RSS

Archiwa tagu: ekonomia

WAŻNE! Akcyza – konsultacje unijne

Jak wiecie, powstał w Polsce zespół, który ma zamiar majstrować w sprawie akcyzy na EIN. Niewiele wiadomo o tym, jakie są pomysły, ale okazuje się, że teraz również Bruksela się przymierza do działań w tym zakresie. W tym momencie obywają się tzw. konsultacje publiczne, które polegają na wypełnieniu online odpowiedniej ankiety. Znajdziecie ją tutaj. Niestety, cwaniacy/leniwce brukselskie przygotowały całość wyłącznie w języku angielskim, co jest – moim zdaniem – zwyczajnie nieuczciwe. Widać wyraźnie, że chcą po prostu odfajkować sprawę. Były konsultacje? Były. No to na ciul drążyć. Ale zapamiętamy to sobie…
Zachęcam mimo wszystko, aby wziąć udział w tych konsultacjach. Parę uwag ode mnie. Interesuje nas najbardziej tylko jeden dział – EIN. Nie trzeba wypełniać innych. Jeśli ktoś nie zna angielskiego, może zrobić sobie tłumaczenie online na polski (prawy klawisz mychy, zaznaczyć „przetłumacz na język polski” i poczekać kilka chwil). Jedyne dane osobowe, które są wymagane, to imię i nazwisko i kraj, a na końcu mail, jeśli chcecie dostać link do PDF z waszą ankietą.
Wypełnienie całości zajęło mi 25 minut, ale jeśli ktoś się ograniczy do EIN, to nie musi poświęcać więcej niż 10 minut.
Ciekawe jak będą wyglądać wyniki 😉

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
28 komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 Listopad 2016 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Akcyza na EIN – powołano zespół roboczy

Wielu z nas już się spodziewało tego od dawna, ale teraz są już konkretne informacje. W Ministerstwie Finansów powstał zespół, który ma się zająć przygotowaniem przepisów, które umożliwią wprowadzenie kolejnego obciążenia dla użytkowników EIN, a mianowicie podatku akcyzowego. Jak zapewne wszyscy wiedzą, akcyza (excise tax) jest tzw. podatkiem pośrednim, nakładanym jako restrykcja na dobra takie, jak paliwa, samochody, używki czy energia elektryczna. W przypadku wyrobów tytoniowych, do których kolanem wepchnięto też e-fajki, stawka podatku akcyzowego może sięgać nawet 75% ceny końcowej wyrobu.
Prace koordynuje wiceminister Wiesław Janczyk, a zespołowi szefuje pani Ewa Żabik, dotychczas zajmująca się kopalinami. Jak informują media, MF dość niejasno wypowiada się o tym temacie, mówiąc, że to wszystko jest przedmiotem analiz. Obawiam się jednak, że prace będą prowadzone bardzo żwawo, a pan Morawiecki junior już zaciera ręce na myśl o kolejnych dziesiątkach albo nawet setkach milionów wpływających do kasy państwa.
W tym kontekście bardzo dziwi cytowane w tekście stwierdzenie pana Jachowicza z firmy Space Group (sprzedają m.in. euroliquid i aromaty FlavourArt): „Wiadomo było, że wcześniej czy później obłożenie e-papierosów akcyzą nastąpi. My się temu specjalnie nie sprzeciwiamy.”
Tego typu serwilizm kogoś, kto powinien stać po stronie użytkowników EIN, zaskakuje. Drogi panie (tu „drogi” użyte jest z znaczeniu finansowym, a nie uczuciowym), wciskanie się władzy w końcowy fragment układu pokarmowego jest z lekka obrzydliwe, przynajmniej z mojego punktu widzenia. To czy było wiadome czy też nie, nie ma wielkiego znaczenia. Wprowadzenie akcyzy spowoduje olbrzymi wzrost cen (vide Włochy). Jeśli zaciera pan ręce na myśl o zwiększonym zarobku, proponuję poczytać nieco o krzywej Laffera, biorąc pod uwagę, że każdy z towarów z grupy EIN już jest obłożony podatkami. A pański pomysł o akcyzie rosnącej od poziomu 3-4% spowoduje zapewne duże rozbawienie zespołu z MF. Podpowiem: akcyza na poziomie 3-4% nie pokryje nawet ułamka kosztów jej wprowadzenia. To są naprawdę podstawy ekonomii.
Smutne jest to, że zamiast skupić się na tym, aby zapewnić nam, użytkownikom, jak najlepszy i bezpieczny produkt, władza myśli tylko o tym, jak wyssać z ludzi jeszcze więcej pieniędzy. Swoją drogą jestem ciekawy, jak będzie wyglądać akcyza na glicerynę, rurki szklane czy też bawełnę albo drut oporowy. Ale na szczęście to nie moje zmartwienie.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
19 komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 Listopad 2016 w ogólne

 

Tagi: ,

Kolejny krok UE – akcyza od 2017

Tego oczywiście można się było spodziewać. Bo to jest tak, że jeśli władza mówi, że zabierze kasę, to zabierze, a jeśli mówi, że da kasę, to mówi. W naszym przypadku chodzi oczywiście o dodatkowy haracz nakładany na e-fajki. W tej chwili jedynym podatkiem w cenie e-p jest VAT w wysokości 23%. Teraz ministrowie krajów UE dogadali się, że przecież nie może być tak, że Big Tobacco będzie poszkodowane. Dlatego też na e-p zostanie – prawdopodobnie od 1.01.2017 – nałożony dodatkowy podatek akcyzowy. Jego wysokość wynosi 57%. Tak więc łączne opodatkowanie wyniesie 80% (lub nawet więcej). Możecie sobie policzyć szacunkowe ceny w przyszłym roku. Tak naprawdę nie do końca wiemy jednak, jaka będzie filozofia tych, którzy oakcyzują e-fajki. Liquidy nikotynowe na pewno będą temu podlegać, to nie ulega wątpliwości. Aromaty, glikol czy zerówki raczej nie. Z naciskiem na „raczej”, bo mnie już nic nie zdziwi. Co do sprzętu też nic nie wiadomo. Zapewne w sytuacji, w której towar będzie nosił nazwę „e-papieros”, akcyza zostanie nałożona. Ale co z akumulatorami, drutem czy watą? Co ze szklaną rurką do parownika?
Politycy oczywiście przyjmą to wszystko z wielką radością – dopływ kasy do budżetu zawsze ich cieszy. Można oczywiście spytać o zdrowie. Pytać zawsze można. Ja się nie będę wypowiadał na temat pomysłu z akcyzą, ponieważ nie chcę używać wulgarnych słów.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
33 komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 Maj 2016 w ogólne

 

Tagi: , ,

Artykuł w Wall Street Journal – dziwaczny tytuł, ciekawe dane

We wczorajszym wydaniu WSJ opublikowano artykuł pod znamiennym tytułem „E-Cigarette Sales Rapidly Lose Steam” (Sprzedaż e-papierosów gwałtownie traci impet). Ciekawostką jest zapewne to, że niespecjalnie pasuje on do prezentowanej treści. Ale może rzucę kilka przykładów.
Autor pisze o tym, że klienci są coraz mniej usatysfakcjonowani (haha), uchwalane są nowe prawa stanowe (to akurat prawda) oraz że pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących ich bezpieczeństwa (jasne, jasne…).
No ale na szczęście pojawiają się tam konkretne dane – i do nich chciałem się odnieść. Otóż, szacuje się, że po kilku latach trzycyfrowego wzrostu rok do roku (czyli ponad 100% rocznie), w przyszłym roku prognozuje się wzrost sprzedaży „zaledwie” o 57%. No ludzie… naprawdę życzyłbym każdej branży wzrostu o ponad 50% rocznie. Dla porównania – firma Apple odnotowała w ostatnim roku wzrost o 32%, a prognozowany na 2016 ma być 15%. Czy ktoś czytał o „gwałtownej utracie impetu” Jabłuszka?
Ale dalej są ciekawsze dane: okazuje się, że tak naprawdę słabo jest tylko w segmencie tzw. cigalikes, czyli papierosopodobnych. A właśnie te e-fajki są najbardziej promowane w ramach niesławnej dyrektywy. Ich sprzedaż spadła o 21%. Czy kogoś znającego choć trochę chmurzenie dziwi ten spadek? Mnie absolutnie nie. Sprzedaż nowszych modeli ma wzrosnąć w przyszłym roku o 51% (w tym wzrost wyniósł 126%).
Dalej w tekście jest też o tym, że sporo sklepów z tej branży upada. To akurat mnie specjalnie nie dziwi, bo wiele z nich było otwieranych przez ludzi, którzy kompletnie nie mieli pojęcia o tym sprzęcie. Usłyszeli, że można zrobić łatwy biznes… i tyle. U nas jest przecież podobnie.
Dalej autor przytacza słowa użytkownika cigalike’ów: kupiłem sobie Blu [to model wypuszczony przez jedną z firm Big Tobacco], ale strasznie ciężko się tym zaciąga, więc wróciłem do analogów.
Normalnie jakbym czytał tekst użytkownika sławnych E-healthów, ale – na Boga – to pasowałoby do roku 2009, a nie 2015, prawda? A niestety wygląda na to, że Bruksela chce ludzi skazać na coś takiego.
Oczywiście nie mogło w tekście zabraknąć zdania, że e-fajki wydzielają rakotwórczy formaldehyd – bez żadnego komentarza, że dzieje się to wtedy, gdy urządzenie to ma nastawy typowe dla spawarki elektrycznej.
Na samym końcu autor wspomina, że lada moment FDA wyda przepisy, które tylko utrudnią dostęp do e-fajek, jak też do informacji o nich (skąd my to znamy…).
Co będzie dalej, u nich i u nas – czas pokaże…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 Listopad 2015 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Skąd wziąć pieniądze na badania, czyli ile to jest 0,05%

Implementacja dyrektywy jest obrabiana w zaciszu gabinetów rządowych, powoli dogasa też żywa dyskusja na temat przejęcia sporego kawałka polskiego rynku e-fajek przez BAT. Ja jednak chciałem spojrzeć nieco w przyszłość i wpadłem na pomysł, który chciałbym z Wami przedyskutować.
Od lat słyszymy ciągle ten sam tekst – mało badań na temat chmurzenia, niewiele ośrodków pracuje nad tymi tematami, a często badania są sponsorowane czy nawet wprost finansowane przez firmy z branży. Domyślnie – tym ostatnim nie można ufać, bo jeśli ktoś płaci to wymaga. Z drugiej jednak strony wiadomo, że nie ma szans, aby badania w dziedzinach eksperymentalnych były prowadzone bez ponoszenia kosztów finansowych. Zwykle są to niestety spore sumy, a państwo jakoś się specjalnie nie kwapi do wyasygnowania jakichś pieniędzy na prace badawcze związane z chmurzeniem.
No i w tym momencie chciałbym przejść do meritum mojego pomysłu na to, jak można tę sprawę rozwiązać. Zacznę jednak może od pytania: czy bardzo byście odczuli, gdyby z waszego rocznego dochodu ktoś zabrał 0,5 promila (czyli 0,05%). Myślę, że chyba niespecjalnie. Gdybyście jednocześnie wiedzieli, że te pieniądze pójdą na dobry cel, to chyba można by to przeboleć, prawda?
I to jest właśnie podstawa mojego pomysłu. Ale spokojnie – absolutnie nie chcę sięgać do waszych kieszeni. Moja idea jest bardziej globalna. Państwo polskie opodatkowując wyroby tytoniowe (VAT + akcyza) uzyskuje spory dochód, sięgający w roku 2014 sumy 18 miliardów PLN. Jeśli policzymy sobie 0,5 promila od tej sumy, otrzymamy 9 milionów złotych. Suma mało znacząca, jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia budżetu państwa. Ale jestem przekonany, że gdyby taka suma została podzielona na dziewięć milionowych dotacji (grantów) na badania związane z chmurzeniem, to można by uzyskać naprawdę ciekawe wyniki. Oczywiście pieniądze te można podzielić inaczej, zorganizować konkurs projektów medycznych, chemicznych, socjologicznych, psychologicznych czy jakichkolwiek innych. Ta sprawa jest otwarta. Tematów badawczych jest naprawdę multum – od składu liquidu i chmury przez  aż do społecznego postrzegania chmurzenia.
Nie wchodzę tutaj w kwestie formalne związane z tym, jak tego typu sprawy są rozwiązywane na poziomie przepływów finansowych między ministerstwami – to są szczegóły. Dla mnie bardziej istotne jest to, że powstałby specjalny fundusz finansujący badania.
Oczywiście wiąże się to też z koniecznością stworzenia jakiegoś zespołu oceniającego projekty – grupy ludzi, którzy się znają na tych sprawach, a nie urzędników, którym sprawy związane z badaniami e-fajek są tak bliskie, jak mnie bliska jest średniowieczna literatura islandzka. Taki zespół powinien ocenić merytorycznie projekty, a specjaliści od finansów przyjrzeć się proponowanym budżetom.
Pół promila na początek. Nie mam oczywiście nic przeciw temu, aby ta liczba była większa. Ba, wydaje mi się, że można pomyśleć też nad innymi źródłami finansowania tego typu badań. Tego typu wydatki naprawdę mają sens. Co więcej – realizacja takiego projektu mogłaby być inicjatorem większej akcji. Marzy mi się podobny fundusz badawczy obejmujący całą Europę, chociaż zdaję sobie sprawę, że musiałoby to być całkowicie niezależne od Brukseli. Jeśli urzędnicy UE położyliby swoje lepkie łapki na takiej kasie, to zapewne 90% pochłonęłyby tzw. koszty ogólne. Ot taka unijna dyssypacja pieniądza, którą znamy z wielu innych projektów. Tego bym naprawdę nie chciał.

I tak w skrócie wygląda mój pomysł. Chciałbym go poddać pod dyskusję. Jak myślicie – ma to sens? A może macie jakieś inne, sensowniejsze pomysły?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 komentarzy

Opublikował/a w dniu 27 Wrzesień 2015 w ogólne

 

Tagi: , ,

British American Tobbaco przejmuje polskiego lidera rynku e-papierosów

Rzadko na blogu pisuję o globalnych sprawach ekonomicznych, ale tym razem chyba trzeba się odnieść do istotnego wydarzenia na polskim rynku. Wczoraj, czyli 22.09, ujawniono informację, że jeden z gigantów Big Tobacco, British American Tobacco, zawarł z firmą CHIC Group, (właścicielem takich marek jak MILD czy Volish) umowę, na mocy której koncern tytoniowy przejmie 100% udziałów w polskiej firmie. Umowa wymaga jeszcze zatwierdzenia przez Urząd Kontroli Konkurencji i Konsumentów.
W zasadzie ten ruch był spodziewany od dłuższego czasu. Wiadomo, że już od jakiegoś czasu Big Tobacco notuje spadek dochodów ze sprzedaży „starych” produktów tytoniowych. Koncerny zaczęły więc przejmować firmy z branży produkującej e-fajki oraz liquidy. Ciekawą analizę tej strategii można przeczytać na portalu Vaping360.com. Z informacji tam podawanych wynika, że rynek e-p w 2017 roku może mieć już wartość 10 mld $. To już jest naprawdę łakomy kąsek, prawda? Co więcej, analizy firmy Wells Fargo mówią, że chmurzenie przebije palenie analogów już w 2024 roku. Agencja Bloomberg jest bardziej ostrożna w swoich przewidywaniach, proponując datę 2047. Tak czy inaczej – śnieżna kula się toczy i nabiera prędkości. W USA i Wielkiej Brytanii już kilku największych graczy na rynku produktów elektronicznych jest własnością Big Tobacco. Teraz, jak widać, pora na Polskę.
Już wczoraj na Salonie Rozchmurzonych pisałem, że wydaje mi się trochę dziwne to, że informację o tym podano właśnie teraz, gdy trwa walka o implementację dyrektywy tytoniowej. Z punktu widzenia chmurzących to nie jest dobry ruch, ale zapewne wielcy gracze widzą to wszystko zupełnie inaczej. Oni realizują swoje cele strategiczne i dbają o swoje interesy.
Co dla przeciętnego konsumenta chmurki oznacza ten ruch? W tym momencie trudno powiedzieć, jaka będzie polityka BAT. Nie chcę gdybać, ponieważ mamy zbyt mało danych wyjściowych. Na pewno muszą się temu dokładnie przyglądać inne firmy obecne na polskim rynku. Ich los zapewne będzie zależał od tego, co teraz zrobi BAT. Raczej jest pewne, że czekają nas zmiany, dlatego też przypomniałem fragment klasycznej komedii Barei.
A póki co – zgodnie z hasłem Dave’a Dorna – vape on, vape hard and don’t let the bastards grind you down!

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 komentarzy

Opublikował/a w dniu 23 Wrzesień 2015 w ogólne

 

Tagi:

Kto podkopuje społeczne zaufanie do e-papierosów?

No i wracamy do spraw związanych z e-papierosami. Ukazały się w ostatnich dniach trzy bardzo istotne teksty, co prawda pokazujące pewne sprawy z perspektywy brytyjskiej i amerykańskiej, ale wnioski są jednak globalne.
Pierwszy z artykułów, autorstwa nieocenionego Clive’a Batesa omawia konferencję dotyczącą e-papierosów, która organizowana jest przez potentata finansowego – firmę/holding/bank Wells Fargo. Była to druga edycja tej konferencji – jak widać, wielkie finanse trzymają rękę na pulsie. Jako ciekawostkę Bates przytacza cytat z Davida Sweanora, kanadyjskiego profesora prawa i eksperta zajmującego się zdrowiem publicznym: „ktoś z tej sali, a być może nawet kilka osób, zostanie miliarderami. My tylko jeszcze nie wiemy, kto to będzie”. Widać wyraźnie, że świat dostrzegł potencjał tego rynku, który jeszcze kilka lat temu był zaledwie niszową ciekawostką.
Dyskutanci doszli do kilku istotnych wniosków. Jednym z głównych jest to, że innowacje konstrukcyjne są obecnie na tyle istotne, że w ciągu kilku lat wiodącym produktem będzie taki e-fajek, który jest dopiero in statu nascendi. Produkty „papierosopodobne” będą postrzegane raczej jako coś startowego, a nie produkt dla chmurzącego już jakiś czas. Podstawową sprawą będzie łatwość użytkowania, bez kłopotów z modyfikacjami, kręceniem grzałek itp.
Istotnym tematem dyskutowanym była też kwestia smaków/aromatów i tego, czy tak naprawdę te wszelkie nazwy są adresowane do ludzi młodych i mogą ich przyciągać do chmurzenia.
Bates zwraca też uwagę na działania niektórych firm e-papierosowych, których podejście polega, obrazowo ujmując, na walce o jak największy kawałek istniejącego ciasta (bigger slice) zamiast skupić się na walce o to, aby ten tort był jak największy (bigger pie). Clive uznaje to objaw pewnej niedojrzałości branży i trudno się z nim nie zgodzić.
Drugim z autorów, na którego chciałem zwrócić uwagę, jest dziennikarz New York Timesa, który również uczestniczył w tej konferencji. Joe Nocera w swoim wyważonym komentarzu na łamach NYT zwrócił uwagę na niesamowicie istotną kwestię. Okazuje się, że w 2010 roku 80% społeczeństwa USA uznawało e-papierosy za bezpieczniejsze i mniej szkodliwe niż analogi, natomiast w 2013 roku odsetek ten spadł do 60%. Liczby te są tak naprawdę szokujące – przecież w ciągu tych trzech lat ukazało się wiele publikacji naukowych, z których przytłaczająca większość pokazuje, że e-p są zdecydowanie mniej szkodliwe.
Jeśli jednak przypomnimy sobie histerię formaldehydową sprzed kilku dni, łatwo zrozumieć, jaki jest tego mechanizm. Społeczeństwo nie czyta publikacji naukowych i nie przeszukuje bazy PubMed. Ludzie bezkrytycznie wierzą mediom. No bo przecież „przeczytałem w gazecie”, „widziałam w TV”, „w Internecie napisali”… I to wystarczy.
A nic tak się nie sprzedaje, jak sensacja, dramat i śmierć. I dlatego za ten dramatyczny spadek zaufania do e-fajek można winić zarówno bezkrytycznych naukowców typu profesorów Zatońskiego (ostatnio mniej aktywny), Jędrzejko czy też ostatniej „gwiazdy” mediów – Orłowskiego, który nawet się nie pofatygował, aby odpowiedzieć na mojego maila z pytaniem o źródła swoich rewelacji zdrowotnych. I cytaty z tych „fachowcuf” są zaraz podchwytywane przez media. Ktoś pisze artykuł, a reszta kopiuje. Biznes się kręci, wierszówka jest wypłacana. A zdrowie? Eee, kto się takimi drobiazgami przejmuje. Kasa, misiu, kasa…
Społeczność chmurzących nie jest w stanie przeciwstawić się temu potopowi informacji, bo do tego potrzeba… ano właśnie – kasy. Choć trzeba powiedzieć, że po aferze formaldehydowej ruszył się największy polski producent/dystrybutor, czyli firma CHIC. Zamierzają oni występować na drogę prawną przeciw publikacji bzdur. Popieram i życzę konsekwencji w działaniu. Ze swojej strony deklaruję wsparcie każdej tego typu inicjatywy. Jak mawiają Amerykanie – united we stand, divided we fall.
Aha, tym trzecim tekstem odnoszącym się do tematu, jest artykuł z bloga Michaela Siegela, w którym w skondensowany sposób komentuje on spadek zaufania do e-fajek, przypisując go także działaczom antytytoniowym. Zauważa ze smutkiem, że to właśnie oni, a nie Big Tobacco wiodą prym w dyskredytowaniu nowych produktów.

(c) by Mirosław Dworniczak
Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem. Linkować oczywiście można.

Kopiowanie cudzych tekstów z sieci jest zwykłą bezczelną kradzieżą – patrz art. 115 Prawa Autorskiego (do 3 lat za kratami).
Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

 
5 komentarzy

Opublikował/a w dniu 7 Grudzień 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,