RSS

Jak myślicie – ile niebawem może kosztować liquid?

Ujawniono właśnie, że włoska rada ministrów dyskutowała ostatnio nad obłożeniem liquidów podatkiem. Jak informuje portal Nicotine Science and Policy, pomysł jest prosty: liquid będzie obłożony podatkiem akcyzowym w wysokości 60% podatku płaconego w przypadku handlu papierosami tytoniowymi. W zasadzie można by powiedzieć – no i fajnie, że tylko 60%. Problem jednak w tym, że uznano, iż 10 ml liquidu to równoważnik 80 papierosów.
Z prostych obliczeń wynika, że akcyza na buteleczkę LQ wyniesie 6,39 euro. Akcyza, nie cena. Cena obecnie wynosi właśnie około 6 euro, a więc po wprowadzeniu akcyzy będzie to 12 euro. Hmmm, 50 złotych za flaszeczkę? Sporo, prawda?
Ale to jeszcze nie jest pewne, że będzie aż tak dobrze. Negocjacje trwają. Jest pomysł, aby przeliczać na zaciągnięcia. I wtedy 1 ml liquidu będzie obciążony akcyzą 2,41 euro, a cena buteleczki wzrośnie do 35 euro, czyli mniej więcej 140 złotych. No i nie trzeba będzie niczego zakazywać. Problem sam się rozwiąże, jeśli wzrost ceny będzie o prawie 500%.
Jak to będzie wyglądać w praktyce, dowiemy się już niebawem. We wrześniu przewidywane jest głosowanie na ten temat.
Przypominam jeszcze, że to nie będzie jedyne obciążenie. Dyrektywa tytoniowa wprowadzi zmiany w prawie lokalnym, które będą skutkować dodatkowymi kosztami dla producentów/dystrybutorów. Koszty zgłoszeń, badań, analiz rynku – to wszystko też przecież będzie wrzucone w cenę płynu.

Na koniec – mam tylko prośbę, aby nie pisać mi tutaj o tym, że każdy będzie sam sobie robił lewe liquidy, sprowadzał lewą nikotynę itp. Znam to nasze typowe „a co mnie to obchodzi – ja sobie dam radę, a inni niech się idą paść”.
Zdaje się, że nie o to chodzi, prawda?

 
1 komentarz

Posted by w dniu 19 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi:

Będzie jednak ban na e-papierosy w Indiach

Dwa miesiące temu pisałem już o tym, ale dziś wygląda na to, że słowo stanie się ciałem. Dziś w Deccan Chronicle ukazał się artykuł, w którym zapowiedziano, że zakaz e-papierosów w Indiach nastąpi bardzo szybko.
No i w efekcie tego posunięcia 1,3 miliarda ludzi na Ziemi będzie objętych całkowitym zakazem. Jest to swoisty wyrok śmierci dla 110 milionów palaczy tytoniu w tym kraju. W artykule mamy te same argumenty co zwykle: nielicencjonowane, młodzi ludzie po nie sięgają itd. Znamy to wszystko.
Panowie „eksperci” indyjscy raczą nas też innymi argumentami. Inhalacja nikotyny, moi drodzy, jest niebezpieczna, bo może zabić, imaginujcie sobie. Oczywiście inhalacja tej samej nikotyny ze zwykłych fajek nie zabija. Ba, e-fajki są „bardzo szkodliwe dla palaczy biernych”.
Podejrzewam, że dziś w rezydencjach prezesów indyjskich (i światowych) koncernów tytoniowych strzelają korki od szampana. Udało się zniszczyć wroga w zarodku. Teraz przyszłość producentów papierosów jest bardziej świetlana niż kiedykolwiek. Zapewne trochę kasy musiało na to pójść, ale czego się nie robi dla rozwoju biznesu.
Co ósmy palacz tytoniu na świecie mieszka w Indiach. I właśnie jeden ruch pióra jakiegoś ministra wyrzuca ich poza nawias. I to jest naprawdę chore i szkodliwe.
A na jesiennym spotkaniu COP-6 Indie zapewne będą brylować i namawiać inne kraje świata, aby poszły tą samą drogą. To z kolei jest nie tylko chore i szkodliwe, ale też niebezpieczne.

A przed chwilą dotarły do mnie wieści europejskie… dzieje się. Niestety :(
Muszę jednak najpierw sprawdzić źródła i potwierdzić. Niebawem pewnie napiszę i o tym.

 
1 komentarz

Posted by w dniu 18 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Refleksje z wycieczki po bardzo dziwnym miejscu

Muszę się z Wami podzielić pewną smutną refleksją, do której zmobilizowały mnie obserwacje pewnej grupy e-fajkowej na Facebooku.
Moje wrażenia są nieco zbliżone do doznań kogoś, kto wybrał się w pewnym momencie na wycieczkę do jakiejś egzotycznej dzielnicy miasta – np. Haarlemu w Nowym Jorku. W zasadzie jesteś w tym samym mieście, w którym jest Manhattan czy Fifth Avenue, ale jednak to zupełnie inny świat.
Przyznam, że dawno nie czytałem równie szokujących postów i odpowiedzi na nie. Co rusz miałem wrażenie, że jestem w jakiejś grupie naćpanych samobójców. No bo jak inaczej można potraktować eksperymenty z e-fajką robione tylko po to, aby uzyskać jak największą chmurę? Pal diabli akroleinę, formaldehyd i inne produkty pirolizy składników liquidu – chmura się liczy, panie… chmura jak cumulonimbus. Zaraz się wrzuci na fejsa, żeby inni zazdrościli. Normalnie jak dzieciaki, które porównują, który ma dłuższego. W sumie trudno się chyba dziwić, skoro średnia wieku tam to chyba nie więcej niż 16 lat.
No i nieustające zawody, kto zejdzie niżej z opornością grzałki. 0,5 Ω? Eee, może się da zrobić 0,2 Ω. A może nawet 0,05 Ω. Najświeższe pytanie brzmiało: czy drut miedziany będzie dobry na grzałkę?
Kolejne: Nie umiem obliczyć oporności grzałki. Powiecie mi jak to zrobić? Ktoś podawał wzór R=U/I (chyba tak on wyglądał) ale nie wiem co pod niego podstawić, ani nic.
Wiem, że fizyka w gimnazjum nie jest lubiana. Wiem, że prawo Ohma wyraża się straszliwie trudnym wzorem przekraczającym możliwości umysłowe przeciętnego nastolatka. Prościej przyjść do salonu samobójców – tu dostanie się dobre rady. Niektórzy potem powiedzą, że tak naprawdę to żartowali i nie wierzyli, że ktoś może te pomysły wziąć na poważnie.
Chemicznie też bywa ciekawie. Pada pytanie o bazę 72%. Potem okazuje się, że tak naprawdę chodzi o 72 mg/ml. No w sumie przecież drobiazg, przecinek w jedną czy drugą. Prawie jak słynny numer ze szpinakiem i zawartością żelaza. Nie znacie? Poczytajcie.
No i te powtarzające się pytania – jak zrobić, żeby LQ był kolorowy. No bo przecież lans na fejsie musi być. I te mądre odpowiedzi, np. „kolor bardziej przypominający ultrafiolet”.
I odpowiedzi „zawodowcuff” – „Kwas jablkowy rozpuszcza sie w metylowym ustala on odpowiednie ph liquidu jest go ponizej 1% nie oślepniesz od tego Znajduje sie w prawie kazdym plynie”. (pisownia oryginalna)
Jeden z moich znajomych fantastycznie spuentował dzisiaj dialogi prowadzone na tej grupie.
„Dziś przeprowadziłem dyskusję z pustym kubkiem po kawie.
Była bardziej owocna.”

A ja już się nie zastanawiam czy zdarzy się jakieś nieszczęście. Zastanawiam się – kiedy.

 
13 komentarzy

Posted by w dniu 16 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

Kilka refleksji o (nie)bezpieczeństwie związanym z ładowaniem ogniw

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się znowu artykuły o tym, jak zabójcze są e-papierosy. I jak zwykle każdy kolejny tekst jest coraz bardziej sensacyjny. Wiadomo, wakacje, nic tak nie ożywia mediów jak dobry trup.
Nie będę tutaj linkował tekstów na polskich portalach, bo nie ma to sensu. Jak ktoś chce, sam sobie znajdzie. Myślę jednak, że warto napisać kilka słów komentarza.
Przede wszystkim – co takiego się stało? Otóż 62-letni mężczyzna ładował baterię do e-fajka gdzieś w okolicy koncentratora tlenu (nie butli z tlenem, jak piszą polskie portale). Coś w systemie zawiodło i prawdopodobnie nastąpił wybuch. Od wybuchu zajął się plastikowy wężyk koncentratora, a ponieważ zawartość tlenu była tam spora, zaczął się pożar. Niewielki, bo zgasł sam zanim przyjechała straż pożarna. W artykule jest jeszcze jedna istotna informacja – ładowarka nie pochodziła z zestawu, była kupiona osobno. Więcej szczegółów nie ma jak na razie.
A więc tak naprawdę mamy tu splot zdarzeń. Po pierwsze – ładowanie czegokolwiek w pobliżu takich urządzeń jak koncentrator tlenu jest dużym błędem. Po drugie – używanie jakichś lewych ładowarek to prowokowanie nieszczęścia.
I nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia, że było to ogniwo stosowane w e-papierosie. Równie dobrze ten człowiek mógł ładować baterię telefonu, laptopa czy innego urządzenia elektrycznego. W każdym z tych przypadków wydarzenia mogły się potoczyć podobnie, ale tych przypadków jest na tyle dużo na świecie, że media się nimi już nie interesują.
Ten przykry incydent powinien być dla ludzi przestrogą. Niestety, w szkołach mało uczą o niebezpieczeństwie, jakie niesie z sobą prąd elektryczny. Możecie to zresztą sprawdzić na ludziach ze swojego otoczenia. Wystarczy spytać, jakie napięcie jest niebezpieczne i może zabić. Zdecydowana większość powie, że takie, jakie mamy w naszej domowej sieci, czyli 230 woltów. Mało kto uzna, że 3, 5 czy 12 woltów może być niebezpieczne. Ja najczęściej wtedy daję dwa skrajne przykłady: każdy zapewne kiedyś odczuł „kopnięcie” ładunku statycznego, np. przy zdejmowaniu swetra. I nie robi ono większej krzywdy, jest tylko niemiłe. A napięcie tej iskry (mówiąc popularnie) to co najmniej kilkanaście tysięcy woltów. Rzecz w tym, że natężenie (czyli tzw. prąd) jest bardzo niewielki, rzędu miliamperów, a czasem nawet nanoamperów. Z drugiej strony mamy elektrolizer do produkcji aluminium. Napięcie podawane tam to 3-5 V, ale raczej nie ryzykowałbym dotknięcia szyn, które dochodzą do elektrod, ponieważ płynie w nich prąd 100-500 kA (czyli od 0,1 do 0,5 MILIONA amperów). Zabija w czasie krótszym od mrugnięcia oka, człowiek po prostu zmienia się w węgielek. Warto więc zapamiętać, że zasadniczo to nie napięcie zabija, tylko prąd (natężenie).
I dlatego nie wolno bagatelizować ogniw stosowanych w e-fajkach. Napięcie w nich nie jest wielkie, ale zwarcie może doprowadzić do pojawienia się dużego prądu, który bardzo szybko topi plastik, powoduje niekontrolowane reakcje chemiczne wewnątrz obudowy, co bardzo łatwo może spowodować eksplozję ogniwa, a w efekcie pożar. A jeśli obok jest koncentrator tlenu, to… no właśnie.
Moi drodzy – naprawdę warto mieć dobre i sprawne ładowarki. Badziewie za 3,50 z bazarku to coś, czego trzeba się wystrzegać. Warto też patrzeć, gdzie wykonujemy ładowanie. I na koniec – warto robić to wtedy, gdy jesteśmy w domu – na wszelki wypadek lepiej mieć proces ładowania pod nadzorem.
No i rzecz jasna same ogniwa powinny być dobrej jakości, bo inaczej sami prowokujemy nieszczęście.

 
11 komentarzy

Posted by w dniu 10 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

Dwa bieguny – Łotwa i Hiszpania

Wiosną tego roku, tuż po zatwierdzeniu dyrektywy tytoniowej Łotwa postanowiła zadziałać metodą ostrego cięcia i wprowadziła u siebie zakaz sprzedaży e-papierosów i liquidów poza tymi, które są zarejestrowane jako produkty medyczne. Ponieważ żaden e-fajek oczywiście nie ma takiej rejestracji oznacza to faktyczny ban na wszystko.
A jednak Łotysze niespecjalnie się tym przejęli. Widać to choćby po nikłym poparciu inicjatywy EFVI, gdzie dotąd udało im się zebrać tylko 42 podpisy, co stanowi 0,62% wymaganego minimum. Uchwalony w maju zakaz nie spowodował żadnego zintensyfikowania tych działań.
A tymczasem mamy na drugim końcu Europy inny kraj – Hiszpanię. O sytuacji tego kraju dość obszernie mówiono na czerwcowym forum nikotynowym w Warszawie. Na początku tego roku zaczęto tam też wprowadzać ograniczenia dotyczące e-papierosów. Nie są one aż tak drastyczne jak na Łotwie, ale w kraju trwa nagonka na chmurzących. Pretekstem był przypadek zdiagnozowania lipoidowego zapalenia płuc u pacjenta. Lekarze całkowicie błędnie uznali, że powodem choroby było używanie e-papierosów. Kiedyś może opiszę to dokładniej, ale teraz nie ma to większego znaczenia.
Jaki był efekt tej rozpętanej histerii? Ano – zupełnie inny niż na bezwolnej Łotwie. Jeśli prześledzimy, jak wygląda zbieranie w Hiszpanii podpisów pod EFVI, zobaczymy, że od marca przyrost podpisów jest imponujący i utrzymuje się cały czas na wysokim poziomie. W tej chwili Hiszpanie mają zebranych ponad 65% wymaganych podpisów i wygląda na to, że jako pierwsi przekroczą wymagane minimum. Warto popatrzeć na wykresy, które można znaleźć pod tym adresem. I tak nagonka na e-fajki spowodowała, że kraj ten został liderem w tej tabeli.
No dobrze, a co to ma wspólnego z nami? Niebawem nasze ministerstwo zdrowia przedstawi projekt legislacyjny dotyczący m.in. e-papierosów. I tak się zastanawiam, czy pójdziemy jako społeczność ścieżką łotewską czy też hiszpańską. Osobiście wolałbym tę drugą, ale… pożyjemy, zobaczymy.

EDIT: zaktualizowałem opis przypadku – dzięki, Meant!

 
5 komentarzy

Posted by w dniu 9 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: , , ,

A teraz czas na Wasz głos, waperzy! Popieramy list do WHO

Dziś prośba o to, abyście napisali kilka słów od siebie jako komentarz do listu, który prezentuję poniżej. Został on wysłany w imieniu europejskiej sieci zrzeszającej stowarzyszenia użytkowników e-papierosów (EVUN) do szefowej WHO, Margaret Chan. Dlaczego do niej i dlaczego właśnie teraz? Otóż w październiku tego roku planowane jest spotkanie COP-6, czyli spotkanie krajów zrzeszonych w WHO dotyczące tytoniu. Jednym z pomysłów, który ma być tam zrealizowany jest zrównanie e-papierosów ze zwykłymi, co niesie za sobą wiele konsekwencji negatywnych dla nas. Pisałem o tym kilka miesięcy temu.
Oryginał listu znajdziecie pod tym adresem – właśnie tam można napisać własny komentarz. Jak najbardziej może być po polsku. Niech urzędnicy WHO zobaczą, że nie jesteśmy anonimowym tłumem, któremu można tylko wydawać polecenia i nakładać zakazy. Napiszcie o tym, czym dla was są e-papierosy i chmurzenie. Zobaczcie zresztą wcześniejsze polskie wpisy.

Poniżej tekst listu po polsku – w tłumaczeniu Rob_ciga ze Stowarzyszenia Użytkowników E-papierosów WAPER
***************************************************************************************************************************

Droga Pani Margaret Chan,

Piszemy do Pani w imieniu oraz jako reprezentanci Waperów i użytkowników elektronicznych papierosów w Europie. Nie jesteśmy opłacani, nie pobieramy żadnych funduszy ani nie jesteśmy związani z jakimkolwiek przemysłem. Sami jesteśmy Waperami a zatem niniejszy list jest uczciwym wyrażeniem naszych osobistych doświadczeń i naszego punktu widzenia.

Prosimy Panią o rozpatrzenie aktualnie mocno napiętej atmosfery jaka otacza e-papierosy z perspektywy milionów Europejczyków, którzy ich używają. Niezakłócony dostęp, jakim cieszyliśmy się do tej pory był fundamentalny dla ich sukcesu. Umożliwił nam całkowite, lub choćby częściowe zastąpienie palenia tradycyjnych papierosów przez nieskończenie mniej szkodliwy sposób używania nikotyny.
Niektórzy z nas zdecydowali już o zaprzestaniu używania również e-papierosów. Inni kontynuują ich używanie, lecz już całkowicie bez nikotyny. Jeszcze inni, całkowicie zastąpiwszy przy ich pomocy palenie tytoniu wybrali używanie nikotyny bez niebezpieczeństw z tym związanych. Niektórzy z kolei zredukowali palenie tytoniu przy pomocy e-papierosa, który to wypełnia im próżnię pozostałą po nie wypalonych papierosach konwencjonalnych.

Palenie tytoniu jest złożonym problemem i nie ma jednej prostej recepty by pomóc palaczom zmienić swoje zachowania. Do niedawna mieliśmy niewielki wybór. Jak wielu palaczy stwierdziliśmy, że opcje medyczne, gumy, plastry i substancje psychotropowe tak samo jak wsparcie behawioralne były często mało przyjemne ale również nieskuteczne.
Wapowanie pozwoliło nam doświadczalnie dostosować e-papierosa do naszych indywidualnych potrzeb i smaków. Gdyby ktoś postanowił ograniczyć jego dostępność do tylko jednego formatu o jedynym, przepisanym sposobie używania to szybko okazałoby się, że e-papieros jest tak samo nieskuteczny jak każda inna opcja medyczna dostępna w ciągu ostatnich 30 lat.

Osobiste waporyzery, e-papsy, elektroniczne papierosy czy jakkolwiek by ich nie nazywać dały milionom palaczy szansę i okazję do samokontroli, jakiej nigdy dotąd nie mieli. Dały im możliwość wyboru! Dla nas to właśnie stanowi zasadnicza różnicę. Możliwość swobodnego wyboru sprzętu i rozwinięcia preferencji smakowych. Za wszystko to płacimy z własnej kieszeni.
Zajmijmy się być może najbardziej ostatnio kontrowersyjną sprawą: smakami.

Ciągle słyszymy, że smaki istnieją wyłącznie po to by przyciągnąć nowych użytkowników a zwłaszcza młodzież do nałogu palenia. Smaki wzbudzają tak wiele obaw wśród Pani doradców! Wysłuchajcie jednak naszego doświadczenia- tego, co wiemy i rozumiemy o tej, tak ważnej dla nas, dojrzałych Waperów palecie smaków.
To smaki pozwoliły nam stworzyć dystans między śmiertelnym nałogiem a dalece mniej szkodliwą alternatywą, jaką teraz mamy, lub próbujemy mieć. To właśnie istnienie smaków, jak waniliowy czy smak gumy do żucia sprawia, że ryzyko powrotu do palenia tytoniu dla tych, którzy całkiem adoptowali ten produkt jest bardzo niskie. Jest tak, ponieważ smak palonego tytoniu stał się dla większości z nas wysoce nieatrakcyjny.

W interesie zdrowia publicznego jest usunięcie palenia tytoniu ze społeczeństwa a Waperzy są przykładem sposobu na osiągnięcie tego. Ilość Waperów rośnie w tempie, którego nikt nie przewidział. Powodem jest to, że oferta rynkowa jest bogata i ekscytująca, zachęcająca do rozwoju produktów coraz bardziej efektywnych. Najbardziej zawansowane urządzenia nie są jednak obiektem zainteresowania firm z przemysłu tytoniowego. Ich zainteresowania prawie całkowicie ograniczają się do sprzętu, który wygląda jak tradycyjne papierosy, produktu, który raczej nie dostarcza nikotyny efektywnie, jest drogi w użytkowaniu i ma dość ograniczoną atrakcyjność. Co więcej, jako, że są z reguły jednorazowe powodują niszczenie środowiska, bo produkują tony elektronicznych śmieci.

Stajemy przed przyszłością, w której jedynie ta przestarzała część rynku, relatywnie nieefektywnych i drogich produktów byłaby dla nas dostępna. Byłoby to jak nakłanianie użytkowników smartfonów, aby wrócili do używania budek telefonicznych. Taką samą analogię, znajdziemy w lansowanym szeroko poglądzie, że Waperzy powrócą kiedyś do palenia tytoniu.

Trudno nam dobrze wyrazić jak ważna jest ta rewolucja. To, co może zostać zaproponowane podczas sesji COP6 w październiku mogłoby stać się jej końcem. Końcem rewolucji, której nikt nie przewidział w ciągu poprzednich dekad kontroli nad tytoniem. Rewolucji, której nikt nie oczekiwał, ale której ograniczać nie wolno za żadną cenę.

Niniejszy list przychodzi do Pani od palaczy, byłych palaczy i ich rodzin. Jesteśmy matkami, ojcami, synami i córkami. Mamy dzieci i wnuki. Nie mamy żadnych zakulisowych interesów, nikt nas nie opłaca ani nie przymusza. Piszemy do pani z sercem na dłoni, niczego nie ukrywając.
Jesteśmy Waperam z Europy i pragniemy zostać przez Panią wysłuchani, bo to my stanowimy sposób na osiągnięcie pani celu. Bez drogiego zaangażowania różnych instytucji udaje się nam zmieniać oblicze palenia tytoniu w Europie.
Prosimy pozwolić nam nadal to robić. Poprzez krótkie rozmowy w barze czy kawiarni, wymiany zdań na ulicy z zaciekawionymi palaczami, którzy nas zatrzymują i pytają o nasze urządzenia. Wraz ze wsparciem naszych rodzin i przyjaciół wdzięcznie witających nasze korzyści zdrowotne i brak biernego palenia. Prosimy pozwolić nam oraz palaczom, którzy zechcą spróbować e-papierosa, na odzyskanie kontroli nad własnym życiem bez zbędnych interwencji i kosztów społecznych.

Nauka i tak w końcu odpowie na wiele pozostałych pytań, lecz jedynym prawdziwym i znaczącym pytaniem jest:

Czy elektroniczne papierosy pomagają milionom palaczy tytoniu przejść na praktykę zdecydowanie mniej niebezpieczną ?
Odpowiedź może brzmieć tylko:

TAK!
Prosimy, aby nie kierowały Panią niepotwierdzone obawy, w przeciwnym razie, poprzez zniszczenie tej wspaniałej szansy na redukcję ryzyka tytoniu WHO może skazać na przedwczesną śmierć miliony ludzi

Z uszanowaniem,
Hazel Mabe
European Vapers United Network
Germany@evun.org

Za i w imieniu Niezależnych Stowarzyszeń i Organizacji Waperskich z Belgii, Holandii, Francji, Hiszpanii, Danii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Norwegii, Finlandii, Polski, Republiki Czeskiej i Węgier.

 
2 komentarzy

Posted by w dniu 7 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: , ,

Apel – postępujmy rozważnie i chrońmy środowisko

Co prawda kiedyś już trochę o tym pisałem, ale myślę, że warto wrócić do tematu związanego z ochroną środowiska w aspekcie e-papierosów. Tu sytuacja jest nieco inna niż w przypadku analogów. Gdy kończyliśmy palenie zwykłej fajki, gasiło się ją i… no własnie, albo wyrzucało elegancko do popielniczki czy też śmietnika albo też (niestety, większość ludzi tak robiła) zwyczajnie na chodnik. Miliardy petów zalegało sobie w różnych miejscach, ale to już w naszym przypadku temat zamknięty, mam nadzieję.
W przypadku e-papierosów sytuacja jest nieco inna. Nie generujemy aż tak wiele śmieci, ale te, które powstają trzeba traktować z większą rozwagą.
Co nam pozostaje jako odpady? Stare, zużyte akumulatory, grzałki, parowniki no i buteleczki po bazach i liquidach. Najmniejszy problem stanowią parowniki i grzałki. Są to tak naprawdę typowe odpady komunalne, więc wędrują bez żadnego problemu do zwykłego śmietnika. Jeśli ktoś chce być naprawdę porządny, może je przed wyrzuceniem wypłukać, aby nie stanowiły przynęty choćby dla zwierzaków penetrujących śmietniki.
W zasadzie podobnie możemy postępować z butelkami po bazach/liquidach. Rozsądnie jest je wypłukać, aby pozbyć się resztek cieczy.
No dobrze, a baterie/akumulatory? Myślę, że powinniśmy je traktować naprawdę z rozwagą. Nawet jeśli wydaje nam się, że już są nieszkodliwe, jeśli chodzi o prąd, to jednak stanowią one zagrożenie dla środowiska, ponieważ zawierają związki metali ciężkich (głównie kobalt i mangan). Dlatego apeluję – nie wyrzucajcie ich bezsensownie do zwykłych śmietników. Dotyczy to zarówno baterii typu eGo, ogniw stosowanych w modach, jak też e-papierosów jednorazowych. Nie ma też znaczenia czy są to ogniwa Li-ion, Li-Po, Li-MH czy jakiekolwiek inne.
Na całe szczęście nie trzeba robić specjalnych wypraw do miejsc, w których zbierane są odpady niebezpieczne. Obecnie w wielu miejscach można znaleźć pojemniki, do których zbierane są takie elektrośmieci. I tylko tam powinny trafić nasze zużyte ogniwa/baterie/akumulatory.

Apeluję – zadbajmy o to.

 
7 komentarzy

Posted by w dniu 3 Sierpień 2014 w ogólne

 

Tagi: ,

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 267 other followers