RSS

Archiwa tagu: zdrowie

Czyżby schyłek chmurzenia w USA?

Dość zaskakujące dane zaprezentował amerykański profesor zajmujący się redukcją szkód spowodowanych paleniem tytoniu, Brad Rodu. Opierając się na danych zbieranych dla CDC (Centra Kontroli i Prewencji Chorób) analizuje on trendy statystyczne amerykańskiego świata waperskiego. Rzućcie okiem na wykres, który jest tam prezentowany. Widać dość wyraźnie, że czas eksplozji liczby chmurzących mija. Od 2014 roku następuje stopniowy spadek liczby ludzi używających EIN. I nie jest to spadek w granicach błędu statystycznego. Od 2014 roku ubyło 2 miliony – sporo, bo jest to ponad 20%. Od roku 2016 do 2017 ubyło ich niemal milion. Dużo, bardzo dużo.
Patrząc na dane z 2017 – 1/3 z aktualnie chmurzących to byli palacze. To jest duży sukces. Niestety, niemal 50% chmurzących w 2017 nie rzuciło palenia, a więc są oni hybrydowcami. 17% to osoby, które nigdy wcześniej nie paliły. I ta ostatnia liczba na pewno będzie cytowana przez przeciwników chmurzenia, z komentarzem „a widzicie, używają tych e-fajek, chociaż wcześniej nie palili”. Jakiś odsetek zapewne zaczął chmurzyć dla szpanu, ale podejrzewam, że wielu młodych zamiast używać EIN zaczęłoby palić zwykłe papierosy.
Ogólnie rzecz biorąc propagandziści anty-EIN pewnie odtrąbią sukces. Nasi rządzący też by na pewno piali z zachwytu. Wszyscy oni jednak zapominają o jednym – większość tych, którzy porzucili e-fajki wróciło do palenia zwykłych papierosów. I to tak naprawdę jest tragiczne. Wielu z nich umrze z powodu chorób odtytoniowych – i to właśnie propagandziści anty-EIN będą za to odpowiedzialni.
Zastanawiam się, jak podobne dane wyglądają dla Polski. Podejrzewam, że nikt takich badań nie prowadzi, a szkoda. Mam nadzieję, że zobaczymy dane dla Wielkiej Brytanii, w której podejście do e-fajek przeewoluowało w dobrą stronę.
A Wy jak uważacie? Czy u nas trend jest podobny do amerykańskiego? I czy jest szansa na taką normalność, jak w UK?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
9 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 29 lipca 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

3… 2… 1… start!

No to startujemy. Od dziś dostępna jest nowa edukacyjna strona o e-fajkach. Zdecydowałem się na umieszczenie jej na domenie epapieros.edu.pl – jak edukacja, to edukacja. Tak jak już pisałem – to jest projekt, który potrwa jakiś czas, dlatego też nie ma tam na razie kompletu informacji. Poradnik i słowniczek zawierają na razie praktyczne minimum. W następnych tygodniach będę to uzupełniać o sprawy związane ze zdrowiem, prawem, dokładniejszymi informacjami o składnikach liquidów itp. Minimalistyczny jest też sam wygląd, zresztą już chyba się przyzwyczailiście do tego, że u mnie nie ma fajerwerków.
W związku z tym, że chciałbym, aby te informacje trafiły pod strzechy, proszę o ich rozpowszechnianie – szczególnie wśród tych, którzy rozmyślają nad rzuceniem palenia, ale też wśród wszelkich innych ludzi, którym może się ta wiedza przydać. Marzy mi się, że z tej wiedzy będą też korzystać dziennikarze piszący o e-fajkach, lekarze, którzy spotykają się z pytaniami pacjentów, czy nawet rodzice mający problemy z palącymi dziećmi.
Ponawiam też apel do weteranów, ale też kieruję go do tych, którzy niedawno rozpoczęli chmurzenie: to na pewno nie jest twór doskonały. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi, które pomogą mi go ulepszyć. Zastrzegam – nie chcę z tego robić kompendium wiedzy wszelakiej. Chcę, aby było to przyjazne źródło wiedzy, a nie coś, co ma zawierać odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania. Z założenia jest to witryna dla bardzo początkujących. Doświadczeni znajdą swoją drogę na forum czy inne źródła wiedzy specjalistycznej.
No i jeszcze na koniec prośba – trzymajcie kciuki, aby wszystko się powiodło.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 14 lipca 2018 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Jak to było na GFN

Krótko mówiąc – było świetnie. Już w zeszłym roku podejrzewaliśmy, że liczba chętnych wzrośnie, więc organizatorzy zdecydowali o przeniesieniu obrad z piętra trzeciego na drugie. No i dobrze, bo nawet w momentach, gdy wszyscy byli na obradach, nie odczuwało się tłoku. Fajnie było patrzeć na ten kolorowy tłum z kilku kontynentów i spotykać ludzi dobrze znanych, jak też zupełnie nowych. Większość prezentacji plenarnych i satelitarnych jest już dostępna na stronie GFN – możecie sobie obejrzeć PDFy. W ciągu najbliższych dni pojawią się tam też zarejestrowane prezentacje wideo. Bardzo ciekawie opowiadał o Islandii wyjątkowo sympatyczny lekarz – Karl Snæbjornsson. Okazuje się, że tam e-fajki przebojem wchodzą i zastępują zwykłe papierosy. Z kolei w Meksyku miała być rewolucja w złą stronę. Roberto Sussman (fizyk pracujący na tamtejszym uniwerku i sekretarz techniczny stowarzyszenia waperów meksykańskich) opowiedział, jak udało im się zablokować nadchodzące zmiany. I na razie mają tam w miarę normalną sytuację – nie ma ograniczeń pojemności ani też mocy liquidów. Żyć nie umierać. Sytuacja w Polsce, o której opowiadałem na tej samej sesji wzbudziła zainteresowanie. Ludzie spoza Unii byli zaskoczeni dziwnymi regulacjami, choć np. Australijczycy mówili, że u nich jest jednak znacznie gorzej – liquidy z nikotyną są tylko na receptę, imaginujcie sobie. Ale oczywiście lekarze boją się takie recepty wystawiać. Resztę ratuje prywatny import.
Świetny był wykład plenarny dr. Paula Newhouse’a o terapeutycznych aspektach nikotyny. Okazuje się, że w USA prowadzą naprawdę sporo badań i wygląda na to, że nikotyna już niedługo zostanie uznana za lek pomagający w stymulacji mózgu w przypadku choroby Alzheimera, a także u ludzi z zespołem Downa. Wyniki, które prezentował Paul są więcej niż zachęcające.
Ostatnia debata plenarna przebiegała pod hasłem: where to next? (Dokąd teraz?) – jest na wideo, można obejrzeć. Coraz klarowniejszy jest obraz tego, co ludzie robią i jakie badania zamierzają robić dalej. Prace trwają w dziesiątkach ośrodków na świecie. I tylko jak zwykle nasza chata z kraja, bo tylko zespół prof. Sobczaka prowadzi realne badania na ten temat, przy czym sporo z nich jest we współpracy międzynarodowej, co jest obiecujące.
Reasumując – naprawdę bardzo udana konferencja. Doskonała organizacja z polskiej strony – uczestnicy byli niesamowicie zadowoleni z cateringu, z obsługi technicznej i zawsze pomocnych i uśmiechniętych ludzi z ekipy Grzegorza Króla i Joasi Junak – to są prawdziwi zawodowcy. Mam nadzieję, że spotkam ich znowu za rok. Kolejne, szóste forum odbędzie się w dniach 13-15 czerwca 2019 w tym samym miejscu.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 24 czerwca 2018 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Uwaga na aromaty cynamonowe – docierają kolejne informacje

Jak pamiętacie, wielokrotnie obiecywałem, ze będę tutaj pisał zarówno o sprawach pozytywnych, jak i negatywnych związanych z EIN. Kilka lat temu pisałem o tym, że niektóre aromaty (w tym cynamonowy) stanowią problem w przypadku kontaktu z elementami z tworzyw sztucznych. Z kolei jakiś czas temu zaczęły docierać informacje o tym, że liquidy cynamonowe wykazują dość silną cytotoksyczność. Badania dr Prue Talbot były metodycznie nieco wątpliwe, ale także Farsalinos zauważył, że cynamon powinien być dokładniej wzięty pod lupę. I właśnie ukazała się kolejna praca na ten temat. Tym razem wykonali ją badacze z University of North Carolina w Chapel Hill (swoją drogą – mam sentyment do tej miejscowości, bo na tej samej uczelni pracuje syn mojego kuzyna, ale też w Chapel Hill mieszka znany miłośnik Cohena, dr Allan Showalter oraz jeszcze dwoje moich znajomych cohenofilów). Dr Philip Clapp oraz dr Ilona Jaspers wystawiali na działanie samego liquidu, jak też aerozolu ludzkie komórki nabłonkowe płuc i badali, jak te mieszaniny chemiczne wpływają na ruchy rzęsek, którymi są one pokryte. Ponadto badania dotyczyły też wpływu aldehydu cynamonowego na mitochondrialne procesy wytwarzania energii. Ich wnioski są niezbyt dobre dla miłośników cynamonu. Okazuje się bowiem, że już dla typowych stężeń spotykanych w liquidach zarówno działanie rzęsek, jak też wytwarzanie energii jest zdecydowanie ograniczone.
Badacze podkreślają jednak, że są to badania in vitro, a więc mogą być tylko wstępem do konkretnych badań na ludziach (in vivo). Zapowiadają, że zamierzają się za nie zabrać, co jest bardzo cenną informacją. Czekamy na kolejne wyniki.
Tak czy inaczej – jest to kolejne doniesienie na temat aldehydu cynamonowego, które powinni brać pod uwagę ci wszyscy, którzy lubią takie właśnie aromaty. Oczywiście nikt na razie nie wydał ostatecznej opinii, że to wszystko jest szkodliwe, ale jeśli możemy unikać czegoś, co jest potencjalnie szkodliwe, warto chyba to zrobić.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

Produkty Heat-not-Burn jednak nie takie idealne?

Jak wiemy, już od jakiegoś czasu można na rynku znaleźć podgrzewacze tytoniu, znane pod ogólną nazwą „heat-not-burn” (podgrzewanie bez spalania). Dla tych, którzy nie spotkali się jeszcze z nimi: jest to w zasadzie nowa wersja produktu, którego idea powstała kilkadziesiąt lat temu. Pod koniec lat 80. XX w. jedna z firm Big Tobacco wypuściła nawet na rynek takie urządzenie o nazwie Premier. W prace badawcze władowano setki milionów dolarów, ale efekt rynkowy był marny, bo użytkownicy narzekali na dziwny smak. Kolejne próby miały miejsce w latach 90., ale też bez wielkich sukcesów.
Dziś też mamy na rynku co najmniej kilka modeli takich urządzeń. Ich działanie polega na podgrzewaniu specjalnej mieszanki składającej się ze zmielonego tytoniu, gliceryny, celulozy, gumy guar oraz dodatków aromatyzujących. Całość jest reklamowana jako alternatywa dla e-papierosów. Producenci pięknie piszą o tym, że tam jest podgrzewanie, nie ma spalania, więc jest to mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Owszem, teoretycznie jest tak, jak piszą. Problem jednak tkwi w szczegółach. Każdy, kto miał okazję widzieć, jak wygląda wnętrze urządzenia po zużyciu nawet jednego wkładu tytoniowego może zadać sobie pytanie: no dobra, nie spala się, to skąd się bierze czarny nagar na grzałce?
Ano właśnie, właśnie. Gdy zobaczyłem to pierwszy raz w działaniu od razu przyszła mi na myśl piroliza. Jest to zjawisko zwęglania substancji organicznej w przypadku niedostatecznego dostępu tlenu. Jeśli ktoś widział, jak się wyrabia węgiel drzewny, będzie wiedział, w czym rzecz. No a piroliza, choć nie jest spalaniem, jednak powoduje powstanie całego koktajlu rozmaitych substancji, z których wiele jest nieobojętnych dla zdrowia.
To wszystko są oczywiście rozważania stricte teoretyczne. Nauka wymaga, aby mieć w ręku konkretne dowody. No i takie prace właśnie zaczęły się pojawiać. Już w ubiegłym roku krótką pracę opublikowali Szwajcarzy. Okazało się, że w aerozolu znaleziono lotne związki organiczne, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (rakotwórcze!) oraz tlenek węgla (taki sam, jak w zwykłych fajkach). Kilka dni temu podobną pracę opublikował zespół z Kalifornii, pracujący pod kierownictwem dr Prue Talbot. W tym przypadku badacze zaobserwowali, że z elementów plastikowych wydziela się cyjanohydryna formaldehydu (glikolonitryl). To pierwsze doniesienie o występowaniu tego związku. Jest on potencjalnie bardzo niebezpieczny, ponieważ dość szybko rozkłada się na formaldehyd oraz cyjanowodór. Napiszę o tym nieco więcej, gdy dostanę odpowiedź od głównej autorki tej publikacji.
Tak czy inaczej – trzeba obserwować doniesienia naukowe z tego frontu. Podejrzewam, że jeszcze niejeden raz zostaniemy zaskoczeni.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Metale ciężkie w aerozolu generowanym w EIN

Już jakiś czas temu pojawiały się informacje o tym, że zarówno w samym liquidzie, jak też w generowanym z niego aerozolu znajdują się pewne ilości metali ciężkich. Przypomnę może, że pojęcie metali ciężkich jest trochę niejednoznaczne. Wszystko zależy od tego, jaką specjalizację reprezentuje osoba omawiająca ten temat. W tym przypadku możemy przyjąć definicję, którą się posługują specjaliści z zakresu medycyny i biologii. Zaliczają oni do metali ciężkich takie pierwiastki, jak rtęć, kadm, ołów, chrom, nikiel itp. Co ciekawe, do metali ciężkich zalicza się często półmetale, takie jak arsen, a także niemetale, takie jak selen. Istotne tutaj są ich właściwości toksyczne. Wiemy oczywiście, że niewielkie ilości chromu, miedzi czy selenu są dla nas korzystne. Problem zaczyna się wtedy, gdy jest ich za dużo (tu jak zawsze kłania się pan Paracelsus).
Zespół badaczy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health, pracujący wspólnie z kolegami z Austrii i Hiszpanii wykonał serię bardzo ciekawych badań zmierzających do określenia zawartości wybranych metali ciężkich w liquidach do EIN, jak też w aerozolu, który jest generowany w e-papierosie i wchłaniany przez nasze płuca. Już kilka lat temu niektóre zespoły badawcze zwracały uwagę na to, że w aerozolu można wykryć takie metale ciężkie, jak ołów, chrom czy nikiel. Co ważne, te same badania najczęściej pokazywały, że metale te nie były obecne w butelkach z liquidami. A więc źródło metali nie znajduje się w niezbyt czystym liquidzie (choć pewnie niektórzy pamiętają aferę z arsenem sprzed kilku lat na Pomorzu), ale jest nim metal, z którym liquid wchodzi w kontakt w procesie tworzenia aerozolu. To prawda – mamy tam poza żelazem sporo rozmaitych metali – zarówno w samych grzałkach, jak też w lutach. Ciekawy był wybór sprzętu i płynów do analizy – badacze zaprosili po prostu 56 doświadczonych użytkowników wraz z własnym sprzętem i ulubionymi płynami. Analizie poddano płyn pobrany z butelek, aerozol generowany metodą mechaniczną stosowaną już we wcześniejszych badaniach, jak też próbkę płynu pozostającego w zbiorniczku po sesji „sztucznego chmurzenia”. Porównanie wyników dla różnych metali najlepiej widać na rysunku 1 (Figure 1) w linkowanej publikacji. Widzimy wyraźnie, że najmniej metali ciężkich jest w samym płynie – w większości wypadków są to ilości pomijalne. Zawartość metali w aerozolu jest najczęściej kilkadziesiąt razy wyższa. Najciekawsze dane są jednak dla pozostałości w zbiorniczku. Mamy tam zdecydowanie większą ilość metali niż w samym płynie – czasem nawet kilkaset. Uwaga: skala rzędnych na rysunku jest logarytmiczna, a nie liniowa – każda kolejna „kreska” oznacza 10* większe stężenie. Porównanie aerozol/butelka oraz pozostałość/butelka jest pokazana w Tabeli 3. Bardzo ciekawe i ważne dane znajdziemy też w Tabeli 5. Pokazano tam, jak zmienia się stężenie metali w zależności od napięcia (czyli też mocy, zakładając tę samą rezystancję grzałki). Już niewielki wzrost napięcia powoduje spory skok stężenia dla takich metali jak chrom czy nikiel. Myślę, że to też trzeba brać pod uwagę. Zainteresowani wpływem rodzaju metalu, z którego przygotowana jest grzałka, na emisję metali powinni zajrzeć do Tabeli 6. Aha, i jeszcze jedno – okazuje się, że częstsze wymiany grzałek powodują zwiększoną emisję. To akurat nie jest specjalnie zaskakujące – świeższe grzałki łatwiej są trawione. Zaskakujące jest jednak znalezienie arsenu w 10 z 56 próbek. Skąd on się tam bierze, pozostaje tajemnicą.
Reasumując: dobrze, że badania są prowadzone. Nie możemy chować głowy w piasek i udawać, że wszystko jest OK. Pamiętacie, że obiecywałem przekazywanie wszelkich informacji – zarówno tych pozytywnych, jak też negatywnych. Jednakowoż te wyniki nie są akurat specjalnie dramatyczne. Owszem, przekraczają w niektórych przypadkach normy, ale nie są to przekroczenia znaczne. Podejrzewam, że znacznie więcej metali ciężkich (szczególnie ołowiu) wdychamy w naszych zanieczyszczonych miastach. Niemniej te wszystkie wyniki powinny być dla konstruktorów EIN impulsem do dalszych prac badawczo-rozwojowych. Bo tak naprawdę w naszych e-fajkach nie potrzebujemy odtwarzaczy muzyki, kolorowych wyświetlaczy czy innych ciekawostek. Najistotniejszą sprawą jest zdrowie, czyli generowanie aerozolu jak najmniej zanieczyszczonego wszelakimi niezdrowymi pierwiastkami i związkami. Mam też nadzieję, że badania dotyczące zawartości metali ciężkich w aerozolu będą kontynuowane także przez inne grupy badawcze. Im więcej danych z różnych ośrodków będzie można porównać, tym lepiej, szczególnie jeśli będą one uzyskiwane przy użyciu innej metodyki badawczej. Byłoby też ciekawe oznaczenie zawartości metali ciężkich w krwi i osoczu i porównanie tych danych z wynikami ludzi, którzy nie używają EIN. Ot, tak sobie marzę.
Na koniec przypomnę jeszcze raz – używanie EIN to nie zabawa, a e-fajki, jakkolwiek znacznie mniej szkodliwe niż konwencjonalne papierosy, nie są zdrowe. Są tylko (i aż) znacznie mniej szkodliwe. Pamiętajmy o tym i przekazujmy takie informacje innym.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Najnowszy raport Public Health England

Minęło już 2,5 roku od słynnego raportu Public Health England, który wywołał spore poruszenie wśród badaczy zajmujących się zagadnieniami związanymi z EIN. Po analizie dostępnych wówczas danych brytyjscy naukowcy uznali, że EIN są co najmniej o 95% mniej szkodliwe. Ale od tego czasu pojawiły się setki kolejnych prac, które badają zarówno liquidy, aerozol, jak też ich oddziaływanie na organizm człowieka. Nic więc dziwnego, że ta sama instytucja (przypominam – rządowa, a nie prywatna) zleciła zespołowi niezależnych ekspertów przygotowanie kolejnego raportu na ten temat. (PDF w jęz. angielskim). Raport jest bardzo  obszerny, ponad 240 stron (poprzedni liczył 110). W kilkunastu rozdziałach omówiono wszelkie możliwe kwestie – począwszy od polityki i zagadnień prawnych, przez statystyki, aż do spraw związanych z zatruciami i eksplozjami EIN. Ostatni, krótki rozdział poświęcono tzw. nowatorskim produktom, czyli heat-not-burn Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem ogromu pracy włożonej w tę publikację. Każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o publikacjach naukowych, doceni objętość bibliografii: ponad 400 pozycji! Zaiste, imponujące. Co ważne – autorzy nie mają tzw. konfliktu interesów – żaden z nich nie był ani nie jest w żaden sposób związany z Big Tobacco czy producentami/dystrybutorami EIN.
Ale do rzeczy – jakie są najważniejsze wnioski? Raport w zasadzie potwierdza te wcześniejsze, z 2015 roku, przy czym omawiane są też najnowsze wyniki. Ciekawe są dane statystyczne: każdego roku EIN przyczyniają się do co najmniej 20 tysięcy sukcesów w rzucaniu palenia. Wejście na rynek brytyjski EIN powoduje już znaczący spadek liczby osób palących tytoń, który przez poprzednie kilkanaście lat spadał bardzo powoli. Z drugiej strony – propaganda w mediach sprawiła, że wielu palaczy uznaje, że EIN są tak samo szkodliwe jak papierosy konwencjonalne. To jest smutne pokłosie głupich artykułów – i dotyczy też na pewno Polski. Nadal 90% ludzi uważa, że to nikotyna jest czarnym charakterem. W tym raporcie nie stwierdzono występowania tzw. efektu furtki – inaczej niż z omawianym niedawno raporcie amerykańskim. Autorzy stwierdzają też, że można nadal podtrzymać opinię, że EIN są w 95% mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Co bardzo ważne – twórcy raportu zalecają zapoznanie się z nim, albo choćby z wnioskami, palaczom tytoniu, ale przede wszystkim pracownikom służby zdrowia. A teraz można tylko westchnąć: raport naciska, aby EIN były dostępne w szpitalnych sklepach oferujących inne środki wspomagające rzucanie palenia (gumy, plastry itp). Ludzie – wyobrażacie to sobie u nas? E-fajek w sklepie szpitalnym i miły lekarz służący radą i pomocą?
Zachęcam wszystkich zainteresowanych do sięgnięcia wprost do raportu. Ministerstwo zdrowia zapewne nawet na stronę tytułową nie spojrzy, bo oni wiedzą lepiej. Mnie jednak cieszy, że coś takiego pojawiło się w Europie. To jest takie minimalne światełko w tunelu.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , , ,