RSS

Archiwa tagu: zdrowie

Liquidy i dzieci – apeluję o rozwagę!

Dotarła do mnie właśnie kolejna publikacja, w której opisano przypadek zatrucia dziecka nikotyną pochodzącą z liquidu. Nie będę wchodził w szczegóły medyczne, ale warto wiedzieć, co się tam (tzn. dokładnie mówiąc w Korei Południowej) zdarzyło. Otóż, jak głosi tekst artykułu, 15-miesięczna dziewczynka „przypadkowo połknęła 5 ml liquidu o stężeniu nikotyny 10 mg/ml”. Nie wiadomo dokładnie, jak to się stało – jest tam tylko informacja, że liquid został pomylony z lekiem na przeziębienie. Domyślam się, że była to pomyłka osoby dorosłej, bo nie bardzo sobie wyobrażam, że dziecko, które ma trochę ponad rok otwiera buteleczkę LQ i połyka połowę jej zawartości, bo myśli, że to lekarstwo. Prawdą jest, że butelki są dość podobne (w publikacji są zdjęcia), ale… no właśnie – ludzie, trzeba myśleć.
Kto normalny zostawia LQ byle gdzie? Kto normalny nie sprawdza (trzy razy!) lekarstwa, które ma właśnie podać dziecku?
Efektem podania tej ilości nikotyny (50 mg – dawka zabójcza dla dziecka!) były wymioty – to akurat było dobre, bo organizm pozbył się części trucizny. Niestety, chwilę później dziewczynka straciła przytomność i nie było z nią kontaktu. Rodzice zadzwonili po pomoc. Zespół ratowników zastał dziecko z zatrzymaną akcją serca, podjął czynności resuscytacyjne, a dziecko zostało zaintubowane. Po 40 minutach przywrócono pracę serca, ale dziecko nadal nie reagowało na otoczenie. Podano leki podwyższające ciśnienie tętnicze i wykonano skan mózgu, który wykazał silny obrzęk. Badanie EEG ujawniło istotne dysfunkcje mózgu. Podjęto próby intensywnego leczenia, ale były one nieskuteczne.  W 43 dniu pobytu w szpitalu stwierdzona została śmierć mózgowa, a następnego dnia dziewczynkę odłączono od aparatury podtrzymującej życie.

To kolejny przypadek zatrucia dziecka nikotyną z liquidu. Owszem, zdaję sobie sprawę, że są to przypadki rzadkie, a nawet bardzo rzadkie. Ale kolejny raz apeluję – ludzie, pamiętajcie, że liquid to trucizna. Nie może znajdować się w zasięgu rąk dziecka. Odstawiajmy go w jakieś konkretne miejsce umieszczone na tyle wysoko, aby dziecko nie mogło do niego dosięgnąć. Nie bądźmy leniwi – lepiej przejść kilka kroków po buteleczkę niż potem płakać nad czyimś grobem. Stara angielska maksyma mówi „better safe than sorry”. Trzymajmy się tego.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
25 komentarzy

Opublikował/a w dniu 16 Luty 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Następna ważna publikacja porównawcza – uwaga hybrydowcy!

Czytam właśnie sobie najświeższą publikację brytyjsko-amerykańskiego zespołu, w którym pracuje m.in. Maciej Goniewicz i chcę się podzielić kilkoma spostrzeżeniami.
Jest to kolejna praca, w ramach której wykonywano badania tzw. markerów, czyli substancji, które wskazują nam pośrednio na obecność w organizmie pewnych związków, które do tegoż organizmu się dostały, takich jak np. nikotyna, nitrozoaminy czy też pochodne karbonylowe. W tym przypadku celem było porównanie tych metabolitów dla kilku różnych grup ludzi – palaczy tytoniu, użytkowników EIN, osób używających nikotynowej terapii zastępczej (NTZ), a także dwóch rodzajów hybrydowców: tytoń/EIN oraz tytoń/NTZ. Ludzie, którzy śledzą od dawna doniesienia naukowe mogą w zasadzie od razu stwierdzić, jak mogą takie wyniki wyglądać, ale jednak solidne dane naukowe mają znaczenie nie do przecenienia.
Czego się można dowiedzieć z tej pracy? Okazuje się, że użytkownicy EIN odchodzą do sprzętu pierwszej generacji oraz tzw. cigalike-ów. Używają go (a precyzyjniej – używali w czasach prowadzenia badań, czyli w 2014 roku) głównie hybrydowcy palący tytoń na zmianę z EIN. Osoby, które są tylko użytkownikami EIN już wtedy preferowali sprzęt znacznie nowszy, trzeciej i czwartej generacji. Z kolei, jeśli chodzi o NTZ, to bardziej popularne były gumy nikotynowe niż plastry. Ale przejdźmy do wyników analiz.
Okazuje się, co było oczywiście do przewidzenia, że osoby używające EIN albo NTZ mieli podobny poziom nikotyny w organizmie. Hybrydowcy mieli poziom wyższy niż dwie poprzednie grupy, podobny do palaczy zwykłego tytoniu. Ważne różnice są natomiast w poziomie TSNA, czyli nitrozoamin pochodzących z tytoniu. Użytkownicy EIN mają ich kilkadziesiąt razy mniej niż palacze tytoniu oraz hybrydowcy. Podobnie się ma rzecz z lotnymi związkami organicznymi (LZO, ang. VOC). Ich poziom u palaczy tytoniu jest od kilkunastu do kilkudziesięciu razy wyższy niż u chmurzących.
Jakie są skrócone wnioski z tego pożytecznego badania? Moi zdaniem bardzo istotne są dwa:
1 – kolejny raz mamy laboratoryjny dowód, że osoby używające EIN wchłaniają zdecydowanie mniej toksyn niż palacze tytoniu.
2 – hybrydowiec niewiele zyskuje, ponieważ w większości przypadków poziom toksyn jest u niego taki, jak u palaczy tytoniu.

Jeśli więc mogę coś podpowiedzieć tym, którzy zaczynają właśnie przygodę z EIN, to tylko to, aby jednak pożegnali się jak najszybciej z paleniem zwykłych papierosów. Użytkowanie hybrydowe jest tak naprawdę oszukiwaniem samych siebie. Uwierzcie, rzucenie palenia nie jest wcale takie trudne, wymaga tylko minimalnej siły charakteru. A zysk zdrowotny jest niepodważalny, wbrew temu, co o tym mówią „eksperci”, którzy o tym wszystkim nie mają zielonego pojęcia.
Na koniec chciałem jeszcze podziękować Maciejowi Goniewiczowi za umożliwienie mi zapoznania się z pełnym tekstem tej pracy.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
17 komentarzy

Opublikował/a w dniu 9 Luty 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

„To złodziej. I pijak. Bo każdy pijak to złodziej!”

Tytułowy cytat z komedii „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” jest Wam zapewne znany. Oczywiście w tamtym filmie nie było e-papierosów, ale przypomniał mi się on natychmiast, gdy kilka dni temu czytałem artykuł w Hufiington Post. Jego autorem jest dr Sudip Bose, specjalista medycyny ratunkowej oraz weteran wojenny z Iraku. Odnosi się on w tekście do raportu Naczelnego Lekarza USA, o którym pisałem jakiś czas temu. W omawianym raporcie jest sporo odniesień do używania EIN przez dzieci i młodzież. Ale doktor Bose idzie dalej, znacznie dalej. Pisze o tym, że nikotyna jest jedną z najbardziej uzależniających substancji na Ziemi – oczywiście nie podając żadnych źródeł. W sumie to jeszcze można by było przełknąć, ale… no właśnie. Dalej jest jeszcze gorzej. Szanowny pan doktor weteran wyciąga znacznie mocniejsze wnioski. Zgodnie z tym, co pisze, taki jeden z drugim młodzian wciąga się, uzależnia, od nikotyny przechodzi do innych substancji psychoaktywnych, które są znacznie droższe. W końcu więc potrzebuje coraz więcej kasy na to, co go uzależnia. I po to, aby tę kasę zdobyć, włamują się do domów i kradną, aby potem skradzione rzeczy sprzedać. Rabują ludzi na ulicy, dokonują wielu złych wyborów, aby zaspokoić swoje uzależnienie. No cóż… można pójść jeszcze dalej i napisać o gangach użytkowników EIN mordujących całe rodziny, aby zdobyć pieniądze na liquidy. W końcu, jak mawiają Amerykanie – sky is the limit.
Dalej oczywiście jest jeszcze obrazek niemowlaka, który otwiera buteleczkę z liquidem, wypija go i doznaje mdłości, drgawek oraz paraliżu. Aż dziw, że nie wspomina o śmierci – przecież to logicznie wynika z tego ciągu myślowego. Co ciekawe, pisze też o tym, że zdarza się, że niemowlę może chwycić papierosa i go zacząć jeść – i w tym przypadku jest to mniej szkodliwe. No ludzie… łapy opadają.
Pod artykułem są co prawda odnośniki do kilku źródeł, ale możecie mi uwierzyć – żadne z nich nie uprawnia do wyciągania tak drastycznych wniosków, jakie udało się wymyślić panu doktorowi. Ale – jak swego czasu mawiał klasyk – ciemny lud to kupi. Niestety.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
9 komentarzy

Opublikował/a w dniu 19 Styczeń 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Fantastyczny wynik aukcji! Dziękuję!

Dziś w samo południe zakończyła się aukcja, którą opisywałem w poprzednim wpisie. Walka trwała do samego końca, a wzięło w niej udział 14 licytujących. Przyznam się, że spodziewałem się tym razem maksimum powtórzenia tego wyniku, który był poprzednio, czyli 200 złotych. Tymczasem udało się osiągnąć aż 700 złotych!
Jestem z tego powodu bardzo zadowolony, bo znowu trochę kasy powędrowało na dobry cel. Chciałbym skorzystać z okazji i podziękować inicjatorowi całej akcji – Markowi, weteranowi chmurzenia, a jednocześnie recenzentowi merytorycznemu licytowanej książki. Rzecz jasna osobne podziękowanie należy się wszystkim biorącym udział w licytacji, na czele ze zwycięzcą, czyli firmą e-dym.pl.
Mam cichą nadzieję, że książka wróci na następną aukcję WOŚP w 2018 roku – oczywiście z kolejnym, już trzecim podpisem.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim zaangażowanym.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
3 komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 Styczeń 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Aromaty a płodność, czyli o tym, jak się uprawia „naukę medialną”

No i znowu zaczyna się nakręcanie histerii medialnej. Tym razem na warsztacie są plemniki. Jak donoszą media, „niektóre aromaty pozbawiają szans na posiadanie dzieci”. Brzmi szokująco? Jasne. Jest prawdą? Zdecydowanie wątpię. Ale klikalność rośnie, przeciwnicy EIN piszą „a nie mówiłem!”. I wszystko się kręci jak zwykle. A do tego artykuł okraszono filmem, na którym widać eksplozję akumulatora do EIN. No cóż, to akurat może zaszkodzić na płodność, bo jak w wyniku takiego wypadku facetowi urwie… no, wiadomo, to już raczej nie będzie miał dzieci.
A więc – zanim będzie histeria medialna – parę słów wyjaśnienia. Cała sprawa związana jest z doniesieniem pani dr Helen O’Neill, prezentowanym na British Fertility Conference (Brytyjska Konferencja o Płodności) w Edynburgu. Sprawa jest bardzo świeża, a więc, jak można się domyślać, mamy bardzo mało rzetelnych informacji poza enuncjacjami prasowymi. Pani doktor w rozmowie z mediami określiła swoje wyniki jako szokujące, bo okazało się, że takie aromaty, jak cynamonowy czy też o smaku balonowej gumy do żucia zmniejszają ruchliwość plemników, a także inne istotne parametry wpływające na zdolność do zapłodnienia.
Na portalu Vaping360 znajdziemy artykuł napisany przez Jima McDonalda, w którym próbuje on analizować to, co można znaleźć w mediach. I wygląda na to, że zespół pani O’Neill wykonał bardzo prosty eksperyment – zmieszał na płytce Petriego rozpuszczone w PG aromaty używane w EIN z nasieniem pobranym od 30 mężczyzn i badał ich ruchliwość, dojrzałość i jakieś tam inne parametry. No i wyciągnął wniosek, że przynajmniej niektóre z nich są straszliwie szkodliwe. Kolejnym wnioskiem – uwaga – jest to, że kwestia dopuszczenia konkretnych liquidów powinna być rygorystycznie uregulowana. HA! No to mam jasność.
Czekam na jakieś szczegóły dotyczące tych badań. Jak wykonywano eksperymenty, czy była próbka kontrolna, jakie były stężenia itp. Jakie badania przeprowadzono na myszach, bo i one były testowane przez panią O’Neill. Bez tej wiedzy nie można w żaden sposób tego skomentować. Podobno pod koniec stycznia ma się ukazać jakaś praca. Pożyjemy, zobaczymy.
Tymczasem proponuję na wszelki wypadek zaprzestać wstrzykiwania sobie liquidów w jądra. No bo tak by w realu wyglądało przeniesienie doświadczenia z poziomu in vitro do in vivo, prawda? Czy plemnik naprawdę rozróżni, że aromat pochodzi z EIN czy np. z ciasteczka cynamonowego? Czy naprawdę wszystko, co inhalujemy dociera niezmienione w sensie jakościowym i ilościowym do jąder? No ludzie…
Jak sobie zrobicie przegląd mediów światowych, zobaczycie jak szybko takie wieści się roznoszą. „Shocking!”, Daily Mail, New Zealand Herald, The Sun, The Times… a po weekendzie pewnie i u nas będzie wysyp podobnych tekstów. Zapinamy pasy, będzie jazda.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
17 komentarzy

Opublikował/a w dniu 7 Styczeń 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Jak najłatwiej zarobić sporą kasę na e-fajkach? Zdradzam za darmo sposób!

Z okazji rozpoczęcia nowego, 2017 roku, podzielę się z Wami sposobem zarabiania na EIN. Prostym, bezpiecznym, a przede wszystkim – całkowicie legalnym. Nie trzeba praktycznie żadnych inwestycji. Nie musicie inwestować w import towaru z Chin, nie musicie mieszać składników do liquidów. Niepotrzebne są żadne sklepy, magazyny ani też personel. I można bez problemu kilka setek złotych dziennie zarobić. Powiecie zapewne, że to niemożliwe. A jednak!
Sekretne hasło brzmi – „Moduł V – pkt 6”.
A teraz może wyjaśnię w czym rzecz. Trafiłem kilka dni temu na stronę Centrum Profilaktyki Społecznej (CPS). Działa ono pod światłym kierownictwem pana dr. hab. Mariusza Jędrzejko, profesora, imaginujcie sobie, nadzwyczajnego. Część z Czytelników już się spotkała z tym nazwiskiem. Dla tych, którym nic ono nie mówi, krótka charakterystyka: pan pułkownik Jędrzejko był w dawnych czasach m.in. oficerem politycznym Ludowego Wojska Polskiego. Starsi zapewne wiedzą, co to było za stanowisko. A potem pan MJ poczuł w sobie powołanie naukowe i zaczął karierę pedagogiczną w tej dziedzinie. Jak można wyczytać na stronie CPS, jest promotorem ponad 210 prac magisterskich i licencjackich (na kilku uczelniach). Daje to mniej więcej 20 prac prowadzonych rocznie – podziwiam szczerze. U mnie na wydziale profesor prowadził rocznie max. 4 magistrantów.
No i docieramy nareszcie do sedna sprawy – jak prosto zarobić na e-fajkach. Jak można zobaczyć tutaj, CPS oferuje szkołom specjalistyczne warsztaty pod nazwą „E-papierosy i nowe „wzmacniacze” – pułapki nowych uzależnień”. Jak możemy wyczytać, w ramach szkolenia autorzy „obalają mity o „bezpiecznych” e-papierosach i „cudownych” właściwościach środków pobudzających i wzmacniających. Pokazują ich rujnujący wpływ na układ krążenia, oddechowy i inne układy człowieka.”
Jak więc widzicie (a zapewne nie jesteście tego świadomi), e-fajki rujnują układy. Jeśli chcielibyście się dowiedzieć więcej, możecie zamówić szkolenie. Taniocha – 2h lekcyjne to 900 zł (czyli stawka 600 zł/h zegarową). Godzina wtłaczania mądrości CPS w głowy rodziców kosztuje zaledwie 800 zł. Jeśli się człowiek dobrze zakręci, to jednego dnia załatwi szkolenie dla uczniów i dla rodziców, zgarniając 1700 zł. Zajmie mu to z dojazdem 3 godziny. Trzy takie szkolenia w tygodniu to 5 tysięcy. Fakt, trzeba parę godzin poświęcić na przygotowanie prezentacji, ale potem można ją wyświetlać w kółko aż do wyrzygania chwili, gdy w okolicy zabraknie szkół. Spokojnie, szkół ci u nas dostatek…
I absolutnie nie przejmujcie się niedostatkami wiedzy – jak widać z opisu szkolenia, a także wielu wcześniejszych medialnych wypowiedzi pana pułkownika profesora nadzwyczajnego, wcale nie trzeba mieć rzetelnej wiedzy. Bo przecież tu absolutnie nie chodzi o prawdę i wiedzę. Tu rządzi hasło uniwersalne: kasa, misiu… kasa!

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 

 

 
8 komentarzy

Opublikował/a w dniu 2 Styczeń 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Kolejny profesor medycyny mija się z prawdą

Dzięki czujności chmurzących z zielonego forum miałem okazję zapoznać się w serwisie MEDONET z artykułem z listopada br, w którym wypowiada się pan prof. dr hab. n. med. Dariusz Kowalski. Opisywany jest tam jako Kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Specjalista w zakresie Onkologii Klinicznej i Radioterapii Onkologicznej. Członek towarzystw naukowych IASLC, AACR, PTOK, PTO.
Brzmi imponująco, prawda? No ale może poczytajmy, co takiego ten pan mówi. Tekst co prawda dotyczy głównie badań klinicznych, ale pan profesor nie omieszkał odnieść się też do EIN. Zacytuję cały fragment:
A e-papierosy? Dane o sprzedaży papierosów elektronicznych w Polsce mówią o 1,5 miliona konsumentów…
To nowa epidemia. „Nikotyna terapeutyczna” to tylko chwyt marketingowy. Papierosy elektroniczne ani nie są bezpieczne, ani nie pomagają zerwać z nałogiem. Światowa Organizacja Zdrowia wydała oświadczenie, że ryzyko zachorowania na raka płuca jest bardzo podobne i należy traktować e-papierosy tak jak papierosy normalne.

Ludzie kochani… też widzicie kondensację kłamstw gęstszą niż dym z tysiąca analogów? Panu Kowalskiemu się kompletnie pozajączkowało. Przecież o nikotynie terapeutycznej mówiły tylko i wyłącznie reklamy produktów medycznych, typu Niq…n, o czym pisałem już 5 lat temu. Jestem ciekawy, czy pan profesor potrafi pokazać choćby jedną reklamę EIN, w której to głupawe określenie zostanie użyte. A więc mamy do czynienia z kłamstwem. OK jedziemy dalej – „nie pomagają zerwać z nałogiem”? Kolejne kłamstwo, czego chyba nie muszę dowodzić. Każdy z nas zna kilku czy nawet kilkudziesięciu ludzi, którzy pozbyli się nałogu palenia tytoniu. No i ostatnie zdanie, dotyczące WHO. Po pierwsze – nie ma ŻADNEGO oświadczenia tej organizacji dotyczącego ryzyka zachorowania na raka płuca od e-papierosów. Jakiś czas temu WHO wydała dokument, w którym mowa o „potencjalnych negatywnych skutkach zdrowotnych”, ale – po pierwsze – potencjalnych, a po drugie: nie było żadnego odniesienia do ryzyka raka płuca. Bo nie mogło być. Nie jest znany ani jeden przypadek raka płuca wywołanego przez EIN (może pan profesor ma taki przypadek w swojej karierze – chętnie bym poznał). Jeśli ktoś chce sprawdzić dokument źródłowy WHO, proszę bardzo – jest dostępny tutaj (PDF). W punkcie 15b (strona 4) czytamy:
„Given the relatively recent entry of ENDS into the market and the lengthy lag time for onset of many diseases of interest, such as cancer, conclusive evidence about the association of ENDS use with such diseases will not be available for years or even decades.”
co można przełożyć skrótowo: „Biorąc pod uwagę fakt, że EIN są na rynku od niedawna… […] rozstrzygające dowody mogące łączyć EIN z takimi chorobami [jak m.in. rak] nie będą dostępne przez lata czy nawet dekady.”
W całym dokumencie słowo „rak” (cancer) pada zaledwie 3 razy. Słowo „płuco” (lung) w tekście nie pada ani razu! A więc mamy trzecie kłamstwo. Co najsmutniejsze – kłamie profesor medycyny, specjalista-onkolog. I robi to w publicznie dostępnym serwisie medycznym. To jest najbardziej przerażające, bo po przeczytaniu czegoś takiego wielu ludzi pozostanie przy paleniu zwykłych papierosów. No bo jeśli nie ma różnicy…
Przemyślę w najbliższych dniach tę kwestię, ale jest wielce prawdopodobne, że wystosuję mój osobisty protest do MEDONETu, jak też do samego prof. Kowalskiego. Uważam bowiem, że wypowiadając się w ten sposób sprzeniewierzył się składanemu przez każdego lekarza przyrzeczeniu, znanym pod popularną nazwą przysięgi Hipokratesa. Szczególnie polecam panu profesorowi początek: po pierwsze – nie szkodzić!  

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
23 komentarzy

Opublikował/a w dniu 11 Grudzień 2016 w ogólne

 

Tagi: ,