RSS

Archiwa tagu: badania naukowe

Aromaty a płodność, czyli o tym, jak się uprawia „naukę medialną”

No i znowu zaczyna się nakręcanie histerii medialnej. Tym razem na warsztacie są plemniki. Jak donoszą media, „niektóre aromaty pozbawiają szans na posiadanie dzieci”. Brzmi szokująco? Jasne. Jest prawdą? Zdecydowanie wątpię. Ale klikalność rośnie, przeciwnicy EIN piszą „a nie mówiłem!”. I wszystko się kręci jak zwykle. A do tego artykuł okraszono filmem, na którym widać eksplozję akumulatora do EIN. No cóż, to akurat może zaszkodzić na płodność, bo jak w wyniku takiego wypadku facetowi urwie… no, wiadomo, to już raczej nie będzie miał dzieci.
A więc – zanim będzie histeria medialna – parę słów wyjaśnienia. Cała sprawa związana jest z doniesieniem pani dr Helen O’Neill, prezentowanym na British Fertility Conference (Brytyjska Konferencja o Płodności) w Edynburgu. Sprawa jest bardzo świeża, a więc, jak można się domyślać, mamy bardzo mało rzetelnych informacji poza enuncjacjami prasowymi. Pani doktor w rozmowie z mediami określiła swoje wyniki jako szokujące, bo okazało się, że takie aromaty, jak cynamonowy czy też o smaku balonowej gumy do żucia zmniejszają ruchliwość plemników, a także inne istotne parametry wpływające na zdolność do zapłodnienia.
Na portalu Vaping360 znajdziemy artykuł napisany przez Jima McDonalda, w którym próbuje on analizować to, co można znaleźć w mediach. I wygląda na to, że zespół pani O’Neill wykonał bardzo prosty eksperyment – zmieszał na płytce Petriego rozpuszczone w PG aromaty używane w EIN z nasieniem pobranym od 30 mężczyzn i badał ich ruchliwość, dojrzałość i jakieś tam inne parametry. No i wyciągnął wniosek, że przynajmniej niektóre z nich są straszliwie szkodliwe. Kolejnym wnioskiem – uwaga – jest to, że kwestia dopuszczenia konkretnych liquidów powinna być rygorystycznie uregulowana. HA! No to mam jasność.
Czekam na jakieś szczegóły dotyczące tych badań. Jak wykonywano eksperymenty, czy była próbka kontrolna, jakie były stężenia itp. Jakie badania przeprowadzono na myszach, bo i one były testowane przez panią O’Neill. Bez tej wiedzy nie można w żaden sposób tego skomentować. Podobno pod koniec stycznia ma się ukazać jakaś praca. Pożyjemy, zobaczymy.
Tymczasem proponuję na wszelki wypadek zaprzestać wstrzykiwania sobie liquidów w jądra. No bo tak by w realu wyglądało przeniesienie doświadczenia z poziomu in vitro do in vivo, prawda? Czy plemnik naprawdę rozróżni, że aromat pochodzi z EIN czy np. z ciasteczka cynamonowego? Czy naprawdę wszystko, co inhalujemy dociera niezmienione w sensie jakościowym i ilościowym do jąder? No ludzie…
Jak sobie zrobicie przegląd mediów światowych, zobaczycie jak szybko takie wieści się roznoszą. „Shocking!”, Daily Mail, New Zealand Herald, The Sun, The Times… a po weekendzie pewnie i u nas będzie wysyp podobnych tekstów. Zapinamy pasy, będzie jazda.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
17 komentarzy

Opublikował/a w dniu 7 Styczeń 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,

WAŻNE! E-papierosy a młodzież – raport Naczelnego Lekarza USA

Ukazał się właśnie pierwszy w historii raport dotyczący EIN w aspekcie ich używania przez młodzież, wydany przez Naczelnego Lekarza USA (Surgeon General). Dokument (PDF) jest bardzo obszerny, liczy niemal 300 stron. Podejrzewam, że mało komu będzie się chciało przedzierać przez cały tekst. Dlatego też w wersji minimum warto zajrzeć do wersji bardzo skróconej, czyli Fact Sheet. Osobiście jednak sugeruję zapoznanie się z tzw. Executive Summary (też PDF), który liczy sobie niecałe 30 stron i zawiera streszczenie wszystkich rozdziałów oraz wnioski.
Cóż znajdziemy w tym dokumencie? Ano, sporo skomasowanych danych dotyczących zarówno tematu samych EIN, łącznie z historią, jak też omówienie wyników różnorodnych badań dotyczących aspektów zdrowotnych, jak też typowo socjologicznych, związanych konkretnie z młodzieżą. Pan Naczelny Lekarz bije na trwogę, bo młodzież używa EIN. Pomija jednak jedno zjawisko, które zilustrowano na rysunku 2.6 (w pełnym raporcie). Otóż w ciągu wielu lat liczba młodych ludzi palących zwykłe papierosy utrzymywała się na tym samym poziomie kilkunastu procent. W ostatnich latach spadła znacznie – do zaledwie 5%. Oczywistym więc jest, że wielu z tych ludzi przerzuciło się na mniej szkodliwą alternatywę w postaci EIN. Pana Naczelnego szokuje, że niemal 38% młodzieży licealnej przyznało się do tego, że spróbowali EIN. Nie, że używają regularnie, ale że choćby raz się zaciągnęli. Dla mnie to wcale nie jest szokujące – ot, efekt nowości. Zobaczyłem u kumpla gadżet i mówię: daj spróbować. Identycznie jest przecież z alkoholem.
No i w zasadzie cały ten raport to wyciąganie wniosków pod z góry określoną tezę, która jak zawsze brzmi: chrońmy dzieci i młodzież. Znamy to też z naszego podwórka, prawda? Czasem wnioski powstają jakby z powietrza. Czytamy np. EIN mogą potencjalnie być używane jako urządzenie do inhalacji kannabinoidów oraz innych nielegalnych związków. Nie ma żadnych konkretnych badań na ten temat, ale to nie przeszkadza panu Naczelnemu Lekarzowi pisać, że coś się potencjalnie może wydarzyć. A w kieliszku czy kubku można mieć cykutę. Może też zakażemy? Straszenie rozciąga się też na noworodki, bo zgodnie z tym raportem nikotyna w EIN może być odpowiedzialna za zespół nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS). Potencjalnie, oczywiście. Nie ma żadnych dowodów, ale… dlaczego nie postraszyć.
No i oczywiście pan wiceadmirał (tak, tak – choć nic nie wiadomo o jego służbie na morzu) Vivek Murthy ma propozycje rozwiązań. Też je dobrze znamy. Ostro zakazywać młodym używania EIN. Znacząco podwyższyć ceny i podatki. Wprowadzić pełną kontrolę wszystkiego oraz licencje dla sklepów z EIN. A najśmieszniejsze jest to, że w rozdziale poświęconym celom, w punkcie pierwszym przypomniana jest stara maksyma primum non nocere (po pierwsze: nie szkodzić). Nie wiem, jak Wam, ale mnie wydaje się to chore. Wiem, że młodzi nie powinni używać niczego uzależniającego, ale ostra polityka wobec EIN spowoduje tylko jedno – powrót młodych do palenia tytoniu. Czy im naprawdę o to chodzi? Wszystko na to wskazuje. Big Tobacco trzyma się mocno.
Ten raport otwiera furtkę dla FDA – do tego, aby wprowadzić ostre przepisy federalne, niezależnie od stanowych, które już tu i ówdzie zostały wprowadzone. Oczywiście będzie on też cytowany w innych krajach, obawiam się, że znacznie częściej niż znany nam raport Public Health England.
Jak więc wyraźnie widać, amerykańskich chmurzących też czekają ciężkie czasy. Parę lat temu myślałem, że będzie normalnie. Wyszło jak zawsze. Ale właśnie dlatego musimy się jednoczyć, wspierać na poziomie krajowym i międzynarodowym. Innego wyjścia nie ma. Rozproszeni mamy znacznie mniejsze szanse przetrwania.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 Grudzień 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Wracam do tematu syntetycznej nikotyny

Chciałbym wrócić jeszcze do tematu syntetycznej nikotyny. Pisałem o niej troszkę w lipcu. Wtedy jedna z firm ujawniła, że oferuje nikotynę uzyskiwaną drogą syntezy, ale mieliśmy zdecydowanie za mało informacji.
Impulsem do napisania tego tekstu jest wpis na Ashtray Blog z 1.12. pod wielce znaczącym tytułem „Czy syntetyczna nikotyna może uratować chmurzenie?”. Autor wrzucił tam kilka ciekawych linków, między innymi do patentu firmy, o której pisałem w lipcu, odnoszącego się do syntezy nikotyny. Jest tam dość szczegółowo opisana metoda syntezy – ciekawa dla mnie, jako chemika, dla większości raczej nudna. Rzecz jednak w tym, że jest tam odpowiedź na podstawowe pytanie, które rozważałem już w lipcu. Chodzi o to, czy jest to tzw. enancjomer S nikotyny czy też mieszanina racemiczna izomerów S i R. Nie jest to dywagacja czysto akademicka, bo ma znaczenie dość istotne, ponieważ izomer R (ten nie-naturalny) ma zdecydowanie słabsze działanie na człowieka niż izomer S. No i właśnie z patentu dowiadujemy się, że firma oferuje jednak mieszaninę. Cóż to w praktyce oznacza? Ano tyle, że jeśli ktoś będzie oferował liquid o stężeniu 10 mg/ml, to z punktu widzenia naszego organizmu tak naprawdę możemy go odczuwać jako 5-7 mg/ml. Oczywiście rozdzielenie tej mieszaniny na dwa izomery jest wykonalne, ale wtedy cena jeszcze bardziej rośnie. A syntetyczna nikotyna jest droga, oj droga – kilkanaście razy droższa od tej pochodzenia naturalnego.
Firma twierdzi, że ich nikotyna jest czystsza. No cóż, to akurat może być prawdą, choć niekoniecznie. Nie ma tam zanieczyszczeń typowych dla nikotyny roślinnej, to prawda. Jednak kilkuetapowa synteza też zostawia swoje ślady, tego akurat jestem pewny. Dopóki nie zobaczę konkretnych wyników analiz ostatecznego produktu, nie będę się wypowiadał.
Autor wpisu na Ashtray Blog pyta, czy syntetyczna nikotyna może uratować chmurzenie. I sam odpowiada, że tak naprawdę nie wiadomo, bo trudno powiedzieć, jak się do tego odniesie FDA. Ja natomiast mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie z polskiego punktu widzenia. Otóż nie ma to żadnego znaczenia, skąd pochodzi nikotyna w LQ sprzedawanych w Polsce. To wynika wprost z wiadomej ustawy, gdzie jest mowa o nikotynie, ale absolutnie bez rozróżnienia, z jakiego źródła pochodzi.
Dlatego też uważam, że kwestię używania syntetycznej nikotyny w liquidach trzeba traktować raczej jako ciekawostkę, przynajmniej na obecnym stanie wiedzy i technologii.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 komentarzy

Opublikował/a w dniu 2 Grudzień 2016 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Emisja aldehydów z aromatów stosowanych w liquidach

Jakiś czas temu w grupie „Nie pal – rozchmurz się!” na FB wymienialiśmy uwagi na temat pewnej publikacji o aromatach, która ukazała się niedawno. Zgodnie z tym, co tam napisałem, zwróciłem się z prośbą do autorów o udostępnienie pełnej treści tej pracy. Dostałem ją bardzo szybko, ale dopiero w ostatnich dniach mogłem się nieco dokładniej zająć tym tekstem.
Autorzy pracy – Andriej Chłystow (pracuje od lat w USA, pochodzi z Nowosybirska) i Wera Samburowa – zajęli się emisją aldehydów z aromatów stosowanych w e-liquidach. W pracy zastosowali trzy rodzaje EIN – eVod (Kangertech), V2 standard (to jest tzw. cigalike) oraz typowy eGo z atomizerem CE4. Nie są to, jak wiecie, żadne nowoczesne e-fajki, ale to akurat jest dość typowe dla badań prowadzonych przez ludzi, którzy nie siedzą głęboko w naszej tematyce. W przypadku eVoda napięcie wynosiło 4,0V, rezystancja 1,5Ω, dla pozostałych było to ok. 4V, a rezystancja 3,1-3,4Ω. Dość dziwna była metodyka pobierania prób. Po 15 zaciągnięciach wstępnych do analizy brano tylko dwa zaciągnięcia. Jak dla mnie jest to zdecydowanie za mało, bo nie bardzo można uśredniać wyniki. Badano kilka typowych aldehydów, które mogą się pojawić w chmurce, między innymi formaldehyd, acetaldehyd, akroleinę i glioksal. Zauważono, że znaczące ilości aldehydów znaleziono w chmurce pochodzącej z eVoda (tam moc była prawie 2* większa niż w pozostałych). Jeśli chodzi o same aromaty, to najwięcej związków aldehydowych znaleziono w kawie, arbuzie oraz Irish Cream. Zwykły eGon emitował najwięcej tych związków, gdy był zalany mokką karmelową. Porównanie z liquidem bez aromatu jest też dość ciekawe – badacze praktycznie nie znaleźli aldehydów pochodzących z typowego rozkładu gliceryny i glikolu. Autorzy piszą, że żaden z producentów liquidów nie podaje składu aromatów (co raczej jest zrozumiałe). Szkoda jednak, że badając to wszystko nie pokuszono się o próbę znalezienia tego składu, choćby w przybliżeniu. Pozwoliloby to na lepszą analizę reakcji, które mogą zachodzić w czasie ogrzewania.
Przyznam, że wyniki te są dość dziwne i stoją w pewnej sprzeczności z tymi, które uzyskiwały zespoły europejskie, m.in. Farsalinosa. Sam Konstantinos Farsalinos napisał, że postara się w dość bliskim czasie powtórzyć analizy w zbliżonych warunkach, bo jemu te wyniki też wydają się trochę nieprawdopodobne. Warto jednak brać pod uwagę fakt, że aromaty są mieszaninami kilku(nastu) związków, w większości mało stabilnych termicznie, tak więc ich rozkład, nawet w optymalnych warunkach chmurzenia, musi być brany pod uwagę. Z drugiej jednak strony ilości produkowanych aldehydów są na poziomie mikrogramów, a więc są zbliżone do tego, co można zaobserwować w powietrzu w naszych domach – przykładowo: w znanej z czystego powietrza Finlandii formaldehydu jest ok. 40μg/m3. Tak więc każdy oddychający tym powietrzem w ciągu doby wciąga, chcąc nie chcąc, ok. 400 μg tego związku na dobę (bez chmurzenia!).
Myślę więc, że musimy spokojnie poczekać na kolejne wyniki badań. Będę się im oczywiście przyglądał.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 Listopad 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Kilka bieżących informacji naukowych

Niezależnie od wszystkich działań ustawodawczych i politycznych, implementacji oraz zaczynającej się za tydzień w Indiach konferencji FCTC (ciekawe, że zaplanowano ją dokładnie na czas wyborów w USA, gdzie będą wszystkie kamery świata), cały czas trwają badania naukowe związane z chmurzeniem i e-fajkami. Regularnie przeglądam doniesienia na ten temat. Dziś chcę się podzielić tymi, które uważam za istotne.
Dwie prace powstały na Amerykańskim Uniwersytecie w Bejrucie. 2,5 roku temu pisałem o grancie, który trafił na tę uczelnię. Teraz mija właśnie połowa z pięcioletniego czasu tego programu, zaczynają się więc pojawiać pierwsze publikacje. Pierwsza z tych prac dotyczy emisji nikotyny oraz związków karbonylowych uzyskanych przy pomocy 27 popularnych e-papierosów różnych marek. Okazuje się, że na 15 zaciągnięć (tyle, ile uzyskujemy zwykle z jednego papierosa konwencjonalnego) przypada od 0,27 do 2,91 mg nikotyny. Ilość ta zależy głównie od zawartości nikotyny w e-liquidzie (dość oczywiste), ale też od składu nośnika, czyli stosunku PG/VG. Nie stwierdzono tu zależności od mocy urządzenia. Zależność taka występuje w przypadku emitowanych, potencjalnie szkodliwych związków karbonylowych. Tak jak w wielu innych badaniach wyszło im, że wzrost mocy powoduje zwiększenie (czasem znaczne) emisji tych związków.
Druga praca poświęcona jest analizie dwóch związków w chmurce – furfuralu oraz jego pochodnej – 5-hydroksymetylofurfuralu. Dlaczego akurat te związki zostały wybrane? Należą one do grupy aldehydów, ale dość szczególnych, ponieważ mają w swojej strukturze pierścień heterocykliczny. Oba są średnio toksyczne, ale mają też dość silne właściwości drażniące. Zwiększają też wrażliwość na słońce, ale to raczej, na szczęście, w większych stężeniach. Skąd biorą się w chmurce? Ano, wielu chmurzących lubi słodkie liquidy. Często zawierają one w składzie sacharydy, czyli cukry. I właśnie te związki ulegają nawet w niezbyt wysokich temperaturach, rozkładowi z utworzeniem szeregu związków, w tym aldehydów alifatycznych, ale też heterocyklicznych, jakimi są furfural i jego pochodne. Troszkę dla mnie jest dziwne, że nie badano dostępnych na rynku słodkich liquidów, tylko przygotowano wersje laboratoryjne zawierające sacharozę, glukozę albo sorbitol. Zaskakuje też fakt, że oprócz zwykłych 4-sekundowych badano też zaciągnięcia trwające aż 8 sekund. Czy znacie kogoś, kto poza jakimiś konkursami cloud chasingu stosuje tak długi czas zaciągnięcia? No i trochę zaskakuje też wniosek badaczy, że w pewnych szczególnych warunkach emisja tych związków może być podobna do tej, którą obserwuje się w przypadku palenia zwykłych papierosów. Czyli co – podkręcamy tak, aby okazało się trujące albo choćby szkodliwe? Dziwne nieco.
Mam nadzieję, że kolejne prace zespołu z American University in Beirut będą bardziej pasowały do warunków rzeczywistych, a nie do tych nieco wydumanych.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 Listopad 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Kolejne ciekawe wyniki badań aerozolu generowanego z różnych LQ

Wracam do spraw, które najchętniej opisuję, a więc do badań związanych z chmurzeniem. Tym razem chciałem napisać trochę na temat publikacji, która ukazała się zaledwie kilka dni temu w czasopiśmie Tobacco Control. Głównym autorem tej pracy jest „nasz człowiek w USA” czyli Maciej L. Goniewicz.
Tym razem na tapecie są liquidy smakowe, a zespół badał oddziaływanie aerozolu na komórki nabłonka oskrzeli – czyli takie, z którymi styka się to wszystko, co wdychamy do naszego organizmu. Badania były oczywiście prowadzone in vitro, czyli na specjalnych liniach komórkowych hodowanych w laboratorium. To standardowa procedura, pozwalająca na oszacowanie szkodliwości tego wszystkiego, co w prawdziwym życiu dostaje się drogą wziewną do naszego układu oddechowego.
Na rynku dostępne są tysiące rozmaitych wersji smakowych liquidów, większość z nich występuje też w odmianach zawierających różną ilość nikotyny. Z chemicznego punktu widzenia są to mieszaniny rozmaitych związków, przy czym większość stanowi oczywiście nośnik, czyli glikol propylenowy (PG) oraz gliceryna (VG). Wiadomo, że skład liquidu różni się od składu generowanego aerozolu – różne składniki odparowują w różnym tempie, mamy też do czynienia z reakcjami wtórnymi. Musimy oczywiście pamiętać, że nawet najbardziej złożony aerozol generowany z e-fajka to pikuś w porównaniu z koktajlem zawartym w dymie tytoniowym.
Dobrze więc, że badacze z Roswell Park wzięli to pod uwagę i w swoich badaniach również zastosowali dym tytoniowy z tzw. papierosa referencyjnego. Dzięki temu możemy zobaczyć, że dowolny z badanych liquidów odparowywany nawet przy najmniej korzystnych ustawieniach waperosa jest mniej szkodliwy dla komórek niż dym z papierosa. I to jest kolejna praca, która to potwierdza. Ludzie, którzy twierdzą, że smakowe LQ beznikotynowe są całkiem nieszkodliwe powinni też zajrzeć do tej pracy, ponieważ zobaczą, że jednak się mylą. Sporo z badanych płynów działa na komórki silniej niż w przypadku, gdy zamiast aerozolu mamy w systemie tylko powietrze.
Ciekawe wyniki dała analiza zawartości nikotyny w produktach dostępnych na rynku USA – popularne jednorazówki Blu miały np. deklarowaną zawartość 24 mg/ml, natomiast analiza wykazała, że jest jej tylko 12,3 mg/ml. Śmieszna oszczędność, prawda? A wynik idzie w świat.
No dobrze, teraz w skrócie o tym, jak wygląda cytotoksyczność różnych smaków oraz zależność od zawartości nikotyny oraz innych czynników. Może najpierw nikotyna, ponieważ tutaj wyniki są dość zaskakujące, przynajmniej dla mnie. Otóż – okazuje się, że komórki nabłonka nie przejmują się nikotyną. Praktycznie taka sama ilość przeżywa w aerozolu generowanym z zerówki jak w tym, który powstał z LQ o mocy 24 mg/ml. Z kolei porównanie dymu tytoniowego z powietrzem jest bardzo obrazowe – jest on 20 razy bardziej toksyczny dla komórek nabłonka.
Badania wykazały, że istnieje niewielka zależność od nośnika – najlepszym okazuje się czysty PG, gorsze są VG oraz mieszanina PG/VG. Zdecydowane różnice obserwowano natomiast w zależności od podawanego napięcia (sprzęt: eGo Vision Spinner). Wzrost z 3,3V do 4,8 powoduje 6-krotne zmniejszenie przeżywalności komórek.
A teraz smaki: tytoń, pina colada oraz mentol okazały się być najmniej szkodliwe. Gorzej spisywały się LQ kawowe, ale najgorsza była, o dziwo, truskawka. Jak na razie badacze nie wiążą tego z żadnym konkretnym związkiem – na takie wnioski trzeba będzie poczekać. Tak czy inaczej – myślę, że wyniki są naprawdę interesujące.
Krótkie podsumowanie: dobrze, że nadal są prowadzone badania. Im więcej będziemy wiedzieć, tym lepiej. Absolutnie nie uważam, że prezentowane wyniki są argumentami przeciw chmurzeniu. Przeciwnie – kolejny raz zobaczyliśmy, że chmurka jest zdecydowanie mniej toksyczna niż dym tytoniowy. Jestem przekonany, że kolejne badania pozwolą na zidentyfikowanie składników, które zwiększają cytotoksyczność, co z kolei będzie skutkować eliminacją takich związków z aromatów. I dobrze.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
31 komentarzy

Opublikował/a w dniu 22 Wrzesień 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Używanie e-fajek równie groźne jak palenie tytoniu? Nie, to tylko jak zawsze media straszą

Czytuję regularnie blog Clive’a Batesa. Jego najnowszy wpis dotyczy świeżej histerii medialnej. Myślę, że warto się z tym zapoznać.
Kolejny raz media (tym razem anglojęzyczne) rzuciły się na informacje z kongresu medycznego jak, nie przymierzając, Reksio na szynkę. Oczywiście przemieliły, podkoloryzowały i stąd powstały tytuły typu „E-papierosy poważnie uszkadzają serce” czy „Chmurzenie równie szkodliwe jak palenie”. Chciałbym skomentować ten proces, aby ludzie zobaczyli, jaki jest mechanizm takich działań. Dotyczy to zarówno samych badań naukowych, jak też późniejszego komentowania ich w prasie popularnej. Nazywa się to z angielska „cherry picking”, czyli wybieranie wisienek (domyślnie: z tortu), a polega na wybiórczym używaniu fragmentów tekstu/wyników itp. i wyciąganiu wniosku tylko z tych wybranych.
Rzucę tu może klasyczny przykład biblijny. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że Biblia wprost poleca samobójstwo. Weźmy dwa fragmenty – pierwszy z Ewangelii wg św. Mateusza: „Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi oddalił się, potem poszedł i powiesił się” i dodajmy drugi: „Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!” (to z kolei u Łukasza). No proszę – sam Jezus nakazuje iść i się powiesić!
I tutaj mamy bardzo podobną sprawę. Na Europejskim Kongresie Kardiologów była prezentowana praca, w ramach której badano wpływ chmurzenia na wzrost sztywności aorty u młodych ludzi. No i badaczom wyszło, że u osoby chmurzącej przejściowo wzrasta sztywność aorty, podobnie jak u kogoś, kto pali analogi. No i właśnie z tej pracy pochodzi wszystko, co znajdujemy w prasie. Czy w artykule jest cokolwiek na temat uszkodzenia serca? Nie. Czy jest dowód, że chmurzenie jest tak samo szkodliwe jak palenie? Oczywiście, że nie.
No dobrze – to co to jest ten wzrost sztywności aorty? Mamy z nim do czynienia przede wszystkim u ludzi starszych, czy też chorujących na miażdżycę. Proces ten utrudnia dopływ krwi do serca, a więc ewidentnie jest niekorzystny. Tyle, że w przypadku miażdżycy czy też zaawansowanego wieku usztywnienie tętnic trwa cały czas, natomiast tutaj mowa jest o efekcie krótkotrwałym – kilku(nasto)minutowym, po którym wszystko wraca do normy. Czy powinniśmy się tym przejmować? Nie bardzo. Dlaczego? To proste – bardzo podobny efekt obserwowano w przypadku kofeiny (i to jest praca tego samego autora!), oglądania meczu czy też debaty komisji sejmowej na temat ustawy implementacyjnej albo w trakcie egzaminu lub klasówki w szkole. A jednak nikt w mediach nie pisze „kawa poważnie uszkadza serce” czy też „Pisanie klasówek jest równie szkodliwe jak palenie papierosów”. A przecież i takie wnioski można by wyciągnąć, prawda?
Ktoś może spytać czy odkrycie prezentowane na kongresie jest sensacją i nowością naukową. Skądże, badania na ten temat były prowadzone już wiele lat temu i ich wyniki są znane. Nie ma więc żadnej sensacji ani nowości – ot, kolejna praca. A co do mediów: psy szczekają, karawana chmurzących idzie dalej.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
18 komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 Wrzesień 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,