RSS

Archiwa tagu: zdrowie

Ważna publikacja dr. Kośmidra dotycząca związków karbonylowych

W uznanym czasopiśmie Nicotine & Tobacco Research ukazała się niedawno bardzo istotna publikacja dotycząca emisji związków karbonylowych. Jednym z autorów jest znany Wam zapewne dr Leon Kośmider. Zespół badawczy postawił sobie pytanie związane z tym, co narzuciła nam Unia, a mianowicie: jak ograniczenie zawartości nikotyny w liquidzie do poziomu 20 mg/ml wpływa na to, co wdychają chmurzący.
Wielu z użytkowników e-fajek zaczynało od wyższych poziomów – 24 mg/ml, niektórzy nawet potrzebowali jeszcze bardziej stężonych roztworów, takich jak 36 mg/ml. Teraz w całej Unii obowiązuje zakaz. Z czym to się zwykle wiąże? Ano – z zejściem do poziomów niższych, a co za tym idzie – najczęściej z wydłużeniem czasu zaciągnięcia oraz zużycia liquidu. Zwłaszcza ten pierwszy element jest istotny, ponieważ dłuższe zaciąganie się powoduje wzrost temperatury grzałki, co pociąga za sobą większą szansę na rozkład termiczny składników liquidu, szczególnie glikolu propylenowego i gliceryny. Produktami takiego rozkładu są związki karbonylowe, m.in. formaldehyd, acetaldehyd, akroleina. Opisywane zjawisko można nazwać efektem kompensacyjnym – zbyt niską ilość nikotyny kompensujemy częstszym, dłuższym i głębszym zaciąganiem się. Zauważono go już u palaczy tytoniu wiele lat temu, gdy porównywano tzw. topografię palenia (długość i częstotliwość zaciągania się) u ludzi palących papierosy zwykłe oraz light.
No dobrze, przejdźmy do tego, co ustalono. Badano dwa liquidy – 6 mg/ml oraz 24 mg/ml (ciekawe gdzie się jeszcze udało takie kupić 😉 ). Używano eVica z Nautilusem na dość małej mocy (8,5 W). Sami przyznacie, że to nie są warunki ekstremalne. Okazało się, że w przypadku niższego stężenia średni czas zaciągnięcia wynosił ok. 5 s, a dla 24 mg/ml było to niecałe 3,8 s. Przerwa między zaciągnięciami wyniosła w pierwszym przypadku ok. 44 s, a w drugim niemal 75 s. W efekcie w ciągu sesji chmurzący stężenie niższe zużywał 1,06 ml, a ten z wyższym – 0,34 ml. Różnice, jak widać, są wyraźne.
Do badań zawartości związków karbonylowych wykorzystano znanego Palaczbota. Odpuszczam omówienie metodyki badań chemicznych, przechodzę do wyników. Okazało się, że zarówno ilość emitowanego w jednym zaciągnięciu formaldehydu, acetaldehydu, jak i acetonu była o kilkadziesiąt procent(!) wyższa w przypadku używania niższego stężenia. Jeszcze wyraźniejsze różnice są w przypadku podsumowania całej sesji chmurzenia. W tym przypadku dla stężenia 6 mg/ml emitowane jest o 100-140% więcej związków karbonylowych. Dodam tylko dla porządku, że te ilości są znacznie (kilkudziesięciokrotnie) niższe niż te, które wchłaniają palacze papierosów tradycyjnych. Ale oczywiście – jeśli można się truć mniej, to po co się truć bardziej.
Cóż więc widzimy z tych wyników? Ano – idiotyzm ograniczenia stężenia nikotyny przez niesławną dyrektywę tytoniową. Teoretycznie miało to służyć zdrowiu – a tu mamy silny naukowy dowód, że jest dokładnie odwrotnie. Oczywiście wiem doskonale, że jest to pierwsze badanie, ale właśnie na niezależnych badaniach powinny się opierać wszelkie decyzje prawne. A publikacja, którą omówiłem tym bardziej motywuje mnie do hasła, które znajduje się poniżej.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 18 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

I znowu…

Wydawałoby się, że już w mediach nieco się uspokoiła atmosfera wokół e-fajek. Ba, ostatnio pojawiło się kilka całkiem rzetelnych materiałów na ten temat. Jeden z tytułów przykuł od razu moją uwagę: „Ministerstwo Zdrowia zachęca do palenia e-papierosów”. Przyznam, zatkało mnie nawet na dwie sekundy. Radość była zdecydowanie przedwczesna, bo oczywiście nie chodziło o nasz resort zdrowia, ale brytyjski. Niemniej fajne jest to, że ta informacja dotarła do szerszego grona czytelników.
Ale gdyby było tylko dobrze, to byłoby zbyt dobrze. W Medonecie, należącym do Onetu „serwisie eksperckim”, ukazał się ostatnio tekst pani Iwony Dudzik „Bezpieczniejszy dymek? Co siedzi w e-papierosach?”. Przeczytałem go i zadumałem się. Okazuje się bowiem, że e-fajki to taki gadżet hipsterów, kobiet i ludzi korporacji. Hmm, nie wiem, do której z tych grup mam się zapisać. Ale mniejsza o to, bo dalej jest jeszcze ciekawiej. Otóż, wyobraźcie sobie, że e-fajka służy do podawania czystej nikotyny. Znaczy, jak rozumiem – 100%. Świetnie. Dalej czytamy m.in. „Chmurka z e-papierosów naraża osoby postronne na bierne palenie”. Ot, taka ciekawostka. Dalej jest o straszliwym uzależnieniu itd. Przywoływany jest jak zwykle niejaki Zatoński, który widzi w e-fajkach tylko źródło wyciągania z ludzi pieniędzy. Na marginesie, doskonale żyje z broszurek antytytoniowych, które wydawane są w nakładach, o których nawet autorzy bestsellerów mogą tylko pomarzyć.
No ale – jak się okazuje – jest na to wszystko lekarstwo. Tak, dobrze się domyślacie, chodzi o akcyzę. W ostatnim akapicie pada kłamstwo „Większość krajów już wprowadziła lub wprowadza akcyzę na e-papierosy.” – wiadomo, ze nikomu nie będzie chciało się sprawdzić.
I tak oto w świat idą kolejne bzdury, przeinaczenia i kłamstwa. Smutne jest to, że publikuje to serwis, który sam się nazywa eksperckim. Ale nic to, ciemny lud to kupi…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

UWAGA! Sensacyjny zwrot w USA

Nie tak dawno pisałem o tym, jak wygląda sytuacja użytkowników EIN w Wielkiej Brytanii, wzdychając nad tym, jak bardzo różni się ona od tego, co mamy tutaj. W ostatnich dniach na świecie szeroko komentowana jest sytuacja w USA. W czym rzecz? Jeśli pamiętacie moje dawne wpisy o tym, jak to FDA planowała dość ostre restrykcje dotyczące zarówno liquidów, jak też sprzętu, to powinniście się teraz dowiedzieć, że sytuacja zmieniła się zdecydowanie.

W ostatni piątek komisarz FDA, dr Scott Gottlieb ogłosił ogólny plan zmniejszenia liczby zgonów spowodowanych paleniem tytoniu, która w ostatnich latach sięgnęła niemal pół miliona rocznie. Jeśli chodzi o producentów papierosów, FDA zamierza wymusić na koncernach tytoniowych zdecydowane zmniejszenie ilości nikotyny zawartej w produktach. To stwierdzenie spowodowało dość gwałtowne spadki notowań firm z branży Big Tobacco. Wartość rynkowa największych graczy w ciągu kilku godzin spadła o 26 mld. $ (och, jak mi przykro z tego powodu… jak bardzo się martwię… 😉 ).

Jednak z punktu widzenia chmurzących istotniejsze jest podejście FDA do kwestii EIN. Gottlieb w swoim wywiadzie dla New York Timesa okazał się być zdecydowanie bardziej otwarty niż jego poprzednicy, jak też inni przedstawiciele środowisk medycznych. Powiedział m.in.: uważamy, że e-papierosy mogą być uznane za potencjalnie mniej szkodliwą alternatywę. Dodał, że nikotyna nie jest odpowiedzialna za raka oraz choroby serca i płuc. To oczywiście nie jest żadnym wielkim odkryciem, ale tu istotny jest kontekst, w którym wypowiedziano te słowa.

Przyznam, że te słowa w ustach ważnego urzędnika amerykańskiego są naprawdę zaskoczeniem. Do teraz nikt tak mocno nie wypowiedział się na te tematy. Oczywiście można powiedzieć, że jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe wypowiedzi urzędników USA czy też prominentnych postaci związanych z ochroną zdrowia, Amerykanie mogą na razie dość optymistycznie patrzeć w przyszłość.

I znowu przychodzi mi westchnąć – a kiedy u nas pójdą po rozum do głowy…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
12 komentarzy

Opublikował/a w dniu 31 lipca 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

Można zrobić mądrze? Można. Szkoda, że nie u nas

Okazuje się, że są jeszcze w Europie miejsca, w których zwycięża zdrowy rozsądek. Możemy tylko westchnąć – szkoda, że nie u nas. Rząd Wielkiej Brytanii, a konkretnie ich Department of Health ogłosił właśnie pięcioletnią strategię zmierzającą do zdecydowanego ograniczenia palenia tytoniu. Cel mają jasny: zmniejszyć odsetek ludzi palących z 15,5% do 12% w 2022 roku. Dodatkowo zamierzają zmniejszyć odsetek palących 15-latków z 8% do 3%, a palących ciężarnych z 10,7% do 6%.
W sumie to żadna sensacja, można powiedzieć – każdy kraj stara się taką politykę wprowadzać i epatować liczbami. Ale w tym przypadku mamy istotną sprawę związaną z używaniem EIN. Na str. 15 dokumentu Departamentu Zdrowia znajdziemy ciekawe informacje na ten temat. Brytyjczycy szacują, że ok. 2 miliony(!) palaczy porzuciło nałóg dzięki EIN, a niemal 0,5 miliona ograniczyło liczbę wypalanych papierosów. Brytyjskie służby medyczne, bazując na wynikach badań uznały, że e-fajki są zdecydowanie mniej szkodliwe niż palenie. Co więcej – piszą jednoznacznie, że polityka stref bezdymnych w przestrzeni publicznej czy też w zakładach pracy nie musi automatycznie obejmować używania EIN. Widać wyraźnie, że Wielka Brytania poszła zupełnie inną drogą niż Polska czy większość krajów UE. Maksymalny nacisk kładą na to, aby uzyskać jak najwięcej dowodów naukowych. Dlatego też Public Health England ma przedstawiać coroczne raporty o względnej szkodliwości palenia, chmurzenia oraz używania nowatorskich wyrobów tytoniowych. Co więcej, PHE ma przygotowywać materiały dla pracowników ochrony zdrowia, w których będzie zachęcać do rzucania palenia, także przy pomocy EIN.

Brzmi jak bajka, prawda? No bo to jest bajka – przynajmniej dla nas. Nie wyobrażam sobie naszego ministra, który uzna, że najistotniejsze jest zdrowie oraz dowody naukowe. Jednym słowem – Wielka Brytania używa delikatnych narzędzi rzeźbiarskich tam, gdzie nasi walą na oślep młotem kowalskim. Efekty nietrudno przewidzieć.
Wierzę, że uda im się osiągnąć spadek odsetka palących, być może nawet większy niż zakładają w tym programie. Jednocześnie wiem, że u nas nic takiego się nie uda, ponieważ działania naszych władz są bardzo krótkowzroczne. I zastanawiam się tylko, ilu jeszcze ludzi będzie musiało umrzeć, zanim ktoś pójdzie po rozum do głowy. A przecież wyniki badań są wystarczająco jasne. Brytyjskich lekarzy i legislatorów przekonały, jak widać. Te wszystkie wyniki są dostępne w przestrzeni publicznej, wystarczy do nich sięgnąć, przemyśleć i skorzystać.
I tyle na ten temat z mojej strony.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
33 komentarze

Opublikował/a w dniu 19 lipca 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,

WAŻNE! Używanie e-papierosów w czasie ciąży i karmienia

Obiecałem napisać kilka słów na temat, który co jakiś czas pojawia się w pytaniach, a mianowicie o tym, co z kobietami w ciąży w aspekcie problemów z rzucaniem palenia. Większość z nas wie, jak ciężko jest rzucić papierosy. Ten sam problem dotyczy oczywiście kobiet w ciąży. I nie przekonuje mnie argument, że jest im łatwiej, bo mają wielką motywację – zdrowie mającego się narodzić dziecka. Owszem, w niektórych przypadkach to działa, ale siła nałogu jest najczęściej zbyt wielka. Niektóre panie próbują używać środków nazywanych nikotynową terapią zastępczą (NTZ), ale niestety ich skuteczność jest nikła. Co więc robić?
Tym właśnie tematem zajęła się ostatnio prof. Linda Bauld z uniwersytetu w Stirling (Wielka Brytania). Linda jest od lat zainteresowana tematem walki z paleniem, a od kilku lat zajmuje się wprost EIN, a przede wszystkim propagowaniem ich jako środka wspomagającego rzucanie palenia tytoniu. I tu właściwie powinienem westchnąć głęboko, bo mam porównanie, jak te sprawy wyglądają w Wielkiej Brytanii, a jak w Polsce. Powiem tylko, że nie ma tam większego problemu z uzyskaniem rządowych grantów naukowych na badania związane z EIN. Wyobrażacie sobie coś takiego u nas?
Ale wracam do tematu. Na GFN Linda przedstawiała prezentację „E-papierosy w trakcie ciąży: co wiemy dzisiaj?”. Myślę, że warto zapoznać się z Jej wykładem – można go znaleźć tutaj w postaci pliku PDF. Streszczę go tutaj w kilku słowach. Palenie ma istotny negatywny wpływ na rozwój płodu, o czym nie trzeba przekonywać. No ale co z samą nikotyną? Jak ona wpływa na dziecko? No i właśnie tabela na slajdzie #6 pokazuje, że stosowanie NRT (plastry, gumy) praktycznie nie ma wpływu na problemy zdrowotne dzieci. Można więc z pewnym stopniem ostrożności stwierdzić, że nikotyna jest w sumie OK. To otwiera furtkę do stosowania innej formy przyjmowania tego alkaloidu, czyli EIN. Z tego właśnie wynika rekomendacja dla osób zajmujących się doradztwem zdrowotnym (slajd 8): informujcie, że istnieją produkty, które nie są zatwierdzone przez władze (u nich MHRA), a więc do końca nie znamy ich efektywności. Poinformujcie ich też, że jest duża szansa, że te produkty są mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
OK, to bardzo ostrożny przekaz. Ale taki przekaz jest – informujcie, że są e-fajki. Mówcie o tym ciężarnym, bo najważniejsze jest to, aby rzuciły palenie. Tylko tyle i aż tyle. A jeszcze w tym roku rozpocznie się duże badanie porównawcze – EIN contra NTZ. Będzie w nich uczestniczyć ponad 1000 ciężarnych, podzielonych na dwie równe grupy. Na wyniki będzie trzeba poczekać, ale ważne, że badania są i będą.
Linda pokazała też ulotkę, która już jest rozprowadzana wśród położnych w Wielkiej Brytanii. Po wykładzie poszedłem dłużej porozmawiać na te tematy. Dowiedziałem się, że ulotka będzie tłumaczona na wiele języków, w tym też na polski (wiadomo dlaczego 😉 ). Poproszono mnie o to, abym skonsultował polską wersję, bo tłumaczyć będzie zapewne ktoś, kto nie jest specem od EIN. No i fajnie. Tylko pozazdrościć ciężarnym w Wielkiej Brytanii. Nie wierzę, że Radziwiłł byłby w stanie taką ulotkę wydać nakładem ministerstwa. Ale zobaczymy, może znajdziemy inne sposoby. Bo przecież to jest walka o zdrowie dzieciaków, a to powinno być poza wszelką dyskusją.
Generalnie przekaz Lindy do polskich dziewczyn ciężarnych jest prosty: rzućcie palenie. Jeśli nie dacie rady zrobić tego bez wspomagania, używajcie NTZ albo EIN – są w zasadzie równocenne. Spytałem Ją też o kwestie związane z karmieniem piersią. Powiedziała, że jest to sprawa kluczowa dla noworodka, więc można nadal używać EIN, bo ilość nikotyny i jej metabolitów, którą przyjmie dziecko z mlekiem matki jest praktycznie zaniedbywalna i nie będzie miała wpływu na rozwój dziecka. Dodała tylko, aby nie używać EIN w chwili, gdy się karmi – na wszelki wypadek.
Myślę, że to bardzo ważny przekaz. Od dawna dostawałem pytania na ten temat, ale nie chciałem dawać jednoznacznych odpowiedzi, ponieważ brak było podstaw naukowych. Teraz, jak widać, są. Możecie więc tę informację rozpowszechniać.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
6 komentarzy

Opublikował/a w dniu 27 czerwca 2017 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

O biernym chmurzeniu i formaldehydzie w powietrzu

Spieszę podzielić się dobrymi informacjami, które przybyły właśnie ze słonecznej Kalifornii. Opublikował je 1 maja nieoceniony prof. Michael Siegel, prowadzący bardzo ciekawy blog „The Rest of the Story”.
Są to wyniki badań przeprowadzonych przez kalifornijski Wydział Zdrowia Publicznego. Urzędnicy dokonali pomiarów zawartości kluczowych związków chemicznych w powietrzu jednego z miejscowych sklepów sprzedających m.in. liquidy. Co ważne, próbki pobierano w niewielkim pomieszczeniu pozbawionym dodatkowej wentylacji, a w środku poza kilkoma pracownikami znajdowało się 13 klientów, z których większość w trakcie pobierania próbek właśnie używała EIN. Wyraźnie widoczne były chmury wydmuchiwane w powietrze.
Przejdźmy jednak do wyników, w których – co ciekawe i ważne – jest niewiele liczb. W zasadzie jest jedna liczba – 7,2 ppb – i dotyczy ona do zbadanego poziomu formaldehydu. Odniosę się do niej za chwilę, a teraz kilka innych danych, które prezentuje Michael. Nikotyna? Nie wykryto. Glicydol? Nie wykryto. Acetaldehyd? Nie wykryto. I dokładnie taka sama informacja jest przy ponad 20 innych związkach. NIE WYKRYTO. Po prostu – poziom tych związków jest poniżej progu wykrywalności.
Wróćmy jednak do wykrytego formaldehydu. Najpierw może o jednostce ppb. Parts per billion, czyli części na miliard (1000000000). To taki standardowy sposób wyrażania bardzo niewielkich zawartości różnych substancji. Większość z nas pewnie łatwiej przyswaja procenty (dobra, dobra, bez robaczywych myśli 😉 ). Przeliczając zobaczymy, że 7,2 ppb to 0,00000072%. Mówiąc krótko: bardzo, bardzo niewiele.
No dobrze, ale jak to się ma do poziomu formaldehydu np. w domu? Raport CDC mówi, że w typowym amerykańskim domu poziom ten zawiera się między 40 a 140 ppb. W Arizonie mamy od 17 do 332 ppb. Dużo danych znajdziemy w wytycznych WHO odnośnie do formaldehydu. Niemcy (sypialnie dzieci i młodzieży): 36 ppb. Wielka Brytania (sypialnie): 50 ppb. Japonia: 64 ppb. [UWAGA: w wytycznych są inne jednostki – μg/m^3 – przeliczyłem je na ppb dla formaldehydu].
Zobaczcie, jaki mamy paradoks: aby pooddychać świeższym powietrzem, trzeba wyjść z domu i pójść do sklepu, gdzie chmurzą. No dobra, ktoś powie, ale w domu to formaldehyd się kumuluje. A jak to jest w przestrzeni otwartej? Ano, spójrzmy na dane EPA (Agencji Ochrony Środowiska USA). Średnie stężenia w powietrzu w Stanach Zjednoczonych wynoszą od 11 do 20 ppb. Przypominam – w sklepie było 7,2 ppb!
Co ważne – omawiane badania powietrza w sklepie nie były wykonywane przez producentów ani sprzedawców EIN czy liquidów. Nie były robione przez fanów e-fajek. Wykonali je specjaliści ze stanowego Wydziału Zdrowia Publicznego. Co więcej, badania przeprowadzono w Kalifornii, w której władze są niezbyt przychylne chmurzącym.
To kolejny przykład wyników, które można streścić krótkim stwierdzeniem: bierne chmurzenie nie istnieje! Bzdurą jest wmawianie ludziom, że przebywanie w miejscu, w którym ktoś używa EIN może mieć negatywny wpływ na zdrowie. Nikotyny brak, a formaldehydu jest mniej niż w powietrzu, a znacznie mniej niż mamy w naszych domach.
Niestety, obawiam się, że nie przekona to ustawodawców – ani po tej ani po tamtej stronie oceanu. Ale za to Wy będziecie mieli argumenty, a także będziecie mieć gdzie odsyłać niedowiarków. I to chyba jest najważniejsze.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 komentarzy

Opublikował/a w dniu 4 Maj 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Kiedyś był formaldehyd, teraz jest benzen – kilka słów o dziwnej publikacji

Dostałem dziś rano namiar na pewną pracę, której tekst dość mocno mnie zaskoczył. „Benzene formation in electronic cigarettes”, bo tak brzmi tytuł oznacza ni mniej ni więcej „Tworzenie benzenu w papierosach elektronicznych”. Na początek może kilka słów o samym bohaterze tej publikacji. Benzen to jeden z najprostszych związków aromatycznych – sześć atomów węgla i tyleż samo atomów wodoru. Jest cieczą o charakterystycznym zapachu, palną, lotną i niebezpieczną. Jest toksyczny, a od jakiegoś czasu uznawany za rakotwórczy. Oddziałuje dość silnie na układ nerwowy, powodując pobudzenie lub depresję.
Ale przejdźmy jednak do samej pracy. Warto powiedzieć, że główny jej autor, pan James Pankow, wsławił się już 2 lata temu niesławną publikacją o formaldehydzie emitowanym z EIN. Praca ta została totalnie skrytykowana. Co więcej, nie przeszła ona wtedy klasycznego procesu „peer review”, czyli recenzji, które są niezbędne, aby tekst był formalną publikacją. Został opublikowany jako tzw. list do redakcji. Przypomnijmy, że ówczesna krytyka dotyczyła fatalnej metodyki badawczej – przegrzewano wtedy atomizery, w zasadzie tylko po to, aby udowodnić, że da się wycisnąć z liquidu formaldehyd. Jest to typowe dla ludzi, którzy robią badania pod założoną tezę – coś, co absolutnie nie popycha nauki do przodu.
Tutaj sytuacja jest nieco inna – okazało się, że w przypadku, gdy używano systemu zamkniętego – JUUL – z fabrycznymi kapsułkami z liquidem, nie znaleziono śladów benzenu. Gdy jednak użyto typowych systemów tank z liquidami opartymi na PG i VG, w aerozolu automagicznie pojawia się benzen. Jeśli przyjrzymy się dokładniej składowi płynów, dowiemy się, że dodawano do nich związków aromatycznych, takich jak kwas benzoesowy, który dość rzadko można znaleźć w liquidach komercyjnych. No ale kwas benzoesowy może zostać przekształcony w benzen, więc dlaczego by nie spróbować. 😉 Problem tylko w tym, że taka reakcja nie ma ŻADNEJ szansy zajść w warunkach spotykanych w EIN.
Ale panowie poszli znacznie dalej – rozrysowali sobie możliwość uzyskania benzenu w reakcji PG z VG, a także z samej gliceryny (patrz rys. 1). Świadomie piszę „rozrysowali”, bo w zasadzie na kartce można napisać i zbilansować dowolną reakcję chemiczną (np. Al + Cu -> Au + Cl). Problem jest tylko z tym, że nie każda z nich może zajść w praktyce. Zastanawiające jest, że autorzy dla poparcia swoich tez cytują inne prace naukowe, w tym np. Conversion of Glycerol to Alkyl-aromatics over Zeolites (tekst w PDF). Wystarczy jednak przeczytać sam tytuł tej pracy, aby zdać sobie sprawę, że do reakcji konwersji niezbędne są zeolity (to takie glinokrzemiany). Ludzie – ktoś z Was słyszał o tym, że w atomizerze stosuje się zeolity? Ja nie. Co więcej, jak się wczytamy w sam tekst, to dowiemy się, że owszem, z gliceryny może powstać benzen, ale… po pierwsze: z wydajnością nie większą niż 1%, a po drugie: do tego niezbędne jest ciśnienie 20 atmosfer(!). Ludziska – ma ktoś ciśnieniowy atomizer z zeolitami? Jeśli ktoś przypadkiem ma, musi pamiętać o corocznym przeglądzie w Urzędzie Dozoru Technicznego, któremu podlegają wszystkie urządzenia ciśnieniowe 😉
Nie mam zielonego pojęcia, jak im się udało wykryć ten benzen, nie zamierzam się za bardzo wgłębiać w szczegóły, bo szkoda mi na to czasu. Wiem natomiast jedno – cała ta praca nie trzyma się przysłowiowej kupy. Włożyli w nią masę roboty, wydali sporo pieniędzy na odczynniki, w tym bardzo drogie znakowane izotopowo. Miało być mądrze, a wyszło jak zawsze u pana Pankowa.
Dziękuję za uwagę.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu 18 kwietnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,