RSS

Używasz e-papierosów? Uważaj na zwierzaki domowe!

Wiemy, że liquidy zawierają toksyczną nikotynę – musimy przed nimi strzec nasze domowe zwierzaki. Niestety, okazuje się, że przez nieuwagę, a czasem przez zwykłą bezmyślność możemy je narazić na wielkie niebezpieczeństwo. Ostatnio, po serii zatruć (w tym niestety też śmiertelnych), ostrzegają o tym weterynarze w Wielkiej Brytanii. Opisany tam przypadek psa, który zdążył chwycić buteleczkę z liquidem, która upadła na ziemię właścicielowi powinien być przestrogą dla posiadaczy psów, kotów i innych podobnych stworów.
W tym przypadku toksyczna była nikotyna jako taka, ale okazuje się, że nawet zerówki mogą stanowić niebezpieczeństwo. W tym przypadku chodzi o koty i ich reakcję na glikol propylenowy (uwaga – w tytule artykułu jest błędnie przywołany glikol polipropylenowy, podczas gdy tekst dotyczy „naszego” PG, który jest składnikiem większości liquidów obecnych na rynku.
Okazuje się, że ten generalnie bezpieczny związek, nawet dla psów, w przypadku spożycia go przez koty, może spowodować poważne konsekwencje zdrowotne. Zauważono bowiem, że zapadają one na specyficzny rodzaj anemii, a w mikroskopowym obrazie krwi widać tzw. ciałka Heinza. Są to obecne wewnątrz erytrocytu struktury powstałe ze zdenaturowanej hemoglobiny oraz białek z tzw. zrębu erytrocytu (czerwonego ciałka krwi). Na całe szczęście nie jest to choroba śmiertelna, jeśli wystarczająco szybko odetniemy zwierzaka od źródła glikolu, ale w poważniejszych przypadkach może nawet wymagać transfuzji krwi.
Dlatego apeluję – dbajmy o to, aby nasze domowe zwierzaki nie miały dostępu do liquidów, nawet zerówek. Warto dmuchać na zimne.
No i chyba nie muszę kolejny raz przypominać – dzieciaki też powinny być trzymane jak najdalej od naszych buteleczek z płynami.

(c) by Mirosław Dworniczak
Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem.

Kopiowanie cudzych tekstów z sieci jest zwykłą bezczelną kradzieżą – patrz art. 115 Prawa Autorskiego (do 3 lat za kratami).
Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

 
4 komentarzy

Posted by w dniu 28 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi:

Zbieranie podpisów pod EFVI zakończone – krótkie podsumowanie akcji

No i zakończyło się zbieranie podpisów pod europejską inicjatywą obywatelską, znaną pod skrótem EFVI. W całej Unii udało się zebrać nieco ponad 18% podpisów (ok. 180 tysięcy). Potrzebowaliśmy miliona. Ciekawe, gdzie się podziały te miliony chmurzących…
Drugim wymogiem było zebranie wymaganej dla danego kraju liczby podpisów – takich państw musiało być minimum 7. Żadnemu się nie udało. Najbliżej była Hiszpania – niemal 90%. My zajęliśmy skromne siódme miejsce, zbierając ponad 8 tysięcy podpisów, co dało nam ok. 22% wymaganej liczby. No i też rodzi się pytanie… mamy ponoć 1,5 miliona użytkowników e-fajek. Z rodzinami pewnie ze 4 miliony. I co? I nico… ludzie mieli to gdzieś.
A jednak widzę też pewne pozytywy – bardzo mi się spodobało zaangażowanie wielu ludzi w tę inicjatywę. Trudno tu wymienić wszystkich, ale na pewno brawa należą się Patrykowi Bełzakowi, który dzielnie od początku walczył, przygotował tłumaczenie manifestu EFVI i podejmował różne inne działania. Ludzie uszykowali ulotki, były pudełka EFVI, były banery na forum, na stronach niektórych sklepów internetowych. Ludzie się zjednoczyli w działaniu – a to też ważna sprawa.
Niebawem w krajach UE zacznie się implementacja przepisów dyrektywy. Zapewne wtedy wielu ludzi otworzy szeroko oczy i powie: no jak to… oni COŚ TAKIEGO chcą wprowadzić? Jak to możliwe? Ano – możliwe jak widać. Zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądać…
Swoją drogą – jestem ciekawy Waszych opinii o tych wynikach.

 
9 komentarzy

Posted by w dniu 26 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

Kilka zdań o rekreacyjnej nikotynie – piórem… tzn. klawiaturą laika językowego

W poprzednim wpisie użyłem sformułowania „rekreacyjna nikotyna”. Myślę, że warto napisać kilka słów na ten temat, ponieważ takie określenie może budzić emocje a nawet sprzeciw. No bo jak to… rekreacyjna trucizna? Nie może być!
A jednak… istnieje oficjalne pojęcie „recreational drug use„, które na własny użytek przełożyłem jako „rekreacyjne używanie substancji psychoaktywnych” (ponieważ trudno oddać w prosty sposób sens słowa drug). Co ważne – odnosi się ono do używania substancji legalnych jak też nielegalnych. Tych pierwszych jest w zasadzie kilka – z najczęściej stosowanych są to alkohol, kofeina i wspomniana wcześniej nikotyna. Do niedawna ta ostatnia była kojarzona tylko z tytoniem, głównie palonym. Za sprawą e-papierosów to się zmieniło.
Pojęcie nikotyny rekreacyjnej jest znane także w literaturze medycznej.
Niejasności co do tego pojęcia mogą wynikać między innymi z tego, iż w potocznym języku rekreacja kojarzy się z ruchem, sportem itp. Słownik języka polskiego definiuje ją jako „aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu”. Tymczasem samo słowo pochodzi od łacińskiego recreo oznaczającego „odnowić, ożywić” i właśnie to szerokie znaczenie legło u podstaw określenia „rekreacyjne używanie”. Jak widać, niekoniecznie wiąże się to bezpośrednio ze zdrowiem, ponieważ trudno za zdrowe uznać wstrzykiwanie sobie heroiny.
Tak czy inaczej – uważam, że sformułowanie „rekreacyjna nikotyna” ma pełne prawo istnieć. No bo skoro słyszymy w reklamie (wiadomo czego), że jest tam „nikotyna terapeutyczna”, to dlaczego nasza nie ma być rekreacyjna. To oczywiście ten sam alkaloid, ale istotny jest tutaj cel jego użycia. Moim skromnym zdaniem jest to jeden ze sposobów zdjęcia odium z naszej poczciwej trucizny. ;)
Aha – jeśli jakiś specjalista-językoznawca zechce się na ten temat wypowiedzieć, będę szczęśliwy. Ja dość słabo się na tym znam, jestem kompletnym amatorem.

 
7 komentarzy

Posted by w dniu 23 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

PILNE – ważna decyzja niemieckiego sądu

Wczoraj zapadł bardzo istotny werdykt niemieckiego Federalnego Sądu Administracyjnego, zgodnie z którym wykluczono uznanie e-liquidów za produkt medyczny, w związku z czym mogą one być swobodnie sprzedawane. Decyzja jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu, albowiem została wydana w najwyższej instancji.
Wyrok ten zapadł w związku ze sprawą pewnej kobiety z Wuppertalu, której władze miejskie zakazały (jeszcze w 2012 roku) sprzedaży liquidów zawierających nikotynę w różnych ilościach. Decyzję swoją motywowały tym, że jest to produkt farmaceutyczny, na którego sprzedaż wymagana jest licencja. Sąd niższej instancji uznał argumenty miasta, ale właścicielka sklepu odwołała się do sądu federalnego, który w tym przypadku jest ostatnią instancją.
Dlaczego ta kwestia jest ważna? Wiadomo, że u nas niemieckie prawo nie obowiązuje, ale z drugiej strony wyrok niekorzystny dla e-fajek mógłby być argumentem dla naszych (i nie tylko naszych) władz. Ot takie „a w Niemczech uznali, że to produkt medyczny…”
A tymczasem zonk. Niemiecki sąd bardzo logicznie doszedł do wniosku, że jest to coś do użytku rekreacyjnego, nie jest stosowane do leczenia żadnych chorób, a więc nie da się tego kolanem wepchnąć do kategorii produktów farmaceutycznych.
No i dobrze. Każda taka wiadomość cieszy.

 
9 komentarzy

Posted by w dniu 21 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi:

„Vape” słowem roku 2014 w Oxford Dictionaries!

Każdy język jest tworem żywym. Powstają nowe słowa, stare czasem po latach odchodzą do lamusa (choć nie znikają). Błyskawiczna kariera chmurzenia/wapowania musiała też odcisnąć swoje piętno na słownictwie.
No i tak powstało angielskie słowo „vape”, które zostało właśnie ogłoszone słowem roku 2014 przez zespół wydający Oxford Dictionaries. Jest to o tyle spektakularne zwycięstwo, że sama definicja została dodana do słowników oksfordzkich zaledwie kilka miesięcy temu, w sierpniu 2014.
Co ciekawe – słowo to jest definiowane jako czasownik (czyli nasze chmurzenie), ale też jako rzeczownik oznaczający sam przyrząd używany do tego celu. Na blogu OxfordDictionaries można też znaleźć inną ciekawostkę – okazuje się, że słowo „vaping” powstało na długo przed tym, nim świat zaraziła epidemia chmurzenia. Jako pierwszy użył go bowiem w 1983 roku Rob Stepney w artykule w New Society.
Warto dodać, że oksfordzkim słowem roku 2013 było selfie.
Nie znajdziemy jeszcze jednak tego słowa w klasycznym Oxford English Dictionary (OED), ale to raczej nic dziwnego, znając tradycjonalizm Brytyjczyków. Tak czy inaczej – chmurzenie zaczyna być zauważane także przez lingwistów, co uznaję za naprawdę dobry objaw, ponieważ w jakimś sensie zostaje ono „udomowione” i wyciągnięte zza kulis na sam środek sceny.
Ciekawe kiedy słowa związane z elektronicznymi papierosami i chmurzeniem znajdą się w oficjalnych polskich słownikach. Jak myślicie?

 
3 komentarzy

Posted by w dniu 19 Listopad 2014 w ogólne

 

Krótki wpis o nieuczciwości oraz o moralności Kalego

Nie lubię pisać o sprawach przykrych i denerwujących, ale pewnych spraw nie mogę pominąć milczeniem.
Od niedawna czynna jest nowa strona dotycząca tematów związanych z e-papierosami. Zawsze mnie cieszy, jeśli ktoś zabiera się za popularyzację tej tematyki. Rzecz w tym, że trzeba to robić uczciwie, a w tym przypadku niestety tak nie jest.
Żeby nie być gołosłownym, rzucę przykład: w marcu 2013 napisałem ten tekst z sugestiami dla przyszłych waperów.
Dziś rano ze zdumieniem odkryłem taki wpis na wspomnianej stronie. Jak widać, został opublikowany wczoraj. I nie jest to tekst podobny czy zbliżony do mojego. On zwyczajnie został bezczelnie w dużym stopniu skopiowany. Sami zresztą możecie wyrobić sobie o tym zdanie.
To nie jest oczywiście jedyny wpis, w którym źródłem był mój blog.
Następny przykład: mój tekst sprzed kilku dni oraz tekst na stronie plagiatora. No jasne – łatwiej skopiować niż sięgnąć do oryginalnej publikacji, przeczytać ją i skomentować.
Takie przykłady mogę mnożyć. Sami zresztą możecie poczytać inne teksty i porównać.

Prowadzę swojego bloga już prawie 5 lat. Opublikowałem niemal 600 wpisów, na analizie informacji spędziłem już tysiące godzin. I robię to jawnie – jestem identyfikowalny, w przeciwieństwie do autorów tamtego portalu. Udostępniam wszystko całej społeczności, nie reklamuję nikogo, nie dostaję żadnych pieniędzy.
Uważam, że korzystanie z czyjejś pracy jest nieuczciwe. Ba, z punktu widzenia prawa autorskiego jest po prostu przestępstwem. To, że coś udostępniono w sieci nie oznacza, że można treść sobie przywłaszczyć. Może właściciele omawianej strony wezmą to pod uwagę, zwłaszcza, że sami piszą tutaj o prawie autorskim.:

Prawa autorskie

Serwis www.oepapierosach.pl zawiera wpisy użytkowników i oświadczają oni że są ich własnością. Treści zawarte na tych stronach są przedmiotem praw autorskich przysługujących ich twórcy i podlegają ochronie zgodnie z prawem autorskim.

Znaczy że jak? Moralność Kalego?
Jestem ciekawy opinii czytelników na ten temat. Czy uważacie, że jestem przewrażliwiony czy też mam jednak rację, że bronię swojego dorobku?

Drobna uwaga na koniec: nie mówię już nic o poziomie językowym wspomnianej strony. Jeśli ktoś pisze formaldeCHyd czy też uważa, że PPG to skrótowa nazwa glikolu propylenowego, to ja nie mam więcej pytań. Osąd pozostawiam czytelnikom.

 
20 komentarzy

Posted by w dniu 14 Listopad 2014 w ogólne

 

Historyczny sukces w kosmosie!

Dziś nie będzie o e-fajkach, będzie natomiast o triumfie człowieka i nauki.
Wczoraj po południu naszego czasu lądownik misji Rosetta wysłał wiadomość o tym, że bezpiecznie wylądował na małej komecie. Prawdopodobnie w chwili, gdy piszę ten tekst, rozpoczęły się już badania zaplanowane na najbliższe dni. Po szczegóły odsyłam na stosowne strony internetowe, przede wszystkim na macierzysty portal Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA.
Media epatują nas teraz milionami i miliardami kilometrów przebytymi przez Rosettę. A ja jako popularyzator nauki chciałbym opisać tę podróż w sposób nieco bardziej obrazowy. W tym celu pomniejszę wszystko o 6 rzędów wielkości, czyli milion razy.
W tej skali 1 milimetr odpowiada w rzeczywistości jednemu kilometrowi.
Jak wygląda teraz to zadanie? Ano, jesteśmy sobie w Poznaniu i spostrzegliśmy w kosmosie obiekt o rozmiarach 3*4 mm. To mniej niż kratka w szkolnym zeszycie. Umiemy policzyć trasę obiektu zwanego 67/P i postanowiliśmy, że warto na nim osadzić lądownik badawczy. Wyszło nam, że najlepiej, aby to wydarzenie miało miejsce w okolicach Krakowa. Budujemy więc sondę. No i tu trudno znaleźć obiekt widoczny gołym okiem, który będzie odpowiadał rozmiarom budowanej sondy. Może tak: weźmy najcieńszą folię aluminiową albo woreczek śniadaniowy z plastiku (grubość 8 mikrometrów), podzielmy go na 8 plastrów i z jednego z nich wytnijmy sześcian o krawędzi 1 mikrometra. O, mamy nasz lądownik.Teraz wysyłamy go do Krakowa na spotkanie z kometą 67/P. Zaraz, zaraz… kto powiedział, że prostą drogą? Przecież Rosetta po drodze nie może się nudzić. Trzeba ją pokierować tak, aby jeszcze coś zbadała. Tor lotu był dość skomplikowany, ale można go dla naszego celu uprościć. Tak więc tę sondę, którą trudno dostrzec przez lupę, wysyłamy z Poznania do Krakowa przez… Lizbonę.
No i po locie na dystansie ok. 6,5 tysiąca kilometrów trafiamy w jądro komety o rozmiarach 3*4 mm. Ciążenie tam jest znikome, więc trzeba lądownik zakotwiczyć. Ufff, zrobione! Ktoś powiedział, że misje kosmiczne dzielą się na trudne, skrajnie trudne i absurdalnie trudne. To był właśnie ten ostatni typ. A jednak się udało. Czapki z głów.

Moi drodzy – to naprawdę historyczne wydarzenie. Pozwolę sobie na osobiste wspomnienie. W lipcu 1969 mój nieżyjący już Tata obudził mnie i brata w środku nocy. Słuchaliśmy transmisji z lądowania (Głos Ameryki, Radio Wolna Europa) a potem oglądaliśmy wyjście człowieka na powierzchnię Księżyca. Usłyszałem wtedy – patrzcie i zapamiętajcie, bo dzieje się historia.
Miał rację – to było wydarzenie historyczne. I za moim Tatą powiem: zapamiętajcie, wczoraj miało miejsce wydarzenie historyczne. Opowiecie kiedyś dzieciom czy wnukom. Dla nich to już będzie historia, tak jak dla dzisiejszych młodych ludzi historią są loty na Księżyc.

 
6 komentarzy

Posted by w dniu 13 Listopad 2014 w ogólne

 

Tagi:

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 279 obserwujących.