Zapraszam do śledzenia wpisów w nowej zakładce, którą dziś inauguruje interesujący wpis specjalisty od uzależnień. Mam nadzieję, że w tej zakładce będą co jakiś czas pojawiać się ważne dla nas teksty pisane przez fachowców z różnych dziedzin.
Jednocześnie tą drogą dziękuję p. dr. Łukaszowi Müldner-Nieckowskiemu za udostępnienie na naszym blogu tego ciekawego tekstu.
Nowość na blogu – zakładka „Okiem specjalistów”
Zagadka – po co dodaje się cukier do papierosów?
Pomimo tego, że już dawno stwierdzono, że mechanizm uzależnienia tytoniowego (podkreślam – tytoniowego, nie nikotynowego) jest bardzo złożony, wielu ludzi uważa, że to nikotyna jest głównym związkiem odpowiedzialnym za uzależnienie.
Można uznać, że przeciętny człowiek miał to kładzione do głowy przez lata, ale jeśli bezrefleksyjnie powtarzają to osoby z tytułami naukowymi czy też lekarze, to już jest niezbyt dobrze.
No dobrze – to trzeba dalej krzewić wiedzę, a przy okazji wyposażać czytelników bloga w solidny oręż, który może się przydać w dyskusjach. na te tematy.
Na szacownym Uniwersytecie im. Piotra i Marii Curie w Paryżu pracuje Jean-Pol Tassin, zajmujący się m.in. badaniami nad mechanizmami uzależnienia od nikotyny. Warto przeczytać napisany dość popularnym językiem (angielskim, rzecz jasna) wywiad z uczonymi z zespołu Tassina. Postaram się go tu streścić w kilku zdaniach.
Grupa zajmuje się neurobiologicznymi mechanizmami uzależnienia od substancji psychoaktywnych (w tym nikotyny). Zauważono, że uzależnienie od nikotyny różni się mechanizmem od uzależnienia spowodowanego innymi związkami (amfetamina, kokaina, morfina, alkohol). Wspomniane związki uzależniają nawet w sytuacji, gdy są podawane bez żadnych dodatków. Co do nikotyny – jej działanie jest skorelowane z poziomem dość złożonych związków, noszących nazwę inhibitorów monoaminooksydazy (MAO). Jeśli ktoś chce zapoznać się z konkretną pracą tego zespołu opublikowaną w Journal of Neuroscience, znajdzie ją tutaj (po angielsku oczywiście).
Dym tytoniowy zawiera inhibitory MAO, które docierając do mózgu powodują wzrost stężenia serotoniny, która jest tzw. neuroprzekaźnikiem. Powoduje to w efekcie desensytyzację (czyli z grubsza rzecz biorąc zmniejszenie czułości) jednego z receptorów w mózgu, zwanego uczenie 5-HT1A. Ten receptor z kolei chroni (mówiąc popularnie) neurony produkujące serotoninę przed działaniem nikotyny. Reasumując – w prostych żołnierskich słowach – zarówno inhibitory MAO jak nikotyna przyjmowane jednocześnie wykazują działanie uzależniające, podczas gdy każdy z tych związków osobno nie wykazuje go.
No to teraz pora przejść do pytania postawionego w tytule wpisu. Zapewne nie każdy z PT Czytelników wie, że cukier (sacharoza) jest jednym z dozwolonych dodatków do produkcji papierosów. Specyfikacje firmowe pokazują, że może go być w tytoniu aż do 4,2%. No a cukier w papierosie się spala. Podczas procesu spalania wydziela się wiele mniej lub bardziej złożonych związków. Jednym z nich jest aldehyd octowy, będący jednym z silniejszych inhibitorów MAO.
No i chyba mamy jasność. Spalamy tytoń, mamy w nim nikotynę, a w trakcie spalania obecnego w tytoniu cukru wytwarzamy to, co jest niezbędne do uzależnienia – aldehyd octowy (acetaldehyd). Ten sam związek wydziela się, choć w mniejszych ilościach, przy spalaniu celulozy, która jest składnikiem papieru. Ot taki darmowy dodatek w prezencie od koncernów tytoniowych. Od bardzo dawna bowiem wiadomo, że nic tak nie przywiązuje ludzi, jak drobne prezenty, prawda?
Oczywiście uzależnienie od tytoniu jest nieco bardziej złożoną sprawą i nie ogranicza się do prostej zależności nikotyna + cukier = uzależnienie. Byłoby to zbyt proste. Wiemy jednak już coraz więcej na ten temat i być może niebawem będziemy wiedzieć jeszcze więcej.
Od razu informuję – w przypadku e-liquidu nie mamy tytoniu, nie mamy cukru i nie mamy spalania. Nie mamy też aldehydu octowego. Owszem, jest nikotyna, ale wyżej wyjaśniłem, że sama nie będzie tak uzależniała, jak się kiedyś uważało.
(c) by Mirosław Dworniczak
Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem.
Powstała grupa społecznościowa na Facebooku
Czy to nam się podoba czy też nie, trudno sobie dziś wyobrazić dotarcie do społeczeństwa bez używania tak zwanych portali społecznościowych.
Dlatego też zespół zaangażowany w wyjaśnianie spraw związanych z e-papierosami zdecydował się utworzyć na Facebooku grupę społecznościową „Nie pal – rozchmurz się! Informacje o e-papierosach”.
Grupa jest otwarta dla osób zarejestrowanych na FB – każdy (prawie – patrz zastrzeżenie niżej) może ją czytać oraz dołączyć – wtedy będzie mógł też pisać. Idea grupy wygląda następująco:
Grupa powstała po to, aby informować społeczność FB o tym, czym naprawdę jest e-papieros.
Z założenia nie będziemy tutaj promować żadnych producentów/dystrybutorów. Członkami grupy mogą zostać tylko pełnoletnie osoby prywatne zainteresowane tematem.
Liczymy na to, że grupa ta będzie źródłem obiektywnych informacji o e-papierosach, ich działaniu, kwestiach bezpieczeństwa, zdrowia itp. W miarę możliwości (i zasobu wiedzy) będziemy tam również odpowiadać na pytania i rozwiewać ewentualne wątpliwości.
Serdecznie zapraszam do czytania, dołączenia i komentowania (w sposób rzeczowy i kulturalny oczywiście).
Nasze hasło „rozchmurz się!” należy odczytywać nie tylko jako zachętę do uśmiechu, ale też do tego, aby toksyczny dym z analoga zamienić na mniej szkodliwą (naszym zdaniem) chmurkę.
Dokąd zmierzamy? Zimowa refleksja Starego Chemika
Już dawno zbierałem się, aby napisać kilka słów o sprawie chyba najogólniejszej, a więc o sensie tego wszystkiego, co robimy.
Rzuciliśmy palenie – to był nasz pierwotny cel. Dość oczywisty, prawda? Nie chcieliśmy się dalej truć smołami, tlenkiem węgla, wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi, nitrozoaminami i setkami innych strasznych świństw.
Udało się – przynajmniej wielu z nas już od jakiegoś czasu nie tyka analogów. Używamy e-papierosa, czujemy się w jakimś sensie lepsi, rozgrzeszeni. Czasem jednak coś tam bąkniemy, że nadal jesteśmy nikotynistami choć już nie tytonistami, ale są to głosy ciche i pojedyncze.
Kiedyś tam walczyliśmy ze sprzętem – bo akumulatory trzymały bardzo krótko, watki się przypalały, atomizery były drogie i trzeba było je regenerować. Z czasem sprzęt zaczął być coraz lepszy, baterie coraz pojemniejsze, atomizery zaczęły tanieć. No po prostu super.
Nadszedł czas modyfikacji sprzętu – pojawiły się tanki, a w ślad za nimi zbiorniczki wszelakiego typu. Przypomnę, że pierwsze e-papierosy miały zwykle pojemność ok. 1/2 mililitra. Teraz nie dziwi pojemnik, w którym mieści się 5 czy 6 mililitrów. Napięcie akumulatora też często ma znacznie więcej niż stosowane kiedyś ok. 4 woltów, a oporność grzałki równie często wynosi mniej niż 2 Ω, co w oczywisty sposób przekłada się zarówno na moc grzałki, jak też na podwyższenie realnej temperatury tejże.
Jeśli wzrasta temperatura, to rzecz jasna zwiększy się ilość odparowywanego płynu, a więc też jego zużycie. Już wprowadzenie tanków (przy zachowaniu parametrów grzałki) spowodowało dość istotny skok zużycia „paliwa”. Wzrost napięcia baterii, a więc temperatury grzałki jeszcze bardziej podbija ten wynik. No i zamiast zużycia 1-2 ml, zaczyna się otrzymywać wyniki bliższe wartości 10 ml. Efekt – kiedyś przepuszczaliśmy przez płuca rocznie 0,5 litra liquidu. Teraz nierzadko wychodzi nawet 3 litry na rok.
Chmurzenie stało się wygodne, bardzo wygodne. Płyny dostępne są wszędzie, możemy też skomponować własne mieszanki. Ba, możemy sobie puszczać chmurkę tam, gdzie do tej pory nawet nie pomyśleliśmy o wyciągnięciu analoga z kieszeni. Luz, spokój i wolność. Niby dobrze, ale…
No właśnie – czy czasami zadajecie sobie (tak, jak ja) pytanie – czy naprawdę o to nam chodziło? Czy kierunek, w którym idziemy jest tym, który na początku zakładaliśmy?
Fakt, pozbyliśmy się jednego nałogu, ale mam wrażenie, że czasami pogrążamy się w innym po uszy. Prawdopodobnie mniej szkodliwym (podkreślam: prawdopodobnie!), ale nadal szkodliwym. I – na Boga – nie mamy prawa mówić/pisać – zdrowszym. Nałóg jest zawsze szkodliwy – to wynika z samej jego definicji.
Wielu z nas (w tym oczywiście i ja) na samym początku deklarowało – rzucę zwykłe fajki, trochę pochmurzę, zmniejszę ilość nikotyny a potem rzucę to wszystko w diabły i będę już całkowicie wolny. Kto na początku tak myślał – łapa do góry! Zapewne sporo ich zobaczę (moją też!). A teraz niech rękę do góry podniosą ci, którzy zrobili tak, jak planowali. No… co jest? Gdzie ten las rąk? Tak, macie rację – moja też się nie podniosła.
Długie zimowe wieczory sprzyjają refleksjom. Myślę, że warto sobie te kwestie przemyśleć. Jestem bardzo ciekawy, jakie są Wasze opinie na ten temat.
Nieefektywna nikotynowa terapia zastępcza?
W opublikowanym właśnie badaniu przeprowadzonym przez naukowców z uznanego ośrodka – Harvard School of Public Health – autorzy pokazują, że produkty zatwierdzone jako nikotynowa terapia zastępcza (NTZ) wcale nie są tak efektywne w działaniu, jak usiłuje to nam wmówić Big Pharma.
Publikacja, która pojawiła się w wersji online czasopisma medycznego Tobacco Control (to artykuły publikowane najpierw w sieci, a później ukazujące się drukiem) to tzw. prospektywne badanie kohortowe.
Objęło ono 787 dorosłych palaczy badanych na przestrzeni wielu lat (od 2001 do 2006). Prowadzący zespół badawczy Hillel Alpert stwierdził: „wyniki pokazują, że stosowanie NTZ nie jest bardziej efektywne niż podejmowane przez palaczy próby rzucenia nałogu bez stosowania tych środków”. W obu grupach mniej więcej jedna trzecia wracała po jakimś czasie do tytoniu.
Aha, warto dodać, że badania były finansowane m.in. przez amerykański National Cancer Institute, natomiast nie sponsorowały go firmy farmaceutyczne.
Czy to jest dla nas dobra czy zła wiadomość? Z jednej strony podważa to wszechobecne reklamy gum/plastrów i podobnych środków. Z drugiej – wygląda to na dość przekonujący dowód na to, że jednak nie tylko nikotyna uzależnia – równie ważne jest to, co znamy jako otoczkę behawioralną, a więc trzymanie czegoś w ręce, zaciąganie się, widok chmury.
Ciekawe, czy jest taki produkt, który dostarcza nikotyny w możliwych do kontroli dawkach, nie pozbawiając walczącego z tytonizmem wspomnianej otoczki behawioralnej. Zaraz, zaraz – gdzieś wspominano o czymś takim. Jak to się nazywa… hmm… MAM! Tak! E-papieros! Słyszeliście o nim? ![]()
No ale przecież FDA oraz WHO twardo polecają NTZ, natomiast potępiają e-papierosy. Może teraz zmienią zdanie?
Na koniec jeszcze jedno wyjaśnienie. W tytule wątku celowo użyłem znaku zapytania. Jedno badanie nie jest jeszcze odpowiedzią. Poczekajmy na kolejne.
Mam jednak nadzieję, że jest to coś, o czym mój ulubiony autor, Leonard Cohen, pisze w utworze Anthem: „there is a crack in everything, that’s how the light gets in” (luźne tłumaczenie: we wszystkim można znaleźć pęknięcie, tamtędy właśnie przebija się światło).
Mam nadzieję, że przebije się też do FDA, WHO i innych Bardzo Ważnych Instytucji.
A teraz czas na Waszą osobistą historię związaną z e-papierosem
Ponieważ cały czas powątpiewa się, czy w e-papierosy w ogóle mają jakieś działanie pozytywne, warto chyba zapoznać się z opowieściami konkretnych ludzi, którzy trafili na to urządzenie.
Myślę, że warto poznać Wasze historie. Podzielcie się z wszystkimi osobistymi wspomnieniami. Szczególnie zależy mi na wypowiedziach ludzi, którzy chmurzą lub chmurzyli dłuższy czas. Myślę, że taką rozsądną granicą będzie rok od chwili rzucenia palenia.
Nie zapomnijcie napisać, w jakim jesteście wieku, ile lat paliliście tytoń, jak długo chmurzycie lub chmurzyliście, jeśli udało się Wam rzucić zarówno tytoń jak też nikotynę. Jeśli ktoś próbował innych sposobów rzucania palenia, niech też to krótko opisze (łącznie z tym, dlaczego – Waszym zdaniem – to nie wyszło). Napiszcie o tym, czy e-papierosy zmieniły Wasze życie/zdrowie. A może mój apel przeczytają też ci, którym udało się zupełnie rzucić nałóg i przestali też chmurzyć. Wasze historie są szczególnie cenne.
Jestem pewien, że takie pojedyncze konkretne opowieści mogą też być motywacją dla ludzi, którzy dopiero rozważają rzucenie palenia tytoniu.
Reklamować czy nie reklamować – oto jest pytanie
Oglądając kolejny raz reklamy e-p z udziałem celebryty, pana L. „Młodszego” zacząłem się zastanawiać nad samym sensem reklamowania e-fajek. Wiemy, że każdy medal ma dwie, trzy, wiele stron. ![]()
Z jednej strony – mamy produkt, który jest na rynku, nie jest zabroniony, a więc w zasadzie nie ma żadnych przeszkód formalnoprawnych, aby media były pełne reklam.
Z drugiej – można powiedzieć (i takie argumenty są przytaczane), że jest to namawianie do nałogu, że dzieci i młodzież oglądają te reklamy, co może ich skłonić do sięgnięcia po e-p.
Z trzeciej – nie można w reklamie używać argumentu, że e-p są środkiem wspomagającym wyjście z nałogu tytoniowego, ponieważ jak dotąd nie ma wystarczającej liczby twardych dowodów. My wiemy jak jest, ale to absolutnie nie wystarczy.
Z czwartej – może warto reklamować, ale z głową. Nie mówić w reklamie „palę zdrowo”, bo przecież ani to nie jest palenie, ani też nie możemy powiedzieć, że jest to zdrowe. Możemy mówić, że jak na razie wydaje się, że jest znacznie mniej szkodliwe. „Palę bo lubię” – absolutnie bym takiego argumentu nie używał w odniesieniu do e-p. Raczej powiedziałbym: chmurzę, bo nie umiałem sobie poradzić z nałogiem tytoniowym. Zmieniłem nałóg na, wydaje się, mniej szkodliwy. Ale wiem, że to nadal nałóg i nie będę chował głowy w piasek.
Moje osobiste zdanie jest takie – reklamy w formie takiej, jak wspomniana na początku, są szkodliwe dla nas, środowiska e-palaczy. Nie ma co licytować się, kto załatwi bardziej znanego celebrytę czy też pokaże w klipie bardziej roznegliżowane dziewczyny. Nie o to idzie. Ponadto dajemy sami broń do ręki wszystkim tym, dla których e-palenie jest solą w oku.
Powinniśmy raczej informować a nie reklamować. Rzetelnie, uczciwie. Wiedza to potęga. Informować o tym, z czego składa się liquid, czym się różni chmurzenie od palenia. Przekazywać wiadomości społeczeństwu, które tak naprawdę niewiele wie o e-fajkach. I taka kampania informacyjna będzie najlepszą reklamą. Każdy mądry i błyskotliwy copywriter, mając w zanadrzu rzetelne informacje, potrafi je odpowiednio pokazać, opakować i sprzedać. I zamiast epatować oglądających nagą d* pokazać coś znacznie bardziej podniecającego oraz przekonującego – nagą prawdę.
A co Wy o tym myślicie?
Odpowiadam na artykuł Obywatelskiej Koalicji „Tytoń albo zdrowie”
Przeczytałem dziś artykuł dotyczący naszej tematyki – sygnowany przez Wiceprezesa Obywatelskiej Koalicji „Tytoń albo zdrowie”, Pana Łukasza Balwickiego.
Ponieważ w tekście kolejny raz powtarzane są dokładnie te same argumenty, które już wielokrotnie były dyskutowane i komentowane, postanowiłem wystosować do PT Autora list, będący zaproszeniem do rzetelnej dyskusji.
Uważam bowiem, że tylko taka wymiana poglądów może rozwiać pewne wątpliwości i niejasności. Poniżej zamieszczam fragmenty mojego maila. Podałem w nim też linki do ważnych, moim zdaniem, publikacji dotyczących e-papierosów, w tym opinii lekarza-praktyka.
Będę oczywiście informował o tym, jakie są postępy wymiany myśli. Zapraszam również do komentowania i argumentowania.
„OK, rozumiem szlachetny cel, który Wam przyświeca. Co więcej, całym sercem popieram walkę z tytonizmem.
Rzecz w tym, że frontalny atak na e-papierosy, jaki Państwo tym artykułem przypuszczają, absolutnie nie będzie służył takiej walce.
Najpierw może jednak o punktach wspólnych:
– zgadzam się z tym, że reklama z Lubaszenką to trafienie kulą w płot.
– zgadzam się z tym, że nikotyna nie jest zdrowa (choć tak naprawdę ta kwestia nie jest do końca jednoznaczna)
– zgadzam się z tym, że e-papierosy nie są środkiem NTZ
Nad tym nie warto teraz dyskutować.
Są jednak sprawy, które w artykule zostały pominięte, przekręcone lub niedopowiedziane. I o tym chciałbym właśnie porozmawiać.
Po kolei:
„urządzenie zawiera nikotynę, która nie tylko uzależnia, ale sama może być niebezpieczna, o czym informują ulotki leków z grupy nikotynowej terapii zastępczej. Ostatnie badania wskazują na potencjalny wpływ narażenia na nikotynę u ciężarnych na występowanie wad płodu jak rozszczep wargi i podniebienia oraz zmiany w rozwijającym się mózgu prowadzące do deficytów psychologicznych u dzieci.”
Owszem, nikotyna uzależnia, ale jeśli ktoś chce się odzwyczaić od palenia papierosów, to już od niej jest uzależniony, prawda? Mamy więc co najmniej niedopowiedzenie.
Co do „ostatnich badań”, o których mowa w tym wyimku – czy może Pan podać jakieś konkretne odnośniki do danych naukowych?
Dalej:
„Wielu producentów e-papierosów zapewnia, że ich produkty stanowią pomoc w walce z paleniem oraz, że dostarczają nikotynę w sposób bezpieczny i zdrowy.”
Poproszę o konkretne przykłady – linki do stron, skany ulotek czy tp.
FDA i nitrozoaminy – mam nadzieję, że zna Pan te wyniki. I wierzę, że zdaje Pan sobie sprawę, że te wykryte nitrozoaminy występują w stężeniach porównywalnych z tymi, które mają produkty NTZ – plastry i gumy. Dlaczego o tym Pan nie wspomniał?
Dalej:
badania dr. Goniewicza – jeśli można, poproszę o konkretny link do publikacji na ten temat. Jako chemik jestem tym żywotnie zainteresowany.
Dalej – o zagrożeniach:
„Wprowadzanie na polski rynek oraz promocja e-papierosów niesie ze sobą szereg niebezpieczeństw:
- propagowanie palenia, promowanie go jako bezpiecznego dla zdrowia, atrakcyjnego także dla osób niepalących, w tym dzieci i młodzieży;
– brak regulacji prawnych zapewniających konsumentom dobrą i sprawdzoną jakość produktów;
– zwiększenie spożycia wyrobów zawierających nikotynę;
– brak kompleksowych badań klinicznych, dowodzących potencjalnych korzyści e-papierosa nad innymi lekami pomagającymi rzucić palenie”
Tak jak pisałem – uznaję reklamę z panem L. za złą. Tak nie należy propagować e-palenia.
Zgadzam się co do regulacji prawnych – sam jestem za tym, aby takie regulacje były, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa chemicznego tego wyrobu.
„Zwiększenie spożycia”? No nieee… ja rzuciłem papierosy, więc spożycie zmniejszyłem. Nikotyny zużywam znacznie mniej niż wcześniej.
To jest mój skrótowy komentarz do artykułu. Zapraszam do dyskusji Pana oraz inne osoby z Koalicji „Tytoń albo zdrowie”.
Liczę na szybką odpowiedź i początek efektywnej dyskusji – sine ira et studio.
Poradnik o liquidach na aukcji Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Czytelników bloga chciałbym zainteresować tegoroczną akcją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w ramach której wystawiłem na aukcję mój poradnik o liquidach.
W zeszłym roku licytacja poradnika dla e-palaczy przyniosła prawie 2 tysiące złotych. Myślę, że i w tym roku ktoś będzie hojny i sypnie troszkę grosza na dzieciaki.
Serdecznie zapraszam do licytacji!
No to zaczynamy 2012!
Jak co roku WordPress przygotował eleganckie podsumowanie blogów, w tym także mojego. Jeśli ktoś jest zainteresowany tymi statystykami, znajdzie je tutaj.
Muszę przyznać, że nieco mnie zaskoczył fakt, iż mój blog był w 2011 roku czytany w tak egzotycznych miejscach jak Islandia, Meksyk, Kolumbia czy Indonezja.
Mam tylko jeden „narzek” w stosunku do tego raportu – chyba nie do końca statystyki są dobre, ponieważ nieprawdą jest, że 13.10. był dniem największej liczby odwiedzin. Tego dnia zajrzało 586 osób, podczas gdy dnia 27 grudnia było ich 652. No ale to w sumie drobiazg.
Tak czy inaczej – zaczynamy nowy rok. Miejmy nadzieję, że będzie on dobry dla e-palaczy. Tego właśnie życzę zarówno Wam jak i sobie. Czytajcie, komentujcie, proponujcie nowe tematy.
Dobrego nowego roku!