinni bardziej jednak promować e-papierosy, wiedząc jakie spustoszenie czynią te prawdziwe?

Wiesław Mrotek

Dlaczego nie?

Dajmy do ręki broń lekarzom. Czekam na pierwszą firmę, która zarejestruje zestaw bateria/parownik jako urządzenie medyczne (waporyzator/inhalator) oraz liquid jako wyrób medyczny wspomagający rzucanie palenia.

Nierealne?

Tommy Black

-Nie tak bardzo nierealne, skoro niektóre państwa wprowadziły akcesoria e-papierosowe do aptek. A czy zarejestrowały go jako wyrób medyczny? Nie o to jednak chodzi, ja miałem na myśli promocję, choć może właściwszym byłoby tu określenie edukacja. Rozumiem że w świetle tego co mówiłeś wyżej, jawne popieranie chmurzenia przez lekarzy, ,ze względu na brak jednoznacznych i kompletnych badań, może być trudne, ale jakieś bardziej przyjazne i obiektywne nastawienie mogłoby być oczekiwane. A tak, słyszymy i czytamy tylko same kłamstwa. No bo jak to? Badań o szkodliwości nie ma, ale badań o nieszkodliwości też nie ma? Czyli wszystko dzieje się w myśl zasady -po pierwsze zakazać, nie po pierwsze nie szkodzić, bo szkodzą głównie papierosy, nie e-papierosy.Jak z dzisiejszej perspektywy swojej wiedzy medycznej i wiedzy o planowanych działaniach urzędników widzisz dalszy rozwój e-p?

Wiesław Mrotek

Niełatwo odpowiedzieć.

Nikotyna znajduje się w wykazie A, trucizn, stąd obrót wyłącznie apteczny ma pewne podstawy prawne. Gumy i plastry w aptece wydaje magister farmacji.

Badania są. Niewłaściwe jest przegrzewanie liquidu – powstają szkodliwe substancje (na szczęście bóbr z angielska zwany „dry hit” – czyli przypalony liquid nie daje się wapować). Przy prawidłowym użyciu ilość szkodliwych substancji w chmurce jest 1500 razy mniejsza niż w dymie generowanym przez papierosy. Parametry wydolnościowe układu oddechowego waperów – byłych palaczy poprawiają się.

Pojawi się wreszcie efekt „śnieżnej kuli”, w końcu ilość opublikowanych badań, również tych prowadzonych zgodnie z EBM (Evidence Based Medicine) pozwoli na uznanie roli chmurzenia w ograniczeniu konsumpcji ewidentnie szkodliwych tradycyjnych papierosów.

Urzędnicy uzyskają wsparcie konsultantów medycznych uzbrojonych w powyższe badania.

Sprzęt również przejdzie ewolucję – podejrzewam w kierunku układów z kontrolą temperatury, z grzałkami opartymi na ceramice.

Ilość chmurzących początkowo będzie rosła, przede wszystkim rekrutować się będą oni z byłych palaczy. Ponieważ jednak sama nikotyna aż tak nie uzależnia, kolejni będą mogli być uwolnieni od nałogu, a osoby rozpoczynające od chmurzenia (niepalący) również będą mogły je porzucić bez objawów abstynencji. Tak wąż zeżre własny ogon a problem używania tytoniu jako „passe” przestanie istnieć.

Naprawdę nie martwi mnie los plantatorów i przetwórców tytoniu. Na tych samych glebach można uprawiać cokolwiek, marchewkę, buraki czy zboża. Camel znowu będzie wielbłądem, a nie zarejestrowanym znakiem towarowym.

Opieka zdrowotna odetchnie pełną, nie zadymioną piersią. Choroby odtytoniowe, jak epidemie dżumy i ospy, przejdą do historii medycyny.

Cieszę się, że udało mi się zmienić paskudny nałóg na względnie nieszkodliwe chmurzenie. Szkoda, że tak późno, ale lepiej niż wcale.

Tommy Black

-A ja się cieszę że znów spotkałem sensownego lekarza ,ale także i z tego że w sieci jako refurbished pomagasz innym waperom i palaczom przecież też. Czy internetowe fora waperów to dalszy ciąg posłannictwa lekarza, czy już nikt w takie rzeczy nie wierzy?

Wiesław Mrotek

„refurbished” aka „ardbeg”. Posłannictwo to zbyt wielkie słowo. Po prostu korzystając z posiadanej wiedzy mogę zdementować ewidentne plotki, mity, pomóc pokonać lęki, spróbować ustrzec przed konsekwencjami błędów. Nic wielkiego. Przecież inni userzy z wiedzą techniczną służą pomocą w swojej specjalności i nikt nie traktuje tego w tak szczytnych kategoriach.

Tommy Black

-Medycyna w pracy, medycyna w sieci, czym poza medycyną zajmuje się refurbished?

Wiesław Mrotek

Fotografia – tęskno mi za ciemnią, ale obróbka cyfrowa zabiła proces negatywowo-pozytywowy.

Archlinux – to naprawdę najbardziej sensowna dystrybucja. Podoba mi się stosowana tam zasada brzytwy Ockhama. I hasło KISS (keep it simple, stupid).

Książki, z uwagi na mobilność najczęściej czytane z Kindle’a. SF, sensacja, czasem porwę się na klasykę.

Tommy Black

-Wiem że nie jesteś okulistą, ale może wiesz co jest najtrudniejsze w zawodzie lekarza okulisty?

Wiesław Mrotek

Powstrzymać się przed mówieniem „jeszcze się zobaczymy” każdemu pacjentowi?

Tommy Black

-Bardzo Ci dziękuję za interesującą rozmowę, nie była tak trudna jak przekonanie przez okulistę pacjentki, aby się rozebrała, ale za to była bardziej interesująca niż kilka nawet rozebranych pacjentek!

Wiesław Mrotek

Chrześniaczka mojej żony po wizycie u okulisty stwierdziła, że „badania nie było”, bo nie było trzeba się rozbierać. Jak na 3,5 letnią pannę wnioskowanie bardzo interesujące.

Również dziękuję za rozmowę.

 
2 komentarzy

Posted by w dniu 18 Sierpień 2015 in ogólne

 

Tagi: , , ,

I jeszcze raz o „certyfikatach” SGS i FDA – głównie dla nowych chmurzących

Raz na jakiś czas robię sobie rajd po Alle*** oraz po stronach internetowych firm oferujących e-fajki. Interesuje mnie głównie to, jak są opisywane liquidy. Już 5 lat temu pisałem o tym, że wielu dystrybutorów beztrosko pisze o dziesiątkach certyfikatów, jakie mają oferowane przez nich płyny. Minęło sporo czasu… i jak się okazuje, niewiele się w tej kwestii zmieniło.
W ofertach czytamy np.:
„Posiadamy wszystkie certyfikaty, tj. CE, ISO 22000:2005, FDA, TÜV, MSDS, SGS upoważniające nas do oferowania tego typu asortymentu oraz zapewniające najwyższą jakość i pewne pochodzenie.”
„Wszystkie certyfikaty jakości: CE, ROHS, SGS.”

Fascynujące, prawda?
Tymczasem już jakiś czas temu firma SGS, zajmująca się rzeczywiście certyfikacją, oświadczyła, że nie wydaje żadnych certyfikatów dotyczących e-liquidów, jak też nie zezwala na używanie swojego logo na tych produktach. Co więcej – zapowiedzieli ściganie tych, którzy się na ich certyfikaty powołują albo używają ich logo na swoich etykietach czy ulotkach. I pewnie w którymś momencie wezmą się za to też w Polsce.
FDA także nadal nie zdecydowała się na certyfikowanie liquidów. Z kolei MSDS to też nie jest żaden certyfikat jakości, a tylko angielski skrót oznaczający kartę charakterystyki, czyli dokument obowiązkowy dla każdej substancji czy mieszaniny chemicznej będącej w sprzedaży. Jeśli firma pisze o certyfikacie RoHS w kontekście liquidu, oznacza to, że nie mają kompletnie pojęcia o tym wszystkim. Jeśli ktoś jest ciekawy, niech sobie wyszuka znaczenie skrótu RoHS.

I tu informacja dla chmurzących z krótszym nieco stażem – nie wierzcie w żadne pseudo certyfikaty. Dlaczego? Proste – nie ma do tej pory ŻADNYCH oficjalnych certyfikatów dotyczących liquidów. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o kupowanych liquidach poproście firmę o wyniki badań fizykochemicznych. Od razu uprzedzę – nie warto wierzyć w jakiekolwiek chińskie certyfikaty czy sprawozdania z badań. W zdecydowanej większości są one mniej warte niż kartki, na których zostały wydrukowane. Papier (i także Internet) zniesie wszystko.
Najlepiej kierować się własnym zdrowym rozsądkiem. Pamiętajcie – liquid to jest coś, co wdychacie i coś, co ma bezpośredni wpływ na Wasze zdrowie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
9 komentarzy

Posted by w dniu 16 Sierpień 2015 in ogólne

 

Tagi: ,

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 344 obserwujących.