RSS

Kilka zdań o rekreacyjnej nikotynie – piórem… tzn. klawiaturą laika językowego

W poprzednim wpisie użyłem sformułowania „rekreacyjna nikotyna”. Myślę, że warto napisać kilka słów na ten temat, ponieważ takie określenie może budzić emocje a nawet sprzeciw. No bo jak to… rekreacyjna trucizna? Nie może być!
A jednak… istnieje oficjalne pojęcie „recreational drug use„, które na własny użytek przełożyłem jako „rekreacyjne używanie substancji psychoaktywnych” (ponieważ trudno oddać w prosty sposób sens słowa drug). Co ważne – odnosi się ono do używania substancji legalnych jak też nielegalnych. Tych pierwszych jest w zasadzie kilka – z najczęściej stosowanych są to alkohol, kofeina i wspomniana wcześniej nikotyna. Do niedawna ta ostatnia była kojarzona tylko z tytoniem, głównie palonym. Za sprawą e-papierosów to się zmieniło.
Pojęcie nikotyny rekreacyjnej jest znane także w literaturze medycznej.
Niejasności co do tego pojęcia mogą wynikać między innymi z tego, iż w potocznym języku rekreacja kojarzy się z ruchem, sportem itp. Słownik języka polskiego definiuje ją jako „aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu”. Tymczasem samo słowo pochodzi od łacińskiego recreo oznaczającego „odnowić, ożywić” i właśnie to szerokie znaczenie legło u podstaw określenia „rekreacyjne używanie”. Jak widać, niekoniecznie wiąże się to bezpośrednio ze zdrowiem, ponieważ trudno za zdrowe uznać wstrzykiwanie sobie heroiny.
Tak czy inaczej – uważam, że sformułowanie „rekreacyjna nikotyna” ma pełne prawo istnieć. No bo skoro słyszymy w reklamie (wiadomo czego), że jest tam „nikotyna terapeutyczna”, to dlaczego nasza nie ma być rekreacyjna. To oczywiście ten sam alkaloid, ale istotny jest tutaj cel jego użycia. Moim skromnym zdaniem jest to jeden ze sposobów zdjęcia odium z naszej poczciwej trucizny. ;)
Aha – jeśli jakiś specjalista-językoznawca zechce się na ten temat wypowiedzieć, będę szczęśliwy. Ja dość słabo się na tym znam, jestem kompletnym amatorem.

 
6 komentarzy

Posted by w dniu 23 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

PILNE – ważna decyzja niemieckiego sądu

Wczoraj zapadł bardzo istotny werdykt niemieckiego Federalnego Sądu Administracyjnego, zgodnie z którym wykluczono uznanie e-liquidów za produkt medyczny, w związku z czym mogą one być swobodnie sprzedawane. Decyzja jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu, albowiem została wydana w najwyższej instancji.
Wyrok ten zapadł w związku ze sprawą pewnej kobiety z Wuppertalu, której władze miejskie zakazały (jeszcze w 2012 roku) sprzedaży liquidów zawierających nikotynę w różnych ilościach. Decyzję swoją motywowały tym, że jest to produkt farmaceutyczny, na którego sprzedaż wymagana jest licencja. Sąd niższej instancji uznał argumenty miasta, ale właścicielka sklepu odwołała się do sądu federalnego, który w tym przypadku jest ostatnią instancją.
Dlaczego ta kwestia jest ważna? Wiadomo, że u nas niemieckie prawo nie obowiązuje, ale z drugiej strony wyrok niekorzystny dla e-fajek mógłby być argumentem dla naszych (i nie tylko naszych) władz. Ot takie „a w Niemczech uznali, że to produkt medyczny…”
A tymczasem zonk. Niemiecki sąd bardzo logicznie doszedł do wniosku, że jest to coś do użytku rekreacyjnego, nie jest stosowane do leczenia żadnych chorób, a więc nie da się tego kolanem wepchnąć do kategorii produktów farmaceutycznych.
No i dobrze. Każda taka wiadomość cieszy.

 
9 komentarzy

Posted by w dniu 21 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi:

„Vape” słowem roku 2014 w Oxford Dictionaries!

Każdy język jest tworem żywym. Powstają nowe słowa, stare czasem po latach odchodzą do lamusa (choć nie znikają). Błyskawiczna kariera chmurzenia/wapowania musiała też odcisnąć swoje piętno na słownictwie.
No i tak powstało angielskie słowo „vape”, które zostało właśnie ogłoszone słowem roku 2014 przez zespół wydający Oxford Dictionaries. Jest to o tyle spektakularne zwycięstwo, że sama definicja została dodana do słowników oksfordzkich zaledwie kilka miesięcy temu, w sierpniu 2014.
Co ciekawe – słowo to jest definiowane jako czasownik (czyli nasze chmurzenie), ale też jako rzeczownik oznaczający sam przyrząd używany do tego celu. Na blogu OxfordDictionaries można też znaleźć inną ciekawostkę – okazuje się, że słowo „vaping” powstało na długo przed tym, nim świat zaraziła epidemia chmurzenia. Jako pierwszy użył go bowiem w 1983 roku Rob Stepney w artykule w New Society.
Warto dodać, że oksfordzkim słowem roku 2013 było selfie.
Nie znajdziemy jeszcze jednak tego słowa w klasycznym Oxford English Dictionary (OED), ale to raczej nic dziwnego, znając tradycjonalizm Brytyjczyków. Tak czy inaczej – chmurzenie zaczyna być zauważane także przez lingwistów, co uznaję za naprawdę dobry objaw, ponieważ w jakimś sensie zostaje ono „udomowione” i wyciągnięte zza kulis na sam środek sceny.
Ciekawe kiedy słowa związane z elektronicznymi papierosami i chmurzeniem znajdą się w oficjalnych polskich słownikach. Jak myślicie?

 
3 komentarzy

Posted by w dniu 19 Listopad 2014 w ogólne

 

Krótki wpis o nieuczciwości oraz o moralności Kalego

Nie lubię pisać o sprawach przykrych i denerwujących, ale pewnych spraw nie mogę pominąć milczeniem.
Od niedawna czynna jest nowa strona dotycząca tematów związanych z e-papierosami. Zawsze mnie cieszy, jeśli ktoś zabiera się za popularyzację tej tematyki. Rzecz w tym, że trzeba to robić uczciwie, a w tym przypadku niestety tak nie jest.
Żeby nie być gołosłownym, rzucę przykład: w marcu 2013 napisałem ten tekst z sugestiami dla przyszłych waperów.
Dziś rano ze zdumieniem odkryłem taki wpis na wspomnianej stronie. Jak widać, został opublikowany wczoraj. I nie jest to tekst podobny czy zbliżony do mojego. On zwyczajnie został bezczelnie w dużym stopniu skopiowany. Sami zresztą możecie wyrobić sobie o tym zdanie.
To nie jest oczywiście jedyny wpis, w którym źródłem był mój blog.
Następny przykład: mój tekst sprzed kilku dni oraz tekst na stronie plagiatora. No jasne – łatwiej skopiować niż sięgnąć do oryginalnej publikacji, przeczytać ją i skomentować.
Takie przykłady mogę mnożyć. Sami zresztą możecie poczytać inne teksty i porównać.

Prowadzę swojego bloga już prawie 5 lat. Opublikowałem niemal 600 wpisów, na analizie informacji spędziłem już tysiące godzin. I robię to jawnie – jestem identyfikowalny, w przeciwieństwie do autorów tamtego portalu. Udostępniam wszystko całej społeczności, nie reklamuję nikogo, nie dostaję żadnych pieniędzy.
Uważam, że korzystanie z czyjejś pracy jest nieuczciwe. Ba, z punktu widzenia prawa autorskiego jest po prostu przestępstwem. To, że coś udostępniono w sieci nie oznacza, że można treść sobie przywłaszczyć. Może właściciele omawianej strony wezmą to pod uwagę, zwłaszcza, że sami piszą tutaj o prawie autorskim.:

Prawa autorskie

Serwis www.oepapierosach.pl zawiera wpisy użytkowników i oświadczają oni że są ich własnością. Treści zawarte na tych stronach są przedmiotem praw autorskich przysługujących ich twórcy i podlegają ochronie zgodnie z prawem autorskim.

Znaczy że jak? Moralność Kalego?
Jestem ciekawy opinii czytelników na ten temat. Czy uważacie, że jestem przewrażliwiony czy też mam jednak rację, że bronię swojego dorobku?

Drobna uwaga na koniec: nie mówię już nic o poziomie językowym wspomnianej strony. Jeśli ktoś pisze formaldeCHyd czy też uważa, że PPG to skrótowa nazwa glikolu propylenowego, to ja nie mam więcej pytań. Osąd pozostawiam czytelnikom.

 
20 komentarzy

Posted by w dniu 14 Listopad 2014 w ogólne

 

Historyczny sukces w kosmosie!

Dziś nie będzie o e-fajkach, będzie natomiast o triumfie człowieka i nauki.
Wczoraj po południu naszego czasu lądownik misji Rosetta wysłał wiadomość o tym, że bezpiecznie wylądował na małej komecie. Prawdopodobnie w chwili, gdy piszę ten tekst, rozpoczęły się już badania zaplanowane na najbliższe dni. Po szczegóły odsyłam na stosowne strony internetowe, przede wszystkim na macierzysty portal Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA.
Media epatują nas teraz milionami i miliardami kilometrów przebytymi przez Rosettę. A ja jako popularyzator nauki chciałbym opisać tę podróż w sposób nieco bardziej obrazowy. W tym celu pomniejszę wszystko o 6 rzędów wielkości, czyli milion razy.
W tej skali 1 milimetr odpowiada w rzeczywistości jednemu kilometrowi.
Jak wygląda teraz to zadanie? Ano, jesteśmy sobie w Poznaniu i spostrzegliśmy w kosmosie obiekt o rozmiarach 3*4 mm. To mniej niż kratka w szkolnym zeszycie. Umiemy policzyć trasę obiektu zwanego 67/P i postanowiliśmy, że warto na nim osadzić lądownik badawczy. Wyszło nam, że najlepiej, aby to wydarzenie miało miejsce w okolicach Krakowa. Budujemy więc sondę. No i tu trudno znaleźć obiekt widoczny gołym okiem, który będzie odpowiadał rozmiarom budowanej sondy. Może tak: weźmy najcieńszą folię aluminiową albo woreczek śniadaniowy z plastiku (grubość 8 mikrometrów), podzielmy go na 8 plastrów i z jednego z nich wytnijmy sześcian o krawędzi 1 mikrometra. O, mamy nasz lądownik.Teraz wysyłamy go do Krakowa na spotkanie z kometą 67/P. Zaraz, zaraz… kto powiedział, że prostą drogą? Przecież Rosetta po drodze nie może się nudzić. Trzeba ją pokierować tak, aby jeszcze coś zbadała. Tor lotu był dość skomplikowany, ale można go dla naszego celu uprościć. Tak więc tę sondę, którą trudno dostrzec przez lupę, wysyłamy z Poznania do Krakowa przez… Lizbonę.
No i po locie na dystansie ok. 6,5 tysiąca kilometrów trafiamy w jądro komety o rozmiarach 3*4 mm. Ciążenie tam jest znikome, więc trzeba lądownik zakotwiczyć. Ufff, zrobione! Ktoś powiedział, że misje kosmiczne dzielą się na trudne, skrajnie trudne i absurdalnie trudne. To był właśnie ten ostatni typ. A jednak się udało. Czapki z głów.

Moi drodzy – to naprawdę historyczne wydarzenie. Pozwolę sobie na osobiste wspomnienie. W lipcu 1969 mój nieżyjący już Tata obudził mnie i brata w środku nocy. Słuchaliśmy transmisji z lądowania (Głos Ameryki, Radio Wolna Europa) a potem oglądaliśmy wyjście człowieka na powierzchnię Księżyca. Usłyszałem wtedy – patrzcie i zapamiętajcie, bo dzieje się historia.
Miał rację – to było wydarzenie historyczne. I za moim Tatą powiem: zapamiętajcie, wczoraj miało miejsce wydarzenie historyczne. Opowiecie kiedyś dzieciom czy wnukom. Dla nich to już będzie historia, tak jak dla dzisiejszych młodych ludzi historią są loty na Księżyc.

 
6 komentarzy

Posted by w dniu 13 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi:

Chmurząca młodzież, czyli parę słów o taktyce strusia

W czasopiśmie Journal of Adolescent Health ukazała się praca zespołu prof. Andrzeja Sobczaka i dr. Łukasza Goniewicza dotycząca chmurzenia w grupie nastolatków. Temat ten jest omawiany od dłuższego czasu, więc praca jest jak najbardziej na czasie. Oczywiście media szybko podchwyciły temat i rozdmuchały go, a z kolei sporo niepochlebnych komentarzy ukazało się na forach e-fajkowych. PIsano zwykle o tym, że praca jest do niczego, że to, że tamto. Zabrakło niestety argumentów merytorycznych.
Niestety, trzeba przyznać, że problem używania e-p przez osoby młodociane istnieje. Nie możemy w tym wypadku chować głowy w piasek, jak przysłowiowy struś. Warto pamiętać, że gdy ten wielki zwierzak głowę uparcie wpycha w piach, wypina na świat dość wrażliwą część ciała i może w nią zarobić kopa.
Wszyscy znamy typowe obrazki z miasta – młode nastolatki szpanujące e-fajkami w komunikacji miejskiej czy nawet na boisku szkolnym (tuż obok mnie jest gimnazjum, ostatnio chmurzące dzieciaki to plaga). A co… ktoś mi zabroni? Wolność jest, nie ma zakazu! Z pobieżnej choćby obserwacji sieci wyłania się ten sam obrazek – w grupach na FB już nawet 12-latki popisują się chmurzeniem. Pojawiają się pytania u mnie na blogu: „jak schować przed rodzicami e-fajka?”, „mam 13 lat, gdzie kupić e-papierosa?” i podobne.
Jeśli ktoś nie zauważył tego zjawiska, prawdopodobnie żyje w równoległym wszechświecie.
Tak więc – problem jest. Teraz podstawową kwestią jest znalezienie rozwiązania. Zakaz e-p dla młodocianych? Jasne, to musi być, ale… czy to już rozwiąże wszystko? Chyba nikt w to nie wierzy.
Wielu mówi – lepiej, aby używali e-fajek niż gdyby mieli palić analogi. Teoretycznie tak. Tylko teoretycznie. Bo spora część z nich może nie sięgnęłaby po żaden wyrób nikotynowy. No ale przecież chmurzenie jest cool, trendy, jazzy czy jak to się teraz określa. Przecież tu i ówdzie piszą, że e-p są zupełnie nieszkodliwe, więc o co chodzi.
A ja jednak uważam, że trzeba starać się dzieciaki od tego odciąć. Jak? Nie wiem. Może ktoś ma mądry pomysł.
Tak czy inaczej – zgodnie z wynikami Sobczaka i Goniewicza w ciągu zaledwie 3 lat trzykrotnie zwiększył się odsetek nastolatków eksperymentujących z e-papierosami. Prawie 30% w tej grupie używa ich dość regularnie (w 2010 było to 5,5%). To są naprawdę duże liczby. I trzeba to obserwować, badać i zastanawiać się nad rozwiązaniem.
Po cichu liczę, że to tylko moda i za 2-3 lata ten odsetek spadnie. Obym miał rację.

 
12 komentarzy

Posted by w dniu 7 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Bierne chmurzenie? Są wyniki badań wydychanego aerozolu! Ciekawe!

No, nareszcie mogę wrócić do tego, o czym tak naprawdę lubię pisać, czyli do kwestii naukowych. Ukazała się bardzo ciekawa publikacja dotycząca składu chemicznego tego, co wydychamy w trakcie chmurzenia.
Przyznam, że bardzo mi się ona podoba – nie tylko ze względu na zawarte w niej wyniki, ale także na metodykę badań. Do tej pory badano bowiem zwykle to, co wychodzi z e-papierosa, z pominięciem „czynnika ludzkiego”. Tutaj jest inaczej, ponieważ w badaniu wzięła udział grupa 30 ludzi w wieku 21-54 lat. Byli to palacze analogów (10 osób) oraz użytkownicy e-papierosów (20 osób – dwie grupy – do mentoli i do zwykłych).
Nie będę opisywał szczegółowo badań, napiszę tylko, że test polegał na chmurzeniu/paleniu w pokoju konferencyjnym o kubaturze 40 m^3, czyli zbliżonej do typowego pokoju w mieszkaniu. Do poboru próbek stosowano zmodyfikowany system wykorzystywany do testowania dymu wydychanego przy paleniu klasycznym. Jest to rodzaj ustnika z filtrem/filtrami, wspomagany ssawką.
Przed badaniami z użyciem analogów/e-p pobrano próbki powietrza z pokoju – tzw. ślepa próba. Ponadto każdy badany poddany został analizie wydechu zanim jeszcze zaczął palić/chmurzyć. Wiemy bowiem, ze naturalny ludzki oddech zawiera także np. związki karbonylowe typu formaldehydu.
No to teraz trochę o wynikach. Okazało się, że aerozol z e-papierosów składa się niemal w 3/4 z wody i w 1/4 z gliceryny. Skład liquidu to ponad 85% gliceryny i ok. 8% wody. Jak więc widać, proporcje są zdecydowanie odwrotne. Co ciekawe, wcześniejsze eksperymenty z badaniem aerozolu podawanego bezpośrednio z maszyny (typu polskiego „palaczbota”) dają wyniki podobne do tych drugich. Widać więc, że w warunkach rzeczywistych gliceryna jest wchłaniana w procesie chmurzenia, a jej miejsce zajmuje woda.
Oczywiście w aerozolu jest też nikotyna, ale w stosunkowo niewielkich ilościach (rzędu 0,06%). Związki typu fenolowego są praktycznie nieobecne, tzn. ich poziom jest równy temu, który wydychamy naturalnie. To samo dotyczy traktowanych sumarycznie związków karbonylowych. Nota bene – pamiętacie jaki szum był, że e-fajki emitują rakotwórczy formaldehyd?
Warto z samej ciekawości spojrzeć na rys. 4 i 5, aby zobaczyć porównanie aerozolu z e-fajek z tym, co wydycha palacz analogów. Daje do myślenia.

Wrócę jeszcze do zawartości nikotyny. Jeśli w liquidzie jej stężenie wynosiło 18 mg/ml, czyli mniej więcej 1,8%, a w wydychanym aerozolu jest jej mniej niż 0,06%, to znaczy, że nie więcej niż 3% tego alkaloidu nie ulega wchłonięciu. Zadziwiające, jak ten wynik pasuje do tego, co w swoim klasycznym już raporcie sprzed kilku lat napisał Murray Laugesen.
Co to oznacza w praktyce? Ano tylko tyle, że zużywając 1 ml liquidu wypuścimy w przestrzeń ok. 0,6 mg nikotyny. Jeśli przeliczymy to na wspomniany pokój konferencyjny, to stężenie nikotyny w powietrzu będzie wynosić ok. 15 μg/m^3. Uważam, że jest to ilość nieznaczna. Jeśli ktoś trzeci będzie w tym pokoju oddychał, jest w stanie wchłonąć ilości nikotyny najwyżej porównywalne z tymi, które są w bakłażanach, pomidorach czy kalafiorach.

A przy okazji – podpierając się tymi wynikami możemy spokojnie głosić, że 75% wydychanej chmurki to woda. Oczywiście nie oznacza to, że ten aerozol jest totalnie nieszkodliwy, ale histeria wokół biernego chmurzenia jest zdecydowanie przesadzona.

 
14 komentarzy

Posted by w dniu 6 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 278 obserwujących.