RSS

Archiwa tagu: zdrowie

Jak to było na GFN

Krótko mówiąc – było świetnie. Już w zeszłym roku podejrzewaliśmy, że liczba chętnych wzrośnie, więc organizatorzy zdecydowali o przeniesieniu obrad z piętra trzeciego na drugie. No i dobrze, bo nawet w momentach, gdy wszyscy byli na obradach, nie odczuwało się tłoku. Fajnie było patrzeć na ten kolorowy tłum z kilku kontynentów i spotykać ludzi dobrze znanych, jak też zupełnie nowych. Większość prezentacji plenarnych i satelitarnych jest już dostępna na stronie GFN – możecie sobie obejrzeć PDFy. W ciągu najbliższych dni pojawią się tam też zarejestrowane prezentacje wideo. Bardzo ciekawie opowiadał o Islandii wyjątkowo sympatyczny lekarz – Karl Snæbjornsson. Okazuje się, że tam e-fajki przebojem wchodzą i zastępują zwykłe papierosy. Z kolei w Meksyku miała być rewolucja w złą stronę. Roberto Sussman (fizyk pracujący na tamtejszym uniwerku i sekretarz techniczny stowarzyszenia waperów meksykańskich) opowiedział, jak udało im się zablokować nadchodzące zmiany. I na razie mają tam w miarę normalną sytuację – nie ma ograniczeń pojemności ani też mocy liquidów. Żyć nie umierać. Sytuacja w Polsce, o której opowiadałem na tej samej sesji wzbudziła zainteresowanie. Ludzie spoza Unii byli zaskoczeni dziwnymi regulacjami, choć np. Australijczycy mówili, że u nich jest jednak znacznie gorzej – liquidy z nikotyną są tylko na receptę, imaginujcie sobie. Ale oczywiście lekarze boją się takie recepty wystawiać. Resztę ratuje prywatny import.
Świetny był wykład plenarny dr. Paula Newhouse’a o terapeutycznych aspektach nikotyny. Okazuje się, że w USA prowadzą naprawdę sporo badań i wygląda na to, że nikotyna już niedługo zostanie uznana za lek pomagający w stymulacji mózgu w przypadku choroby Alzheimera, a także u ludzi z zespołem Downa. Wyniki, które prezentował Paul są więcej niż zachęcające.
Ostatnia debata plenarna przebiegała pod hasłem: where to next? (Dokąd teraz?) – jest na wideo, można obejrzeć. Coraz klarowniejszy jest obraz tego, co ludzie robią i jakie badania zamierzają robić dalej. Prace trwają w dziesiątkach ośrodków na świecie. I tylko jak zwykle nasza chata z kraja, bo tylko zespół prof. Sobczaka prowadzi realne badania na ten temat, przy czym sporo z nich jest we współpracy międzynarodowej, co jest obiecujące.
Reasumując – naprawdę bardzo udana konferencja. Doskonała organizacja z polskiej strony – uczestnicy byli niesamowicie zadowoleni z cateringu, z obsługi technicznej i zawsze pomocnych i uśmiechniętych ludzi z ekipy Grzegorza Króla i Joasi Junak – to są prawdziwi zawodowcy. Mam nadzieję, że spotkam ich znowu za rok. Kolejne, szóste forum odbędzie się w dniach 13-15 czerwca 2019 w tym samym miejscu.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 24 czerwca 2018 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Uwaga na aromaty cynamonowe – docierają kolejne informacje

Jak pamiętacie, wielokrotnie obiecywałem, ze będę tutaj pisał zarówno o sprawach pozytywnych, jak i negatywnych związanych z EIN. Kilka lat temu pisałem o tym, że niektóre aromaty (w tym cynamonowy) stanowią problem w przypadku kontaktu z elementami z tworzyw sztucznych. Z kolei jakiś czas temu zaczęły docierać informacje o tym, że liquidy cynamonowe wykazują dość silną cytotoksyczność. Badania dr Prue Talbot były metodycznie nieco wątpliwe, ale także Farsalinos zauważył, że cynamon powinien być dokładniej wzięty pod lupę. I właśnie ukazała się kolejna praca na ten temat. Tym razem wykonali ją badacze z University of North Carolina w Chapel Hill (swoją drogą – mam sentyment do tej miejscowości, bo na tej samej uczelni pracuje syn mojego kuzyna, ale też w Chapel Hill mieszka znany miłośnik Cohena, dr Allan Showalter oraz jeszcze dwoje moich znajomych cohenofilów). Dr Philip Clapp oraz dr Ilona Jaspers wystawiali na działanie samego liquidu, jak też aerozolu ludzkie komórki nabłonkowe płuc i badali, jak te mieszaniny chemiczne wpływają na ruchy rzęsek, którymi są one pokryte. Ponadto badania dotyczyły też wpływu aldehydu cynamonowego na mitochondrialne procesy wytwarzania energii. Ich wnioski są niezbyt dobre dla miłośników cynamonu. Okazuje się bowiem, że już dla typowych stężeń spotykanych w liquidach zarówno działanie rzęsek, jak też wytwarzanie energii jest zdecydowanie ograniczone.
Badacze podkreślają jednak, że są to badania in vitro, a więc mogą być tylko wstępem do konkretnych badań na ludziach (in vivo). Zapowiadają, że zamierzają się za nie zabrać, co jest bardzo cenną informacją. Czekamy na kolejne wyniki.
Tak czy inaczej – jest to kolejne doniesienie na temat aldehydu cynamonowego, które powinni brać pod uwagę ci wszyscy, którzy lubią takie właśnie aromaty. Oczywiście nikt na razie nie wydał ostatecznej opinii, że to wszystko jest szkodliwe, ale jeśli możemy unikać czegoś, co jest potencjalnie szkodliwe, warto chyba to zrobić.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
5 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2018 w ogólne

 

Tagi: ,

Produkty Heat-not-Burn jednak nie takie idealne?

Jak wiemy, już od jakiegoś czasu można na rynku znaleźć podgrzewacze tytoniu, znane pod ogólną nazwą „heat-not-burn” (podgrzewanie bez spalania). Dla tych, którzy nie spotkali się jeszcze z nimi: jest to w zasadzie nowa wersja produktu, którego idea powstała kilkadziesiąt lat temu. Pod koniec lat 80. XX w. jedna z firm Big Tobacco wypuściła nawet na rynek takie urządzenie o nazwie Premier. W prace badawcze władowano setki milionów dolarów, ale efekt rynkowy był marny, bo użytkownicy narzekali na dziwny smak. Kolejne próby miały miejsce w latach 90., ale też bez wielkich sukcesów.
Dziś też mamy na rynku co najmniej kilka modeli takich urządzeń. Ich działanie polega na podgrzewaniu specjalnej mieszanki składającej się ze zmielonego tytoniu, gliceryny, celulozy, gumy guar oraz dodatków aromatyzujących. Całość jest reklamowana jako alternatywa dla e-papierosów. Producenci pięknie piszą o tym, że tam jest podgrzewanie, nie ma spalania, więc jest to mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Owszem, teoretycznie jest tak, jak piszą. Problem jednak tkwi w szczegółach. Każdy, kto miał okazję widzieć, jak wygląda wnętrze urządzenia po zużyciu nawet jednego wkładu tytoniowego może zadać sobie pytanie: no dobra, nie spala się, to skąd się bierze czarny nagar na grzałce?
Ano właśnie, właśnie. Gdy zobaczyłem to pierwszy raz w działaniu od razu przyszła mi na myśl piroliza. Jest to zjawisko zwęglania substancji organicznej w przypadku niedostatecznego dostępu tlenu. Jeśli ktoś widział, jak się wyrabia węgiel drzewny, będzie wiedział, w czym rzecz. No a piroliza, choć nie jest spalaniem, jednak powoduje powstanie całego koktajlu rozmaitych substancji, z których wiele jest nieobojętnych dla zdrowia.
To wszystko są oczywiście rozważania stricte teoretyczne. Nauka wymaga, aby mieć w ręku konkretne dowody. No i takie prace właśnie zaczęły się pojawiać. Już w ubiegłym roku krótką pracę opublikowali Szwajcarzy. Okazało się, że w aerozolu znaleziono lotne związki organiczne, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (rakotwórcze!) oraz tlenek węgla (taki sam, jak w zwykłych fajkach). Kilka dni temu podobną pracę opublikował zespół z Kalifornii, pracujący pod kierownictwem dr Prue Talbot. W tym przypadku badacze zaobserwowali, że z elementów plastikowych wydziela się cyjanohydryna formaldehydu (glikolonitryl). To pierwsze doniesienie o występowaniu tego związku. Jest on potencjalnie bardzo niebezpieczny, ponieważ dość szybko rozkłada się na formaldehyd oraz cyjanowodór. Napiszę o tym nieco więcej, gdy dostanę odpowiedź od głównej autorki tej publikacji.
Tak czy inaczej – trzeba obserwować doniesienia naukowe z tego frontu. Podejrzewam, że jeszcze niejeden raz zostaniemy zaskoczeni.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Metale ciężkie w aerozolu generowanym w EIN

Już jakiś czas temu pojawiały się informacje o tym, że zarówno w samym liquidzie, jak też w generowanym z niego aerozolu znajdują się pewne ilości metali ciężkich. Przypomnę może, że pojęcie metali ciężkich jest trochę niejednoznaczne. Wszystko zależy od tego, jaką specjalizację reprezentuje osoba omawiająca ten temat. W tym przypadku możemy przyjąć definicję, którą się posługują specjaliści z zakresu medycyny i biologii. Zaliczają oni do metali ciężkich takie pierwiastki, jak rtęć, kadm, ołów, chrom, nikiel itp. Co ciekawe, do metali ciężkich zalicza się często półmetale, takie jak arsen, a także niemetale, takie jak selen. Istotne tutaj są ich właściwości toksyczne. Wiemy oczywiście, że niewielkie ilości chromu, miedzi czy selenu są dla nas korzystne. Problem zaczyna się wtedy, gdy jest ich za dużo (tu jak zawsze kłania się pan Paracelsus).
Zespół badaczy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health, pracujący wspólnie z kolegami z Austrii i Hiszpanii wykonał serię bardzo ciekawych badań zmierzających do określenia zawartości wybranych metali ciężkich w liquidach do EIN, jak też w aerozolu, który jest generowany w e-papierosie i wchłaniany przez nasze płuca. Już kilka lat temu niektóre zespoły badawcze zwracały uwagę na to, że w aerozolu można wykryć takie metale ciężkie, jak ołów, chrom czy nikiel. Co ważne, te same badania najczęściej pokazywały, że metale te nie były obecne w butelkach z liquidami. A więc źródło metali nie znajduje się w niezbyt czystym liquidzie (choć pewnie niektórzy pamiętają aferę z arsenem sprzed kilku lat na Pomorzu), ale jest nim metal, z którym liquid wchodzi w kontakt w procesie tworzenia aerozolu. To prawda – mamy tam poza żelazem sporo rozmaitych metali – zarówno w samych grzałkach, jak też w lutach. Ciekawy był wybór sprzętu i płynów do analizy – badacze zaprosili po prostu 56 doświadczonych użytkowników wraz z własnym sprzętem i ulubionymi płynami. Analizie poddano płyn pobrany z butelek, aerozol generowany metodą mechaniczną stosowaną już we wcześniejszych badaniach, jak też próbkę płynu pozostającego w zbiorniczku po sesji „sztucznego chmurzenia”. Porównanie wyników dla różnych metali najlepiej widać na rysunku 1 (Figure 1) w linkowanej publikacji. Widzimy wyraźnie, że najmniej metali ciężkich jest w samym płynie – w większości wypadków są to ilości pomijalne. Zawartość metali w aerozolu jest najczęściej kilkadziesiąt razy wyższa. Najciekawsze dane są jednak dla pozostałości w zbiorniczku. Mamy tam zdecydowanie większą ilość metali niż w samym płynie – czasem nawet kilkaset. Uwaga: skala rzędnych na rysunku jest logarytmiczna, a nie liniowa – każda kolejna „kreska” oznacza 10* większe stężenie. Porównanie aerozol/butelka oraz pozostałość/butelka jest pokazana w Tabeli 3. Bardzo ciekawe i ważne dane znajdziemy też w Tabeli 5. Pokazano tam, jak zmienia się stężenie metali w zależności od napięcia (czyli też mocy, zakładając tę samą rezystancję grzałki). Już niewielki wzrost napięcia powoduje spory skok stężenia dla takich metali jak chrom czy nikiel. Myślę, że to też trzeba brać pod uwagę. Zainteresowani wpływem rodzaju metalu, z którego przygotowana jest grzałka, na emisję metali powinni zajrzeć do Tabeli 6. Aha, i jeszcze jedno – okazuje się, że częstsze wymiany grzałek powodują zwiększoną emisję. To akurat nie jest specjalnie zaskakujące – świeższe grzałki łatwiej są trawione. Zaskakujące jest jednak znalezienie arsenu w 10 z 56 próbek. Skąd on się tam bierze, pozostaje tajemnicą.
Reasumując: dobrze, że badania są prowadzone. Nie możemy chować głowy w piasek i udawać, że wszystko jest OK. Pamiętacie, że obiecywałem przekazywanie wszelkich informacji – zarówno tych pozytywnych, jak też negatywnych. Jednakowoż te wyniki nie są akurat specjalnie dramatyczne. Owszem, przekraczają w niektórych przypadkach normy, ale nie są to przekroczenia znaczne. Podejrzewam, że znacznie więcej metali ciężkich (szczególnie ołowiu) wdychamy w naszych zanieczyszczonych miastach. Niemniej te wszystkie wyniki powinny być dla konstruktorów EIN impulsem do dalszych prac badawczo-rozwojowych. Bo tak naprawdę w naszych e-fajkach nie potrzebujemy odtwarzaczy muzyki, kolorowych wyświetlaczy czy innych ciekawostek. Najistotniejszą sprawą jest zdrowie, czyli generowanie aerozolu jak najmniej zanieczyszczonego wszelakimi niezdrowymi pierwiastkami i związkami. Mam też nadzieję, że badania dotyczące zawartości metali ciężkich w aerozolu będą kontynuowane także przez inne grupy badawcze. Im więcej danych z różnych ośrodków będzie można porównać, tym lepiej, szczególnie jeśli będą one uzyskiwane przy użyciu innej metodyki badawczej. Byłoby też ciekawe oznaczenie zawartości metali ciężkich w krwi i osoczu i porównanie tych danych z wynikami ludzi, którzy nie używają EIN. Ot, tak sobie marzę.
Na koniec przypomnę jeszcze raz – używanie EIN to nie zabawa, a e-fajki, jakkolwiek znacznie mniej szkodliwe niż konwencjonalne papierosy, nie są zdrowe. Są tylko (i aż) znacznie mniej szkodliwe. Pamiętajmy o tym i przekazujmy takie informacje innym.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 25 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

WAŻNE! Najnowszy raport Public Health England

Minęło już 2,5 roku od słynnego raportu Public Health England, który wywołał spore poruszenie wśród badaczy zajmujących się zagadnieniami związanymi z EIN. Po analizie dostępnych wówczas danych brytyjscy naukowcy uznali, że EIN są co najmniej o 95% mniej szkodliwe. Ale od tego czasu pojawiły się setki kolejnych prac, które badają zarówno liquidy, aerozol, jak też ich oddziaływanie na organizm człowieka. Nic więc dziwnego, że ta sama instytucja (przypominam – rządowa, a nie prywatna) zleciła zespołowi niezależnych ekspertów przygotowanie kolejnego raportu na ten temat. (PDF w jęz. angielskim). Raport jest bardzo  obszerny, ponad 240 stron (poprzedni liczył 110). W kilkunastu rozdziałach omówiono wszelkie możliwe kwestie – począwszy od polityki i zagadnień prawnych, przez statystyki, aż do spraw związanych z zatruciami i eksplozjami EIN. Ostatni, krótki rozdział poświęcono tzw. nowatorskim produktom, czyli heat-not-burn Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem ogromu pracy włożonej w tę publikację. Każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o publikacjach naukowych, doceni objętość bibliografii: ponad 400 pozycji! Zaiste, imponujące. Co ważne – autorzy nie mają tzw. konfliktu interesów – żaden z nich nie był ani nie jest w żaden sposób związany z Big Tobacco czy producentami/dystrybutorami EIN.
Ale do rzeczy – jakie są najważniejsze wnioski? Raport w zasadzie potwierdza te wcześniejsze, z 2015 roku, przy czym omawiane są też najnowsze wyniki. Ciekawe są dane statystyczne: każdego roku EIN przyczyniają się do co najmniej 20 tysięcy sukcesów w rzucaniu palenia. Wejście na rynek brytyjski EIN powoduje już znaczący spadek liczby osób palących tytoń, który przez poprzednie kilkanaście lat spadał bardzo powoli. Z drugiej strony – propaganda w mediach sprawiła, że wielu palaczy uznaje, że EIN są tak samo szkodliwe jak papierosy konwencjonalne. To jest smutne pokłosie głupich artykułów – i dotyczy też na pewno Polski. Nadal 90% ludzi uważa, że to nikotyna jest czarnym charakterem. W tym raporcie nie stwierdzono występowania tzw. efektu furtki – inaczej niż z omawianym niedawno raporcie amerykańskim. Autorzy stwierdzają też, że można nadal podtrzymać opinię, że EIN są w 95% mniej szkodliwe niż palenie tytoniu.
Co bardzo ważne – twórcy raportu zalecają zapoznanie się z nim, albo choćby z wnioskami, palaczom tytoniu, ale przede wszystkim pracownikom służby zdrowia. A teraz można tylko westchnąć: raport naciska, aby EIN były dostępne w szpitalnych sklepach oferujących inne środki wspomagające rzucanie palenia (gumy, plastry itp). Ludzie – wyobrażacie to sobie u nas? E-fajek w sklepie szpitalnym i miły lekarz służący radą i pomocą?
Zachęcam wszystkich zainteresowanych do sięgnięcia wprost do raportu. Ministerstwo zdrowia zapewne nawet na stronę tytułową nie spojrzy, bo oni wiedzą lepiej. Mnie jednak cieszy, że coś takiego pojawiło się w Europie. To jest takie minimalne światełko w tunelu.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
8 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 8 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , , ,

Ważny amerykański raport o EIN

Ukazał się właśnie istotny duży raport dotyczący konsekwencji zdrowotnych związanych z używaniem EIN. Zainteresowani mogą sięgnąć do całości tekstu, ale myślę, że najpierw warto zajrzeć do podsumowania (PDF w jęz. ang.).
Autorzy (jednym z nich jest znany nam Maciej Goniewicz) wykonali dużą pracę, analizując wyniki dostępne w niemal 800 publikacjach naukowych, które pojawiły się w ostatnich latach na całym świecie. Wnioski zostały pogrupowane w zależności od „mocy dowodowej” – od ostatecznych przez istotne, niewystarczające, aż do braku dowodów.
W dużym skrócie: autorzy uważają, że zebrano wystarczającą ilość dowodów na to, że przejście od palenia tytoniu do chmurzenia zmniejsza narażenie na rozliczne substancje toksyczne występujące w dymie tytoniowym. Poziom emitowanych cząstek stałych oraz nikotyny jest podobny, jak w otaczającym powietrzu (czyli – używanie EIN nie zaśmieca powietrza, a więc nie ma kwestii „biernego chmurzenia”). Stwierdzono też, że aerozol zawiera substancje toksyczne (nikotyna i inne), jak też to, że poziom emisji tych substancji silnie zależy od rodzaju urządzenia, jak też od sposobu jego używania.
Są też znaczące dowody na to, że aerozol ma negatywny wpływ na komórki nabłonka, ale tu autorzy ostrożnie piszą, że nie wiadomo, jak to będzie realnie wyglądać przy długotrwałym używaniu. To samo dotyczy oddziaływania niektórych związków organicznych (takich jak np. formaldehyd) na mutagenezę, ale i tu autorzy ostrożnie piszą, że nie wiadomo, czy ich stężenie w normalnych warunkach chmurzenia jest w stanie wywołać zmiany trwałe.
Istnieją pewne dowody na to, że uzależnienie od EIN jest mniejsze niż w przypadku palenia tytoniu. Raport wskazuje, że są też jakieś dowody na to, że młodzi ludzie mogą po okresie używania EIN sięgnąć po zwykłe papierosy, ale i w tym przypadku dowody nie są ostateczne. Interesujące dla mnie jako chemika jest to, że aerozol może zawierać więcej metali ciężkich niż dym tytoniowy, ale – z wyjątkiem kadmu. Zachodzę w głowę dlaczego.
Co istotne, raport potwierdza ustalenia prof. Polosy, że EIN może pomóc w przypadku pacjentów z POChP oraz astmą, aczkolwiek dowody nie są definitywne. Brak natomiast dowodów, że EIN powodują choroby układu oddechowego [no, to chyba zamyka temat płuca popcornowego czy też sławetnej wody w płucach – SCh]
Nie ma natomiast znaczących dowodów, że używanie EIN może wpłynąć na rozwój płodu [tu istotne będą badania zespołu Lindy Bauld, ale wyniki będą najwcześniej po 2020 roku – SCh]. Co ciekawe – autorzy piszą, że są tylko niewystarczające dowody na to, że EIN pomagają w rzuceniu palenia(!).
Wiem, że w zasadzie wszystkie te kwestie są już nam znane, niektóre od bardzo dawna. Z niektórymi można się niespecjalnie zgadzać, ja np. nadal twierdzę, że jeśli efekt furtki istnieje, to ma tylko marginalny charakter. Moim zdaniem raport jest jednak istotny, bo pokazuje w skondensowany sposób, że badania są prowadzone na bardzo szeroką skalę i zapewne zmobilizuje to inne zespoły badawcze do zajęcia się tą tematyką.

Przedstawiłem tutaj tylko subiektywnie wybrane wnioski. Może ktoś się zgłosi na ochotnika, aby przetłumaczyć te kilka stron podsumowania (całego raportu nie ma sensu przekładać). Bardzo chętnie udostępnię miejsce na blogu, aby umieścić tu wersję polską.

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
17 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2018 w ogólne

 

Tagi: , ,

Ołów w EIN – najnowsza publikacja

Jak wiadomo, jednym z czynników szkodliwych wpływających na zdrowie są metale ciężkie, takie jak ołów, kadm, rtęć, chrom itd. Znajdują się one też w dymie tytoniowym. Jak dotychczas niewiele badań było poświęconych zawartości tych metali w liquidach czy też aerozolu w EIN.
Dlatego też postanowiłem napisać kilka słów na temat opublikowanej wczoraj pracy naukowców z Roswell Park Comprehensive Cancer Center, której jednym z autorów jest Maciej Goniewicz.
Badacze postanowili wykonać analizę zawartości ołowiu w dwunastu dostępnych na rynku USA i Kanady płynach, a także w 11 jednorazowych EIN. Analizę przeprowadzono metodą absorpcji atomowej z wykorzystaniem nowej techniki – specjalnego pieca grafitowego. Uzyskane wyniki są bardzo interesujące. Okazało się, że w żadnym z dostępnych e-liquidów ołów nie występuje w ilości umożliwiającej jego wykrycie (9,1 ppb). Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w przypadku jednorazówek. Możemy to zobaczyć na rys. 1 wspomnianej publikacji. Co prawda trzy z nich także wykazują niski poziom ołowiu, ale w większości przypadków ilość ołowiu jest większa. W jednym poziom ołowiu wynosi aż ponad 800 ppb, co jest już ilością bardzo dużą. Autorzy uważają, że w tym przypadku ołów pochodzi nie tyle z liquidu, którym są napełniane jednorazowe EIN, ale raczej z metalu używanego do lutowania elementów grzejnych. W urządzeniach przechowywanych przez dłuższy czas może następować powolne uwalnianie metali ciężkich do płynu, co w efekcie może prowadzić do ich obecności w aerozolu.
Badacze z Roswell Park zwracają uwagę, że kwestia obecności metali ciężkich w liquidach pozostaje otwarta. Z całą pewnością należy ten temat badać dalej. Warto też podkreślić, że opisywane badania samych liquidów, pomimo iż nie wykazały obecności w nich wykrywalnych ilości ołowiu, nie oznaczają, że użytkownicy EIN w ogóle nie wdychają tego metalu. Niewykluczone, że i w tym przypadku pewne ilości ołowiu (czy też innych metali ciężkich) mogą przenikać do płynu z elementów metalowych grzałki.
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie doczekamy się kolejnych badań dotyczących zawartości metali ciężkich – przede wszystkim w aerozolu. Tak naprawdę tego typu badania powinny być przede wszystkim prowadzone przez określone jednostki państwowe – pod auspicjami Inspektora do spraw Substancji Chemicznych, Czy kiedykolwiek tego się doczekamy?

Ceterum censeo Directiva Tobaccorum delendam esse!
(A poza tym uważam, że Dyrektywa Tytoniowa winna być zniszczona!)

 
10 Komentarzy

Opublikował/a w dniu 21 stycznia 2018 w ogólne

 

Tagi: ,