RSS

Stefan Sękowski… jeszcze kilka słów

Kilka tygodni temu napisałem notkę pożegnalną honorującą postać wielkiego popularyzatora chemii, Stefana Sękowskiego. Obiecałem, że wtedy, gdy dostanę dodatkowe materiały, podzielę się nimi z Wami. Dzięki uprzejmości panów Janusza (syn) i Juranda (wnuk) Sękowskich mogę mój tekst uzupełnić o dwie ciekawe anegdoty z życia pana Stefana, jak też o bezcenne zdjęcia.
Niniejszy tekst jest do pewnego stopnia uzupełnieniem artykułu, który udało mi się opublikować w dziale Nauka Gazety Wyborczej. Ze względu na szczupłość miejsca nie zmieściło się tam niestety sporo informacji, nie ma też zdjęć, które tu możecie zobaczyć.

Stefan Sękowski (1925-2014) – pożegnanie legendy

Myślę, że nie będzie wielką przesadą, jeśli napiszę, że nie ma w pokoleniu obecnych 50-60 latków chemika, który w czasach nastoletnich nie zetknął się z książkami Stefana Sękowskiego. „Ciekawe doświadczenia”, „Moje laboratorium”, „Galwanotechnika domowa” i wiele innych. To on uczył, jak w tamtych siermiężnych czasach stworzyć sobie laboratorium w domu, gdzie zdobywać odczynniki, jak zrobić prosty sprzęt laboratoryjny. Bo to były inne czasy. Nawet jeśli gdzieś w sklepach specjalistycznych pojawiały się jakieś chłodnice czy menzurki, ich ceny były na nastoletnią kieszeń kosmiczne. A dzięki książkom pana Sękowskiego można było za grosze zrobić sobie chłodnicę, menzurkę czy nawet wagę laboratoryjną.

No i te klarowne opisy doświadczeń ze szczególnym uwzględnieniem kwestii bezpieczeństwa. Wszystko pisane prostym językiem trafiającym do młodzieży. Ot, taki dobry wujek – chemik, który praktycznie za rękę prowadzi przez meandry laboratoryjne. Czekaliśmy na kolejne książki, na następny artykuł w „Młodym Techniku”, gdzie co miesiąc było opisywane jakieś nowe ciekawe doświadczenie.

Wtedy nie wiedziałem jeszcze o tym, jak barwną i wielką postacią był Stefan Sękowski. Urodzony w Lwowie syn legionisty wychowany w tradycji patriotycznej. W czasie II wojny światowej już jako 15-latek wstąpił do Związku Walki Zbrojnej (później AK). Na tajnych kompletach zdał tzw. małą maturę a jednocześnie uczył się w szkole podchorążych. Uczestniczył w akcjach dywersyjnych na Zamojszczyźnie, gdzie wykorzystywał swoje umiejętności w dziedzinie chemii, konstruując sprytne chemiczne zapalniki czasowe do bomb. Pracował też przy druku nielegalnej prasy, zajmował się także przygotowaniem dobrych farb drukarskich. Za walkę w dywersji został odznaczony Krzyżem Walecznych.

W 1943 przedostał się do Warszawy, gdzie zastaje go powstanie. Był żołnierzem batalionu AK „Golski”. Ranny ucieka ze szpitala zajętego przez Niemców ale niedługo potem trafia do obozu jenieckiego, najpierw w Ożarowie, a w Sandbostel w pobliżu Bremy. Razem z grupą kolegów ucieka z niego, gdy zbliża się front z zachodu. Dzięki temu udaje mu się zostać żołnierzem generała Maczka, gdzie w ramach służby robi maturę. Tam też poznaje Aleksandrę Diermajer, która po wojnie zostanie jego żoną.

fot-1

To bardzo skrótowa wersja historii tamtych czasów. Warto ją pogłębić sięgając po jego osobiste wspomnienia z czasów wojny, które można znaleźć w Archiwum Historii Mówionej.

Wraca do Polski w 1947 roku i zaczyna studia chemiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Studia w tamtych czasach były trudne, ponieważ brakowało tak naprawdę wszystkiego. Jak sam wspominał w jednym z wywiadów, studenci byli zobowiązani przychodzić na pracownię przynosząc jakikolwiek sprzęt laboratoryjny. Dlatego też on organizował taki sprzęt, a Adam Hulanicki, późniejszy profesor, chodził na wykłady i robił notatki również dla niego. Późniejszy popularyzator chemii pracował w czasie studiów jako kierowca ciężarówki.

Pomimo tego, że było naprawdę ciężko, już wtedy zaczął pisanie. Od 1952 roku regularnie publikował w „Młodym Techniku”. No i już w wieku 27 lat zaczyna pisać książki, które będą autentycznymi bestsellerami. „Galwanotechnika domowa” to owoc wielu własnych prac – Sękowski zajmował się zawodowo badaniem jakości powłok. Potem powstają kolejne pozycje w cyklu „Chemia dla ciebie” (14 tomów). Wszystkie są bestsellerami – znikają z księgarń w tempie, o którym dzisiejsi autorzy mogą tylko pomarzyć. Niektóre z tych pozycji są wznawiane wielokrotnie. Wspomniana „Galwanotechnika domowa” miała łącznie 15 wydań, każde w nakładzie nie mniejszym niż 10 tysięcy egzemplarzy. Trudno naprawdę policzyć nakład wszystkich książek. Było ich ponad 40 i na pewno łącznie wyszło ich ponad milion. Jest to absolutny ewenement popularyzatorski.

Odcinek Chemia w domu

W latach 70. istniał też program TV „Chemia na co dzień”, w którym Stefan Sękowski prezentował doświadczenia chemiczne. Niestety, to chyba jeszcze nie był odpowiedni czas na popularyzację nauki w mediach, więc program został zdjęty z anteny. A może przyczyna była inna, pozamerytoryczna? Dziś bowiem wiemy, że po wydarzeniach 1976 roku Sękowski zaangażował się w ruch opozycyjny, wiążąc się z KSS KOR (podobnie jak i reszta rodziny). W domku letniskowym urządzona zostaje drukarnia, w której powielano jeden z biuletynów KOR. Ot, taki powrót pana Stefana do działalności z czasów wojennych. Jako ciekawostkę warto dodać, że jedna ze skrytek była przygotowana pod dachem psiej budy. Niestety, rodzina była pod obserwacją Służby Bezpieczeństwa. We wrześniu 1978 roku SB wpadła z nakazem rewizji zarówno w mieszkaniu jak i na działce. Tajniacy musieli mieć jakieś informacje, ponieważ dość łatwo znaleźli zarówno powielacz, jak też większość materiałów związanych z drukiem. Na szczęście jedna ze skrytek w domu ocalała, a było tam sporo wydrukowanych materiałów. Rankiem następnego dnia dokonano rewizji w Instytucie Mechaniki Precyzyjnej, gdzie pracował Stefan Sękowski. On sam był już wtedy w celi pałacu Mostowskich, gdzie siedział z kryminalistami. Do pracy nie mógł już wrócić. Sytuacja rodziny stała się trudna, ale na szczęście znalazł się prywatny przedsiębiorca, który zdecydował się zatrudnić pana Stefana u siebie. A w domu w ciągu kolejnego roku były następne rewizje. Działalność opozycyjna trwała, a niestrudzony popularyzator chemii Stefan we współpracy z Żoną pisał kolejne książki.

Na szczęście niebawem przyszedł Sierpień ’80 i pracownicy oraz nowo powstała „Solidarność” Instytutu Mechaniki Precyzyjnej zażądały przywrócenia do pracy Stefana Sękowskiego. Wrócił na dawne stanowisko i pracował na nim do 1995 roku. Po jego odejściu zlikwidowano Pracownię Jakości Powłok, w której przez tyle lat pracował.

fot-3

Dwa dni przed 89. urodzinami zakończył swoje pracowite, niezwykłe życie. Myślę jednak, że na zawsze pozostanie we wdzięcznej pamięci czytelników. A może przypomną sobie o nim też wydawcy? Przecież „Galwanotechnika” praktycznie się nie zestarzała.

Przyznam, że bardzo szczególnie się czuję pisząc o kimś, kto wywarł tak wielki wpływ na moje życie. O kimś, kto istniał gdzieś tam daleko, a tak naprawdę siedział tuż obok, po cichu podpowiadał, prostował, kierował.
Dziękuję, Panie Stefanie. Za wszystko. Za książki, rady, za to, że po prostu byłeś. Pozostawiam Cię we wdzięcznej pamięci. I na pewno będę wspominał. Póki żyję…

Ze wspomnień synów Stefana Sękowskiego

Pod wpływem lektury Trylogii trwał nacisk synów na ojca, by powtórzyć wyczyn Kmicica z kolubryną szwedzką. Ojciec przygotował miniaturę armaty, nabił ją obficie i przygotował do detonacji na balkonie naszego mieszkania na trzecim piętrze. Teoretycznie wybuch ten miał nie rozerwać armaty ale zamarkować jej efektowny strzał. Wszystko odbyło się jakoś tak w południe w Wigilię. Cała nasza trójka w ochronnych okularach patrzyła w pokoju przy zamkniętym oknie (było mroźno) jak płomyczek posuwał się po widocznym loncie. Detonacja była wspaniała, ale po momencie powróciła odbita fala powietrza i okno z szybą wpadło do pokoju. Sprzątania było co niemiara, obawa przed jakąś interwencją spora ale najgorsze, co zrobić z zimnem. O fachowców o tej porze takiego dnia ani marzyć. Przy pomocy plastrów zastąpiliśmy szybę z framugą wielowarstwową powierzchnią utworzoną z papieru pakowego. W tak zaciemnionym pomieszczeniu spędziliśmy Święta. Mama wydała skuteczny zakaz prowadzenia doświadczeń chemicznych w domu i w latach następnych niekiedy prowadzone one były w naszym domku letniskowym pod Warszawą.

I jeszcze jedna anegdota…

Ojciec był też autorem „kampinosówki” – wódki (nalewki) ziołowej swojego autorstwa. Twierdził, że zainteresowanie to jest przedłużeniem doświadczeń chemicznych i jego w tym zakresie nowych osiągnięć. Wódka była wytrawna, zestawiona z czternastu ziół, opatrzona oryginalną nalepką i wydawana na większe okazje. Wiele lat jeździliśmy po pierwszych przymrozkach pod Warszawę, by zbierać owoce np. tarniny. Ojciec zapisał dokładną recepturę tego produktu i pozostaje ona w rękach Rodziny. Można dodać, że ta ziołowa wódka była smakowo bardzo intensywna i wiele osób kichało w trakcie jej picia z powodu znacznej obecności w niej ziół. Zawsze czekało się, kto pierwszy z gości kichnie.

© tekst – by Mirosław Dworniczak
© zdjęcia – Janusz Sękowski

Jeśli chcesz wykorzystać ten tekst lub jego fragmenty, skontaktuj się z autorem.
W sprawie wykorzystania zdjęć mogę pośredniczyć w kontakcie z p. Januszem Sękowskim

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 1 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Swoje znacie więc chwalimy cudze – ciekawe portale/blogi (dla) chmurzących

Chmurzenie jest już nie tylko sposobem na zmianę nałogu na mniej szkodliwy, ale tak naprawdę jest to także ciekawy eksperyment społeczny. Wynika to z faktu, że mamy teraz powszechny dostęp do Internetu, a więc można bardzo szybko stworzyć grupy społeczne wokół pewnych zjawisk. Mamy więc fora internetowe, istnieją grupy na Facebooku. Są też specjalistyczne blogi i właśnie o nich chciałem napisać kilka słów.
Blogi to zjawisko dość stare w sieci. Ci, którzy obserwują Internet od dawna wiedzą doskonale, że często jest tak, że powstają one spontanicznie i w liczbie bardzo wielkiej. Jednak tylko nieliczne z nich przetrwają. Widać to było w naszym krajowym kręgu internetowym. Blogów/portali o e-paleniu powstało w pewnym momencie co najmniej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Gdy w ostatnich dniach przeglądałem sieć, okazało się, że ostatnie wpisy na niektórych z nich pochodzą nawet z 2010 roku! Dlatego więc raczej będę się w tym wpisie opierał na portalach/blogach zagranicznych.
Zacznę jednak od Polski, bo jest co najmniej jeden blog warty uwagi, szczególnie dla miłośników wszelkich nowinek sprzętowych.

Thaniell e-cig world – to właśnie ten portal, którego integralną częścią jest blog Daniela-Thaniella, znanego poszukiwacza wszystkich nowinek sprzętowych i rzetelnego recenzenta. Tamże znajdziecie sporą bazę informacji o modach, a także o ich producentach – krajowych i nie tylko.

No a teraz kilka wartych uwagi blogów/portali zagranicznych (głównie w języku angielskim):

Blog Clive’a Batesa – na pewno jeden z najważniejszych, komentujący w profesjonalny sposób wszelkie kwestie związane ze światem e-papierosów, szczególnie od strony prawnej. To tutaj znajdziecie wszelkie informacje dotyczące np. dyrektywy, kwestii prawnych i zdrowotnych, jak też komentarze dotyczące szczególnie dziwacznych artykułów w prasie europejskiej.

E-cigarette Research Advocate Group – to z kolei portal komentujący badania naukowe prowadzone w dziedzinie e-papierosów. Jednym z wiodących autorów jest tu znany Wam zapewne Konstantinos Farsalinos. Sporo rzetelnych informacji naukowych napisanych prostym językiem.

Nicotine Science and Policy – portal, na którym znajdziecie najświeższe wiadomości dotyczące nikotyny (nie tylko w aspekcie e-papierosów), przegląd prasy oraz blogi kilku autorów komentujących różne sprawy.

The Rest of the Story – blog amerykańskiego profesora medycyny – Michaela Siegela. Bardzo celnie punktuje wszystkie informacje pojawiające się w pismach naukowych i w mediach. W prostych słowach wyjaśnia, jak jesteśmy manipulowani. No a poza wszystkim – Michael sam jest aktywnym naukowcem publikującym prace związane m.in. z e-papierosami.

Absolut Vapor – to francuski portal, w którym na pewno warto zajrzeć po to, aby mieć dostęp do linków do konkretnej literatury naukowej. Jak zapewniają autorzy, spis publikacji będzie na bieżąco uzupełniany. Jeśli ktoś powie Wam „ale przecież niewiele wiadomo o e-papierosach”, możecie go odesłać właśnie tam.

Oczywiście powyższa lista jest jak najbardziej subiektywna i krótka. Jeśli ktoś zna jakieś naprawdę wartościowe sieciowe źródła wiedzy o e-papierosach, czekam na podpowiedzi i linki. Najlepiej oczywiście z krótkim opisem i uzasadnieniem.

 
6 komentarzy

Posted by w dniu 28 Lipiec 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Czajniczek Russela czy parowóz?

Przez cały dzień oglądam fantastyczne zdjęcia, które robi Matthew Malkiewicz. Całą Jego galerię można obejrzeć tutaj: http://www.losttracksoftime.com/ Naprawdę warto, bo to piękna podróż w czasie.
I tak sobie nagle pomyślałem, że przecież to jest to! Czy naprawdę symbolem chmurzenia powinien być czajniczek Russela, który z definicji istnieje tylko wirtualnie? Przecież my używamy urządzeń istniejących realnie!
A jakie urządzenie realne wytwarza parę? Ano – parowóz. Jedna z najpiękniejszych maszyn stworzonych przez człowieka, maszyna z duszą.
Weźmy choćby taką niesamowitą lokomotywę:

Matthew Malkiewicz - Lost Tracks of Time: Recently Added &emdash; my 2010 Christmas card

Dobra, przyznam się – to jest do pewnego stopnia prywata, ponieważ mam wielki sentyment do lokomotyw parowych. Mój śp. Tata jako młody człowiek pracował w kolejowym biurze projektowym, które zajmowało się jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku właśnie konstruowaniem lokomotyw (ostatnich, które powstawały w Polsce).
Dobrze wyregulowany parowóz wypuszcza praktycznie biały dym. Czarny, z sadzą, leci wtedy, gdy coś jest nie tak ze spalaniem. To też analogia. Oczywiście jestem świadomy różnic – w lokomotywie jednak jest spalanie, ale mimo wszystko widok parowozu jest niesamowicie pociągający.
Może więc zaczniemy lansować parowozik jako symbol chmurzenia?

Jestem ciekawy Waszej opinii na ten temat.

No i, last but not least:
Thank you, Matthew, for your kind permission to use that marvellous photo here.
Dzięki, Matthew, za zezwolenie na publikację tego wspaniałego zdjęcia.

Jeśli ktoś odwiedzi tę fajną stronę i spodobają mu się zdjęcia, niech zostawi tam ślad – myślę, że autorowi będzie miło, gdy poczyta komentarze.

© photo: Matthew Malkiewicz – http://www.losttracksoftime.com/

 
6 komentarzy

Posted by w dniu 24 Lipiec 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Quo vadis, branżo e-papierosów?

Na łamach portalu biznes.pl pojawił się ciekawy artykuł Marka Mejssnera analizujący możliwe konsekwencje ekonomiczne przy mniej lub bardziej restrykcyjnym podejściu do implementacji dyrektywy tytoniowej. Autor na całe szczęście nie odnosi się do kwestii tego, czy e-papierosy to samo zło czy też zbawienie, ale prezentuje wyniki analizy stricte finansowej, przygotowanej na zlecenie Krajowej Izby Gospodarczej przez firmę CASE-Doradcy.
Warto dokładnie przeczytać ten tekst, bo wydaje się być naprawdę rzetelny. Ja przedstawię tylko kilka wniosków ogólnych płynących z raportu.
Wersja optymistyczna zakłada, że zmienia się niewiele. Wówczas w 2018 roku chmurzących będzie 3,3 miliona i będzie to rozwijający się nowy sektor gospodarki. Jest oczywiście też wersja mocno pesymistyczna, którą popiera m.in. znany wszystkim senator Bolesław Piecha (PiS). Wszystkie restrykcje dyrektywy zostają wprowadzone, a na dodatek liquidy zostają obłożone akcyzą ad valorem, czyli zależną wprost od ceny. To spowoduje wzrost cen płynów o ok. 400%, a w efekcie w 2018 chmurzących będzie tylko 1,8 miliona, natomiast do 2030 ta branża stanie się tylko niszą. Brrr… Tytuł artykułu nie pozostawia złudzeń – albo-albo. I teraz niestety tylko od legislatorów krajowych będzie zależeć, co się stanie.
Jedno wiemy na pewno: ludzie, którzy już siedzą w chmurzeniu, na pewno znajdą sposoby na to, aby obejść restrykcje, jakiekolwiek by one nie były. Ale przecież chyba nie tylko o to chodzi. Przerażająca, przynajmniej dla mnie, jest wizja odcięcia tak naprawdę kolejnych ludzi od możliwości wyboru opcji mniej szkodliwej. Dlatego też musimy patrzeć na ręce tym, którzy będą tworzyć przepisy. Każda z ustaw musi być (przynajmniej w teorii) konsultowana ze społeczeństwem. Musimy tę okazję wykorzystać, aby wyrazić swoje zdanie.
Cieszy mnie, że pojawił się ten rzetelny artykuł, jakże inny od tego, co zwykle mamy okazję czytać. Mam tylko nadzieję, że rządzący też się z nim zapoznają i wezmą pod uwagę.

Na koniec – ciekawe są też dane z ankiety dotyczącej rynku e-papierosów, która została przeprowadzona przez CASE-Doradcy, ale po szczegóły odsyłam już do artykułu źródłowego. A może ktoś znajdzie trochę czasu i pokusi się o porównanie jej z wynikami ankiety Federacji Konsumentów? Chętnie to umieszczę u siebie.

 
12 komentarzy

Posted by w dniu 21 Lipiec 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

O skondensowanej głupocie słów kilkaset

Lato jest wyjątkowo gorące. I nie chodzi tylko o temperaturę panującą na zewnątrz, ale przede wszystkim o różne dziwaczne informacje, które napływają z bardzo różnych stron świata.
Dziś zamierzam się odnieść do absolutnie kuriozalnej informacji wciskanej głównie ludziom młodym w tak podobno mądrym i otwartym kraju jak USA. Jest tam sobie takie hrabstwo zwane Orange County. Miłośnicy Zorro będą je dobrze znali, ponieważ właśnie tam działa się akcja napisanej prawie sto lat temu powieści „Znak Zorro”. Ale od czasów szlachetnego Don Diego de la Vega wiele się zmieniło. W ramach cywilizowania ludzi powstał tam między innymi Wydział Oświaty (Department of Education), który w założeniu ma służyć wsparciem i wiedzą rzeszy prawie pół miliona uczniów z tych okolic.
No i wspomniany wydział oświeca naród. W zasadzie znacznie bardziej pasuje tu jednak słowo „ogłupia”, ale to może zostać odczytane jako obelga bez pokrycia. Postaram się jednak takie pokrycie dla moich słów znaleźć.
Bądźcie łaskawi rzucić okiem na produkt tegoż wydziału, a mianowicie stronę o wiele mówiącej nazwie Not So Safe (Nie tak bezpieczne). Jak zapewne się domyślacie, chodzi o e-papierosy. Muszę przyznać, że strona ta zrobiła na mnie duże wrażenie. Nie przypuszczałem bowiem, że w tak skondensowanej formie można wyprodukować tyle głupoty. Naprawdę musieli się napracować.
Cóż tam znajdziemy… na przykład informację, że w e-fajkach jest formaldehyd – taki, jak w martwych ludziach. To fakt, w martwych ludziach jest formaldehyd. W żywych też, bo to normalny produkt metabolizmu. Ale idąc drogą logiki fachowców z Pomarańczowego Hrabstwa powinniśmy dzieciaki straszyć wodą – ona też znajduje się w martwych ludziach. Ciekawe czy tamtejsi eksperci odsuną szklankę z łyskaczem, gdy dowiedzą się, że w martwych ludziach jest też etanol.
Dalej jest straszenie ołowiem, kadmem czy rubidem – to prawda, że każdy z tych pierwiastków jest w płynie do e-papierosów. Jest też w wodzie pitnej i mineralnej. I w wódzie.
Ale znalazłem też coś fascynującego. Czytajcie uważnie. Podobno jest tam „n-nitro-sonor-nicotine”. I tu zaprotestuję – takie coś nie istnieje, panie i panowie „eksperci” z Orange County. Zapewne słyszeli oni słowa „nitro” i „nicotine” i dlatego rozłożyli „N-nitrosonicotine” na takie a nie inne kawałki. A wystarczyło spytać jakiegoś licealistę, który interesuje się chemią… I tenże wyłuszczyłby im, co to jest grupa nitrozowa, co oznacza „N-” i czym jest nornikotyna (nikotyna bez grupy metylowej – ale nie ujawniajcie tego specom z Orange County, chyba że zapłacą). I to prawda, że N-nitrozonornikotyna jest rakotwórcza, ale jak dotąd nie ma jednoznacznych dowodów wiążących ten związek z rakiem u człowieka. O tym, że jest jej tysiące razy mniej niż w zwykłych fajkach nawet nie wspomnę. Ani o tym, że jest jej więcej w gumach nikotynowych.
Nie będę się odnosił do każdej głupoty, przeinaczenia czy też zwykłego kłamstwa. Szkoda mi na to czasu. Zastanawiam się tylko nad jednym – jak to jest, że za pieniądze amerykańskich podatników produkuje się podobne kretynizmy.
Mam też pewną obawę – że i nasi eksperci, zapatrzeni w wielką Amerykę, też zaczną produkować podobne bzdury. Uprzedzam jednak, że będę to piętnował – bardzo szczegółowo. Mam nadzieję, że będę miał w tym Wasze wsparcie.

 
7 komentarzy

Posted by w dniu 19 Lipiec 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

Światowe Forum Nikotynowe (GFN) – refleksji część druga

Emocje po GFN już powoli opadają. Ludzie się rozjechali do domów, ale wszystkie nawiązane kontakty na pewno zaowocują bardzo szybko kolejnymi ciekawymi pomysłami.
Na stronie GFN można już znaleźć część prezentacji plenarnych. Myślę, że warto się z nimi zapoznać. Szczególnie polecam prezentacje Jacquesa le Houezeca, Riccardo Polosy, Maćka Goniewicza oraz europosłanki Rebeki Taylor. Wszystkie są w języku angielskim, w formacie PDF.
W najbliższych dniach będą opublikowane wersje wideo wielu wystąpień. Wszystko kręciła ekipa wspaniałego Dave’a Dorna z Vapourtrails TV z Wielkiej Brytanii.
Po przeczytaniu i obejrzeniu tego wszystkiego będziecie mieli przynajmniej częściowy obraz tego, co tam się działo. Pamiętajcie jednak o starym powiedzeniu – prawdziwe konferencje naukowe odbywają się na korytarzach. I tym razem też tak było. Najciekawsze dyskusje odbywały się w przerwach. Ludzie grupowali się w bardzo różnych konfiguracjach krajowo-specjalistycznych i nawiązywali ciekawe kontakty. Byli tam lekarze, chemicy, specjaliści ochrony zdrowia, profilaktyki uzależnień. Bardzo się ucieszyłem, że wraz z prof. Andrzejem Sobczakiem przyjechała spora gromadka Jego uczniów, w tym doktoranci (pozdrawiam serdecznie!). Oznacza to, że tematyka e-papierosowa będzie nadal przedmiotem badań także w Polsce. Przy okazji – bliski współpracownik prof. Sobczaka, Leon Kośmider, został uhonorowany na forum nagrodą GFN Young Investigator Award. Serdecznie gratuluję, Leon! Należało Ci się, bo naprawdę dobrze działasz.
Szkoda tylko, że tak naprawdę mamy tylko ten jeden zespół badawczy w Polsce. Jest tyle uniwersytetów medycznych, wydziałów chemii uniwersytetów, politechnik i innych uczelni. Tematyka jest świeża, otwarta i z wielkimi możliwościami współpracy międzynarodowej. I co? I psińco…
Odbyły się dwie sesje w języku polskim. Na jednej z nich prezentowałem moje uwagi dotyczące dyrektywy tytoniowej i jej wpływu na świat e-papierosów i liquidów w Polsce (też niebawem powinny być z tego materiały). Druga była dyskusją panelową, do której wprowadzenie wygłosił znany palacz i okazjonalny użytkownik e-papierosów – red. Jacek Żakowski. Trzeba przyznać, że dyskusja była chwilami bardzo intensywna. I kolejny raz westchnę… gdzie się podziali krajowi eksperci od wszystkiego? Nie było ani prof. Jassema, ani płk. dr. hab. Jędrzejko ani innych. Wszyscy wiedzieli i mieli zaproszenia.
O tych sesjach napiszę zresztą osobno, bo warto.
Prezentowane były też postery z badań naukowych, niektóre bardzo interesujące. One też znajdą się na trwałe na stronie GFN14. Wrócę też do tych tematów za jakiś czas.
Wiadomo już, że planowane jest kolejne forum za rok – odbędzie się też w Polsce, w tym samym miejscu. Znamy już nawet daty – będzie to 5-6 czerwca 2015 roku. Może wtedy obudzą się polskie środowiska naukowe i urzędnicze. Tyle, że nauka w Europie będzie już daleko z przodu. I żeby nie było, że nie mówiłem…

 
3 komentarzy

Posted by w dniu 15 Lipiec 2014 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

Z ostatniej chwili! Najnowszy raport dotyczący klasyfikacji e-liquidów

Na stronach brytyjskiej organizacji ECITA ukazała się 11 lipca bardzo ciekawa, wręcz sensacyjna wiadomość. Otóż organizacja ta zleciła zewnętrznej firmie eksperckiej sprawdzenie, czy liquidy do e-papierosów są prawidłowo klasyfikowane w ramach regulacji unijnych, a konkretnie dyrektywy CLP (klasyfikacja-etykietowanie-pakowanie).
Wyniki analiz firmy bibra zostały następnie dokładnie przejrzane i przeliczone przez trzech ekspertów – prof. Bernda Mayera (toksykolog), prof. Riccardo Polosę (lekarz) oraz dr. Jacquesa le Houezeca. Wszyscy trzej uznali, że raport firmy bibra jest rzetelny i winien być podstawą do generalnej zmiany klasyfikacji liquidów.
Nie będę omawiał tutaj szczegółowo metodyki analizy stosowanej przez firmę, bo to nie ma tak naprawdę znaczenia. Zainteresowani mogą zajrzeć do raportu, dostępnego na stronie ECITA.
Istotne są tak naprawdę wnioski. A są one bardzo, bardzo ciekawe. Otóż zgodnie z raportem liquidy o mocy do 25 mg/ml (2,5%) powinny w ogóle wypaść z klasyfikacji jako materiał niebezpieczny. Liquid o mocy 25-50 mg/ml powinien podlegać klasyfikacji, ale tylko jako kategoria 4. A w tej kategorii mamy np. płyn do mycia naczyń. Wiadomo, że picie tego nie jest zdrowe, ale taki produkt nie podlega takim obostrzeniom jak kategorie 1, 2 lub 3.
Oczywiście wiadomość ta absolutnie nie oznacza, że automagicznie liquidy stały się mniej trujące. Nadal bezwzględnie trzeba chronić dzieci czy zwierzęta domowe przed kontaktem z tym płynem, ale zmienia to w dużym stopniu perspektywę formalną.
O kategoriach toksyczności ostrej można po polsku przeczytać tutaj.
ECITA sugeruje, że etykiety liquidów (mówimy o tych poniżej 25 mg/ml) powinny zawierać tylko ostrzeżenie „UWAGA: przechowywać pod zamknięciem, poza zasięgiem dzieci oraz zwierząt domowych”. Oczywiście nadal mają obowiązywać informacje „tylko do użytku w papierosach elektronicznych” oraz „w przypadku połknięcia zasięgnąć opinii lekarza”.
Oczywiście są to zalecenia ECITA, a więc dotyczą rynku brytyjskiego (i są tylko zaleceniami, a nie obowiązującym prawem). Miejmy jednak nadzieję, że te wiadomości spowodują, że do przepisów europejskich (i naszych krajowych) także zostaną wprowadzone odpowiednie poprawki. No ale to już leży w gestii legislatorów.
W każdym razie jest to, moim zdaniem, naprawdę ważna informacja.

Aha, na koniec jedna ciekawostka, której nie znałem wcześniej. Liquidy, w tym też zerówki, zawierające glikol propylenowy (trudna nazwa, wiem ;) ) należy chronić szczególnie przed kotami, ponieważ one nie metabolizują tego związku.

 
13 komentarzy

Posted by w dniu 11 Lipiec 2014 w ogólne

 

Tagi: , , , ,

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 268 other followers