RSS

Archiwa tagu: badania naukowe

WAŻNE! Poszukiwani kandydaci na koordynatorów wieloletniego badania zdrowia waperów

Ogłoszono właśnie, że odbędzie się bardzo duże wieloletnie badanie zdrowia użytkowników e-papierosów. Jest ono trochę podobne do tego, które przez 3,5 roku prowadził we Włoszech prof. Riccardo Polosa. Jednak jego badanie miało charakter lokalny i obejmowało tylko 9 osób oraz 12-osobową grupę kontrolną. Nowe badanie nosi nazwę VERITAS – Vaping Effects: Real-world International Surveillance. Założenia są takie, że w 20 miejscach na całym świecie zostaną zgromadzone grupy waperów liczące po 40 osób. Ich zdrowie będzie monitorowane przez kolejne 6 lat! Szefem całego badania jest dr Carl V Philips, specjalista zdrowia publicznego od lat działający na rzecz redukcji szkód spowodowanych paleniem tytoniu. Nad stroną medyczną będzie czuwał prof. Polosa.
O szczegółach całości można przeczytać na specjalnej stronie, która została właśnie uruchomiona. Nie będę teraz opisywał szczegółów samego badania, bo na ten moment jest sprawa istotniejsza. Otóż badacze poszukują na całym świecie tzw. ambasadorów, czyli lokalnych koordynatorów badań. Nie jest to praca etatowa, a raczej zajęcie dodatkowe, chociaż na początku na pewno będzie trzeba poświęcić sporo czasu. Zadaniem koordynatora będzie na początku zebranie 40-osobowej grupy użytkowników e-papierosów, planowanie ich wizyt lekarskich (na starcie, po 6 miesiącach, a potem co roku), przeprowadzanie ankiet online (co kwartał), kontakt z „centralą” itd. Szacuje się, że praca ta będzie zajmować średnio 5 h/tydzień. Oczywiście nie jest to praca za darmo. Przez pierwsze 3 miesiące, jeszcze przed startem całego projektu, honorarium wyniesie 500 euro miesięcznie. Potem suma ta wzrośnie do 800 euro i będzie wypłacana przez kolejnych 6 lat. Szacunkowo będzie to więc łącznie ok. 58 tys. euro, czyli niemal 250 tys. zł. Myślę, że to całkiem niezła suma.
Wymagania wobec kandydatów znajdziecie tutaj. Podstawowe to umiejętność nawiązywania kontaktów, biegła znajomość angielskiego w piśmie i mowie oraz oczywiście znajomość tematyki związanej z używaniem e-fajek.
Jeśli chodzi o kandydatów na króliki doświadczalne, to muszą być aktualnymi waperami używającymi na co dzień e-fajek (dość oczywiste), którzy od co najmniej 2 lat nie palą tytoniu. Co więcej, nie mogą być wieloletnimi palaczami – powinni mieć wypalone przez całe życie nie więcej niż 1000 papierosów (czyli 50 paczek). Na razie nie ma informacji o rekrutacji – to będzie wiadome dopiero wtedy, gdy będą wybrani koordynatorzy. Można jednak zgłosić swoje wstępne zainteresowanie tutaj.
Moi drodzy – myślę, że byłoby fajnie, gdyby Polska znalazła się na mapie tego badania. Zastanówcie się, czy ktoś z Was chciałby się podjąć tego zadania. Idealnym kandydatem jest, moim zdaniem, ktoś kto nie pracuje na pełnym etacie, a jest np. freelancerem i jest w stanie dynamicznie zarządzać swoim czasem. Nie musi być aktywnym waperem, ale na pewno musi doskonale znać tę tematykę. Pamiętajcie tylko, że to jest zadanie na 6 lat. Jeśli ktoś będzie chciał się podjąć tego zadania, powinien wypełnić to zgłoszenie. No i niech da mi znać, to będę lobbował 😉

 
15 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: ,

Gaslighting i ignorancja – tekst Rozchmurzonej

Kolejny raz umieszczam tutaj tekst, który napisała nasza niestrudzona analityczka mediów – Rozchmurzona. Warto go przeczytać.

Człowiek atakowany, aby się bronić, musi poznać wroga, a tym samym zdiagnozować przyczynę i stosowane przez niego metody. Naszych wrogów już znamy, wiemy też dlaczego vaping jest tak bardzo atakowany. Dzisiaj porozmawiamy o metodach.
Do napisania tego materiału zainspirował mnie artykuł na jaki trafiłam w sieci. Oczywiście wiem czym jest gaslighting, tak się składa, że zawsze interesowała mnie psychologia, ale przyznaję, nie wiedziałam że jest stosowany również w polityce. Jak się dowiedziałam z Wikipedii, wykorzystywał ją Bill Clllinton, Donald Trump, a także Władimir Putin. Czym jest gaslighting? To forma psychologicznej manipulacji, w której osoba lub grupa podstępnie zasiewa ziarna wątpliwości u ofiary w celu delegitymizacji jej przekonań i która w efekcie zaczyna wątpić we własny osąd, czy pamięć. Sprawca zawsze zaprzecza, że doszło do nadużycia, choć często inscenizuje wydarzenia, które mają za zadanie dezorientację ofiary. Termin „gaslighting” pochodzi z napisanej w 1938 roku sztuki „Gas Light” Patricka Hamiltona. Autor opisuje relacje, w której mąż usiłuje doprowadzić żonę do szaleństwa poprzez wmawianie jej różnych rzeczy. Koniec końców, kobieta zaczyna wierzyć, że jest chora psychiczne.
Podstępność tej techniki polega na tym, że osoba stosująca gaslighting doprowadza swoją ofiarę do zwątpienia w zasadność własnych ocen, odczuć i doświadczeń. Ofiara ma uwierzyć, że tylko opinie oprawcy są prawdziwe i utracić wiarę we własną zdolność podejmowania decyzji. Metody stosowane w tej formie przemocy są zazwyczaj bardzo subtelne, a celem osoby stosującej ją jest, aby ofiara, możliwie najdłużej, pozostawała nieświadoma stosowanej agresji, a w konsekwencji stała się zdezorientowana, niepewna, zalękniona i bardziej podatna na wszelkie sugestie, polecenia i inne próby wykorzystania. Gaslighting objawia się na różne sposoby. To między innymi manipulowanie ofiarą, by ta straciła pewność co do własnych uczuć i emocji, robienie z ofiary „wariata”, wprowadzanie dezorientacji poprzez negowanie informacji i zdarzeń, które miały miejsce, zaprzeczanie temu, co mówi ofiara, podważanie uczuć, uderzanie w czułe punkty, wzbudzanie poczucia winy, utrudnianie weryfikacji informacji i faktów.

Dlaczego o tym piszę? Chyba już się domyślacie. Bo instytucje państwowe i międzynarodowe stosują tę obrzydliwą formę manipulacji w przypadku vapingu.
Przykłady:
Rozpowszechniają kłamstw na temat vapingu – ta lista jest tak długa, że nie sposób wszystkie wymienić. Najważniejszym ich zadaniem jest wzbudzenie strachu. Nie przyznają się do oszustwa, choć są na to dowody. Ostatnim przykładem jest raport WHO na temat vapingu i choć reakcja środowiska naukowców była bardzo szybka, to w efekcie Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła w nim kilka kosmetycznych poprawek, ale nie wycofała się z kłamstw. Uderzają w czułe punkty i wzbudzają poczucia winy. To oczywiście dotyczy dzieci. Vaper nie dba i nie troszczy się o najmłodszych i najsłabszych w społeczeństwie. Ich działania nie pasują do ich słów. Przeciwnicy vapingu deklarują, że „dbają o zdrowie vaperów i palaczy”, a jednak chcą zniszczyć alternatywę dla śmiertelnych papierosów. Twierdzą, że nie mają „wystarczających dowodów” na poparcie vapingu, a jednocześnie odrzucają badania do których mają dostęp. Nie odpuszczają. Ciągle zmieniają przepisy, rosną koszty finansowe prowadzenia takiej działalności, które w efekcie redukują ilość firm na rynku. Vaperzy pod presją przyjaciół wracają do palenia, a sami zaczynają wątpić w słuszność swoich decyzji i mają coraz mniej energii do walki z fałszywymi wiadomościami. Wiedzą, że zamieszanie osłabia ludzi. Urzędnicy zdrowia publicznego, którym ufamy rozpowszechniają wiadomości mające na celu dezorientację, ustalają dziwne zasady, które nie mają sensu, a utrudniają życie ludziom. Dowodzą, że inni są kłamcami. Kwestionują badania niezależnych naukowców i instytucji aby zasiać wątpliwości u odbiorców.

Tak moi drodzy, to obrzydliwa forma manipulacji z jaką mamy do czynienia i która powoli zasiewa ziarna wątpliwości nie tylko w nas, ale i najbliższych i powoduje, że mamy coraz mniej sojuszników, za to liczba przeciwników rośnie. Przyznajcie, ilu z was zwątpiło w swoją decyzję, ile razy ludzie wam życzliwi przestrzegali przed vapingiem w obawie o wasze zdrowie? To się dzieje codziennie.
Na pewno zapytacie jak się bronić, jak nie poddać się tej presji?
Najważniejsza jest diagnoza. Jeśli wiemy kto, dlaczego i jak to robi, znajdziemy w sobie siłę, aby z tym walczyć. Wątpiącym proponuję badania lekarskie aby się przekonali jak vaping wpłynął na ich zdrowie. I nie zapominajmy o faktach. Jest już naprawdę dużo badań, które dowiodły, że vaping jest nie tylko skuteczną metodą walki z nałogiem, ale co najważniejsze, jest o minimum 95% mniej szkodliwy od palenia papierosów. To są, moi drodzy, FAKTY!
I każde naciągane i nie poparte dowodami pseudo badanie, zawsze zostanie zweryfikowane przez rzetelnych naukowców, a ich autor straci autorytet i wiarygodność.
Dowodem tego jest ostatnia sensacyjna wiadomość. Otóż Journal of American Heart Association (JAHA) niedawno usunął u siebie szeroko rozpowszechniany artykuł o badaniu, w którym Stanton Glantz i Dharma Bhatta z University of California San stwierdzili, że stosowanie e-papierosów zwiększa prawdopodobieństwo zawału serca. Warto dodać, że stało się to pod naciskiem wielu naukowców. Brad Rodu, ekspert ds. kontroli tytoniu z University of Louisville, zauważył, że większość badanych przeszła zawał jeszcze przed rozpoczęciem vapingu. Kłamstwo zostało obnażone, a czasopismo musiało ratować reputację.
Teraz Clive Bates, ekspert w dziedzinie redukcji szkód, wzywa do zweryfikowania innego badania Glantza, w którym ignorując fakty, stwierdził, że używanie e-papierosów zwiększa prawdopodobieństwo późniejszego palenia. Wierzę, że kolejna kompromitacja tego człowieka otrzeźwi tych wszystkich, którzy tak często i ochoczo powołują się na jego kłamstwa. Innym problemem z jakim musimy się zmierzyć, jest wszechobecna ignorancja. To budzi przerażenie, zwłaszcza gdy ujawniają ją lekarze i politycy, którzy mają ogromny wpływ na opinię publiczną i nasze życie.
17 lutego jedną z wątpliwych atrakcji było dla mnie posiedzenie komisji ENVI, a konkretnie punkt 16, w którym wymieniano się poglądami na temat e-papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Po obejrzeniu tego materiału nasuwa się tylko jeden wniosek, że posłowie PE niewiele wiedzą na temat e-papierosów. Głównie zadawali pytania na które nikt nie potrafił odpowiedzieć, a dyskusja o wypadkach w USA dobitnie to obnażyła. Całość znajdziecie tu: (oglądajcie od 15:42:50) Ja tylko krótko streszczę.
Andrzej Ryś z Polski, wydawał się być zadowolony z dotychczasowych regulacji w UE i jak stwierdził, dzięki nim udało się uniknąć wybuchu EVALI, jakie miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Nie wspomniał nawet co było powodem tego „wybuchu”, ale dodał że grupy ekspertów cały czas monitorują vaping i wyniki zostaną ogłoszone w 2021 roku.
Następnie głos zabrała Mairead McGuinnes (wiceprzewodnicząca Parlamentu UE). Podobno zna fakty, jest dobrze poinformowana, ale jej wypowiedź rozczarowała. Zabrakło konkretów, i również nie wspomniała o roli jaką odegrały nielegalne płyny z THC na wypadki w USA. Za to nadmieniła o przypadku urodzenia dziecka o prawidłowej wadze przez matkę, która w ciąży vapowała. Przynajmniej to.
Peter Liese z Niemiec był konkretny. Zapytał czy komisja zna przyczynę wypadków w Stanach Zjednoczonych, oraz czy e-papierosy wywołują raka? Dodał, że jeśli nie, to opinia publiczna powinna znać prawdę, bo palenie tytoniu jest odpowiedzialne za 50% nowotworów. (Mam wrażenie, że znał odpowiedzi na zadawane pytania i szkoda, że ich nie wygłosił).
Veronique Trillet-Lenoir z Francji powiedziała, że potrzeba 10 lat aby ocenić skutki vapingu i uważa, że dopóki ich nie znamy, e-papierosy nie powinny być wprowadzane na europejski rynek. (Biedactwo, nawet nie wie kiedy e-papieros powstał, a przecież wielu z nas ma już za sobą 10 letni staż vaperski).
Michele Rivasa nie tylko nic nie wie o e-papierosach, ale domaga się zakazu smaków, sprzedaży, drakońskich przepisów i podatków. Oczywiście wspomniała o 52 ofiarach w USA, stwierdziła że e-papierosy powodują zaburzenia układu oddechowego, i że nie chce czekać na nowelizacje dyrektywy, ale oczekuje podjęcia szybkich działań.
Głosem rozsądku wykazał się Pietro Fiocchi, włoski przedsiębiorca, który stwierdził, że przeczytał 24 opracowania na temat e-papierosów i oczekuje rzetelnej, naukowej informacji czy możemy korzystać z tego urządzenia w celu redukcji palenia.
Pani C. Schaldemose z Dani stwierdziła, że brak jest solidnych danych naukowych i powołując się na opinie instytucji walczących z rakiem, rekomendowała surowsze podejście do e-papierosów i podgrzewanych wyrobów tytoniowych. Dodała, że dopiero potem, ewentualnie, gdy będzie o nich więcej wiadomo, można by znowu wprowadzić je na rynek.

Tak, moim drodzy, taki poziom wiedzy reprezentują parlamentarzyści, którzy będą tworzyć nową Tobacco Products Directive (TPD). I jeśli nic nie zrobimy, to może się okazać, że kolejna jej wersja może być znacznie gorsza od obecnej. Ten rok, jak się spodziewaliśmy, będzie bardzo ważny, a nas czeka kolejna mobilizacja. Wierzę, że damy radę. A jak wy myślicie?

Dzisiaj „Po co tu jestem”. Pytanie na które warto sobie odpowiedzieć. No i ten pan kocha koty, które ja też uwielbiam 😍
https://www.youtube.com/watch?v=Gjh6-67z-64

 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 5 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Zaproszenie do udziału w 7. Global Forum on Nicotine – można zdobyć wejściówkę

Moi drodzy
już za nieco ponad 3 miesiące, 11 czerwca, rozpoczyna się kolejna konferencja Global Forum on Nicotine. Po raz siódmy w Warszawie spotka się kilkuset lekarzy, chemików, specjalistów ochrony zdrowia, psychologów, socjologów itp. z kilkudziesięciu krajów z wszystkich kontynentów. Hasłem tegorocznego spotkania jest „Nikotyna: nauka, etyka i prawa człowieka”. Będziemy tam mieli wiele wykładów stricte naukowych, paneli dyskusyjnych oraz tysiące spotkań kuluarowych, w ramach których można będzie porozmawiać ze specjalistami. Ideą tego forum jest spotkanie naukowców, specjalistów ochrony zdrowia, ale też ludzi, którzy są po prostu użytkownikami e-papierosów oraz innych produktów, które pomagają w rzuceniu palenia tytoniu. Jedna uwaga ogólna: oficjalnym językiem konferencji jest angielski. Możliwe, że będzie też oddzielna sesja polska, ale to na razie jest w fazie przygotowawczej.
Myślę, że warto się tam pojawić. Owszem, obowiązuje opłata konferencyjna, dla uczestników z Polski wynosi ona 135 £ (czyli ponad 600 zł), ale organizatorzy od kilku lat umożliwiają wstęp bezpłatny dla kilku osób. Oczywiście muszą one być zarejestrowane, ale to osobna sprawa. Dlatego też chciałbym zaproponować, aby zgłosili się do mnie chętni, którzy chcieliby wziąć udział w tej największej na świecie konferencji. Co się dostaje w ramach rejestracji? Bardzo cenną plakietkę! Pozwala ona na uczestnictwo we wszystkich wykładach, dyskusjach panelowych, ale też oczywiście na korzystanie z doskonałego cateringu hotelu Marriott oraz wspólną imprezę w piątkowy wieczór (na wszelki wypadek powiem, że fraki, smokingi czy wieczorowe suknie na szczęście nie obowiązują).
Jeśli więc ktoś z Was chciałby wpaść na tę konferencję, proszę o zgłoszenie mailowe (starychemik na gmailu) z krótką informacją o sobie. Warto też w kilku słowach napisać, dlaczego się chce tam pojawić. Na zgłoszenia czekam do 31 marca 2020. Namawiam do tego szczególnie ludzi, którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę o nikotynie czy e-papierosach. Następna okazja będzie dopiero za rok. Serdecznie zapraszam w imieniu prof. Andrzeja Sobczaka (będzie Go można tam spotkać) oraz własnym.
I jeszcze na koniec – kto to finansuje? Wbrew temu, co mogłem usłyszeć od naszych przedstawicieli ochrony zdrowia nie stoi za tym ani Big Tobacco ani producenci e-papierosów. Całość jest finansowana z opłat konferencyjnych (najwyższa wynosi 725 £).
UWAGA: przedstawiciele mediów mogą uzyskać akredytację wypełniając formularz w odpowiedniej sekcji na stronie konferencji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2020 w ogólne

 

Tagi: , ,

Kilka informacji bieżących ze świata e-papierosów

Dziś krótkie podsumowanie tego wszystkiego, co aktualnie dzieje się na świecie. Może zacznę od tego, co się dzieje w USA. Wygląda na to, że sprawa związana z przypadkami problemów z płucami, które dotknęły sporej liczby ludzi używających płynów do e-p zawierających THC i rozprowadzanych lewymi kanałami wygasa. Nawet CDC przyznaje, że po wrześniowym szczycie liczba przypadków zdecydowanie spadła. Podejrzewam, że w tym roku takich przypadków będzie niewiele. Niestety, zarówno władze USA, jak też media zareagowały na tę „epidemię” bardzo histerycznie. Przekaz był bardzo prosty: używanie e-papierosów zabija! Proste i bardzo nośne, a kto się tam przejmuje, że kompletnie nieprawdziwe. OK, ja może rozumiem, że ludzie prości to łykną, ale jeśli dokładnie to samo mówią wykształceni lekarze i decydenci ministerialni w Polsce, to zaczyna to być przerażające. Cały czas się zastanawiam, czy wynika to z niedoinformowania (co też jest niewybaczalne), czy też raczej wolą bezczelnie kłamać, aby osiągnąć jakieś swoje cele. Jakie? To proste – aby ludzie nie rozważali rzucenia palenia i przejścia na e-papierosy. Mam autentyczne wrażenie, że oni działają wprost na zlecenie koncernów tytoniowych. Smutne.
Zapewne pamiętacie zeszłoroczne publikacje straszące tym, że używanie e-papierosów znacząco zwiększają szanse na zawał. W pracach padały nawet dokładne liczby, wyglądające na straszliwie nierealistyczne. Wczoraj na łamach American Journal of Preventive Medicine ukazała się praca analizująca praktycznie te same dane, którymi dysponowali poprzedni badacze. Co z nich wynika? Ano to, że palacze hybrydowi (jednocześnie palący tytoń i używający e-fajki) mają niemal 3 razy większą szansę na zawał, co raczej nie jest bardzo dziwne. Istotne jest tam coś innego – ludzie, którzy nigdy nie palili, a tylko używali e-papierosy, mają podobne ryzyko zawału jak niepalący. To są oczywiście wszystko wyniki wstępne, ale opowieści, jak to e-papierosy zabijają serce jest nieuprawnione.
Tymczasem zespół badaczy z Queen Mary University of London przeprowadził badania dotyczące tego, jak dawka nikotyny wpływa na chęć rzucenia palenia. Okazało się, że badani bez problemu tolerowali znacznie większe dawki niż rekomendowane przez specjalistów od rzucania palenia. Badacze stwierdzają, że każda osoba musi sama sobie ustalić ilość przyjmowanej nikotyny, aby NTZ była w ich przypadku efektywna. Aha, aby nie było wątpliwości – w tym przypadku stosowano plastry nikotynowe, a nie e-papierosy. W badaniu niestety nie było grupy kontrolnej przyjmującej placebo – to akurat jest błędem metodologicznym.
Rok 2020 będzie trudny dla europejskich waperów. Organizacja New Nicotine Alliance UK przypomina, że Unia Europejska zaczyna zbierać dane, które mają posłużyć do modyfikacji niesławnej Dyrektywy Tytoniowej. I jak zwykle to europejscy biurokraci będą decydować o sprawach, o których nie mają zielonego pojęcia. NNA(UK) obawia się, że cała koncepcja redukcji szkód jest w niebezpieczeństwie. Osobiście podzielam te obawy.
Co nas czeka w najbliższym czasie – pożyjemy, zobaczymy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 stycznia 2020 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Tym razem o kobalcie, a w zasadzie o tym, jak można wyciągać wnioski bez dowodów

Smutne jest to, że co chwilę trzeba w trybie alarmowym prostować rozpowszechniane z siłą ognia artyleryjskiego skrajnie negatywne wiadomości dotyczące e-papierosów. Ale jeszcze smutniejsze jest to, że takie informacje są na portalach takich jak Nauka w Polsce, finansowanych ze środków Ministerstwa Nauki. W dniu 8.12. ukazał się tam tekst pt. Kobalt z e-papierosów spowodował olbrzymiokomórkowe zapalenie śródmiąższowe płuc. Brzmi groźnie, prawda? Straszliwe e-papierosy, ratuj się kto może. Przeczytajcie ten tekst, sygnowany mat/agt/pmw/ (czyżby autorzy się wstydzili pełnych danych?). Czy gdziekolwiek w nim wspomniano, że pacjent nie używał standardowego nikotynowego e-papierosa, lecz waporyzer służący do inhalowania ekstraktu z marihuany? Oczywiście, że nie. Czy przypomniano o serii zachorowań spowodowanych właśnie inhalowaniem lewych płynów z THC, zawierających też octan tokoferylu? Nie. I wreszcie – co chyba najważniejsze: czy wspomniano, że nawet autorzy oryginalnej publikacji piszą, że jakoś dziwnie nie udało się im w próbkach pobranych z płuc pacjenta znaleźć kobaltu? Także nie. Dlaczego to zostało pominięte? Pozostawię to może jako niedomówienie.
Owszem, w liquidzie stwierdzono obecność kobaltu w ilości 0,6 μg/ml, ale tak naprawdę to niewiele oznacza. Pamiętajmy, że od kilkunastu lat miliony ludzi na świecie używają e-papierosów. Kobalt można w śladowych ilościach wykryć prawie wszędzie. I przez te kilkanaście lat nikt nie zapadł na „kobaltowe płuco” (przypomnijmy, bez kobaltu w płucach). Skąd zatem wniosek autorów, że to kobalt? Z rozbrajającą szczerością przyznają, że to dlatego, że pacjent nie pracował w miejscach ekspozycji na kobalt z innych źródeł, więc zapewne musiał wchłonąć z liquidu.
Jak wiecie, nie jestem lekarzem, oddam więc może pole specjalistom. Prof. Britton uważa, że brak cząstek kobaltu w płucach zamyka sprawę i pozwala tylko na stwierdzenie, że inhalowanie jakichś ekstraktów z konopi może być szkodliwe. Dr Hopkinson dodaje, że ewentualne narażenie na kobalt może wynikać z faktu, że w tych waporyzatorach jest wyższa temperatura grzałki, co może (ale nie musi!) zwiększać ekspozycję na ten metal.
Wiem, że trwa dyskusja specjalistów na ten temat, ale nie zauważyłem, aby ktokolwiek zgadzał się z takim wnioskowaniem, jakie zaprezentowali autorzy artykułu. Smutne jest to, że media od razu podchwytują takie studia przypadków i rozdmuchują je do niebotycznych rozmiarów. Można by jeszcze zrozumieć portale plotkarskie, ale Nauka w Polsce? No ludzie…
A może to wszystko jest związane z etymologią nazwy tego pierwiastka? Słowo kobalt pochodzi od niemieckiego „kobold”, oznaczającego złośliwego gnoma. Czasami jest przedstawiany z fajką – może to jest trop?
Na koniec poważnie: przypominam, że e-papieros to nie jest zabawka ani modny gadżet. Jest to urządzenie przeznaczone dla dorosłych palaczy tytoniu, którzy chcą porzucić palenie. I nikt nie ma prawa pisać, że są bezpieczne – ale wiadomo, że są wielokrotnie mniej szkodliwe niż zwykłe papierosy. Tyle na ten temat.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 grudnia 2019 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! E-papierosy zabijają w Polsce?

W związku z wczorajszymi informacjami medialnymi dotyczącymi konferencji o e-papierosach, chcę tutaj rozjaśnić kilka spraw. Główny Inspektor Sanitarny, pan dr hab. Jarosław Pinkas raczył był wspomnieć o dwóch przypadkach śmierci, które w Polsce spowodowało używanie e-papierosów. Postanowiłem na szybko prześledzić źródła. Okazuje się, że wniosek o tym, że e-papierosy zabijają (takie poleciały tytuły w mediach) został wyciągnięty na podstawie jednej polskiej publikacji, zamieszczonej w czasopiśmie Drug Testing and Analysis. Zajrzałem do jej streszczenia (całość spróbuję zdobyć jak najszybciej) i podzielę się z Wami informacjami, które można tam wyczytać.
W publikacji opisano badania dwóch przypadków śmiertelnych, dotyczących młodych ludzi, których zwłoki znaleziono w domach (osobno). W obu przypadkach analizowano obecność w organizmie pochodnej fentanylu, znanej pod skrótem 4-FBF. Co to takiego? Jest to związek z grupy opioidów, będący tzw. dopalaczem (ang. designer drug). Z informacji, które posiadam wynika, że ta akurat pochodna przypełzła do nas z Estonii już kilkanaście lat temu. Nie będę tu pisał więcej, bo to osobny temat, którym się niebawem zajmę. Wróćmy do tych dwojga nieszczęśników. W przypadku mężczyzny znaleziono w domu proszek, zawierający 4_FBF, jak też liquid zawierający wspomniany opioid (stężenie substancji czynnej 35 mg/ml). Podkreślono, że 4-FBF pochodził z nielegalnego rynku narkotyków. Nie ma ani słowa o tym, że śmierć była spowodowana właśnie używaniem e-papierosa. Warto dodać, że mężczyzna został zidentyfikowany jako narkoman. O drugim przypadku wiadomo mniej, choć i tutaj dziewczyna została określona jako ktoś, kto używał wcześniej nowych substancji psychoaktywnych (czytaj: dopalaczy) oraz narkotyków. Tu również nie ma ani słowa o e-papierosach. Co więcej, autorzy publikacji piszą wprost, że są to prawdopodobnie pierwsze dwa przypadki śmierci spowodowanej przez 4-FBF, nie wspominając nic o używaniu e-papierosów.
Co wiec wiemy na pewno? Ano tyle, że obie ofiary miały w tkankach fentanyl. Nie wiadomo jaką drogą sobie go podały, a przesłuchać ich już się nie da. Samo to, że na miejscu znaleziono liquid, czy nawet e-papierosa nie dowodzi niczego. W wielu domach możemy znaleźć strzykawki i igły, ale nikt chyba nie wyciągnie wniosku, że mieszkają tam narkomani.
Tak więc mamy dwoje narkomanów, a co najmniej eksperymentatorów, którzy zabili się przy pomocy nielegalnych substancji. Ekstrapolacja tego na e-papierosy jako takie jest zwykłym nadużyciem. Warto też zauważyć, że publikacja pochodzi z 2017 roku – ciekawe dlaczego inspekcja sanitarna dwa lata temu nie alarmowała? Czekali aż dwa lata(!) na odpowiedni czas, tzn. na moment, gdy państwo wprowadza akcyzę na płyny do e-papierosów? Nie dla siebie pytam, tylko dla zapłakanych kuzynek.
Na koniec jeszcze raz powtórzę to, co mówię od lat: e-papierosy nie są zabawką. Służą tylko dorosłym palaczom tytoniu, którzy chcą porzucić zgubny nałóg. Każdy, kto sprzedaje płyny nieletnim popełnia przestępstwo. Każdy, kto dodaje do liquidów substancje do tego nie przeznaczone ryzykuje własnym zdrowiem i życiem.

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 26 listopada 2019 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Niespodzianka! Debiut nowej autorki! „Jeden miesiąc – krótki czas dla człowieka, wielki skok dla waperów”

Moi drodzy – nadeszła wiekopomna chwila, jak to było w klasycznym filmie. Dziś na łamach bloga debiutuje jako autorka „Rozchmurzona”, znana być może niektórym z Was choćby z Facebooka. Pisze o najświeższych, ważnych sprawach. I mam nadzieję, że od teraz Jej teksty będą tu gościć co jakiś czas. Oddaję głos. Uprzedzam, tekst jest dość długi, ale naprawdę warto się z nim zapoznać i rozpowszechniać.

Gdy przeczytałam o tym badaniu, serce mi zamarło. Wielki tytuł grzmiał : „Naukowcy ostrzegają, że vaping może być bardziej szkodliwy dla serca niż palenie”. Oczywiście od razu je wyszukałam. Badanie niemieckich kardiologów pojawiło się 13 listopada na stronie European Heart Journal (czasopismo w ramach European Society of Cardiology). Wnioski: vaping uszkadza mózg, serce, naczynia krwionośne i płuca. Zabrzmiało groźnie, prawda?
Münzel – główny autor badania, na koniec stwierdził że „konieczne są agresywne kroki w celu ograniczenia używania papierosów elektronicznych”. „Nie możemy pozwolić, aby całe pokolenie uzależniło się od nikotyny”, i – jak to ktoś nazwał – w tym celu postanowił agresywnie wyrządzić krzywdę wielu myszom.
Badanie na szczęście wywołało reakcję ekspertów.
Profesor Peter Hajek, Director of the Tobacco Dependence Research Unit, Queen Mary University of London skomentował: „Autorzy wykryli dwie rzeczy:
U palaczy- nikotyna z e-papierosów ma działanie pobudzające, obserwowane również po wypiciu kawy, które samo w sobie nie stanowi zagrożenia.
U myszy- akroleina, substancja chemiczna, która może być wytworzona podczas smażenia liquidu, miała bardzo szkodliwe działanie. Nie dotyczy to jednak ludzi, ponieważ ta substancja chemiczna wywołuje smak, którego nie są w stanie znieść. U vaperów poziom akroleiny jest podobny jak u osób niepalących i znacznie niższy niż u palaczy”.
Dr Gavin Sandercock z University of Essex, Reader in Clinical Physiology (Cardiology) and Director of Research skomentował: „Badanie przeprowadzono na myszach i 20 palaczach. Eksperyment z myszami jest bardzo złożony i nie uważam go za przekonujący. W przypadku ludzi, byłych palaczy, trudno jest określić w jakim stopniu efekt badania jest spowodowany szkodami jakie wywołało palenie. Poza tym są to krótkotrwałe zmiany, o których wiemy że mają miejsce, gdy nikotyna dostanie się do organizmu i nie są one wynikiem tylko vapingu, ale także użycia plastrów, lub gum z nikotyną.
„Autorzy opisują, w jaki sposób mierzyli przepływ krwi i sztywność tętnic u 20 obecnych palaczy przed i po vaporyzacji e-papierosa. Ale wiemy też – to fakt- że palenie papierosów powoduje dysfunkcję śródbłonka. Zmiany opisane tutaj po vapingu są krótkotrwałe, niewielkie, niekoniecznie same w sobie wskazują na zły stan zdrowia i mogą być bardzo różne u osób niepalących lub nawet zwykłych vaperów w porównaniu z tą niewielką próbą palaczy. Nie możemy więc stwierdzić ile z tych efektów wynikało z faktu, że ci ludzie byli palaczami.”
„Autorzy twierdzą, że „Nasze dane mogą wskazywać, że e-papierosy nie stanowią zdrowej alternatywy dla tradycyjnych papierosów, a ich postrzegane „bezpieczeństwo” nie jest uzasadnione”- ale ten argument nie odnosi się do względnego ”bezpieczeństwa” vapingu w stosunku do papierosów. Papierosy zwiększają ryzyko przedwczesnej śmierci o około jedną trzecią, a jak dotąd nie ma faktycznych dowodów na to, że e-papierosy stanowią zagrożenie dla zdrowia. Z pewnością nie ma dowodów na to, że są gorsze lub tak złe jak papierosy.”
Kontynuuje: „Autorzy twierdzą, że„ epidemia e-papierosów w USA i Europie, szczególnie wśród naszej młodzieży, powoduje ogromne pokolenie osób uzależnionych od nikotyny ”- nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Według CDC w zeszłym roku wskaźnik palenia spadł do rekordowo niskiego poziomu 14% w Stanach Zjednoczonych, a wykresy z WHO1 pokazują, jak bardzo spadło palenie w Niemczech (gdzie miało miejsce to badanie) i w całej Europie, co nie potwierdza sugestii, że wzrasta uzależnienia od nikotyny”.
Dr Farsalinos także skomentował to badanie na swoim blogu:
„Zastosowana metodologia i ustalenia nie mają żadnej wartości prognostycznej! Nie dostarczają dowodów na to, że ryzyko przyszłej choroby serca jest zwiększone (lub zmniejszone). Powód jest prosty: markery te NIGDY nie były używane jako wskaźniki prognostyczne mierzone po ostrej dawce (w tym przypadku nikotyny). W rzeczywistości wytyczne dotyczące pomiaru tych markerów nakazują unikanie stymulantów, takich jak kofeina, nikotyna i alkohol (a nawet żywność) na kilka godzin przed pomiarami. Charakterystyczne jest to, że nikotynowe terapie zastępcze i kofeina mają takie same bezpośrednie działanie na funkcje naczyniowe jak nikotyna, ale nie stanowią żadnego ryzyka rozwoju chorób serca.”
Ufff, i to by było na tyle o tym badaniu. Mam nadzieję, że odetchnęliście z ulgą.

A ja mam dla Was niespodziankę, czyli kolejne badanie, które pojawiło się zaraz po tym poprzednim i z tym koniecznie musicie się zapoznać!
To największe, jak dotąd, badanie kliniczne opublikowane w Journal of American College of Cardiology (JACC), które dowiodło, że już miesiąc po przejściu z palenia na vaping zmniejsza się ryzyko chorób naczyniowych. W badaniu VESUVIUS wzięło udział 114 dorosłych palaczy z Wielkiej Brytanii, którzy palili co najmniej 15 papierosów dziennie przez co najmniej dwa lata i nie mieli zdiagnozowanej choroby sercowo-naczyniowej. Czterdziestu pacjentów kontynuowało palenie papierosów, 37 przeszło na e-papierosy z nikotyną, a 37 na e-papierosy bez niej. Naukowcy zmierzyli zmiany w funkcjach naczyń krwionośnych (ich sztywność i to jak się otwierają) – najwcześniej wykrywalną zmianę w chorobach sercowo-naczyniowych – za pomocą testu zwanego rozszerzeniem za pośrednictwem przepływu (FMD). Bez wdawania się w medyczne szczegóły udowodnili, że grupy, które korzystały z e-papierosów, odnotowały poprawę funkcji naczyniowych o 1,49 punktu procentowego w porównaniu z tymi, którzy kontynuowali palenie i ten wynik osiągnęli w ciągu jednego miesiąca! Oddzielna metaanaliza wykazała, że każdy 1% poprawy funkcji naczyń krwionośnych, w dłuższej perspektywie, daje 13% mniej chorób sercowo-naczyniowych.
Aby zrozumieć te wskaźniki naukowcy podają, że zdrowy i niepalący człowiek ma średni wynik FMD na poziomie 7,7%. Przewlekli palacze, którzy przeszli na wapowanie z nikotyną, zauważyli wzrost FMD o około jedną piątą z 5,5% do 6,7% w ciągu miesiąca.

Jacob George – profesor medycyny, specjalista układu sercowo-naczyniowego, który prowadził badanie, powiedział:
„Nie należy e-papierosów postrzegać jako nieszkodliwe urządzenia dla osób niepalących lub młodzieży. Jednak w przypadku przewlekłych palaczy tytoniu nastąpiła znacząca poprawa funkcji naczyniowych w ciągu miesiąca od przejścia z papierosa tytoniowego na e-papierosa. ”

Profesor Jeremy Pearson, zastępca dyrektora medycznego w British Heart Foundation, które sfinansowało to badanie, zwrócił uwagę, że długotrwałe palenie tytoniu mogło zmienić strukturę naczyń, które być może nigdy nie wrócą do normy, ale tego jeszcze nie ustalono.
Dr Farsalinos nazwał to badanie przełomowym.
„Badanie opublikowane w Journal of American College of Cardiology (JACC) dostarcza palaczom, którym udało się rzucić palenie za pomocą e-papierosów, fantastyczną wiadomość. Poprawę czynności naczyń zaobserwowano już w 1 miesiąc po dokonaniu zmiany. Podobne wyniki zaobserwowano u osób stosujących e-papierosy zawierające nikotynę i wolne od nikotyny, obalając powszechny mit, że nikotyna znacząco przyczynia się do ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Co dodatkowo jest godne uwagi, zaobserwowano poprawę czynności naczyń nawet u osób, które nie rzuciły całkowicie palenia, ale je znacznie zmniejszyły. Jest to kolejna ważna informacja.
W badaniu mierzono sztywność tętnic i funkcję śródbłonka, które są markerami o istotnym znaczeniu prognostycznym. Upraszczając: zwiększona sztywność tętnic i ograniczenie czynności (czyli działania) śródbłonka to potwierdzone czynniki prognozujące zwiększone ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia w przyszłości.
Naukowcy powinni rozważyć zmianę swego podejścia do e-papierosów i zachęcać palaczy, którzy nie mogą lub nie chcą rzucić palenia za pomocą zatwierdzonych leków, do wypróbowania e-papierosów w walce za nałogiem. Oprócz korzyści w zmniejszaniu ryzyka raka, mamy teraz ważne badanie wykazujące poprawę funkcji naczyniowych w bardzo krótkim czasie, co przekłada się na niższe ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Zastanawiam się, jaka będzie reakcja społeczności naukowej po tym badaniu.”

No właśnie, reakcje ekspertów. Już są i to jakie!

Prof. Peter Hajek powiedział:
„Pojawił się szereg obaw dotyczących wpływu vapingu na układ sercowo-naczyniowy. Opierały się one zwykle na wlewaniu liquidu do komórek na płytkach Petriego, zatruciu myszy ogromnymi dawkami chemikaliów, które nie mają związku z vapowaniem u ludzi, lub błędnej interpretacji ostrych stymulujących efektów vapowania, które są podobne do skutków picia kawy jako zagrożenia dla zdrowia”.
„Wreszcie, oto randomizowane badanie na ludziach, które dostarcza pewne istotne dane. Palacze, którzy przeszli na vapowanie, odczuwają znaczące korzyści sercowo-naczyniowe – lub, mówiąc dokładniej, unikają sercowo-naczyniowego ryzyka palenia. Co ważne, korzyści są takie same w przypadku e-papierosów z nikotyną jak i bez nich.
„Przejście na vaping eliminuje praktycznie dalsze ryzyko raka związane z kontynuowaniem palenia…….. i mam nadzieję, że zachęci więcej palaczy, którzy nie mogą lub nie chcą zaprzestać palenia, aby przeszli na znacznie mniej ryzykowną alternatywę. ”

Dr Jamie Hartmann-Boyce, senior researcher in Health Behaviours and Managing Editor of the Cochrane Tobacco Addiction Group, University of Oxford powiedziała:
„To ważne i dobrze przeprowadzone badanie, które pokazuje poprawę stanu naczyń krwionośnych miesiąc po przejściu z palenia na vapowanie. Co ważne, poprawę zaobserwowano niezależnie od tego, czy ludzie używają papierosy elektroniczne z nikotyną, czy bez nikotyny.
Jego wyniki potwierdzają, że vapowanie jest znacznie bezpieczniejsze niż palenie.”

Moi drodzy, jak widzicie w odstępie kilku dni pojawiły się dwa badania, które dały krańcowo różne wyniki. W obu przypadkach przeprowadzili je naukowcy. Dziwne? Jasne. Okazuje się, że błędna metodologia, a śmiem powiedzieć, że w przypadku niemieckich naukowców dążenie za wszelką cenę do znalezienia dowodów na założoną tezę, a tak rozumiem wypowiedź autora, że „konieczne są agresywne kroki w celu ograniczenia używania papierosów elektronicznych” i które nie miało nic wspólnego z rzetelnością, dały wiadomy wynik. Na szczęście są naukowcy, którzy zareagowali w porę. Wielkie podziękowania dla nich.

No i mamy małe światełko w tunelu. Trump prawdopodobnie uległ naciskom amerykańskich vaperów i wygląda na to, że nie jest już tak pewny, czy warto wprowadzić zakaz na liquidy smakowe. Na razie zapanowała cisza w tym temacie, choć miały zapaść szybkie decyzje. Czy powstrzyma to poszczególne stany przed zakazem? Na razie nie jest dobrze. W Massachusetts 13 listopada Izba Reprezentantów głosami 127 do 31 zatwierdziła ustawę, która zakazuje aromatyzowanych papierosów elektronicznych, nakłada 75-procentowy podatek akcyzowy na „elektroniczne systemy dostarczania nikotyny” (w tym także płyny elektroniczne i urządzenia) oraz zezwala na konfiskatę samochodów prowadzonych przez złapanych, z nieopodatkowanymi produktami, vaperów. W przyszłym tygodniu senat ma się tym zająć. Jak widzicie, nie patyczkują się i walą z grubej rury w vaperów dla których szykują się ciężkie czasy. Czy przetrwają i jak to się skończy? Nie wiem, ale dla mnie to już nie nagonka na EIN, ale bezwzględne działania, które zabierają ludziom wolność i prawo wyboru, a także kolejny ukłon w stronę koncernów tytoniowych i farmaceutycznych.
Na koniec, dla relaksu po tych wszystkich wiadomościach, dam Wam link do utworu, który słuchałam pisząc ten post. Zwróćcie uwagę, że w świetle badania niemieckich kardiologów, David Garrett powinien paść na zawał z powodu scenicznych chmurek z glikolu, a on nie tylko przeżył, ale pięknie zagrał.😂

© by Rozchmurzona

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 listopada 2019 w ogólne

 

Tagi: ,