RSS

Archiwa tagu: zdrowie

Produkty Heat-not-Burn jednak nie takie idealne?

Jak wiemy, już od jakiegoś czasu można na rynku znaleźć podgrzewacze tytoniu, znane pod ogólną nazwą „heat-not-burn” (podgrzewanie bez spalania). Dla tych, którzy nie spotkali się jeszcze z nimi: jest to w zasadzie nowa wersja produktu, którego idea powstała kilkadziesiąt lat temu. Pod koniec lat 80. XX w. jedna z firm Big Tobacco wypuściła nawet na rynek takie urządzenie o nazwie Premier. W prace badawcze władowano setki milionów dolarów, ale efekt rynkowy był marny, bo użytkownicy narzekali na dziwny smak. Kolejne próby miały miejsce w latach 90., ale też bez wielkich sukcesów.
Dziś też mamy na rynku co najmniej kilka modeli takich urządzeń. Ich działanie polega na podgrzewaniu specjalnej mieszanki składającej się ze zmielonego tytoniu, gliceryny, celulozy, gumy guar oraz dodatków aromatyzujących. Całość jest reklamowana jako alternatywa dla e-papierosów. Producenci pięknie piszą o tym, że tam jest podgrzewanie, nie ma spalania, więc jest to mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Owszem, teoretycznie jest tak, jak piszą. Problem jednak tkwi w szczegółach. Każdy, kto miał okazję widzieć, jak wygląda wnętrze urządzenia po zużyciu nawet jednego wkładu tytoniowego może zadać sobie pytanie: no dobra, nie spala się, to skąd się bierze czarny nagar na grzałce?
Ano właśnie, właśnie. Gdy zobaczyłem to pierwszy raz w działaniu od razu przyszła mi na myśl piroliza. Jest to zjawisko zwęglania substancji organicznej w przypadku niedostatecznego dostępu tlenu. Jeśli ktoś widział, jak się wyrabia węgiel drzewny, będzie wiedział, w czym rzecz. No a piroliza, choć nie jest spalaniem, jednak powoduje powstanie całego koktajlu rozmaitych substancji, z których wiele jest nieobojętnych dla zdrowia.
To wszystko są oczywiście rozważania stricte teoretyczne. Nauka wymaga, aby mieć w ręku konkretne dowody. No i takie prace właśnie zaczęły się pojawiać. Już w ubiegłym roku krótką pracę opublikowali Szwajcarzy. Okazało się, że w aerozolu znaleziono lotne związki organiczne, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (rakotwórcze!) oraz tlenek węgla (taki sam, jak w zwykłych fajkach). Kilka dni temu podobną pracę opublikował zespół z Kalifornii, pracujący pod kierownictwem dr Prue Talbot. W tym przypadku badacze zaobserwowali, że z elementów plastikowych wydziela się cyjanohydryna formaldehydu (glikolonitryl). To pierwsze doniesienie o występowaniu tego związku. Jest on potencjalnie bardzo niebezpieczny, ponieważ dość szybko rozkłada się na formaldehyd oraz cyjanowodór. Napiszę o tym nieco więcej, gdy dostanę odpowiedź od głównej autorki tej publikacji.
Tak czy inaczej – trzeba obserwować doniesienia naukowe z tego frontu. Podejrzewam, że jeszcze niejeden raz zostaniemy zaskoczeni.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Metale ciężkie w aerozolu generowanym w EIN

Już jakiś czas temu pojawiały się informacje o tym, że zarówno w samym liquidzie, jak też w generowanym z niego aerozolu znajdują się pewne ilości metali ciężkich. Przypomnę może, że pojęcie metali ciężkich jest trochę niejednoznaczne. Wszystko zależy od tego, jaką specjalizację reprezentuje osoba omawiająca ten temat. W tym przypadku możemy przyjąć definicję, którą się posługują specjaliści z zakresu medycyny i biologii. Zaliczają oni do metali ciężkich takie pierwiastki, jak rtęć, kadm, ołów, chrom, nikiel itp. Co ciekawe, do metali ciężkich zalicza się często półmetale, takie jak arsen, a także niemetale, takie jak selen. Istotne tutaj są ich właściwości toksyczne. Wiemy oczywiście, że niewielkie ilości chromu, miedzi czy selenu są dla nas korzystne. Problem zaczyna się wtedy, gdy jest ich za dużo (tu jak zawsze kłania się pan Paracelsus).
Zespół badaczy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health, pracujący wspólnie z kolegami z Austrii i Hiszpanii wykonał serię bardzo ciekawych badań zmierzających do określenia zawartości wybranych metali ciężkich w liquidach do EIN, jak też w aerozolu, który jest generowany w e-papierosie i wchłaniany przez nasze płuca. Już kilka lat temu niektóre zespoły badawcze zwracały uwagę na to, że w aerozolu można wykryć takie metale ciężkie, jak ołów, chrom czy nikiel. Co ważne, te same badania najczęściej pokazywały, że metale te nie były obecne w butelkach z liquidami. A więc źródło metali nie znajduje się w niezbyt czystym liquidzie (choć pewnie niektórzy pamiętają aferę z arsenem sprzed kilku lat na Pomorzu), ale jest nim metal, z którym liquid wchodzi w kontakt w procesie tworzenia aerozolu. To prawda – mamy tam poza żelazem sporo rozmaitych metali – zarówno w samych grzałkach, jak też w lutach. Ciekawy był wybór sprzętu i płynów do analizy – badacze zaprosili po prostu 56 doświadczonych użytkowników wraz z własnym sprzętem i ulubionymi płynami. Analizie poddano płyn pobrany z butelek, aerozol generowany metodą mechaniczną stosowaną już we wcześniejszych badaniach, jak też próbkę płynu pozostającego w zbiorniczku po sesji „sztucznego chmurzenia”. Porównanie wyników dla różnych metali najlepiej widać na rysunku 1 (Figure 1) w linkowanej publikacji. Widzimy wyraźnie, że najmniej metali ciężkich jest w samym płynie – w większości wypadków są to ilości pomijalne. Zawartość metali w aerozolu jest najczęściej kilkadziesiąt razy wyższa. Najciekawsze dane są jednak dla pozostałości w zbiorniczku. Mamy tam zdecydowanie większą ilość metali niż w samym płynie – czasem nawet kilkaset. Uwaga: skala rzędnych na rysunku jest logarytmiczna, a nie liniowa – każda kolejna „kreska” oznacza 10* większe stężenie. Porównanie aerozol/butelka oraz pozostałość/butelka jest pokazana w Tabeli 3. Bardzo ciekawe i ważne dane znajdziemy też w Tabeli 5. Pokazano tam, jak zmienia się stężenie metali w zależności od napięcia (czyli też mocy, zakładając tę samą rezystancję grzałki). Już niewielki wzrost napięcia powoduje spory skok stężenia dla takich metali jak chrom czy nikiel. Myślę, że to też trzeba brać pod uwagę. Zainteresowani wpływem rodzaju metalu, z którego przygotowana jest grzałka, na emisję metali powinni zajrzeć do Tabeli 6. Aha, i jeszcze jedno – okazuje się, że częstsze wymiany grzałek powodują zwiększoną emisję. To akurat nie jest specjalnie zaskakujące – świeższe grzałki łatwiej są trawione. Zaskakujące jest jednak znalezienie arsenu w 10 z 56 próbek. Skąd on się tam bierze, pozostaje tajemnicą.
Reasumując: dobrze, że badania są prowadzone. Nie możemy chować głowy w piasek i udawać, że wszystko jest OK. Pamiętacie, że obiecywałem przekazywanie wszelkich informacji – zarówno tych pozytywnych, jak też negatywnych. Jednakowoż te wyniki nie są akurat specjalnie dramatyczne. Owszem, przekraczają w niektórych przypadkach normy, ale nie są to przekroczenia znaczne. Podejrzewam, że znacznie więcej metali ciężkich (szczególnie ołowiu) wdychamy w naszych zanieczyszczonych miastach. Niemniej te wszystkie wyniki powinny być dla konstruktorów EIN impulsem do dalszych prac badawczo-rozwojowych. Bo tak naprawdę w naszych e-fajkach nie potrzebujemy odtwarzaczy muzyki, kolorowych wyświetlaczy czy innych ciekawostek. Najistotniejszą sprawą jest zdrowie, czyli generowanie aerozolu jak najmniej zanieczyszczonego wszelakimi niezdrowymi pierwiastkami i związkami. Mam też nadzieję, że badania dotyczące zawartości metali ciężkich w aerozolu będą kontynuowane także przez inne grupy badawcze. Im więcej danych z różnych ośrodków będzie można porównać, tym lepiej, szczególnie jeśli będą one uzyskiwane przy użyciu innej metodyki badawczej. Byłoby też ciekawe oznaczenie zawartości metali ciężkich w krwi i osoczu i porównanie tych danych z wynikami ludzi, którzy nie używają EIN. Ot, tak sobie marzę.
Na koniec przypomnę jeszcze raz – używanie EIN to nie zabawa, a e-fajki, jakkolwiek znacznie mniej szkodliwe niż konwencjonalne papierosy, nie są zdrowe. Są tylko (i aż) znacznie mniej szkodliwe. Pamiętajmy o tym i przekazujmy takie informacje innym.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Najnowszy raport Public Health England

Minęło już 2,5 roku od słynnego raportu Public Health England, który wywołał spore poruszenie wśród badaczy zajmujących się zagadnieniami związanymi z EIN. Po analizie dostępnych wówczas danych brytyjscy naukowcy uznali, że EIN są co najmniej o 95% mniej szkodliwe. Ale od tego czasu pojawiły się setki kolejnych prac, które badają zarówno liquidy, aerozol, jak też ich oddziaływanie na organizm człowieka. Nic więc dziwnego, że ta sama instytucja (przypominam – rządowa, a nie prywatna) zleciła zespołowi niezależnych ekspertów przygotowanie kolejnego raportu na ten temat. (PDF w jęz. angielskim). Raport jest bardzo  obszerny, ponad 240 stron (poprzedni liczył 110). W kilkunastu rozdziałach omówiono wszelkie możliwe kwestie – począwszy od polityki i zagadnień prawnych, przez statystyki, aż do spraw związanych z zatruciami i eksplozjami EIN. Ostatni, krótki rozdział poświęcono tzw. nowatorskim produktom, czyli heat-not-burn Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem ogromu pracy włożonej w tę publikację. Każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o publikacjach naukowych, doceni objętość bibliografii: ponad 400 pozycji! Zaiste, imponujące. Co ważne – autorzy nie mają tzw. konfliktu interesów – żaden z nich nie był ani nie jest w żaden sposób związany z Big Tobacco czy producentami/dystrybutorami EIN.
Ale do rzeczy – jakie są najważniejsze wnioski? Raport w zasadzie potwierdza te wcześniejsze, z 2015 roku, przy czym omawiane są też najnowsze wyniki. Ciekawe są dane statystyczne: każdego roku EIN przyczyniają się do co najmniej 20 tysięcy sukcesów w rzucaniu palenia. Wejście na rynek brytyjski EIN powoduje już znaczący spadek liczby osób palących tytoń, który przez poprzednie kilkanaście lat spadał bardzo powoli. Z drugiej strony – propaganda w mediach sprawiła, że wielu palaczy uznaje, że EIN są tak samo szkodliwe jak papierosy konwencjonalne. To jest smutne pokłosie głupich artykułów – i dotyczy też na pewno Polski. Nadal 90% ludzi uważa, że to nikotyna jest czarnym charakterem. W tym raporcie nie stwierdzono występowania tzw. efektu furtki – inaczej niż z omawianym niedawno raporcie amerykańskim. Autorzy stwierdzają też, że można nadal podtrzymać opinię, że EIN są w 95% mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Co bardzo ważne – twórcy raportu zalecają zapoznanie się z nim, albo choćby z wnioskami, palaczom tytoniu, ale przede wszystkim pracownikom służby zdrowia. A teraz można tylko westchnąć: raport naciska, aby EIN były dostępne w szpitalnych sklepach oferujących inne środki wspomagające rzucanie palenia (gumy, plastry itp). Ludzie – wyobrażacie to sobie u nas? E-fajek w sklepie szpitalnym i miły lekarz służący radą i pomocą?
Zachęcam wszystkich zainteresowanych do sięgnięcia wprost do raportu. Ministerstwo zdrowia zapewne nawet na stronę tytułową nie spojrzy, bo oni wiedzą lepiej. Mnie jednak cieszy, że coś takiego pojawiło się w Europie. To jest takie minimalne światełko w tunelu.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Ważny amerykański raport o EIN

Ukazał się właśnie istotny duży raport dotyczący konsekwencji zdrowotnych związanych z używaniem EIN. Zainteresowani mogą sięgnąć do całości tekstu, ale myślę, że najpierw warto zajrzeć do podsumowania (PDF w jęz. ang.).
Autorzy (jednym z nich jest znany nam Maciej Goniewicz) wykonali dużą pracę, analizując wyniki dostępne w niemal 800 publikacjach naukowych, które pojawiły się w ostatnich latach na całym świecie. Wnioski zostały pogrupowane w zależności od „mocy dowodowej” – od ostatecznych przez istotne, niewystarczające, aż do braku dowodów.
W dużym skrócie: autorzy uważają, że zebrano wystarczającą ilość dowodów na to, że przejście od palenia tytoniu do chmurzenia zmniejsza narażenie na rozliczne substancje toksyczne występujące w dymie tytoniowym. Poziom emitowanych cząstek stałych oraz nikotyny jest podobny, jak w otaczającym powietrzu (czyli – używanie EIN nie zaśmieca powietrza, a więc nie ma kwestii „biernego chmurzenia”). Stwierdzono też, że aerozol zawiera substancje toksyczne (nikotyna i inne), jak też to, że poziom emisji tych substancji silnie zależy od rodzaju urządzenia, jak też od sposobu jego używania.
Są też znaczące dowody na to, że aerozol ma negatywny wpływ na komórki nabłonka, ale tu autorzy ostrożnie piszą, że nie wiadomo, jak to będzie realnie wyglądać przy długotrwałym używaniu. To samo dotyczy oddziaływania niektórych związków organicznych (takich jak np. formaldehyd) na mutagenezę, ale i tu autorzy ostrożnie piszą, że nie wiadomo, czy ich stężenie w normalnych warunkach chmurzenia jest w stanie wywołać zmiany trwałe.
Istnieją pewne dowody na to, że uzależnienie od EIN jest mniejsze niż w przypadku palenia tytoniu. Raport wskazuje, że są też jakieś dowody na to, że młodzi ludzie mogą po okresie używania EIN sięgnąć po zwykłe papierosy, ale i w tym przypadku dowody nie są ostateczne. Interesujące dla mnie jako chemika jest to, że aerozol może zawierać więcej metali ciężkich niż dym tytoniowy, ale – z wyjątkiem kadmu. Zachodzę w głowę dlaczego.
Co istotne, raport potwierdza ustalenia prof. Polosy, że EIN może pomóc w przypadku pacjentów z POChP oraz astmą, aczkolwiek dowody nie są definitywne. Brak natomiast dowodów, że EIN powodują choroby układu oddechowego [no, to chyba zamyka temat płuca popcornowego czy też sławetnej wody w płucach – SCh]
Nie ma natomiast znaczących dowodów, że używanie EIN może wpłynąć na rozwój płodu [tu istotne będą badania zespołu Lindy Bauld, ale wyniki będą najwcześniej po 2020 roku – SCh]. Co ciekawe – autorzy piszą, że są tylko niewystarczające dowody na to, że EIN pomagają w rzuceniu palenia(!).
Wiem, że w zasadzie wszystkie te kwestie są już nam znane, niektóre od bardzo dawna. Z niektórymi można się niespecjalnie zgadzać, ja np. nadal twierdzę, że jeśli efekt furtki istnieje, to ma tylko marginalny charakter. Moim zdaniem raport jest jednak istotny, bo pokazuje w skondensowany sposób, że badania są prowadzone na bardzo szeroką skalę i zapewne zmobilizuje to inne zespoły badawcze do zajęcia się tą tematyką.

Przedstawiłem tutaj tylko subiektywnie wybrane wnioski. Może ktoś się zgłosi na ochotnika, aby przetłumaczyć te kilka stron podsumowania (całego raportu nie ma sensu przekładać). Bardzo chętnie udostępnię miejsce na blogu, aby umieścić tu wersję polską.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
17 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

Ołów w EIN – najnowsza publikacja

Jak wiadomo, jednym z czynników szkodliwych wpływających na zdrowie są metale ciężkie, takie jak ołów, kadm, rtęć, chrom itd. Znajdują się one też w dymie tytoniowym. Jak dotychczas niewiele badań było poświęconych zawartości tych metali w liquidach czy też aerozolu w EIN.
Dlatego też postanowiłem napisać kilka słów na temat opublikowanej wczoraj pracy naukowców z Roswell Park Comprehensive Cancer Center, której jednym z autorów jest Maciej Goniewicz.
Badacze postanowili wykonać analizę zawartości ołowiu w dwunastu dostępnych na rynku USA i Kanady płynach, a także w 11 jednorazowych EIN. Analizę przeprowadzono metodą absorpcji atomowej z wykorzystaniem nowej techniki – specjalnego pieca grafitowego. Uzyskane wyniki są bardzo interesujące. Okazało się, że w żadnym z dostępnych e-liquidów ołów nie występuje w ilości umożliwiającej jego wykrycie (9,1 ppb). Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w przypadku jednorazówek. Możemy to zobaczyć na rys. 1 wspomnianej publikacji. Co prawda trzy z nich także wykazują niski poziom ołowiu, ale w większości przypadków ilość ołowiu jest większa. W jednym poziom ołowiu wynosi aż ponad 800 ppb, co jest już ilością bardzo dużą. Autorzy uważają, że w tym przypadku ołów pochodzi nie tyle z liquidu, którym są napełniane jednorazowe EIN, ale raczej z metalu używanego do lutowania elementów grzejnych. W urządzeniach przechowywanych przez dłuższy czas może następować powolne uwalnianie metali ciężkich do płynu, co w efekcie może prowadzić do ich obecności w aerozolu.
Badacze z Roswell Park zwracają uwagę, że kwestia obecności metali ciężkich w liquidach pozostaje otwarta. Z całą pewnością należy ten temat badać dalej. Warto też podkreślić, że opisywane badania samych liquidów, pomimo iż nie wykazały obecności w nich wykrywalnych ilości ołowiu, nie oznaczają, że użytkownicy EIN w ogóle nie wdychają tego metalu. Niewykluczone, że i w tym przypadku pewne ilości ołowiu (czy też innych metali ciężkich) mogą przenikać do płynu z elementów metalowych grzałki.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie doczekamy się kolejnych badań dotyczących zawartości metali ciężkich – przede wszystkim w aerozolu. Tak naprawdę tego typu badania powinny być przede wszystkim prowadzone przez określone jednostki państwowe – pod auspicjami Inspektora do spraw Substancji Chemicznych, Czy kiedykolwiek tego się doczekamy?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 21 stycznia 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

Jeszcze raz o stężonej, 100% nikotynie

Docierają do mnie informacje, że tu i ówdzie można zamówić czystą nikotynę. Czystą, czyli taką, która nie jest rozcieńczona PG czy VG, a więc ma stężenie zbliżone do 100% czyli 1000 mg/ml. Nie piszę tu o czystości w sensie chemicznym, bo tak naprawdę raczej takich danych dla oferowanego produktu nie ma. Oczywiście sprzedający będą zapewniać, że to czystość farmakopealna, że to jest produkt absolutnie najwyższej jakości. Może nawet zaprezentują jakieś „certyfikaty”. Przez te wszystkie lata takich pseudo certyfikatów widziałem setki. Podejrzewam też, że niemal 100% czytelników nie ma dostępu do laboratorium analitycznego, w którym można by stosowne analizy wykonać. A chyba nie muszę dodawać, że w razie czego nie będzie gdzie złożyć reklamacji. To tak, jak z kupowaniem spirytusu na bazarze.
Nie będę się tu już kolejny raz rozwodził nad tym, jak bardzo nikotyna jest szkodliwa. To raczej wszyscy powinni wiedzieć. Pojemnik 500 ml czy też 1000 ml, w których najczęściej jest ona oferowana, zawiera wystarczającą ilość, aby przenieść na tamten świat kilkaset osób. I tego typu przesyłki wędrują sobie po kraju. Żadna z nich nie jest opisana zgodnie z prawdą, bo poczta by jej nie przyjęła. Najczęściej w opisie są więc jakieś „aromaty spożywcze” czy inne kłamstwa. No i wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której taka paczka, nieodpowiednio zapakowana, zostanie gdzieś w sortowni rzucona, przygnieciona czy przekłuta. Zawartość rozlewa się w zamkniętym pomieszczeniu, w którym są ludzie. Ciąg dalszy można sobie wyobrazić. A do tego jest mała szansa na pomoc lekarską, skoro na opakowaniu mamy „aromat spożywczy”. I możemy mieć trupa. No a na paczce jest wasz adres… A potem całkiem możliwe, że będziecie musieli stanąć w sądzie twarzą w twarz z matką, żoną czy córką ofiary. I co im wtedy powiecie? Sorry, ja nie chciałem? Sorry, głupio wyszło, chciałem tylko zaoszczędzić?
Ludzie – naprawdę warto myśleć. I to myśleć przed szkodą.
Nie będę pisał o tym, że sama praca ze 100% nikotyną jest niebezpieczna. Że ona paruje, wchłania się także bardzo dobrze przez skórę. Pracowałem z tym związkiem jakieś 20 lat temu. W laboratorium, mając odpowiedni wyciąg i doskonale znając zagrożenia. Czy naprawdę dla kilku czy kilkudziesięciu złotych warto ryzykować zdrowie i życie? Myślę, że nie.
Na koniec przypominam jeszcze jedną rzecz – przesyłanie substancji toksycznych, takich jak nikotyna, obwarowane jest wieloma konkretnymi przepisami. Zarówno nasza poczta, jak też firmy kurierskie nie dozwalają na transport takich przesyłek. Kupując czy sprzedając 100% nikotynę stajecie się z automatu przestępcami. O tym też warto pomyśleć, zanim skusicie się na ofertę z internetu.
Dziękuję za uwagę.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 20 grudnia 2017 w ogólne

 

Tagi: ,

Komentarz do kilku informacji bieżących

Jak już wiemy, (nie)miłościwie panująca władza postanowiła jednak, że wprowadzi akcyzę na płyny do EIN. Twardo podtrzymują stanowisko, że produkty beznikotynowe też trzeba objąć akcyzą, co jest oczywistą paranoją. Producenci próbują jeszcze walczyć, sugerując, że taki podatek powinno się wprowadzać stopniowo. Tu oczywiście zgadzam się z p. Chmalem, który na konferencji w Katowicach wskazał na przykład Włoch, które liczyły na 86 mln euro, a uzyskały ledwo 5. Wydaje mi się, że w Polsce będzie jeszcze słabiej. Pomysł z akcyzą zapewne bardzo się podoba zarówno Big Tobacco, jak też tym, którzy już się szykują na start lewej sprzedaży w szarej strefie. Można o tym zresztą posłuchać w materiale Radia Zet. Pada tam też znamienne zdanie: Ważne, żeby ludzie palący papierosy elektroniczne mieli świadomość, że to jest też papieros. Ech, już kilka lat temu wieszczyłem, że nazwa e-papieros będzie przekleństwem. Bo „to też jest papieros”. No i mamy za swoje.
Teraz z innej beczki – małe 2 tygodnie temu pisałem o kuriozalnym ogłoszeniu Biura do spraw Substancji Chemicznych. Bardzo mnie ucieszyło, że znalazł się jeden sprawiedliwy poseł, Pawel Skutecki (Kukiz ’15), który postanowił w tej sprawie złożyć interpelację do ministra zdrowia. Co więcej, zrobił to naprawdę w błyskawicznym tempie. Z całością możecie się zapoznać tutaj. W imieniu wszystkich użytkowników EIN – dzięki serdeczne, Paweł! Teraz poczekamy na to, jaką sprytną odpowiedź wymyśli pan Radziwiłł.
Ale przejdźmy do innego tematu, związanego ze zdrowiem. W ostatnich dniach pojawił się taki oto artykuł. Padają tam dość dziwne stwierdzenia typu „Kolejne doniesienia naukowców dowodzą, że E-papierosy są tak samo szkodliwe jak te z tytoniem. E-papierosy mogą powodować mukowiscydozę i choroby płuc.”. Brzmi groźnie, prawda? No, brzmi… ale – jaka jest prawda?
Opuściłem siwy łeb ku ziemi i poszedłem świeżym tropem, który doprowadził mnie do artykułu na portalu uniwersytetu w Chapel Hill. Czytam go i czytam i za chińskiego boga nie widzę tam nic o tym, że EIN mogą spowodować mukowiscydozę czy choroby płuc. Owszem, badacze piszą, że stwierdzili wzrost liczby neutrofilów w ślinie i o tym, że uznaje się, że ich niekontrolowane ilości MOGĄ się przyczyniać do pewnych schorzeń, nie ma tam ani słowa o tym, że takie schorzenia u użytkowników EIN POWODUJĄ. Jest różnica, prawda?
Jak wiecie, nie jestem lekarzem, więc poprosiłem o komentarz dr. Farsalinosa. Jak się okazało, czytał oryginalną publikację już wcześniej. Konstantinos uważa, że całe badanie zostało źle zaprojektowane. Część z badanych e-fajczarzy była hybrydowcami, a większość niedawno rzuciła. Dlatego też wyciąganie daleko idących wniosków dr Farsalinos określił jako „utter bullshit”, czyli totalną bzdurą.
Ale przy okazji zobaczcie jak zmienia się przekaz. Oryginalny komunikat mówi, że coś tam jest możliwe, ale już artykuł wtórny (ten po polsku) w zasadzie nie pozostawia wątpliwości, że EIN to zło. No cóż…
I to tyle bieżących doniesień.

Na koniec powtarzam moją prośbę sprzed jakiegoś czasu. Proszę nie przysyłać maili z pytaniami o takie czy inne sprawy. Ja naprawdę nie mam czasu każdemu odpowiadać indywidualnie. Uwierzcie, ludzie, że poza sprawami dotyczącymi EIN ja mam też inne życie, w którym muszę zarabiać (e-fajki wbrew plotkom nie dają mi dochodu), wchodzić w interakcje z innymi, a także czasami odpocząć. Dziękuję za uwagę.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 28 października 2017 w ogólne

 

Tagi: , , ,