RSS

Archiwa tagu: zdrowie

Komentarz do kilku informacji bieżących

Jak już wiemy, (nie)miłościwie panująca władza postanowiła jednak, że wprowadzi akcyzę na płyny do EIN. Twardo podtrzymują stanowisko, że produkty beznikotynowe też trzeba objąć akcyzą, co jest oczywistą paranoją. Producenci próbują jeszcze walczyć, sugerując, że taki podatek powinno się wprowadzać stopniowo. Tu oczywiście zgadzam się z p. Chmalem, który na konferencji w Katowicach wskazał na przykład Włoch, które liczyły na 86 mln euro, a uzyskały ledwo 5. Wydaje mi się, że w Polsce będzie jeszcze słabiej. Pomysł z akcyzą zapewne bardzo się podoba zarówno Big Tobacco, jak też tym, którzy już się szykują na start lewej sprzedaży w szarej strefie. Można o tym zresztą posłuchać w materiale Radia Zet. Pada tam też znamienne zdanie: Ważne, żeby ludzie palący papierosy elektroniczne mieli świadomość, że to jest też papieros. Ech, już kilka lat temu wieszczyłem, że nazwa e-papieros będzie przekleństwem. Bo „to też jest papieros”. No i mamy za swoje.
Teraz z innej beczki – małe 2 tygodnie temu pisałem o kuriozalnym ogłoszeniu Biura do spraw Substancji Chemicznych. Bardzo mnie ucieszyło, że znalazł się jeden sprawiedliwy poseł, Pawel Skutecki (Kukiz ’15), który postanowił w tej sprawie złożyć interpelację do ministra zdrowia. Co więcej, zrobił to naprawdę w błyskawicznym tempie. Z całością możecie się zapoznać tutaj. W imieniu wszystkich użytkowników EIN – dzięki serdeczne, Paweł! Teraz poczekamy na to, jaką sprytną odpowiedź wymyśli pan Radziwiłł.
Ale przejdźmy do innego tematu, związanego ze zdrowiem. W ostatnich dniach pojawił się taki oto artykuł. Padają tam dość dziwne stwierdzenia typu „Kolejne doniesienia naukowców dowodzą, że E-papierosy są tak samo szkodliwe jak te z tytoniem. E-papierosy mogą powodować mukowiscydozę i choroby płuc.”. Brzmi groźnie, prawda? No, brzmi… ale – jaka jest prawda?
Opuściłem siwy łeb ku ziemi i poszedłem świeżym tropem, który doprowadził mnie do artykułu na portalu uniwersytetu w Chapel Hill. Czytam go i czytam i za chińskiego boga nie widzę tam nic o tym, że EIN mogą spowodować mukowiscydozę czy choroby płuc. Owszem, badacze piszą, że stwierdzili wzrost liczby neutrofilów w ślinie i o tym, że uznaje się, że ich niekontrolowane ilości MOGĄ się przyczyniać do pewnych schorzeń, nie ma tam ani słowa o tym, że takie schorzenia u użytkowników EIN POWODUJĄ. Jest różnica, prawda?
Jak wiecie, nie jestem lekarzem, więc poprosiłem o komentarz dr. Farsalinosa. Jak się okazało, czytał oryginalną publikację już wcześniej. Konstantinos uważa, że całe badanie zostało źle zaprojektowane. Część z badanych e-fajczarzy była hybrydowcami, a większość niedawno rzuciła. Dlatego też wyciąganie daleko idących wniosków dr Farsalinos określił jako „utter bullshit”, czyli totalną bzdurą.
Ale przy okazji zobaczcie jak zmienia się przekaz. Oryginalny komunikat mówi, że coś tam jest możliwe, ale już artykuł wtórny (ten po polsku) w zasadzie nie pozostawia wątpliwości, że EIN to zło. No cóż…
I to tyle bieżących doniesień.

Na koniec powtarzam moją prośbę sprzed jakiegoś czasu. Proszę nie przysyłać maili z pytaniami o takie czy inne sprawy. Ja naprawdę nie mam czasu każdemu odpowiadać indywidualnie. Uwierzcie, ludzie, że poza sprawami dotyczącymi EIN ja mam też inne życie, w którym muszę zarabiać (e-fajki wbrew plotkom nie dają mi dochodu), wchodzić w interakcje z innymi, a także czasami odpocząć. Dziękuję za uwagę.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 28 października 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,

UWAGA – film o EIN we wtorek w TVP2!

Jutro, czyli 3.10. w TVP 2 o bardzo później porze, bo o 23.00 (uwaga! według niektórych programów o 23.55), leci ciekawy brytyjski film „E-papierosy – wybawienie czy zagrożenie”. Miałem okazję już go widzieć, więc mogę polecić – jak na dokument o EIN jest zrobiony całkiem dobrze, choć można mieć nieco zastrzeżeń.
Jeśli ktoś jest nocnym markiem, to powtórka będzie kilka godzin później, 4.10 o godzinie 4.00.
Wrzucam tu opis po angielsku – dla zaciekawionych:
Michael Mosley investigates the dramatic rise in e-cigarettes. They’re everywhere these days, but what does the latest scientific research on them reveal? Michael reveals what e-cigarettes are really doing to your health. Are they really better for you than cigarettes? What is actually in them? Is passive vapour harmful? And can they really stop you from smoking? Michael meets some of the scientists around the world studying them, asks a group of volunteers to try to give up smoking regular cigarettes using them, and even takes up ‚vaping’ himself, smoking an e-cigarette every day for a month to see the effects on his own health – no easy task for such a committed non-smoker.

Jeśli obejrzycie, dajcie znać, jak Wam się spodobał.

 
10 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 2 października 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

O „awarii” elektrowni jądrowej Tihange w Belgii, jak też o nieistniejących chmurach radioaktywnych

Tym razem temat niezwiązany z EIN, ale za to bardzo aktualny.
Moi drodzy – dostaję z różnych stron pytania dotyczące tej rzekomej „paniki w Niemczech”, związanej z kłopotami jednej z elektrowni jądrowych w Belgii. Tu i ówdzie można przeczytać, że jakaś straszliwa chmura nadciąga czy już nadciągnęła nad Polskę, więc trzeba zamykać okna, nie wychodzić na dwór itd. Pseudo informatorzy powołują się na swoje tajne źródła – a to od szwagra „z jednego ze szpitali wojewódzkich”, a to od „dobrze poinformowanego żołnierza z marynarki wojennej”. A ludzie kochają się bać, a jeszcze bardziej lubią rozsiewać niesprawdzone wiadomości.
Dlatego pomyślałem sobie, że warto pewne sprawy wyjaśnić. Nie ma żadnej awarii zgłoszonej komukolwiek. Poziom promieniowania w Polsce jest stały od dłuższego czasu i nie odbiega od typowych wartości. Owszem, jest w Belgii elektrownia jądrowa, która nazywa się Tihange i leży obok miejscowości o ciekawej nazwie Huy. Znajdują się tam trzy dość stare reaktory. Już jakiś czas temu zauważono, że niektóre elementy strukturalne reaktora wykazują mikropęknięcia, ale po testach zdecydowano, że reaktory można nadal eksploatować, choć pierwotnie zamierzano je wyłączyć w 2015 roku. Aktualna pseudo panika medialna wynika z tego, że władze Akwizgranu (Aachen) zdecydowały się wydać mieszkańcom ponizej 45 roku życia tabletki z jodem (odpowiednik słynnego płynu Lugola, znanego z czasów Czarnobyla). Jako ciekawostkę dodam, że zgłosiło się po nie 3 tys. ludzi z 600 tys. uprawnionych. To chyba mówi jasno o poziomie „paniki”.
Jeśli ktoś chce śledzić bieżące wartości radioaktywności, polecam to źródło. Można też rzucić okiem na tę mapkę – to z kolei dane uzyskiwane przez centrum badawcze UE. Są to prywatne stacje monitorujące. Każdy kolorowy punkcik to konkretna stacja, można ją sobie przybliżyć i uzyskać dane bieżące, ale też wykres z ostatniego tygodnia. W okolicach Akwizgranu (Aachen) poziom ten wynosi 0,19 mikrosiwerta/h, czyli jest w normie. I żadnych specjalnych zmian nie widać. Nie trzeba nawet patrzeć na konkretne dane – jeśli punkty na mapie są zielone, jest OK. Warto się przyglądać, jeśli stają się żółte.
Jeśli w pobliżu naszego miejsca pobytu są tylko czerwone, owijamy się w prześcieradło i powoli czołgamy w kierunku najbliższego cmentarza, uważając na samochody,  rowery i biegaczy.

Podsumowując – wszystkim zalecam stosowanie się do podstawowego hasła, które można znaleźć na każdym egzemplarzu „Hitchhiker’s Guide to the Galaxy” nieodżałowanego Douglasa Adamsa.

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 4 września 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Ważna publikacja dr. Kośmidra dotycząca związków karbonylowych

W uznanym czasopiśmie Nicotine & Tobacco Research ukazała się niedawno bardzo istotna publikacja dotycząca emisji związków karbonylowych. Jednym z autorów jest znany Wam zapewne dr Leon Kośmider. Zespół badawczy postawił sobie pytanie związane z tym, co narzuciła nam Unia, a mianowicie: jak ograniczenie zawartości nikotyny w liquidzie do poziomu 20 mg/ml wpływa na to, co wdychają chmurzący.
Wielu z użytkowników e-fajek zaczynało od wyższych poziomów – 24 mg/ml, niektórzy nawet potrzebowali jeszcze bardziej stężonych roztworów, takich jak 36 mg/ml. Teraz w całej Unii obowiązuje zakaz. Z czym to się zwykle wiąże? Ano – z zejściem do poziomów niższych, a co za tym idzie – najczęściej z wydłużeniem czasu zaciągnięcia oraz zużycia liquidu. Zwłaszcza ten pierwszy element jest istotny, ponieważ dłuższe zaciąganie się powoduje wzrost temperatury grzałki, co pociąga za sobą większą szansę na rozkład termiczny składników liquidu, szczególnie glikolu propylenowego i gliceryny. Produktami takiego rozkładu są związki karbonylowe, m.in. formaldehyd, acetaldehyd, akroleina. Opisywane zjawisko można nazwać efektem kompensacyjnym – zbyt niską ilość nikotyny kompensujemy częstszym, dłuższym i głębszym zaciąganiem się. Zauważono go już u palaczy tytoniu wiele lat temu, gdy porównywano tzw. topografię palenia (długość i częstotliwość zaciągania się) u ludzi palących papierosy zwykłe oraz light.
No dobrze, przejdźmy do tego, co ustalono. Badano dwa liquidy – 6 mg/ml oraz 24 mg/ml (ciekawe gdzie się jeszcze udało takie kupić 😉 ). Używano eVica z Nautilusem na dość małej mocy (8,5 W). Sami przyznacie, że to nie są warunki ekstremalne. Okazało się, że w przypadku niższego stężenia średni czas zaciągnięcia wynosił ok. 5 s, a dla 24 mg/ml było to niecałe 3,8 s. Przerwa między zaciągnięciami wyniosła w pierwszym przypadku ok. 44 s, a w drugim niemal 75 s. W efekcie w ciągu sesji chmurzący stężenie niższe zużywał 1,06 ml, a ten z wyższym – 0,34 ml. Różnice, jak widać, są wyraźne.
Do badań zawartości związków karbonylowych wykorzystano znanego Palaczbota. Odpuszczam omówienie metodyki badań chemicznych, przechodzę do wyników. Okazało się, że zarówno ilość emitowanego w jednym zaciągnięciu formaldehydu, acetaldehydu, jak i acetonu była o kilkadziesiąt procent(!) wyższa w przypadku używania niższego stężenia. Jeszcze wyraźniejsze różnice są w przypadku podsumowania całej sesji chmurzenia. W tym przypadku dla stężenia 6 mg/ml emitowane jest o 100-140% więcej związków karbonylowych. Dodam tylko dla porządku, że te ilości są znacznie (kilkudziesięciokrotnie) niższe niż te, które wchłaniają palacze papierosów tradycyjnych. Ale oczywiście – jeśli można się truć mniej, to po co się truć bardziej.
Cóż więc widzimy z tych wyników? Ano – idiotyzm ograniczenia stężenia nikotyny przez niesławną dyrektywę tytoniową. Teoretycznie miało to służyć zdrowiu – a tu mamy silny naukowy dowód, że jest dokładnie odwrotnie. Oczywiście wiem doskonale, że jest to pierwsze badanie, ale właśnie na niezależnych badaniach powinny się opierać wszelkie decyzje prawne. A publikacja, którą omówiłem tym bardziej motywuje mnie do hasła, które znajduje się poniżej.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 18 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

I znowu…

Wydawałoby się, że już w mediach nieco się uspokoiła atmosfera wokół e-fajek. Ba, ostatnio pojawiło się kilka całkiem rzetelnych materiałów na ten temat. Jeden z tytułów przykuł od razu moją uwagę: „Ministerstwo Zdrowia zachęca do palenia e-papierosów”. Przyznam, zatkało mnie nawet na dwie sekundy. Radość była zdecydowanie przedwczesna, bo oczywiście nie chodziło o nasz resort zdrowia, ale brytyjski. Niemniej fajne jest to, że ta informacja dotarła do szerszego grona czytelników.
Ale gdyby było tylko dobrze, to byłoby zbyt dobrze. W Medonecie, należącym do Onetu „serwisie eksperckim”, ukazał się ostatnio tekst pani Iwony Dudzik „Bezpieczniejszy dymek? Co siedzi w e-papierosach?”. Przeczytałem go i zadumałem się. Okazuje się bowiem, że e-fajki to taki gadżet hipsterów, kobiet i ludzi korporacji. Hmm, nie wiem, do której z tych grup mam się zapisać. Ale mniejsza o to, bo dalej jest jeszcze ciekawiej. Otóż, wyobraźcie sobie, że e-fajka służy do podawania czystej nikotyny. Znaczy, jak rozumiem – 100%. Świetnie. Dalej czytamy m.in. „Chmurka z e-papierosów naraża osoby postronne na bierne palenie”. Ot, taka ciekawostka. Dalej jest o straszliwym uzależnieniu itd. Przywoływany jest jak zwykle niejaki Zatoński, który widzi w e-fajkach tylko źródło wyciągania z ludzi pieniędzy. Na marginesie, doskonale żyje z broszurek antytytoniowych, które wydawane są w nakładach, o których nawet autorzy bestsellerów mogą tylko pomarzyć.
No ale – jak się okazuje – jest na to wszystko lekarstwo. Tak, dobrze się domyślacie, chodzi o akcyzę. W ostatnim akapicie pada kłamstwo „Większość krajów już wprowadziła lub wprowadza akcyzę na e-papierosy.” – wiadomo, ze nikomu nie będzie chciało się sprawdzić.
I tak oto w świat idą kolejne bzdury, przeinaczenia i kłamstwa. Smutne jest to, że publikuje to serwis, który sam się nazywa eksperckim. Ale nic to, ciemny lud to kupi…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 13 sierpnia 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

UWAGA! Sensacyjny zwrot w USA

Nie tak dawno pisałem o tym, jak wygląda sytuacja użytkowników EIN w Wielkiej Brytanii, wzdychając nad tym, jak bardzo różni się ona od tego, co mamy tutaj. W ostatnich dniach na świecie szeroko komentowana jest sytuacja w USA. W czym rzecz? Jeśli pamiętacie moje dawne wpisy o tym, jak to FDA planowała dość ostre restrykcje dotyczące zarówno liquidów, jak też sprzętu, to powinniście się teraz dowiedzieć, że sytuacja zmieniła się zdecydowanie.

W ostatni piątek komisarz FDA, dr Scott Gottlieb ogłosił ogólny plan zmniejszenia liczby zgonów spowodowanych paleniem tytoniu, która w ostatnich latach sięgnęła niemal pół miliona rocznie. Jeśli chodzi o producentów papierosów, FDA zamierza wymusić na koncernach tytoniowych zdecydowane zmniejszenie ilości nikotyny zawartej w produktach. To stwierdzenie spowodowało dość gwałtowne spadki notowań firm z branży Big Tobacco. Wartość rynkowa największych graczy w ciągu kilku godzin spadła o 26 mld. $ (och, jak mi przykro z tego powodu… jak bardzo się martwię… 😉 ).

Jednak z punktu widzenia chmurzących istotniejsze jest podejście FDA do kwestii EIN. Gottlieb w swoim wywiadzie dla New York Timesa okazał się być zdecydowanie bardziej otwarty niż jego poprzednicy, jak też inni przedstawiciele środowisk medycznych. Powiedział m.in.: uważamy, że e-papierosy mogą być uznane za potencjalnie mniej szkodliwą alternatywę. Dodał, że nikotyna nie jest odpowiedzialna za raka oraz choroby serca i płuc. To oczywiście nie jest żadnym wielkim odkryciem, ale tu istotny jest kontekst, w którym wypowiedziano te słowa.

Przyznam, że te słowa w ustach ważnego urzędnika amerykańskiego są naprawdę zaskoczeniem. Do teraz nikt tak mocno nie wypowiedział się na te tematy. Oczywiście można powiedzieć, że jedna jaskółka nie czyni wiosny, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe wypowiedzi urzędników USA czy też prominentnych postaci związanych z ochroną zdrowia, Amerykanie mogą na razie dość optymistycznie patrzeć w przyszłość.

I znowu przychodzi mi westchnąć – a kiedy u nas pójdą po rozum do głowy…

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
13 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 31 lipca 2017 w ogólne

 

Tagi: , ,

Można zrobić mądrze? Można. Szkoda, że nie u nas

Okazuje się, że są jeszcze w Europie miejsca, w których zwycięża zdrowy rozsądek. Możemy tylko westchnąć – szkoda, że nie u nas. Rząd Wielkiej Brytanii, a konkretnie ich Department of Health ogłosił właśnie pięcioletnią strategię zmierzającą do zdecydowanego ograniczenia palenia tytoniu. Cel mają jasny: zmniejszyć odsetek ludzi palących z 15,5% do 12% w 2022 roku. Dodatkowo zamierzają zmniejszyć odsetek palących 15-latków z 8% do 3%, a palących ciężarnych z 10,7% do 6%.
W sumie to żadna sensacja, można powiedzieć – każdy kraj stara się taką politykę wprowadzać i epatować liczbami. Ale w tym przypadku mamy istotną sprawę związaną z używaniem EIN. Na str. 15 dokumentu Departamentu Zdrowia znajdziemy ciekawe informacje na ten temat. Brytyjczycy szacują, że ok. 2 miliony(!) palaczy porzuciło nałóg dzięki EIN, a niemal 0,5 miliona ograniczyło liczbę wypalanych papierosów. Brytyjskie służby medyczne, bazując na wynikach badań uznały, że e-fajki są zdecydowanie mniej szkodliwe niż palenie. Co więcej – piszą jednoznacznie, że polityka stref bezdymnych w przestrzeni publicznej czy też w zakładach pracy nie musi automatycznie obejmować używania EIN. Widać wyraźnie, że Wielka Brytania poszła zupełnie inną drogą niż Polska czy większość krajów UE. Maksymalny nacisk kładą na to, aby uzyskać jak najwięcej dowodów naukowych. Dlatego też Public Health England ma przedstawiać coroczne raporty o względnej szkodliwości palenia, chmurzenia oraz używania nowatorskich wyrobów tytoniowych. Co więcej, PHE ma przygotowywać materiały dla pracowników ochrony zdrowia, w których będzie zachęcać do rzucania palenia, także przy pomocy EIN.

Brzmi jak bajka, prawda? No bo to jest bajka – przynajmniej dla nas. Nie wyobrażam sobie naszego ministra, który uzna, że najistotniejsze jest zdrowie oraz dowody naukowe. Jednym słowem – Wielka Brytania używa delikatnych narzędzi rzeźbiarskich tam, gdzie nasi walą na oślep młotem kowalskim. Efekty nietrudno przewidzieć.
Wierzę, że uda im się osiągnąć spadek odsetka palących, być może nawet większy niż zakładają w tym programie. Jednocześnie wiem, że u nas nic takiego się nie uda, ponieważ działania naszych władz są bardzo krótkowzroczne. I zastanawiam się tylko, ilu jeszcze ludzi będzie musiało umrzeć, zanim ktoś pójdzie po rozum do głowy. A przecież wyniki badań są wystarczająco jasne. Brytyjskich lekarzy i legislatorów przekonały, jak widać. Te wszystkie wyniki są dostępne w przestrzeni publicznej, wystarczy do nich sięgnąć, przemyśleć i skorzystać.
I tyle na ten temat z mojej strony.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
34 Komentarze

Opublikował/a w dniu 19 lipca 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,